Powiódł spojrzeniem za Karen, kiedy jeszcze uśmiechnęła się do Pilar na te
dwie opaski, ale zaraz patrzył na swoją narzeczoną -
naprawdę będziemy spać? - musiał ją zaczepić, ale pewnie to by był dobry pomysł. Bo jak dotrą do tego Rio de Janeiro, to raczej już nie złapią ani jednej godziny snu, więc musieli wykorzystać te w samolocie, kiedy byli uziemieni, zwłaszcza, że... no wczoraj nie dał jej pospać. A on też w ogóle nie zmrużył oka.
Ale teraz też... niby chciał spać, ale jakoś go nosiło.
-
Myślisz, że by na to poszły? - zapytał odnośnie tych kelnerek, ale wiedział, że nie. Czasami jak im kazał nosić koszulki z logo klubu to była wojna, więc już miał gdzieś to jak chodzą ubrani, chociaż raz na jakiś czas przypominał im, że zamawia im nowe koszulki, że one są. A wiecznie to Madox w nich chodził, jak poplamił swoją koszulę, krwią na przykład.
-
A gdzie pojedziemy na podróż poślubną? I kiedy? - oczywiście, że musiał jej zapytać, bo skoro Pilar miała na niej nosić mundur, to on by mógł nawet jutro. Zaraz po ślubie... Albo po przekazaniu gotówki, na którym musieli się stawić. Znowu mu się przypomniał ten ich napięty grafik.
A zaraz te tabletki od Rosy, bo jakoś wcale nie zanotował w głowie tego, że jednak Pilar ich nie miała, ale może Karen miała? Nawet się za nią obejrzał, kiedy przyniosła im orzeszki i wodę. A zaraz złapał butelkę i przyłożył ją sobie do policzka, tą zimną, plastikową butelkę.
-
A myślisz, że Karen może... - zaczął, kiedy Pilar powtórzyła mu, że nie ma tych tabletek, ale wtedy już jego bystra narzeczona pytała go
co jest, tak to jest umawiać się ze śledczą -
co? Nic... - zaczął, a kiedy złapała go za brodę, kiedy skierowała na siebie jego twarz, to wbił w nią ciemne, trochę rozbiegane spojrzenie.
Ćpałeś coś - odbiło mu się echem pod czaszką.
Już miał na języku to
nie, jakieś
no coś ty, ale przecież to była Pilar, a on jej nie okłamywał. Już miał coś powiedzieć, już nabrał w płuca powietrze, ale wtedy Karen przyniosła im opaski, a tą jedną położyła mu na kolanie jeszcze opierając tam znowu rękę.
Obejrzał się za nią, Madox to był ciekawy, czy ona tak obłapia wszystkich pasażerów, czy jednak tylko do niego miała słabość. Nawet by się o to może zapytał Pilar, ale ona była pierwsza, z tym pytaniem
co brałeś, kolejne trudne.
-
Nie wiem, bo właściwie to była dziwna akcja... - zaczął, jakby to było w ogóle dość normalne, że on nie wiedział co brał. No bo w zasadzie kiedyś to może było, ale przecież teraz on już sobie tak nie pozwalał... A dzisiaj -
najpierw przyszła Pati, ale nic nie chciała, a potem taka tancerka, no i ona zrobiła... - miał już gadać co, opowiadać jej tą dziwną akcję, ale strzeliła mu opaską w ramię, a on też już do niej sięgał palcami -
jakie mięciutkie... z czego to jest? - wyciągnął rękę, żeby przejechać opuszkami po miękkim materiale, kiedy Pilar przyłożył ją do oczu. Nawet się do niej pochylił -
nic nie widzisz? - zapytał, ale Stewart już odpowiadała, że nic. Madox może też by miał jakiś pomysł, żeby to wykorzystać, ale jego narzeczona znowu go ubiegła. Założyła mu opaskę na oczy, a on rzeczywiście miał już przed nimi tylko... ciemność.
W pierwszym odruchu chciał ją ściągnąć, ale zostawił, kiedy kazała mu
czekać, słyszał tylko jak przesunęła się na siedzeniu, a potem poczuł jej palce na oczach, a potem na policzku, aż skóra zadrżała pod jej dotykiem. Tak samo kiedy jej palce sunęły niżej po jego ramieniu, na dłoń, a kiedy przesunęła po skórze paznokciami, to mogła poczuć, jak się cały pod nią spiął. Ale było
przyjemnie -
Mhm... - mruknął jej w odpowiedzi i znowu się przysunął, kiedy sięgnęła do jego karku, to on też odszukał jej udo opierając na nim wytatuowane palce -
ale nawet nie widzę gdzie są twoje... -
usta, to chciał powiedzieć, tylko, że zaraz je poczuł. Najpierw jej mokry język na swoich wargach, a potem te obłędne, gorące usta i jej paznokcie na karku. Od razu się do niej wyrwał, kolanem uderzając o stolik, ale wcale go to nie zniechęciło, bo kiedy ich języki już odszukały się w
ognistej salsie, a usta kradły sobie powietrze do ostatniego tchu, to Madox wsunął czubki palców pod koszulkę Pilar. Zdecydowanie było to ekscytujące doznanie, kiedy jej nie widział, ale czuł pod opuszkami jak zadrżała, czuł jej usta i tylko mógł sobie wyobrazić jej spojrzenie.
A potem usłyszał to chrząknięcie, którego na pewno sobie nie wyobraził, i aż znowu podskoczył na fotelu. Ściągnął opaskę i spojrzał na Dolly -
ja pierdole, przestraszyłaś mnie... - mruknął tylko, no proszę jeszcze jakieś dziwne lęki. Ewidentnie
coś ćpał, zaraz sięgnął po to cuba libre, żeby upić kilka głębszych łyków, a Dolores odwróciła się na pięcie obrażona i odeszła. No ale to przecież nie była już wcale jego sprawa, ale za to...
Nie umiałby przejść obojętnie obok tego, żeby nie pozaczepiać swojej narzeczonej. Odwrócił się w jej kierunku opierając sobie szklankę z drinkiem na kolanie -
zadowolona jesteś? Że tak zaznaczyłaś swoje terytorium? - spojrzał głęboko w jej piękne, ciemne oczy, a zaraz przysunął się bliżej -
też mam tak robić? Następnym razem przyjdę na posterunek i będę się do ciebie łasił... - teraz tak się właśnie trochę połasił opierając głowę o jej ramię -
na biurku Becka, a na kolejną schadzkę umówimy się w Northex i zrobimy to na szklanej ścianie przed gabinetem prezesa - jego ciepły oddech omiótł jej dekolt. Wiadomo, że tak tylko pierdolił, bo po pierwsze miał zakaz wjazdu na posterunek, a bo drugie to nawet nie wiedział czy Galen ma taką szklaną ścianę. A zresztą chyba już to przepracowali... na swój chory sposób.
Podniósł szklankę, żeby wyzerować swoje cuba libre, szybciutko mu poszło, nawet zaraz sobie odkręcił wodę i jeszcze się napił -
popierdoli mnie zaraz... - westchnął ciężko i znowu opierał głowę o jej ramię, przymknął nawet na moment oczy -
podrap... - nawet nie podniósł na nią spojrzenia, ale ewidentnie coś z niego... schodziło.
A kiedy jednak tak go drapała, to wcale o tym nie myślał, więc może to był jakiś sposób?
Estás satisfecho? °❀⋆.ೃ࿔*:・°❀⋆.ೃ࿔*:・