ODPOWIEDZ
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

051.
Most men bring flowers after disappearing for hours.
Madox brought chaos.
trigger warning
przekleństwa
To był ciężki wieczór, a Madox czuł w kościach, że będzie tylko gorzej. Po prostu kiedy jechał z portu, on już wiedział, że to nie będzie łatwe. Wytłumaczyć się przed Pilar, więc całą drogę układał to w głowie jakiś plan.
I kiedy miał już tam jebany chaos, istną sieczkę, i wchodził po schodach do ich mieszkania, to jeszcze się zawahał, czy nie przespać się jednak w klubie, a rano by jej wszystko wytłumaczył. Było po trzeciej, w budynku panowała cisza, bo to był jakiś dzień pracujący, pewnie większość mieszkańców właśnie przekręcała się na drugi bok. Ciekawe jak Pilar?
Finalnie wszedł po cichu do mieszkania i zrzucił buty, jego doberman przyszedł się przywitać, ale bez żadnych ekscesów, polizał go i wrócił do spania, do swojego posłania. Szczury Rosy pewnie spały z nią w łóżku, a kanapę od kilku dni okupował Ricardo, właściwie od ich powrotu z rejsu, i chyba Madox będzie musiał z nim o tym porozmawiać. W mieszkaniu słychać było chrapanie Ricza i jakieś szmery z nowego pokoju Gaby, który odziedziczyła po Florze. Noriega liczył tylko na to, żeby tam kogoś nie spraszała, ale kto ją tam wie.
Nie miał zamiaru tego sprawdzać, bo od razu ruszył do ich sypialni, chociaż po drodze się potknął o jakąś szafkę i zrzucił z niej... ten pierdolony lewitujący świecznik. Wpadł do czyjegoś buta, więc na szczęście nie narobił huku, a Madox już nawet się po niego nie schylał, tylko wszedł po cichu do sypialni.
W środku było ciemno i cicho, dało się słyszeć tylko miarowy oddech Pilar.
Kurwa.
Co za fart. Spała. I Madox zamierzał położyć się koło niej i udawać, że wrócił zaraz jak tylko zasnęła, ale nie chciał jej budzić. Plan doskonały. Co mogło pójść nie tak?
A no kurwa wszystko. Począwszy od tego, że się zaplątał w ciuchy, kiedy je z siebie zrzucał i rzucił pod nosem soczyste kurwa, które jednak nie obudziło Pilar. Przez to, że wlazł później w swoją, tak, tą którą pierdolnął na ziemię, sprzączkę od paska i wbiła mu się w stopę. Kończąc na tym, że kiedy już rozmasował nogę i wlazł do niej do łóżka, pod kołdrę, a później się przysunął, to jego zimne palce w momencie skontrastowały z jej rozgrzaną skórą na brzuchu, gdy do niej sięgnął.
No kurwa mógł o tym pomyśleć.
Wieczór był chłodny, a on ostatnią godzinę spędził w porcie na prawdziwym wygwizdowie, wymarzł, a w samochodzie wcale się nie zagrzał, bo jechał jak pojebany przez puste skrzyżowania. A ona... przykryta była po samą szyję.
I zanim zdążył zabrać rękę, to pod opuszkami wyczuł już jej ruch.
Obudził ją. I już wiedział, że teraz to mu się kurwa oberwie. Po prostu to czuł, odsuwając się od niej w tej czystej pościeli, do której swoją drogą wlazł brudny. Ale nie chciał nikogo obudzić, tylko jak zaraz Pilar na niego ryknie, to mogą całą chatę postawić na nogi, ale w sumie... to było ich mieszkanie. Więc akurat tym chyba nie musieli się przejmować.

Esto va a doler 𖹭.
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor


037.
I've been worried
sick about you



To był ciężki dzień.
I wcale nie chodziło o spotkanie z Galenem. Bo chociaż ono również przysporzyło wiele skrajnych emocji i nowe poszlaki związane z jej matką oraz (może) ojcem, to nie to wcale spędzało sen z powiek Pilar. Problem leżał w tym, że Madox walnął jej podejrzanego smsa, a potem wyłączył telefon. Nie było z nim kontaktu. Próbowała dzwonić, pisać, ale po drugiej stronie była jedna, wielka cisza.
Logiczne, że się przejęła.
Odwiozła Wyatta i pojechała do domu. Problem w tym, że jego w nim nie było. Pojechała więc do klubu, ale Laura powiedziała, że faktycznie był wcześniej, ale wyszedł. Czuła, że coś jest nie tak, że coś jej tu kurwa w tym wszystkim nie pasuje. Pierwszy raz miała taką sytuację, że nie miała z nim żadnego kontaktu. Martwiła się. Nawet kiedy był w jebanym Vegas z Williamem, to wysłał jej jakiegoś kciuka czy zdjęcie w kapeluszu Dolly Parton, a tu? Jebana cisza.
Wychodząc z założenia, że może miał coś do załatwienia wróciła do domu i czekała. Czekała i czekała. Tylko kurwa Pilar naprawdę nie umiała czekać, więc pojechała na jego siłownię, a potem nawet zajrzała do tego zjebana Williama na górze, żeby zapytać, czy przypadkiem Noriegi tam nie było. Nie wiedziała, co miała ze sobą zrobić, pół domu prawie rozniosła, nawet chciała jechać na komisariat, ale wtedy Rosa się nas nią zlitowała i dała jej jakieś porządne tabletki na dobre spanko. Odcięło ją prawie od razu. Przespała pół wieczoru i pół nocy jak się okazało, bo pierwsze wybudził ją jakiś szelest. Drgnęła lekko, ale przecież wciąż była przytrzymana lekami i tylko przewróciła się na drugi bok. Dopiero po chwili, gdy poczuła na sobie jego palce, znowu się przewróciła. Czuła jego ciało, fizycznie nawet wtuliła się w niego na moment, kładąc głowę na jego klatce piersiowej i zarzucając mu nogę na udo, chociaż głowa wciąż jeszcze śniła. Nie kontaktowała tego, że on faktycznie wrócił-wrócił i to wcale nie był sen. Dopiero kiedy przesunęła dłonią powoli po jego klatce piersiowej i poczuła pod opuszkami walące szybko serce, faktycznie się przebudziła. Chociaż przebudzić, to wcale nie było dobre słowo. Ona zerwała się nagle, aż podskoczyła.
Madox? — przysiadał na łóżku i przetarła oczy, jakby potrzebowała jeszcze chwili, żeby dojść od siebie i uświadomić sobie, że to naprawdę był on. — Która jest godzina? — przekręciła się, a kiedy zegarek elektryczny przy łóżku pokazał trzecią siedemnaście, jakoś od razu się rozbudziła. — Gdzie ty kurwa byłeś?! — warknęła już o wiele głośniej, jakby w pełni wracała do niej pełna przytomność. A potem walnęła go w ramię. — Estúpido, wiesz jak ja się o ciebie kurwa martwiłam?! — tu już krzyknęła, zbierając się na klęczki i przez moment znowu chciała mu przywalić. Ale czy on mógł się jej dziwić? Biorąc pod uwagę ich aktualną sytuacje, a przede wszystkim pogróżki, jakie dostawał o swojej śmierci, to chyba nie dało się podejść do tego na spokojnie. A przynajmniej ona nie potrafiła. — Pół Toronto przejechałam i próbowałam cię szukać, myślałam, że coś ci się kurwa stało — jednak mu przywaliła, podczas gdy na twarzy malował się jej strach i faktyczne zmartwienie. —Aż Rosa musiała mi dać jakieś pieprzone tabletki. I co to jest kurwa za zapach? — ryby? Co on kurwa robił?!

¿Qué hiciste?
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Czuł, że będzie się o niego zamartwiała, i potem żałował, że jej w ogóle napisał, ale nie spodziewał się takiego obrotu spraw, że kiedy on pojawi się w porcie, gdzie urzędowali niby ludzie Luny, to każą mu... oddać telefon.
Oddał, tym razem bez gadania, bo akurat z Luną nie chciał zaczynać, a po drugie chciał się czegoś dowiedzieć. Liczył na to, że mu go zwrócą, ale teraz najprawdopodobniej leżał na dnie jeziora Ontario, a Madox najbardziej żałował, że jednak przepadły mu te zdjęcia, które ostatnio robił Pilar, jak spała tak śmiesznie, że i tak obudził ją jego śmiech. Nie zdążył jej ich pokazać, bo musiał się zbierać. Teraz czuł, że wcale nie będą się z tego śmiać.
Chociaż kiedy się do niego przytuliła opierając głowę na jego klacie i zarzucając na niego nogę, to jednak przez chwilę liczył na to, że jej nie wybudzi. Głupio liczył. Bo gdy jej palce zatrzymały się na sercu, które waliło mu w piersi dość szybko, od tej całej nocnej eskapady, to zaraz od niego odskoczyła. W pierwszej chwili odchylił do tyłu głowę wbijając ją w poduszkę.
Kurwa.
Czyli jednak przeprowadzą tę rozmowę w środku nocy. No tak, a czego innego on się spodziewał? Sam by tak zrobił, zaatakował ją od razu. Podparł się na łokciu odwracając do niej bokiem, ale nie podniósł się całkowicie.
- A kto myślałaś, że Rich? Albo jakiś kochanek, który przychodzi tu, gdy mnie nie ma? - zaczepił ją, ale nawet się uśmiechnął, że to taki żart. Bo przecież odkąd zamieszkali razem, to on wracał o przyzwoitych porach, jak kiedyś głównie czwarta nad ranem, jak zamykali klub, to teraz bywał w domu już na kolacji. Najpóźniej dwudziesta druga, a i tak ją o tym informował, że będzie później, ale dzisiaj nie mógł. Zerknął w kierunku zegarka, kiedy zapytała która godzina, mógł go kurwa schować i udawać, że dziesiąta. Podniósł się do siadu, bo jednak czuł, że to będzie dłuższa rozmowa, zwłaszcza kiedy wymierzyła mu cios w ramię. Dobrze, że nie w nos.
- W porcie i... - zaczął, ale Pilar już nazywała go idiotą i mówiła jak się martwiła. Nie dziwił jej się, on by chyba postawił na nogi cały swój klub, żeby jej szukali i sam też by to robił do skutku. Tylko, że on był już dużym chłopcem. Nawet miał jej to powiedzieć, że jego praca czasem na tym polega. Ale zamiast tego przysunął się do niej i już sięgał do jej ramienia ręką, ale wtedy wyprowadziła mu kolejny cios - no wiem, przepraszam cię Pilar, ale kazali mi oddać telefon i już mi go nie zwrócili - który to był telefon w przeciągu kilku miesięcy? Trzeci, czy czwarty? Wiedział, że go szukała, że tak by tego nie zostawiła, bo on zrobiłby dokładnie to samo. I teraz to już czy go chciała uderzyć, czy nie, to do niej sięgnął, żeby złapać ją za ramię i pociągnąć do siebie, żeby na niego wpadła, prosto w jego ramiona - ale nic się nie stało - jeszcze mruknął w jej czarne, potargane włosy kudły, tylko ona już wtedy nawijała o tych tabletkach, a Madox się odchylił, żeby na nią spojrzeć, zajrzeć w jej piękne, czekoladowe oczy, ewidentnie podkręcone jakimiś lekami - i co ci dała? Jakieś mocne - zapytał i jeszcze przyłożył czoło do jej skroni, żeby spojrzeć w jej źrenice. Chyba mocne. Gdy zwróciła uwagę na zapach, sam też pociągnął nosem, on nic nie czuł, bo przecież godzinę stał w tym porcie na wietrze, aż mu nos zmarzł i już czuł, że będzie miał katar - pewnie ten jebany syf z portu - jednak mógł wziąć prysznic - jakiś muł? Jebie mułem? Czy rybami? - zapytał jakby to była najważniejsza kwestia na świecie, czym on teraz daje. Ale chyba była ważniejsza, bo zaraz się odezwał - to byli ludzie Luny i nie chciałem się z nimi dochodzić, no i... nie mają Luciano - tak to było ważne, zdecydowanie, ale też to... - a ty czego się dowiedziałaś? - musiał zapytać, bo już chciał wiedzieć to wcześniej, jak poszło jej spotkanie z Galenem Wyattem, a on przecież nawet nie zdążył przeczytać, że naopowiadała mu, jaki jest wspaniały.

Lo siento, Pilar ✿˚ ༘ ⋆。♡˚
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Martwiła się o niego.
Kurewsko się martwiła.
I to wcale nie tak, że miała jakąś obsesje na punkcie tego, gdzie był, co robił i czemu nie wrócił na kolacje, ale akurat w ich przypadku, brak kontaktu mógł faktycznie wiązać się z kłopotami. Kurwa, przecież oni średnio dwa razy na dzień dostawali jakieś listy z pogróżkami, wszystko waliło im się na głowę, mieli problemy z półświatkiem, potencjalnie z ludźmi Luny również odkąd zaczęli szukać Luciano, a on co? On po prostu wypierdolił telefon i wracał jak gdyby nic do domu? Oczywistym było, że oberwie. A jeszcze jakby dołożyć do tego charakter Pilar, to wiadome również było, że nie będzie to cicha rozmowa.
W jakim kurwa porcie? Co ty pierdolisz, Madox? — znowu na niego warknęła. Co on robił w porcie? Pokręciła głową, kompletnie nie potrafiąc złożyć tej odpowiedzi do jakiejś większej kupy, a kiedy zaraz dodał, że kazali mu oddać telefon i już go nie zwrócili, to otworzyła szerzej oczy i Noriega mógł zobaczyć w nich nie tylko gniew, ale też strach. — Kto? Kto ci zajebał telefon? — półświatek? Ludzie związani z Daltonem? Aż przeszedł jej po plecach dreszcz na samą myśl. Chociaż z drugiej strony wiedziała, że gdyby to było związane z Daltonem, to pewnie od razu by jej powiedział. Czy nie? Mówił jej tak zdawkowe informacje, że znowu chciała mu przywalić. Tylko nim zdążyła cokolwiek więcej zrobić, on już złapał ją za ramię i pociągnął do siebie.
Naturalnie zaczęła się szarpać, chciała mu się wyrwać, bo to nie był czas kurwa na czułości, ale z chwilą, w której jego ramiona zamknęły ją w uścisku, mocno, kiedy poczuła na sobie jego ciało, ciepło i znajomy zapach (teraz pomieszany z jakąś kurwa rybą), lekko się uspokoiła. Mógł czuć, jak minimalnie odpuściła, chociaż serce w piersi wciąż jej szalało na pojebanych obrotach. Dziwnie się czuła, ale może to faktycznie po tych tabletkach.
Nie wiem, ale na pewno nie był to xanax — wzruszyła ramionami. — Chyba coś mocniejszego, bo ścięło mnie w pięć minut — rzuciła wciąż zdenerwowana, bo chociaż wcześniej to ją uspokoiło, tak teraz czuła, jak te wszystkie emocje, które wyciszyła tabletka, wracały do niej z podwójną siłą. — Myślałam, że coś ci się stało — dodała z pretensją, zaglądając w jego ciemne oczy, a potem wyciągnęła ręce i wraz ze spojrzeniem przejechała po jego całej sylwetce. Jakby chciała sprawdzić, czy faktycznie był cały i zdrowy, czy tyko przed nią udawał, że wszystko było okej. Może nawet by odetchnęła, widząc, że tak, ale wtedy Madox powiedział, że to byli ludzie Luny.
Co?! — znowu się od niego odsunęła, tym razem żeby z odpowiedniej odległości spojrzeć na jego twarz. — Jak to Luny? Co ty robiłeś z ludźmi Luny? — znowu poderwała się na kolana i klęczała przed nim cała pospinana. — Potem pogadamy o tym, co ja się dowiedziałam. Po kolei, Madox. Co jest? W coś się wjebałeś? — dopytała, przeczesując rozpuszczone, rozrzucone na wszystkie strony włosy. — Ja pierdole, jak mi serce wali — rzuciła bardziej do siebie niż do niego i przystawiła dłoń do piersi. Normalnie była przyzwyczajona do tego, że galopowało jak pojebane, szczególnie czy Noriedze, ale teraz jakoś tak jej dziwnie uciekało. Może jednak nie powinna brać tych leków do Rosy, a może była to po prostu mieszanka leków i skrajnego, nagłego stresu? Pojebane. Pewnie jakby ćpała tyle co Noriega, to nie miałaby takich skutków ubocznych.

¿En qué te has metido?
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Nic dziwnego, że się martwiła biorąc pod uwagę to, że Madox dostawał te listy z pogróżkami, że ktoś wlazł do niego do klubu, żeby napisać mu tam na ścianie, że go zajebie i spalić stos ich wspólnych zdjęć. Nie był pewny czy to Dalton...
Chociaż kto inny mógł wysłać Pilar tę koronkową bieliznę i bilet do... opery?
Kurwa, narobili sobie tyle wrogów, że mogłaby się ustawić kolejka ludzi, którzy chcieli im dojebać, po kolei, Eliot, Dalton, półświatek, ludzie Luny i nie wiadomo kto jeszcze.
Było trudno, a ten sms, który jej wysłał wcale nie pomógł.
Znowu na niego warknęła, a Madox już otworzył usta, żeby jej to wyjaśnić, kto mu zajebał telefon, ale jak widział te jej wielkie, nafaszerowane prochami oczy, to musiał do niej sięgnąć, chociaż odrobinę ją uziemić i sprawić, żeby poczuła, że już jest okej, że on już jest z nią. Nawet jak mu się szarpała i dostał od niej jakiegoś plaskacza prosto w łeb, to nie odpuścił, tylko popatrzył na nią z ukosa.
- Jak będziesz się tak wierzgać, to cię unieruchomię - rzucił poważnie, i znowu się do niej wyrwał, ale tylko ją złapał i przytulił do siebie zamknął w ramionach. Na jej kolejne słowa, że to nie xanax przesunął palcami gdzieś po jej plecach - zostawiłaś mi coś? - mówił odnośnie tych prochów, ale sobie żartował, znowu, może po prostu chciał ją uspokoić? Rosa przepisywała prochy na prawo i lewo, ale jednak chyba się na tym znała, na pewno lepiej niż jakiś podrzędny diler, który dawał dragi w ciemno. Chociaż... Pilar nie była do takich rzeczy przyzwyczajona tak jak on i widział to chyba w jej oczach, trochę nieobecnych, a trochę rozemocjonowanych - no, ale nic nie jest, ja pierdole... Wiem, że zjebałem, też bym się wkurwił, jakbyś nie dawała mi znaków życia, jak wtedy... - nabrał powietrze w płuca, bo chodziło mu o tą akcję z Daltonem, nawet teraz jak o tym pomyślał, to się jakoś tak spiął i nawet mocniej ją do siebie przycisnął. Może nawijał by jej znowu, jak bardzo zjebał?
Tylko już jej wspomniał, że to ludzie Luny, a kiedy odsunęła się od niego gwałtownie z tym co na pełnych ustach, to zaraz znowu pożałował. Ale z drugiej strony, to oni przecież mówili sobie wszystko, i on też jej zamierzał powiedzieć czego się dowiedział. Kiedy klęknęła przed nim taka spięta, to sięgnął do niej ręką, żeby przejechać wytatuowanymi palcami po jej udzie, ułożyć je na nim.
- Spokojnie, nie poszło źle... - zaczął, a ciemne tęczówki przesunęły się z jej uda, na którym opinał się cienki materiał szortów, po brzuchu i piersi, na której zatrzymał się na dłużej, na tym jak pod cienkim materiałem odznaczały się...
- To znaczy... Zjebałem - powiedział w końcu dźwigając spojrzenie na jej twarz, na te piękne oczy i usiadł na czystej pościeli krzyżując nogi, przysuwając się do niej bliżej, tak blisko, że jej kolana oparły się o jego łydkę - dostałem cynk od Diego, że możliwe, że ludzie Luny przetrzymują Luciano w porcie... - zaczął pod początku, ale kiedy powiedziała o tym jak wali jej serce, to zaraz przysunął się jeszcze, tak, że już siedziała między jego nogami - pokaż - sięgnął do jej piersi, żeby ułożyć na niej rękę, nie omieszkał palcami przesunąć po jej sutku, zaczepić ją, ale finalnie opuszki sięgnęły do jej serca - rzeczywiście szybko... - przesunął palcami po jej ręce, żeby zacisnąć ja na jej nadgarstku i przez moment liczył uderzenia jej serca. Ciemne tęczówki wpatrywały się w jej oczy, nie chciał panikować, ale przez myśl mu przeszło, że może powinien obudzić Rosę? Zapytać chociaż co jej dała, bo akurat leki były różne, niektóre pewnie obniżały ciśnienie, ale inne je podnosiły. Sięgnął do jej ręki, żeby oprzeć sobie jej palce na klacie, na tym tatuażu z lwem, który nosił na sercu, pod opuszkami mogła czuć jak to jego uderza w równym, miarowym rytmie. Wypuścił z płuc powietrze tak, że zatańczyło na jej dekolcie, bo siedzieli już tak blisko siebie.
- Spróbuj się z moim zsynchronizować - powiedział ciszej, na pewno nie zamierzał jej teraz podnosić jeszcze ciśnienie tymi opowieściami o Lunie. Przesunął za to palcami po jej policzku odgarniając z niego ciemne kosmyki, oparł je miękko na jej szyi, zaglądając jej głęboko w oczy - jak się czujesz? Powiedz mi - co by nie było to Madox odrobinę znał się na takich skrajnych przypadkach, na palcach obu rak nie zliczyłby ile razy w jego klubie musieli reagować, bo ktoś przedawkował... Różne substancje. Zresztą on też często to odczuwał na własnej skórze. Bo przecież przed Pilar, nie ważne było czy mangan, czy srangan, byle klepało. Mieli z Patelem różne psychodeliczne eskapady. Zdecydowanie.

intenta sincronizarte con mi corazón ₊˚⊹♡
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Faktycznie zjebał.
Ale przynajmniej potrafił się do tego przyznać. Zdawała sobie sprawę, że czasu nie byli w stanie cofnąć i nie mogła mu w nieskończoność suszyć głowy o to, że nie miał dostępu do telefonu. W końcu to też nie tak, że poszedł sobie na imprezę i kompletnie nie było z nim kontaktu, więc pod tym względem nie miała mu za złe. Za to sam fakt, że pojechał sam do portu już trochę tak.
Mogło ci się coś stać — a ta myśl zaś sprawiała, że robiło jej się dosłownie niedobrze. Może była przewrażliwiona po tym wszystkim co przeszli, może martwiła się o niego bardziej niż normalnie to pokazywała i po prostu chowała to głęboko w środku, a dopiero teraz to wszyło na jaw, ale nie była w stanie tego kontrolować. Tak samo jak tego, że kiedy sunął palcami po jej udzie w górę, jej ciało mimowolnie się wzdrygnęło. Z jednej strony uspokajał ją tymi gestami, a z drugiej jeszcze bardziej pobudzał, bo przecież dział na nią jak nikt inny na tym jebanym świecie. Był jej wszystkim. I może nawet jeszcze spytałaby się go o coś więcej związanego z portem, ale wtedy poczuła to walące w piersi serce.
Inaczej niż zwykle.
Jakoś bardziej nierówno, chaotycznie. Jakby ono samo nie wyrabiało, a w ciele nie było charakterystycznej adrenaliny, żeby pobudzić resztę ciała. Tylko ono biło, chociaż zaraz jeszcze doszło do tego nieprzyjemna fala ciepła, która towarzyszyła jej też przy atakach paniki. Normalnie nie była przyzwyczajona do tych wszystkich uczuć, dlatego sama nie do końca wiedziała, jak powinna się zachować.
Za to widział on.
Od razu się do niej przysunął. Przyłożył dłoń w odpowiednie miejsce i bez problemu mógł szyć, jak coś szaleje pod jej mostkiem bez jakiekolwiek kontroli, jak oczy ma dziwnie nieobecne, na tyn nagłym skoku nerwów. Zresztą co się dziwić, jeszcze przed chwilą spokojnie wstała, a tu nagle, nim jeszcze umysł zdążył się odpowiednio obudzić, ona znowu dostarczyła mu kolejną dawkę stresu i nerwów. Obserwowała go uważnie, kiedy liczył uderzenia, przykładając palce do jej nadgarstka, a następnie podążyła za ich wspólnymi dłońmi, które ułożyły się na dzielnym, wytatuowanym lewie.
Spróbuj się z moim zsynchronizować.
Skinęła głową i faktycznie na moment całą uwagę przeniosła na to, jak biło jego piękne serce. Jak powoli i spokojnie, a przede wszystkim w odpowiednim rytmie pompowało życie do jego ciała. Wzrok nieustannie skupiła na jego twarzy, wolną rękę osadzając gdzieś na zarośniętym policzku. I może to faktycznie pomogło? Uziemił ją. Nie było idealnie, ale było o wiele bardziej stabilnie.
Jak to jest, że potrafisz mnie rozgrzać do czerwoności, a zaraz potem tak dobrze ostudzić? — rzuciła lekko zaczepnie, co w sumie było dobrym prognostykiem na jej dalsze samopoczucie. Żarty przecież były wskazane, zaczepki tym bardziej. — Jest okej — skinęła głową, gdy spytał jak się czuje. Nie było tak do końca okej, ale na pewno lepiej, co zresztą mógł czuć na jej nadgarstku, kiedy znowu przystawił do niego palce. Poprawiła się nieznacznie, siadając na łóżku i przekładając nogi za jego plecy, żeby mogli siedzieć blisko siebie, złączeni w jakiejś dziwnej ale przyjemnej, przeplatanej pozycji. Na moment oparła skroń o jego usta, łapiąc kilka głębszych oddechów, a potem znowu podniosła na niego spojrzenie.
Dobra, po kolei — oczywiście już chciała wrócić do tematu, bo przecież Pilar Stewart nie potrafiła się nad sobą użalać. Miewała chwile słabości, to fakt, ale była na tyle zadaniowa, że kiedy tylko robiło się stabilnie, wracała na właściwe tory. — Dostałeś cynk od Diego, że w porcie przetrzymują Lunę — podniosła głowę i bawiąc się jego dłonią, spojrzała w ciemne, obłędne oczy. — Po pierwsze dlaczego w porcie? — Alma nic nie wspominała, żeby zapuszczał się w tamte rejony. Pilar też jedyne co miała wspólnego z portem, to kontenery Wyatta, ale to akurat nie mogło być połączone, więc nawet o tym nie wspomniała. — Po drugie skąd Diego o tym wiedział? I co dalej? Nie było go tam? Rozmawiałeś z ludźmi Luny? Dowiedziałeś się czegokolwiek więcej?

Cuéntame todo lo que sabes, cariño
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
- Ale ja nie jestem dzieckiem Pilar, osiem lat robię pod przykrywką i nie w takich akcjach brałem udział, po prostu... nie martw się o mnie - zajrzał w jej piękne, ciemne oczy - nigdy się o mnie nie martw Pilar, bo ja jestem jak kot, zawsze spadam na cztery łapy - zaczepił ją jeszcze nogą. Madox często miał szczęście i rzeczywiście z beznadziejnych przypadków zdarzało mu się wychodzić, ale... fart może też się kiedyś skończyć. Chociaż on zakładał, że tak się nie stanie.
Zawsze tak zakładał.
Jakby był nieśmiertelny, a nie był i już się o tym kilka razy przekonał.
Pilar też nie była, i chociaż na co dzień pokazywała mu jaka jest twarda, jak sobie ze wszystkim daje radę, to przecież... widział ją już w rozsypce. Kiedy jej ciało ogarniały te nieprzyjemne ataki paniki, które on widział zbierające się w jej oczach. Dzisiaj to było jeszcze coś innego.
I to serce, wybijające szybki rytm, jakby właśnie skończyła maraton, liczył jego uderzenia. Przyglądając się uważnie jej twarzy, rozszerzonym źrenicom i pełnym wargom, które zadrżały.
Zaraz układał jej rękę na swoim sercu, mogło bić odrobinę szybciej, jak zawsze przy niej, ale... miarowo, równo. Mieściło się to w normie.
I kiedy skupiła się na tych uderzeniach, które mogła czuć pod palcami, pod dzikim lwem na jego piersi, to nawet starał się te głębsze oddechy wyrównać z tymi jej. Tak, że ich klatki piersiowe unosiły się jednocześnie.
- Nie wiem... - zaczął i wywrócił ciemnymi oczami, które zaraz spoczęły na tych jej - ale chyba my się tak po prostu kurewsko dobrze dopełniamy, bo kiedy ja się odpalam, to ty też umiesz mnie ostudzić - mrugnął do niej jednym okiem i chciał się do niej wyrwać, pochylił się w jej kierunku, jego wargi zawisły tuż przy jej pełnych ustach - albo rozpalić w dwie sekundy - westchnął ciężko, tak, że mogła to poczuć na policzkach, ale jej nie pocałował, bo jakby to zrobił...
To by się na niej zakręcił. A zamiast tego pytał jak się czuje, a kiedy powiedziała to jest okej to spojrzał na nią z ukosa - ale jakby coś było nie tak, to mi powiedz, nie możemy mieć przed sobą tajemnic i... - przesunął palcami na jej nadgarstek, znowu sprawdzając jej puls, odrobinę się uspokoił - i ty jesteś dla mnie najważniejsza, a nie jakieś tam... - machnął ręką, ale no wszystko inne mogło się przy niej schować i pierdolić. Kiedy przełożyła nogi z tymi jego to znowu przejechał palcami po jej udzie i jeszcze ją do siebie przyciągnął. A gdy jej czoło oparło się o jego usta, to pozwolił jej złapać te kilka głębszych oddechów, ale jego wargi musnęły jej skroń zanim się odsunęła. Przez moment patrzył w jej oczy, kiedy już wróciła do tematu i zasypywała go tymi pytaniami. Przez chwilę zastanawiał się nad tym czy powinien jej to wszystko teraz powiedzieć...
Nie, na pewno nie wszystko. Powie jej tylko tyle, żeby jej nie denerwować, znowu. A to, że przecież kilka rzeczy powie jej kiedyś tam, to dla jej dobra. Dokładnie tak...
- Dostałem cynk od Diego, że w porcie mogą trzymać Luciano, i faktycznie kogoś tam chyba trzymali, ale nie wiem - wzruszył ramionami - Diego wie różne rzeczy, Diego to jest kurwa... Jak Michael Corleone latynoskiego półświatka - nie wiedział czy rozumiała jego porównanie, więc zaraz znowu ją zaczepiał zagarniając jej czarne kudły przez ramię, gdzieś do tyłu - po prostu Diego jest ważny, a to że się przyjaźnimy, w pewnych kręgach sprawia, że ja też jestem, to jest moja... relacja z korzyściami - uśmiechnął się do niej zaczepnie, bo według półświatka to ona była jego relacją z korzyściami. Zastanowił się chwilę, bo akurat o tym porcie może nie powinien jej na razie mówić? O tym, że mogło mieć to coś wspólnego z kontenerami Wyatta, że Luna w ogóle siedział w handlu ludźmi. I kurwa ciekawe kogo on trzymał w tym porcie?
- Nie było go tam, rozmawiałem z ludźmi Luny, i oni też go szukali. Szukają go chyba cały czas, wydaje mi się, że Luciano w coś się wpakował... Nie wiem Pilar, ale musimy sprawdzić ten trop z pogróżkami, bo może to sam Luciano? - Madox miał swoje podejrzenia, i może się nimi z nią podzieli, ale na pewno nie teraz. Tak jak nie zamierzał jej teraz mówić o tym, że Luna zaproponował mu współpracę, że chcieli przenieść bazę do centrum i padło na... Emptiness.
Madox tego kurewsko nie chciał, ale wiedział też, że nie może odmówić, bo to dopiero byłoby podejrzane.
Zawiesił ciemne spojrzenie na jej wciąż jeszcze innych oczach. Kiedyś jej powie wszystko.
- Jak się jeszcze czegoś dowiem, to ci powiem. Pewne jest, że nie mają Luciano - skończył temat. I naprawdę zamierzał go w tym momencie zmienić - a ty czego się dowiedziałaś? Wyatt nie odpierdalał? - zapytał, chociaż zaraz doszedł do wniosku, że akurat Galen Wyatt od jakiegoś czasu to był drażliwy temat. I teraz też, gdy wpatrywał się w nią wciąż z troską, to jednak w jego spojrzeniu był też jakiś ogień. Gryzło go to, że spotkała się z Galenem Wyattem, może dobrze, że nie widział w jakiej sukience do niego poszła i że przecież to nie była chwila w jego gabinecie, tak jak zakładała.

Porque nos complementamos tan jodidamente bien ⋆˙⟡
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
ODPOWIEDZ

Wróć do „#13”