30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Potrzebowali wielu rzeczy, nie tylko szorowania.
Zaczynając od świętego spokoju, poprzez sposób na Lunę, aż po znalezienie Luciano i matki Pilar. Ale może faktycznie należało to wszystko rozpocząć od prysznica, by spłukać z siebie cały dzisiejszy dzień. Nie był łatwy. Ledwo co wrócili się pięknej podróży w Rio, jako małżeństwo, a tu nie tylko wzięli udział w przekazaniu pieniędzy, Pilar musiała obserwować jak miłość jej życia rani biednego dzieciaka nożem, prawie zginął, a na koniec jeszcze musieli pożegnać ich wspólnego przyjaciela w przychodzi weterynaryjnej. Wszystko tego dnia było nie tak, a jednak na koniec oni i tak odnaleźli komfort we własnych ramionach. W pocałunku, który rozładowywał to wszystko, który zabierał oddech i podrywał serce, uginając kolana. Nikt nie całował jak on. Nikt nie przyjmował tej całej agresji, którą miała w sobie z tak wielką otwartością. A do tego jeszcze ją odwzajemniał. Był jej drugą połówką, z góry wpisaną tuż obok jej imienia, żeby się odnaleźli. Pierdolone połączenie dusz zapisane w gwiazdach. Połączenie, które ledwo potrafiło się od siebie oderwać. A jednak po chwili udało im się wsiąść do auta.
Droga minęła sprawnie. Dopiero na samym końcu Pilar w końcu wyrzuciła z siebie cały żal jaki miała względem sprawy Luciano. Strach dyktowany tym, co mogło mu się dzisiaj stać sprawił, że na moment naprawdę chciała sobie odpuścić sprawę Luciano. Pomóc mu zostać w ukryciu, żeby ludzie Luny go nie dostali. Wiedziała przecież, że od razu by go odstrzelili. Lu musiał wiedzieć coś naprawdę mocnego, skoro tak wysoko postawiona mafia fatygowała się, żeby go znaleźć.
Pilar uniosła spojrzenie na Noriegę, gdy się z nią nie zgodził. Miał rację — nie mogli teraz odpuścić. Nie po tym, jak daleko zaszli. W dodatku nie szukając go, żeby go nie zabili, nastawiali Luciano na to, że w końcu mogą znaleźć go bezpośrednio ludzie Luny i dopiero miałby gwarantowaną śmierć. Tak źle i tak niedobrze, ale w pierwszej wersji mogli chociaż coś z tego mieć, może zadziałać zanim to się rozniesie.
Jak ty chcesz się nie rzucać w oczy, jak oni śledzą każdy nasz krok? — spojrzała na niego z niedowierzaniem. Dobrze wiedziała, jakie sposoby miała policja, żeby kogoś śledzić i znać jego najdrobniejsze posunięcia. Biorąc pod uwagę, że półświatek nie miał regulaminu i ograniczeń, do których musiał się stosować, można było sobie wyobrazić, że oni nie cofnęliby się przed niczym. — Nawet nie wiesz, czy gdzieś w mieszkaniu nie ma podsłuchu. Czy nie założyli swoich lokalizatorów na nasze samochody. Nic kurwa nie wiesz, bo skupiliśmy się na wszystkim dookoła, a na nich nie zwróciliśmy uwagi my, bo przecież on już nie był w tym wszystkim sam. Teraz ona brała jego problemy na własne barki i dzieliła ten ciężar na pół. Na tym polegało małżeństwo. To że on zjebał… to było nie ważne, bo konsekwencje ponosili oboje. I teraz wspólnie musieli się zastanowić jak to wszystko obejść. — Będziemy musieli robić puste przebiegi — wtrąciła po chwili, zabierając się za parkowanie tuż przed blokiem. Nie patrzyła na Madoxa, ale czuła na sobie jego spojrzenie, gdy kręciła kierownicą. — No wiesz, obrać jakiś fałszywy trop, pozwolić im myśleć, że nic nie mamy, a w tym samym czasie na boku iść tym właściwym — może nie była to najprostsza zagrywka do zorganizowania, ale zdecydowanie najbardziej skuteczna. Taka, która nie podważała ich działania, bo przecież ciągle sprawdzali poszlaki, ale tym samym nie dawała ludziom, którzy obserwowali cennych informacji. Madox umiał grać, ona miała analityczny umysł — razem faktycznie byli w stanie to dobrze rozegrać. Potrzebowali tylko planu.
I on chyba też o tym myślał we własnym zakresie, bo kiedy tylko wysiedli, ciągnął ją do góry do mieszkania, a potem sięgał po korkową tablice ze zdjęciem Diego, na której mogli wszystko rozpisać. Pilar stała z boku i przyglądała się temu wszystkiemu. Z jednej strony sytuacja była poważna, należało do tego podejść wyjątkowo rzetelnie, a jednak… kącik jest ust drgnął ku górze, widząc jak przypina tam pierwszą fotografię.
Kto by pomyślał, że z ciebie taki… detektyw? — podeszła bliżej, nie kryjąc rozbawienia, po czym trąciła go biodrem, zadzierając w górę głowę. Zatracając się na moment w pięknym, czekoladowym spojrzeniu, które w sekundę podrywało jej walące w piersi serce. Zarzuciła mu ręce na szyję i przyciągnęła bliżej. — Me gustas tal como eres podobasz mi się taki, mruknęła, na kilka chwil zabierając ich do krainy beztroski, zrzucając te ciężkie, mosiężne wory z problemami i zamiast tego układając tam własne dłonie, które przesunęły paznokciami po jego potylicy. — …tan organizado taki zorganizowany. Bo to naprawdę nie był codzienny widok. Miała do czynienia z człowiekiem, który na codzień wszędzie siał chaos. Wiecznie szył wszystko na bieżąco, lubił przypadki, lubił zdawać się na los. A tutaj? Tutaj wyciągał t a b l i c e korkową rodem z komisariatu, na której mogli zapisywać informacje i łączyć kropki. Planować.
Oficial... Panie władzo…. Wzniosła się na palcach, nachylając nad jego twarzą. Nie powinna sobie robić teraz żartów, ale kurwa jak inaczej odreagować ten komisczny stres, w jakim żyli. Jak inaczej przetrawić fakt, że mogła go dzisiaj stracić. Że teraz nie stałaby tu w salonie i nie patrzyła w te pełne życia oczy; nie dotykała jego skóry, nie czuła bliskości. Kurwa. A przecież nawet jak było źle oni potrafili celebrować drobne chwile. A ta jego zabawa w policjanta i detektywa… No była taką rozczulającą, drobną chwilą, która wywołała uśmiech na jej twarzy. — ¿Qué sigue? ¿Esposas?Co następne? Kajdanki? Patrzyła na niego wyzywająco, nie umiejąc ukryć rozbawienia. Jej ciepły oddech muskał jego skórę, a płytki oddech sprawiał, że klatka piersiowa również zaczepiała go rytmicznie. — A tak na serio uważam, że to bardzo dobry pomysł — dodała w końcu, żeby nie myślał, że tylko sobie z niego żartowała. Rozpisanie całego planu, w ogóle przeanalizowanie go było świetnym sposobem na uporządkowanie myśli. Na zrobienie kroku w tył i spojrzenie na wszystko w kupie. Wtedy o wiele łatwie było wyłapać niedociągnięcia, ale też zobaczyć, jak wszystko łączyło się w całość, będąc na swoim miejscu.
Na swoim miejscu okazała się być również jego dłoń, która przesunęła się po rozgrzanym udzie, zahaczając materiał poszarpanej doszczętnie sukienki. Zdeycdowanie musieli się umyć. Jebali na całe mieszkanie, a smród, który się za nimi ciągnął, pewnie nawet został w sporej ilości na klatce. Była to mieszanka bagna, krwi, potu i smaru, wszystko otulone obrzydliwie ciężkim dniem, który w końcu mogli z siebie spłukać.
Możesz zrobić z tą sukienką co tylko chcesz, nawet porwać na strzępy — prychnęła, przyglądając mu się uważnie. — I tak wyląduje w koszu — do niczego innego się nie nadawała. Dół miała w strzępach, nie wspominają o plamach krwi, które będą nie do sprania, szczególnie takie zaschnięte. Złapała jeden z odstających przy szwie kawałków i wsadziła go między palce wolnej ręki Madoxa. Sama zacisnęła swoje na kawałku dalej, a potem patrząc mu w oczy, szarpnęła mocno. Powietrze od razu przeciął dźwięk rwanego materiału. Rwali go równo. Razem. Na pół. Tą pierdoloną sukienkę wraz z pojebanym dniem. Mogli się na niej wyżyć. Zedrzeć nieprzyjemne wspomnienia. Niby taka zwykłe czynność, a jednak trzeba przyznać, że była wyjątkowo wyzwalająca. Aż Pilar…
Kurwa — przeklnęła sobie pod nosem, szarpiąc jeszcze raz i jeszcze. Oddech miała ciężki. A po chwili wcisnęła palce pomiędzy guziki jego koszulki. Te też była do wyjebania biorąc poziom jej upierdolenia. A nawet gdyby nie była, Pani Noriega już była w takim amoku, że i tak by ją chyba porwała. Tak jak w tamtej chwili kiedy rozciągnęła jego materiał, a guziki posypały się po podłodze. Posłała Noriedze intensywne spojrzenie.
Powinniśmy to spalić — rzuciła, ciskając jego koszulką na ziemie. Może potem, bo teraz już szarpała go za pasek od spodni w stronę łazenki. Byli sami, więc nie musieli się przejmować bałaganem, jaki robili. Tuż przed drzwiami odwróciła się w jego stronę i przytrzymała go na moment, by tym razem zabrać się za pasek i rozporek. Bo przecież nie będzie wchodził pod prysznic w ubraniach.

Me gustas tal como eres
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
To było dobre pytanie... Jak nie rzucać się w oczy, kiedy cały czas byli pod obserwacją. Madox wiedział, że to nie są proste rzeczy, ale on osiem lat był obserwowany z dwóch stron, bo przecież na oku miała go policja i półświatek, i jakoś dawał sobie radę. Odchylił głowę do tyłu opierając ją o zagłówek.
- Dobra... - zaczął i zawiesił na niej ciemne spojrzenie - myślę, że dzisiaj zarwiemy nockę, ale to ogarniemy - kiedy spojrzała na niego pytająco, to się do niej wyrwał, tak, że gałka od zmiany biegów wbił mu się gdzieś w bok, ale za bardzo się tym nie przejął, bo on już sięgał do jej policzka, żeby musnąć go palcami - sprawdzimy telefony, samochody i mieszkanie... Mam nadzieję, że coś znajdziemy, akurat Jaguar jest jeszcze u mechanika, poproszę chłopaków z klubu do odstawią też BMW, bo tam je zostawiłem - w końcu przyjechał tu służbowym SUVem - mieszkanie no to wiesz, proste, gorzej z telefonami, ale zadzwonię do takiej koleżanki... - głośno myślał, a zaraz opadł plecami na oparcie fotela - i jak coś nam się trafi, to pierdolnę tym na stół na spotkaniu z Luną i mu powiem, że wejdę z nim w układ, ale z tym ma wypierdalać - nie był to może najlepszy plan, bo już wiedzieli jaki jest Luna, dlatego Madox zaraz dodał - jeśli uda mi się załatwić spotkanie w klubie, na bezpiecznym gruncie - żeby się nie martwiła, że znowu mu odjebie i pojedzie do lasu - będziemy wiedzieć, czy nas obserwują, czy też podsłuchują - czyli to już jakieś plusy. Będą wiedzieć na czym stoją, jeśli coś znajdą, to może nawet coś na tym ugrają, jeśli nie, to przynajmniej dowiedzą się, że Luna stawia na stare, dobre metody i puścił za nimi tylko ogon.
Na kolejne słowa swojej żony pokiwał głową, nie odrywał od niej ciemnych oczu, kiedy ustawiała odpowiednio samochód, równiutko w liniach, nie to co on na odpierdol.
- W tym akurat jestem dobry, Eliota tak robię, on myśli, że nic nie mam, a ja mam, albo mu wciskam, że mam coś grubego, a potem ściemniam, że akcja spalona - tylko, ze Eliot w porównaniu do Luny to miał wyjebane na Madoxa, póki ten dostarczał mu informacji. No ale Noriega i tak zakładał, że dadzą sobie radę. Razem właśnie, kiedy ona trochę ostudzi jego zapędy, a on wprowadzi do jej planu odrobinę chaosu.
To mogło się udać.
Musiało.
Ale musieli to odpowiednio rozegrać, rozplanować. Dlatego on zaraz stawiał przed nią tablicę i przypinał do niej kolorowe pinezki.
- No tak... Pewnie nawet Eliot tego nie podejrzewa, on myśli, że ja sobie tylko siedzę w podziemiach Emptiness, ćpam koks i patrzę na dupy kręcące się na rurze, a te wszystkie informacje spadają na mnie przez przypadek - wywrócił oczami i spojrzał na nią z ukosa, ale na jego twarzy już majaczył delikatny uśmiech. A kiedy trąciła go biodrem to odłożył paczkę z pinezkami, a zaraz jego ciemne spojrzenie odszukało to jej, intensywne i błyszczące. A kiedy zarzuciła mu na szyję ręce, to te jego wylądowały na jej biodrach, przyciągnął ją do siebie, i już uśmiechnął się delikatnie - si hubiera sabido que te gustaba que fuera organizada, habría ordenado esos calcetines - jakbym wiedział, że lubisz mnie zorganizowanego, to zacząłbym segregować skarpetki, zaczepił ją. Ale prawda jest taka, że on zazwyczaj nie miał planu, zrywał się w jednej chwili i działał, i najczęściej coś tam udawało mu się ugrać, ale kiedyś, na początku jeszcze, kiedy działał bardziej w zgodzie z przepisami, to robił sobie tablicę śledczą na chacie. A skarpetki... no tych to jednak nigdy nie segregował, tylko wrzucał wszystkie do szuflady i rano szukał takich, które do siebie pasowały, a czasem to nie do końca, jak dzisiaj na przykład, gdzie jedna była czarna, a jedna granatowa.
Mruknął, kiedy Pilar przesunęła paznokciami między jego nowiutkimi warkoczykami. A zaraz szarpnął się do niej bliżej, pochylając, tak, że kiedy stanęła na palcach, to już zaglądali sobie w oczy z bardzo bliska, już ich oddechy znowu mieszały się w jeden - me prometiste unas esposas... y un uniforme - ty obiecałaś mi kajdanki... i mundurek, ostatnie słowo ułożył na jej pełnych, gorących wargach. A place zaciskał już na jej pośladkach, przyciskając ją do siebie tak, że mogła czuć jak klamra jego paska wbija się w jej ciało. Chciał zamknąć jej usta w pocałunku, ale na kolejne słowa odchylił się do tyłu - kajdanki i mundurek? - zaczepił ją jeszcze, ale wiedział o co jej chodziło. I nawet się uśmiechnął, kiedy przyznała, że to dobry pomysł z tą tablicą.
On też tak uważał. Zwłaszcza, że teraz to śledztwo, które prowadzili było wielopoziomowe i potrzebowali na pewno jakiejś burzy mózgów, żeby to odpowiednio posegregować, co wiedzieli, gdzie powinni teraz skierować swoje kolejne kroki.
Madox swoje dłonie skierował na jej uda, które już zaczepiał podwijając wyżej poszarpaną sukienkę. I jak przez moment patrzył na korkową tablicę, to na propozycję Pilar, zaraz znowu wbił w nią spojrzenie, a oczy mu zabłyszczały.
- Wolałbym tą czerwoną, ale... - przesunął spojrzenie na jej dekolt i najpierw to tam zacisnął palce na materiale przyciągając ją do siebie bliżej, tak, że jej pierś oparła się na jego klacie. Złapał w płuca więcej powietrza, a kiedy pokierowała go niżej na jakąś falbanę, którą chwycił w palce, a potem sama ją szarpnęła tak, że materiał rozpruł się z trzaskiem. Już się wcale nie hamował. Szarpnął rąbek sukienki rozpruwając ją, a potem ten szef na jej piersi, nitki trzasnęły, a strzępy posypały się na podłogę. Rzeczywiście szybko porwali tą kieckę doszczętnie. Nie nadawała się do niczego, a zaraz jego koszula również. Chociaż kiedy guziki posypały się po podłodze, a Pilar zsuwała materiał w dół z jego ramion. To Madox wyrwał się do niej.
- Miałaś ją zdejmować i składać w kosteczkę - mruknął, a zaraz wpił się w jej usta - chociaż... pierdolić koszulę - dodał między pocałunkami i w pierwszej chwili przyparł ją do ściany koło drzwi łazienki. A kiedy się odezwała, to na moment się odsunął, nawet nie spojrzał na te ciuchy - później... - mogli je spalić, ale nie w tym momencie, kiedy... oni już cali znowu płonęli nakręcając się na siebie. I Pilar podzielała jego zdanie, bo zaraz szarpała go do łazienki zaciskając palce na jego pasku. A kiedy stanęła w drzwiach i zajęła się ciężką klamrą, to wepchnął ją do środka. Zaraz znowu zamykał jej usta w kolejnych pocałunkach, więc już musiała go rozpinać po omacku, ale tyle jego pasków już rozbrajała, że wiedział, że sobie poradzi. Zresztą zaraz metal strzelił o płytki, a jej smukłe palce wylądowały na guzikach jego jeansów. Noriega zacisnął te swoje wytatuowane, na pośladkach swojej żony, a już po chwili sadzał ją na pralce, której chłód skontrastował z jej rozgrzanymi pośladkami. Nie przerywał pocałunków, w których smakowali swoje usta, gryźli się i przekazywali sobie te wszystkie emocje, które dzisiaj znowu sięgnęły pierdolonego zenitu. Ich ruchy były chaotyczne i dzikie, nieposkromione, tak jak lubili. Jego wytatuowane palce przesunęły się po jej skórze na brzuchu i zaczepiły o koronkę jej majtek, zsunął je z jej pośladków, a potem wyszarpnął spod jej tyłka i walnął... na prysznic, zawisły ładnie na szybie, jakby chciał to pewnie by tam nie trafił...
Przesunął palcami po jej plecach sięgając do zapięcia stanika, który już sobie sprawnie odpiął jedną ręką. I niech ktoś powie, że on się nic nie uczył!
Uczył się, zapinania pasów i rozpinania stanika jedną ręką, a nie rwania kolejnego kompletu... Zawsze coś.

Se suponía que debías conseguir las esposas y el uniforme 👮‍♀️⛓️
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, nagość
Faktycznie powinni sprawdzić wszystkie możliwe sprzęty pod względem podsłuchu.
Niby pilnowali swoich rzeczy, niby mieli je zawsze na oku, ale jednak nigdy nie wiadomo. Szczególnie jeśli w grę wchodzili ludzie pokroju Luny. Pilar nie znała dokładnie jego kartoteki — szczególnie, że w tej oficjalnej nie było praktycznie nic — ale mogła sobie wyobrazić, że od większości brudnej roboty miał odpowiednich ludzi. Osobowości, które potrafiły montować takie rzeczy nawet w najbardziej ekstremalnych warunkach, a przecież chociażby samochody stawiali zawsze wolno na parkingu przed klubem. Nie trudno było się do nich dostać.
Skinęła głową na jego propozycję, że zagada do koleżanki, która zajmowała się takimi rzeczami jeśli chodziło o telefony, a samochody karze sprawdzić chłopakom. Dom chyba musieli ogarnąć sami, jednak Pilar zapisała sobie w głowie, żeby może zawędzić z komendy specjalny sprzęt dzięki któremu wszystko pójdzie im o wiele sprawniej. Kurwa, do czego to doszło. Tylko teraz zostawało pytanie, czy to oni mieli taką paranoje i to sobie wmawiali, jak z ciąża, czy może coś faktycznie było na rzeczy. Bo w końcu skąd wiedziliby o przekazaniu pieniędzy? Byli za bardzo przygotowani, żeby po prostu śledzić ich spod domu. Czekali tam na nich. Wiedzieli, że się pojawią. Skądś musieli mieć te informacje. Pilar przez głowę przeszłą jeszcze taka jedna myśl…
A Pati? — wtrąciła jeszcze kiedy Madox przepinał pineski. — Mogła wiedzieć od Almy o tym całym przekazaniu. Jesteś pewien, że można jej ufać? — musiała go o to zapytać. Patricia pierwsze wrażenie zrobiła dobre. Nawet klub odkąd się pojawiła funkcjonował o wiele sprawniej, ale przecież nie można było wykluczyć tego, że i ona nie była z nimi najbardziej szczera. Szczególnie po tym, jak bardzo przejechali się — a szczególnie Madox — na Maddie. Musieli być maksymalnie ostrożni, a najlepiej to rozmawiać tylko i wyłącznie między sobą.
I wszystko inne też robić między sobą, tak jak teraz, kiedy ona zaczepiała go biodrem i podśmiewała się z jego zupełnie nowego, bardziej zorganizowanego oblicza. Lubiła go chaotycznego. Uwielbiała za to, że w jednej chwili potrafił się do nie wyrwać i przycisnąć ją do ściany, jakby nic innego na świecie się nie liczyło albo to, że potrafił podejmować decyzje w ułamku sekundy i od razu działać. Było jednak coś rozczulającego w tym, że tym razem chciał to wszystko rozbić na czynniki pierwsze, zastanowić się na spokojnie, zaplanować. Znaczyło to również, że nawet Madox brał to na poważnie, bo bał się konsekwencji. Po dzisiaj wiedzieli, że Luna nie cofnie się przed niczym, żeby dostać to, czego chciał. Całe szczęscie oni również.
Skarpetki akurat możesz rozpierdalać — mruknęła z uśmiechem. — Lubie je znajdować w najbardziej niespodziewanych miejscach. Ostatnio jedną czarną upatrzyłam w lodówce — do teraz Pilar nie miała pojęcia, jak ona się tam znalazła, ale znając ich możliwości — a szczególnie te praktykowane podczas miłosnych uniesień — to nawet nie było takie dziwne. Skarpetka w lodówce, co to niby komuś przeszkadza? Nic! Ale zaraz okazało się, że jemu przeszkadzał fakt, że dalej nie dostał od Pilar mundurku i kajdanek. Uśmiechnęła się na tą uwagę.
A przepraszam ty nie wiesz, że w y c z e k a n e smakuje najlepiej? — wyrzuciła z siebie te włosa prosto przy jego twarzy, muskając z każdym ruchem warg te jego. Delikatnie, zaczepnie. Oni coś o tym już wiedzieli, kiedy doprowadzali się do czystego szaleństwa swoimi niektórymi grami wstępnymi. Pieprzeni masochiści. Lubili się nad soba znęcać. Lubili też rwać ciuchy. Co zreszta pięknie prezentowali, szarpiąc za materiał kwiecistej sukienki, która kiedyś należała do Almy. Cóż, po chwili nie było z niej już nic. Jedynie martwe strzępki, z których można było co najwyżej zrobić szmatę do podłogi. Może nawet do tego jej użyją, ale potem, bo Pilar ledwo złapała w płuca więcej powietrza, a on już całował jej usta mocno i zachłannie. Nawet nie kalkulowała, kiedy rwała jego koszulkę, kiedy guziki rozsypały się po podłodze, a materiał zsunął z jego umięśnionych ramion, po których zaraz przejechała palcami. Uwielbiała tą teksturę. Mogłaby przysiąc, ze znała już na pamięć każdy jego mięsień, wiedziała, w których momentach byłī wypukłości, a gdzie wgłębienia i które z nich najbardziej drżały, gdy wbijała w nie paznokcie. Przerwała pocałunek tylko na moment, kiedy wytknął jej składanie koszulki w kostkę, ale to tylko po to, żeby posłać mu wymowne spojrzenie i…
Następnym razem — tyle była w stanie z siebie wydusić, nim znowu nie odnalazła jego ust, nim jej plecy nie zderzyły się z chłodną ścianą. Mruknęła prosto w jego usta, wypychając biodra do przodu. A przecież mieli iść się tylko umyć…
Tylko jak oni mieli tylko się myć, kiedy siedziało w nich tak wiele skrajnych emocji? Buzowali od napięcia i to wcale nie były tylko te pozytywne odczucia. Potrzebowali zrzucic z siebie ciśnienie. Chociaż w pierwszej kolejności ona zrzuciła z niego pasek. Odpięła go na oślep, cofając się do wnętrza łazienki, ale nie miała z tym żadnego problemu. Szarpnęła dłonią, wyciągając ją ze szlufek, a zaraz dzwięk metalu odbijającego się od kafelek wybrzmiał w pomieszczeniu. Potem już tylko prosta ścieżka po jego spodniach do guzika i rozporka, z którymi rozprawiła się równie sprawnie. Nie zdążyła jedynie ich z niego ściągnąć, bo Noriega już posadził ją na pralce. Była zimna. Lodowata wręcz, szczególnie kiedy skntrastowała z rozgrzanymi udami Pilar. Czuła, jak zaciskał palce na jej majtkach, dlatego od razu, jak na zawołanie, przeniosła ciężar ciała na jeden pośladek, a zaraz na drugi, pomagając mu pozbyć się tej ostatniej bariery przyzwoitości.
Loco — tylko tyle rzuciła na ten jego rzut. Czerwona bielizna idealnie zawisła na szybie od prysznica. Pewnie jakby sto razy spróbował, to by tak dobrze nie trafił, a nogi Pilar już plątały się za jego pośladkami, przyciągając go mocniej do siebie. Chciała czuć go na całej długości ciała. Skóra przy skórze. I te chaotycznie unoszące się klatki piersiowe… one też musiały uderzać w siebie z każdym oddechem. — Kiedy nauczyłeś się go tak dobrze odpinać? — zaśmiała się tuż przy jego uchu, czując, jak chyba pierwszy raz bez problemu rozprawił się z jej biustonoszem. Wcześniej wszystkie rwał, bo nie mógł się już doczekać, potem próbował je odbezpieczać, ale tylko się wkurwiał, a teraz proszę… dobry uczeń. Chociaż z tym celem poszło już trochę gorzej, bo kiedy ona szarpała w dół jego spodnie, ustami całując jego klatkę piersiową i przygryzając, przyprawiając go o dreszcze, on cisnął biustonoszem za siebie, a ten spadł… dokładnie na jedną z zabawek Sombry. Na pieprzonego gołębia, który zapiszczał cicho, jakby ledwo zipał.
I może nie powinni na to zwrócić uwagi, może powinni po prostu zająć się sobą, ale… no kurwa jak? Jak mogli pieprzyć się w łazience kilka godzin po tym, jak pożegnali się z członkiem rodziny? Z mieszkańcem tego przybytku. Wiernym towarzyszem Noriegi. Nie wiedziała, co on miał teraz w głowie, ale jej momentalnie zrobiło się źle. Znowu za nim zatęskniła. Pewnie gdyby tu z nimi był, już skomlałby w salonie i dopraszał się spaceru, albo właśnie siedział cicho, zajadając się skolimkami, żeby im nie przeszkadzać. Teraz było kompletnie pusto. Jedynie ten pierdolony gołąb zabawka i ich urwane oddechy. Pilar odsunęła się nieznacznie, jeszcze przesuwając dłonią po jego ciele. Bardziej czule niż chaotycznie, a następnie podniosła na niego spojrzenie. Na te piękne, ciemne, czarne już prawie oczy i uśmiechnęła się, gładząc jego policzek.
Czym my cię umyjemy, co? — prychnęła, próbując jakoś zmienić temat. A twarz miał naprawdę całą w smarach, błocie i krwi. Chyba najgorsze możliwe połączenie. Nie wspominając o… — A to? — przesunęła palcami po warkoczykach. — Jak sprać z tego krew, żeby ci ich nie zniszczyć? — zastanowiła się na głos. Już i tak kilka włosków stało mu na boki, które się uwolniły, a co dopiero, kiedy trzeba to będzie wyszorować. Łatwiej byłoby z już dredami. No nic, trzeba było jakoś spróbować. Wyrwała się do niego jeszcze na moment. Jeszcze raz musnęła jego usta, a potem zsunęła się z pralki i zaciągnęła go pod prysznic, odkręcając kurewsko zimną wodę na ostudzenie. — Najwyżej zrobie ci nowe — dodała, zaciskając usta w wąską linię. No kurwa mogła spróbować, sobie umiała, ale czy jemu umiałaby zrobić to tak dobrze? Cóż, na to trzeba by chyba kostkami rzucać.

:pilar2:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, nagość
Madox to akurat swoje rzeczy zostawiał gdzie popadnie, telefon na barze na przykład, a potem chodził i go szukał, a okazywało się, że Laura schowała go pod ladą, żeby nikt mu go nie zakosił. Ufał Laurze, była jego najlepszą barmanką, świetnie się dogadywali i dziewczyna dużo pomagała mu z tą legalną stroną klubu.
A Pati?
Jej wciąż nie mógł rozgryźć, z jednej strony dobrze zaopiekowała się sekcją VIP, z drugiej wpierdalała mu się do wszystkiego. Finanse, jego brudne interesy, jego sieć kontaktów. Niby można to zgonić na przezorność, ale jednak...
- Nie wiem, kurwa, Pati wszystko by chciała wiedzieć... I dzisiaj też pytała gdzie jadę, ale powiedziałem jej, że mamy randkę - odłożył już te pinezki i podniósł ciemne spojrzenie na swoją żonę - myślisz, że wiedziała od Almy? Może powinniśmy jej... - zawiesił się nagle, a źrenice rozszerzyły mu się momentalnie - kurwa... a jeśli Pati wie coś więcej, a nic nam nie mówi? Może powinienem ją przycisnąć - zastanowił się głośno. Fernandez była zawsze obcykana we wszystkim, czasami Madox miał wrażenie, że wie więcej niż on. Przecież bywały momenty, że on szedł do niej w umizgi, żeby coś wyciągnąć. A o Luciano niby nic nie wiedziała... Może oni po prostu od razu skupili się na sprawie, a zapomnieli o tym, że przecież Pati też mogła mieć w tym swój interes, żeby ich na to naprowadzić. Zwłaszcza, że pojawiała się w jakiś dokumentach dotyczących Luciano.
Dopiero kiedy rozmowa zeszła na temat skarpetek, Noriega wróciła myślami na ziemię, a właściwie to do Pilar, kiedy powiedziała, że jedną taką znalazła w lodówce. Aż uniósł jedną brew, bo jak ona tam trafiła?
Dobra... wiedział jak, bo rano jak je zakładał, to zajrzał do lodówki, a potem wszędzie szukał tej czarnej i finalnie złapał granatową. Rozwiązanie sprawy niepasujących skarpetek poszło im zdecydowanie łatwo.
Gorzej było z tym wyczekaniem, jeśli chodzi o Madoxa, na co nawet zaraz wywrócił oczami.
- Mnie smakuje najlepiej na już - oczy mu błysnęły zadziornie, bo to też na pewno o nim wiedziała, że on nie był cierpliwy. Owszem uczył się tego z nią, potrafili już te ich gry wstępne przeciągać do bólu, ale przychodził taki moment, w którym nie potrafili się już powstrzymywać i hamować, w którym rzucali się na siebie jak jakaś para dzikusów. Tak jak dzisiaj, gdy ciszę w mieszkaniu przeciął dźwięk rozrywanego materiału, gdy guziki posypały się po podłodze, a całe pomieszczenie wypełniły już ich przyspieszone oddechy, jęki i westchnienia, kiedy zabierali sobie z płuc resztki powietrza w kolejnych agresywnych pocałunkach. Najpierw na ścianie, potem przy jakiejś szafce, z której znowu pozrzucali wszystko na ziemię, a w końcu w łazience.
To miała być szybka akcja, jak każda dzisiaj, która się teatralnie wypierdoliła. Seks, który miał rozładować napięcie, sprawić, że te wszystkie emocje poukładają się w odpowiednich szufladkach w jego mózgu, kiedy będą się pieprzyć i jedyne o czym będzie umiał myśleć, to jej gorące ciało, które zadrży pod nim w spazmach rozkoszy. Potrzebował tego, dlatego zaraz zaciskał palce na jej majtkach, ściągał je z niej w jakimś amoku i dopiero, kiedy rzucił nimi przed siebie, a z jej pełnych ust padło to loco, to czarne oczy odszukały najpierw jej przenikliwe spojrzenie, a później przeniosły się za jej plecy na szybę prysznicową - rzut za trzy punkty - stwierdził, przyciągając ją do siebie mocniej, tak, że szalejące w piersi serce obijało się o to jej, że czuli na sobie swoje oddechy, które łapały już jeden, wspólny rytm - ćwiczyłem... - zaczepił ją jeszcze odnośnie tego stanika, który dzisiaj tak sprawnie odpiął. A potem zaczepił jej wargi w kolejnym pocałunku, krótkim, dzikim, pozostawiając na jej dolnej wardze przyjemne pulsowanie, po tym jak ją ugryzł. Odchylił do tyłu głowę, kiedy smukłymi palcami szarpała w dół jego spodnie, a pocałunkami schodziła po szyi na tors, po tych wszystkich tatuażach, które znała na pamięć. Na plecach zbierał mu się kurewsko intensywny dreszcz, czuł go już na łopatkach, które spięły się mocniej. Nie kontrolował tego gdzie poleciał jej biustonosz i dopiero to.
Kwik.
Które za jego plecami wydała z siebie zabawka Sombry, sprawiło, że oczy w sekundzie znowu mu się zmieniły. Zniknęło z nich całe pożądanie, które ustąpiło miejsca czemuś innemu. Obejrzał się przez ramię, jakby liczył, że jego pies tam będzie. Ale go nie było... Już nigdy go tutaj nie będzie. Jego szczekania, kiedy dopraszał się o parówkę, i warczenia, gdy siłowali się z zabawką.
Bo Madox zabrał go dzisiaj ze sobą na ostatni spacer, na śmierć.
Odsunął się od Pilar, ręką zahaczając o jej kolano. Niby patrzył jej w oczy, kiedy dotknęła jego policzka, ale wcale jej nie słuchał, bo znowu wróciło do niego to...
Co ty zrobiłeś Madox?
Co on kurwa zrobił...
- Co? - dopiero po chwili do niej wrócił, z jakiejś kurwa dalekiej podróży, gdzie jeszcze mieszała się chęć zemsty za ukochanego psa, ból po jego stracie i ta pierdolona bezsilność, to jebane poczucie winy, które teraz przeszło mu dreszczem przez plecy, w chuj bardziej intensywnie niż to co czuł wcześniej - zostaw, sam to zrobię - niby dał się jej pociągnąć pod prysznic, gdzieś po drodze zostawiając nawet swoje spodnie, niby zimna woda, która skontrastowała z ich rozgrzanymi ciałami przyniosła odrobinę ulgi, ale jednak Madox cofnął się pod deszczownicę i łapał dystans. W jednej chwili to, że chciał mieć ją blisko, pieprzyć się z nią na zapomnienie, zmieniło się w... - ja muszę tylko... - ucieczkę. Znowu. Chciał wyjść stąd i biec, przed siebie, ile sił w nogach, aż wszystkie mięśnie nie zapłoną żywym ogniem, aż płuca nie zaczną palić, żeby tylko nie myśleć już o...
- Co? - wypalił znowu na jej kolejne słowa. Chłodna woda spływała już po jego ciele, po głowie, tworząc koło odpływu mozaikę brudu, błota, krwi, smaru. Ohydny obraz tuż pod ich stopami. I chociaż Noriega w pierwszej chwili chciał jeszcze stąd wyjść, to zaraz opadł wytatuowanymi plecami na chłodne kafelki, kiedy dotarły do niego jej słowa. Nawet jeden kącik jego ust uniósł się do góry, minimalnie - nie zrobisz takich. Babka siedziała nad nimi kilka godzin, to była taka wiesz... profesjonalistka, miała ten cały smar, czy tam żel i afro... miała afro, a twoje kudły - sięgnął do niej ręką, a wytatuowane palce zebrały z jej ramienia i szyi mokre, czarne włosy, odgarniając je do tyłu - chociaż są piękne, to brakuje im do afro - pokręcił głową, a potem sam sięgnął do swoich warkoczyków i przesunął po nich palcami. Były mocno zaplecione, dobrze ściągnięte, może się nie rozpierdolą, chociaż dzisiaj były też całe upierdolone, należało im się porządne szorowanie - po prostu musisz być delikatna - zaczepił ją i wcale nie delikatnie, zacisnął palce na jej nadgarstku, po czym szarpnął ją do siebie, tak, że na niego wpadła, zaparła się na jego mokrej klacie...
Szkoda tylko, że jego wzrok zaraz znowu uciekł na zabawkę Sombry przy drzwiach.
Co ty zrobiłeś Madox?
- Nie kurwa, nie mogę - wyrwał się spod tego prysznica odsuwając od siebie swoją żonę, a zaraz ociekając wodą przeszedł przez łazienkę zostawiając na kafelkach mokre ślady. Złapał za tego gołębia i otworzył drzwi z hukiem. I dalej do salonu, gdzie leżała lina do przeciągania Sombry, gąska Panchito, z którą spał, albo nosił po domu. Prosto do jego posłania. Stanął nad nim, a zaraz przeszedł do kuchni pozostawiając po sobie mokre ślady. Zaczął otwierać wszystkie szafki po kolei, a kiedy Pilar do niego dołączyła, to zawiesił na niej czarne spojrzenie. Wcale nie pełne pożądania, mimo, że stali w tej kuchni nago, ociekający wodą.
- Gdzie są takie duże, czarne worki? Wkładałem je tu kiedyś - zajrzał pod zlew, ale zaraz pierdolnął drzwiczkami i wyciągnął się do szafki na samej górze, gdzie trzymał też smaczki dla Sombry, które posypały mu się na łeb i rozsypały na podłodze.
- Kurwa... - opuścił ręce zrezygnowany, po środku kuchni, gdzie pootwierał wszystkie szafki, gdzie na podłodze leżały rozsypane psie kosteczki o smaku bekonu, które poleciła mu ich sąsiadka z mopsem. Ten mopsik pewnie smacznie teraz sobie spał przy swojej właścicielce, a Sombra… on już nigdy nie będzie.

¿Qué has hecho, Madox?
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
A mogło być tak pięknie…
Gdyby ktoś zdecydował się zapłacić im za każdym razem, kiedy miało być pięknie, ale coś pieprzyło się po drodze, oboje byliby już milionerami. Łapali ulotne chwile, wyciskali je do cna, ale nawet to niekiedy im się nie udawało. Czasami rzeczy potrafiły się posypać w ułamku sekundy. Jak w tamtej chwili, kiedy ich urywane oddechy przeplatały się z jękami, a dłonie chaotycznie błądziły po ciałach, podczas gdy usta całowały się zachłannie. Chcieli rozładować napięcie, które budowało się cały dzień, dać upustom emocjom, przede wszystkim tym złym, które złamały dziś ich serca, wyżyć się, rozluźnić. Tylko wtedy dźwięk zabawki o którą uderzył stanik, momentalnie przywołał ich do porządku. Przypomniał, że kiedy oni zabawiali się na pralce, Sombry nie było już z nimi. 
Powinni go opłakiwać, tęsknić za nim, a oni zamiast tego zajęli się pierdolonymi gangusami, snuciem planu zemsty i w tym wszystkim w pewnym momencie na nowo zatracili się w sobie do reszty. Całe szczęście gumowy gołąb wszystko spierdolił, od razu przypominając im o stanie, w jakim powinni być. Pilar momentalnie posmutniała. Odczuwała brak dobermana nawet teraz, kiedy jej pośladki wbijały się w pralkę, a już na pewno po chwili, kiedy sunęła po zmartwionej twarzy swoję męża, próbując jakoś zmienić tor jego myśli. Sprawić, że skupi się na warkoczykach i zmyciu z siebie smaru, a mniej będzie myślał o tym, że Sombra już nie wróci. Bo może jeszcze dzisiaj mogli łudzić się, że jeszcze wróci? Że tylko był na nocowance u chociażby Rosy i Ricziego. 
Nie mogli.
Nie kiedy Madox patrzył na nią z a ł a m a n y m spojrzeniem. Widziała w nich ból. Prawdziwy ból, który mieszał się z poczuciem winy i irytacją. Walczył ze sobą, starał się być silny, ale ile mógł, biorąc pod uwagę, że on tego psa autentycznie całym sobą kochał? Opiekował się nim każdego dnia, brał go na ważniejsze akcje, chodził z nim na suki, kiedy musiał sobie poukładać wszystko w głowie. Tego nie dało się zignorować tak po prostu z dnia na dzień. A oni musieli. Bo jutro czekały ich nowe wyzwania, nowy gnój, w który pewnie się wpakują.
Zaciągnęła go pod prysznic i od razu sięgnęła do uchwytu, by oblać ich zimną wodą. Tylko w takiej się myli, ale co się dziwić, biorąc pod uwagę ich ogniste temparamenty. Chociaż ognia, który jeszcze przed chwilą dzielili, nie było pod prysznicem za grosz. Każde z nich było zamknięte w swojej głowie. A jednak Pilar starała się jakoś do niego dotrzeć. Przebić przez tą ścianę zmartwień. Nie było to łatwe, bo uciekł jej spod deszczownicy pod same kafelki. Nienawidziła, kiedy to robił. Kiedy się od niej odsuwał. Ale przecież nie mogła go winić, nie dzisiaj. Mogła tylko być.
Czekała więc, aż po chwili do niej wróci. Aż nie rzuci kolejnym głupim tekstem, z którego na moment będą mogli się pośmiać. Oczywiście, że to zrobił. Zaczął nawet opowiadać o babce, która robiła mu warkoczyki, o tym jaki żel miała i afro, a potem bezczelnie naskoczył na jej kudły.
A co jest nie tak z moimi? — spojrzała na niego spod byka. — Czasami jak idę się napieradalać na salkę, to robie sobie takie warkoczyki — uniosła rękę w górę, pokazując mu, że szły one od samej głowy. Może i nie była fryzjerką, ale kiedy się postarała, naprawdę umiała się uczesać, to co za problem byłoby to samo zrobić z nim? Dobierany warkoczyk, pf, i po chuj jakieś żele? Złapała natomiast żel po prysznic, nałożyła trochę na rękę i przysunęła się do niego bliżej, muskając delikatnie jego ramiona, gdy mówił, że musi być delikatna. — Zawsze jestem — odpowiedziała z uśmiechem i nawet puściła mu oczko, bo akurat oboje wiedzieli, że nie była. Pokazała to nawet kilka minut temu, kiedy doszczętnie rozjebała jego koszulę w drobny mak, a guziki dalej walały się po podłodze. Po prostu chciała, żeby się uśmiechnął. I nawet na chwile to zrobił, a potem zacisnął palce na jej nadgarstku i przyciągnął do siebie tak, że wpadła nagą, mokrą piersią prosto na jego klatkę piersiową. — Ale też umiem… — nawet nie dokończyła, widząc, jak jego wzrok przenosi się z jej twarzy, gdzie do tyłu, pod samą ścianę, gdzie leżał ten pożal-się-Boże gołąb. — Madox… — tylko tyle zdążyła powiedzieć. Nawet chciała zasłonić mu ten widok, ale on już wyskoczył spod prysznica i rzucił się na tą nic nie winną zabawkę po psie, który nigdy się już nią nie pobawi i ulotnił się z łazienki.
Znowu krzyknęła jego imię. Nawet nie zakręciła wody, która lała się z deszczownicy — po prostu wyleciała za nim pozostawiając równie mokre plamy pod nogami, jak nie jeszcze większe, bo z jej włosów lał się cały strumień wody. Serce biło jej mocno. Krajało się na kawałki, widząc, jak biega po salonie i zbiera wszystkie przynależności do Sombry.
Madox, przestań — próbowała jakoś do niego dotrzeć, ale on nie zwracał na nią uwagi. Ładował je pod pachę w jakimś chorym amoku, który tylko przyśpieszał jej oddech. Podeszła bliżej, chcąc spróbować go szarpnąć do siebie, ale on uciekł jej w ostatniej chwili, bo akurat schylał się po Panchito. Przeszła za nim do kuchni, a tam wcale nie było lepiej. Widziała jak otwiera wszystkie szafki po kolei, szukając w niej worków.
Powinny być pod zlewem… — zaczęła, ale nawet nie była w stanie skończyć, bo wtedy on znowu szarpnął jakieś smaczki, które rozjebały się w drobny mak, a całe jedzenie posypało po podłodze. Psie przysmaki były wszędzie. Mieszały się z wodą i ich przyśpieszonymi oddechami. — Madox kurwa! — krzyknęła próbując przywołać go do porządku, żeby chociaż na nią spojrzał, cokolwiek, żeby wyrwać go z tej dziwnej fiksacji, żeby jak najszybciej pozbyć się Sombry ze swojego życia. To nie tak powinno wyglądać.
A jednak kiedy stanął pośrodku tego bałaganu i opuścił ręce…
To jej złamało się serce.
Ten widok dosłownie przyprawiał o ciarki. W życiu nie widziała go takiego zrezygnowanego, takiego rozdartego przez skrajne emocje. Widziała, jak jego ręką wciąż zaciskała palce na Panchito i drgała nerwowo. Nie mogła już na to patrzeć. Momentalnie od niego doskoczyła. Wyrosła tuż przed nim, wymuszając na nim, żeby na nią spojrzał.
Daj — poprosiła szeptem, wysuwając mu kaczkę z dłoni i odłożyła ją na moment, by następnie obie ręce ułożyć na nim — jedną na ramieniu, a drugą na policzku, który pogłaskała delikatnie. — Chodź tu do mnie — i znowu go prosiła, spokojnie jak chyba nigdy, chociaż całą ją nosiło. Wrzała w środku, a jednak dla niego zachowała ten kurwa nadmiernie stoicki spokój i przyciągnęła go do siebie. Zamknęła go mocno w swoich ramionach, jakby to on był od niej mniejszy i drobniejszy. Szczelnie. Tak, że musiał to poczuć, aż oboje nie osunęli się na podłogę. Otoczeni licznymi smaczkami i zabawkami po psie, którego już nigdy nie zobaczą. Po przyjacielu, który odszedł wykonując chyba najpiękniejszy, możliwy gest. Który poświęcił się, żeby Madox mógł żyć.
Ostrożnie znowu pogładziła jego polik, a potem skierowała jego twarz ku sobie.
To, że wyrzucisz te wszystkie rzeczy niczego nie zmieni — zaczęła, nawet na moment nie spuszczając z niego spojrzenia. — Wiem, że boli, ale daj temu czas — gładziła go z wyjątkową czułością, o której istnieniu nawet nie wiedziała. Trochę jak matka z dzieckiem, która próbowała nadać jego małe, popękane serduszko. — Pozbieram je i zakopiemy je razem z nim na tym ogródku, który kiedyś będziemy mieć — miała nadzieje, że jej pozwoli. Ludzi często chowało się z cennymi dla niego rzeczami, to czemu mieli tego nie zrobić i z psem. — Zagryzłby ci gacie i nasrał w kapcie, jakby się dowiedział, że chcesz wypierdolić Panchito — rzuciła na pocieszenie, malując na ustach lekki uśmiech, ale kurwa, taka była prawda. Sombra kochał tą kaczkę. Wiecznie z nią łaził, spał z nią i nawet czasami sam przynosił pod pralkę, jak już była doszczętnie upierodlona, żeby mu ją umyć. Gdyby tylko widział, jak Madox ładuje ją do czarnego, smutnego wora, chyba sam by się na niego obraził. Albo wrócił z zaświatów tylko po to, żeby go kurwa rozszarpać i znowu odejść. Pilar by na pewno tak zrobiła.

:pocieszacz:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Powinni się już chyba do tego przyzwyczaić, że kiedy coś zaczynało się im układać, to inne rzeczy teatralnie się spierdalały. Albo kiedy pojawiało się światełku w tunelu, to zaraz okazywało się, że to tylko taka podpucha.
Tak jak te pocałunki, w których chcieli się zatracić, a które potem doprowadziły ich do łazienki, ile razy doberman drapał w drzwi, kiedy je przed nim zamykali. A dzisiaj cisza...
I tylko ten gołąb, który zapiszczał, a potem dźwięk odbijającej się od płytek wody. Szkoda tylko, że nawet ta chłodna woda nie mogła zmyć z Madoxa tych wszystkich myśli, które nagle wykiełkowały w jego głowie, tego powracającego.
Co ty zrobiłeś Madox?
I chociaż wiedział, że gdyby nie Sombra, to przecież mógł być on. To teraz... Pilar opłakiwałaby jego, to i tak się obwiniał i żałował tej decyzji. Po co wziął ze sobą psa...
Mógł iść sam.
Patrzył na swoją żonę, a plecy z każdym głębszym oddechem obijały mu się o kafelki. Obiecał jej, że będą nad tym pracować razem, ale co jeśli... Jeśli on tak jak Sombrę, to ją zaprowadzi na pewną śmierć. Chujowe to były myśli. Najczarniejsze jakie tylko się dało, ale w tym momencie to jakby wszystko straciło kolor. Same czarne scenariusze i czarne myśli.
I dopiero, kiedy Pani Noriega zaczęła nawijać o tych warkoczykach, o tym, że mogła mu takie zrobić, to wrócił do niej myślami. Na chwilę. Zatracając się w jej pięknych, czekoladowych oczach.
- Są zajebiste, zwłaszcza kiedy wchodzą mi w oczy i usta, albo wszędzie się kleją - pokazał jej czubek języka zaczepiając ją. Mógł sobie tak gadać, ale przecież to lubił, kiedy jej włosy lepiły się do ich rozgrzanych ciał. Lubił ściągać je z jej twarzy, plątać w nie palce. Lubił trzymać je jej nad karkiem, albo za nie szarpać, ale warkoczyków, tych chyba by nie polubił - jak się ze mną napierdalałaś to ich nie miałaś... Musze cię kiedyś jeszcze zabrać na salę, żebyśmy dali sobie po... - chciał użyć tego słowa mordach, ale o ile on z chłopakami mogli się obijać, po mordach, no to przecież ślicznej buźki swojej żony nie nazwałby mordą - żebym mógł ci dać wygrać - znowu ją zaczepił - i wtedy obowiązkowo warkocze, za które będę mógł ciągnąć - nawet się do niej przysunął, a kiedy namydliła go żelem, to powiódł spojrzeniem za jej dłońmi. Chociaż na jej kolejne słowa wywrócił ślepiami - jak kwiatuszek... - rzucił odnośnie tej jej delikatności. Nie była wcale i on też nie, zwłaszcza kiedy tak znowu ją do siebie szarpał. Kiedy zaglądał w jej piękne, ciemne oczy. Te jego przesunęły się po jej sylwetce w dół, na kształtne piersi, a potem...
Potem na tego gołębia przy ścianie. I pewnie w każdych innych warunkach on by się zaraz zainteresował tym jej ale też umiem, i zaraz dopytywałby co umiała, bo ciekawość wzięłaby górę, ale nie dzisiaj. Dzisiaj już odpływał znowu myślami, nawet to jak jej pełne, gorące usta ułożyły się w jego imię, go do niej nie ściągnęło.
A zaraz on po prostu wypadł spod prysznica i zbierał zabawki Sombry. Wszystkie, które porozwalane były po domu. Liny, piłki i pluszaki. Zawsze rozszarpywał te pluszaki, ale Panchito nie. Jego nosił ze sobą po domu.
Nawet nie obejrzał się na Pilar, kiedy kazała mu przestać.
Musiał to zrobić, pozbierać jego rzeczy, co do jednej pierdolonej zabawki, która będzie mu przypominała psa. Wszystko. A potem do tego czarnego worka...
A worek...
Tylko nigdzie nie było tego pierdolonego worka, a pootwierał już wszystkie szafki, dlatego zaraz pytał o to swoją żonę.
Pod zlewem...
Pod jebanym zlewem, ale on już sięgnął na górę, już rozsypał po podłodze psie przysmaki. Czarne spojrzenie opadło na nie, na ten bałagan, który narobił.
Co on znowu zrobił?
A potem to Madox kurwa. Zabawki posypały mu się z rąk i został tylko Panchito. Zacisnął mocniej palce na pluszowej kaczce, już sam nie wiedział czy chce ją wyrzucić, czy chce ją...
Chciałby, żeby Sombra wrócił. Żeby nagle przyszła Gaba i powiedziała mu, że wzięła go tylko do weterynarza, albo Rich, że byli na długim spacerze. Ale wiedział, że to się nie stanie.
Dopiero kiedy Pilar do niego doskoczyła, to podniósł na nią spojrzenie - poczekaj... - jeszcze spuścił spojrzenie na kaczkę, kiedy wyciągała mu ją z ręki, ale zaraz podniósł wzrok na jej piękne, duże oczy, a kiedy powiedziała to chodź tu do mnie, to znowu się w nią wtulił. Jak to dziecko, chowając twarz w jej szyi. Czuł jak otoczyła go ramionami, jak go ścisnęła, a on pociągnął ją na podłogę, twarz wtulił w jej pierś, szorstki policzek układając gdzieś na jej sercu, i dopiero kiedy poderwała jego głowę do góry, to odszukał jej spojrzenie. Jego oczy wciąż były ciemne i cały czas smutne. Wszystko, co przed chwilą tam igrało, każda zaczepna iskra zniknęła.
- Może zmieni - nie był tego pewny, bo czy można tak wypierdolić z życia kogoś, kto rozgościł się w nim na osiem lat. Kto był przy nim w najgorszych momentach jego życia? Kiedy było kurewsko źle i kiedy Madox w Toronto był zupełnie sam. Bolało, gdzieś tam głęboko, kurewsko go bolała ta strata. Szarpnął się Pilar, tak, że jej dłoń spadła z jego policzka, ale zaraz wyrwał się do niej i tym razem to on obejmował ją ramionami, wtulił się w jej brzuch, a głowę ułożył na udach już prawie leżąc na tej podłodze, ale kiedy sięgnęła palcami do jego karku, do potylicy, to chociaż odrobinę odganiała od niego te złe myśli. Nikt nie potrafił tego tak, jak ona.
- Później - mruknął w jej nogę, kiedy zaproponowała, że pozbiera rzeczy Sombry, a potem zakopią je z nim na ogródku, w ich domu. Na pewno doberman byłby zachwycony, kiedy codziennie mógłby biegać po podwórku, aż Madox znowu wtulił się w Pilar wypuszczając ciężko powietrze z płuc. Chociaż drgnął pod jej dotykiem, po jej kolejnych słowach, przekręcił się tak, że oparł głowę na jej udach i wyciągnął się na podłodze, spojrzał na nią z dołu - raz chciałem, bo go porwał, ale rzeczywiście był wtedy smutny i musiałem mu go zszyć, a ja nienawidzę szycia - dodał, żeby wiedziała, jak się poświęcił. Chciał nawet skleić pluszaka taśmą, ale bał się, że Sombra ją zje, więc wtedy chyba pierwszy i jedyny raz w życiu coś szył, a doberman obserwował go z przejęciem, a kiedy dostał z powrotem swoją zabawkę, to nie mógł się nacieszyć. Madox nawet sięgnął po kaczkę, żeby pokazać Pilar krzywy szew, który biegł przez jej brzuch - o tu - przesunął po nim palcami. Było to zszyte nierówno, naokrętkę, ale mocno. Trzymało się i kaczka była cała. Od tamtej pory Sombra też już obchodził się z nią delikatniej, jakby rozumiał, że w innym wypadku wyląduje w koszu. Madox znowu przekręcił się na bok wtulając szorstki policzek w podbrzusze swojej żony, opierając głowę na jej udach - Pilar... - zaczął, ale tym razem na nią nie patrzył - boję się, że to się znowu stanie... - jakimiś zagadkami do niej mówił, ale Pilar nie była głupia, była kurwa detektywem, więc pewnie wiedziała o co mu chodzi. O nią znowu, i o to, że bał się, że ona przy nim skończy jak Sombra. Madox nigdy nie był z nikim na tyle blisko, żeby autentycznie o kogoś się bać. Nigdy na nikim mu tak nie zależało, żeby ktoś chciał to wykorzystać przeciwko niemu. Owszem, może miał te kilka bliższych osób, ale one i tak nie wiedziały o nim za wiele. Nawet nie wiedzieli, że on prowadzi to podwójne życie. A jego żona wiedziała wszystko.
Tylko on teraz zaczynał się zastanawiać, czy to naprawdę dobrze. Ale przecież jej obiecywał, że żadnych więcej tajemnic. I znowu walczył ze sobą. Znowu to mogła widzieć w tych jego ciemnych, błyszczących oczach - jeśli kiedyś... Dojdziemy do takiego momentu, że będziesz chciała znowu zaryzykować dla mnie wszystko... - to życie nie mogło mu przejść przez gardło, ale o to mu chodziło. I przecież wiedział, że ona by to dla niego zrobiła. Zaryzykowała znowu życie, jak wtedy z Rosą, jak przy Gonzalesie, jak za każdym jebanym razem, kiedy wyrywała się, żeby mu pomóc - to błagam cię, nie rób tego. Bo ja bez ciebie... umrę - nie chciał, żeby to zabrzmiało ckliwie, ale żeby Pilar wiedziała, jak było. Jaka była prawda. Najszczersza. Mogła to czuć, kiedy znowu się w nią wtulał. W kuchni na upierdolonej podłodze. Jak zwykle piękne okoliczności dla tych ckliwych wyznań.

Porque sin ti... moriré ♡︎.
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
ODPOWIEDZ

Wróć do „Port of Scarborough”