ODPOWIEDZ
27 y/o
Welkom in Canada
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

Outfit, tutaj ma jeszcze swoje rude włosy <3


Nienawidziła garniturów. Nienawidziła też eleganckich sukienek, restauracji z gwiazdkami Michelin, ludzi mówiących o winie jakby opisywali doświadczenie religijne i wszystkich tych miejsc, gdzie kelnerzy zabierali ci krzesło zanim zdążyłeś sam usiąść. Po raz kolejny wygładziła materiał sukienki, gdy zmierzała w kierunku restauracji, rozważając kapitulację już na samym starcie całego przedsięwzięcia. Czego to człowiek nie był w stanie zrobić dla pieniędzy? Spojrzała na godzinę i cicho westchnęła. Weszła do jaskini lwa ze sztucznym uśmiechem wypisanym na twarzy, udając, że jelita nie skręcają jej się na widok tej starej raszpli, która zbyt żywiołowym krokiem zmierzała w jej kierunku. Jakby po prostu nie mogła wczoraj kopnąć w kalendarz i zostawić jej pokaźnego spadku. Nie, musiała kurwa trzymać się życia robiąc wszystkim na złość. Nie ma to jak rodzinne spotkania.
- Spóźniłaś się Gabrielo. Wyprostuj się, dziewczyno. - mimowolnie zrobiła to o co prosiła i policzyła do dziesięciu przypominając sobie, że musiała przez to przejść dla tych pieniędzy. Co za diabeł ją podkusił, żeby zgodzić się na to, że Billy dołączy do nich odrobinę później? Jeśli dupek zamierzał zostawić ją samą z tą siwą rudą pizdą, następne oskarżenie o morderstwo będzie całkowicie adekwatne do czynu. Czas się dłużył, a ich wymuszona pogawędka - a raczej stos krytyki wystosowany w jej stronę - w żaden sposób nie przybliżała jej do upragnionej gotówki. Niestety tylko Billy był w stanie uratować tą kolację. Oczarować tę drobną kobietę o idealnie ułożonych włosach i spojrzeniu ostrym jak brzytwa. Jak dobrze, że przejęła więcej genów z tej latynoskiej części rodziny.
Drzwi restauracji otworzyły się nagle. A w nich, w pełnej glorii i chwale, pojawił się Patel, który swoim spojrzeniem próbował odnaleźć jej bujne rude włosy. Billy o dziwo wyglądał dobrze w tym swoim garniturze. Nawet trochę ją wryło z wrażenia, bo zazwyczaj widywała go w dość odmiennym stanie. Teraz serio byłaby w stanie uwierzyć, że był prawnikiem oraz pedantem. Tyle, że nie była do końca pewna czy to wydanie jej się podobało.
- Kochanie... - wstała, żeby powitać mężczyznę i rozpocząć w końcu to żenujące spotkanie. Musnęła szybkim pocałunkiem kącik jego ust i odwróciła się w stronę babci, ujmując za ramię Williama. - Babciu chciałam ci przedstawić mojego partnera. - wymianę uprzejmości zostawiła już im, bo ją aż ściskało w żołądku przy tych wszelkich oficjalnych formach. Jej babcia długo wpatrywała się w postać Billego. Oceniała go i mogłaby przysiąc, że gdyby to był targ niewolników to zajrzałaby również mu w zęby i spodnie.
- Ładny.
- Babciu...
- Jestem stara, nie ślepa.
W tej jakże zacnej chwili zaczęła podejrzewać, że ten wieczór będzie znacznie trudniejszy, niż zakładała wstępnie. Potrzebowała tych pierdolonych pieniędzy, więc zmusiła się, żeby po raz kolejny usiąść przy stole. Cała nadzieja w Billym.

William N. Patel
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
34 y/o
Catch the local sports fever
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Dopalam papierosa i wyrzucam kiepa do najbliższego śmietnika, a potem wreszcie wchodzę do tej w opór drogiej restauracji. Dzisiaj pasuję tutaj wyjątkowo dobrze w swoim garniturze szytym na miarę - czarnym, klasycznym, leżącym idealnie, mam czerwone dodatki w postaci poszetki i cienkiego krawata, powyżej biały, wyprasowany kołnierzyk. Nie wiedziałem w czym wyskoczy Gaba, ale jak tylko ją dostrzegam, w tej eleganckiej, czerwonej sukience spływającej aż do ziemi, to muszę przyznać, że dopasowaliśmy się idealnie. I że wygląda fenomenalnie, w pierwszej chwili zapiera mi dech, aż się na moment zatrzymuję, mniej więcej w połowie drogi, jednak ostatecznie dołączam do towarzystwa przy stoliku - Gabriela, skarbie, wyglądasz zjawiskowo - rzucam na powitanie, a po tym krótkim muśnięciu, zanim jeszcze zdąży się odsunąć dodaję szeptem, wprost do jej ucha - Ale bym to z ciebie zerwał - puszczam jej oczko. Potem przechodzimy do tej formalnej części, więc wbijam spojrzenie w babuszkę. Jej oceniający wzrok w zasadzie nie robi na mnie wrażenia - nie pierwsza i nie ostatnia stara prukwa, która patrzy na mnie w ten sposób, zdążyłem przywyknąć, bo od małego tresowano mnie tak, bym z gracją lawirował wśród bogatego towarzystwa. Chyba wyszło, nawet jeśli duszę miałem niepokorną. Zgodnie z zasadami savoir vivre starucha wystawia w moim kierunku swoją pomarszczoną dłoń, jasno dając do zrozumienia, że mam całować pierścień. To całuję, delikatnie ujmuję jej palce, składając krótki pocałunek na skórze naznaczonej galaktyką starczych plam - William Patel, bardzo mi miło - nawet na moment nie spuszczam spojrzenia z jej twarzy i kiedy odzywa się lekko skrzeczącym głosem stwierdzając, że jestem ładny to uśmiecham się lekko, chyba mogę uznać to za komplement? - Dziękuję, teraz już wiem po kim Gabriela odziedziczyła urodę - kątem oka zerkam na dziewczynę, badając jej reakcję, jednak póki co więcej uwagi poświęcam jej babci - I chyba także świetny gust, doskonały wybór restauracji, tutejszy szef kuchni to prawdziwy artysta - zapewniam. Jeśli ktoś lubi dania wielkości znaczka pocztowego, ze składników, których nazw nawet nie umie powtórzyć. Ja czasem lubiłem zaszaleć w ten snobistyczny sposób. Zasiadamy przy stoliku, a już za moment pojawia się przy nas kelner, pyta czy życzymy sobie wodę gazowaną czy nie, poleca spróbować menu degustacyjnego, które składa się aż z siedmiu dań, w dodatku zostało skomponowane specjalnie na aktualny okres, z uwzględnieniem sezonowych składników najwyższej jakości. Mnie przekonał, nie wiem jak reszta. Na powitanie dostajemy także po kieliszku wina musującego produkowanego u nas, w regionie Niagara, ze szczepów Chardonnay, które ma być idealnym dopełnieniem do amuse bouche w postaci tartaletki z kozim serem z dodatkiem młodego bobu, świeżej mięty oraz miodu z lokalnej pasieki. Kelner jeszcze przez chwilę się produkuje, zapewniając nas, że jest fantastycznym wprowadzeniem do całego dzisiejszego menu, a ja kiwam głową, że tak, tak, na bank. No cóż, tak to właśnie wyglądało w takich ekskluzywnych miejscach. Tutaj nie przychodziło się tylko najeść, ważna była cała ta otoczka, historia tworzona wokół dań wyglądających jak sztuka nowoczesna podana na talerzu, zajadanych w ciepłym, aczkolwiek lekko zgaszonym świetle, które tworzyło atmosferę intymności, zupełnie jakbyś znajdował się w kuluarach przeznaczonych tylko dla wybrańców wśród tutejszej elity - Gabriela wspominała, że wróciła Pani niedawno do Toronto, w takim razie cieszę się, że możemy się wreszcie poznać - sięgam po kieliszek, przez chwilę delikatnie nim kręcę, by wydobyć z wina wszystkie aromaty i wreszcie zamaczam wargi, upijając tylko malutki łyczek, chociaż najchętniej walnąłbym cały na raz, po swojemu. Bąbelki rozpływają mi się po języku i łaskoczą w podniebinie, zostawiając na kubkach smakowych chłodny aromat tutejszych winogron - Mmm, fascynujące, bardzo świeże, wyraźny cytrusowy smak na pierwszym planie, za to finisz zaskakująco kremowy. Wręcz wyborne - co ja pierdole to nie wiem, w zasadzie czuję głównie alkohol, czyli to co lubię najbardziej, ale ma brzmieć elegancko przecież, jakbym właśnie wyszedł z kursu dla sommelierów, a nie lał w gardło co popadnie byle poklepało.

Gabriela R. Blais
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
ODPOWIEDZ

Wróć do „George Restaurant”