Nie spodziewali się, że kiedy wylądowali na parkiecie Emptiness, bardziej się szarpiąc, niż tańcząc, to już wtedy ta jebana Śmierć ich sobie upatrzyła. Krążyła dookoła, najpierw zostawiając po sobie trupa Marco. Potem stawiając na ich drodze Rosę ze spluwą, która celowała w Madoxa, potem Ruby, która strzeliła do Pilar. Daltona, który prawie ją zabił, bo dał jej za dużo środków odurzających i przez którego Noriega wpadł pod ten pierdolony lód. Oboje wtedy prawie przypłacili to życiem.
A potem po raz kolejny z Gonzalesem, gdyby nie Pilar to ten przecież rozwaliłby mu łeb.
A teraz... siedzieli na brudnej podłodze w kuchni i może ten chłodny podmuch, który jeżył włosy na karku to też był jej oddech? Kostuchy, która znowu zacierała na nich rączki.
Na jedno z nich, albo oboje?
On do tej pory też niczego nie żałował, żadnej decyzji, którą podjął, kiedy do niej przyszedł i kiedy nie pozwalał jej się zdystansować. Zrobiłby to jeszcze raz, jeszcze jebane sto razy, bo Pilar była najlepszym co go w życiu spotkało. Nawet jeśli ten ich ślub wypierdalał do góry nogami to, co on przez lata budował w półświatku, to co z tego?
Chociaż teraz... on autentycznie się bał, o nią, o to co mogą jej zrobić, żeby dotrzeć do niego. I pierwszy raz w życiu, przez chwilę zastanawiał się, czy nie lepiej by miała bez niego? Bezpieczniej. Prowadziłaby sobie swoje śledztwa, jakieś kontenery Galena Wyatta, a nie wpierdalała się w prawdziwe mafijne porachunki, jako dziewczyna gangstera...
A on nawet nie był gangsterem.
Zerwał się na równe nogi, kiedy znalazła kamerkę. Niby się jej spodziewał, ale pozostawało pytanie ile oni dzięki niej wiedzieli. Na plus, że teraz nie było ich w domu, a wcześniej też najczęściej siedzieli w sypialni, kiedy jeszcze kręcili się tu Ricz z Rosi i Gaba. Oby w sypialni nie mieli podglądu... Chociaż może gdyby nagrali ich ostatnie akcje, to mogliby to sobie pooglądać.
I Madox zaraz tak serio, trochę w żartach, wypalił z tą kanapą, ale kiedy Pilar zaczęła na niego warczeć, to zaraz wywracał oczami.
-
Zawsze chciałem zobaczyć, czy wyglądam wtedy tak gorąco, jak mi mówiłaś, czy jednak nie... - no tak, jakby to teraz była najważniejsza kwestia. Ale Madox po prostu taki był, kiedy robiło się poważnie, źle, to starał się to obracać w żart, bo kurwa... przecież w tym jego spierdolonym gangstersko-policyjnym grajdołku nie ma miejsca na trach, na przeżywanie.
Mimo to zaraz wyciągał do niej rękę, a kiedy Pilar mu się szarpnęła, to mocniej zacisnął palce na jej nadgarstku i już ciągnął ją do siebie. Już przytulał ją do siebie, kamerkę opierając gdzieś w jej włosach, jeszcze się spojrzał czy obiektyw nie wskazuje na jej tyłek, no bo to już był koniec pokazów na dzisiaj, ale niknął w burzy czarnych kosmyków.
Oni oboje się przy sobie zmienili, bo Madox kiedyś miałby to gdzieś, nie przejął się wcale, zabrał kamerkę do sprawdzenia i tyle, bo to mieszkanie było tylko kolejnym punktem na mapce miejsc, w których on czasem bywał. Ale teraz... to był jego dom,
ich dom, a w ramionach miał
swoją kobietę. I to jej komfort i bezpieczeństwo zawsze były dla niego najwazniejsze. Pogłaskał ją po plecach wplatając palce w czarne
kudły, zaciągając się jej zapachem, który teraz mieszał się z tym jego, z czymś mokrym, ale i tak zawsze go uspokajał. Kurwa, wszędzie by poznał zapach jej perfum, znał go już na pamięć i jaką mieszankę tworzył z jej szamponem i żelem pod prysznic, którego nawet za dokładnie z siebie nie spłukali.
-
Też tak myślę - zerknął jeszcze na kamerkę ponad jej ramieniem -
możesz... - jeszcze się zgodził ze swoją żoną... I to by było na tyle z ich porozumienia, bo zaraz okazało się, że Madox chciał dzwonić od razu do Luny -
no na chłodno, ale on już wie, że ją mamy, to na co tu czekać? Niech się do tego ustosunkuje i wypierdala z podglądaniem - jeszcze przesunął wytatuowanymi palcami po jej policzku, z którego zgarnął czarne kosmyki za ucho -
zaufaj mi Pilar, z nimi trzeba to rozegrać szybko... Na spokojnie, ale szybko, żeby być krok przed nim rozumiesz? Tutaj nie załatwiamy pozwoleń, tylko korzystamy z okazji, a to jest dobra okazja, żebym się z nim umówił na moich warunkach - szeptał jej do ucha, gdyby jednak mieli też jakiś podsłuch, a zaraz jeszcze musnął wargami jej szyję i żuchwę. I może nawet sięgnąłby ust? Ale ona już pytała o to
a co jak to nie Luna?
-
Luna, pewnie Rodrigo, w lesie Sombra się do niego nie rzucał. Kurwa. On mógł tu wejść nawet jak Sombra był w domu, zna... Znał mojego psa - jeszcze się na nią obrócił zrywając z podłogi, a zaraz już szukał telefonu. Wylądował z nim na kanapie.
Według Madoxa to skoro już trzymali kamerę w ręce, to była spalona, bo co mieli ją tam z powrotem włożyć?
A skoro
ten, którego imienia... Ten, który ich podglądał, czyli
pewnie Rodri, bo najwidoczniej on tutaj zajmował się Madoxem, już wiedział, że mają kamerkę i teraz mógł w niej oglądać gębę Noriegi, kiedy przyłożył ją sobie do twarzy, to trzeba było coś z tego wyciągnąć.
Co prawda Madox spodziewał się, że Rodrigo strzeli jakąś gafę podczas ich rozmowy, ale był na to zbyt inteligentny. A Noriega przecież często nie doceniał przeciwnika. Teraz chyba powinien.
Skończył i podniósł ciemne spojrzenie na Pilar, w jego koszuli, aż przechylił na bok głowę.
-
Czemu się ubrałaś? Przecież mieliśmy... - zaczął, ale nawet nie dokończył, chociaż jego spojrzenie przesunęło się po jej sylwetce, ale prawda jest taka, że dzisiaj chyba Madox nie miał na co liczyć, z tyłu głowy wciąż miał tą myśl.
Co ty zrobiłeś Madox?
A do tego jeszcze sto pięćdziesiąt innych, czy powinien ją w to wciągać, ale już wciągnął...
I teraz też wystawiał do niej rękę -
kurewsko dumny, myślisz, że co? Większość ludzi na moim miejscu już spierdalałaby z miasta - bo taka była prawda, że kto jeszcze rzucałby się do Luny i dyktowałby mu warunki po tym wszystkim? Laine uciekł i się zaszył po marnej strzelaninie w klubie. A Madox siedział sobie na kanapie z telefonem w dłoni, i już miał szarpnąć Pilar do siebie, ale wtedy komórka mu zawibrowała. Od razu ją odblokował.
Jedna krótka wiadomość od nieznanego numeru...
Piątek, godzina 19:00, Emptiness
Odwrócił wyświetlacz w kierunku swojej żony, czyli jednak... przyznali się? Dobre miał przeczucie i dobrze to rozegrał, bo przynajmniej kolejne spotkanie z Luną ustawił sobie w klubie, to duży plus. Musiał się tylko do tego odpowiednio przygotować, ale... przecież z Panią Noriega na pewno dadzą radę. Ona była
jego słabością, ale też siłą. Jak pierdolona kokaina, sprawiała, że krew buzowała w żyłach, i powodowała to uczucie, że można było czuć się królem świata...
Może to go kiedyś zgubi, ale na razie wyrwał się do niej, zanim jeszcze go pogoniła, i pewnie już chciał się łasić, ale zaraz Pilar oznajmiła, że
trzeba sprawdzić mieszkanie, na co Madox znowu strzelał oczami, wypuścił ciężko powietrze z płuc.
-
Myślałem, że to cię odpowiednio nakręci, że twój facet dyktuje teraz warunki jednemu z najniebezpieczniejszych mafiosów w Toronto, ale chyba nie - chciał jeszcze coś dodać, może, że jak zgaszą światła to na bank któreś z nich to przypłaci jakimś urazem, ale Pilar już chodziła po mieszkaniu odcinając im wszystkie źródła światła. Madox wrócił do kanapy i znowu obejrzał kamerkę, którą wrzucił pod poduszkę, znalazł nawet na niej jakiś mikroskopijny przycisk i ją wyłączył, uprzednio puszczając w jej kierunku oczko.
-
Widzisz coś? - odezwał się do swojej żony, kiedy szurnęła zasłonką i przysłoniła okno, przez które wpadało trochę światła z ulicy. On nie widział nic, a zanim oczy przyzwyczaiły się do tej ciemności, to wbił spojrzenie gdzieś przed siebie -
musisz iść za moim głosem, tylko nie wejdź w stolik, uważaj na paluszek - poinstruował ją, ale zaraz sam się poderwał z kanapy, po omacku dotykając stolika, żeby nie walnąć w niego piszczelem, jak to często mu się zdarzało, obszedł go dookoła. I już znowu chciał w tej ciemności odszukać swoją żonę, nawet jego palce musnęły jej skórę, na biodrze chyba, ale zaraz Madox zawiesił spojrzenie na szafce z telewizorem.
-
Bingo... - przesunął wytatuowanymi palcami pod spodem, między telewizorem, a konsolą i wyjął drugą kamerkę. Czyli w salonie też mieli i to kurwa prosto na kanapę. Jebane zboki. Madox pokręcił głową i w tym nikłym świetle, które dawała kamerka, z czerwonej lampki, pokazał dwa palce, a potem ją wyłączył -
gdzie jeszcze pani detektyw? - stanął przed nią, w tym mroku, tak, że mogła znowu czuć na policzkach jego oddech, ciepło, które od niego biło... I pewnie czuć te wszystkie zapachy, których jeszcze z siebie nie zmył. Nawet w tej jebanej ciemności... on był obok.
Na zawsze.
para siempre ✧˚ ༘ ⋆。♡˚