ODPOWIEDZ
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Czy gdyby ten dzisiejszy dzień nie potoczył się tak, gdyby ułożył się inaczej, to oni odkryliby to, że czekali na siebie to osiem lat? Czy wciąż udawali by, że są sobie obojętni?
Udawaliby, że ich serca biją dla kogoś zupełnie innego, kiedy one zawsze rwały się w piersi do siebie.
I może nawet dzisiaj rano, oni jeszcze wciąż udawali, że to tylko... nienawiść. Niechęć, która jeży włosy na karku.
Teraz też to robiła, ale zdecydowanie nie była to niechęć. Już czuli doskonale, że to coś zupełnie innego.
Iskry pod skórą, kiedy sunął palcami po jej rozgrzanym udzie, a ona drżała, kiedy sięgał do miejsc, które już wcześniej chaotycznie badały jego opuszki, ale teraz miały je odkryć naprawdę.
- Ciebie... całą - mruknął od razu, kiedy pociągnęła go za język. Chciał ją poczuć, jeszcze bardziej. Dokończyć to, co przerwał im w łazience ten dzwonek do drzwi, kiedy byli już tak blisko...
Teraz też byli. Już czuł na palcach, jak bardzo ona też tego chciała, tego samego co on. Czuł na wargach jej usta, które układały się w kolejne słowa - po prostu wziąć... jakby było moje - powtórzył po niej. Jeszcze rozkładając jej uda, żeby zrobiła mu tam lepszy dostęp. Szarpnął się do niej, żeby przygryźć jej dolną wargę, zostawić na niej to przyjemne uczucie pulsowania, które teraz mieszało się z bólem.
Dzisiaj wszystko się z nim mieszało. I teraz to niedoczekanie, które sprawiało, że jemu też robiło się ciasno w spodniach - jesteś... kurwa... moja - ułożył te słowa na jej pełnych, miękkich ustach, w które zaraz się wpił zachłannie, kiedy jego palce agresywnie...
Nie zdążył właściwie nic zrobić, bo do pokoju wpadła jego matka, a on odskoczył od Pilar, chociaż serce waliło mu w piersi w jakimś szalonym rytmie, a wszystko, każda jebana komórka rwała się do niej. Stanął między nią o drzwiami, zasłaniając ją, a zaraz wdał się w dyskusję z matką, która doprowadziła tylko do tego, że wyprowadził ją z pokoju. Wyszedł z nią.
A za drzwiami posypała się kolejna seria gorzkich słów, kolejne wyrzuty. I kiedy Madox wrócił do pokoju, to może nawet jeszcze coś dorzuciłby w kierunku Pilar, która stała już przy drzwiach, może jej też by się oberwało, ale odezwał się jego ojciec, a on zaraz zasłaniał jej usta dłonią, przyciskając ją mocno do siebie. Jakby ten jego pierdolony ojciec miał wyczuć jakiś ich ruch, ich oddechy, które teraz szalały. Ten jego na jej karku, a jej na jego palcach. Czuł go.
A kiedy ojciec trzasnął drzwiami, wypuścił z płuc mocniejszy wydech, prosto na jej policzki, kiedy już się do niego odwracała. Wbił spojrzenie w jej błyszczące, duże oczy.
- Zwariowałaś? Ją o pomoc? Nie chcę od niej niczego... - to ostatnie zdanie wycedził przez zęby - jakąś łaskę? Teraz... - prychnął kręcąc głową - kiedy wtedy pozwalała mu... - nie dokończył, bo to nie był dobry czas na takie rozmowy. A może nawet on nigdy nie nadejdzie?
Madox miał w sobie dużo żalu w stosunku do matki, odrobinę ją rozumiał, że się bała, a jednak, on był jej dzieckiem, a ona pozwalała...
Wypuścił ciężko powietrze z płuc, a kiedy Pilar powiedziała to dobra, kurwa, to nawet spojrzał na nią z wdzięcznością, że nie musiał jej tego tłumaczyć. Nie teraz, kiedy przecież musieli się pospieszyć.
- Czekaj trzeba to zakleić... - on już znowu sięgał do apteczki na biurku, a Pilar do szuflad komody, ale Madox w zasadzie nie miał nic przeciwko temu, nawet zaraz dorzucił - zobacz na dole, tam są jakieś dziewczyńskie... - nawet nie dokończył, bo Pilar już wciągała na siebie jego bokserki w Spidermany, a Madox zmierzył ją spojrzeniem - nawet ci pasują - rzucił i kiedy już dał jej na ranę odpowiedni plaster, to zasunął apteczkę i wrzucił ją do torby, którą zamierzał zabrać, obok tego drewnianego pudełeczka. Miał zamiar tam dołożyć kilka ciuchów, ale Pilar już zrzucała z siebie bluzę, a Madox oczywiście... zagapił się na nią, jego spojrzenie zawisło gdzieś na jej nagiej piersi - co? - rzucił, kiedy kazała mu się pośpieszyć, a czarne tęczówki podniósł na jej oczy - zobacz w trzeciej szufladzie, są tam jakieś babskie szmaty - powiedział w końcu. Co prawda Madox rzadko sprowadzał tu laski, Rosę tak, ale wcześniej... zdarzało mu się, kiedy jego ojca nie było w domu. W końcu to willa z basenem, korzystał, gdy tylko mógł. Rzadko, ale jednak. Było tam kilka jakiś kusych bluzek i nawet coś z bielizny, albo wyuzdane kostiumy kąpielowe. Dziwne...
To znaczy, właściwie to nawet nie było dziwne, że dziewczyny tak się do niego odwalały, bardziej to, że zostawiały tu ciuchy, ale ile on koszulek potem przez to stracił.
Zresztą teraz nawet nie było co o tym myśleć, bo Madox też już ściągnął z siebie bluzę przez głowę i stanął przed nią w tych odpiętych, wilgotnych jeansach, z gołą klatą, na której mienił się jakiś złoty łańcuszek spływając po tatuażu z lwem - mam... - zaczął, ale jego wzrok znowu zjechał na jej piersi, więc cofnął się o krok, żeby ściągnąć z siebie jeansy, żeby się nie rozpraszać, bo przecież musiał jej w końcu przedstawić plan - to znaczy... Mój ojciec ma, i my musimy zrobić coś kurwa bardzo złego, ale to on jest zły, wyjebane, otworzymy sejf i weźmiemy tyle kasy ile nam się zmieści i... - nawijał zdejmując z siebie spodnie, które wilgotne lepiły mu się do nóg - i spierdalamy stąd, gdzie tylko chcesz, tak, żeby policja nas nie znalazła - podniósł na nią spojrzenie, na jej oczy, tak się zaoferował tą opowieścią, opisaniem jej tego karkołomnego pomysłu, że nawet nie zauważył, że kiedy obok niej stanął w samych wilgotnych bokserkach, to... mały Madito też stał na baczność. Dopiero kiedy ściągnął z siebie gacie, to aż odchylił do tyłu głowę - ja pierdole... ubierz się, czy coś, zasłoń... - rzucił jej pierwszą lepszą rzecz, którą złapał w palce, jakieś jego kolejne bokserki, w to się jednak chyba nie mogła ubrać, bo po co jej kolejne, ale on też złapał jedne. Tylko przeszedł się z nimi po pokoju, jakby liczył, że może to rozchodzi?
Ale nie zadziałało. Ani nawet to, jak Pilar wciągnęła na siebie w końcu jakąś bluzkę. On też założył na tyłek bokserki i nawet zajrzał do szuflady po jakieś spodnie.

Vestirse જ⁀➴ ♡
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, +16
Nie rozumiała jego relacji z matką.
Nie miała zielonego pojęcia, dlaczego tak bardzo jej nienawidził. Bo przecież niepodważalnie jakiś miał. Widziała to w sposobie, w jaki z nią rozmawiał, jak na nią warczał, jak nawet nie dał jej dojść do słowa, a potem jak oburzył się na pytanie Pilar, dlaczego nie poprosił jej o pomoc. Esme zawsze kiedy Stewart miała okazję ją widzieć wydawała się… cicha, lekko spłoszona, ale dobra. Nigdy w domu matki Ticiano nie pokazała się ze złej strony, ale może tam faktycznie czuła się bardziej bezpieczna? Może tutaj, przy ojcu Madoxa to wcale nie było takie proste? Przecież nawet on sam cały drżał na jego głos. Madox Noriega. Ten sam, którego dzisiaj widziała, kiedy walczył jak prawdziwy lew, który nie bał się niczego. A jednak własnego ojca już tak.
Oczywiście, że chciała wiedzieć więcej. Że jej ciekawska natura nie pozwalała przejść jej oboj tego obojętnie, a jednak to zrobiła. Przynajmniej narazie ukróciła temat, pozwalając mu zachować te wszystkie demony dla siebie, chociaż nawet kiedy grzebała mu w komodzie, a on próbował zakleić jej udo, gdzieś z tyłu głowy myślała o tacie Madoxa. O tym, co tak naprawdę mogło dziać się w tym pięknym domu z różanym ogrodem. Jak wielkie piekło tu mieli? Jak dużo smutku i żalu chowało się pod szerokimi uśmiechami. I może jeszcze by o tym myślała, ale zaraz noga ją zapiekła, kiedy znowu przy niej grzebał, a ona zarzuciła na siebie bokserki w spidermany.
Uśmiechnęła się, gdy powiedział, że jej pasowały. Wyglądała komicznie, ale przynajmniej nic nie spadało jej z tyłka. Schyliła się do miejsca, które wskazał jako półka docelowa na jakieś babskie szmaty i zaczęła przebierać.
Faktycznie szmaty… — skwitowała, przy okazji wyciągając za palce tak kusą koszulkę, że nawet nie było wiadomo, czy to był stanik czy może jednak tylko bluzka, do tego prześwitująca dosłownie wszystko. — To już równie dobrze mogę tak zostać — wzruszyła ramionami i trzasnęła szufladą. Nie miałą pojęcia z jakimi dziewczynami widywał się przed Rosą, ale na pewno nie siedzieli tutaj, żeby się kurwa uczyć. Aż poczuła lekkie ukłucie zazdrości. Niespodziewane. Tak po prostu sama myśl o nim z innymi sprawiła, że coś zacisnęło się jej w podbrzuszu. Całe szczęście jednak postanowił nawinąć jej nieco więcej o planie jaki mieli, a więc słuchała go uważnie, próbując przekierować myśli i WCALE nie zwracać uwagi na to, jak bezczelnie stanął przed nią bez koszulki. Chociaż jej wzrok i tak wygłodniałe prześlizgnął się po jego sylwetce. Po zarysowanych mięśniach, po tatuażu z lwem i tych odpiętych, mokrych spodniach. Sama się nie widziała, ale mogłaby przysiąc, że oczy już całe jej pociemniały. Dopiero gdy wspomniał o tym, jak zły był jego ojciec, Pilar wróciła na ziemię. A zaraz otworzyła szerzej oczy, kiedy oznajmił, że otworzą jego sejf i go okradną.
Przecież on będzie wiedział, że to ty — odpowiedziała od razu, oczywiście zapominając już o tym, co mieli zrobić, bo typowa Pilar fiksowała się na dobru innych. Zrobiła krok w jego kierunku. — Madox, kurwa, nie będziesz już tutaj mógł wrócić — skoro stary Noriega był tak niebezpieczny, że bała się go nawet policja i mafia, to z pewnością z uśmiechem nie przyjmie faktu, że jego własny syn go okradł. Takim ludziom, szczególnie u władzy, bardzo ciężko przychodziło wybaczanie. Raczej częściej po prostu szukali zemsty. A ona… nie chciała, żeby stało mu się cokolwiek złego. Żeby musiał zostawiać wszystko co znał za sobą. Tylko co jak oni naprawdę nie mieli wyjścia?
Była gotowa z nim uciec. Tak naprawdę. Nie miasto dalej, a nawet na koniec świata. Może ktoś powiedziałby, że postradała rozum i robiła coś kurewsko głupiego, ale ona naprawdę dawno nie czuła, że tak trzeba. Czuła, że to była dobra decyzja. Że jeśli teraz tego nie zrobi, będzie tego żałować. Gdybać, jak kurwa przez ostatnie osiem lat. I może to było pojebane, ale kiedy patrzyła w jego ciemne oczy, nie miała żadnych wątpliwości.
Z oczu do ust też była bardzo krótka droga, dlatego zaraz zawiesiła na nich spojrzenie, a kiedy ściągnął z siebie spodnie i stanęła przed nią w samych bokserkach, napiętych w dodatku, Pilar złapała w płuca więcej powietrza. Gorąca fala od razu zalała jej ciało, a po ramionach rozszedł się dreszcz, który ujście dopiero znalał z palcach, którymi poruszała nerwowo. Które aż świeżbiły, żeby…
Tylko wtedy kazał jej się ubrać, w dodatku całując w nią kawałekiem materiału, który okazał się kolejnymi bokserkami. Rozłożyła je w dłoniach, a zaraz prychnęła, wyglądając zza nich na Noriegę.
I co ja mam z nimi niby zrobić? — naciągnęła gumkę, a potem zakręciła nimi na palcu. — Na łeb dać? — może to był średni moment na żarty, ale i tak położyła je sobie na włosach i spojrzała na niego wymownie. No bo co, jedną parę już miała. Może Noriega miał po prostu jakiś fetysz męskich gaci? No albo po prostu nie chciał już jej oglądać nago. I szczerze? Nie mogła mu się dziwić, bo kiedy ona sama patrzyła na jego nagie ciało skąpane w świetle jedynie nocnej lampki, miała wrażenie, że serce od razu wyrywało się w jego stronę, a oddech przyśpieszał. Ściągnęła majtki z głowy i rzuciła nimi w stronę torby. Przynajmniej będą na przebranie. I kiedy on zaczął przebierać te, które miał na sobie, Stewart złapała za jakąś jego koszulkę. Zacisnęła na niej palce i nawet miała zamiar ją ubrać, ale ten zapach… jego zapach, który poczuła, przustawiając bluzkę do twarzy, to jak bardzo na nią działał, a do tego ten widok jego napiętego ciała i skupionej twarzy, gdy przebierał spodnie…
Możesz kurwa szybciej? — tym razem to ona na niego warknęła, zarzucając na siebie jego koszulkę, chociaż spojrzenie nawet na moment nie spuściła z idealnie wyrzeźbionego ciała i tych wciąż napiętych, kurewsko rozpraszających bokserkach. — Bo jak zaraz się nie ubierzesz to… — podeszła bliżej, gotowa go jeszcze bardziej ponaglić, ale nim dokończyła zdanie, nim chociażby zdążyła wbić w niego palec i spojrzeć głębiej w oczy… zamiast tego wszystkiego prychnęła go po prostu na komodę i wpiła się w jego usta. Nie panowała nad tym. To było silniejsze od niej. Ta gęsta atmosfera, przyśpieszone bicia serca i on, cały kurwa idealny. A przecież mówimy tutaj o dzieciakach. Nastolatkach, którzy nie panowali nad swoimi hormonami, nie umieli ich uspokoić, kiedy wyrywały się z każdą sekundą coraz bardziej.
Chciała tylko skosztować. Rozładować nieco napięcie, które było nie do zniesienia. Tylko kiedy jej usta odnalazły te jego, kiedy wdarła się pomiędzy rozgrzane wargi językiem… było jeszcze gorzej. Bo on smakował tak kurwa dobrze, że to powinno być zakazane. Paznokciami przesunęła po jego plecach, r y j ą c tylko sobie znane ścieżki, prosto do materiału jego bokserek, a gdy jej dłoń przejechała po materiale, czując pod palcami nabrzmiałą teksturę, jęknęła prosto w jego usta. I już była gotowa pójść o krok dalej, wedrzeć się tam do środka, nie umiejąc zahamować pożądania, jakie płynęło w jej żyłach, tylko wtedy znowu ktoś przeszedł się po korytarzu, spokojnie, a drzwi gdzieś dalej się zamknęły, sprowadzając ich na ziemie. Ją przede wszystkim, bo to ona pękła jako pierwsza.
Przepraszam — rzuciła, gdy nagle się od niego odepchnęła, dysząc ciężko. Opadła tyłkiem na ścianę i podniosła na niego spojrzenie. Kompletnie czarne, podczas gdy w jej głowie wszystkie myśli fiksowały się na jego punkcie. Na tym jak dobrze… — Właściwie to nie. Nie przepraszam — wyznała, wcale nie żałując swojej decyzji i jeszcze bezczelnie zlizała jego smak z własnych warg. Ale teraz już trzeba było się naprawdę streszczać. — Bierzesz coś jeszcze? — odchrząknęła, odbijając się do ściany i podchodząc do torby. — Jeszcze jakieś ciuchy? Szczoteczkę? — nawijała szeptem, a sama zaczęła przemieszczać się po jego pokoju i pakować mu jakieś przypadkowe ciuchy. Trzeba było się streszczać. Niech już kradną te pieniądze i stąd spierdalają. Niech mają z głowy ten sejf, o którym samo myślenie, przyprawiało Pilar o jakieś chłodne ciarki na całym ciele. — Idziemy?


No puedo concentrarme cuando estoy contigo
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, +16
Bał się ojca. Zawsze. A jednak teraz już nie był tym dzieciakiem, który uciekał z domu przez okno przed jego gniewem, albo chował się do szafy. Teraz był już dorosły, z wytatuowanym na piersi dzielnym lwem, który miał być symbolem tego, że on już nie ugnie przed nim karku.
I tak cały się spiął i trząsł, i to było jakieś silniejsze od niego, kiedy usłyszał tylko jego głos. A na dokładkę postanowił znowu uciec. Tylko nie ze strachu, tylko tym razem dając i staremu Noriedze, nauczkę.
Popatrzył na Pilar, kiedy wyjęła z dolnej szuflady prześwitującą bluzeczkę i aż przechylił na bok głowę - dobrze byś w niej wyglądała, ale może nie dzisiaj? - bo znowu by się nie mógł na niczym skupić. I tak ledwo mógł, kiedy stała przed nim, a jej piersi unosiły się w głębokich oddechach, a ciemne oczy osuwały się tylko na dół po jej dekolcie. Próbował jej nakreślić plan, i nawet poderwał spojrzenie na jej ciemne, duże oczy, coraz ciemniejsze i bardziej błyszczące. Wyrwał się do niej do przodu, a potem cofnął, bo w momencie uderzyła go jej bliskość, ciepły oddech, który zagrał gdzieś na obojczyku, gdy mówiła o jego ojcu.
Za blisko. Skup się Madox.
Krok do tyłu, a oczy zawieszony na tych jej.
- No i co z tego? - nie przejmował się tym, że jego ojciec będzie wiedział, że to on. Kiedy zrobiła krok w jego kierunku, to już nie ruszył się z miejsca. Znowu stali blisko, tak, że kiedy mocniej wypuścił powietrze z płuc, to mogła to poczuć na policzkach - a do czego mam wracać Pilar? - teraz to już wlazł w nią tak, że jej nagie piersi, zderzyły się z jego torsem, a oddechy wymieszały się w jedno - ja nie mam tutaj czego szukać, no chyba, że chciałbym skończyć jak mój stary, to może przyjąłby mnie z otwartymi ramionami, a tak... On wolałby pewnie, żebym umarł, niż szedł własną drogą - trochę makabrycznie to zabrzmiało, ale taka była prawda. Jego wzrok z jej pięknych, coraz ciemniejszych oczu, osunął się na pełne wargi, aż nabrał w płuca więcej powietrza i aż się cofnął. Bo już się fiksował na obłędnym smaku jej ust, który mieszał w sobie tak wiele emocji, mieszał w głowie...
Nie mogli teraz mieszać sobie w głowach.
Ściągał z siebie spodnie, a przy okazji wciąż nawijał - tylko nie wiem czy... A ty Pilar… gotowa jesteś ze mną uciec? - może lepiej by to brzmiało, gdyby nie stał przed nią w samych gaciach? Do tego napiętych. Wyrwał się do niej bliżej - bo jak nie... To - za blisko. Za blisko. Za blisko. Ich oddechy znowu lądowały sobie nawzajem na policzkach, a czarne oczy wpatrywały się w siebie z ogniem - bo jak nie to cię porwę, nie będę już na ciebie czekał ani dnia dłużej - miał nie być taki, jak jego ojciec, ale w dużej mierze był. I kiedy jego ciało wyrwało się do niej bliżej, kiedy się o nią otarł, to aż odskoczył do tyłu i zaraz rzucał jej te bokserki, żeby się zasłoniła. Zasłoniła piersi, na których chciałby zaciskać palce, które chciałby czuć na swojej klacie.
Jak kurewsko by chciał...
Parsknął śmiechem na jej słowa, kiedy powiedziała to na łeb je dać? i poczuł jak rozładowała trochę tym tą napiętą atmosferę - też pasują, a teraz ręka w nogawkę, głowa w drugą i jest jakaś wyuzdana bluzeczka - odsunął się dalej, kiedy ściągał z siebie bokserki, a nawet odwrócił do niej tyłkiem, i chyba dobrze, bo widziałaby jaki wciąż był na nią kurewsko nakręcony, aż go nosiło - ja pierdole, staram się, okej... - warknął, bo wzrok mu uciekał do niej, kiedy nakładała na siebie jego koszulkę, ale pod materiałem wciąż rysowały się jej sutki - to co? - wiedział, że nie powinien tego mówić. Czuł to kurwa wszędzie, nawet w małym paluszku u nogi, a kiedy go popchnęła na komodę, to on już zaciskał palce na swojej koszulce i ciągnął ją do siebie, tak, że znowu ich klatki piersiowe się zderzyły. Usta odszukały się w agresywnym pocałunku, a Madox bezczelnie ocierał się o nią. Zaraz jego palce zacisnęły się na jej udzie i chciał ją posadzić na komodzie, druga ręka już ściskała gumkę jej jego dresów i bokserek w spidermany - tylko tak szybko... - mruknął jej w usta. I naprawdę był chyba gotowy zaliczyć ją tutaj w szybkim numerku, który dałby upust temu, co w nich siedziało. Tylko za drzwiami usłyszeli to szuranie, a Pilar zaraz odpychała go od siebie - ja pierdole... pojebie mnie - jęknął i odsunął się kręcąc głową, nawet podskoczył dwa razy w miejscu chcąc zrzucić z barków to napięcie. Nic to nie dało. Klatka piersiowa unosiła mu się tak szybko, a serce waliło mocno, że jeszcze się do niej szarpnął, jeszcze oparł rękę na ścianie, ponad jej ramieniem - jesteś kurwa okropna... Tak mnie kręcisz, że... - nie dokończył bo zawiesił się na tym, jak ściągnęła językiem z ust jego smak, i tylko westchnął znowu ciężko, a zaraz się cofnął. Zaraz już złapał spodnie i koszulkę, żeby je na siebie wciągnąć, pasek, i trampki wygrzebane spod łóżka. Pilar dał swoje adidasy - weź je, później to ogarniemy, jakieś zakupy - rozejrzał się po pokoju, kiedy pytała czy bierze coś jeszcze - szczoteczka - wyrwał się do łazienki i rzeczywiście jeszcze cisnął do torby szczoteczkę do zębów, ją też pewnie mógł kupić, ale to było trochę takie symboliczne. Jego ucieczka i wyprowadzka z tego miejsca.
Złapał torbę zarzucając ją sobie na plecy, a potem Pilar za rękę, ale zatrzymał ją jeszcze przed wyjściem z pokoju - cicho... i skupmy się - poprosił ją, a sam nie umiał się skupić, bo znowu jego spojrzenie lądowało na jej ustach, ale kiedy wyszli na cichy, ciemny korytarz, to aż wstrzymał na moment powietrze. Obejrzał się na drzwi sypialni jego rodziców, ale tam też było spokojnie. Zaraz ciągnął Pilar w przeciwnym kierunku. Do drzwi na przeciwko schodów, wielkie, dębowe wrota, a za nimi... leże smoka, gabinet jego ojca. Dobrze chociaż, że bestia spała. Ale kiedy weszli do środka od razu uderzył w nich klimat tego miejsca (trochę jak biuro Madoxa z Emptiness), wielkie biurko, obite metalem, pewnie z Lapacho. Skórzane fotele i szefowskie krzesło, a z tyłu sejf.
To do niego od razu skierował się Noriega. Znał szyfr, więc kiedy wylądował przy nim na kolanach, a policzek oparł o chłodny metal, to zaraz zaczął kręcić na tarczy kolejne cyfry. Serce to biło mu teraz tak, jakby miało wypierdolić z piersi i stąd spierdolić, zanim obudzi się jego ojciec, a głowa fiksowała się na jednym jak się dowie, to cię zajebie Madox, ale się nie dowie przecież. Nie teraz. Może jutro kiedy oni już będą daleko stąd.
Zamek strzyknął i ustąpił, a Noriega otworzył przed Pilar sejf wypchany kasą i kokainą. Zaczął zgarniać do ich sportowej torby kolejne równo pospinane rulony z banknotami.
- Ile się zmieści - rzucił kiedy Stewart podeszła do niego, a potem sam nakierował jej rękę na te brudne pieniądze. Sam Madox sięgnął głębiej, po niewielki woreczek z kokainą, który złapał do kieszeni, a potem jeszcze głębiej...
Zacisnął palce na pistolecie, jakby wiedział jak go trzymać.
- To też... - wylądował między ciuchami i pieniędzmi. A torba była już wypchana po brzegi, a sejf... ograbiony.
Chociaż i tak nie zabrali wszystkiego, a przede wszystkim ominęli te wielkie, poklejone taśmą, worki z prochami.
Madox zasunął suwak, a czarne spojrzenie podniósł na to... równie czarne, Pilar, widział jak klatka piersiowa chodziła jej równie mocno jak ta jego.
Co oni kurwa odpierdalali?
To co musieli, nie mieli wyjścia.


¿Qué coño estamos haciendo? °❀⋆.ೃ࿔*:・
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Tylko tak szybko
Chyba go pojebało, że myślał, że oni potrafili by tak na szybko. Po prostu zrobić to i ruszyć dalej ze swoim życiem, które w tamtej chwili dosłownie trzaskało się na drobne kawałeczki. Szybki numerek, który po pierwsze faktycznie skończyłby się raz-dwa, a po drugie, który nie obudziłby jego rodziców? Śnił. Chyba, kurwa, śnił.
Tylko Pilar nawet nie miała kiedy go obśmiać za te słowa, bo na korytarzu już coś trzasnęło. Zapewne była to tylko Esme wracająca do sypialni ze szklanką wody, którą potrzebował jego ojciec, ale co do tego też nie mogli mieć pewności. Klatka piersiowa Stewart unosiła się niebezpiecznie, a głowa jeszcze przez moment fiksowała się na obłędnym smaku jego ust, tym jak zaciskał palce na jej gorącej skórze, podczas gdy ona…
Skup się, kurwa.
Skarciła się w myślach i zaraz, żeby zająć czymś głowę, zaczęła ładować jeszcze kilka pojedynczych ciuchów do torby, a kiedy on poszedł po szczoteczkę do łazienki, Pilar zgarnęła z tablicy korkowej zdjęcie, które przedstawiało ich trójkę wcinającą lody. Co prawda był na niej Ticiano, ale to nie zmieniało faktu, że to przecież ostatnie miłe wspomnienie jakie mieli nim… na osiem lat wszystko się wyjebało.
I teraz też mogło, ale na zupełnie innych płaszczyznach. Bo przecież to, co oni mieli w panie zrobić, bo tak złe, tak nieodpowiednie, że mogli za to beknąć bardziej niż gdyby dali się złapać policji. A może nie? Może jednak ojciec by się nad nim zlitował? Nie mogła tego wiedzieć na pewno. Nie znała starego Noriegi, a biorąc pod uwagę, w jaki sposób Madox się o nim wypowiadał, z pewnością nie przeszedłby obojętnie obok faktu, że jego własny, rodzony syn chciał go okraść.
Odwróciła się do Noriegi, gdy zatrzymał ją przed wyjściem z pokoju, a jej ciemne spojrzenie zatrzymało się na jego oczach. Skupmy się, słowo klucz, które ona również powtarzała sobie przez ostatnie kilka minut. Nie było to proste. Nie kiedy adrenalina szalała na pełnej w ich ciałach, a ich głowy… wciąż przecież fiksowały się na swoim punkcie. Zepchnęła to jednak wszystko na bok i po prostu skinęła głową, zgadzając się z nim.
Pozwoliła zaciągnąć się korytarzem aż do wielkich, drewnianych drzwi, które lekko zaskrzypiały, kiedy przez nie przechodzili. Całe szczęście zrobili to wystarczająco cicho, żeby nikogo nie obudzić. Oby. Madox od razu dopadł do miejsca z biurkiem, gdzie znajdował się sejf, a Pilar jeszcze rozejrzała się dookoła, kompletnie przytłoczona tym, jak wielki i przerażający był gabinet jego ojca. Przeszła między fotelami i dałaby sobie rękę uciąć, że gdzieś na wykładzinie zobaczyła plamę krwi, podświetloną przez intensywny blask księżyca. Już nawet miała o to zapytać Madoxa, co tu się działo w tym pokoju, ale wtedy sejf odpuścił, a drzwiczki się otworzyły. Pilar od razu dopadła do niego na kolanach, żeby mu pomóc.
Ja pierdole — wyszło z jej ust kompletnie niekontrolowanie, a serce podeszło do samego gardła. Kurwa. W życiu nie widziała na oczy tyle pieniędzy. Brudnych pieniędzy, pozawijanych w rulony, pomieszczane z jakaś równie kolosalną ilością kokainy zawiniętej w worki oraz mniejsze i większe kostki. — Ile… ile się zmieści, powiedział jej nim zdążyła spytać i chociaż czuła gdzieś w środku, że robią coś kurewsko głupiego, nie potrafiła z nim teraz dyskutować. Miała świadomość, że narażał w tym momencie wszystko. Nawet własne życie. Nie było czasu na takie rozmowy, więc po prostu pomogła mu zapełnić torbę aż po same brzegi, chociaż kiedy w jego dłoni błysnął pistolet… — Madox, nie… — złapała go za nadgarstek. A co jeśli ich z tym znajdą? Przecież i tak nie będą mogli tego wziąć na lotnisko. Chociaż takiej ilości pieniędzy chyba też nie. Kurwa. Westchnęła głośno, osadzając oddech na jego policzkach i patrzyła głęboko w jego oczy aż… odpuściła. Pozwoliła mu wcisnąć broń głęboko do torby. Złapała jeszcze kilka ruloników i wcisnęła je sobie do kieszeni dresów, gdyby z jakiegoś powodu, cokolwiek by się wyjebało.
Dobra, już się nie mieści — przerwała mu ładowanie i zabrała się za szarpanie zamka. Pewnie poszłoby jej o wiele lepiej i szybciej, gdyby ręce nie trzęsły się jej jak pojebane, ale finalnie jakoś się jej udało. — Chodźmy stąd — wiedziała, że miał taki zamiar, ale i tak musiała to powiedzieć. Zamknęli sejf, żeby chociaż z początku wszystko wyglądało tak, jak powinno, po czym skierowali się do wyjścia. Pilar jednak zatrzymała gdzieś na dole, gdy już zbiegli po schodach.
Czekaj — szarpnęła go w stronę kuchni i przystawiła jego ciało do lodówki, chowając ich za ścianą. Zajrzała mu głęboko w oczy. — Nie chcesz… jej nawet zostawić jakieś wiadomości? Cokolwiek? — nie mogła nie spróbować. Nie chciała, żeby potem żałował, ze nawet nie dał własnej matce znać, że żył. Że świadomie uciekł od tego wszystkiego i może ona też powinna? Bo przecież trzeba było być głupim, żeby nie domyślić się, że to jej dostanie się najbardziej za zniknięcie Madoxa. Chciała dać mu chwilę, żeby się zastanowił, żeby jeszcze to rozważył, przecież stary Noriega i tak nie bywał w kuchni, to może byłaby pewność, że Esme znalazłaby to pierwsza? Chciała nawet coś dodać, ale wtedy na ogrodzie, zaraz obok tylnego wejścia, obok którego przeszli mignęło jakieś światło.
Kurwa — mruknęła i od razu szarpnęła go w dół. Na kolanach podeszła bliżej okna, żeby powoli i dyskretnie przez nie wyjrzeć, zobaczyć, kto to był i co kurwa robił na terenie ich domu o jebanej czwartej w nocy. — Jakiś facet w garniaku — szepnęła do Madoxa, robiąc mu miejsce, żeby sam zobaczył. Mężczyzna spokojnie przechadzał się ogrodem, świecąc latarką dookoła, jakby robił co najmniej jakich obchód. Włosy miał dłuższe, idealnie ulizane do tyłu i pistolet za pasem.
Czyżby Lopez?

Te seguiré hasta el fin del mundo
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”