-
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- U mnie w nocy ktoś otworzył okno... albo samo się otworzyło - mruknęła po czym wbiła chłodniejsze spojrzenie w Alexa. - Przypomnij mi czyim pomysłem było, żeby się tu wybrać ostatecznie? Bo albo mamy zajebiste szczęście, co do zbiegów okoliczności albo ktoś postanowił nam zgotować dom grozy experience.
To było jedno z tych wyjaśnień, które nie obejmowały tego, że faktycznie w okolicy ich domu znajdował się psychopata odpowiedzialny za morderstwa sprzed lat. Szkoda, że mieli tu tak kiepski zasięg, bo nawet nie mogła dobrze zweryfikować tych wycinków z gazet. W końcu mogły być sfabrykowane.
- Jasne. Mogę ci je pokazać jak zawiniemy się do pokoju, Cassie - odpowiedziała dziewczynie, bo mogły przecież bez problemu wziąć nawet na plażę te fragmenty artykułów.Trudne pytania od Cassandry się wylosowały. Pokręciła głową na zapytanie o duchy i zaraz wbiła groźne spojrzenie w Sher, gdy tylko wygłosiła swoją durną tezę.
- To, co nieżywe jest bardziej niebezpieczne. Nie oglądasz horrorów ani nie grasz w gry? - zapytała z oburzeniem, bo chyba każdy wiedział, że jej stwierdzenie było najczystszą głupotą.Istot nadprzyrodzonych nie imały się prawa natury także zdecydowanie były dużo bardziej niebezpieczne, bo dysponowały czymś wykraczającym poza zdolności zwykłego człowieka.
Jeśli zaś chodziło o takie szczegóły jak dogadanie spanka to jedynie skinęła głową na propozycję Halla, uśmiechając się cwanie.
- Skoro chcesz być w środku to nie ma sprawy. Dostaniesz podwójną porcję miłości - zażartowała i szczerze to raczej nie miałaby nic przeciwko tłoczeniu się z tą dwójką w jednym łóżku.
Znali się wystarczająco długo, aby nie podejrzewała ich o jakieś niecne zamiary i czuła się komfortowo ze wspólnym nocowaniem.Dużo ważniejsze było jednak to, że mieli przed sobą cały dzień, który mogli spędzić na plaży przy schłodzonym alkoholu i w cudownym towarzystwie.
Szkoda tylko, że jak zwykle coś musiało pójść nie tak. Mewa, która zaczęła krążyć nad Lindberg, z niewytłumaczalnego powodu postanowiła ją zaatakować. Musiała się osłaniać przed wyjątkowo ostrym dziobem ptaszyska, które dziobało jej palce. Może pomyliło je z frytkami?
Ze względu na to wszystko bardziej usłyszała niż zobaczyła tego wariata, który pruł przez taflę jeziora. Fala uderzyła w nią silniej niż się tego spodziewała, ale cieszył ją fakt, że nie znajdowała się głębiej, bo z jej brakiem umiejętności pływania mogłoby się to skończyć tragicznie. Nawet ta przeklęta mewa jakby się z niej zaśmiała po czym wznowiła atak.
- Weź ktoś odgoń to cholerstwo! - krzyknęła do towarzyszy wyjazdu, ale wtem zdała sobie sprawę z jeszcze jednego nieszczęścia. - Gdzie alko?!
Wciąż prześladowana przez ptactwo wodne ruszyła na ratunek butelkom, modląc się o to, aby straty alkoholowe nie były znaczne. Musieli naprawdę wyłowić, co się dało w całym tym ogromnym chaosie, który nastał wokół po przejeździe Bananowego Króla.
Alexander Hall Eric Stones Shereen Winfield Jason Choi Gabriela R. Blais Cassandra Wildbird
-
We can keep it simple, no need to overthink it
Just give me one night to show you I'm different
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3-ecio osobowaczas narracji-postaćautor
Erica zaczęło ciekawić, czy nadchodząca noc będzie spokojniejsza, czy znowu NIKT się nie wyśpi. Odbił piłkę w stronę Jasona, którą wcześniej piąstkował Alex.
- W sumie... może dzisiaj przejdę się na ten cały strych. Skoro piwnica została już wyeksplorowana, to kto wie, co skrywa góra tego domku. - odparł, bo jasne, mógł to zrobić wcześniej, tylko ze względu na wczesną porę, sprężynę oraz komara, nie był w stanie myśleć logicznie - gdyby nie te fantastyczne urozmaicenia, poszedłby to sprawdzić chwilę po przebudzeniu przez Sher.
- Escape room w lesie? Brzmi całkiem spoko i tak sobie myślę… jakby nie patrzeć, moglibyśmy zagrać np. w podchody. - niejednokrotnie, gdy rodzice wysyłali go na kolonie letnie albo jechał z klasą na kilkudniową wycieczkę, jedną z atrakcji była właśnie ta zabawa. Do dziś pamiętał emocje towarzyszące tropieniu śladów zostawionych przez drugą drużynę i satysfakcję, gdy w końcu udało się ich odnaleźć. Często zastanawiało go, co by się stało, gdyby ktoś naprawdę się zgubił albo gdyby poszukiwania zakończyły się niepowodzeniem.
- Skoro klamka z drzwi potrafiła wypaść, to nie zdziwiłbym się, gdyby okno postanowiło się samo otworzyć. - odparł, nawiązując do słów Eriki, wzruszając ramionami, aczkolwiek nie pamiętał już, czy faktycznie aż tak mocno wiało.
Pokręcił przecząco głową, bo żadnego ducha tu nie widział i przypomniało mu się, jak raz wszedł do domu sekty, bo miał ochotę na zabawę w urbexy, ale ostatecznie nic go tam nie spotkało - no ale nie podzielił się tym, bo uznał, że może kiedyś o tym opowie.
Widząc pytające spojrzenie swojej dziewczyny, zaraz po tym, jak Gaba zapytała, czy ktoś chciał zajarać, skinął lekko głową, dając jej tym samym zielone światło. Uważał za całkiem urocze, że pytała go o zgodę.
On to w sumie nie zdążył wziąć buszka, bo zaniepokoił go gość na motorówce Ciekawe czego chciał… i dlatego wsadził sobie skręta za ucho i ruszył do wody, będąc gotowym do konfrontacji. Niestety, ale do niczego nie doszło, bo wzburzona fala podtopiła ekipę - zauważył, że Alex pomógł Cass, więc on z automatu podbiegł do Sher.
- Nic Ci nie jest? - spytał, przejeżdżając wzrokiem po dziewczynie, jakby chciał mieć pewność, że wszystko było okej.
- Co za fiut… - rzucił wkurwiony Eric, pokazując królowi NIE złotemu, środkowy palec.
Jemu udało się złapać jedną butelkę, a widząc rzut Jasona, Stones podniósł kciuk w górę.
- Strzał w dziesiątkę, Jason. Oby już się odpierdolił. - powiedział, wracając na kocyk i obserwując, czy Sher szła za nim. Będąc na ręczniku, położył gdzieś obok siebie butelkę z alkoholem. Upewniwszy się, że skręt nie wypadł mu zza ucha, wziął go i zaciągnął się, a następnie wyciągnął dłoń w stronę Shereen (lub kogoś stojącego albo siedzącego obok) i nagle… zauważył, że na dłoni nie miał zegarka. Bez jaj… pomyślał, zaczynając gorączkowo przeczesywać piasek obok swojego ręcznika. Lubił ten zegarek, dlatego miał ogromną nadzieję, że nie wypadł mu w wodzie. Z tego, co pamiętał, nie zdejmował go przed wejściem do wody.
Shereen Alexander Erika Jason Cassandra
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjiczas narracjipostaćautor
bitwa o alkohol i bananowy headshot
Plażowanie miało być spokojne i relaksujące, tak? Mieli odpoczywać i kulturalnie się zjarać, tak? No to nie tym razem (ani za żadnym innym razem, bo ta ekipa nie potrafiła nic zrobić normalnie).
No dobra - zanim wielka fala zmyła ich wszystkich z nóg, w wodzie trwała wymiana życzliwości. Alex kulturalnie śmiał się z Shereen za pozwoleniem Eryczka i negocjował pozycję łóżkową między Cassandrą a Ericą. Cassie wkręciła się w rozkminy o psychopatach i duchach, Erika głośno głosiła, ŻE TO CO NIEŻYWE JEST BARDZIEJ NIEBEZPIECZNE, Eric zaproponował nocną eskapadę na strych i podchody, a Shereen (nie)chcący trafiła Alexa piłką w głowę.
Potem sielankę przerwał ryk silnika i BLA BLA, wiemy, co było dalej, pojawił się Banan-Sranan, fala pochodząca z jego odjazdowego skutera wodnego pochłonęła większą część grupy, a butelki wódki zostały wciągnięte w wodne odmęty. Przyjaciele sprawnie zorganizowali nieoficjalną NARODOWĄ AKCJĘ RATOWANIA ALKOHOLU, w efekcie czego:
- Gabriela rzuciła się do wody, wyzywając typa po hiszpańsku, i wskoczyła Alexowi na plecy - zupełnie przy okazji jej zawieszka zaplątała się w łańcuszek Alexa i zostali sklejeni na wieki wieków AMEN.
- Shereen przytomnie zgarnęła z wody 2 butelki, Eric dopadł 1 flaszkę, a Jason dał nura i OSTATKAMI SIŁ wyłowił kolejne 2.
- (Erika w tym samym czasie toczyła bezwzględną walkę z agresywną mewą, która pomyliła jej palce z frytkami, Cassie nazwała Alexa bohaterem, bo pomógł jej wyjść z wody, a Eric zgubił zegarek).
Okazało się, że Banan zawraca, dlatego Jason postanowił poświęcić jedną flaszkę i rzucić nią PROSTO W CZOŁO skuterzysty. Typ z głośnym pluskiem wpadł do wody, a jego bezpański skuter z warkotem wbił się głęboko w przybrzeżne trzciny.
Banan wyłonił się z wody, ominął całą grupę szerokim łukiem, wylazł na brzeg i wymierzył oskarżycielsko palec gdzieś miedzy Alexem, Gabrielą i Jasonem. - Pojebani jesteście?! Zamordować mnie chcieliście, psychopaci?! Mój stary was dojedzie, wy robole jebani! - zawołał. Nagle odwrócił się w stronę Eriki. Podszedł do niej i stanął nad nią jak… jak jakiś debil. - A ty, z czego się, kurwa, śmieje… - zaczął, ale nie dokończył, bo nogi się pod nim ugięły i padł jak długi na ręcznik należący do Shereen. Zemdlał.
Typ jak upadł, tak leży i nie daje oznak życia, a skuter wciąż warkocze w trzcinie i zaczyna dymić.
- Zróbcie coś z tym facetem. RKO albo pogrzeb na przykład.
- Skuter dalej dymi w krzaczorach. Wyłączamy, kradniemy czy czekamy, aż wybuchnie?
- ALEX i GABRIELA nie biorą udziału w akcji ratowania Banana i jego skutera. Ktoś musi im pomóc się rozplątać.
Rzut kostką: Eric
- 1-50 - znajdujesz zegarek w piasku,
- 51-100 - znajdujesz zegarek w wodzie i nie działa, ups.
Rozpoczynamy IX turę! Czas na posty macie do poniedziałku, 27.07.2026.
xoxo, Isiek
Prowadzący:
Alexander Hall
-
i don't get lucky, i make my own lucknieobecnośćtakwątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
No i Alex stał sobie bokiem, zasłaniając jedną dłonią oczy od rażącego go słońca, przez co nie zauważył lecącej w jego stronę piłki, która trafiła go prosto w głowę. Nawet nie musiał się odwracać, wiecie? Doskonale wiedział, kto stał za tym zamachem. - Sher! Wiem, że to ty! - parsknął, po czym wyciągnął palec wskazujący przed siebie i groźnie pomachał nim w stronę dziewczyny w powietrzu, mimo że na mordzie to się raczej cieszył, a nie się oburzał. Przeniósł wzrok na Cassie, bo coś tam gadała o byciu zmarzluchem. - Tak, a co? - rzucił z łobuzerskim uśmiechem, znowu podrzucając piłkę w powietrzu i posyłając ją w kierunku Jasona. Poza tym, hej - perspektywa spania między Cassandrą a Ericą naprawdę brzmiała zajebiście.
Chwilę później nawiedził ich Banan-Sranan, wszystkich zmiotło z planszy, a Alex pomógł Cassie wstać. Ruda zaczęła mu pięknie dziękować za wyciągnięcie z wody i nazwała nawet swoim BOHATEREM, czaicie? Alex był bohaterem. - Nie ma spraaaa… CO DO CHUJA?! - wrzasnął, a słowo SPRAWY utknęło mu w gardle, bo zanim zdążył jakkolwiek zareagować, na jego plecy rzuciła się Gabriela, przez co oboje stracili równowagę i z powrotem wylądowali w wodzie. Przez sekundę Alex walczył o życie w jeziorze, wymachując rękami i nogami, aż w końcu z głośnym parsknięciem wyłonił się na powierzchnię, z Gabą wciąż uwieszoną na jego plecach i bezceremonialnie go podtapiającą. - Stara, ty jesteś pojebana jakaś - wymamrotał, plując wodą i odwracając głowę w stronę Shereen, która akurat zaczęła krzyczeć coś o spierdalającym alkoholu.
Aha. A więc to brzdąkanie to były spierdalające butelki wódki, które ktoś mądry umieścił w jeziorze dla ochłody, ale nie przewidział pojawienia się Banana-Sranana. - Kurwa, Gaba, dusisz mnie! - wykrztusił Alex, kiedy Blais szarpnęła za swoją biżuterię, a jego srebrny łańcuszek wbił mu się w gardło. No, świetnie. Nie tylko rzuciła się na niego z całym impetem, nie tylko chciała go podtopić, ale teraz jeszcze chciała go udusić. A PODOBNO PRZYJACIÓŁ POZNAWAŁO SIĘ W BIEDZIE. No, ale w jednym miała rację - przynajmniej nie musiał tłumaczyć się Maddie, że został chuj-wie-czym Gabrieli. - Powiem jej, że mnie molestujesz. Nie, ja ci powiem, że mnie molestujesz - wywrócił z oczami, po czym przeciągnął dłonią po udzie Gaby. Najpierw po jednym, potem po drugim. Właśnie tak go molestowała, kurwa jego mać, pregenenene dinozaurus bezmózgus. Jak im idzie? Szept Gabrieli trafił prosto do jego ucha. Alex westchnął i rozejrzał się po grupie. Jason, Eric i Shereen ratowali butelki. Cassie ratowała siebie. Erika walczyła z mewą.
Erika walczyła z mewą? Zwidy miał jakieś?
Zmarszczył jedynie brwi i odwrócił się z powrotem w stronę jeziora, bo znów usłyszał warkot silnika. Jezu, nie wiedział już totalnie, na czym powinien się skupić, więc skupił się na oddychaniu, bo prawdopodobieństwa bycia uduszonym przez Gabrielę wzrastało z minuty na minutę. - Chyba mamy te butelki, ale typ zawraca - skwitował krótko. W tym samym momencie Jason postanowił załatwić sprawę po swojemu. Wziął zamach, z całej siły cisnął uratowaną flaszką w stronę skuterzysty i trafił go prosto w czoło. Ja pitolę. Typ stracił panowanie nad pojazdem, zleciał z maszyny i wpadł do wody jak kłoda, a skuter wbił się w przybrzeżną trzcinę. Alexowi opadła szczena, nie. - O chuuuuj, Jason, ale masz cela - zawołał, po czym zaczął śmiać się pod nosem. Nagle Banan-Sranan wyłonił się z wody i zaczął rzucać w nich przekleństwami, dlatego Alex - czując, że Gabriela kręci mu sie na plecach jak oszalały robal drastycznie zaburzający jego środek ciężkości - postanowił się udzielić. - Ej, weź spierdalaj, dobra… - warknął, po czym dalej podtrzymując dłońmi uda Gaby, w końcu zaczął kierować się w stronę płycizny. - Gabriela, nie duś mnie! Sher, weź nas rozplącz, bo mnie pojebie - rzucił do Sher, bo w sumie to stała najbliżej.
Wylazł na piasek, chcąc od razu podejść do Eriki, która dalej walczyła nie tylko z oszalałą mewą, ale też z typkiem od skutera, który… yyy… już nie stał, ale leżał jak długi na ich ręczniczkach? - Erika? Zemdlał czy co? - spytał z konsternacją. Przypominam, Gabriela dalej siedziała przyczepiona do jego pleców jak żaba. Albo plecak. Ewentualnie garb do wielbłąda. Westchnął i zerknął na skuter, który dalej rzęził w krzaczorach. - Jason, weź zgaś ten skuter, już mnie to wkurwia wszystko - zawołał do kumpla.
No i Alex tak sobie stał na środku plaży, próbując nie wywrócić się z wciąż uczepioną do jego szyi Gabą, no i czekał, aż Sher nadejdzie im z pomocą. Peszek orzeszek.
-
No one does it better than me
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszlypostaćautor
- A jak tam u was, wszyscy żyją? - obejrzał się prędko na resztę. Wcześniej nie miał za bardzo nawet jak zareagować, zbyt zajęty pierwotną próbą ratowania alkoholu. Wyglądało jednak na to, że fala wywołana przez Zjebananowca nikogo nie utopiła. Szybki rachunek głów upewnił Jasona, że wszyscy przeżyli. W lepszym lub gorszym stanie ale przeżyli. Nieco dłuższe i mocno skonfundowane spojrzenie Choia spoczęło na Alexie i Gabrieli, bo to co wyprawiali wyglądało co najmniej zastanawiająco. Uwaga Jasona jednak szybko ponownie skupiła się na villainie ich wypoczynku nad wodą.
Ściskając w ręku drugą butelkę, mężczyzna obserwował poczynania Bananowego idioty. Powinien może zainteresować się i wspomóc Alexa w nierównej walce z skaczącą po jego plecach Gabą, ale chwilowo uznał, że Hall jest duży, Blais była duża, dadzą sobie jakoś radę z tym łańcuszkiem czy co tam im się przytrafiło. Tymczasem Banan mógł chcieć im jeszcze jakoś dojebać, więc Choi powoli sam zaczął się kierować w stronę plaży. W razie wu gotów był wziąć na siebie definitywne przegonienie frajera. Może jak się ponapina i ponapręża muskuły to cwaniaczkowi zejdzie mina. Przecież w wodzie Jasona nie było nawet dobrze widać!
Jak się można było spodziewać, w ich stronę zaraz poleciały wyzwiska i groźby dojechaniem. No teraz to już totalnie został dopełniony imidż bananowego dziecka, tatusiem będzie ich straszyć! Niedoczekanie!
Jason wyszedł z wody mniej więcej wtedy, kiedy facecik nagle upadł jak długi na piach. Na nieszczęście dla nich, nie zarył pyskiem w piach, za to wylądował twarzą na ręczniku Shereen. Jason ostrożnie podszedł bliżej.
- No bez jaj, nie jebnęło go aż tak mocno... - przecież mu nawet skóry nie rozcięło. Nie zmieniało to jednak faktu, że frajer padł jak długi i coś jednak należało z tym fantem zrobić. Może się jednak wody zdążył trochę opić? Albo miał jakąś dziwną chorobę, która dopiero teraz się aktywowała? Choi wolał uniknąć zamknięcia w pierdlu. Wyszłoby na to że utłukł karalucha, a poszedłby siedzieć jak za człowieka...
- Ale się rządzisz Alex! Eric, weź ogarnij tej skuter co. Ja mam lepszy pomysł - kucnął przy nieprzytomnym, sprawdzając jego puls. Kurde, był słaby. I koleś też się jakiś siny robił. A może tylko mu się zdawało? Nie chciał chuja zabić, no dobra, wygląda na to że chyba faktycznie trzeba go będzie jakoś wspomóc. I tak się akurat ponownie szczęśliwie dla banana złożyło, że Jason nawet wiedział jak się przeprowadza RKO. W miejscach takich jak dom pogrzebowy, gdzie często pojawiali się starsi ludzie i gdzie zawsze w grę wchodziły bardzo silne emocje, wszyscy pracownicy musieli być przeszkoleni w zakresie masażu serca.
- Dobra, Cass, Sher, kto tam ma wolną rękę, niech wyciąga telefon! - zawołał, klękając obok nieprzytomnego. - Nagrywać! Wszystko nagrywać! - dodał jeszcze raz. Okej, przy okazji ktoś mógłby też zadzwonić po karetkę. Ale nie byli przecież na plaży sami, ktoś na pewno wpadnie na ten inteligentny pomysł, prawda? Jason nie myślał o tym więcej i przystąpił do działania. Znał wszystkie zasady, znał rytm. Trzydzieści uciśnięć, dwa wdechy. A że przy okazji te wdechy wyglądały jak dość pikantny gejowski pocałunek, to był tylko smaczek...
Absurdalnie zabawnym był fakt, że banan ocknął się dokładnie w momencie, kiedy Jason ze skupieniem i pieczołowitością wtłaczał powietrze w jego płuca - lub jak kto woli, w chwili pocałunku. Frajer wrzasnął, odepchnął Choia z całkiem zaskakującą siłą, tylko po to by... znów zemdleć. Widząc to, Jason aż ryknął śmiechem - ale tak dla pewności sprawdził puls biednego bananka.
- Teraz to zemdlał chyba z szoku - wykrztusił przez łzy rozbawienia. - Będzie żył. Proszę, niech ktoś powie, że to nagraliście.
Alexander Hall Eric Stones Shereen Winfield Cassandra Wildbird Erika Lindberg Gabriela R. Blais
-
Can we pretend that airplanes in the night sky are like shootin' stars?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjinarracja trzecioosobowaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
-W takim razie cię ogrzejemy. Z nami nie zginiesz, Lex - uśmiechnęła się szeroko do Alexa. Nie mogły przecież pozwolić, żeby biedaczek w nocy marzł. Co, jeśli jeszcze zachorowałby na zapalenie płuc? Albo obudził się z zatkanym nosem, ponieważ dopadłby go katar? Mając na uwadze dobro zdrowia chłopaka była skłonna poświęcić się na tyle, by samej nie spać na środku, chociaż leżenie z brzegu groziło wylądowaniem na podłodze. Jak mus to mus!
Musem okazało się również ratowanie siebie przed falą, która przykryła niektórych imprezowiczów. Gdyby opisywał to ktoś stojący z boku, z pewnością doszedłby do wniosku, że rozpętał się prawdziwy Armagedon na miarę tego biblijnego. Czy jakiegoś innego mitologicznego! Ludzie się wili, starając równowagę zachować. Inni ratowali butelki… czyli właśnie tym okazały się te przyjemne dla ucha dzwoneczki, które wcześniej słyszała! Szkoda, że nie mogła wziąć udziału w akcji ratunkowej, zamiast tego plując mało przyjemną w smaku wodą. Gdyby nie Alex, pewnie poszłaby na dno, ogłuszona boleśnie wodą.
Kierując się w stronę brzegu, by zaczerpnąć trochę powietrza i być względnie bezpieczną, dostrzegła lecącą butelkę posłaną przez Jasona. Od kiedy miał tak celne oko? Dyscyplina olimpijska była jego, niech się chłop zgłosi, bo z takim mięśniem i takim celem może wygra coś dla Kanady. Aż się skrzywiła, kiedy nieznajomy chłopak dostał w czoło - to musiało boleć i guz z tego będzie wielki. Zaraz jednak jej uwagę przykuł skuter. Wyglądał tak samotnie, ale za to jak pięknie pośrodku tych wodnych chaszczy. A gdyby wybuchł mieliby pokaz fajerwerków na żywo! Wizja, której nie mogła od siebie odgonić.
-Jak nadaje się do użytku, możemy na nim popływać! Z tym, że jakby trochę się z niego dymi - zauważyła, przechylając lekko głowę, oczarowana kakofonią kolorów mieszających się ze sobą. Wyglądało to niemal tak jak jej kuchnia po ostatniej próbie gotowania - też dymiło się niemiłosiernie.
-Jason, czy ty znalazłeś sobie nowego kochanka? - obróciła głowę w stronę chłopaka, który reanimował sprawcę katastrofy, robiąc mu usta usta. Idealny wstęp do filmu porno, bo niczego w wykonaniu Azjaty inaczej nie można było nazwać. Widząc, że w stronę skutera zmierza Eric, poczuła w sobie wolę walki. Był jej! Nie miała pewności co z nim zrobi, ale hej, tym pomartwi się później. Ponownie znalazła się w wodzie, płynąc do maszyny. Z tym, że coś poszło nie tak. Coś ją autentycznie złapało za nogę, paraliżując (skurcz na przykład)! Czy to te duchy, o których się mówiło? A może psychopata nurek z taniej powieści grozy, posiadający paralizator?! Aż się wodą zachłysnęła. Ile razy w ciągu tego dnia będzie jeszcze łykała to ciulostwo?!
-Halo, topię się! - zawołała, wyobrażając sobie te wszystkie druzgotki, które rzuciły się na jej biedną nogę, tym samym niwecząc jej plany zdobycia skutera! A trzeba było zostać na brzegu, czerpiąc radość z gejowskiego pokazu na żywo, który tak wszystkich zafascynował!
Zaczęła rozpaczliwie rękami machać i kiedy zdawało się, że niebezpieczeństwo minęło, a Cassie mogła dołączyć do ekipy na brzegu, zostawiając ten przeklęty skuter Ericowi, oberwała czymś w głowę. Aż zobaczyła ładne gwiazdy przed oczami, które zachęcająco zapraszały do zabawy. Może powinna się skusić? Widząc podwójnie, obróciła głowę w stronę obiektu, który chciał ją znokautować i dostrzegła leniwie płynący konar, który nawet nie zdawał sobie sprawy, że omal jej nie zabił.
Lex Eri Jas Eric Gabi Sher
-
With or without you
I'm torn between a deeper desirenieobecnośćtakwątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Dobra, ogarnij go. Jakby nie odzyskał przytomności, dzwonimy po karetkę — poinformowała Jasona, podkreślając, że JAKBY CO, to będzie nieopodal. Poza tym, nie tylko ona. Przecież nieopodal był też Eric i Erika, ale przesadne poczucie odpowiedzialności Winfield i przekonanie, że zrobi coś najlepiej sama, było silniejsze od realizmu. Z głośnym westchnięciem odwróciła się od Jasona, zostawiając go z Bananem i zgodnie z prośbą Alexa, podeszła do niego i do Gaby, gdy tak biedni czekali na nią na tym piasku, bo miała być ich zbawieniem. Spojrzała na splątane łańcuszki, przenosząc następnie pytające spojrzenie na Alexa i Gabriele. Nie musiała zadawać wprost tego pytania: jak to się kurwa stało… Ale była pełna podziwu. Nie wspominając o tym, że w tej pozycji mogliby robić za wielbłąda dwugarbnego przewożącego turasów z kebabami do wielkiej europy.
Dawno nie widziała tak splątanej biżuterii. Ostatnim razem chyba podczas przeprowadzki, jak wszystkie możliwe łańcuszki i bransoletki w kuferku wymieszały się ze sobą w taki sposób, że rozplątywała je dobre dwie godziny i próbowała przy tym nie wybuchnąć z irytacji.
— Tylko proszę się nie wypierdolić, bo to skomplikuje sprawę — co nie mogło być takie łatwe, bo przecież Alex mógł w każdej chwili stracić równowagę i upaść prosto na Gabriele. Albo on na piasek, a ona zaryłaby czołem o plaże. Żaden scenariusz nie był dobry. Akcja ratunkowa rozpoczęła się w chwili, gdy Shereen, z całą cierpliwością, sięgnęła do splątanych łańcuszków. Cienkie oczka pozaciskały się w drobne supły, które choć wyglądał niegroźnie, zaciskały się mocniej przy każdym nieostrożnym ruchu. Wsunęła paznokieć między dwa sploty, próbując znaleźć początek węzła. Okej, więc… Ten zaciska się tutaj. Ten splątał się z tym, czyli jak przesunę ten, to powinien puścić pierwszy... — rozkminiała w myślach, szukając sposobu na rozwiązanie problemu. Zgodnie ze swoim rozumowaniem, luzowała każde ogniwko. W końcu supeł ustąpił. Łańcuszki swobodnie opadły na obojczyki właścicieli, jakby nigdy wcześniej nie chciały iść po prostu udusić.
— Jesteście wolni, możecie się bawić. Nie zamierzam tego drugi raz rozplątywać, więc ostrożnie — przestrzegła poważnym tonem, odsuwając się od nich.
Fakt faktem przegapiła moment, w którym Cassie pędziła do skutera. Zorientowała się, że coś jest nie tak, gdy usłyszała halo, topię się!. Jednakże była już na piasku, w trójkącie z Alexem i Gabrielą, więc nie miała jak zareagować. Ani nagrać gejowskiego pokazu Jasona. Do osoby stojącej najbliżej wody, krzyknęła, żeby ta sprawdziła co dzieje się z rudą. Niestety Arielką nie była, więc nie potrafiła oddychać pod wodą i groziło jej utonięcie. Kurwa, ekipa przegrywów — przez myśl jej przeszło krótkie podsumowanie, gdy zdała sobie sprawę z tego, że od poprzedniego dnia cała ta ich wycieczka, przypomina bardziej Obóz Totalnej Porażki, niż faktyczną wycieczkę.
Eric Cassandra Erika Alex Jason Gabriela
-
We can keep it simple, no need to overthink it
Just give me one night to show you I'm different
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3-ecio osobowaczas narracji-postaćautor
- No w sumie… też nie wiem. Zobaczymy. - odpowiedział Alexowi, nie mając pojęcia, czy Sher zechce z nimi zagrać, czy wręcz przeciwnie. Spojrzał najpierw na przyjaciela, a potem na Shercie.
Nagle zaczęło się dziać tyle, że Eric żałował, że nie mieli ze sobą jakiegoś kamerzysty ani nikt nie latał dronem aby uwiecznić całe te zajścia czyli: banana na skuterze, nową przyjaciółkę Eriki - mewę, falę, która prawie wszystkich podtopiła, Gabę na Alexie, których złączył łańcuszek Blais, mistrzowski rzut Jasona (niczym rzut oszczepem), Sher krzycząca na banana, który ostatecznie wylądował na jej ręczniku, Jason odgrywający rolę ratownika i topiąca się Cassie. W pewnym momencie Eric zapomniał o zegarku, bo nie wiedział, gdzie i na kogo powinien się patrzeć. Miał wrażenie, jakby brał udział w jakiejś tragi-komedii…
Najpierw zaczął więc od tego, że planował podejść do typa, by sprawdzić, czy oddycha, lecz odpuścił w momencie, gdy Jason zaczął pierwszą pomoc, a skuter wciąż chodził.
Sher zajęła się parą numer 4 czyli Alexem i Gabrielą, więc jemu pozostała…
Chodząca maszyna, do której zaczął powoli zmierzać, dopóki nie zauważył topiącej się Cassie. Tak więc postanowił olać głośny sprzęt, by pomóc Cass wydostać się na brzeg. Tam poniekąd powinno być BEZPIECZNIEJ, chyba że znajomi banana się zjawią - o ile jakichś miał - albo jakieś inne typy, które będą się zarzekać, że ten fragment plaży należy do NICH. Trzecie, co mogłoby ich zaskoczyć, to atak ptaków - bo skoro jedna mewa zaatakowała Eryczkę, to kto wie, czy zaraz nie przyleci ich więcej… no ale mniejsza. Liczyło się to, by Cass nie nałykała się więcej H2O, bo to się mogło źle skończyć
Wziął ją na ręce niczym Herkules Megarę, gdy wyławiał ją z rzeki Stynks i zaniósł na jej ręcznik.
- Weź Ty już może lepiej nie wchodź dziś do wody, okej? - powiedział dość poważnie, mając nadzieję, że przyjaciółka weźmie sobie jego radę do serca i zostanie gdzie leżała.
Nim rozpoczął drugie podejście do skutera, wykonał szybką obczajkę po ekipie i widząc, że Sher dała radę rozplątać Alexa i Gabę, podniósł kciuka do góry - był z niej naprawdę dumny.
Podczas przeprawy przez wodę, całkowicie niespodziewanie, nie dość, że znalazł zegarek, który szybko założył na nadgarstek - niestety nie działał - to coś tam go chyba dźabnęło To pewnie ryba pomyślał, ale on był dzielny i choć mógł się zatrzymać, to jednak szedł wyprostowany dalej, bo tak Pan Cogito chciał (znaczy wg. niego należało być wiernym, lecz przecież to prawie to samo). Dotarłszy do skutera zajął na nim miejsce i wykonał popisówkę, robiąc 360°... kilka razy, aż mu się w głowie zaczęło kręcić i po wyłączeniu go, wylądował w wodzie.
Czy uda mu się wypłynąć?
Tego dowiemy się w następnym odcinku…
Shereen Winfield
Erika Lindberg
Jason Choi
Alexander Hall
Gabriela R. Blais
Cassandra Wildbird
-
You're a bad idea but I like bad ideas.nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracji-postaćautor
MVP.
Mocarne Vrum Patusy.
Skuter wjebał się w jakieś chaszcze i dymił, wysyłając SOS do okolicznych patusów, że tutaj wydarzyła się rozróba.
Mafia Wiejskiego Ptactwa.
Erika chyba dalej gdzieś tam walczyła z wściekniętą mewą.
Mózg, Vodka, Panika
Jason odpierdalał jakiś masaż serca z całowaniem. Kiepski ten wstęp do porno, ale może przynajmniej to ożywi naszego Frankensteina.
Mistrzowie Wiecznego Przypału
Cass się topi.
Misja: Vibe Pierdolniętych
Kończyły jej się już pomysły, gdy Eric wynosił rudowłosą przyjaciółkę na brzeg. I wygrałby nawet trofeum daddy tego wyjazdu, ale oczywiście odjebał solowy popis i tyle go widzieli, gdy zniknął pod taflą wody. W międzyczasie Sher zdołała ich rozplątać, więc stanęła obok Alexa, opierając dłonie na biodrach, obserwując cały ten shit. W trójkę - Gabi, Sher oraz Alex - wyglądali jak patologiczni rodzice, którzy nie wierzyli, co odjebały ich małe latorośle pod ich nieobecność. A ona, jak przystało na matkę alkoholiczkę, jedynie zastanawiała się: co z wódką?
- Mam nadzieję, że wykupiliście dobre polisy ubezpieczeniowe. – zrobiła kilka kroków w stronę jeziora, żeby ratować Eryczka, ale w sumie… Prędzej oboje poszliby na dno, więc zostawiła tę kwestię silniejszym. Walka z mewą też nie napawała optymizmem, a Erika całkiem dobrze radziła sobie w tym Fame MMA. Jason też miał dobry moment ze swoim bananowy chłopcem, więc przykucnęła przy ręczniku i wzięła do swoich chciwych łapek blanta. Jedyne, co ocalało na drodze destrukcji. Po jednym buchu całe ogarnianie tego syfu chyba będzie przyjemniejsze.
- To co? Po buchu? – zaciągnęła się, rozkoszując się przyrodą, odgłosami walki na śmierć i życie. Piękne. – Powinniśmy częściej wyjeżdżać. Taki spokój… - Eric chyba coś tam w oddali krzyczał. Pomocy? – Musimy zrobić sobie jakieś foty. Może sesja z trupem? Powiesimy je w tamtej piwnicy. – Dalej we trójkę po prostu chillowali, korzystając z chwili wytchnienia. Tylko wszystko, co piękne się kończy, bo odsiecz nadciągała. Szarża patusów z żonobijkami i pseudo złotymi łańcuchami na szyi. A było tak miło.
- Stać! Panowie. Proszę się cofnąć. Nie widzicie, co tu się dzieje? Wasz kumpel, to aż kurwa zemdlał z wrażenia. Ja wiem, że nieczęsto widzi się członków zespołu K-pop, ale nasza gwiazda rozda każdemu autograf. – nawijała dalej, a cała gromada najeźdźców rozglądała się zdezorientowana. – Patrzcie na tę rudą. Ona też prawie wykitowała. A tamta walczy o zdjęcie z mewą. Ja bym grzecznie poczekała. – kolejny dymek wypuszczony spomiędzy warg, gdy z tym głupim uśmiechem obserwowała cały ten chaos. Kto nie nabrałby się na to? W końcu Azjaci wyglądali tak samo, więc Jason i Eric mogli dzisiaj zostać ulubieńcami nastolatek. O ile ten drugi wygra walkę z żywiołem wody.
-
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nad jeziorem panował istny chaos. Chyba żadne z nich nie było w stanie w pełni ogarnąć tego, co się tam właściwie działo. Jeszcze niedawno tak cudownie rozmawiała sobie z Cassie o tym jak cudownie byłoby sobie urządzić nocowanie, które miałoby jakiś horrorowy theme, a także o tym, że mogłyby ogrzać w łóżku śpiącego między nimi Alexa, ale wszystko jak zwykle chuj strzelił.
Banan-sranan oberwał w łeb pięknego headshota butelką wódki, która została rzucona nadzwyczaj celnie (jej było żal tej zawartości, ale można było poświęcić pół litra by zlikwidować wroga), ale w pierwszym odruchu wydawało się, że nie zrobiło to na nim, aż tak wielkiego wrażenia. Przynajmniej do czasu.
Chujek wygrzebał się z wody i zaczął im wszystkim wygrażać. Przez chwilę Lindberg mogła być nawet lekko skulona, gdy ten podszedł zdecydowanie zbyt blisko, chcąc zapewne przypuścić jakiś atak, ale zamiast tego... padł jak długi.
Było to na tyle zaskakujące, że nawet mewa uciekła lekko skonsternowana, a Erika zwyczajnie stała nad jego ciałem i obok ręczniczka Shereen, na który nie ważyła się wejść swoją stopą. Mogła jedynie gapić się na typa, a potem przenieść spojrzenie na Alexa, który przybiegł do niej z Gabrielą uczepioną jego pleców niczym koala eukaliptusa.
- No nie wiem... Padł tak i... No - skwitowała w iście elokwentny sposób, wskazując jeszcze mężczyznę ręką.
Całe szczęście, że w ekipie mieli osoby, które bardziej się nadawały do tego, aby sprawować rolę ratownika oraz ocenić stan ich nieszczęsnego banana. Może i gdyby okoliczności były inne to Lindberg byłaby bardziej ogarnięta, ale jej mózg nie był w stanie przetworzyć wszystkiego, co tutaj się działo. Wielka akcja rozplątywania łańcuszków, dymiący w krzakach skuter i RKO... to było za dużo.
- Ja może jednak lepiej poszukam szpadla, co? Tak na wypadek... Jakby miał się nie wybudzić - zaproponowała i trudno było stwierdzić czy w tym wypadku mówi serio czy może był to zwyczajny żart.
Być może pogrzebanie Banana będzie najlepszą opcją. Zakopią go gdzieś w lesie i zasadzą na nim jagódki albo przykryją ściółką, aby nikt go nie odnalazł. Na tyle głęboko, aby psy go nie wytropiły. Czy ktoś w ogóle wiedział, że miał tu pływać? Jeśli nie to go szukać nie będą, a nawet jeśli to mogą ułożyć sobie jakieś pancerne alibi.
Zdecydowanie ostatnio przeholowała z tymi podcastami true crime. Słuchała tego, a potem przychodziły jej do głowy durne myśli. Trudno jednak było snuć takie myśli, gdy Cassie prawie się topiła i musiała być ratowana przez Stonesa, który zagarnął dla siebie bananowy skuter.
Erika podeszła jeszcze do Wildbird i klepnęła sobie obok niej, kładąc jej dłoń na ramieniu. Ta to zdecydowanie miała pecha do wodnych atrakcji.
- Misiek, posłuchaj... Kupimy ci taki fajny naszyjnik i H2O pomoże ci zostać syreną - powiedziała, bo to był jeden ze sposobów na to, aby jednak dziewczyna się nie utopiła.
Mogłaby pewnie jeszcze przez chwilę pocieszać koleżankę i obiecać jej, że zostanie syreną i to bez sztucznego ogona, ale neurony w jej mózgu aktywowało słowo buch.
Zmaterializowała się niemal od razu u boku Gabrysi, aby wyciągnąć łapkę po zapalonego blanta. Mewa ponownie zaczęła krążyć w pobliżu, bo może też lubiła zioło, ale były teraz sprawy ważne i ważniejsze. Takie jak wspólne wypalenie jointa z Blais w czym zdecydowanie przeszkadzać mogła jej obecność rycerzy z Zakonu Ortalionu.
- Panowie może wezmą kolegę i ten... Będziemy kwita... Odholujemy skuter - zaproponowała, spoglądając na tę przedziwną odsiecz, która musiała przyjść po Banana.
Naprawdę nie marzyło jej się teraz to, aby dostali wpierdol. Pewnie mogłaby ich przy tym oskarżyć o zawłaszczenie kulturowe, bo jak powszechnie wiadomo wpierdol był towarem eksportowym wikingów oraz częścią ich kultury. Zatem to Lindberg jako w połowie Norweżka powinna mieć na niego monopol w tych okolicznościach. Czuła jednak, że taka argumentacja mogłaby nie trafić do łbów szanownych Sebastianów, którzy pewnie na historii niewiele się znali. O ile w ogóle.
Alexander Hall Jason Choi Shereen Winfield Cassandra Wildbird Gabriela R. Blais Eric Stones