ODPOWIEDZ
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, dużo i przemoc też dużo, bo dawno nie było
Może to była tylko marna godzina, ale naprawdę sprawiła, że wiele rzeczy mu się w głowie poukładało, a myśli były już bardziej klarowne, nie odklejone i pojebane tak, że ciężko było stwierdzić co jest fikcją, a co prawdą.
Prawdą na pewno było to, że wzięli ślub.
Wreszcie.
Bo przecież Madox namawiał do niego Pilar od dawna, codziennie praktycznie pytał czy to już. A teraz już byli po.
- Zawsze jesteś w moich najlepszych snach, obok Shakiry - nawet się do niej szarpnął, żeby z jej pełnych, gorących ust skraść przelotny pocałunek. Ciemne oczy zawiesił na twarzy swojej żony, bo to był fakt, kto by pomyślał, on pół roku temu na pewno nie. On nawet lecąc do Meksyku zakładał, że już nigdy więcej nie będzie się bawił w ślub, bo przecież miał już na koncie jeden całkowicie nieudany. Później wziął ten drugi... ćpuński, w Vegas.
A teraz trzeci... Do trzech razy sztuka w końcu.
- No... jakbyś mi powiedziała pół roku temu, że zostaniesz moją żoną, to bym kurwa nie uwierzył, mimo, że już wtedy wiedziałem, że cię przelecę - zakładał to, ale przecież Madox nigdy nie łączył seksu z uczuciami, więc... Długo droga była od tego, a oni ją przebyli, w pierdolone pół roku. Niesamowite.
Niesamowite też było to, że dochodziła trzecia. Chociaż z drugiej strony może wcale nie, patrząc na to ile się tutaj wydarzyło.
- Na ósmą mamy bilety powrotne - przypomniał Madox, a na lotnisku też trzeba było być wcześniej, wcale nie zostało im tak dużo czasu. Musieli go po prostu dobrze wykorzystać. Odpowiednio to rozplanować. Ostatnie chwile wakacji...
I zaraz okazało się też, że przecież ostatnie godziny ich nocy poślubnej. Zadarł do góry głowę, kiedy Pilar szarpnęła go za włosy, a ciemne spojrzenie wbił w jej piękne, duże oczy.
- Jeszcze mnie czymś zaskoczysz? Ale musiałabyś pewnie założyć jakieś kocie uszy, albo króliczy ogonek - mrugnął do niej jednym okiem, a kiedy go pocałowała, to zamruczał prosto w jej miękkie, gorące usta. Chciał się do niej wyrwać, ale ona już też schylała się po swoje majtki, więc Madox przez moment zagapił się, jak wciągała na siebie koronkę - może te tatuaże uda się ogarnąć wcześniej? Niektóre studia robią w nocy - zastanowił się głośno i już zakładał spodnie, ale rozejrzał się za swoją koszulą. Leżała sobie ładnie złożona z ich rzeczami, od razu widać było, że to nie oni to tutaj położyli, bo w ich wykonaniu pewnie byłoby zwinięte w kłębek i pieprznięte.
Zaraz pomagał Pilar z zapięciem sukienki i zaczepiał ją wytatuowanymi palcami sunąć po jej pośladku, a kiedy się do niego odwróciła, to objął ją w talii przyciągając do siebie. Odchylił do tyłu głowę na jej kolejne słowa.
- Kurwa... Ale ja chyba zostawiłem telefon u nich w chacie, nie mam go - no tak, bo Madox jak go nie mógł podrzucić Pilar do torebki, to przecież, że o nim zapominał. Pewnie go gdzieś rzucił w domu Theresy i Raviego. Spuścił ciemne tęczówki na piękne, błyszczące oczy swojej żony, a kiedy powiedziała o hot-dogach, a potem jeszcze zapiekance, to też aż zrobił się głodny - ciekawe czy w takim Rio jedzą takie rzeczy - w Kolumbii prędzej by kupili Salichipapa niż hot-doga. Chociaż hot-dogi, chyba wszędzie je mieli.
Ruszył za Pilar, kiedy pociągnęła go w kierunku drzwi. Wyjściowych, a nie już żadnych kolorowych, chociaż kiedy szli korytarzem, to Madox jeszcze obejrzał się na tamte - na rocznicę cię tutaj zabiorę, to wytestujemy inne - mruknął Pilar do ucha, kiedy obejmował ją ramieniem i przyciągał do siebie. Na dole schodów zatrzymała ich jakaś hostessa przebrana za króliczka, a Madox zmierzył ją spojrzeniem. To ta sama, która ich tutaj wprowadziła? Nie miał pojęcia, ale chyba nie.
- Awantura? - zainteresował się Noriega, bo to mogłoby być jego drugie imię - Madox A.wantura Noriega.
Tylko, że nie dowiedzieli się jaka, bo blondynka szybko zniknęła za magicznymi drzwiami, jak ten króliczek z Alicji w Krainie Czarów. Na pytanie Pilar wzruszył ramionami - może zabrakło im rumu i ktoś się rzuca? - bo o to też ludzie potrafili się awanturować. Co prawda Madox w pierwszej chwili zerknął w kierunku welurowych kanap, na których mogli sobie poczekać, aż zrobi się bezpiecznie, ale przecież znał swoją żonę.
- A musimy? - jeszcze jęczał na schodach, bo prawda jest taka, że nie chciało mu się w to wtrącać, oni zawsze na tym wychodzi poszkodowani. Ale argument, że sprawa może dotyczyć Theresy i Raviego jednak wziął górę - no dobra, ale jak trzeba się bić, to ty łamiesz nosy, a ja patrzę... - jeszcze pomarudził, ale nawet nie zdążył dokończyć, bo już pod ich nogami wylądowała kelnerka, aż tyłkiem przejechała po parkiecie, facet pchnął ją z takim impetem. Madox odruchowo pociągnął Pilar za siebie.
Tylko, że zaraz okazało się, że gość wcale nie jest sam, bo ten który stał z przodu i wyzywał kelnerkę, to rzeczywiście był... pierdolony wierzchołek góry lodowej. Za nim kolejny facet trzymał za fraki Raviego, a trzeci szarpał za rękę Theresę, która zapłakana próbowała się mu wyrwać. Co oni tutaj odjebali?
Ciężko stwierdzić. Faktem na pewno było to, że ich było trzech, a oni dwoje. Theresa i Ravi jeszcze niby, ale Ravi już coś nawijał, że przemoc nie jest rozwiązaniem.
A facet, który trzymał go za koszulę chyba uważał inaczej, bo zaraz ryknął.
- Zamknij ryj, trzeba było kurwa uważać gdzieś się wpierdalasz z tą swoją dziwką - więcej przekleństw w jednym zdaniu to się chyba nie dało uzyć. Theresa znowu załkała i pisnęła jakieś Ravi. No nie no, nie ma opcji, że Państwo Noriega będą stali i na to patrzyli. Ale też nie było jednak takiej opcji, że to Pilar będzie im łamała nosy, a jej mąż będzie się tylko przyglądał.
Bo on już się wyrwał do przodu pierwszy.
- Może trochę kurwa grzeczniej - warknął do tego, który się wytrząsał nad kelnerką i już stał między nim, a dziewczyną, która próbowała się pozbierać z podłogi.
- Bo co kurwa? Wypierdalaj, to nie twój interes - no może nie był do końca jego, ale...
- No właśnie trochę mój, bo tamten facet jest tutaj ze mną - głową wskazał Raviego. A ten który go trzymał parsknął śmiechem, zarechotał jak żaba.
- No i co kurwa? Chcesz za niego dostać w ryj? Możecie dostać obaj - może Madox w tej swojej pięknej, czerwonej koszuli to też wcale nie wyglądał jak ktoś, kto się umie bić, ale przecież...
Umiał. A co gorsza, to on to nawet lubił. Pomachał do gościa wytatuowanymi palcami.
- No to chodź - nawet długo nie musiał czekać, bo typ odepchnął Raviego i zaraz rzucił się na Noriegę, ale on był na to gotowy, sprawnie mu poszło podcięcie faceta i zaraz lądował na nim na ziemi. Tylko, że przecież on miał kolegę, a nawet dwóch. Ten, który szarpał Theresę, też ją puścił, a kiedy Pilar ruszyła się z miejsca, to zaraz wyrósł przed nią.
- A ty co kurewko? Przyszłaś popatrzeć jak twój facet dostaje wpierdol? Czy może mi obciągnąć? - zacmokał jeszcze bezczelnie, uciskając knykcie jednej ręki palcami tej drugiej, aż strzeliły mu kostki.
Trzeci facet za to nie czekał i nie patrzył, jak Noriega okłada po gębie jego kumpla, bo zaraz złapał za barowe krzesło i zamachnął się nim. Drewniany mebel przeciął powietrzę tuż nad głową Madoxa (dzięki kostki), bo ten w odpowiednim momencie się uchylił, chyba to ta klątwa babki Carmen Sandiego zadziałała odpowiednio, że facet nie rozwalił mu łba, ale bardziej niż pewne było to, że jeszcze spróbuje. Dlatego Madox też się musiał z ziemi podnieść. Zebrał się szybko, a ten, któremu już dał po mordzie też dźwignął się na nogi wycierając krew z rozciętej wargi.
Dwóch na jednego, no chuj, nie w takich był oparach, gorzej, że jego ciemne spojrzenie uciekło do Pilar, no bo jednak ona była dla niego najważniejsza.
Zawsze.
I kiedy on tak się na nią zapatrzył, jak rozprawiała się z typem, który do niej wystartował, to jeden z karków teraz jego powalił na podłogę, kotłowali się przez chwilę na parkiecie. Muza dudniła z głośników, ludzie się rozeszli, krzyczeli, kelnerki też, a ochrona?
Była tu kurwa jakaś ochrona? Ravi na początku stał jak słup, ale kiedy drugi z facetów też się wyrwał do Madoxa i swojego kolegi, to krzyknął.
- Ej! - i wtedy Noriega wyjebał porządnego kopa kolesiowi, z którym się miotał na ziemi.

Si las cosas siguen así, no pasará mucho tiempo antes de que... ₊˚⊹ᰔ
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, agresja w ilości DUŻO

Mogli tam zostać i przeczekać.
Mogli się nie wtrącać.
Mogli…
Ale przecież oni zawsze się wtrącali. Nie potrafili usiedzieć w miejscu. On bo był wszystkiego ciekawski, a ona bo jak zwykle chciała pomagać wszystkim dookoła. Może i nazwisko teraz miała iście mafijne, ale przecież serce wciąż swoje. Empatii do ludzi i krzywdy wobec nich nie dało się tak po prostu wyplewić i chociaż bywała ostatnimi czasy bardziej agresywna i bezczelna, tak wciąż nie potrafiła przejść obojętnie, kiedy komuś groziło niebezpieczeństwo. A tym bardziej, jak mogło chodzić o Raviego i Therese.
Może i nie znali się nimi wiele lat, nie była to prawdziwa przyjaźń, ale przecież dzisiaj, w tak ważny dla nich dzień, ta dwójka zrobiła dla nich kurewsko dużo. Poświęcili całą dobę, żeby nie tylko odpowiednio ich ugościć, dać dach nad głową, ale przecież zorganizowali im cały ślub. Ravi pewnie wydał fortunę na wjazd do świątyni, przystojnie jej, nie wspominając nawet o całej wycieczce na prywatną imprezę. Przyjęli ich jak swoich, jak dobrych przyjaciół i państwo Noriega chyba teraz mieli czas się za to odwdzięczyć.
Kiedy tylko kelnerka wylądowała im pod nogami, Pilar momentalnie podniosła spojrzenie, krzyżując je z mężczyzną, który ją popchnął. I faktycznie — facet był jedynie wisienką na torcie całego tortu zgrozy, bo kolegów miał całkiem sporo. Jeden z nich trzymał Raviego za fraki, inny wykręcał rękę Theresie. No kurwa. I niech ktoś powie, że oni nie mieli w sobie tego przeczucia. Bo jakie było prawdopodobieństwo, że akurat ich znajomym działa się krzywdą? I proszę.
Pilar nawet nie zdążyła zareagować, kiedy Madox szarpnął ją za swoje plecy, ale po chwili już wychylała się zza niego. Chyba nie sądził, że będzie stała bezczynnie i po prostu na to patrzyła. Faceci byli wielcy i nabici, ale przecież nie z takimi już się szarpała. Czasami nawet wygrywała. Ta… z naciskiem na słowo czasami, bo masa jednak względem kobiety i tak robiła swoje.
Wyprostowała się, kiedy jeden z facetów podszedł bliżej i zaczął grozić Noriedze. Ciało się spięło, a dłonie momentalnie zacisnęły w pięści. Trzy na dwóch? Nie wyglądało to za bardzo obiecująco, ale przecież i tak musieli spróbować, skoro żadna ochrona dookoła nie kwapiła się do pomocy, a ludzie jedynie panikowali gdzieś po kątach i ukradkiem, wymykali się z klubu, żeby nie sprawić sobie kłopotów. A Madox? Madox już zapraszał ich na mordobicie. Już cisnął się na ziemię z facetem, przez co i ona chciała się tam rzucić i jakoś mu pomóc. Tylko wtedy i przed nią wyrósł jakiś goryl. Podniosła na niego spojrzenie, puszczając powietrze przez nos.
Tak, chętnie ci obciągnę — uśmiechnęła się słodko do faceta, robiąc od razu krok do przodu. Typ otworzył szeroko oczy, jakby to była ostatnia odpowiedź, jakiej mógł się po niej spodziewać. Aż przechylił głowę na bok i w niedowierzaniu patrzył na jej twarz, a ona? Ona jeszcze przesunęła językiem po dolnej i złapała ją w zęby. I to chyba faktycznie go przekonało, bo już z gniewnej miny stracił uwagę i nawet podszedł do niej bliżej, mierząc ją wzrokiem. — Tak ci obciągnę, że koledzy będą ci zazdrościć — nawijała dalej, aż jeszcze jeden facet, który trzymał Raviego się na nich obejrzał. Ustawiła dłonie na ramionach mężczyzny, a kiedy on chciał ją objąć w talii… — Albo ci kurwa współczuć — dodała od razu, po czym wzięła zamach i chociaż sukienka lekko ograniczyła jej ruch, to wciąż kurewsko mocno przywaliła kością w kolanie prosto w przyrodzenie mężczyzny. Bardzo mocno. Tak mocno, że momentalnie zawył głośno i od razu zgiął się w pół. To był taki typ bólu, którego nie dało się ignorować, nie u facetów.
Ty pierdolona suko!!! — krzyknął, chcąc do niej sięgnąć, ale Pilar odskoczyła, już szukała po podłodze spojrzeniem Madoxa i wtedy zobaczyła faceta z krzesłem, jak się na niego próbował zamachnąć.
Uważaj!!! — ryknęła na pół klubu i chyba zadziałało, bo Madox w ostatniej chwili uchylił głowę, a krzesło jedynie przecięło powietrze. Facet na moment zachwiał się razem z nim i finalnie strzeliła Raviego w… łydkę. Oczywiście Ravi złożył się w pół, bo to był delikatny mężczyzna, okej? Typ chodził na mani i pedi ze swoją żoną, czego tu od niego wymagać? Theresa zaś chowała się za nim i już grzebała w torebce, pewnie w poszukiwaniu telefonu, żeby zadzwonić po pomoc. Pilar zaś swoją pomoc chciała zaoferować swojemu mężowi, ale przez to wszystko kompletnie nie zauważyła, że facet, którego zdzieliła w kroczę stał już za nią.
Pilar! — krzyknął Ravi, a ona nim zdążyła się odwrócić, już czuła, jak ktoś kurewsko mocno szarpie ją za włosy. I tutaj już podziałała grawitacja połączona z siłą, jaką miał osiłek. Nie mogła nic poradzić na to, że runęła na podłogę. Coś strzeliło jej w plecach, ale całe szczęście nie na tyle, żeby nie mogła się ruszać, jedynie zabujała na boki z bólu, podczas gdy on już zamachnął się nogą i zdzielił ją prosto w brzuch. — O Boże!!! — tym razem Theresa aż zasłoniła usta dłońmi i pobiegła szukać pomocy osobiście. Madox pewnie też się obejrzał za żoną na taką reakcję i od razu zarobił uderzenie prosto w twarz. Za pewne zaraz facetowi oddał, ale co przyjął na twarz to jego. Pilar za ten czas znowu została szarpnięta w górę. Brzuch jej pulsował, a osiłek szarpnął ją za ramie i cisnął w stronę lady. Kilka szklanek poleciało na podłogę z trzaskiem.
Nauczę cię pokory, kurwo — warknął z koślawym akcentem. — Będziesz błagać, żeby tylko mi obciągnać — kolejny o b r z y d l i w y komentarz wyleciał z jego ust, kiedy rzucił się w jej stronę. I może znowu by ją uderzył, ale Pani Noriega zdążyła już sięgnąć po otwartą butelkę szampana, lezącą na blacie. Wzięła zamach i trafiła prosto w głowę faceta. Znowu wybrzmiał trzask, ale tym razem w akompaniamencie walającego się po podłodze szkła był też krzyk faceta. Nie była pewna, co dokładnie mu zrobiła, ale zdawał się już niezdatny do walki. Dlatego od razu wyrwała się do przodu w stronę Madoxa, łapiąc po drodze jeszcze jakieś dwie szklanki. Jedną od razu cisnęła w kolejnego typa. Zamiast jednak w głowę dostał gdzieś w ramię, ale zachwiał się, przez co Noriega mógł odpowiednio zareagować, a ona już całowała kolejną. Już prawie ich mieli, już kurwa może to faktycznie by się udało…
Tylko zaraz okazało się, że panów wcale nie była trójka a czwórka. Pierdolona czwórka. Ostatni z nich wyskoczył gdzieś z tłumu i od razu doskoczył do Noriegi, przykładając mu do głowy…
JEZU BROŃ!!!! — krzyknęła jakaś kelnerka, chowając się pod stołem, a Pilar stanęła kurwa jak wryta. Bo jak jeszcze mogli się napieralać z ludźmi po mordach, to akurat takie zabawy od razu przestawały być zabawne. Serce podeszło jej do gardła.
Puść tą szklankę — warknął facet, zaciskając przedramię na szyi Madoxa, a broń przystawiając mu do skroni. — Powiedziałem kurwa puść tą pierdoloną szklankę! JUŻ — krzyknął, a ona od razu rozluźniła uścisk, wykonując jego polecenie. Trzeci już trzask wypełnił powietrze. Tylko pytanie co tak mocno jebło — szklanka, czy może jej serce, które zawyło ze strachu?

Joder, me da mucho miedo por ti
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa i przemoc
Przecież Madox znał swoją żonę, wiedział, że oni nie zostaną na dole, kiedy była opcja, że na górze ktoś był poszkodowany. Kochał to w Pilar, tę jej empatię, chęć zbawienia całego świata i niesienia pomocy wszystkim. Ale pogadać i tak sobie musiał.
Chociaż kiedy stanęli na górze i okazało się, że przyszli w odpowiednim momencie, bo chodziło o Raviego i Theresę, to Madox musiał przyznać, że dobrze, że Pilar go tu wyciągnęła. Bo przecież to małżeństwo tyle dzisiaj dla nich zrobiło, musieli się im odwdzięczyć. Pomóc.
Madox nawet się już nie zastanawiał, tylko pyskował do jednego z typów. Szkoda tylko, że ich było trzech, a oni dwoje, do tego Pilar w kiecce i szpilkach, jeszcze się na nią obejrzał, ale to była... Pani N o r i e g a, wierzył, że da sobie radę. Zawsze w nią wierzył, nawet jak było kurewsko kiepsko. Chociaż zawahał się przez chwilę. Taki jeden moment, kiedy jego głowa fiksowała się na niej, na jej bezpieczeństwie, kiedy wracała do tych wszystkich chwil, kiedy on zjebał, z Daltonem, z Gonzalesem, kiedy Pilar oberwała, bo on był za wolny, albo dokonał złych wyborów.
Tym razem jednak nie mieli żadnego, bo zaraz jeden z typów rzucał się na Madox i polecieli razem na parkiet okładając się na pięści. I to nie było kulturalne dawanie sobie po mordach, nie dzisiaj. To była napierdalanka, kolana i łokcie poszły w ruch, wszystkie chwyty dozwolone. Noriega dostał w śledzionę z kolana ale oddał z łokcia w ryj.
Nawet nie zanotował na początku tej wymiany zdań między jego żoną, a karkiem, a szkoda, bo pewnie by docenił to jak grała na zwłokę. Ale był trochę zajęty. Dopiero jak facet zawył z bólu, bo dostał w jaja, za które się złapał, to Noriega podniósł głowę i spojrzał w tamtym kierunku.
Uważaj!, usłyszał ten jej krzyk i momentalnie opadł na ziemię na tego faceta, na którym siedział i dobrze, że to zrobił, bo już miałby krzesło rozbite na łbie.
- Lubię najpierw trochę się poprzytulać, a potem dopiero... - zaczął do gościa, który był pod nim, a przy okazji wymierzył mu prawy sierpowy prosto w mordę, już nawet miał się zebrać, bo faceta zamroczyło, ale wtedy usłyszał to Pilar, które krzyknął Ravi i spojrzał w tamtym kierunku. To był błąd, bo kark chwycił go za koszulę i wyjebał mu z bani. I teraz to Madoxa zamroczyło, aż się odsunął do tyłu. Facet szarpnął Pilar do góry, a Noriega już chciał się wyrwać w tamtym kierunku - zostaw ją, zajebię cię! - krzyknął do gościa, tylko zanim skoczył, to już jeden z facetów znowu łapał go za fraki, sprzedał mu kopniaka, a drugi znowu powalił go na ziemię, znowu parter. Chwila szarpania, a potem Madox na górze, walnął gościa prosto w zęby, tą swoją piękną, nową obrączką. Krew już lała się im po twarzach. Madox też czuł ją na języku. Złapał go ten drugi facet za ramię i chciał odciągnąć, ale wtedy dostał szklanką i Noriega miał szansę wyprowadzić kolejny cios. I kiedy Madox już prawie podniósł się z ziemi, bo tych dwóch kolesi było trochę już poskładanych, to nagle z tłumu wyskoczył jeszcze jeden. Nie zdążył zareagować, a już czuł na skroni zimny metal, doskonale znał to uczucie. Przyłożona do skroni lufa. Aż wypuścił ciężko powietrze z płuc i odruchowo podniósł ręce do góry.
Kalkulował. Czy facet naprawdę był gotowy rozwalić mu łeb? Ale przecież nie mieli pojęcia z kim mają do czynienia. Nie znali kolesi. A to był klub, który w podziemiach miał tą całą Krainę Czarów, mogli go sprzątnąć, a potem Pilar i udawać, że nic się tutaj nie wydarzyło. Zwłaszcza, że ludzie z klubu zaczęli się ulatniać, a ochrona wcale nie reagowała. Więc faceci mogli tu być bezkarni.
Klatka piersiowa unosiła mu się w niespokojnym oddechu, a kiedy facet złapał go za łeb i przyciągnął do siebie bliżej, to nawet się nie szarpnął. Na klęczka, na podłodze, z uniesionymi do głowy rękami, skrzyżował je na potylicy.
I jak to zawsze Madox był tym narwanym, chaotycznym pierwiastkiem, to dzisiaj był spokojny. Złapał ciemne, piękne spojrzenie Pilar.
- Calma... - powiedział jej nawet bezgłośnie.
- Na ziemie kurwa!... - krzyknął do Pani Noriega gość z bronią - powiedziałem kurwa na ziemię, bo rozwalę mu łeb suko! - chyba nie dało się z tym dyskutować, a Madox nawet skinął lekko głową, żeby to zrobiła. Na spokojnie.
Tylko, że gość nie chciał spokojnie, bo zaraz szarpnął go za włosy.
- Skąd jesteście? Z policji? Policja was tu przysłała?! - warknął Noridze do ucha. Dobra, czyli obsrali się, bo wzięli ich za psy.
- Nie... My przylecieliśmy tu dzisiaj z Kolumbii - no tak, Kolumbia zawsze brzmiała bardziej gangstersko niż Kanada - chcieliśmy się zabawić, ale kurwa tamten pedał nam to zepsuł... - jego spojrzenie padło na gościa, który jeszcze przed chwilą szarpał Pilar.
- Co powiedziałeś?! - wycedził przez zęby i już stał obok.
- No że lubicie się z kolegami dotykać przez spodenki, ale to może... weźcie sobie pokój? - zadarł głowę do góry, żeby na nich spojrzeć. Wyglądali...
jakby go chcieli zabić na miejscu. Lufa mocniej wbiła mu się w skroń. Jeden z kolesi, ten bez broni, się zamachnął bo chciał mu dać w gębę, a ten drugi... poluzował uścisk, odruchowo. Bo Madox miał przecież dostać za to w mordę, tylko, że przecież on doskonale wiedział, że to była jego szansa, musiał to wykorzystać. Jedyna szansa, którą przecież sam sobie sprowokował. Jak zwykle. Swoją paplaniną. Gadaniem.
Szarpnął się, wybił na nodze i skoczył na faceta z bronią. Polecieli razem na parkiet.
Huk wystrzału przeciął powietrze.
A potem krzyki klientów, obsługi, lokal w momencie opustoszał. A kula poleciała w kierunku sufitu. Z jebanym fartem, który nałożyła na jego rodzinę babka Carmen Sandiego, Madox nie dostał, bo pocisk przeleciał mu gdzieś koło głowy. Chciał wyrwać facetowi pistolet, ale mu się nie udało, zamiast tego pistolet wypadł mu z rąk i poleciał po podłodze w kierunku lady. A Madox dostał w ryj z pięści, tym razem w skroń, tak, że znowu na moment go zamroczyło. I już ten drugi łapał go za fraki ciągnąc do góry.
Ale zaraz... gdzie jest broń?

No tengas miedo: pasa a la acción, cariño ✿˚ ༘ ⋆。♡˚
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, broń, dużo złego, nie polecam
A miało być spokojnie
Tylko czy oni umieli na spokojnie?
Gdziekolwiek nie poszli, przyciągali kłopoty. I to nawet nie tak, że próbowali; że robili cokolwiek z tego specjalnie — one po prostu same ich znajdowały. Cieszyły się na ich widok i nie próżnowały, raz po raz dowalając im coraz bardziej. I nawet tutaj, w słonecznym Rio na drugim końcu świata, gdzie nie znali dosłownie nikogo, nikt nie wiedział, że lawirowali między policją a półświatkiem… i tak w coś się wpakowali. Ale nie mogli inaczej, nie kiedy okazało się, że chodziło o Therese i Raviego.
Pilar nie miała zielonego pojęcia, co tak naprawdę się tutaj stało i czemu akurat do nich mieli problem, ale w tym momencie to było akurat najmniej istotne. Liczyło się ich bezpieczeństwo, to że tak pięknie im dzisiaj pomogli i to był czas Państwa Noriega, żeby im się odwdzięczyć. Wiec zaraz napierdalali się z gorylami po mordach. Madox używał pięści, Pilar kolana, a potem jeszcze pomogła sobie butelką szampana i szklanką. Szło nieźle.
Ale nie wystarczająco.
Bo kiedy cała trójka już leżała poobijana, co kurwa i tak było jakimś cudem, że położyli takich goryli, to wtedy pojawił się trzeci facet już z o wiele bardziej przekonującymi argumentami w dłoni. Pistoletem, który wymierzył prosto w skroń jej męża.
Nie dało się opisać, co czuła w tamtej chwili. Złość, smutek, przerażenie? Te słowa nawet w dziesięciu procentach nie wyrażały tego, co działo się w głowie Pilar. Jak bardzo się o niego martwiła. Nie znali tych ludzi, nie mieli pojęcia, czego mogli się po nich spodziewać, czy dało się ich w ogóle zagadać? Czy może ktoś będzie musiał zaryzykować i się rzucić jak ona wtedy na Rose? Nawet przeszło jej to przez myśl, ale wtedy złapała spojrzenie Noriegi, a z jego ust wyczytała to jasne i wyraźne słowo…
C a l m a.
Calma? Jak ona kurwa miała być calma, kiedy ktoś był gotowy rozpierdolić im głowę? Może kiedyś faktycznie by umiała, ale teraz? Po tym wszystkim co przeszli? Kurwa. Sekundy ciągnęły się jej w nieskończoność, głowa produkowała sto myśli na sekundę, tworzyła milion scenariuszy… każdy jeden kończył się tragedią. Przyklękła tak, jak kazał jej goryl, a oczy wodziły po całym pomieszczeniu. Szukała jakiegoś punktu zaczepienia, czegokolwiek. Tylko nim ona zdążyła dojść do czegokolwiek, Madox już wdrożył w życiu swój popisowy plan zagadania przeciwnika. Złapała w płuca więcej powietrza. Wiedziała, że to mogło skończyć się odpowiednio, ale tez tragicznie. Bo co jeśli facet ze spluwą faktycznie był narwany i pociągnie za spust? Ochrona nawet kurwa nie ruszyła w ich stronę, kolesie ewidentnie mieli tutaj coś do powiedzenia.
Posłuchaj… — wtrąciła się w końcu, a przynajmniej próbowała. — Jesteśmy tu tylk... tylko nawet nie było jej dane dokończyć, bo Noriega już nadepnął gangusowi na odcisk, a ten wyrwał się do przodu, żeby mu przyjebać. A potem wszystko działo się już w ułamku sekundy: szarpanina, uderzenie, powalenie i huk. Huk, który odbił się w jej czaszce tak głośno i dobitnie, że przez moment autentycznie ją odcięło. I znowu była ta pierdolona ciemność. Ta wizja w głowie świata bez niego, po tym, jak zostawił ją po grzybach.
W kompletnym amoku wyrwała się do przodu, akurat kiedy ktoś krzyknął, ale zdążyła jedynie upaść na ręce do przodu, nim nie zobaczyła, że Madox… wciąż się rusza. Że szarpie się z facetem, wytrącając mu broń.
Ja pierdole.
Serce jej przeskoczyło. Zatrzymało się, a potem z rozpędy wyrwało do przodu, galopując bez najmniejszego zastanowienia. Fala ciepła momentalnie zalała jej ciało. Żył. Jego mózg wcale nie leżał rozjebany na ścianie. Tylko to się dla niej liczyło. A potem jeszcze to, żeby w tym całym chaosie, który zapanował, jako pierwsza doskoczyć do broni. Ruszła na klęczkach w stronę lady, ale jeden z facetów też biegł w tamtą stronę. Miał przewagę ruchu, ale ona za to doskonale wiedziała, gdzie złapać, żeby odpowiednio go przydusić. Bez zastanowienia wskoczyła mu na plecy, kiedy łapał za spluwę i od razu poddusiła, wbijając palce w odpowiednie miejsca, by uniemożliwić mu oddychanie. Facet złapał ją za przedramię, puścił broń i zaczął się z nią szarpać. Nie wiadomo w którym momencie kopnął ją gdzieś pod stołami i nawet kiedy Pilar zaczęła się za nią rozglądać, za nic nie mogła jej namierzyć.
Jej chwila nieuwagi spowodowała, że facet w końcu przerzucił ją sobie przez plecy do przodu i docisnął do podłogi. Tym razem to on był na górze, a na jego ustach układało się jedno słowo suka. Chciał ją uderzyć, widziała to, nawet się zamachnął, podczas gdy dwójka typa szarpała Madoxa za fraki i wtedy…
Wszyscy spokój, bo strzelam! — ryknął jakiś kobiecy głos. Nie było w nim za grosz pewności, ale był na tyle głośny, że wszyscy, dosłownie wszyscy spojrzeli w jej kierunku, zamierając w bezruchu. Gangusy nie wiedziały, czy to ktoś od nich, Pilar i Madox też nie mieli pojęcia, a obecnym właścicielem broni okazała się… kelnerka. Dokładnie ta sama, która wylądowała pod ich nogami na samym początku. Ręka cała jej się trzęsła, a broń latała na lewo i prawo. Już na pierwszy rzut oka było widać, że nie wiedziała, jak się jej używa. Widzieli to też goryle, bo jeden puścił Gangusa i chciał ruszyć w jej stronę. — Nie ruszaj się!! — psiknęła, chlipiąc pod nosem, mierząc mu prosto w twarz. A potem kolejnemu, temu który ją popchnął a teraz siedział na Pilar. I może to nawet było dobre, ale ręka tak jej latała, że wystarczyła by chwila nieuwagi, a Pilar równie dobrze mogła dostać.
Widzieli to wszyscy.
Jedni i drudzy.
Tylko tamci byli bardziej narwani.
NIE RUSZAĆ SIĘ POWIEDZIAŁAM!!! — krzyknęła, kiedy znowu ruszyli w jej kierunku i tym razem faktycznie nacisnęła spust. W pomieszczeniu hukło, a kula wylądowała w podłodze, gdzieś koło nogi Pilar i goryla. Dziewczyna podskoczyła z przerażenia i zaczęła jeszcze bardziej płakać, wymachując pistoletem.
Słuchaj no lala, to nie jest zabaw… — zaczął facet, który podduszał Madoxa.
Zamknij się! — a ona zaczęła celować w niego. W niego albo w Noriege, a Pilar kurwa nie mogła na to patrzeć. No po prostu kurwa nie mogła. Nie potrafiła. Przecież ta idiotka swoją głupotą mogła doprowadzić do jebanej tragedii.
Hej — warknęła w jej kierunku. — Tu celuj — dodała, bo oczywiście sama wolała być zagrożona jej nieuwagą niż pozwolić, żeby to Madoxowi stała się krzywda. Szkoda, że facet, który na niej siedział nie podzielał entuzjazmu.
Co ty kurwa robisz?! — mruknął pod nosem, ewidentnie o b s r a n y. Pilar za to jak w jakimś transie, odepchnęła gościa i spojrzała na dziewczynę, po-wo-li podnosząc się z ziemi.
Słuchaj… — zaczęła, trzymając ręce w górze. — Wiem, że się boisz, okej? Boisz się o swoje życie, takie rzeczy są mega przerażające — nawijała najlepiej jak umiała, jak ją uczyli, a dziewczyna pokiwała głową i chlipnęła nosem. Wciąż jednak celowała w Pilar. W każdej chwili mogło się to skończyć… średnio. — Ale nikomu nie musi stać się krzywda, rozumiesz? Już pewnie ktoś z tłumu zadzwonił na policję, zaraz tu będą, a ja cię mogę zapewnić, że jesteś bezpieczna — trochę szła z tym wszystkim na około, ale stała już coraz bliżej kelnerki. Szkoda tylko, że gangusy też się ogarnęły w porę, że nie chcą, aby to ona dostała się do broni i już jeden chciał wysyłać drugiego w stronę Pilar, znowu zrobiło się poruszenie, dziewczyna zaczęła przeskakiwać bronią z jednej osoby na drugą, kręciła lufą na lewo i prawo, zaraz krzyczała, żeby nikt się nie ruszał, ale na to już było za późno. Ruszyli się. I ona też się ruszyła. A dokładnie jej palec. Palec, który znowu nacisnął spust.
Trzeci strzał wybrzmiał w pomieszczeniu.
Sekundę później Pilar wiedziała tylko jedno… ją nie trafiło. Wiec nawet nie odwracając się za siebie, rzuciła się na dziewczynę. Dopadła do niej jako pierwsza, ktoś z tyłu krzyczał, ktoś inny wył z bólu, ale teraz nie mogła odpuścić. Nie mogła fiksować sie na Madoxie, wiedząc, że miała tylko jedną szanse. A że kostki tym razem były w chuj łaskawe, Pilar dopadła do broni jako pierwsza. Wyszarpała ją kelnerce i bezczelnie odepchnęła ją na bok, celując prosto w łeb gorylowi, który chciał się na nią rzucić.
Stój, bo ci rozpierdole łeb — warknęła bez zbędnego pierdolelnia. Facet w pierwszej chwili się zawahał, a zaraz potem na jego twarz wypełznął uśmiech.
Jak ty kurwa pewnie używasz to jak ta krety… — nawet nie dokończył, bo Pilar przesunęła broń lekko na lewo w stronę blatu, przy którym stał, a potem bez problemu… zestrzeliła szklankę. Szkło potłukło się po raz… piąty? A facet otworzył szeroko oczy. Już jej wierzył, że umiała? Oj wierzył, bo zaraz zrobił krok do tyłu. Jej wzrok w pierwszej kolejności odnalazł Madoxa, a serce znowu wyrwało się do przodu, kiedy ich spojrzenia się spotkały. Wiedziała, że to nie on dostał i to było dla niej najważniejsze. To dawało jej wystarczająco spokoju ducha, żeby… zrobić tu porządek. Szczególnie, że faceci patrzyli na nią stojąc w miejscu. Każdy jeden widział jak trafiła szklankę. Mogli zakładać, że to fart, ale przecież widzieli też jak pewnie trzymała broń, jakby robiła to już wiele, wiele razy. Nie wszyscy faceci patrzyli jak się zaraz okazało, bo jeden z nich leżał na podłodze, trzymając się za nogę. Czyli to jego postrzeliła kobieta. Koleś wił się z bólu.
Ty i ty — wskazała jego kumpli. — Na ziemie, już — zarządziła i chociaż na początku się wahali, jeszcze chyba chcieli z nią dyskutować, to kiedy na każdego nacelowała, finalnie zrobili to, co kazała. — Madox, zatamuj mu ranę — zwróciła się do męża, a potem wzrokiem odszukała Raviego i Therese. — A wy zadzwońcie na pogotowie, szybko — w jej głosie nie było ani krzty zawahania. Dyktowała wszystkim zadania, przejmując pałeczkę i próbując jakoś ogarnąć ten cały chaos. Trochę jak prawdziwa gangsterka z bronią w reku, a trochę jak stanowcza policjantka, którą przecież była.

Una gánster y oficial de policía, todo en uno
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, przemoc, +18
Nie umieli na spokojnie.
Ale czy to ich wina, że zawsze trafiali na jakiś pojebów? Jakby swój ciągnął swego. Po prostu oni przyciągali takich ludzi. A może to chodziło o to, że oni zamiast położyć po sobie uszy i się przed bandziorami ukorzyć, to skakali im do gardeł, jak te wściekłe psy...
Szło im nawet dobrze, trzech kolesi udało im się poskładać, jednego Pilar załatwiła butelką, typ zalał się krwią, a dwóch trochę poobijał Madox. Byli na wygranej pozycji.
Przez chwilę.
Bo zaraz okazało się, że czwarty koleś ma broń. Autentycznego gnata, a nie żadną atrapę, Madox czuł to na skroni, chłodna, ciężka lufa. Zezował na glocka, spluwa jak nic.
A Madox jakby czytał z jej spojrzenia, z tych dużych, pięknych oczu swojej żony, wpatrzonych w niego ze strachem, powiedział to bezgłośne calma. Bo on się nie bał, nie pierwszy i nie ostatni raz był w takiej sytuacji. Ba, pewnie kurwa o wiele gorsi bandyci mierzyli mu w łeb, jak Pablo Gonzales na przykład.
A jakoś z tego wychodził...
I dzisiaj też zamierzał. Jakoś. Po swojemu.
Sprowokować, wyczuć właściwy moment i ruszyć. Postawić wszystko na jedną kartę. I chociaż Pilar próbowała jeszcze na spokojnie, po jej, to Noriega nie dał jej szansy, bo on już wyzywał się z gośćmi, do tego patrząc im prosto w oczy. Pewne było, że będą mu chcieli za to przywalić, pewne jak nic. Specjalnie odzywał się do tego bez broni, żeby się na niego zamachnął i...
Przecież on znał te schematy, ten który go trzymał poluzować uścisk, tak działały pewne impulsy, nad którymi ciężko było zapanować. A on się wyrwał, tylko zamiast rzucić na tamtego, to doskoczył do tego z bronią.
Szarpali się na ziemi, a kiedy facet nacisnął na spust. Madox też przez chwilę myślał, że już po nim, i chyba pierwszy raz w życiu przestraszył się Śmierci, tego jak musnęła jego ramię swoimi zimnymi szponami. Ale kula przeleciała mu obok głowy. A on w duchu podziękował babce Carmen Sandiego, która podobno sprzedała duszę samemu Diabłu, za to, żeby jej rodzina miała tego swojego farta. Szkoda tylko, że to było szczęście w patowych sytuacjach, a jednocześnie straszny pech...
I pechowo ten pistolet poleciał po podłodze kilka metrów od nich. Madox tylko się obejrzał w tamtą stronę, na Pilar i gościa, z którym wystartowała w tym wyścigu do broni. Ale zaraz dostał z pięści w policzek, no i musiał oddać, a że był znowu na górze. Jego ulubiona pozycja chyba, to udało mu się potylicą faceta wyjebać w podłogę, raz, drugi i trzeci. Mocno. I Madox chciał się zerwać z ziemi, bo widział jak jego żona rzuciła się na tamtego gościa, a potem on ją przerzucił przez ramię.
- Pilar! - krzyknął i już się zbierał z podłogi, tylko wtedy... Szampanik i Pedałek, złapali go za ramiona, szarpnął się, ale nie miał szans.
Wtedy odezwała się kelnerka, a wszyscy spojrzeli w jej kierunku. Madox się jeszcze szarpnął, kolesie go przytrzymali, a ona wodziła lufą po nich trzech.
No kurwa zajebiście.
Aż wstrzymał powietrze, kiedy dziewczyna skierowała rozdygotane dłonie w kierunku Pilar.
Nie no kurwa... Kurwa.
- Ej... - Madox też się odezwał do dziewczyny, bo wiadomo jego broń to zawsze był jego język. Za długi często. Ale Pilar nie narzekała... To znaczy... co?
Tylko zanim zdążył powiedzieć coś jeszcze, to dziewczyna strzeliła... koło jego żony. Spiął się i szarpnął, ale jeden z facetów mocniej zacisnął mu przedramię na gardle, a do tego się do niej odezwał. I teraz mierzyła w nich. Z jednej strony lepiej niż w Pilar. Szkoda tylko, że ona zaraz znowu zwracała uwagę na siebie.
- Pilar kurwa... - warknął Madox i znowu się szarpnął, a typ przytrzymał go za włosy - tu celuj - no tak, teraz się będą przerzucać gdzie. Tylko, że ten gość, który podduszał Madoxa znowu szarpnął go za łeb z morda na ustach. Zamknął się, ale ciemne spojrzenie powiodło za jego żoną, która bez strachu wystartowała do kelnerki. I może mówiła spokojnie, ale tamta przecież była nieobliczalna. Serce waliło mu w piersi w jakimś szaleńczym rytmie, a oczy znowu zrobiły się czarne...
Czarne z pierdolonego strachu, o nią.
Modlił się w duchu, żeby nikt nie wykonał jakiegoś nieprzewidywalnego ruchu, a dziewczyna odruchowo nie nacisnęła na spust, bo...
Nie no kurwa...
Nie chciał o tym myśleć. Ale myślał. Już nawet się nie szarpał. Za to Szampanik ruszył w kierunku blondynki, która celowała na zmianę w Pilar i w niego. A potem jej palec znowu opadł na spust. Madox się wyrwał, od razu, skoczył do przodu, ale kelnerka strzeliła... Szampanikowi prosto w udo, krew trysnęła na posadzkę, facet zawył jak jakieś zwierzę i upadł. Pani Noriega skoczyła do laski, jej mąż do niej, ale zatrzymał się w pół kroku, kiedy to ona przejęła broń. Odetchnął z ulgą. Złapał jej spojrzenie.
- Rozpierdoli... - jeszcze powtórzył po swojej żonie, kiedy facet zaczął, że nie umie strzelać, ale zaraz Pilar udowodniła, że to potrafi. Madox wystąpił do przodu, a kiedy jego żona celowała do gangusów, to skrzyżował ręce na piersi. Bo teraz to już oni tutaj dyktowali warunki.
- Słyszeliście co powiedziała? - wycedził jeszcze przez zęby i nawet przez chwilę chciał im pomóc, tylko, że Pilar już wydała polecenie też jemu, a on co?
- Co? Czemu? - i już się do niej odwracał ściągając do siebie brwi - niech się wykrwawi, wyjebane, zobacz co mi tutaj zrobił - pokazał jej rozciętą wargę, ale przecież widział to jej spojrzenie. Aż odchylił do tyłu głowę - dobra... - rzucił i zaraz podszedł do gościa, który ranę zaciskał ręką - pokaż to - warknął Madox, a kiedy facet zabrał dłoń to krew znowu siknęła - ja pierdole, krwawi jak zarzynane prosie, chyba tętnica - Noriega kucnął przy kolesiu krzywiąc się. Oczywiście, że musiał sobie pogadać, ale zaraz zdjął z siebie pasek. Ten drogi, piękny pasek, który robił na specjalne zamówienie. Było mu go szkoda, ale nie miał innej opcji, nie będzie teraz chodził po klubie i ściągał komuś pasek z tyłka - wiesz ile ten pasek kosztował? - mruknął do gościa, ale nic mu nie odpowiedział, bo pewnie nie wiedział. Założył mu go na nogę i zacisnął powyżej rany, krew przestała odrobinę lecieć, a Madox spojrzał facetowi w oczy - no uciśnij sobie rączką, nie będę cię kurwa dotykał, nie jestem pielęgniarką - wywrócił oczami i wstał z ziemi, żeby spojrzeć na swoją żonę. Czy była zadowolona.
Ale chyba była, celowała w kolesi na ziemi.
Chociaż jeden się ruszył, ale Madox akurat koło niego przechodził i docisnął go butem do podłogi.
- Gleba kurwa, tak jak wam kazała Pani Noriega - jego ciemne spojrzenie odszukało jej piękne, czekoladowe oczy.
- Noriega? - zainteresował się jeden z karków.
Ale Madox nic mu nie odpowiedział, chociaż ciemne tęczówki opadły w kierunku podłogi. Znali go? Pewnie jego ojca.
- Ty jesteś Noriega? - rzucił facet zadzierając do góry głowę.
- Jestem, a co? - już rzucił Madox, bo jednak ciekawość wzięła górę. A facet co?
No nawet mu nie odpowiedział, tylko poderwał się z ziemi i rzucił na niego z zajebie cię psie na ustach. Noriega nawet nie zdążył zareagować, bo znowu polecieli na ziemię. A facet zacisnął mu palce na szyi, i chociaż Madox się wierzgał, to nie mógł go z siebie zrzucić, czuł że... brakuje mu powietrza. A palce gościa zaciskają się w żelaznym uścisku na jego gardle. Zaraz go odetnie.
Pewnie Pilar by zareagowała, ale w tym samym czasie do lokalu wpadła policja, co najmniej sześciu uzbrojonych funkcjonariuszy.
- Stać! Bo strzelam... Rzuć broń! - jeden z nich krzyczał do Pilar, drugi podszedł bliżej i celował w gościa, który dusił Madoxa - puść go! Puszczaj go... - szarpnął kolesia, który poluzował uścisk, drugi funkcjonariusz celował mu prosto w łeb, więc kark założył ręce na głowę zabierając łapska. A Noriega mógł desperacko złapać w płuca więcej powietrza.

Me gusta cuando eres la mujer de un gánster 𖹭.
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, agresja, krew
Zrobiłaby to.
Rozpierdoliłaby ich.
Gdyby tylko mu coś zrobili.
W pracy charakteryzowała się wyjątkowo wysokim opanowaniem. Cierpliwość miała wyćwiczoną do perfekcji — nie wyrywała się do przodu, nie robiła bezmyślnych ruchów, ale kiedy chodziło o niego… kompletnie traciła głowę. Nie potrafiła trzeźwo myśleć. Chciała jego bezpieczeństwa nad wszystko inne. I dobrze, że o tym nie wiedzieli, bo jeszcze mogliby wykorzystać to przeciwko niej. Tak samo jak jeden z goryli mógł dopaść do dziewczyny przed nią. Wtedy też nie byłoby zbyt kolorowo.
Ale było. Udało się. I to oni teraz dyktowali warunki. W pierwszej kolejności położyła ich wszystkich na ziemi. Jeden obok drugiego, żeby miała ich odpowiednio na widoku i blisko pod spluwą. Koleś który dostał w nogę, wił się na posadzce, a dookoła wszędzie była krew. Ciemnoczerwona, podświetlana kolorowymi światłami z wysokich lamp, bo chociaż muzyka dawno przestała grać, tak oświetlenie niezmiennie szalało po ludzkich twarzach i całym pomieszczeniu. Nie wyglądał dobrze. Twarz miał całą bladą, a każdy jego krzyk przecinał nieznośnie powietrze.
Musieli mu pomóc.
Dlatego zaraz rozporządzała zadania dla swojego męża i ich świadków. I jeszcze jak Ravi od razu szarpnął za telefon i zaczął wybierać numer na pogotowie, tak Madox oczywiście musiał sobie podyskutować. Tylko ona nawet z nim nie miała zamiaru wdawać się w dyskusje. Widział dokładnie spojrzenie, które mu posłała, a do tego…
Madox — warknęła ostro, nawet na moment nie ściągając z niego spojrzenia, tym swoim tonem nieznoszącym sprzeciwu, którym akurat do niego zwracała się wyjątkowo rzadko. Wiedział, że nie miała nastroju na żarty. Nie, dopóki sytuacja nie będzie w pełni opanowana.
Będą za dziesięć minut — zająkał Ravi, wciąż chyba rozdygotany od tego wszystkiego, co miało miejsce. Facet znowu krzyknął, tym razem gdy Noriega użył swojego paska, żeby ucisnąć mu udo i nieco zatamować krwawienie. Jakiś mężczyzna z tłumu wyrwał się do przodu i zdjął swoją koszulę, żeby gangus mógł ją sobie docisnąć do rany. Niesamowite jak niektórzy ludzie byli uczynni.
Szkoda że koledzy postrzelonego już wcale nie, bo kiedy tylko Noriega rzucił ich nazwiskiem, jeden z nich od razu się obruszył. Noriega? No oczywiście kurwa. Mogli się spodziewać, że nawet w jebanej Brazylii wsród półświatka ktoś słyszał o jego rodzinie. Szanse na pozytywną reakcję wynosiły pewnie jakieś pięćdziesiąt procent, ale przecież oni nigdy nie mieli szczęścia w takich przypadkach. Zawsze trafiali na tą gorszą opcję i tutaj wcale okazało się nie być inaczej. Gość zerwał się do góry i w ułamku sekundy rzucił się na Madoxa.
Hej! — tyle zdążyła krzyknąć nim do pomieszczenia nie wpadłą cała gwardia policji. Zwinnie przecisnęli się przez tłum i okrążyli ich z każdej strony. Pilar od razu uniosła ręce do góry, w tym tą z pistoletem. Na oczach mężczyzny, powoli wysunęła magazynek i rzuciła lufą na ziemie. Aż za dobrze znała procedury, więc bez ich inicjatywy zniżyła się do parkietu i czekała. Już o wiele bardziej spokojnie, ze spojrzeniem zawieszonym na sowim mężu, który łapczywie próbował łapać powietrze. Ona też ciężko oddychała. Serce biło jej jak szalone, a adrenalina chyba już dawno wywaliła poza skalę. Co tu się kurwa stało? I jakim cudem oni w jednej chwili walili grzyby, a w drugiej znaleźli się dosłownie w samym epicentrum strzelaniny. Pojebane.
Jest okej? — spytała niemo, kiedy tylko na nią spojrzał. Jeden z policjantów szarpał go do góry za fraki, przy okazji wzywając wsparcie medyczne. Madox wyglądał… kiepsko ale stabilnie. Widziała go w już o wiele gorszych sceneriach, a jednak nigdy te widoki ją nie cieszyły.
Zaciągnęli ich do jednego z radiowozów z zamiarem przewozu na komisariat, ale całe szczęście Pilar dogadała się z jednym z nich łamanym hiszpańskim, że też była policjantką. Pokazała im nawet swoje dokumenty, które sprawdzili chyba dobre dwadzieścia minut w systemie. Potem gdzieś dzwonili. Dwa razy. Sprawdzili też Madoxa. I chociaż starali się jak tylko mogli, żeby nie musieć jechać z psiarnią na komendę, tak policja tutaj była niewzruszona na ich prośby. Zawieźli ich na najbliższy komisariat, gdzie w końcu był ktoś, kto mówił po angielsku. Oboje znali procedury i dobrze wiedzieli, że jak będą współpracować, to wszystko dobrze pójdzie. Złożyli zeznania, wyjaśnili, że tylko przyszli się tam bawić, a oni napastowali ich przyjaciół, więc naturalnie stali w obronie słabszych. Próbowali jeszcze oskarżyć Pilar o postrzał tamtego gagatka z podłogi, ale w ostatniej chwili dostali cynk, że funkcjonariusze zabezpieczyli już nagrania z kamer i wyszło, że to wina kelnerki.
Finalnie zeszło im tam z godzinę.
Kolejną godzinę, którą mogli spędzić na o wiele bardziej przyjemnych czynnościach.
Ale było jak było i trzeba było to po prostu zaakceptować. Zegar na ścianie komisariatu wskazywał czwartą trzydzieści, kiedy w końcu ich wypuścili. Pilar przeciągnęła się, wywalając ręce w górę, kiedy tylko znaleźli się na korytarzu. Niby kierowali się do wyjścia, żeby ulotnić się jak najszybciej, ale gdy przechodzili obok toalety, Pani Noriega szarpnęła za sobą swojego męża i pchnęła go na kafelki.
Gdzie oberwałeś? — wcześniej trzymała wszystko w sobie, starała się zachować zimną krew, ale w chwili, gdy w końcu zostali sami, już nie potrafiła trzymać tego w sobie. Doskoczyła do niego i podniosła dłonie w górę by musnąć jego twarz. Przesunęła opuszkami po obitym policzku i rozwalonej wardze. — Mogłam im rozpierdolić te tępe łby — mruknęła pod nosem, patrząc na to wszystko z troską pomieszaną ze złością, która na nowo się w niej gotowała. — Czekaj. Trzeba ci to przemyć — odwróciła się na moment w stronę umywalki, przy okazji szarpiąc płatek ręcznika papierowego. Namoczyła go zimną wodą, żeby po chwili docisnąć się do swojego mężczyzny i morym papierem przesunąć po jego wardze i brodzie, myjąc go.
To co zrobiłeś, kiedy tamten facet celował ci w głowę… — zaczęła, bo to co się stało, nie dawało jej spokoju. Uniosła na niego wielkie, ciemne oczy. — Było w chuj głupie — dodała gniewnie, czując nieprzyjemny uścisk w brzuchu. Skręcało ją na samą myśl o tym, że coś mogło mu się stać. Że gdyby tamten nie poluźnił uścisku, Noriega dostałby kulę prosto w głowę. A tego zaś ona by sobie nie wybaczyła.

Lo que hiciste fue una estupidez de mierda
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Widział, że Pilar nie żartowała, chciała mieć wszystko pod kontrolą, trzymać rękę na pulsie, a i tak musiał sobie pogadać. Posłał jej też kilka wymownych spojrzeń, przewrócił oczami, a kiedy odwróciła się w jego kierunku, gdy ściągał z siebie pasek to pokazał jej tą ozdobną klamrę, która pasowała mu do zegarka. Poświęcał ją dla jej spokoju ducha.
Ale prawda jest taka, że wszystko by dla niej zrobił. Oddał każdy jeden zegarek, pasek, samochód, czy nawet klub. Co zresztą nie raz jej powiedział. I może znowu by powtórzył?
Ale zamiast tego użył ich nazwiska, jego właściwie, a potem to już wszystko potoczyło się szybko, bo jeden z gangusów rzucił się na niego bez ostrzeżenia. I to już nie wyglądało tak, jakby chciał mu obić mordę, tylko autentycznie go zajebać. Udusić. Za samo to, że nosił to nazwisko.
Noriega. Przeklęty zlepek liter.
Madox miał już przed oczami mroczki, wytatuowane palce zacisnął na przedramionach faceta, zamachnął się kolanem w jego plecy, ale to nic nie dało. Brakowało mu powietrza i gdyby policja nie wpadła do klubu, to by go odcięło. Czuł to, że niewiele już brakowało.
Ale gość poluzował uścisk zmuszony przez policjantów, a Noriega mógł złapać w płuca powietrze, bolało go gardło, a klatka piersiowa unosiła się szybko, kiedy zaciągnął się życiodajnym tlenem. Opadł na podłogę, ale zaraz funkcjonariusze szarpali go do góry za fraki. Złapał na moment spojrzenie Pilar i tylko skinął głową, że jest w porządku.
Nie było, i tu nawet nie chodzi o to, że w karetce dali mu tlen, a na szyi wykwitły już czerwone plamy, które pewnie zaraz zamienią się w krwiaki. Nie chodziło o rozwaloną wargę, czy skroń, ani o te wszystkie ciosy, które przyjął, kolejne siniaki, które będą się mieszać z jego tatuażami.
Bo najgorsze było chyba to, że Madox w jednej chwili poczuł ciężar jaki niosło ze sobą jego nazwisko.
A on kurwa... Teraz dał je jej, jak gdyby nigdy nic.
Marzył o tym, żeby Pilar została jego żoną, Pilar Noriega, kobieta gangstera. Tylko jaki z niego był gangster?
Mogli go tutaj udusić, jakieś brazylijskie bandziory, za to, że się im przedstawił. A co jeśli ona to zrobi? Powoła się na niego, a przecież w Toronto Madox miał tyle samo wrogów, co przyjaciół. A może tych pierwszych jeszcze więcej?
Nawet nie pyskował podczas składania zeznań, bo cały czas o tym myślał, że co on najlepszego zrobił.
Że to jego pierdolone nazwisko jest jakieś przeklęte.
Sprawdzili go w policyjnych bazach, ale większość jego kartoteki była utajniona, jakieś drobne przewinienia, kaucje. Policjanci zdziwili się tylko, że policjantka zadaje się z kimś takim, a kiedy do systemu wpadło nowe nazwisko Pilar, to po portugalsku gadali coś między sobą. Madox zrozumiał tylko tyle, że to szaleństwo, kogoś tutaj pojebało.
Jego chyba.
Kiedy wychodzili z posterunku, to Madox był... dziwny. Zamyślony, cichy, więc nawet nie zareagował, kiedy Pilar wciągała go do kibla. Dopiero gdy jego plecy zderzyły się z chłodnymi kafelkami, a płuca opuściło ciężkie westchnienie, to mruknął.
- Nigdzie... - szarpnął się jej kręcąc głową, ale twarz miał obitą, wargę rozciętą i skroń, nie wyglądał najgorzej, ale zdecydowanie oberwał, a na szyi miał już wykwitnięte krwiaki. Bywało gorzej, przynajmniej nie miał dziury w boku. Sięgnął do jej dłoni, żeby ściągnąć je ze swojej twarzy, a zaraz przesunął palcami po jej ramionach - a ty? Jesteś cała? - jego oczy przesuwały się po jej twarzy i sylwetce - jakby coś ci się stało, to bym sobie tego nie wybaczył... - nigdy by sobie nie wybaczył. Każdy kurwa jeden raz, kiedy Pilar była poszkodowana, to przecież był dla niego kurewski cios, za każdym razem się obwiniał. Że był za wolny, że ją narażał, że się jej słuchał, albo nie słuchał, że nie zareagował od razu, szybciej, inaczej.
A teraz co on robił?
Teraz dawał jej to przeklęte, swoje nazwisko.
Pani Noriega.
- Pilar... - wywrócił oczami, kiedy stwierdziła, że trzeba mu to przemyć, wzdrygnął się lekko pod mokrym i zimnym ręcznikiem papierowym. Zabawne, dostał po mordzie i go to nie ruszyło, a zimny ręczniczek już tak. Ciemne spojrzenie utkwił w jej pięknych, czekoladowych oczach, kiedy się do niego odezwała - jakbyś nie zauważyła... - zaczął pochylając się w jej kierunku - to ja często robię w chuj głupie rzeczy - to akurat była prawda, że Madox nie miał takiego logicznego myślenia jak jego żona. Złożonych planów i wersji A, B i C, gdyby coś się sypło. On działał na chaosie, na abstrakcji. Wykorzystywał momenty, które czasem sam prowokował...
Ale przecież zamiast zarobić wtedy w gębę, mógł od razu dostać kulkę między oczy. Ryzykował. Wiecznie.
A szanse były przecież 50 na 50.
Dobrze, że Madox miał tego swojego farta.
Gorzej jak któregoś dnia on się skończy. Chociaż i tak najbardziej to się chyba bał, że on jednak nie będzie obejmował jego żony...
Ciemne tęczówki znowu przesunęły się po jej twarzy, zatrzymały na oczach otoczonych kurtyną czarnych rzęs. Palce przesunęły się po jej biodrach, na uda, na których zaraz je zacisnął, bo już sadzał ją na szafce między umywalkami, wcisnął się miedzy jej nogi, tuląc do niej. Głowę opierając na jej piersi, do której przycisnął szorstki, zarośnięty policzek.
- Ja pierdole Pilar... - zaczął, a jego palce przesunęły się na jej plecy - nie wiem czy dobrze zrobiliśmy... - chyba pierwszy raz miał co do tego wątpliwości, co do ślubu z nią. Nie dlatego, że jego uczucia do niej osłabły, czy się zmieniły, wręcz przeciwnie, on nigdy nikogo nie kochał tak, jak ją. Tylko podczas tej całej akcji w klubie, boleśnie dotarło do niego, jaki ciężar niosło za sobą jego nazwisko. Przyśpieszony oddech lądował na jej dekolcie, a Madox nawet nie podniósł głowy, żeby na nią spojrzeć, kiedy wyznał jej resztę, to co go kurwa gryzło gdzieś pod skórą, przez to wszystko, co wydarzyło się w klubie - typ chciał mnie zapierdolić za to, że nazywam się Noriega, a teraz ty też się tak nazywasz - zadarł do góry głowę, żeby spojrzeć w jej piękne, duże oczy. W te oczy, które były mu tak bliskie, jak jeszcze żadne inne na tym świecie - a w Toronto to też... Ruscy mnie nienawidzą, Włosi zależy, ale raczej nie, miałem wsparcie Latynosów, ale teraz ten Luna... - rozgadał się znowu, przyciągając ją do siebie, przytulając się do niej - ja pierdole, boję się, że... - pojebane to było. Bo przecież Madox się niczego nie bał. Ryzykował. Zaryzykował z tym, że wyznał jej swoje uczucia, a dzisiaj przyznał się jej, że też się tego bał, dopuścić do siebie znowu... miłość.
Dzisiaj też nie bał się pyskować do jakiś obcych gangusów, nie bał się okładać z nimi na gołe pięści. Szarpać się z kolesiem, który miał broń, a bał się... - że nie będę potrafił zapewnić ci bezpieczeństwa - tego bał się najbardziej, że ona przez niego ucierpi, że będzie na celowniku. Jako jego żona.
I jak jeszcze narzeczeństwo mogli tłumaczyć tym, że wyciągał od niej informacje. To jak tłumaczyć ślub?
To, że uciekli z Toronto, żeby go wziąć, to, że nosili na palcach piękne obrączki, jako symbol tego, że chcą być razem. Do śmierci.
I znowu Madox czuł na plecach jej oddech, tej Kostuchy, która czaiła się na niego od dawna. A teraz swoimi pustymi oczodołami spoglądała też na nią.
Pilar Noriega.

Me temo que no podré mantenerte a salvo ❤️‍🔥✶⋆.˚
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Martwiła się o niego.
Nie potrafiła inaczej.
Nawet jeśli wiedziała, że doskonale radził sobie sam. Że przechodził nie raz przez najgorsze piekło i zawsze wychodził z tego obronną ręką. Nie potrafiła tak po prostu stać obok i po prostu obserwować jego krzywdy. Zawsze reagowała. Zrobiła to w klubie, a teraz szarpała go do łazienki, żeby ocenić strady i powikłania po tej spontanicznej bójce. Chłodne, długie palce przesunęła po jego gardle. Musnęła opuszkami każdy jeden ślad po ręce tamtego skurwiela, który chciał go udusić, czując, jak w cele znowu rośnie jej irytacja. Była zła, że nie zareagowała szybciej. Mogła mu po prostu strzelić prosto w łeb, albo chociaż w nogę, jak kelnerka tamtemu, żeby wił się z bólu, a nie dusił jej męża. Tylko teraz mogła już sobie jedynie gdybać. Czasu nie cofną, ale mogła przynajmniej zetrzeć mu z twarzy krew, co zaraz czyniła namoczonym ręcznikiem papierowym. Prychnęła pod nosem, kiedy oznajmił, że jakby nie zauważyła, to on zawsze robił w chuj głupie rzeczy.
Zauważyłam — mruknęła spokojnie, przecierając ostatnią szramę zaraz przy wardze. — Ale i tak cię kocham — podniosła spojrzenie na jego ciemne oczy i znowu się uśmiechnęła. Taka była prawda. Niezależenie co robił, jak bardzo durne decyzje nie podejmował, ona była obok. Zawsze. Kroczyła z nim ramię w ramię i ani jej się śniło kiedykolwiek odpuszczać.
Widziała jego dziwną minę, widziała, że nad czymś się intensywnie zastanawia, że coś prząta jego piękny umysł, ale nim zdążyła się go zapytać, co to było, on już sunął palcami po jej biodrach i udach, żeby podnieść ją sobie jakby nie ważyła zupełnie nic i posadzić na jednej z szafek miedzy umywalkami. Od raz wyciągnęła ręce w jego kierunku i wplotła w ciemne, dłuższe już włosy, przyciągając go Jeszce bliżej. A potem głaskała jego głowę, kiedy wtulił się w nią mocno.
Co jest? — rzuciła w końcu, akurat w momencie, kiedy wymawiał jej imię. W tamtej sekundzie była jeszcze spokojna, ale kiedy z jego pełnych, kurewsko słodkich ust wyszły kolejne zdania, mógł doskonale czuć, jak cała się spięła. Każdy jeden mięsień w jej ciele wszedł w fazę paniki, a serce wyrwało się do pościgu, przyspieszając o jakieś dwa poziomy do góry. — Co? — tylko na tyle było ją stać. Nawet dwadzieścia cztery godziny nie byli małżeństwem, a on już miał wątpliwości? Już tego nie chciał? Rozmyślił się? Tak jak rozmyślił się w Meksyku przy śmietniku, kiedy to ona mu się oświadczała? Niespokojne myśli zaczęły napływać do jej ciała i umysłu. Scenariusze zaczęły się pisać, oczywiście przechodząc w coraz to bardziej czerniejsze. Tylko zaraz okazało się, że to wcale nie chodziło o miłość samą w sobie, bo ta wydawała się być na właściwym miejscu, a bardziej o... Nazwisko. O to, że przejęła po nim nie tylko rodzinę, ale też wszystkie problemy z nią związane. Presje półświatka.
I może do niego dopiero to doszło, dopiero teraz uświadomił sobie, jak wiele było na szali, bo przecież Madox nie myślał do przodu, trwał w chwili, rozwiązywał problemy na bieżąco, ale ona? Ona myślała o tym już dawno. Myślała o tym, kiedy wracali z Medellin, a potem z Meksyku, gdy na palacu miała już jego sygnet. Doszła do momentu, w którym on był teraz już dobre tygodnie temu i przecież to był jeden z powodów, dla którego wtedy na plaży wytykała mu brak bezpieczeństwa, o który tak bardzo się na nią obraził. Przecież to właśnie o to jej chodziło. Tylko różnica miedzy nimi teraz była taka, że do niego dopiero to doszło, a ona miała to już dawno przepracowane. Złapała jego poliki w dłonie i zadarła w górę, żeby się wyprostował i odpowiednio na nią spojrzał.
A ty myślisz, że co, że ja nie miałam tego pełnej świadomości mówiąc ci dzisiaj tak przed ołtarzem? — uniosła w górę brwi, patrząc na niego z delikatnym uśmiechem. — Wiem z czym się wiążę twoje nazwisko, Madox — wyznała, gładząc rozgrzaną, poharataną skórę opuszkami kciuków. — Wiedzieliśmy przecież, że nie będzie łatwo, że ten ślub i tak wszystko jeszcze bardziej wypierdoli, ale ja nie wiem, zrobiłabym to jeszcze milion razy, nawet jeśli miałabym za to odebrać kulkę za każdym, jednym razem. Pierdolą mnie konsekwencje. One i tak by przyszły, niezależnie od tego, jaki zlepek liter mam w papierach, bo my zawsze jesteśmy upierdoleni w kłopotach po łokcie. Ale wole im stawiać czoła jako twoja żona — jako Pilar Noriega. Bez nazwiska, które nigdy nie było jej, które kurwa dostała odgórnie z urzędu, bo własna matka nawet tego jej nie zostawiła. A Noriega? Na to musiała sobie zasłużyć. Zapracowała na nie. I może była głupia, żyjąc w przekonaniu, że razem ze wszystkim sobie poradzą, ale… tak właśnie było. Wierzyła w to. Widziała na własnych oczach przecież, jak wiele razy wychodzili z tarapatów. I on patrząc się jej w oczy mógł widzieć, że była pewna swoich słów. Że nie mówiła tego tylko po to, żeby go pocieszyć.
Ewentualnie zawsze możemy zmienić twoje na Stewart — rzuciła durnie, a kącik ust drgnął jej w górę. Oczywiście nie mówiła poważnie, ale jakoś trzeba było rozładować to napięcie, które się w nim zrodziło. Przegonić chociaż trochę ten strach i obawy głupim żartem. — Madox Stewart… — tu już prychnęła śmiechem, drapiąc go przy potylicy i skubiąc włosy. — Kurwa, brzmi jak jakaś ciota — no musiał przyznać, że nie brzmiało to dobrze za gorsz. Durnie. Prędzej jakby był jakimś lalusiowatym modelem albo tancerzem erotycznym, ale na pewno nie właścicielem najlepszego klubu w Toronto i człowiekiem półświatka, kimś kogo można by się bać. Przyciągnęła go bliżej, wciąż się śmiejąc.
Zawsze dbasz o moje bezpieczeństwo, a ja o twoje — wróciła jeszcze na moment do tematu, przysuwając się do niego i oplatając mu nogi za tyłkiem, żeby go sobie przytrzymać. — Złamie tyle nosów, ile tylko będzie trzeba — piękna obietnica, prawie jak ta małżeńska kurwa, romantyczna w chuj, złożona patrząc mu głęboko w oczy. — A dzisiaj nawet złamałam chyba jedna jaja — wtrąciła, bo chociaż Noriega tego nie widział, Pilar przecież kopnęła tamtego goryla tak mocno, że długo nie mógł podnieść się z podłogi. Coś mu tam nawet strzyknęło. Nigdy na własne oczy nie widział złamanego przyrodzenia, ale kurwa… tamten chyba tego doświadczył, więc w porównaniu do nich, to Pilar i Madox wyszli z tego wszystkiego zajebiście obronną ręką.
Nie pierwszy i nie ostatni raz.
Zawsze wychodzili.
Razem.

Romperé todas las narices del mundo por ti 👃🏻🥊
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Madox to doceniał, że mimo jego charakteru, mimo tego jak on się zachowywał, impulsywnie, czasami wręcz głupio, to Pilar i tak go kochała, bo większość ludzi pewnie już dawno by go skreśliła. Jego poprzednie laski zawsze mu to wytykały, wszystko po kolei, od tego jaki był narwany, skupiony na sobie, po to jak działał po swojemu.
A ona co, ona pomimo tych wad, go kochała.
Chociaż fakty są takie, że on przy niej nauczył się myśleć o innych, a przede wszystkim to o niej właśnie, bo przecież jeszcze w Medellin zastanawiał się, czy pomóc kelnerce, nad którą wytrząsał się jego wuj. A potem co? Potem wystarczyło jedno spojrzenie Pilar, żeby się za nią wstawił i jeszcze oberwał. Potem już wstawiał się za wiele osób, bez zastanowienia. I za nią.
Życie by za nią oddał.
Nie chciał, żeby przez niego coś jej się stało, i zaraz dzielił się z nią swoimi wątpliwościami.
Bo tak, do Madoxa dopiero teraz to docierało, jakie konsekwencje niósł za sobą ich ślub. Bo on przecież zawsze żył chwilą, tym, że coś chciał i to brał, niczym się nie przejmując. Bo nawet jeśli były jakieś przeszkody, to kurwa, później będzie o tym myślał.
I teraz chyba przyszło to później.
A razem z nim wątpliwości.
Czuł jak spięła się na dźwięk jego słów, wiedział, że przecież jej głowa zakłada już te najczarniejsze scenariusze. Bo taka była Pilar, z tą myślą z tyłu głowy, że on ją zostawi, i chociaż mógł się jej zarzekać, że nigdy tego nie zrobi, to przecież czuł to na swoim ciele, to jak jej serce wali szaleńczo w piersi, jak zacisnęła na nim uda, a palce które wplatała mu we włosy szarpnęły je nieznacznie. Pogłaskał ją po plecach przytulając do siebie, a zaraz wyjaśnił w czym kryło się to jego zawahanie.
Nie w uczuciach, bo te były niezmienne, od pierdolonego Medellin, gdzie jego serce zabiło do niej mocniej, to się nie zmieniło. Rosło jeszcze na sile, przez tą całą wyboistą drogę, którą przeszli. A dzisiaj określili to co czują, obrączkami, najpiękniejszymi na świecie, słowami, które wybrzmiały w tej świątyni w samym sercu dziczy. Jak miałby się rozmyślić?
Jak miałby zaprzeczyć temu wszystkiemu, co jej powiedział?
Co musiałaby zrobić, żeby spojrzał na nią z wyrzutem? Z nienawiścią?
Teraz patrzył z niepodważalną miłością, prosto w jej piękne, ciemne oczy, kiedy ujęła w dłonie jego twarz, kiedy zadarła jego głowę do góry. Ściągnął do siebie brwi, a palce oparł na jej pupie przyciągając ją do siebie jeszcze bliżej.
- Nie wiem... Bo ja chyba nie miałem - przyznał się jej, a jego ciemne spojrzenie odszukało jej piękne, czekoladowe oczy. Bo do niego teraz dotarło, że to nie tylko to, że nosiła jego nazwisko, była jego, ale przede wszystkim to, że wracała do Toronto jako Noriega, jakby kurwa w jednej chwili ktoś przykleił jej do czoła etykietkę słaby punkt Madoxa, tutaj. Wypuścił ciężko powietrze z płuc przez nos, prosto w jej dekolt - też zrobiłbym to milion razy... - powtórzył po niej i pochylił się do jej pełnych, gorących ust, które chciał zamknąć w pocałunku, ale zanim to zrobił, padły kolejne słowa, na które Madox szarpnął się do tyłu, tak, żeby na nią spojrzeć. Wytatuowane palce oparł na jej udzie, zadzierały do góry koronkowy materiał jej sukienki.
- Pilar… Kurwa, nawet tak nie mów, bo ja... Mnie akurat to nie pierdoli. Jaka kulka? Nigdy na to nie pozwolę. Rozumiesz? Nigdy... - znowu zajrzał jej głęboko w oczy. Nie żartował, bo nawet jeśli miałby się dla niej poświęcić, znowu z kulą w boku, znowu pod lodem, to zrobiłby to wszystko, ale nie zniósłby, kiedy to by dotknęło jej. Bo ona też już za dużo się przez niego wycierpiała. Jak Rosa ją postrzeliła, jak ludzie Gonzalesa ją pobili, a Dalton... Co prawda to nie było do końca przez Madoxa, bo to zrodziło się w umyśle psychopaty, ale przecież też dotknęło jej głęboko. Najgłębiej z tego wszystkiego.
- Uwielbiam kiedy jesteś moją żoną - uśmiechnął się do niej delikatnie, ale zaraz spoważniał - ale błagam cię, nie możesz się narażać, bo jakby ci się coś stało to bym tego nie przeżył - wyznał jej i znowu westchnął ciężko, znowu się w nią wtulił, bo to była najszczersza prawda. Bo te sytuacje zagrożenia, zawsze mu to uświadamiały, że on bez niej by już nie umiał. Ale... przecież widział w jej oczach, że ona bez niego też nie.
Na jej kolejne słowa... uniósł jedną brew.
- Na Stewart? - powtórzył po niej i chociaż przed chwilą jeszcze sytuacja była poważna, a ta ich rozmowa szczera do bólu, to Madox parsknął śmiechem, który odbił się od ścian łazienki - jak to kurwa brzmi... Madox Stewart - powiedzieli to prawie jednocześnie, a on znowu się do niej łasił. Wytatuowanymi palcami rysując sobie tylko znajome ścieżki na jej gorących udach, zahaczając nimi o materiał sukienki. Znowu się zaśmiał na jej kolejne słowa, a zaraz skinął głową zgadzając się z nią.
- Jak właściciel cukierni, albo kurwa sklepu z zabawkami - wtulił się w nią, a czując na sobie jej śmiech trochę mu ulżyło - chociaż może jakbym się przebranżowił, to zamiast bać się tego, że oberwiemy kulkę, to obawialibyśmy się cukrzycy, albo próchnicy? - podniósł na nią spojrzenie. Nie brzmiało to dobrze? Chyba jednak nie...
- Znudziło by nam się po dwóch dniach, a zresztą z naszymi antytalentami kulinarnymi to prędzej niż byśmy zrobili kremówkę, to wysadzilibyśmy kuchnię, albo spalili cały sklep - no tak. Tak by to wyglądało, bo oni mogli narzekać, bać się o siebie, ale przecież nie odnaleźli by się w innej roli. Nie z tymi sercami, które kiedy rozpierdalała je adrenalina, to czuły, że żyją.
No i zdecydowanie lepiej niż w kuchni to jednak radzili sobie na karkołomnych misjach. Obsługa piekarnika była dla nich bardziej skomplikowana niż broni. Nie oszukujmy się.
- Ty o moje dbasz zajebiście - szarpnął się do niej i chciał... Jak on kurwa chciał ją pocałować, ale musiał to dodać - a ja o twoje się też postaram - ułożył te słowa na jej wargach, a kiedy te jej opuściły kolejne, to mogła poczuć jak się uśmiechnął - ja pierdole... I tak już kocham cię na zabój, a za te nosy... do szaleństwa? Do obsesji? - zaczepił językiem o jej pełne, gorące usta, a zaraz odsunął się patrząc jej w oczy. W te najpiękniejsze na świecie oczy.
Uniósł jedną brew z malującym się na ustach uśmiechem.
- Serio? I ja tego nie widziałem... - pokręcił głową, bo jak on mógł to przegapić?
- Kocham cię - te słowa ułożył na jej ustach, które... w końcu zamknął w pocałunku. Zmysłowym, nie tak agresywnym jak zwykle, bo smakował jej usta powoli, palcami sunąc po jej biodrach, po plecach, plątając je w ciemne kosmyki. Zabierał jej z płuc resztki powietrza, ale oddawał jej to co miał. Dzielili się tym po pół, jak wszystkim co mieli. Problemami i radościami. Teraz już jako małżeństwo.
W pocałunku, który wymazywał wszystkie wątpliwości, który miał smak nadziei i tego, że kiedyś... się ułoży. Bo byli razem. A oni razem mieli taką moc sprawczą, że nic ich nie mogło złamać.
Dopiero po chwili Madox oderwał się od swojej żony i znowu zawiesił ciemne spojrzenie na jej ślicznej twarzy.
- To co? Idziemy wykorzystać nasze nagrody? Szkoda by było je przepuścić, kiedy tak dzielnie walczyłaś z tym kisielem o smaku limonki... A na deser z robakami - posłał jej zaczepny uśmiech, a zaraz ściągał za kolano z szafki, robiąc jej trochę miejsca, ale i tak kiedy stawała na ziemi, to otarła się o niego, a Noriega mruknął jej gdzieś do ucha.
Złapał ją za rękę, a kiedy wyszli przed komisariat, to zaraz dopadli do nich Ravi i Theresa, nie mogli się im nadziękować. Opowiadali o tym, że po prostu usiedli w jakiejś loży, kiedy się całowali i trafili na tych gangusów, po prostu złe miejsce i zły czas sobie wybrali. A Madox spojrzał na Pilar… bo może jak zostali ich świadkami, to teraz już zawsze będą przyciągać kłopoty, tak jak oni?
Oby nie, nie życzył im tego.
Theresa jeszcze nawijała Pilar, że nie wie jak ona się jej odwdzięczy, bo dwa razy uratowała jej już życie. A Madox zagadał Raviego, kiedy szli do samochodu, zostali trochę z tyłu i kiedy już stanęli przy aucie Raviego, to ten pociągnął Theresę do siebie, a do środka wsiedli tylko państwo Noriega. Ravi jeszcze zamienił kilka słów z kierowcą i... odjechali, sami. A kiedy Pilar spojrzała na niego zdziwiona, to Madox wyszczerzył się do niej w uśmiechu.
- Zagadałem Raviego, że wiesz... To nasza noc poślubna, a my nie mamy wcale czasu dla siebie, no i załatwił nam dwie rzeczy, albo trzy, licząc tego kolesia - głową wskazał na szofera, który sam z siebie wiedział, gdzie ma jechać.
A biorąc pod uwagę to, że jechali kilka minut, to Madox już w tym czasie znowu łasił się do swojej żony - bo teraz już musimy wykorzystać tutaj każdą... jedną minutę - mruknął jej do ucha, na którym zaraz złożył kilka pocałunków. Jego palce przesunęły się po jej udzie, wyżej, zaczepił o koronkę między jej nogami, przesuwając po niej palcem, a przy okazji znowu mrucząc jej do ucha.
Tylko, że Ralph już oznajmił, że są na miejscu.
A zaparkował na krawężniku, przy tym Studio Tatuażu, do którego mieli voucher. I kiedy Madox wysiadł z samochodu, a zaraz wyciągał rękę do Pilar, żeby jej pomóc, to nawijał jej.
- Ravi powiedział, że zna właścicieli, a oni mieszkają tutaj nad tym salonem i zaraz do nich zadzwoni, żeby nas przyjęli - rzeczywiście zanim jeszcze zdążyli podejść do drzwi, to otworzyła je przed nimi jakaś fajnie wydziarana kobieta... w pidżamie. A w środku czekał też facet, chyba jej mąż, bo na palcach mieli wytatuowane podobne obrączki, też ciekawy koncept.
- Sorry, że wyrywamy was z łóżka, ale o ósmej mamy samolot do Toronto - zaczął Madox. Ale koleś już do nich podszedł.
- Spoko, klientów z Kanady jeszcze nie mieliśmy, wrzucimy was sobie na sociale - rzucił, a jego spojrzenie przesunęło się po tych dziarach Madoxa - o kurwa stary, kto cię tak wytatuował? Dojebane - bez żadnego skrępowania oglądał sobie tatuaże Noriegi, a kiedy ten się pochwalił, że dojebany to ma na plecach, to oczywiście, że musiał go też pokazać. Kobieta w tym czasie przedstawiła się Pilar jako Luna, a jej mąż to Chico. Jeszcze przez chwilę oglądali tatuaże Noriegi, a potem te Pilar, stwierdzili jednogłośnie, że są dojebane, a potem pytali ich co by chcieli. Madox od razu pokazał swoją dłoń, na której miał wytatuowanego ptaszka, a obok niego jeszcze trochę miejsca.
- Ja tutaj, różę - zajrzał w ciemne oczy swojej żony, bo już jej mówił, że to będzie taka pamiątka z tego ich usłanego różami ślubu.
Luna skinęła głową, a zaraz rzuciła.
- Dobra to ja biorę jego - już pociągnęła do siebie Madoxa.
- No i zajebiście, bo ja nawet wolę dziabać takie gorące laski - Chico puścił oczko do Pilar. A jego żona tymi swoimi przewróciła.
- Tobie w głowie tylko gorące laski... - klepnęła go w ramię, a Chico?
Złapał ją bez ostrzeżenia i przyciągnął do siebie.
- Ty jesteś najbardziej gorąca - mruknął jej w usta, a kiedy zaczęli szykować maszynki i miejsca, to Madox wyrwał się do... swojej gorącej laski.
- To co stokrotka? O tutaj? - zaczepił o jej prawą pierś przesuwając po jej boku palcami - czy czacha tu? - złapał ją za pośladek zaciskając na nim palce.

¿Te vas a tatuar una margarita o una calavera? 🌼☠︎︎ ⋆₊ ♱
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nigdy nie mieli łatwo.
Problemy z jakimi się borykali nie stworzyły się od wczoraj. Od momentu, kiedy stojąc pośród krwiście czerwonych róż w sercu deszczowego lasu i opuszczonej świątyni powiedzieli sobie sakramentalne tak. One były z nimi już o wiele wcześniej. Były w Meksyku, Medellin, a przede wszystkim w Toronto. Były z nim jeszcze grubo przed tym, jak się poznali. Bo to wcale nie tak, że ich wspólna relacja zapoczątkowała efekt śnieżnej kuli, toczącej problemy, nie. Oni już od dziecka się z nimi borykali. Każdy ze swoimi. Ona kiedy musiała radzić sobie z brakiem rodziny, z prześladowcami w ośrodku i brakiem akceptacji. On gdy musiał wyjść na człowieka pod ręką prawdziwego tyrana i matki, która udawała, że nic nie widziała. W świecie gdzie narkotyki były na porządku dziennym, a własną pięścią rozwiązywało się wszelkie niedomówienia. Zawsze dostawali po dupie, a to że w tym wszystkim spotkali się gdzieś w połowie drogi i pokochali… cóż, teraz mieli tych problemów po prostu razy dwa. Ale przecież byli już zahartowani, wiedzieli z czym to się jadło i wiedzieli też, że nie było takiej rzeczy, z której nie wyszliby obronną ręką.
Rozmowa w obskurnej toalecie na komisariacie w samym centrum Rio de Janeiro jaką odbyli wbrew pozorą była ważna. Ważna przede wszystkim dla niej. Fakt, że zamiast trzymać w sobie te wszystkie obawy, Madox w końcu zaczął je komunikować. Opowiadał jej wprost o tym, co go martwi, a dzięki temu i ona mogła odpowiednio zareagować. Upewnić go. Wyjaśnić mu, jak to wszystko wyglądało z jej perspektywy. A potem jeszcze rozbawić. Rzucić najbardziej durnym z możliwych żartów tylko po to, żeby usłyszeć, jak jego piękny śmiech odbija się od brudnych kafelek toalety. Znowu było beztrosko. Na moment. Którą chwilę, podczas której mogli złapać w płuca więcej powietrza, a potem kraść je sobie ze spragnionych bliskości ust. Namiętnie. Wcale nie agresywnie. Bez pośpiechu, jakby kurwa wcale za cztery godziny nie musieli wracać do zimnego Toronto. Na to zawsze mieli czas. I jeszcze na to by po raz kolejny powtórzyć sobie, jak bardzo się kochali.
Może nie rozwiało to jego wszystkich wątpliwości i zmartwień, jednak Pilar miała nadzieje, że chociaż minimalnie mu pomogła. Podniosła na duchu tak, jak on zawsze potrafił to robić z nią i każdym jednym momentem kiedy się wahała. Niesamowite swoją drogą, że przyszedł dzień, w którym pozamieniali się miejscami. Co następne? On wróci do policji, a ona zajmie się półświatkiem? Uśmiechnęła się, kiedy spytał, czy powinni iść teraz wykorzystać swoje nagrody za konkurs.
Kurwa, dalej czuje w ustach tą obrzydliwą limonkę — wtrąciła i aż nie wzdrygnęło. Tak. Pilar Noriega właśnie brzydziła się kiślem z limonki i ani trochę robalami, które miała przyjemność przemielić. Do takiego stopnia była pojebana. — Chyba musisz mi jeszcze trochę pomóc… — dodała, szarpiąc go za koszulkę i ponownie łącząc ich usta ze sobą. Smakując go. Kradła jego smak do własnych ust do momentu, aż ktoś nie uderzył w drzwi obok i sprowadził ich na ziemię. Uświadomił, że wciąż znajdowali się na komisariacie i wypadałoby się z niego ulotnić, zanim ktokolwiek będzie chciał ich tu zatrzymać dłużej. Szarpnął ją za kolano, ściągając z szafki, a ona zdążyła jedynie automatycznie wyciągnąć ręce do przodu i podeprzeć się jego ramion.
Wyszli, pogadali z Ravim i Theresą, a potem wraz z ich jak się okazało prywatnym kierowcą skierowali się prosto do salonu tatuażu, w którym Pilar wygrała do zrobienia dwie dziarki. Nawet gdyby go nie mieli, pewnie równie dobrze mogliby za nie zapłacić, ale wtedy nie mieliby aż takiej motywacji. Pewnie przekładaliby to jak my zaplanowane gry i nigdy by ich finalnie nie zrobili, a tak? Tak już stali tuż przed wejściem. Pilar z lekko podwiniętą sukienką i przyspieszonym oddechem, bo oczywiście Noriega nie potrafił rączek trzymać przy sobie i tylko dodatkową ją na siebie nakręcił. Posłała mu karcące spojrzenie, a potem już uśmiechała się szeroko do wydzieranej parki, która była a tyle miła, że zgodziła się ich obsłużyć poza godzinami pracy.
Serio, jesteście niesamowici — wtrąciła się, patrząc na kobietę. Na moment nawet więcej patrzła na jej ręce i nogi zamiast twarz. Dziewczyna była wydzieraną od stóp do głowy. Nawet na czole miała dwie niewielkie dziarki. Pilar nigdy by coś takiego nie przeszło w policji, ale tej tutaj zdecydowanie pasowało.
Spojrzała na swojego męża, kiedy pokazywał Lunie gdzie dokładnie chciałby swój tatuaż w różę. Rozmawiali o tym już kilka razy tego wieczoru, ale Pilar nie miała pojęcia, że chciał to mieć w aż tak widocznym miejscu. Ładnie. Sama też już zdecydowała, co będzie mieć, jednak kiedy tylko Noriega podszedł ją pozaczepiać, gdy stanowiska się szykowały, postanowiła go jeszcze nieco potrzymać w niepewności.
Może od razu jakaś żabcia prosto na czole? — przycisnęła palec w odpowiednie miejsce, a oni oboje zrobili zeza. — Albo jakiegoś słodkiego króliczka. Może zamiast węża? — odsłoniła jeszcze bardziej dekolt, rozciągając materiał na boki, uwydatniając cały brzeg piersi. Ta na pewno Pilar by sobie jebła słodkiego króliczka zamiast węża. Chyba pierwsze musiałaby się uderzyć porządnie w głowę, najpewniej ze wstrząsem mózgu od razu. — No chyba, że… — podeszła jeszcze bliżej do niego, przylegając ciałem na całej długości. — Na pośladkach, żebyś mógł brać mnie o tyłu i widzieć wie…
I jak? — wtrącił się nagle Chico, podchodząc bliżej. I chyba faktycznie wyczucie czasu miał świetne, bo jeszcze trochę, a oni znowu zatraciliby się w tych swoich słownych gierkach, a potem już prosta droga do tak zwanego popierdolenia. — Wybrałaś coś? Jak coś to mamy jeszcze katalogi tam na stole.
Ja już wiedziałam od początku — rzuciła zadowolona, a kiedy oboje na nią spojrzeli, wzruszyła ramionami i wskazała w stronę Luny, która już odciskała na kalce piękną, delikatną różę. — Chce taki sam — wyjaśniła z uśmiechem. Co było lepszego od wspólnego robienia sobie tatuaży? Matching tatuaże. Takie same. Przypominające im o tych wszystkich momentach, kiedy kwiat z kolcami towarzyszył ich historii wraz z kolorem czerwonym a zwieńczeniem tego wszystkiego był ślub w świątyni, która była nimi wypełniona po brzegi. Można prosić o cokolwiek więcej?
No i zajebiście! — Chico wydawał się zachwycony. Nie tylko faktem, że nie będzie musiał projektować na nowo wzoru, ale też ewidentnie podobał mu się pomysł pasujących tatuaży. — My też mamy — wtrącił, podnosząc materiał koszulki, po czym wskazał im Kaczora donalda z wielkim jointem w dłoni. Luna natomiast po chwili zaprezentowała swoje udo, na którym był ten sam kaczor, ale zamiast jointa miał w ręce zapalniczkę a na głowie kokardkę. Wyglądało g e n i a l n i e. — A gdzie chcesz róże?
Tu — poklepała się po zewnętrznej stronie lewej piersi. Od strony serca. Nie bez powodu.
Będzie boleć — ostrzegł ją lojalnie, a ona tylko jeszcze bardziej się uśmiechnęła.
Fajnie — mruknęła, spoglądając ukradkiem na Noriegę. — Lubie jak boli.
Chico ewidentnie zadowolony z odpowiedzi również poszedł odbić na kalkę tą samą różę, która przed chwilą Luna. Były w tym samym rozmiarze, jedynie rozmieszczone w zupełnie innych miejscach na ich ciałach. I kiedy Madox mógł sobie spokojnie usiąść na krzesełku i podać tatuatorce rękę, tak Pilar nie dość, że musiała praktycznie pozbyć się sukienki, to jeszcze stanika. I znowu jej z niej nie zrywał. Musiał kulturalnie rozpiąć zamek, żeby Pani Noriega mogła spokojnie opuścić ją do brzucha, a potem pozbyć się biustonosza, przytrzymując piersi dłonią. Zanim jednak odeszła na leżankę, przysunęła się do Noriegi, łapiąc jego ciemne spojrzenie.
Nie tak miałeś się obchodzić z tą sukienką — mruknęła niby niezadowolona, ale na jej twarzy i tak cały czas tlił się uśmiech. Kurwa, w końcu byli w Rio, jako małżeństwo i robili sobie tatuaże o piątej nad ranem. No przecież spełnienie marzeń.

♡°•⚘️🌹⚘️°•♡
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”