Madox to akurat swoje rzeczy zostawiał gdzie popadnie, telefon na barze na przykład, a potem chodził i go szukał, a okazywało się, że Laura schowała go pod ladą, żeby nikt mu go nie zakosił. Ufał Laurze, była jego najlepszą barmanką, świetnie się dogadywali i dziewczyna dużo pomagała mu z tą legalną stroną klubu.
A Pati?
Jej wciąż nie mógł rozgryźć, z jednej strony dobrze zaopiekowała się
sekcją VIP, z drugiej wpierdalała mu się do wszystkiego. Finanse, jego brudne interesy, jego sieć kontaktów. Niby można to zgonić na przezorność, ale jednak...
-
Nie wiem, kurwa, Pati wszystko by chciała wiedzieć... I dzisiaj też pytała gdzie jadę, ale powiedziałem jej, że mamy randkę - odłożył już te pinezki i podniósł ciemne spojrzenie na swoją żonę -
myślisz, że wiedziała od Almy? Może powinniśmy jej... - zawiesił się nagle, a źrenice rozszerzyły mu się momentalnie -
kurwa... a jeśli Pati wie coś więcej, a nic nam nie mówi? Może powinienem ją przycisnąć - zastanowił się głośno. Fernandez była zawsze obcykana we wszystkim, czasami Madox miał wrażenie, że wie więcej niż on. Przecież bywały momenty, że on szedł do niej w umizgi, żeby coś wyciągnąć. A o Luciano niby nic nie wiedziała... Może oni po prostu od razu skupili się na sprawie, a zapomnieli o tym, że przecież Pati też mogła mieć w tym swój interes, żeby ich na to naprowadzić. Zwłaszcza, że pojawiała się w jakiś dokumentach dotyczących Luciano.
Dopiero kiedy rozmowa zeszła na temat skarpetek, Noriega wróciła myślami na ziemię, a właściwie to do Pilar, kiedy powiedziała, że jedną taką znalazła w lodówce. Aż uniósł jedną brew, bo jak ona tam trafiła?
Dobra... wiedział jak, bo rano jak je zakładał, to zajrzał do lodówki, a potem wszędzie szukał tej czarnej i finalnie złapał granatową. Rozwiązanie sprawy niepasujących skarpetek poszło im zdecydowanie łatwo.
Gorzej było z tym wyczekaniem, jeśli chodzi o Madoxa, na co nawet zaraz wywrócił oczami.
-
Mnie smakuje najlepiej na już - oczy mu błysnęły zadziornie, bo to też na pewno o nim wiedziała, że on nie był cierpliwy. Owszem uczył się tego z nią, potrafili już te ich gry wstępne przeciągać do bólu, ale przychodził taki moment, w którym nie potrafili się już powstrzymywać i hamować, w którym rzucali się na siebie jak jakaś
para dzikusów. Tak jak dzisiaj, gdy ciszę w mieszkaniu przeciął dźwięk rozrywanego materiału, gdy guziki posypały się po podłodze, a całe pomieszczenie wypełniły już ich przyspieszone oddechy, jęki i westchnienia, kiedy zabierali sobie z płuc resztki powietrza w kolejnych agresywnych pocałunkach. Najpierw na ścianie, potem przy jakiejś szafce, z której znowu pozrzucali wszystko na ziemię, a w końcu w łazience.
To miała być szybka akcja, jak każda dzisiaj, która się teatralnie wypierdoliła. Seks, który miał rozładować napięcie, sprawić, że te wszystkie emocje poukładają się w odpowiednich szufladkach w jego mózgu, kiedy będą się pieprzyć i jedyne o czym będzie umiał myśleć, to jej gorące ciało, które zadrży pod nim w spazmach rozkoszy. Potrzebował tego, dlatego zaraz zaciskał palce na jej majtkach, ściągał je z niej w jakimś amoku i dopiero, kiedy rzucił nimi przed siebie, a z jej pełnych ust padło to
loco, to czarne oczy odszukały najpierw jej przenikliwe spojrzenie, a później przeniosły się za jej plecy na szybę prysznicową -
rzut za trzy punkty - stwierdził, przyciągając ją do siebie mocniej, tak, że szalejące w piersi serce obijało się o to jej, że czuli na sobie swoje oddechy, które łapały już jeden, wspólny rytm -
ćwiczyłem... - zaczepił ją jeszcze odnośnie tego stanika, który dzisiaj tak sprawnie odpiął. A potem zaczepił jej wargi w kolejnym pocałunku, krótkim,
dzikim, pozostawiając na jej dolnej wardze przyjemne pulsowanie, po tym jak ją ugryzł. Odchylił do tyłu głowę, kiedy smukłymi palcami szarpała w dół jego spodnie, a pocałunkami schodziła po szyi na tors, po tych wszystkich tatuażach, które znała na pamięć. Na plecach zbierał mu się kurewsko intensywny dreszcz, czuł go już na łopatkach, które spięły się mocniej. Nie kontrolował tego gdzie poleciał jej biustonosz i dopiero to.
Kwik.
Które za jego plecami wydała z siebie zabawka Sombry, sprawiło, że oczy w sekundzie znowu mu się zmieniły. Zniknęło z nich całe pożądanie, które ustąpiło miejsca czemuś innemu. Obejrzał się przez ramię, jakby liczył, że jego pies tam będzie. Ale go nie było... Już nigdy go tutaj nie będzie. Jego szczekania, kiedy dopraszał się o parówkę, i warczenia, gdy siłowali się z zabawką.
Bo Madox zabrał go dzisiaj ze sobą na ostatni spacer, na śmierć.
Odsunął się od Pilar, ręką zahaczając o jej kolano. Niby patrzył jej w oczy, kiedy dotknęła jego policzka, ale wcale jej nie słuchał, bo znowu wróciło do niego to...
Co ty zrobiłeś Madox?
Co on kurwa zrobił...
-
Co? - dopiero po chwili do niej wrócił, z jakiejś kurwa dalekiej podróży, gdzie jeszcze mieszała się chęć zemsty za ukochanego psa, ból po jego stracie i ta pierdolona bezsilność, to jebane poczucie winy, które teraz przeszło mu dreszczem przez plecy, w chuj bardziej intensywnie niż to co czuł wcześniej -
zostaw, sam to zrobię - niby dał się jej pociągnąć pod prysznic, gdzieś po drodze zostawiając nawet swoje spodnie, niby zimna woda, która skontrastowała z ich rozgrzanymi ciałami przyniosła odrobinę ulgi, ale jednak Madox cofnął się pod deszczownicę i łapał dystans. W jednej chwili to, że chciał mieć ją blisko, pieprzyć się z nią na zapomnienie, zmieniło się w... -
ja muszę tylko... - ucieczkę. Znowu. Chciał wyjść stąd i biec, przed siebie, ile sił w nogach, aż wszystkie mięśnie nie zapłoną żywym ogniem, aż płuca nie zaczną palić, żeby tylko nie myśleć już o...
-
Co? - wypalił znowu na jej kolejne słowa. Chłodna woda spływała już po jego ciele, po głowie, tworząc koło odpływu
mozaikę brudu, błota, krwi, smaru. Ohydny obraz tuż pod ich stopami. I chociaż Noriega w pierwszej chwili chciał jeszcze stąd wyjść, to zaraz opadł wytatuowanymi plecami na chłodne kafelki, kiedy dotarły do niego jej słowa. Nawet jeden kącik jego ust uniósł się do góry, minimalnie -
nie zrobisz takich. Babka siedziała nad nimi kilka godzin, to była taka wiesz... profesjonalistka, miała ten cały smar, czy tam żel i afro... miała afro, a twoje kudły - sięgnął do niej ręką, a wytatuowane palce zebrały z jej ramienia i szyi mokre, czarne włosy, odgarniając je do tyłu -
chociaż są piękne, to brakuje im do afro - pokręcił głową, a potem sam sięgnął do swoich warkoczyków i przesunął po nich palcami. Były mocno zaplecione, dobrze ściągnięte, może się nie rozpierdolą, chociaż dzisiaj były też całe upierdolone, należało im się porządne szorowanie -
po prostu musisz być delikatna - zaczepił ją i wcale nie delikatnie, zacisnął palce na jej nadgarstku, po czym szarpnął ją do siebie, tak, że na niego wpadła, zaparła się na jego mokrej klacie...
Szkoda tylko, że jego wzrok zaraz znowu uciekł na zabawkę Sombry przy drzwiach.
Co ty zrobiłeś Madox?
-
Nie kurwa, nie mogę - wyrwał się spod tego prysznica odsuwając od siebie swoją żonę, a zaraz ociekając wodą przeszedł przez łazienkę zostawiając na kafelkach mokre ślady. Złapał za tego gołębia i otworzył drzwi z hukiem. I dalej do salonu, gdzie leżała lina do przeciągania Sombry, gąska Panchito, z którą spał, albo nosił po domu. Prosto do jego posłania. Stanął nad nim, a zaraz przeszedł do kuchni pozostawiając po sobie mokre ślady. Zaczął otwierać wszystkie szafki po kolei, a kiedy Pilar do niego dołączyła, to zawiesił na niej czarne spojrzenie. Wcale nie pełne pożądania, mimo, że stali w tej kuchni nago, ociekający wodą.
-
Gdzie są takie duże, czarne worki? Wkładałem je tu kiedyś - zajrzał pod zlew, ale zaraz pierdolnął drzwiczkami i wyciągnął się do szafki na samej górze, gdzie trzymał też smaczki dla Sombry, które posypały mu się na łeb i rozsypały na podłodze.
-
Kurwa... - opuścił ręce zrezygnowany, po środku kuchni, gdzie pootwierał wszystkie szafki, gdzie na podłodze leżały rozsypane psie kosteczki o smaku bekonu, które poleciła mu ich sąsiadka z mopsem. Ten mopsik pewnie smacznie teraz sobie spał przy swojej właścicielce, a Sombra… on już nigdy nie będzie.
¿Qué has hecho, Madox?