ODPOWIEDZ
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

051.
Most men bring flowers after disappearing for hours.
Madox brought chaos.
trigger warning
przekleństwa
To był ciężki wieczór, a Madox czuł w kościach, że będzie tylko gorzej. Po prostu kiedy jechał z portu, on już wiedział, że to nie będzie łatwe. Wytłumaczyć się przed Pilar, więc całą drogę układał to w głowie jakiś plan.
I kiedy miał już tam jebany chaos, istną sieczkę, i wchodził po schodach do ich mieszkania, to jeszcze się zawahał, czy nie przespać się jednak w klubie, a rano by jej wszystko wytłumaczył. Było po trzeciej, w budynku panowała cisza, bo to był jakiś dzień pracujący, pewnie większość mieszkańców właśnie przekręcała się na drugi bok. Ciekawe jak Pilar?
Finalnie wszedł po cichu do mieszkania i zrzucił buty, jego doberman przyszedł się przywitać, ale bez żadnych ekscesów, polizał go i wrócił do spania, do swojego posłania. Szczury Rosy pewnie spały z nią w łóżku, a kanapę od kilku dni okupował Ricardo, właściwie od ich powrotu z rejsu, i chyba Madox będzie musiał z nim o tym porozmawiać. W mieszkaniu słychać było chrapanie Ricza i jakieś szmery z nowego pokoju Gaby, który odziedziczyła po Florze. Noriega liczył tylko na to, żeby tam kogoś nie spraszała, ale kto ją tam wie.
Nie miał zamiaru tego sprawdzać, bo od razu ruszył do ich sypialni, chociaż po drodze się potknął o jakąś szafkę i zrzucił z niej... ten pierdolony lewitujący świecznik. Wpadł do czyjegoś buta, więc na szczęście nie narobił huku, a Madox już nawet się po niego nie schylał, tylko wszedł po cichu do sypialni.
W środku było ciemno i cicho, dało się słyszeć tylko miarowy oddech Pilar.
Kurwa.
Co za fart. Spała. I Madox zamierzał położyć się koło niej i udawać, że wrócił zaraz jak tylko zasnęła, ale nie chciał jej budzić. Plan doskonały. Co mogło pójść nie tak?
A no kurwa wszystko. Począwszy od tego, że się zaplątał w ciuchy, kiedy je z siebie zrzucał i rzucił pod nosem soczyste kurwa, które jednak nie obudziło Pilar. Przez to, że wlazł później w swoją, tak, tą którą pierdolnął na ziemię, sprzączkę od paska i wbiła mu się w stopę. Kończąc na tym, że kiedy już rozmasował nogę i wlazł do niej do łóżka, pod kołdrę, a później się przysunął, to jego zimne palce w momencie skontrastowały z jej rozgrzaną skórą na brzuchu, gdy do niej sięgnął.
No kurwa mógł o tym pomyśleć.
Wieczór był chłodny, a on ostatnią godzinę spędził w porcie na prawdziwym wygwizdowie, wymarzł, a w samochodzie wcale się nie zagrzał, bo jechał jak pojebany przez puste skrzyżowania. A ona... przykryta była po samą szyję.
I zanim zdążył zabrać rękę, to pod opuszkami wyczuł już jej ruch.
Obudził ją. I już wiedział, że teraz to mu się kurwa oberwie. Po prostu to czuł, odsuwając się od niej w tej czystej pościeli, do której swoją drogą wlazł brudny. Ale nie chciał nikogo obudzić, tylko jak zaraz Pilar na niego ryknie, to mogą całą chatę postawić na nogi, ale w sumie... to było ich mieszkanie. Więc akurat tym chyba nie musieli się przejmować.

Esto va a doler 𖹭.
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor


037.
I've been worried
sick about you



To był ciężki dzień.
I wcale nie chodziło o spotkanie z Galenem. Bo chociaż ono również przysporzyło wiele skrajnych emocji i nowe poszlaki związane z jej matką oraz (może) ojcem, to nie to wcale spędzało sen z powiek Pilar. Problem leżał w tym, że Madox walnął jej podejrzanego smsa, a potem wyłączył telefon. Nie było z nim kontaktu. Próbowała dzwonić, pisać, ale po drugiej stronie była jedna, wielka cisza.
Logiczne, że się przejęła.
Odwiozła Wyatta i pojechała do domu. Problem w tym, że jego w nim nie było. Pojechała więc do klubu, ale Laura powiedziała, że faktycznie był wcześniej, ale wyszedł. Czuła, że coś jest nie tak, że coś jej tu kurwa w tym wszystkim nie pasuje. Pierwszy raz miała taką sytuację, że nie miała z nim żadnego kontaktu. Martwiła się. Nawet kiedy był w jebanym Vegas z Williamem, to wysłał jej jakiegoś kciuka czy zdjęcie w kapeluszu Dolly Parton, a tu? Jebana cisza.
Wychodząc z założenia, że może miał coś do załatwienia wróciła do domu i czekała. Czekała i czekała. Tylko kurwa Pilar naprawdę nie umiała czekać, więc pojechała na jego siłownię, a potem nawet zajrzała do tego zjebana Williama na górze, żeby zapytać, czy przypadkiem Noriegi tam nie było. Nie wiedziała, co miała ze sobą zrobić, pół domu prawie rozniosła, nawet chciała jechać na komisariat, ale wtedy Rosa się nas nią zlitowała i dała jej jakieś porządne tabletki na dobre spanko. Odcięło ją prawie od razu. Przespała pół wieczoru i pół nocy jak się okazało, bo pierwsze wybudził ją jakiś szelest. Drgnęła lekko, ale przecież wciąż była przytrzymana lekami i tylko przewróciła się na drugi bok. Dopiero po chwili, gdy poczuła na sobie jego palce, znowu się przewróciła. Czuła jego ciało, fizycznie nawet wtuliła się w niego na moment, kładąc głowę na jego klatce piersiowej i zarzucając mu nogę na udo, chociaż głowa wciąż jeszcze śniła. Nie kontaktowała tego, że on faktycznie wrócił-wrócił i to wcale nie był sen. Dopiero kiedy przesunęła dłonią powoli po jego klatce piersiowej i poczuła pod opuszkami walące szybko serce, faktycznie się przebudziła. Chociaż przebudzić, to wcale nie było dobre słowo. Ona zerwała się nagle, aż podskoczyła.
Madox? — przysiadał na łóżku i przetarła oczy, jakby potrzebowała jeszcze chwili, żeby dojść od siebie i uświadomić sobie, że to naprawdę był on. — Która jest godzina? — przekręciła się, a kiedy zegarek elektryczny przy łóżku pokazał trzecią siedemnaście, jakoś od razu się rozbudziła. — Gdzie ty kurwa byłeś?! — warknęła już o wiele głośniej, jakby w pełni wracała do niej pełna przytomność. A potem walnęła go w ramię. — Estúpido, wiesz jak ja się o ciebie kurwa martwiłam?! — tu już krzyknęła, zbierając się na klęczki i przez moment znowu chciała mu przywalić. Ale czy on mógł się jej dziwić? Biorąc pod uwagę ich aktualną sytuacje, a przede wszystkim pogróżki, jakie dostawał o swojej śmierci, to chyba nie dało się podejść do tego na spokojnie. A przynajmniej ona nie potrafiła. — Pół Toronto przejechałam i próbowałam cię szukać, myślałam, że coś ci się kurwa stało — jednak mu przywaliła, podczas gdy na twarzy malował się jej strach i faktyczne zmartwienie. —Aż Rosa musiała mi dać jakieś pieprzone tabletki. I co to jest kurwa za zapach? — ryby? Co on kurwa robił?!

¿Qué hiciste?
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Czuł, że będzie się o niego zamartwiała, i potem żałował, że jej w ogóle napisał, ale nie spodziewał się takiego obrotu spraw, że kiedy on pojawi się w porcie, gdzie urzędowali niby ludzie Luny, to każą mu... oddać telefon.
Oddał, tym razem bez gadania, bo akurat z Luną nie chciał zaczynać, a po drugie chciał się czegoś dowiedzieć. Liczył na to, że mu go zwrócą, ale teraz najprawdopodobniej leżał na dnie jeziora Ontario, a Madox najbardziej żałował, że jednak przepadły mu te zdjęcia, które ostatnio robił Pilar, jak spała tak śmiesznie, że i tak obudził ją jego śmiech. Nie zdążył jej ich pokazać, bo musiał się zbierać. Teraz czuł, że wcale nie będą się z tego śmiać.
Chociaż kiedy się do niego przytuliła opierając głowę na jego klacie i zarzucając na niego nogę, to jednak przez chwilę liczył na to, że jej nie wybudzi. Głupio liczył. Bo gdy jej palce zatrzymały się na sercu, które waliło mu w piersi dość szybko, od tej całej nocnej eskapady, to zaraz od niego odskoczyła. W pierwszej chwili odchylił do tyłu głowę wbijając ją w poduszkę.
Kurwa.
Czyli jednak przeprowadzą tę rozmowę w środku nocy. No tak, a czego innego on się spodziewał? Sam by tak zrobił, zaatakował ją od razu. Podparł się na łokciu odwracając do niej bokiem, ale nie podniósł się całkowicie.
- A kto myślałaś, że Rich? Albo jakiś kochanek, który przychodzi tu, gdy mnie nie ma? - zaczepił ją, ale nawet się uśmiechnął, że to taki żart. Bo przecież odkąd zamieszkali razem, to on wracał o przyzwoitych porach, jak kiedyś głównie czwarta nad ranem, jak zamykali klub, to teraz bywał w domu już na kolacji. Najpóźniej dwudziesta druga, a i tak ją o tym informował, że będzie później, ale dzisiaj nie mógł. Zerknął w kierunku zegarka, kiedy zapytała która godzina, mógł go kurwa schować i udawać, że dziesiąta. Podniósł się do siadu, bo jednak czuł, że to będzie dłuższa rozmowa, zwłaszcza kiedy wymierzyła mu cios w ramię. Dobrze, że nie w nos.
- W porcie i... - zaczął, ale Pilar już nazywała go idiotą i mówiła jak się martwiła. Nie dziwił jej się, on by chyba postawił na nogi cały swój klub, żeby jej szukali i sam też by to robił do skutku. Tylko, że on był już dużym chłopcem. Nawet miał jej to powiedzieć, że jego praca czasem na tym polega. Ale zamiast tego przysunął się do niej i już sięgał do jej ramienia ręką, ale wtedy wyprowadziła mu kolejny cios - no wiem, przepraszam cię Pilar, ale kazali mi oddać telefon i już mi go nie zwrócili - który to był telefon w przeciągu kilku miesięcy? Trzeci, czy czwarty? Wiedział, że go szukała, że tak by tego nie zostawiła, bo on zrobiłby dokładnie to samo. I teraz to już czy go chciała uderzyć, czy nie, to do niej sięgnął, żeby złapać ją za ramię i pociągnąć do siebie, żeby na niego wpadła, prosto w jego ramiona - ale nic się nie stało - jeszcze mruknął w jej czarne, potargane włosy kudły, tylko ona już wtedy nawijała o tych tabletkach, a Madox się odchylił, żeby na nią spojrzeć, zajrzeć w jej piękne, czekoladowe oczy, ewidentnie podkręcone jakimiś lekami - i co ci dała? Jakieś mocne - zapytał i jeszcze przyłożył czoło do jej skroni, żeby spojrzeć w jej źrenice. Chyba mocne. Gdy zwróciła uwagę na zapach, sam też pociągnął nosem, on nic nie czuł, bo przecież godzinę stał w tym porcie na wietrze, aż mu nos zmarzł i już czuł, że będzie miał katar - pewnie ten jebany syf z portu - jednak mógł wziąć prysznic - jakiś muł? Jebie mułem? Czy rybami? - zapytał jakby to była najważniejsza kwestia na świecie, czym on teraz daje. Ale chyba była ważniejsza, bo zaraz się odezwał - to byli ludzie Luny i nie chciałem się z nimi dochodzić, no i... nie mają Luciano - tak to było ważne, zdecydowanie, ale też to... - a ty czego się dowiedziałaś? - musiał zapytać, bo już chciał wiedzieć to wcześniej, jak poszło jej spotkanie z Galenem Wyattem, a on przecież nawet nie zdążył przeczytać, że naopowiadała mu, jaki jest wspaniały.

Lo siento, Pilar ✿˚ ༘ ⋆。♡˚
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
ODPOWIEDZ

Wróć do „#13”