31 y/o
For good luck!
184 cm
Rezydent kardiochirurgii Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Oh honey, I am your saviour
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Oczywiście - odpowiedział beznamiętnie, nie tłumacząc w ten sposób czy jej wierzy czy też nie. Ale domyślał się, że faktycznie nie odczuwała tremy - tak samo jak on nie odczuwał strachu o życie pacjentów, kiedy przychodziło mu przeprowadzać skomplikowaną operację. Rzekłby wręcz, że ta jedna rzecz ich łączyła. On także odczuwał adrenalinę, to ekscytujące, elektryzujące napięcie, że za chwilę będzie mógł dowieźć swoich umiejętności w niezwykle trudnej próbie.
Dużo mniej lubił, kiedy ktoś poddawał próbie jego cierpliwość.
- A ty rozkapryszona i roszczeniowa - oczywiście że nie pozostał jej dłużny, miałby tak po prostu przyjąć obelgę pod swoim adresem? I to jeszcze taką, która nie miała wiele wspólnego z prawdą? No dobrze, może w połowie miała. Był nieprzyjemny, ale czy ciężko było go za to winić? Kiedy ktoś zachowywał się w sposób tak irracjonalny, niemal debilny, Rohan nie zamierzał temu radośnie przyklaskiwać. Zdecydowanie jednak nie był niegodny zaufania. Z jakiegoś powodu w końcu Elena tutaj przyszła, prawda? Uwierzyła, że otrzyma tutaj pomoc i że nie zostanie uśpiona i zgwałcona, albo rozkrojona by sprzedać jej organy na czarnym rynku. Sukces!
- Nie dało się tak od razu? - sarknął jeszcze, kiedy kobieta po prostu wbiła wzrok w sufit. Jej ramię mogłoby być opatrzone co najmniej kwadrans temu, gdyby tylko Santorini nie marnowała czasu na niezręczny small talk. Rohan pozwolił sobie na jeszcze jedno, ciężkie i cierpiętnicze westchnięcie, zanim przestawił się na pełen tryb profesjonalisty.
Ściągnięcie płaszcza w końcu pozwoliło mu na dokładniejsze zbadanie jej obrażeń. Nie było tak źle jak się obawiał - Elena ewidentnie miała tej nocy bardzo dużo szczęścia. Najważniejsze naczynia krwionośne, a także ścięgna pozostały nietknięte, wiec ten jeden wybryk nie przekreśli jej dalszej kariery baleriny. Uraz nie był jednak drobnym zadrapaniem i wymagał specjalistycznej opieki, a także szycia. Pozytywem było to, że rana miała gładkie brzegi, miała szansę zagoić się więc szybko i z minimalnym śladem.
- Nie umrzesz, ale będziesz mieć bliznę - odpowiedział, nie siląc się na jakiś pokrzepiający komentarz - Dam ci zastrzyk przeciwbólowy i przeciwzapalny, oczyszczę ranę, zszyję ją i obandażuję. Potem opatrunek będziesz zmieniać już sama - poinstruował ją, sięgając do swojej teczki. Jeśli nie wda się żadne zakażenie i rana będzie się goić ładnie, nie będzie tam już ani kropli krwi, więc Elena jakoś powinna sobie poradzić. Była dużą dziewczynką.
Jak mężczyzna powiedział, tak postąpił. Całe szczęście że najgorsze krwawienie już ustąpiło, ciało samo usiłowało zachować drogocenną ciecz.
- Mów do mnie, żebym nie musiał monitorować czy nie mdlejesz. Opowiedz o okolicznościach jak się zraniłaś. Czym dokładnie się pocięłaś? - polecił jej, kiedy aplikował jej strzykawką lek przeciwbólowy. Odczekał chwilę, czekając aż medykament zacznie działać, zanim rozchylił delikatnie skórę, by przepłukać i oczyścić ranę.

Elena Santorini
Solhy
Posty z AI
27 y/o
DEATH IN BLOOM
164 cm
primabalerina | The National Ballet of Canada
Awatar użytkownika
i'm not good at love, i'm so much better at taking my clothes off
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Santorini uważała się za szalenie racjonalną kobietę. Pragmatyzm i chłodna logika kierowała nią w większości przypadków - nawet wtedy, gdy pośród porzuconych na szkarłatnej podłodze ciał powoli wyswabadzała się z ich uwięzi, planując kolejne posunięcia. Nawet w szoku, nawet w stanie najgorszej paniki potrafiła rozłożyć problem na części pierwsze i wytypować z nich kroki, które powinna podjąć.
Problemem była krew.
Skojarzenie, które natychmiast pchało ją w stronę wspomnień, w stronę ich martwej, cichej posiadłości i bólu rozsadzającego jej brzuch. Pustego spojrzenia bliskich utkwionego w przestrzeni gdzieś ponad nią, w miejscu, gdzie stali ich oprawcy.
Krew czyniła ją nieracjonalną i choć wcześniej wierzyła, że potrafiłaby to obejść, poradzić sobie z tym, ta chwila udowadniała jej, że gdy problem nie był natury życia i śmierci, mogła pozwolić sobie na wyjątkowy brak logiki.
- Jakbyś był milszy to by się dało - warknęła w odpowiedzi na jego sarknięcie, choć w głębi duszy wiedziała, że nie była to wcale prawda.
Gdzieś pod jej powierzchownym egoizmem miała świadomość tego, że naprzykrza się Rohanowi, który wcale nie miał obowiązku udzielenia jej pomocy - mógł odesłać ją do szpitala, bądź nawet wezwać karetkę by zmusić ją do natychmiastowej ewakuacji ze swojego mieszkania. Ale nim rana na jej skórze się nie zasklepi, ta świadomość była zaledwie odległym błyskiem małej latarki, którą łatwo było zignorować.
- Bliznę? Nie mogę mieć blizny. Nie tam - dodała wściekle, odruchowo odwracając głowę by spojrzeć - czego szybko pożałowała na widok szkarłatu i podłużnego zranienia. Już ledwo udało jej się przełknąć bliznę na jej talii - głównie dlatego, że w balecie ten obszar jej ciała zawsze był zakryty, niezależnie od wystawianej sztuki i roli, którą odgrywała. Jej ramiona były odkryte w zdecydowanej większości. - Czy inny lekarz zrobiłby to tak, żeby nie było blizny? - dodała, częściowo złośliwie, częściowo zaś kompletnie nieświadomie tego, jakie umiejętności posiadał Rohan. Nie był przecież chirurgiem, może chirurdzy potrafiliby zszyć to lepiej?
Czy znalazłaby w środku nocy chirurga? Może plastycznego? Giovanni mógłby mieć takiego pod telefonem na wypadek, gdyby coś przydarzyło się jemu. Wydawał na takiego, który dbał o swoją facjatę.
- Nie pocięłam się, zostałam pocięta - prychnęła, czepiając się każdego słówka bo teraz, po tym, gdy została zraniona i po tym, gdy dowiedziała się, że jej opryskliwy lekarz zostawi na jej ramieniu bliznę, resztki jej kultury osobistej ulatywały wraz z krwią, której z pewnością nie zostało już wiele w jej ciele. - Byłam uczestnikiem wyjątkowo beznadziejnej randki - mruknęła, ledwie pamiętając twarz i imię mężczyzny, który jej towarzyszył. - Byłaby to już druga w tym miesiącu - dodała ostentacyjnie, gdy ukłucie z zastrzyku przeciwbólowego zabolało ją mocniej, niż powinno.
Bo była przekonana, że Kim obchodził się z nią szorstko specjalnie.

Rohan Kim
meow
nuda
31 y/o
For good luck!
184 cm
Rezydent kardiochirurgii Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Oh honey, I am your saviour
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- A co jedno ma wspólnego z drugim? - zapytał, bo nie rozumiał. Elena już chyba paplała byle paplać, byle tylko nie dać mu powiedzieć ostatniego słowa. Musiała się odgryźć, nawet jeśli jej docinek nie miał żadnego sensu. Smutne, chyba ta utrata krwi sprawiała, że faktycznie jej charakterystyczny ogień nieco przygasł.
- Trzeba było się nie ciąć - odpowiedział jej beznamiętnie. Dobrze domyślał się, dlaczego kobieta tak panikuje na myśl o brzydkim śladzie w takim miejscu. Może nawet mógłby spróbować wykrzesać z siebie odrobinę współczucia i wyrozumiałości - oczywiście gdyby okoliczności były inne i ktoś nie próbował ciągle i na siłę go rozjuszyć. Bo pytanie o to, czy ktoś inny zrobiłby to lepiej, dotknęło Rohana do żywego - Tak. Stwórca jedyny albo inny bóg, o ile w jakiegoś wierzysz - wycedził przez zaciśnięte zęby.
To prawda że nie był chirurgiem - ale tylko z oficjalnego tytułu. Jego rezydentura miała potrwać jeszcze tylko dwa lata, a wtedy będzie już mógł się oficjalnie przedstawiać jako lekarz specjalista kardiochirurg. Już dziś jego umiejętności były tak rozwinięte, że ciężko było znaleźć kogoś, kto operowałby i zszywałby pacjentów lepiej. Najtrudniejsze przypadki zwykle trafiały właśnie do niego, bo nie bał się operacji na otwartym sercu czy przeszczepów. Jego skillset nie ograniczał się jednak tylko do krojenia serc, zamykanie ran w taki sposób, aby pozostał po nich minimalny ślad również było w jego karierze istotne. Więc nie, Santorini nie znalazłaby kogoś, kto zrobiłby to tak, by nie było absolutnie żadnego śladu. I przede wszystkim, nie w środku nocy i w domowych warunkach.
- Coś takiego, kolejna nieudana randka. Czyli to z tobą musi być coś nie tak. - zauważył rezolutnie, skupiając się ponownie na ranie. Naprawdę, momentami Elena aż sama podkładała i żal było nie skorzystać...
Potraktował ranę antyseptykiem, by następnie zacząć ostrożnie ściągać ku sobie jej brzegi. Ironią było to, że aby utrzeć kobiecie nosa istotnie zamierzał wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności i pozszywać jej tę rękę tak dokładnie, że ślad który jej pozostanie, będzie minimalny. Pozostawienie jej brzydkiej, wypukłej i odrażającej blizny może i przyniosłoby jej prawdziwą udrękę, może nawet zakończyłoby jej karierę, ale z pewnością nie przyniosłoby Rohanowi takiej satysfakcji. Poza tym, nie mógł pozwolić sobie na to, aby Santorini rozpowiadała potem w towarzystwie, że Kim jest nieudacznikiem.
- Jakbyś przestała próbować mnie na siłę obrazić i posłuchałabyś co się do ciebie mówi, to dowiedziałabyś się, że ta blizna najprawdopodobniej będzie tylko cieniutką linią, nieco jaśniejszą niż skóra dookoła. No, chyba że spierdolisz, zaniedbasz ją w czasie gojenia i wda się zakażenie. Ale wtedy to będzie twoja wina, nie moja. - poinformował ją, rozpoczynając proces zszywania. Z wprawą kogoś, kto urodził się z igłą chirurgiczną w ręce, Kim zaczął zakładać jeden szew za drugim. Każdy umiejscowiony w takim miejscu, że nie ciągnął skóry. Jeden przy drugim w zgrabnym rządku. Krew już nie płynęła, a rana niemal znikała na ich oczach.
Potrzebował zaledwie dziesięciu minut, aby zawiązać ostatni szew.
- I już - rzucił sucho, ostatni raz delikatnie przemywając miejsce zranienia i przecierając jej skórę, by pozbyć się ostatnich śladów krwi. Sięgnął po bandaż i zaczął owijać jej przedramię - Wybacz, ale nie dostaniesz naklejki dla dzielnego pacjenta. Skończyły mi się.

Elena Santorini
Solhy
Posty z AI
ODPOWIEDZ

Wróć do „#25”