Nie ma to jak beztroski wypoczynek nad jeziorem, prawda? Leśne spacery, podchody, umawianie się na eksplorację strychu, rozmowy o duchach i mordercach… Nic dodać, nic ująć. -
Eric, podchody brzmią zajebiście, ale nie wiem, czy Sher będzie chciała w nich uczestniczyć po wczoraj - rzucił w stronę
Stonesa, wymownie zerkając na jego wybrankę. Ej, szczerze? Hall naprawdę ją polubił.
Winfield miała mnóstwo dystansu do siebie, pasowała do grupy i najwyraźniej idealnie dogadywała się z
Eryczkiem. Jednym słowem - cool.
No i Alex stał sobie bokiem, zasłaniając jedną dłonią oczy od rażącego go słońca, przez co nie zauważył lecącej w jego stronę piłki, która trafiła go prosto w głowę. Nawet nie musiał się odwracać, wiecie? Doskonale wiedział, kto stał za tym zamachem. -
Sher! Wiem, że to ty! - parsknął, po czym wyciągnął palec wskazujący przed siebie i groźnie pomachał nim w stronę dziewczyny w powietrzu, mimo że na mordzie to się raczej cieszył, a nie się oburzał. Przeniósł wzrok na
Cassie, bo coś tam gadała o byciu zmarzluchem. -
Tak, a co? - rzucił z łobuzerskim uśmiechem, znowu podrzucając piłkę w powietrzu i posyłając ją w kierunku
Jasona. Poza tym, hej - perspektywa spania między
Cassandrą a
Ericą naprawdę brzmiała zajebiście.
Chwilę później nawiedził ich Banan-Sranan, wszystkich zmiotło z planszy, a Alex pomógł
Cassie wstać. Ruda zaczęła mu pięknie dziękować za wyciągnięcie z wody i nazwała nawet swoim BOHATEREM, czaicie? Alex był bohaterem. -
Nie ma spraaaa… CO DO CHUJA?! - wrzasnął, a słowo SPRAWY utknęło mu w gardle, bo zanim zdążył jakkolwiek zareagować, na jego plecy rzuciła się
Gabriela, przez co oboje stracili równowagę i z powrotem wylądowali w wodzie. Przez sekundę Alex walczył o życie w jeziorze, wymachując rękami i nogami, aż w końcu z głośnym parsknięciem wyłonił się na powierzchnię, z
Gabą wciąż uwieszoną na jego plecach i bezceremonialnie go podtapiającą. -
Stara, ty jesteś pojebana jakaś - wymamrotał, plując wodą i odwracając głowę w stronę
Shereen, która akurat zaczęła krzyczeć coś o spierdalającym alkoholu.
Aha. A więc to brzdąkanie to były spierdalające butelki wódki, które ktoś mądry umieścił w jeziorze dla ochłody, ale nie przewidział pojawienia się Banana-Sranana. -
Kurwa, Gaba, dusisz mnie! - wykrztusił Alex, kiedy
Blais szarpnęła za swoją biżuterię, a jego srebrny łańcuszek wbił mu się w gardło. No, świetnie. Nie tylko rzuciła się na niego z całym impetem, nie tylko chciała go podtopić, ale teraz jeszcze chciała go udusić. A PODOBNO PRZYJACIÓŁ POZNAWAŁO SIĘ W BIEDZIE. No, ale w jednym miała rację - przynajmniej nie musiał tłumaczyć się Maddie, że został chuj-wie-czym Gabrieli. -
Powiem jej, że mnie molestujesz. Nie, ja ci powiem, że mnie molestujesz - wywrócił z oczami, po czym przeciągnął dłonią po udzie Gaby. Najpierw po jednym, potem po drugim. Właśnie tak go molestowała, kurwa jego mać, pregenenene dinozaurus bezmózgus.
Jak im idzie? Szept Gabrieli trafił prosto do jego ucha. Alex westchnął i rozejrzał się po grupie.
Jason,
Eric i
Shereen ratowali butelki.
Cassie ratowała siebie.
Erika walczyła z mewą.
Erika walczyła z mewą? Zwidy miał jakieś?
Zmarszczył jedynie brwi i odwrócił się z powrotem w stronę jeziora, bo znów usłyszał warkot silnika. Jezu, nie wiedział już totalnie, na czym powinien się skupić, więc skupił się na oddychaniu, bo prawdopodobieństwa bycia uduszonym przez
Gabrielę wzrastało z minuty na minutę. -
Chyba mamy te butelki, ale typ zawraca - skwitował krótko. W tym samym momencie
Jason postanowił załatwić sprawę po swojemu. Wziął zamach, z całej siły cisnął uratowaną flaszką w stronę skuterzysty i trafił go prosto w czoło. Ja pitolę. Typ stracił panowanie nad pojazdem, zleciał z maszyny i wpadł do wody jak kłoda, a skuter wbił się w przybrzeżną trzcinę. Alexowi opadła szczena, nie. -
O chuuuuj, Jason, ale masz cela - zawołał, po czym zaczął śmiać się pod nosem. Nagle Banan-Sranan wyłonił się z wody i zaczął rzucać w nich przekleństwami, dlatego Alex - czując, że
Gabriela kręci mu sie na plecach jak oszalały robal drastycznie zaburzający jego środek ciężkości - postanowił się udzielić. -
Ej, weź spierdalaj, dobra… - warknął, po czym dalej podtrzymując dłońmi uda Gaby, w końcu zaczął kierować się w stronę płycizny. -
Gabriela, nie duś mnie! Sher, weź nas rozplącz, bo mnie pojebie - rzucił do Sher, bo w sumie to stała najbliżej.
Wylazł na piasek, chcąc od razu podejść do
Eriki, która dalej walczyła nie tylko z oszalałą mewą, ale też z typkiem od skutera, który… yyy… już nie stał, ale leżał jak długi na ich ręczniczkach? -
Erika? Zemdlał czy co? - spytał z konsternacją. Przypominam,
Gabriela dalej siedziała przyczepiona do jego pleców jak żaba. Albo plecak. Ewentualnie garb do wielbłąda. Westchnął i zerknął na skuter, który dalej rzęził w krzaczorach. -
Jason, weź zgaś ten skuter, już mnie to wkurwia wszystko - zawołał do kumpla.
No i Alex tak sobie stał na środku plaży, próbując nie wywrócić się z wciąż uczepioną do jego szyi Gabą, no i czekał, aż Sher nadejdzie im z pomocą. Peszek orzeszek.
Erika Cassandra Jason Eric Shereen Gabriela