Potrzebowała tych informacji.
Czuła, że była już blisko. Że jeszcze jeszcze kilka krótkich wymian zdań, kilka zapewnień, że
była tylko jego, a on zaraz sprzeda jej te najważniejsze szczegóły dotyczące
kobiety, która go odwiedzała.
Naprawdę wiązała z tym wielkie nadzieje. Do momentu, aż nie powiedział, że ona miała na imię
Pilar. Westchnęła głośno kręcąc głową. Dlaczego tego nie przewidziała? Dalton był w zakładzie zamkniętym, leczył się farmakologicznie na głowę, przecież równie dobrze mógł sobie to wszystko wymyślić. Tak naprawdę mogło nie być żadnej kobiety. I pewnie nie było, biorąc pod uwagę, że miałaby tak samo na imię. Sama przez całe swoje życie nie spotkała nikogo, kto się tak nazywał, a co dopiero kogoś, kto by znał ją i Daltona. Ściągnęła brwi, gotowa powiedzieć mu, że znowu ją
kłamał, tylko wtedy Nick powiedział coś jeszcze.
—
Rude? — powtórzyła zaraz po nim. Zaskoczył ją tym. Jeśli tworzyłby w swojej głowie kopie jej osoby, po co miałby zmieniać jej włosy? I jak to wszystko miało się do faktu, że przecież oni naprawdę dostawali te wszystkie wiadomości z pogróżkami, bieliznę, zdjęcia… nic z tego nie było wymyślone, więc może i ta kobieta również? Czy ktoś mógł się pod nią podszywać? Znać ich historię na tyle dobrze, żeby go tak oszukać?
Pytania mnożyły się w jej głowie do tego stopnia, że na moment nawet przestała go słuchać. Patrzyła również gdzieś w podłogę, analizując i wertując po wszystkich ludziach z komendy i klubu, które znał. W pierwszej kolejności na myśl przyszła jej Ruby lub Maddie, ale przecież żadna z nich nie była ruda.
Mogły mieć perukę. Tylko jaki miałyby interes, żeby współpracować z Daltonem? Ruby może jeszcze ale Maddie? Tak zafiksowała się we własnej głowie, że nawet nie zauważyła pękającej szyby, w którą on uderzył po raz kolejny, gadając coś do samego siebie. Dopiero kiedy zaczął nawijać o tym, ze lubi rozmawiać o operze i… o niej, podniosła na niego spojrzenie.
—
O mnie? — zdziwiła się, a kiedy wspomniał, że równie mocno nienawidzi Noriegi, przez jej kręgosłup przeszedł kolejny dreszcz. Dalton był nieobliczalny, ale za kratami był bezbronny, jednak
ta osoba, z którą rozmawiał jak widać mogła już o wiele więcej, biorąc pod uwagę te wszystkie pogróżki, ktore walały się po klubie i pod ich mieszkaniem. Sam fakt, że wiedzieli o Sombrze zaledwie kilka godzin później był mocno martwiący i zastanawiający. —
Jak to mnie zna? Skąd mnie zna, Nick? — podniosła głos, próbując wywrzeć na nim presję, a on znowu strzelił w szybę.
I wtedy dopiero Pilar zobaczyła pęknięcie.
Pajęczynka przemieszczała się ekspresowo po całej długości szkła, a towarzyszył jej charakterystyczny, ledwo słyszalny dźwięk. Mieszał się on z kolejnymi słowami Daltona o tym, że
powiedział jej, jak ma go wykończyć. Pilar nawet nie zdążyła na to zareagować. Ledwo zerwała się z miejsca, a on już przywalił słuchawką w szkło, rozwalając je w drobny mak. Głośny huk zadzwonił jej w uszach. Z automatu przymknęła oczy, chociaż poczuła, jak kawałek szkła rozcina jej policzek, a jeszcze inny okolice szyi. A potem już jego dłonie zacisnęły się na jej ramionach.
Serce podskoczyło do samego gardła, a obrzydliwa fala paniki zalała całe jej ciało. Całe. Nie było w niej milimetra spokoju czy kurwa odwali. Wszystkie te emocje, które trzymała w sobie przez cały ten czas, zaczęły się z niej wylewać, zaczęła drżeć, a kiedy obrzydliwe, spierzchniałe usta Daltona wpiły się w te jej zamarła.
Z całych sił chciała go od siebie odsunąć. Szarpała się i rwała, ale trzymał ją mocno. Tak mocno, że znowu nie mogła się ruszyć. Znowu przez kilka jebanych sekund była tą bezbronną Pilar z motelu. Wszystko do niej wróciło. Każde jedno wspomnienie, każdy smutek, żal i strach.
Pierdolona panika. Zamachnęła się nogą, żeby kopnąć go w kroczę, ale nie zdążyła. Tym razem szybsza była Barb wraz z obroną. Pałka policyjna uderzyła Daltona pierwsze w plecy, a zaraz potem podcięłam u nogi. Upadł na twarz, a dwójka kolejnych funkcjonariuszy szarpnęła go do korytarza.
Pilar natomiast po prostu upadła na ziemie.
Nie dlatego, że się zachwiała i straciła równowagę, a bo nie miała siły stać. To wszystko było za ciężkie. Cała drżała. Nawet kiedy Barb do niej doskoczyła i pytała czy wszystko okej, ona jak w jakimś amoku skinęła głową, że tak, ale przecież nie było. Nie było bo jej głowa odblokowała te wszystkie wspomnienia sprzed kilku miesięcy, które tak desperacko i sukcesywnie próbowała zepchnąć w czeluści pamięci.
—
Nie chce — mruknęła na tego lekarza, ale Barb nalegała. Szarpnęła ją w górę i zaprowadziła do odpowiedniego pomieszczenia. Problem w tym, ze szybko okazało się, że lekarz musiał się zająć… Daltonem. W porównaniu do Pilar, która miała kilka draśnięć, on miał pokaleczoną cała rękę, w dodatku przeciętą żyłe, z której krew lała się ciurkiem. Wszystkie jednostki zajęły się zwyrolem, ale Barb i tak jej nie wypuściła. Zadzwoniła po pogotowie… którego ambulans Madox mógł zobaczyć przed wejściem. Kogu był wyłączony, wiec nie była to kwestia życia i śmierci, jednak jasno zwiastowała, że w środku potrzebna była dodatkowa pomoc medyczna. Pani Noriega dostała leki przeciwbólowe, o które wcale nie prosiła, a do tego kilka plasterków na rany — jedną na skroni, jedną na policzku i dwie na szyi. Na dłoni, w której docisnęła sobie paznokcie do krwi dostała bandaż. Pierdolony bandaż, który do czasu, kiedy wyszła z budynku i skierowała się do auta zdążył przesiąknąć. Szła więc powoli, nawet nie patrząc przed siebie, poprawiając go sobie, żeby krew przestała sączyć się jej po skórze.
Lo siento.