30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Proponuję przy okazji zrobić kampanię reklamową. No wiesz, kilku roznegliżowanych strażaków pod hasłem "Te tyłki gaszą pożary. Przydałoby im się nie marznąć pod prysznicem" — podsunęła z rozbawieniem. Była przekonana, że koledzy z remizy znowu chętnie napięliby mięśnie do zdjęć. Teddy również mogłaby się poświęcić. Dla dobra sprawy, oczywiście!
Kątem oka widziała, jak April przegląda się w przedniej kamerze telefonu. Wyglądała świetnie. Jak zawsze. Darling zdążyła już zobaczyć wszystkie stany skupienia swojej narzeczonej i żaden z nich nie sprawił, żeby wzdychała do niej choć odrobinę mniej. Widziała już wszystkie możliwe wersje swojej narzeczonej. Niewyspaną, chorą, zasmarkaną, obrzyganą i owiniętą kocem niczym burrito cierpienia. Nawet taką, której fryzura przypominała efekt wyjątkowo nieudanej konfrontacji z gniazdem szerszeni. I ani razu nie przestała uważać jej za najpiękniejszą kobietę na świecie. Czy Finch naprawdę sądziła, że brak makijażu cokolwiek zmieni? Chyba czasami zapominała, że znają się trochę dłużej niż dwa czy trzy dni.
Świetnie — skwitowała krótko. Z tego, co kojarzyła, April nigdy nie miała problemu z wysokościami. Przynajmniej wtedy, gdy były nastolatkami i pakowały się na każdy rollercoaster, który wyglądał choć odrobinę niebezpiecznie. W tamtych czasach były przecież całkowicie nieśmiertelne. Albo przynajmniej bardzo mocno w to wierzyły. U Teddy niewiele się pod tym względem zmieniło, ale nie była już tak pewna, czy wszystkie dawne atrakcje przypadłyby dziś ukochanej do gustu. — W takim razie nie pozostaje ci nic innego, jak mi zaufać — mrugnęła do niej porozumiewawczo. Zresztą Finch nie miała za bardzo wyboru. Była uwięziona w samochodzie, a Toyota właśnie wtaczała się pod wysoki budynek o ośmiu naziemnych kondygnacjach. Auto nawet nie zdążyło się porządnie rozpędzić, ale wyskakiwanie w trakcie jazdy nadal pozostawało raczej kiepskim pomysłem.
Na moment przeniosła wzrok na osiedle, które wskazała narzeczona. Faktycznie nadawało się na szybki numerek. Jak właściwie każde inne osiedle. Dodatkowym atutem był zapadający zmroki fakt, że coraz mniej ludzi kręciło się po okolicy. Ale to przecież nie było częścią planu. Przynajmniej na razie!
Po chwili zatrzymały się przed szlabanem blokującym wjazd do budynku. Teddy nachyliła się do schowka, wyciągnęła z niego lekko pognieciony bilecik i przyłożyła kod do czytnika. Coś piknęło i szlaban zaczął się podnosić. Wjechała do środka i skierowała samochód na spiralny podjazd prowadzący na kolejne, otwarte poziomy. Na twarzy strażaczki pojawiał się uśmiech zadowolenia Wyjątkowo dobrze bawiła się świadomością, że April wciąż nie ma pojęcia, dokąd właściwie jadą!
Na ostatnim piętrze parking nie był już typową, ciasną kondygnacją z wyznaczonymi miejscami postojowymi. Zamiast tego znajdowała się tam duża, otwarta przestrzeń bez podziału na stanowiska, a widok na miasto rozciągał się we wszystkie strony. Na środku tej otwartej przestrzeni stał wóz strażacki. Na karoserii widoczne były ślady intensywnego użytkowania - drobne rysy, przetarcia lakieru i miejscowe odbarwienia. Wyglądał na w pełni sprawny, ale miał już za sobą najlepsze lata, podczas których dzielnie służył w 132 jednostce i w końcu trzeba było się z nim pożegnać.
Mówiłam ci, że mamy w jednostce nowy sprzęt, prawda? — Teddy zatrzymała samochód tuż obok tego służbowego. — Poprosiłam, żeby przetrzymali go tutaj do jutra, zanim trafi... w sumie nie wiem gdzie. Pewnie gdzieś na obrzeża prowincji. Albo po prostu go zezłomują — wyjaśniła, w oczekiwaniu na jakąś reakcję. Nie miała sposobności, żeby ot tak przewieźć narzeczoną wozem strażackim, ale przecież obiecała, że kiedyś będzie mogła sobie w takim poruchać posiedzieć.

dobrze cię znam, ale lubię jak mnie kmninisz
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ufała jej całkowicie. Nie zmieniało to faktu, że strasznie chciała wiedzieć teraz, już i natychmiast. Nie miała wątpliwości, że miejsce, do którego zabierze ją Teddy, będzie świetne i będą się tam doskonale bawić, ale potrzebowała jakichś konkretów. Bujać w obłokach to mogła przy własnych hobby. Darling była tą dużo pewniej stąpającą po ziemi, więc nie powinna kombinować i drwić z biednej Finch. A jednak to robiła i zdawała się przy tym doskonale bawić. Trzeba się zastanowić, czy to podchodzi pod znęcanie psychiczne.
Natychmiast spojrzała na przedmiot, po który narzeczona sięgnęła do schowka. Miała ochotę złapać ją za nadgarstek i wyrwać owe coś z dłoni, ale to byłoby już jakieś paranoiczne. No i to okazał się tylko bilecik, czyli absolutnie nic, na co powinna rzucać się jak wygłodniałe zwierzę. Wychyliła się nieco zza sylwetki narzeczonej, żeby spojrzeć na maszynkę przyjmującą bilety, ale nie miała na sobie żadnych konkretnych napisów, które mogłyby sugerować, gdzie teraz wjeżdżają. Wypuściła tylko powietrze przez nos, godząc się z porażką i wbiła się głębiej w fotel. Czekała je droga przez zakrętasy, więc to właściwie był bardzo dobry pomysł na teraz.
Ostatnie, czego spodziewałaby się na dachu, to wóz strażacki. A lubiła wchodzić na dachy! Głównie w ten legalny sposób, ale zdarzało się też przecież inaczej. Nigdy jednak nie spotkała tam wozu strażackiego. Widziała masę nudnych samochodów osobowych na parkingach, to jasne. Zdarzały się foodtracki, budki z lodami i jakiś niesamowicie nowoczesny samochód, na widok którego Kira pewnie by się posikała, a April nie była w stanie przypomnieć sobie nazwy, mimo że marka sponsorowała event, na którym to się wydarzyło. Ledwo się powstrzymała, by wysiąść z jadącego samochodu. Wystrzeliła z niego jak z procy, kiedy tylko narzeczona wreszcie się zatrzymała. Otworzyła szeroko usta i podeszła bliżej wozu. Zastukała kilka razy w blachę, jakby musiała sprawdzić, czy to nie była jakaś iluzja optyczna. Ale nie była! Spojrzała na narzeczoną z wciąż rozdziawioną mordą.
— Wóz strażacki! — błysnęła intelektem. Dobrze, że Teddy będzie miała taką mądrą żonę, bo inaczej by zginęła. Finch obeszła pojazd dookoła, oglądając go z zainteresowaniem. To nie tak, że widziała tego typu pojazd z bliska po raz pierwszy w życiu, ale przecież ta sytuacja była całkowicie inna. Doskonale zdawała sobie sprawę, że będą mogły sobie w nim porobić wszystko, co tylko im przyjdzie do głowy. Na przykład posiedzieć.
— Ty jakaś jebnięta jesteś — oświadczyła, zatrzymując się wreszcie przy narzeczonej. Zanim strażaczka jeszcze zdążyła zaprotestować albo się obrazić, ujęła jej twarz w dłonie i zamknęła usta zachłannym pocałunkiem. Zawsze miała straszną słabość do kobiet w mundurach, a teraz jedną miała na własność! Nie była blacharą, ale to akurat jej imponowało. Pewnie podobnie jarałaby się radiowozem. Nie no, wcale nie. Radiowóz to frajestrwo w porównaniu z wozem strażackim.
— Oprowadź mnie w takim razie — poprosiła, zsuwając ręce z jej policzków na kark. Nie próbowała nawet ukrywać, jak bardzo narzeczona jej zaimponowała. Pewnie nawet nie dałaby rady. Była podjarana jak dziecko na widok choinki z naręczem prezentów.

Bo jesteś moją supergirl, Jesteś moją cat woman
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chodzenie po dachach to super sprawa! Kto nie lubił po nich łazić? To na pewno było lepsze od tego, jak ci taki dach spadał na łeb. Teddy zaliczyła mnóstwo takich dachów. Na dachu też, ale nie na takim, gdzie był wóz strażacki. W wozie strażackim zresztą też nie zaliczyła żadnej dziewczyny, a teraz tak się złożyła, że miała okazję to zrobić! No lepiej nie mogła tego sobie wymyślić! Boże, jaka ona była teraz z siebie dumna! A kiedy zobaczyła reakcję Darling, to już w ogóle zaczęła unosić się nad tym naziemnym parkingiem.
Jasne, że lubiła jej imponować! Wcale nie tak łatwo zaskoczyć kogoś, kto znał cię piętnaście lat. Właściwie to jest całkiem niezłe wyzwania. Na szczęście Teddy bardzo lubiła stawiać sobie wysoko poprzeczkę, żeby wywrzeć na narzeczonej jak najlepsze i największe wrażenie. Wzięła głęboki, wraz z nim łapiąc jeszcze większość pewność siebie. Och, gdyby jednak April uznała, że to śmieszne albo żałosne, to chyba doznałaby samozapłonu i spaliłaby się ze wstydu.
Wóz strażacki — potwierdziła, kiedy Finch upewniała się, czy to przypadkiem nie jakaś atrapa. Nie był z kartonu i nie przewrócił się, jak zastukała pięścią w karoserię. Nie został też zdmuchnięty przez wiatr podczas większego podmuchu. Prawdziwy pojazd, a nie żadna ściema!
Była jebnięta. Na punkcie swojej narzeczonej - i co do tego nie było żadnych wątpliwości! Odpierdalało jej do tego stopnia, że regularnie wchodziła na wyżyny własnej kreatywności, żeby raz za razem wymyślić coś nowego. I to coś absolutnie nie mogło być powtórką z poprzedniego pomysłu. Nie mogło być też czymś, co łatwo dałoby się sklasyfikować jako prawie to samo, tylko zrobione trochę inaczej. Teddy naprawdę stać było na wiele. A dla April właściwie na wszystko.
Wyznania miłości, to ja się nie spodziewałam — uśmiechnęła się, bo z nich dwóch zdecydowanie obrażała się znacznie rzadziej. A nawet wcale.
Usta Finch były tak miękkie jak powinny być usta najcudowniejszej dziewczyny na świecie i tak słodkie jak ona sama. Wyciągnęła ręce przed siebie i złapała w nie policzki narzeczonej. Były ciepłe i prawdziwe. I suche. To ostatnie zaskoczyło ją najbardziej. Odsunęła się na niecały centymetr, żeby potwierdzić swoje przypuszczenia za pomocą wzroku. Miała rację. April wyglądała na podekscytowaną, ale na pewno nie na zapłakaną. Coś nowego! To nie tak, że chciała doprowadzić swoją kobietę do łez! Co to, to nie! Po prostu chyba przywykła do tego, że ukochana wzruszała się za każdym razem, kiedy Darling odwalała podobny numer.
Wow, nie płaczesz — zauważyła z autentycznym zdumieniem, jeszcze przez chwilę dotykając Finch po twarzy, na przykład w razie gdyby była człowiekiem nie z tej ziemi i płakała za pomocą czegoś innego niż oczy.
Skinęła głową, zgadzając się oprowadzić ją po wozie strażackim. Wyciągnęła z kieszeni jeansów kluczyki, które przed opuszczenie sali gimnastycznej wzięła od Blaze'a i otworzyła pojazd. Drzwi skrzypnęły, ale nie odpadły, a w środku było czysto i pachniało wanilią. Teddy specjalnie z tej okazji posprzątała tutaj na błysk i to bez proszenia o pomoc kolegów z jednostki! Sama to ogarnęła, tymi rękami!
Złapała się uchwytu i podciągnęła do góry, a potem podała April dłoń, żeby mogła do niej dołączyć i usiąść sobie gdzie tylko chciała.
Tutaj są fotele. I z tyłu też mamy siedzenia. Tam otwiera się jeszcze duży schowek, ale większość rzeczy chowamy w tych na zewnątrz. To tyle, możemy wracać — oznajmiła, udając, że zaraz wyskoczy z samochodu. Nic takiego jednak się nie stało, chociaż faktycznie zawisła w drzwiach. — A tak naprawdę musimy wspiąć się na dach. To znaczy na dach wozu. I będziemy siedzieć na dachu. Mamy tam przekąski, wino, koce i inne pierdoły — machnęła ręką, jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie i jakby wcale wychodziła z niej romantyczka, która chciała pogapić się ze swoją kobietą w gwiazdy.

wejdźmy na dach i spalmy się jak szmaty, załóż moją bluzę i pakuj do niej samary
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Nie jestem aż tak miękką fają — burknęła niezadowolona, doskonale zdając sobie sprawę, że oczywiście nią była. Ale nie musiała się przecież wzruszać na każdy jej gest! Wieczór był jeszcze młody, będzie mnóstwo czasu na łzy. Chwilowo była zbyt podekscytowana, żeby pozwolić jakiejkolwiek innej emocji przejąć stery.
Narzeczona potrafiła ją wprawić w takie stany, jak żadna inna kobieta na świecie. Innym się to po prostu nie zdarzało i już nie zdarzy, bo przecież całkiem niedługo April zostanie zaobrączkowana i wszystkie marzenia jej byłych o potencjalnym zejściu się, wyparują na dobre. Nikt inny nie rozbrajał jej w taki sposób, jak Darling. Może dzięki temu, że znała ją na wylot? Wszystkie inne relacje Finch były przecież bardzo krótkie. Nie dawała tym dziewczynom szansy się naprawdę poznać, a strażaczka zbierała doświadczenie od piętnastu lat i teraz mogła je wykorzystywać przeciwko Finch do woli. Nie żeby miała mieć coś przeciwko. Nigdy w życiu. Mogłaby co najwyżej chcieć więcej. Na całe szczęście Teddy również była kompletnie zwariowana na punkcie swojej partnerki, nie było tu żadnych nierówności ani niezręczności, a czyste partnerstwo.
Wpakowała się do środka, korzystając z pomocy narzeczonej. Nie siedziała jeszcze nigdy wewnątrz wozu i bardzo cieszyła się, że wreszcie miała ku temu okazję. Wszystko dzięki Teddy oczywiście. No i małej pomocy jej kolegów z pracy – wiadomo. Wszystko od środka wydawało się większe niż na zewnątrz. Mieli tu całkiem sporo miejsca i nie mogli narzekać na niewygody. Może powinni spać w wozach, zamiast na tych durnych pryczach?
— Najlepsza wycieczka świata — pochwaliła ją za to bardzo szczegółowe i uważne oprowadzanie. Cóż, nauczyła się czegoś nowego, więc nie powinna narzekać! Obróciła się za siebie, żeby uważniej obejrzeć wszystkie te siedzenia i inne wspaniałości, które oferował wóz.
— I to wszystko jest pewnie w standardowym wyposażaniu? — Spojrzała na nią z rozbawieniem. Tego również się nie spodziewała. Zakładała, że trochę sobie posiedzą, poflirtują i wrócą do domu. Nie wiązała wozu z romantycznymi przeżyciami i to był błąd! Złapała ją za koszulkę, żeby nie uciekła jej zbyt szybko na górę i wychyliła się w jej stronę.
— Moja wariatka — zamruczała zadowolona tuż przy jej wargach, zanim znów zatraciła się w kaskadzie pocałunków. Będzie trochę niezręcznie jak okaże się, że takie rzeczy naprawdę są na wyposażeniu każdego wozu i cała sytuacja była dużo mniej romantyczna niż April mogłaby zakładać! Ale to nic. Taka wersja też by jej odpowiadała. Liczyło się postaranko, a narzeczona – jak zwykle – wychodziła dla niej ze skóry. Nie było szans, by Finch ją kiedykolwiek dogoniła i nauczyła się traktować ją tak samo dobrze.
Przesiadła się na miejsce kierowcy, gdy narzeczona zaczęła wdrapywać się na dach. Chciała przez moment poczuć się jak na prawdziwej akcji! Tylko bez umierania. Złapała za kierownicę i wyobraziła sobie, jak mknie autostradą w stronę jakiegoś lasu, by dokonać całej masy bohaterskich czynów. Zatrąbiła wreszcie, doprowadzając pewnie jakieś okoliczne ptaki do stanu przedzawałowego. Nie miała teraz głowy do przejmowania się nimi, była zbyt podjarana i utopiona we własnej fantazji. Nie należało jednak zapominać, że jej największa fantazja czekała na nią na górze. Oderwała się od zabawki i z pomocą strażaczki wgramoliła się na dach.
— I co, na inne też to działało? — zagadnęła niby żartobliwie, ale naprawdę była ciekawa, jak dużo panienek narzeczona wyrwała do tej pory w podobny sposób. Może nie aż tak rozbudowany, z tymi kocami i innymi, ale pewnie wystarczyłoby jedną z drugą przyszpilić do boku samochodu, żeby rozpłynęły się dla Teddy.

Od zawsze rozumiesz mnie Mocniej, bardziej, więcej
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby mogła, uchyliłaby April nieba. I pewnie niejednokrotnie próbowała znaleźć sposób, żeby to zrobić. Tylko tak się złożyło, że akurat niebo znajdowało się odrobinę poza jej zasięgiem. Miała za to dostęp do innych rzeczy! Na przykład do biletu, który prowadził na ósme piętro parkingu naziemnego. I do pomysłów, które uruchamiały się zawsze wtedy, gdy sprawa dotyczyła jej narzeczonej. Nie potrafiła przejść obojętnie obok okazji, żeby zrobić dla niej coś miłego. Nawet jeśli oznaczało to organizowanie randki w miejscu, które dla większości ludzi było po prostu parkingiem. Albo siedzenie na dachu wozu strażackiego po godzinach. Albo kombinowanie przez kilka dni, jak wyciągnąć Finch z domu, nie zdradzając przy tym ani jednego szczegółu planu.
Logika podpowiadała, że powinna trochę się uspokoić. Przyzwyczaić. Wpaść w jakąś rutynę, która ustabilizuje ich związek i sprawi, że przestanie wymyślać podobne głupoty. Darling najwyraźniej omijała ten etap szerokim łukiem. Nuda była ostatnią rzeczą, jaką chciałaby sprezentować ukochanej. Zresztą im dłużej były razem, tym częściej łapała się na tym, że wciąż chce oglądać te same reakcje - krótkie zdziwienie i uśmiech pojawiający się chwilę później. I moment, w którym April orientowała się, że strażaczka znowu zrobiła coś, czego kompletnie się nie spodziewała. Dla takiego widoku była gotowa wtaszczyć wóz strażacki nawet na dziesiąte piętro. I to na własnych plecach!
Tylko ten wóz strażacki nie miał do zaoferowania zbyt wiele. Wnętrze było całkiem zwyczajne. Ale u kogoś, kto nigdy nie siedział w środku, na pewno całość wywoływała efekt wow! Teddy posikałaby się z wrażenia, jakby nie spędziła w takich pojazdach ostatnich dziesięciu lat swojego życia.
Wiem. Nie musisz nic mówić — machnęła ręką, udając wielce zobojętniałą. Wycieczka była przednia i Finch na pewno była już mokra.
Jedyne, czego nie było na wyposażeniu, to wina. Zawsze mieli pod ręką koce, ale taki termiczne, a chłopaki wiecznie coś wpierdalali między akcjami i wszędzie rozsypywali chipsy oraz okruszki po preclach. Wychodziło na to, że brakowało tylko procentów, ale głupio tak trochę pić i gasić pożary. Johnsonowie pewnie błysnęliby swoim geniuszem i zaczęli podlewać płomienie alkoholem.
Chyba nie myślisz, że... — urwała, bo narzeczona złapała ją za koszulkę, przyciągnęła do siebie i zasypała pocałunkami. I tyle było z wyjaśnieniami, że przecież nie upijają się w pracy i nikt nie robi im szaszłyków z owoców i mini kanapeczek. A koc był Darling, świeży i wyprany. Przecież nie będą leżeć na takim, pod którym tarzał się Donovan!
Pozwoliła się wycałować i nie miała też nic przeciwko temu, żeby narzeczona kilka razy nacisnęła klakson. Interweniowałaby dopiero wtedy, gdyby April zaczęła przesadzać i swoim koncertem zwabiła na ósme piętro ochronę. A tego wolałaby uniknąć. Jeszcze przyszliby sprawdzić, co się dzieje. Albo, co gorsza, uznaliby, że nie powinny tutaj być i je przegonili! I tyle byłoby z romantycznego wieczoru.
Może i działa — zaśmiała się, kiedy już znalazły się na górze, ale zaraz pokręciła głową i sięgnęła do torby termicznej po butelkę wina i pudełko z przekąskami. Toyota będzie musiała spędzić noc na parkingu. Oby tylko nikt jej nie odholował! A może one też będą tutaj dzisiaj spać? Kto je tam wie! — Tyle razy mówiłam ci, że żadnej nie wyrywałam w taki sposób. Ani nie obracałam w wozie strażackim. Ani na wozie. Co? Nie wierzysz mi? — spojrzała na narzeczoną po tym, jak odkorkowała butelkę i rozlała alkohol do kieliszków. Przystawiła swój do tego, który podała Finch, a w powietrzu uniósł się brzdęk szkła.

otwieram wino ze swoją dziewczyną
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miała nic przeciwko popadnięciu w lekką rutynę. Obie były na tyle pokręcone, że raczej niemożliwe było odpłynięcie w nią tak całkowicie, ale wspólna, zwyczajna codzienność u boku Teddy jej pasowała. A zresztą! Jak tu mówić o rutynie przy trybie pracy strażaczki? Tam zawsze mogło się coś wykrzaczyć – łącznie z jej życiem. Finch też nie miała nudnej pracy, ale zdecydowanie bardziej stabilną. No i mocniej przyklejoną do biurka. Nie miała w zwyczaju nudzić się przy Darling. Mogły spędzać czas we własnym towarzystwie, robiąc swoje rzeczy i to też jej wystarczało. Byle mieć świadomość, że narzeczona jest gdzieś blisko, a najlepiej na wyciągnięcie ręki. Nie miała też oczywiście narzekać na te wszystkie wspaniałości, które ukochana potrafiła jej zaserwować. Mogło być jej co najwyżej głupio, bo odnosiła czasem wrażenie, że jest przy niej totalnie zwyczajna, mało kreatywna i niespecjalnie romantyczna, a zawsze uważała się za taką całkowicie na odwrót. Wygranie w czymkolwiek z Teddy graniczyło jednak z cudem.
Pomogła rozpakować torbę i ułożyć wszystko wokół nich tak, by nie pospadało i przy okazji nie przeszkadzało. Trzeba było znaleźć złoty balans i trochę się najeść, zanim to wszystko wyląduje na betonie niżej, bo któraś machnie nieostrożnie ręką. Chciała docenić wysiłek ukochanej, a wyraźnie włożyła go naprawdę sporo. Sięgnęła po kieliszek i dołączyła do krótkiego toastu. Cieszyła się, że Darling postanowiła wyluzować i nie przejmować się prowadzeniem samochodu. Zawsze mogą przecież wrócić Uberem, a kwestie Toyoty ogarnie się rano.
— Trudno w to uwierzyć. No wiesz, to trochę jak... magnes na cipki. Czemu miałabyś z tego wcześniej nie korzystać? Ogarnęłabyś sobie w ten sposób każdą — wyjaśniła i upiła kilka łyków wina. Na pewno zadziałałby to na nią, gdyby poznały się przypadkiem na jakiejś aplikacji randkowej i Darling wybrałaby podobną metodę na oczarowanie się i dobranie do gaci. Przecież nie na takie sztuczki się przez lata łapała! I nie na takie sama łowiła kolejne zdobycze. Znała się na rzeczy, wiedziała, co mówi. Bujać to my, ale nie nas.
— Ja już jestem twoja, więc nie do końca się to liczy. Mnie byś oczarowała nawet na rowerze — zapewniła. To akurat było oczywiste. Finch była tak w nią zapatrzona, że oddałaby jej się w każdej możliwej sytuacji. Wystarczyłoby, żeby Teddy na nią spojrzała i właściwie była gotowa. Ale April była wyjątkowym przypadkiem, no i strażaczka nie powinna jej zapisywać w poczet swoich zdobyczy, bo pewnie by się obraziła. Sięgnęła w stronę przekąsek i wybrała szaszłyk, który wyglądał najbardziej zachęcająco. Zsunęła arbuz z wykałaczki zębami i nawet się przy tym cała nie uświniła. Gratulacja.
— Ale to oczywiście nie znaczy, że masz mnie przestać podrywać — zaznaczyła jeszcze, wycelowując w nią pustą wykałaczką. Nie wolno osiadać na laurach. Nadal były przecież młode, piękne i absolutnie zakochane, więc powinny ze sobą flirtować aż do utraty tchu. Niektórzy nawet uważają, że April naturalniej wychodzi flirtowanie niż oddychanie, ale to jakieś wredne picze.

O tobie rozmawiać W kolejce po gruszki
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miały to szczęście, że nawet mieszkając razem, potrafiły za sobą zatęsknić. Dyżury Teddy czasem przeciągały się do dwóch dni i choć wolałaby zasypiać we własnym łóżku, to i tak było to lepsze niż spędzanie ze sobą dwudziestu czterech godzin na dobę bez przerwy. Albo jeszcze gorzej - gdyby przyszło im pracować w tej samej firmie. To dopiero byłaby tragedia! Dobrze, że każda z nich miała swoje własne zajawki i przestrzeń na rozwijanie hobby, bo dzięki temu nie wchodziły sobie na głowę. Jednocześnie istniały rzeczy, które nadal lubiły robić razem, więc ich relacja nie dusiła się w codzienności. To wszystko sprawiało, że ich związek był zaskakująco zdrowy!
W żaden sposób nie chciała przyćmić narzeczonej swoimi pomysłami. Nadal uważała, że Finch jest od niej znacznie bardziej kreatywna. Pewnie właśnie dlatego tak często wychodziła z siebie, żeby zrobić na niej wrażenie i przypadkiem jej nie rozczarować. Zwykły spacer w parku też mógł być miły. Jasne, że tak! Ale bądźmy poważni - czy spacer mógł konkurować z siedzeniem na dachu wozu strażackiego na ósmym piętrze parkingu, z widokiem miasto i gwieździste niebo?
Wiem, że nie przepuściłabyś takiej okazji, ale ja traktuję miejsce swojej pracy bardzo poważnie. Najwyraźniej żadna nie zawróciła mi tak w głowie, żebym nagiąć tę zasadę — poruszyła wymowne brwiami. To powinno uświadomić April, jaka była w jej oczach wyjątkowa!
Oczywiście, że Darling mogłaby wykorzystywać swoją pracę i mundur na aplikacjach randkowych. Gdyby kiedykolwiek takich używała. Wszystkie dziewczyny, z którymi kręciła, poderwała normalnie, a nie przez jakiego durnego Tindera. A to był o wiele większy wyczyn, niż zbajerować jakąś panienkę przez internet.
Ale jeszcze niedawno nie byłaś moja i jakoś nie zaciągnęłam cię do remizy — zauważyła, zresztą całkiem słusznie! — A powinnam, skoro w twoim mniemaniu właśnie tak bajeruję każdą napotkaną dziewczynę — wzruszyła ramionami, upijając łyk wina. Finch chyba coś się pomyliło i zapomniała, że to ona jakiś czas temu puszczała się na prawo i lewo, a nie Teddy! Poza tym, jeśli naprawdę miałaby taki system działania, który insynuowała narzeczona, wszyscy już by o tym wiedzieli. A Darling jakoś nie widziała kolejki złamanych serc pod remizą, które kapitan Whitman musiałby przeganiać pod groźbą, że zapłakane panny utrudniają funkcjonowanie straży pożarnej.
Czy wyglądam tak, jakby właśnie przestała cię podrywać? — w tym miejscu Darling wykonała zamaszysty gest ręką, jakby chciała objąć nim wszystko, co je otaczało. — Ale może powinnam trochę przystopować, co? Bo jeszcze ci się w dupie poprzewraca. Przyzwyczaję cię do takich absurdalnych randek i później nie zadowolisz się zwykłym wyjściem do restauracji — westchnęła teatralnie, wpychając sobie do ust mini kanapeczkę, w której skład wchodziły tylko warzywa i serek śmietankowy. — Co to w ogóle znaczy, że miałabym przestać cię podrywać? — spojrzała podejrzliwie na Finch. Może Teddy nie zawsze znajdzie czas na zrywanie polnych kwiatów, żeby po powrocie do domu wręczyć ukochanej piękny bukiet, ale zawsze wygospodaruje kilka chwil, by móc z nią poflirtować i złapać za tyłek.

i nie jesteś barbie, trzymasz mnie za rękę i przegryzasz moje wargi
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miały za dużo rzeczy wokół, żeby się do siebie przykleić na stałe. Obie były zbyt mocno przywiązane do swoich prac, miały też własne hobby i grona znajomych. Nie miały problemu z łączeniem tego i zapraszaniem partnerki do swojego świata, ale dobrze odnajdywały się w nim same. Ciągle wymyślały sobie jakieś nowe zajęcia powiązane ze swoimi pasjami i łatwo się w nich zatracały. Dobrze, że wspierały się również nawzajem w tych wszystkich zainteresowaniach! No i teraz miały do kogo wracać, więc łatwiej było zrezygnować często z kolejnego piwa albo dodatkowej godziny spędzonej w innym towarzystwie. Całkiem dobrze wychodziło im znajdowanie w tym wszystkim balansu, a przecież April jeszcze niedawno tak strasznie się martwiła, że wyjdzie z tego tragedia.
— Mogłaś mnie zaciągnąć! Od początku ci to przecież mówiłam. Myślałaś, że żartuję? — prychnęła urażona, że Teddy w ogóle mogła coś takiego podejrzewać. Nawet na ich wspólnym wypadzie na jarmark świąteczny nawiązywała do tego, jak strażaczka dobrze wygląda w mundurze i że powinna ją czarować nim dużo częściej. Dobrze się złożyło, że Darling perfekcyjnie wpasowywała się w słaby punkt Finch! Szkoda, że nie było takiej lekkości na odwrót. Nigdy nie słyszała, żeby Teddy miała słabość do pieprzniętych, gadatliwych managerek, bo to byłby strasznie dziwaczny fetysz. Na szczęście mimo tego coś sprawia, że leci na April i to właściwie im wystarcza.
— Przecież mi się już dawno w dupie poprzewracało — zauważyła, uśmiechając się słodko. Była rozpieszczonym bachorem, a Teddy rozpieszczała ją w ich przyjaźni jeszcze bardziej, grzecznie godząc się na jej wszystkie kretyńskie pomysły. Za późno, by się martwić o takie rzeczy o jakieś dwadzieścia lat. Można co najwyżej trzymać kciuki, by nie było gorzej. Ale raczej nie powinno. Mnóstwo miała już okazji, by kompletnie odlecieć w kosmos, a jednak jako tako trzymała się powierzchni ziemi. Nie była taka skrajnie beznadziejna, pora się ucieszyć!
— No nie wiem, mogłabyś na przykład przestać gapić mi się na dupę albo nie mówić mi, jak ładnie wyglądam albo całkowicie ignorować moje wiadomości, jak tęsknie za tobą w pracy — wymieniła kilka okropnych scenariuszy, które jej narzeczona natychmiast powinna wyrzucić z głowy. Tak na wszelki wypadek skasować wszystkie te myśli, byle się nie zakodowały i jednak nie wprowadziła ich w życie. Finch zbliżyła się nieco do swojej ukochanej, chcąc pewnie pokazać jej, co by straciła, porzucając te wszystkie akty adoracji.
— Zdecydowanie wolę, jak mówisz mi rzeczy, od których miękną nogi. Powinnaś jeszcze zacząć cytować mi poezję. To podobno działa na dziewczyny — zaproponowała ciszej, muskając wargami jej policzek. Skoro już pokazywała się z tak romantycznej strony, to może to był dopiero początek i ma w zanadrzu jeszcze dziesiątki tego typu sztuczek? To również byłby dla April szok, a strażaczka lubiła ją przecież zaskakiwać. Odłożyła kieliszek na bok, żeby przypadkiem nikogo nie oblać i przejechała paznokciami po przedramieniu narzeczonej, składając drobne pocałunki wzdłuż linii jej żuchwy. To też powinno się liczyć jeszcze jako flirt! Była przecież wyjątkowo grzeczna i powściągliwa.

I już wiem, że w tym momencie Przegrały z Tobą najpiękniejsze wiersze
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie było nic lepszego niż powrót do domu po długim i wyczerpującym dyżurze. Teddy chyba nigdy wcześniej tak chętnie nie wychodziła z remizy. Jeszcze do niedawna było jej właściwie obojętne, czy zostanie na kilka dodatkowych godzin, bo któryś z kolegów potrzebował zastępstwa, czy wyskoczy z ekipą na piwo do pobliskiego baru. Teraz wylatywała stamtąd jakl na skrzydłach, często odmawiając nawet jednego drinka. Oczywiście April absolutnie niczego jej nie zabraniała! Nigdy nie robiła problemów o późniejsze powroty, spotkania ze znajomymi czy spontaniczne wypady po pracy. A mimo to Darling i tak coraz częściej stawiała ją ponad inne towarzystwo. Wolała wrócić do domu i spędzić wieczór z Finch, niż siedzieć przy barze i po raz setny wysłuchiwać tych samych, durnych żartów Donovana i reszty chłopaków. Bywały też dni, kiedy potrzebowała jej bardziej niż zwykle. Szczególnie po tych mniej udanych akcjach. Takich, które zostawały w głowie na długo po zakończeniu dyżuru. Kiedy mimo starań nie udało się pomóc, więc wracała do mieszkania z poczuciem bezsilności i nieprzyjemnym ciężarem osiadającym gdzieś pod żebrami. W takich momentach nie marzyła o niczym innym, jak tylko znaleźć się w ramionach ukochanej. Nie potrzebowała rad ani pocieszeń. Wystarczała sama jej obecność. Bliskość April działała lepiej niż cokolwiek innego, skutecznie wyciszając idiotyczne myśli.
Nie mogłam, przecież tam zawsze ktoś jest! — zaprotestowała natychmiast. To nie była zwykła firma, w której wszyscy wychodzili punkt siedemnasta i zamykali za sobą drzwi. Straż pożarna działała przez całą dobę. Kiedy Teddy i jej ekipa kończyli zmianę, na ich miejsce przychodziła następna. W remizie praktycznie bez przerwy ktoś się kręcił! Miałaby pieprzyć Finch w wozie, który w każdej chwili mógł zostać wysłany do akcji? Dobra, sam pomysł był całkiem kuszący, nie mogła zaprzeczyć. Ale był też skrajnie nieodpowiedzialny! Właśnie dlatego tak się nagimnastykowała, żeby znaleźć inne rozwiązanie. Sam fakt, że udało jej się dorwać jeden ze starych pojazdów stojących na parkingu, zanim zostanie jutro przetransportowany gdzie indzie, było naprawdę nie lada wyczynem. Wóz był już wycofany z użytku i czekał na dalszy los po wymianie na nowszy model, więc przynajmniej miały gwarancje, że nie będzie potrzebny do gaszenia pożarów.
Nie mogła zaprzeczyć, że April już dawno poprzewracało się w głowie. A ona w to brnęła i rozpieszczała ją jeszcze bardziej! Jeśli kiedykolwiek Teddy będzie mieć pretensje, że narzeczona nadwyręża jej cierpliwości, to powinna je mieć wyłącznie do samej siebie. Poza tym widziały gały, co brały. To nie tak, że Darling przez piętnaście lat nie zauważyła, jaka była Finch. Wiedziała bardzo dobrze! I dokładnie taką ją pokochała. Najwyraźniej miała słabość do wygadanych lasek z marketingu. Akurat tutaj dobrze się równoważyły, chociaż strażaczka i tak zdążyła się nieźle rozkręcić.
Jesteś szurnięta — skwitowała ze śmiechem. Wszystko, co wymieniła ukochana było stekiem bzdur. — Jeśli kiedykolwiek coś takiego wydarzy, to będziesz miała stuprocentową pewność, że mnie podmienili — oznajmiła, dając jej zaczepnego pstryczka w nos. Teddy miałaby nagle przestać gapić się na jej dupę? Albo wychwalać ją pod niebiosa? Nigdy tak się nie stanie! April miała najlepszy tyłek i zawsze wyglądała najlepiej. Z tymi wiadomościami bywało różnie, ze względu na natłok pracy, ale to też nie tak, że nie odpisywała z premedytacją!
Westchnęła błogo, czują jej usta najpierw na swoim policzku, a potem wzdłuż linii żuchwy. Z tego wszystkiego również musiała odstawić kieliszek gdzieś na bok, inaczej na pewno rozlałaby je zawartość na koc, przekąski i siebie. I na Finch również. Aż dziwne, że do tej pory żadna z nich tego nie zrobiła, skoro były takimi obrzyganymi sierotami.
Tak? — uniosła brwi i odsunęła się nieznacznie, żeby móc na nią spojrzeć. — Poezja działa na dziewczyny? Coś o tym wiesz, prawda? — parsknęła cicho, chociaż narzeczona wcale nie musiała cytować jej Szekspira, żeby ją uwieźć. Nie dlatego się nią zachwycała. Było biliard innych powodów, dla których April zawróciła jej w głowie. — Wiersze to twoja działka — przypomniała jej i tym razem to ona przysunęła się bliżej, składając pocałunki na wyeksponowanej szyi. — No dalej, przytocz jakiegoś wieszcza. Sprawdźmy, czy nadal masz tę moc — mruknęła, sunąć ustami nieco wyżej, aż delikatnie przygryzła płatek jej ucha.

kiedy patrzę w twoje oczy wiem, że nie chcę już niczego szukać, że nie chcę nigdzie iść, chcę mieć cię tutaj dziś
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Fire Station 132”