Jeśli ktoś miał zostać tutaj kryminalistą, to Arlo. Nie było żadnych wątpliwości, że Blaze wychowywał młodocianego zabójcę. Oby przynajmniej płatnego, żeby mógł się na tym wzbogacić. Przy nim jego siostra była prawdziwą anielicą. Nieważne, że zmasakrowała twarz Teddy, która wyglądała teraz tak, jakby oszpecił ją sam Leatherface. Albo jakby to ona sama była Leatherfacem. Najważniejsze, że dziewczynka pękała z dumy, bo właśnie odpierdoliła ciotkę na - jak to podsumowała April - królową czarodziejek. Oraz ubóstwa. I rozpaczy. Darling przyjmowała na łeb stropy, więc przyjmie też na mordę bohomazy. Nie musiała dziś nigdzie wychodzić z domu. Najwyżej później sama wyszoruję się tym żelem do demakijażu, żeby nie straszyć narzeczonej w łóżku. A jak gryzmoły nie zejdą, to trudno. Zawsze mogła wziąć ją od tyłu.
—
Widzisz, Teddy? Jesteś królową czarodziejek! — Sadie wyrzuciła ręce w powietrze, zachwycona tytułem, jaki wymyśliła druga ciotka. —
Mogłabym cię tak zawsze malować do pracy! — dodała, a Darling miała ogromną ochotę skomentować, że takie tortury powinna fundować swojemu ojcu. Zamiast tego uśmiechnęła się tylko uroczo. Tak uroczo, jak uroczo mogła uśmiechać się szkarada.
Jeśli ktokolwiek był zaniepokojony dziwnymi umiejętnościami Finch, to właśnie strażaczka. Naprawdę przyglądała się jej poczynaniom z lekką trwogą. Wszystko wskazywało na to, że ona również miała zadatki na młodą kryminalistkę. Albo samobójczynię. Swoją drogą beznadziejny sposób, żeby ze sobą skończyć. Istniało przecież o wiele więcej lepszych i skuteczniejszych metod niż rozluźnienie zwieraczy i zesranie się pod siebie. Trochę jednak siara. Chyba, że wyszukiwania April dotyczyły pozbycia się Kiry. To by akurat wiele wyjaśniało. To na pewno z zazdrości, że rodzice najbardziej kochali najmłodszą Finchównę.
Przyklasnęła w dłonie, kiedy narzeczona prawie nazwała Rudego
głupkiem. Dobrze, niech mu przygada! Nikt nie będzie wyzywał ich ośmiornicy, z którą miały przecież same cudne wspomnienia. Mało brakowało, a Darling sama urwałaby czterolatkowi łeb przy samej szyi. Nie no, tak naprawdę to brakowało bardzo dużo. Teddy cechowała się niesamowitą cierpliwością, ale tej ośmiornicy to będzie bronić jak jebana lwica! Trochę niepotrzebnie, bo mięczak już miał wiązane macki. Aha, czyli właśnie tak April traktowała jeden z symboli ich miłości?
—
Zwiąż mocniej, żeby nie uciekła — zażądał Ryży, zupełnie niewzruszony opowieścią, którą raczyła ich ciotka. Takie romantyczne pierdoły były przecież interesujące tylko dla dziewuch.
A opowieść o randce wcale nie różniła się znacząco od tego, jak było w rzeczywistości. Faktycznie były w galerii, oglądały dzieła sztuki, pośród których najlepszym dziełem i tak była April, od której Teddy nie mogła oderwać wzroku. Potem poszły zjeść do Burger Kinga, gdzie żarcie smakowało lepiej niż w niejednej restauracji z trzema gwiazdkami Michelin. A później pojechały do IKEI, żeby wybierać rzeczy do wyimaginowanego domu i sprawdzić, jaka kabina prysznicowa najlepiej sprawdziłaby się do ruchania. Ale tego raczej im nie powiedzą.
—
Jak będę duży to też zrobię sobie tatuaże. O tyle — wystawił obie dłonie, najpierw pokazując sześć palców, a potem siedem. —
Będę mieć je tutaj, tutaj i tutaj — kolejno wskazywał na przedramiona, a na końcu podciągnął koszulkę, klepiąc się po wydętym brzuszku. Jeszcze na dupie powinien sobie zrobić. —
Macie jeszcze jakieś inne? — zapytał, spoglądając najpierw na jedną, a potem na drugą ciotkę.
Teddy zsunęła materiał sukienki z lewego ramienia, pilnując, żeby nie pouciekały jej cycki i odwróciła się plecami, prezentując mu na łopatce mniszka lekarskiego.
—
Ale ładny kwiatek! — pochwaliła ją od razu Sadie. Rudy za to wzruszył ramionami. Pewnie spodziewał się motocykla albo jakiejś czaszki.
Stanęli krok od barierki w oczekiwaniu aż zabawki zawisły. I zawisły. Wszystkie razem, jak jeden mąż. Ekscytacji nie było końca. Arlo zaśmiał się rubasznie niczym prawdziwy szaleniec. Powiedzmy sobie szczerze - Blaze powinien w końcu zainteresować się swoimi dziećmi.
—
I co teraz? — zapytał, gapiąc się jeszcze przez chwilę na bujające się na włóczce maskotki.
—
Teraz trzeba zrobić im pogrzeb — podpowiedziała mu siostra i szturchnęła go łokciem w bok. Co on, głupi jakiś?
—
Spalmy je — orzekł stanowczo Rudy. Nawet kiwnął głową, żeby umocnić wypowiedziane słowa.
Teddy wymieniła z narzeczoną porozumiewawcze spojrzenia. Zabawa w pogrzeb jeszcze wchodziła w grę, ale to masowe palenie i wzniecanie pożaru już niekoniecznie.
—
Może jednak obejdzie się bez płomieni, co? — zaproponowała niepewnie Darling, a piromańskie nasienie spojrzało na nią spode łba, uznając ją właśnie za najnudniejszą ciotkę na świecie.
spalę to ogniem 
