Kiedy usiadła naprzeciwko Sadie od razu pozazdrościła April budowy kapatulty. Teddy też chciałaby budować kapatultę. Zamiast tego przyszło jej bawić się w salon piękności. No dobrze, niech i tak będzie. Wykręcenie się z tego i tak już nie wchodziło w grę. Dziewczynka sięgnęła po lusterko, które wręczyła jej strażaczka i wlepiła wzrok w swoje odbicie. Na początku bardzo trudno było stwierdzić, o czym pomyślała, jak tak się przeglądała, ale sytuacja okazała się bardzo dynamiczna. Uniosła wysoko brwi, ale równie szybko je zmarszczyła, wykrzywiając usta w podkówkę.
— Wyglądam jak straszydło! — jęknęła żałośnie, a podbródek zadrgał jej niebezpiecznie. Teddy spojrzała z przerażeniem na Finch, która wraz z Rudym i Psim Patrolem toczyli bój przeciwko siłom zbrojnym ze zmontowanych pluszaków.
— Wcale nie! — okłamała ją. — Zaraz to naprawimy! Poczekaj, mam tutaj mokre chusteczki — sięgnęła po opakowanie i kilka wacików, które nasączyła płynem micelarnym. — Wytrzemy to i zrobimy ci nowy makijaż — uśmiechnęła się motywująco, próbując pozbyć się szminki z jej policzków. Tylko im dłużej tarła, tym bardziej ją rozmazywała. Teraz Sadie wyglądała tak, jakby ktoś ją pobił. Nieważne! Puder to wszystko zakryje i po krwawych śladach nie będzie ani śladu.
Chyba zadziałało i kryzys można było uznać za zażegnany. Sadie spłakała się tylko trochę, ale zaraz się rozchmurzyła i nadstawiła buźkę do malowania. Darling zaczęła od pudru, od którego dziewczynce zakręciło się w nosie. Kichnęła tak głośno, że pewnie pani Twocock to usłyszała. Dobrze, że jej mordy nie urwało. Wymusiła na Teddy "na zdrowie" i przymknęła powieki w oczekiwaniu na cienie. Różowe, oczywiście. Sama sobie takie wybrała. Jeszcze tylko szminka i voilà! Teraz już wyglądała tak, jakby ktoś pobił ją tylko trochę.
— Widziałyście jak zaktualizowaliśmy miśki? I poduszki? Bęc! Łup! — Arlo poderwał się na równe nogi i zaczął biegać po antresoli. Najwyraźniej masowe morderstwo uruchomiło mu motorek w dupie. — A teraz ich powieśmy! — zatrzymał się przy cioci April i wskazał palcem na przewrócone maskotki. — To są zdrajcy, zasługują na karę — zawyrokował poważnym tonem i z chęcią zemsty w oczach. Teddy nie miała pojęcia, co zrobiły te pluszaki, ale musiały mu nieźle podpaść.
— Teddy, teraz ja cię wezmę — oświadczyła Sadie. Strażaczka spojrzała na nią ze zdezorientowaniem. Te słowa kojarzyły jej się zupełnie z czymś innym. — Wezmę i pomaluję. Przysuń się, bo nie sięgam — dodała i pociągnęła ją za dekolt, prawie odsłaniając cycki. Darling szybko wygładziła materiał, wyłapując rozbawione spojrzenie narzeczonej i posłusznie nachyliła się, żeby sześciolatka mogła zrobić