30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

042.
That if desperate times call for desperate measures,
then I'm free to act as desperately as I wish.
Mieli być w jednej drużynie.
Mieli razem walczyć i strzelać do jednej bramki.
Być m a ł ż e ń s t e m.
A jak zwykle kończyli osobno.
Przerażeni wzajemnym bezpieczeństwem. Stawiając drugą połówkę na pierwszym miejscu, w tym samym czasie siebie spychając na samo dno otchłani. Oboje tłumaczyli swoje decyzje argumentami, które nie przemawiały do drugiej strony, chociaż wiecznie nawijali o jednym i tym samym. Mieli to samo podejście. A jednak ciągle się mijali.
A on jak zwykle uciekał.
Wczoraj też uciekł. Uciekł, kiedy tylko zrobiło się ciężko. Kiedy przyszedł czas na poważną rozmowę, a głosy uniosły się w górę. Zostawił ją. Jak zwykle ją kurwa zostawił. I chociaż Pilar zawsze powtarzała, że kochała go przede wszystkim za jego wady, tak tej jednej szczerze nienawidziła. Wolałaby po stokroć, żeby ją zwyzywał, żeby nazwał pierdolniętą, cisnął w nią poduszką, czy nawet zamknął się w pokoju obok i to przemilczał. Ale nie żeby wychodził. Żeby zostawił ją samą z własnymi myślami, a do tego dokładając jeszcze przejęcie jego osobom. Bo jak miała się nie martwić? Ktoś chciał go z a b i ć. Był na pierdolonym celowniku, dostawał wiadomości z pogróżkami, a potem nagle wychodził. Mogę wrócić późno.
Wrócił. I chociaż ona udawała, że śpi, kiedy położył się obok, wcale tak nie było. Bo Pilar Noriega nie stała całą, jebaną noc. Oka nie zmrużyła odkąd w jej dłoni wylądowało zdjęcie przedstawiające ją i Sombę na spacerze, a z tyłu widniał ten jeden, koślawo napisany dopisek.

Przykro mi, Pi.

Wiedziała, że to od Daltona.
To nawet nie podlegało jakiekolwiek dyskusji. Tylko on ją tak nazywał. Tylko skąd miał kurwa jej zdjęcie? Skąd wiedział o wszystkim co się działo, przebywając w zakładzie zamkniętym? Jak kurwa dowiedział się o śmierci Psa zaledwie kilka marnych godzin po fakcie? Miał kontakt z Luną? Współpracowali? Inaczej nie dało się tego wytłumaczyć. A przynajmniej ona nie potrafiła. Nie wiedziała skąd, a tym bardziej dlaczego to robił. Co próbował tym osiągnąć? Chciał ją zastraszyć? Spotkać się z nią? Cóż, jeśli to ostatnie… to jego prośby zostały wysłuchane.
Bo kiedy jej maż nie chciał z nią rozmawiać, kiedy zostawił ja samą w pierdolonym mieszkaniu, Pilar nie potrafiła znaleźć innego rozwiązania niż to, żeby pójść się z nim spotkać. Gdyby Madox był w domu pewnie by to z nim przegadała. A raczej pokłóciła się o to, bo przecież wiedziała, że tego nie pochwalał. Nie pozwoliłby jej tak pójść. Ale skoro on brał sprawy w swoje ręce i miał ją w dupie, ona też miała zamiar działać jego własną praktyką.
Złapała więcej powietrza w płuca, przechodząc przez pierwszą bramkę Zakładu Zamkniętego w Toronto. Serce biło jej mocno, chociaż jej twarz nie zdradzała ani jednej emocji. Odstawiła wszystkie rzeczy do plastikowego pojemnika, a następnie przeszła przez wykrywacz metalu. O dziwo nie zapikał ani razu. Pudło z rzeczami zostało podpisane, a ona skierowała się do kolejnej budki kontrolnej, gdzie z uśmiechem przywitała się z Barb. Kiedyś robiły razem na służbie i były na tym samym roku w akademii, ale ich drogi się rozeszły, kiedy Pilar poszła w kryminalkę, a Barbara w więzienną. Wymieniły kilka przejmować. Kobieta ostrzegła ją, że nikt nie może się dowiedzieć, że pozwoliła Pilar na widzenie bez odpowiedniego wniosku, a ta zapewniła ją, że ten sekret był z nią bezpieczny. Jeszcze raz podziękowała, a potem weszła do pomieszczenia.
Sala widzeń różniła się od tej w normalnych więzieniach. Nie było otwartej przestrzeni z licznymi stolikami, gdzie ludzie mogli trzymać się za ręce i rozmawiać kilka milimetrów od siebie. Tutaj w zakładzie zamkniętym więźnia a odwiedzającego dzieliła przeszklona ściana. Po obu stronach były krzesła i… po słuchawce, która wyglądała jak domofon. Pilar usiadła na wskazanym przez funkcjonariusza miejscu, nerwowo uderzając palcami o kolano i czekała.

En tiempos desesperados, se requieren medidas desesperadas
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

062.
Dalton held the answers. Pilar carried the plan.
And Madox was left behind, knowing he couldn't stop her.
trigger warning
przekleństwa, obsesja, choroba psychiczna

- Dalton rusz dupę, masz gościa - dźwięk głosu Barbary przerwał ciszę, w której słychać było tylko jego jednostajny oddech i długopis, którym skrobał po kartce. Na białym papierze wydrapywał kolejne serce. Kolejny list dla ukochanej, która na pewno na niego czekała. Już nie mogła się go doczekać... Musiała tylko pozbyć się jednej osoby, która cały czas stawała im na drodze. Drodze do szczęścia.
Nawet się nie poruszył, pochylony nad stołem w swoim przytulnym pokoiku bez klamek - Dalton! - przywołała go do porządku, więc w końcu podniósł głowę, ale nie odłożył długopisu, wciąż skrobał nim dziurę w papierze, teraz już rysując nim po stoliku.
- To znowu ona? Nie chcę odwiedzin - rzucił podnosząc zielone spojrzenie na funkcjonariuszkę - źle się dzisiaj czuję, taki przybity, jakby życie nie miało sensu, potrzebuję znowu tych małych, białych pastylek, jeszcze więcej... - zaczął swój wywód i wreszcie odłożył długopis na blat.
- Dzisiaj masz gościa specjalnego... Więc radzę ci się pospieszyć - rzuciła kobieta, otwierając drzwiczki.
- Gość specjalny? - zainteresował się Dalton.
A kiedy wszedł do sali widzeń, a Barbara zdjęła mu z nadgarstków kajdanki, rozmasował je smukłymi palcami.
- I po co ten cyrk Barb? Przecież ja bym ci nigdy nie zrobił krzywdy. Nikomu bym nie zrobił - ale przecież Barbara wiedziała jaka była prawda. Wszyscy wiedzieli co zrobił poczciwy Nick Dalton. Kiedyś był z niego świetny glina, a teraz...
- Pilar! - doskoczył do szyby jak dzikie zwierzę w klatce, kiedy tylko ją zobaczył. Psychol.
Ale to była ona... Nareszcie, opamiętała się i przyszła po niego.
I już zawsze będą razem.
Będą grać w jednej drużynie.
Będą m a ł ż e ń s t w e m.
Bo on jej nigdy nie zostawi. Nie ucieknie.
Nie to co niektórzy...

Taki jeden. Który ciągle im przeszkadzał, z a w s z e. Najpierw w jego klubie, potem w hotelu i w tym domku. Zawsze musiał się pojawić. I teraz zielone oczy Daltona też omiotły pomieszczenie ponad jej ramieniem, ale go nie było. Była tutaj sama. Nick ułożył palce na szybie, na wysokości jej czoła, jakby chciał ją pogłaskać.
- Wreszcie przyszłaś... Zabiłaś już Madoxa? Zabierzesz mnie stąd? - przykładał już zarośnięty policzek do szkła, a słuchawkę do ucha, jego palce wciąż sunęły po grubej szybie, ile on by dał, żeby teraz wplatać je w jej miękkie, piękne włosy. Kochał jej włosy i jej pełne usta, miękkie, soczyste. Te jej oczy, które błyszczały na jego widok. Całą ją kochał. Ale włosy...
- Zmieniłaś je, w ł o s y - znowu przykleił się do szyby, ale głos za jego plecami kazał mu usiąść. Co to za głos? Jak on kurwa śmie się do niego zwracać, kiedy Pilar była obok? I zmieniła dla niego włosy. Usiadł niechętnie, opierając łokcie na parapecie. Wpatrując się w nią jak w obrazek - wiedziałaś, że lubię czarne włosy i zrobiłaś je specjalnie dla mnie? Zawsze chciałaś mi się podobać Pi - i zawsze mu się podobała. Ale w tych włosach, które pomalowała specjalnie dla niego jeszcze bardziej. Tak, to dzisiaj musiał być ten dzień. Zabiła wreszcie Madoxa i teraz przyszła po niego. Zaraza Barbara go stąd wypuści i będzie mógł wplatać palce w te czarne kosmyki, będzie mógł je szarpać, ciągnąć. Wyrwać z jej głowy. Zapleść w warkocz i ten pierdolony warkocz zabrać ze sobą. Tam gdzie nikt ich nie znajdzie. Tylko on i ona...
Martwa, albo żywa. Nieważne. Ważne, że jego. A nie tamtego.
- Bo on już nie żyje, prawda? - pomyślał to? Czy powiedział? Za dużo ostatnio gadał. Do tej kobiety, która do niego przychodziła.
Za dużo.

Porque ya no está vivo, ¿verdad?
Ostatnio zmieniony czw sie 20, 2026 11:22 am przez Madox A. Noriega, łącznie zmieniany 1 raz.
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Nie chciała go widzieć.
Po tym wszystkim, co stało się kilka miesięcy temu Pilar naprawdę miała nadzieje, że już nigdy więcej nie będzie musiała patrzeć w zielone oczy Daltona. Na twarz człowieka, który kiedyś był jednym z jej bardziej zaufanych ludzi. Kimś komu codziennie rano opowiadała o swoim dniu, komu posyłała zawsze serdeczny uśmiech, kogo gościła u siebie w domu i przed kim po cześci się otworzyła. Dała się poznać, bo ślepo wierzyła to, że byli przyjaciółmi.
Los jednak wystarczająco mocno zderzył ją z rzeczywistością i uświadomił, że w tym świecie nikomu nie można było ufać. Że nawet facet troskliwy, ze złotym sercem, wyłożonym na tacy, może okazać się psychopatą. Może chcieć zrobić jej krzywdę. Do tego dnia pluła sobie w brodę, że nie zauważyła tego wcześniej. Że po czuła się przy nim na tyle komfortowo, żeby nie brać go na poważnie, nie traktować jako zagrożenie, nawet kiedy wysyłał ku temu sygnały.
I teraz kiedy znowu spojrzała na jego twarz, przez kręgosłup przeszedł jej nieprzyjemny, lodowaty dreszcz. Wyglądał inaczej. Włosy miał oklapnięte, zarost jawił się nierówno na jego policzkach i brodzie, a oczy miał podkrążone od zmęczenia. Wszystko jednak zmieniło się z chwilą, w której zobaczył ją po drugiej stronie szklanej ściany. Ożył, cały się poderwał i to chyba było jeszcze przerażające niż to, jakim chwile temu był wrakiem człowieka.
Miała ochotę odskoczyć w tył, gdy tak przyległ do szyby. Całe jej ciało się spięło, serce zaczęło walić w piersi, a jej dłonie mimowolnie zacisnęły się mocniej w pięści. Wbiła paznokcie w skórę, na razie delikatnie, próbując zatrzymać wszystkie te emocje w sobie. Nie mogła pokazać mu, że robił na niej wrażenie, że cokolwiek w niej wzbudzał. Dobrze wiedziała, jak działał umysł psychopaty i jak niewiele mu trzeba było, żeby się odpalił. Chociaż w tym przypadku ona nawet nic nie musiała mówić, a jemu odjebało. Miał szaleństwo w oczach.
Pilar w swoich miała… zaskoczenie.
Zaskoczenie, kiedy pierwsze co jej zapytał, to czy już zabiła Madoxa. Wszystkie mięśnie w ciele się jej spięły, ale zaraz też odetchnęła w duchu. Bo chociaż brzmiało to okropnie, chociaż jeżyło włosy na skórze, tak znaczyło jedno… Dalton był niedoinformowany. Skoro myślał, że Madox mógł nie żyć, wcale nie wiedział, co działo się z nimi na bieżąco. Aż miała ochotę się uśmiechnąć, bo nie sądziła, że tak szybko będzie w stanie ograć tego debila, bez chociażby potrzeby wypowiedzenia słowa.
Może jednak nie będzie aż tak źle, pomyślała sobie, finalnie zachowując wciąż kamienny wyraz twarzy. Tak samo kiedy mówił o włosach, których przecież wiadomo, że nie zmieniła dla niego — milczała, z rękami skrzyżowanymi na piersi. Ledwo była w stanie go słyszeć, bo przecież żadne z nich jeszcze nie podjęło słuchawki. On jednak mówił na tyle głośno, że dało się go zrozumieć. Jakaś część niej o razu chciała uciekać, gdy kolejny raz wspomniał o zabiciu Madoxa. Nawet sama myśl o tym wprawiała ją w atak paniki i tylko utwierdzała w przekonaniu, że Nick mieszał palce w tych wszystkich pogróżkach.
Podniosła spokojnie słuchawkę i poczekała aż on zrobi to samo. Patrzyła mu w oczy, chociaż w środku cała kipiała. Jej głowa i ciało wciąż pamiętały wszystko co się stało, co z nią zrobił, jak jej dotykał… kurwa. Zbierało się w niej z każdą sekundą, ale jednak zatrzymała to w sobie i sięgnęła do kieszeni z tyłu spodni. Zacisnęła palce mocniej na zdjęciach i ułożyła je na blacie przed soba, tak, żeby Dalton mógł widzieć, następnie złapała jedno i przystawiła do szyby.
Kto je zrobił, Nick? — brzydziło ją to, jak jego imię brzmiało w jej ustach. Miała ochotę zwymiotować. Aż zacisnęła mocniej dłoń na słuchawce, prawie miażdżąc ją w dłoni. — A to? — tym razem pokazała mu fotografię z wczoraj, przedstawiająca Pilar i Sombre na spacerze. — Wiesz co się stało z psem?
Próbowała to rozegrać mądrze. Nie skupiać się na jego zaczepkach i po prostu wymagać odpowiedzi na interesujące ją tematy. Wiedziała jednak, że on również mógł nie powiedzieć jej wszystkiego od razu. Postanowiła się jednak łudzić i być stanowcza. W końcu on też kiedyś to w niej lubił. To że nie owijała w bawełnę.

Nick Dalton
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, obsesja, choroba psychiczna
- Dolałaś mu do porannej kawy trutki na szczury? Bo wiesz... sz cz u r y - znowu przysuwał się do szyby. Wpatrując w nią - a może znowu gdzieś wpadł? Jak wtedy nad jeziorem Ontario - mógłby wpaść do jakiejś dziury. Szczur jeden. I już nigdy z niej nie wyjść. Pilar mogła go tam wepchnąć. Popchnąć w ramiona Śmierci, a wtedy ona wpadła by w te jego. I byliby na zawsze razem.
Nick tak się rozmarzył, że zatoczył się na krześle odchylając do tyłu, jakby był na jakimś haju. Na kurewsko dobrej fazie, którą wywołała jej wizyta. I kolejne spojrzenie w jej piękne, wielkie, błyszczące z podniecenia na jego widok, oczy.
Na pewno jarała się tym, tak mocno jak on. Widział to na jej wargach, które zadrżały, kiedy sięgnęła po...
- Zdjęcia? - Dalton się skrzywił, ale zaraz... Była na nich ona, zrobiła je dla niego? Bo on już nie mógł jej śledzić, nie mógł do niej przychodzić, więc kontynuowała te jego niewinne zabawy. O kurwa. Jak ona go kochała.
Na zabój.
Wariatka.
Podniósł słuchawkę do ucha, ale zielone spojrzenie padło na te zdjęcia, które ona zrobiła dla niego. A może to on?
Jak on chciałby znowu stąd wyjść, usiąść w tym fotelu w jej sypialni i przyglądać się jak jej bujna pierś unosiła się w spokojnym oddechu, jak cienka piżama opinała jej idealnie wyrzeźbione ciało. A włosy targały się na poduszce, jak zamknął oczy to wciąż czuł zapach tej poduszki.
Przymknął na moment powieki przywołując go w myślach.
- Ja - wyrwał się znowu do szyby, znowu opierając o nią rękę - i to też - znowu spojrzał na zdjęcie, jej i jego psa. Też powinien umrzeć. On i jego pies. Powinna ich zabić. A może już to zrobiła? I dlatego do niego przyszła?
- Zabiłaś go - odpowiedział, kiedy zapytała wiesz co się stało z psem? - a następny będzie Noriega i wreszcie będziemy mogli być razem. Ty i ja - oczy mu błyszczały, pierdolonym szaleństwem, pożądaniem, niedoczekaniem. Bo to przecież powinno się już wydarzyć!
Już długo na nią czekał, ale skoro tu przyszła...
- Już nie będziesz musiała się bać, już żaden brzydki gangus cię nie skrzywdzi, bo Nick Dalton cię obroni, zostanie twoim mężem, twoim rycerzem i nigdy cię nie zostawi Pi-lar. NIGDY - z tym ostatnim słowem znowu doskoczył do szyby, tym razem uderzył w nią słuchawką.
- Dalton! Kurwa uspokój się, bo cię wyprowadzę! - warknął ten głos za jego plecami.
Dalton. Dalton. Dalton.
Uspokój się.
- Już będę grzeczny. Zobacz Pilar, jestem grzeczny, miły Nick Dalton, ten sam, w którym się wtedy zakochałaś, tej nocy kiedy... Pierdoliliśmy się na wyjeździe. Jęczałaś pode mną. Pamiętasz? - oczy mu się zmieniły, pociemniały.
Jebany Nick Dalton, psychopata. Bo na pewno nie ten miły facet, którym przecież kiedyś był.
Kiedy to się zmieniło? W jakim momencie coś przeskoczyło w jego głowie tworząc z niego tego zwyrola i psychola? Przecież kiedyś to on łapał takich ludzi i wsadzał ich do paki, i był w tym dobry. A teraz...
Nie pozostało nic z tego człowieka, którym był.

Pi-lar
PilarPilarPilarPilarPilarPilarPilarPilarPilarPilar
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Obrzydzał ją.
Patrząc w jego zielony Pilar czuła jedynie same negatywne emocje. Było jej źle. Głowa mentalnie przywoływała wspomnienia tamtego wieczoru. To jak podał jej tabletkę gwałtu i wywiózł, jak nie mogła się ruszyć, a jedynie kontaktowała rzeczywistość. Pamiętała dokładnie bezsilność, jaka otuliła jej ciało. To jak kurwa nie mogła się bronić.
Nawet nie zauważyła kiedy jej oddech mocno przyspieszył. Zaciskała palce tak mocno na zdjęciach i słuchawce, że knykcie miała już kompletnie, a papier z fotografią cały się pomiął. Patrzyła na niego wyczekująco, próbując wyczytać cokolwiek z jego twarzy, ale… kurwa nie potrafiła. Krzywił się i uśmiechał. Na zmianę. Jakby w jego głowie tworzyła się jego własna narracja, do której ona za nic nie miała wstępu. Kiedy mu tak odjebało? Przecież nawet tamtego pamiętnego dnia był jeszcze normalny. Umiał normalnie rozmawiać, komunikować się, a tutaj? Tutaj jakby był zupełnie innym człowiekiem. Brała pod uwagę, że pewnie był to skutek tabletek, które mu podawali, ale wciąż. Ciężko będzie wyciągnąć z niego cokolwiek. A jednak czekała grzecznie aż powie jej, kto zrobił te zdjęcia.
Ja.
Spięła się.
Co on pierodlił?
Nie mogłeś ich zrobić — odpowiedziała spokojnie, dociskając zdjęcia jeszcze bardziej do szyby. — Nie opuszczałeś ośrodka od… — znowu było jej niedobrze. — …od dawna — a to akurat wiedziała na pewno, bo ucięła sporą pogawędkę z Barb. Nick był pod stałym nadzorem, szczególnie, że wcześniej był psem i nie miał tu łatwo. Kilka z więźniów sam wsadził do tego miejsca, a ci z pewnością chcieli mu się odwedzięczyć, dlatego wszędzie chodził z ochroną. Nie mógł stąd wyjść. On nie.
Znowu się spięła, gdy powiedział, że to ona zabiła Sombre. Wiedziała, że to nieprawda, a jednak sposób z jaką radością to wszystko wychodziło spomiędzy jego ust, sprawiało, że ciało Pilar wpadało w panikę. Ledwo trzymała się w ryzach. Już samo siedzenie naprzeciwko niego było kurewsko trudne, a co dopiero rozmawianie z nim. Tym bardziej w tym stanie. Jakby w ogóle nie rozumiał tego, co się do niego mówiło. Jakby naginał sobie w głowie rzeczywistość i słyszał tylko to, co chciał. A to znaczyło tylko jedno…
Musiała zagrać w jego grę.
Jeśli chciała dowiedzieć się czegokolwiek musiała kompletnie stracić godność i przybrać odpowiednią maskę. Wzięła głębszy oddech, chowając w sobie całą panikę i nerwy, po czym… uśmiechnęła się do niego. Do tego pierdolonego psychola.
Madox już nie jest problemem — powiedziała, z całych sił starając się powstrzymać odruch wymiotny. Odłożyła zdjęcie na blat tak, żeby wciąż mógł je widzieć, a wolną rękę schowała między nogami, wbijając paznokcie w skórę. Musiała znaleźć jakiejś ujście dla emocji, żeby się przed nim nie posypać.
Posłuchaj, Nick… — zaczęła, nie spuszczając z niego spojrzenia. — Myśle, że teraz możemy dać sobie szanse, wiesz? Być już zawsze razem — ledwo przechodziło jej to przez gardło, kurwa ledwo siedziała tam z uśmiechem na ustach, chociaż oczy już ją piekły. — Ale dobrze wiesz, że nienawidzę kłamstwa. Więc albo będziesz ze mną szczery i powiesz mi całą prawdę, albo zaraz wstanę i to będzie ostatni raz, kiedy mnie widzisz — postawiła swoje warunki. Musiała go jakoś podejść. Wykorzystać fakt, że kompletnie postradał zmysły i po prostu zagrać na własną korzyść, pomimo tego, że paznokcie wbijały się jej we wnętrze dłoni tak bardzo, że zaczęła na skórze pojawiły się pierwsze krwiaki. Mimo to nachyliła się bliżej do szyby.
Kto cię tu jeszcze odwiedza? — spytała w końcu, patrząc na niego wyczekująco. — Komu jeszcze mówiłeś o naszej… miłości?wytrzymaj. Jeszcze trochę. Jeszcze kurwa trochę. — Komu mówiłeś, że lubisz mówić na mnie Pi? Że mieliśmy iść razem do opery? Że lubie kolor czerwony? Komu o tym wszystkim opowiadałeś? — musiała to od niego wyciągać. Bo skoro on siedział tu zamknięty, to ktoś musiał z nim działać, być w to zamieszany. I to ktoś, kto potrafił wyciągnąć od niego istotne informacje.

psychol
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, obsesja, choroba psychiczna
Nick Dalton już od dawna nie był normalny, bo jaki normalny człowiek włamuje się do mieszkania swojej koleżanki z pracy? Śledzi ją na każdym kroku, robi zdjęcia i wmawia sobie, że jest jego? A potem posuwa się do tego, żeby podać jej tabletkę gwałtu i ją porwać.
Już dawno mu odjebało, na jej punkcie. A zamknięcie w tych czterech ścianach, gdzie jego umysł wciąż i wciąż mógł się fiksować na niej, wcale nie pomogło. Dochodziły do tego białe pastyleczki, które mieszały mu w głowie, które wyłączały pewne emocje. Ale kurwa. Miłości do niej żadne leki nie potrafiły wyłączyć. Ta kwitła w nim w najlepsze, już teraz przybierając kształt chorej obsesji.
Chory człowiek był z tego Nicka Daltona.
Zamknięty w swoim świecie, do którego od jakiegoś czas wstęp miała pewne kobieta w czerwonej sukience.
Przecież ona mu opowiadała co u Pilar, o tym, że prowadza się z tym całym Madoxem, ale on ją do tego zmusza. Na pewno ją zmuszał. Bo ona kochała jego, Nicka Daltona.
Jej piękne, wielkie, błyszczące, zjawiskowe oczy... mu to powiedziały. I usta, które ułożyły się wtedy w jego imię, kiedy pod nim dochodziła. I gdyby nie ten jebany Noriega, to przecież by uciekli, już byli daleko stąd w pięknej bajce, gdzie chodziliby razem do opery.
A on siedział tu. A ona za szybą. Przez tego skurwiałego Madoxa.
Za długo już tu siedział. Nawet Pilar to zauważyła.
Od dawna.
Nick pochylił głowę chowając twarz w rękach. Chciał stąd wyjść, chciał do niej, a ten popierdolony Madox nie pozwolił jej go stąd wyciągnąć. Zabronił jej powiedzieć prawdę, że ona wtedy tego chciała. Być jego. Tamtego wieczoru, kiedy go kokietowała, uśmiechała się do niego na policyjnej imprezie. Patrzyła mu w oczy, a już wtedy Noriega musiał jej grozić. Na pewno jej groził, tak powiedziała kobieta.
To on był tym dobrym, poszkodowanym, tym, który powinien być z nią. A nie Ma...
- Co? - podniósł głowę, kiedy to powiedziała.
Madox już nie jest problemem.
Problemem. Problemem. Problemem.
Już nie.
Jej słowa układały się w jego głowie jak jakieś skomplikowane puzzle. Jakby nie do końca je rozumiał, przyjmował do wiadomości, ale...
Słuchał jej kiedy go o to poprosiła. Wpatrując się w nią wielkimi, zielonymi ślepiami. Nick, to słowo w jej ustach zawsze brzmiało tak słodko.
POSŁUCHAJ JEJ NICK. KURWA!
- Słucham - znowu przysunął się do szyby. A głos w jego głowie powtarzał wszystko co mu powiedziała.
Być już zawsze razem. Być już zawsze razem. Być już zawsze razem
- Pilar nigdy cię nie okłamałem. Ja ciebie k o c h a m, nad życie - do szaleństwa. Do obłędu. Na który już chyba nie było lekarstwa. Jebane tebletki na obsesyjną miłość?
Garść białych pastylek wyciszała te głosy w głowie, ale serce, ono przecież biło tylko dla niej. A teraz szalało mu w piersi, kiedy to mówiła, aż Nick zacisnął palce na swoim pomarańczowym wdzianku. Na sercu.
- Zabierzesz mnie stąd dzisiaj? Błagam cię, zabierz mnie. Ja już nikogo nie skrzywdzę, będę cię tylko kochał. Pierdolił. Już zawsze tylko ty i ja, dobrze? - opierał spocone czoło o szybę, jakby chciał przez nią przejść, do niej. A jednak kiedy zapytała o to kto cię tu jeszcze odwiedza, to odsunął się od szkła. Jego klatka piersiowa zaczęła się unosić w chaotycznych, szybkich oddechach.
Nie powie jej, bo bedzie zazdrosna. O inną kobietę.
O kobietę w czerwonej sukience, którą Nick Dalton też chciałby pierdolić.
Ale jak jej nie powie, to ona stąd odejdzie i już nigdy nie wróci. Nie zabierze go ze sobą.
Ach!
Widać było, że Nick Dalton w tym momencie toczy jakąś wewnętrzna walkę, bo jego twarz w jednej sekundzie się zmieniła, szarpnął swoje brązowe loczki, które teraz były w totalnym chaosie. I taki chaos on też teraz miał w głowie.
Opowiadał jej o tym wszystkim, ale był głupi. Po co on jej to powiedział? Przecież Pilar będzie zła. A może nie?
- Pi ja... - zaczął i pochylił się do przodu - ona nic dla mnie nie znaczy, ona obiecała nam pomóc, wiesz? Zrobić tak, żebyś ty szybciej go wykończyła - jego zielone oczy znowu błysnęły - obiecała, że pomoże ci go załatwić i wtedy do mnie przyjdziesz... Dzisiaj! - wstał z miejsca uderzając pięściami w blat, aż wypadła mu słuchawka i zawisła ponad podłogą.
- Dalton! - warknęła Barb.
Dalton. Dalton. Dalton.
A kobieta w czerwonej sukience mówiła do niego Nick, była miła. Słuchała go. Obiecała mu pomóc. Obiecała, że pomoże Pilar załatwić Madoxa i ona wtedy tu przyjdzie. Po niego.
Przyszła. Przyszła. Przyszła.
- Już mogę stąd wyjść? Otwórz mi drzwi. Barbara... ty masz klucz? - cofnął się do funkcjonariuszki, która zacisnęła dłoń na pałce policyjnej - wypuść mnie, do niej... - znowu zielone ślepia zatrzymały się na Pilar.
Nie było w nich już zupełnie tego Nicka, który kiedyś był jej przyjacielem. Była obsesja na jej punkcie.

obsesión obsesión obsesión obsesión
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Było jej niedobrze.
Sama czynność patrzenia na niego wywoływała u niej odruch wymiotny. Stawiała całe ciało na baczność, spinała mięśnie i sprawiała, że Pilar pod żadnym pozorem nie była w stanie kontrolować paznokci prawej dłoni, które sukcesywnie wbijała sobie w skórę prawie do krwi. I pomyśleć, że psychologowi na komendzie powiedziała, że nie miała żadnych tików nerwowych, a tu proszę. Już których raz właśnie tak rozładowywała skrajne emocje.
Mówienie do niego, jakby naprawdę coś do niego czuła również przychodziło jej z wielkim bólem i trudem, biorąc pod uwagę, że najchętniej dosłownie by go rozszarpała. Za to co jej zrobił, ale przede wszystkim za to, co zrobił Madoxowi. Prawie go zabił. Wpieprzył pod grubą ścianę lodu, a wcześniej mierzył do niego z broni, też prawie naciskając spust.
Nienawidziła go.
Nienawidziała tego, jak sprawił, że się czuła. Jak uświadomił jej, jak bardzo bezbronna potrafiła być. Jak chciał ją kurwa zgwałcić, wmawiając sobie, że to było z miłości. Pierdolony psychopata. A teraz ona patrząc mu w oczy zamiast nienawiści starała się mieć w swoich spokój, jebaną miłość, do niego. Żeby uwierzył jej, że naprawdę pozbyła się Madoxa, że chciała z nim układać sobie resztę życia, być z nim, pieprzyć się… Kurwa. Prawie się złamała. Ręce już całe jej się trzęsły, słowa ledwo przechodziły przez gardło, a on tylko obrastał w piórka. Cieszył się. Chłonął to wszystko, co do niego mówiła.
K o c h a ł ją. Nad życie.
Nad swoje życie, jej życie, a przede wszystkim Madoxa, bo to jego w pierwszej kolejności chciał się pozbyć. Zarzekał się, że nigdy jej nie okłamał, że czekał tylko aż go zabierze.
Wiem — skinęła głową, przyznając mu do tego wszystkie rację. — Ale nie mogę cię stąd dzisiaj zabrać — wtrąciła spokojnie, jednak widząc jak coś w jego oczach przeskakuje, zmienia się, że w momencie go traciła z tej chorej fiksacji… — Chociaż zobaczę jeszcze co da się zrobić, okej? Porozmawiam z kim trzeba — w końcu była z policji. Dużo tu mogli zrobić. On też kiedyś przecież był i doskonale wiedział, jak wiele zmieniała blacha na piersi. Musiał jej uwierzyć. Nie miał najmniejszych podstaw, żeby tego nie robić, szczególnie, że naopowiadała mu tych wszystkich kłamstw o tym, jak bardzo jej na nim zależało. A potem wspomniała, że nienawidziła kłamstwa. Widziała, jak walczył ze sobą, jak myślał nad czymś intensywnie.
Coś wiedział.
Musiał coś wiedzieć.
Widziała to po nim. W każdym jednym ruchu, jaki wykonywał. Spodziewała się, że kontaktował się z kimś z półświatka, z jakimś mężczyzną, dlatego kiedy wspomniał o kobiecie, oczy Pilar momentalnie otworzyły się szeroko, ukazując szczere, najszczersze możliwe zaskoczenie.
Ona? — spytała nagle. Mogło wyglądać, jakby naprawdę była o niego zazdrosna, a ona po prostu była w szoku. Nie dodawało się jej to. To nie miało sensu. Jaka kurwa ona? Wbiła w niego intensywnie ciemne spojrzenie i słuchała dalej, kiedy nawijał o tym, jak obiecała mu pomoc, jak obiecała, że pomoże załatwić Noriegę. — Jak ma na imię? Jak wyglądała? — praktycznie od razu zasypała go pytaniami, podrywając się na krześle i przysuwając jeszcze bliżej szkła. Niż nie dbała o to, że dzieliła ich cienka szyba, była z d e s p e r o w a n a, żeby dowiedzieć się czegoś więcej. Przecież to były kluczowe informacje. To wszystko zmieniało.
Nick — warknęła, kiedy zaczął mówić coś do Barb za swoimi plecami. — Patrz nam nie — rozkazała, a on oczywiście jej posłuchał. Przysunęła się jeszcze bliżej. Krew ciekła jej już z dłoni, kapiąc na czarne spodnie. — Albo mi wszystko powiesz, albo to koniec — postawiła ultimatum. — Nie będę żadną drugą. Z jaką kobietą się tu widywałeś? Obiecuje, że jak mi wszystko powiesz, to nie będę zła, ale jeśli coś przede mną zataisz, to już więcej tu nie wrócę — kłamała jak z nut, ale przecież z nim nie dało się inaczej. Musiała to zrobić. Była już tak blisko prawdy. Czegokolwiek. Idąc tutaj mogła jedynie łudzić się, że dowie się czegoś więcej, a tu proszę. Nie miała zamiaru teraz odpuszczać.
No dalej — ponagliła go, kiwając głową. A kiedy on przysunął się bliżej, kiedy zaczął z siebie wyrzucać to, co musiał, co chciał i przystawił swoją wolną dłoń do szkła… mógł zobaczyć, że było ono pęknięte. Naruszone już wcześniej i tak naprawdę, gdyby mocno się zaparł, rzucił na nie… istniała kurewsko wysoka szansa, że rozjebałby je w drobny mak i chociaż na moment przedostał się na drugą stronę.

P S Y C H O L
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, obsesja, choroba psychiczna
Ale nie mogę cię stąd dzisiaj zabrać...
Co ona pierdoliła? Nick Dalton aż przekręcił na bok głowę, a przez jego oczy tym razem przeszedł złowieszczy cień. Już nie były soczysto zielone, tylko ciemne, dzikie, spiął się i podniósł na miejscu. Gotowy był jeszcze raz doskoczyć do szyby, a gdyby siedziała tu przed nim. Zaciskałby palce na jej kosmykach i tą szybę rozwalił jej głową.
Dzisiaj miała go stąd kurwa zabrać.
Zobaczę co da się zrobić.
Uspokoiła go, bo przecież... Pilar by go nie okłamała. Nie ona. Ona go k o c h a ł a. Tak samo jak ona ją.
- Może porozmawiaj z naczelnikiem? Powiesz mu, że nie chciałem cię skrzywdzić, że sama tego chciałaś. Powiesz mu? - wpatrywał się w nią. Jakby rzeczywiście do tej jego kiedyś ślicznej, a teraz zmarnowanej, głowy nie docierało wcale co on zrobił, jak wielką krzywdę jej wyrządził.
W imię czego?
M i ł o ś c i.
Chorej fascynacji.
I zaraz też ona pchnęła go do tego, żeby powiedzieć jej o kobiecie w czerwieni. Ale Pilar była zła. Widział to w jej oczach. Zawiódł ją. Dlatego, że rozmawiał z inną.
- No jak to jak? Pilar. Tak ma na imię - Nick zrobił wielkie oczy, a na jego twarzy wykwitł uśmiech, paskudny, krzywy. Znowu kręcił się w swojej głowie. Pilar do niego przychodziła, inna Pilar, ale przecież oczy miała podobne, takie zadziorne i lubiła czerwony, ale... - włosy ma inne. Ru-de - wyznał jej. A kiedy poderwała się do góry, to on też znowu wstał i znowu przyklejał się do szyby, jego oddech malował na niej parującą plamę. Szybki, gorący oddech, kiedy była tak blisko niego. Dzieliło ich tylko... To cienkie szkło.
Obejrzał się na Barb, ale kiedy poprosiła go, żeby na nią patrzył, to się odwrócił. Warczała na niego, tak jak lubił. Bo Pilar była twarda, i Nick to w niej uwielbiał. Jej zadziorny charakter - Pi... - zaczął i chciał jej powiedzieć, że już zawsze będzie patrzył tylko na nią, że ona jest jedyna, ta inna Pilar się nie liczy, ale wtedy mu zagroziła... A to mu się nie spodobało.
- Pilar... - powtórzył i uderzył pięścią w szkło, w to miejsce, w które wcześniej walnął słuchawką.
Musiał jej powiedzieć.
Nie mógł.
Musiał...
I znowu te głosy.
NICK NIC JEJ NIE MÓW.
- Musze jej powiedzieć... - obejrzał się, jakby ktoś stał za jego plecami. A zaraz znowu wpatrywał w szybę, w rysę, która poszła w dół od jego ręki - nie bądź na mnie zła. To nic takiego, mnie z nią nic nie łączy. Ona tu przychodzi, bo lubi rozmawiać o operze i lubi rozmawiać... o tobie Pi - zielone spojrzenie złapało to jej - i tak jak ja nienawidzi Noriegi, tak jak my. Tylko ty się go bałaś, ale już nie musisz, ona pomoże ci go wykończyć, jest blisko... - nie dokończył, bo obejrzał się przez ramię, a zaraz znowu się do niej uśmiechał. A te zielone ślepia błyszczały nadzieją. Nadzieją na lepsze jutro, które miało dla nich przyjść.
No dalej.
No dalej Nick.
DALEJ KURWA.
Uniósł pięść i walnął nią w szybę, która zatrzeszczała pod jego naporem, jak wtedy ten lód na jeziorze Ontario. Pojawiły się na niej kolejne pajączki.
- Musisz ją znać Pilar, bo ona ciebie zna, nie tak jak ja... Bo tylko ja wiem, czego ty naprawdę potrzebujesz - odezwał się zaciskając mocniej palce na słuchawce.
No dalej.
Zamachnął się i uderzył w szkło telefonem, a szyba posypała się w drobny mak, szkła prysnęły na nich raniąc twarze i dłoń Nicka Daltona. Pierdolonego psychopaty, który sprzeciwił się nawet kostkom...
Słuchawka walnęła z łoskotem o stolik. Barbara skoczyła do niego, ale on też wyrwał się do przodu, kalecząc. W tym chorym amoku, w tej chorej obsesji. Doskoczył do niej. Zacisnął zakrwawione palce na kurtce Pilar przyciągając ją do siebie.
- Powiedziałem jej jak ma go wykończyć - te słowa wysyczał prosto w jej twarz, a potem agresywnie, szaleńczo, brutalnie... wpił się w jej słodkie usta. Ale zanim zdążył dobrze poczuć jej smak, który teraz mieszał się z tym metalicznym krwi, to ktoś już szarpnął go do tyłu.
- Nie! Pilar! Nie! - krzyczał Nick, ale do Barbary dołączyła jeszcze jeden funkcjonariusz i odciągnęli Daltona. Dostał pałką, a później wywlekli go do wyjścia z sali - zabij go Pi! Zabij go, tak jak prawie to zrobiłaś ostatnio! - krzyczał jeszcze, a za drzwiami wybuchło jakieś poruszenie, ale po chwili do pokoju wpadła Barb, doskoczyła do Pilar.
- Ja pierdole Pilar, nic ci nie zrobił? - przesunęła palcami po jej ramionach - dali mu środki na uspokojenie. Daltonowi odjebało, na poważnie, już nie wiedzą co mu podawać, działa jedynie Midazolam - wyjaśniła - Boże chodź, musi cię obejrzeć lekarz - stwierdziła. Chociaż już wiedziała, że będzie się musiała z tego srogo tłumaczyć.

Debes conocerla, Pilar °❀⋆.ೃ࿔*:・
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, przemoc
Potrzebowała tych informacji.
Czuła, że była już blisko. Że jeszcze jeszcze kilka krótkich wymian zdań, kilka zapewnień, że była tylko jego, a on zaraz sprzeda jej te najważniejsze szczegóły dotyczące kobiety, która go odwiedzała.
Naprawdę wiązała z tym wielkie nadzieje. Do momentu, aż nie powiedział, że ona miała na imię Pilar. Westchnęła głośno kręcąc głową. Dlaczego tego nie przewidziała? Dalton był w zakładzie zamkniętym, leczył się farmakologicznie na głowę, przecież równie dobrze mógł sobie to wszystko wymyślić. Tak naprawdę mogło nie być żadnej kobiety. I pewnie nie było, biorąc pod uwagę, że miałaby tak samo na imię. Sama przez całe swoje życie nie spotkała nikogo, kto się tak nazywał, a co dopiero kogoś, kto by znał ją i Daltona. Ściągnęła brwi, gotowa powiedzieć mu, że znowu ją kłamał, tylko wtedy Nick powiedział coś jeszcze.
Rude? — powtórzyła zaraz po nim. Zaskoczył ją tym. Jeśli tworzyłby w swojej głowie kopie jej osoby, po co miałby zmieniać jej włosy? I jak to wszystko miało się do faktu, że przecież oni naprawdę dostawali te wszystkie wiadomości z pogróżkami, bieliznę, zdjęcia… nic z tego nie było wymyślone, więc może i ta kobieta również? Czy ktoś mógł się pod nią podszywać? Znać ich historię na tyle dobrze, żeby go tak oszukać?
Pytania mnożyły się w jej głowie do tego stopnia, że na moment nawet przestała go słuchać. Patrzyła również gdzieś w podłogę, analizując i wertując po wszystkich ludziach z komendy i klubu, które znał. W pierwszej kolejności na myśl przyszła jej Ruby lub Maddie, ale przecież żadna z nich nie była ruda. Mogły mieć perukę. Tylko jaki miałyby interes, żeby współpracować z Daltonem? Ruby może jeszcze ale Maddie? Tak zafiksowała się we własnej głowie, że nawet nie zauważyła pękającej szyby, w którą on uderzył po raz kolejny, gadając coś do samego siebie. Dopiero kiedy zaczął nawijać o tym, ze lubi rozmawiać o operze i… o niej, podniosła na niego spojrzenie.
O mnie? — zdziwiła się, a kiedy wspomniał, że równie mocno nienawidzi Noriegi, przez jej kręgosłup przeszedł kolejny dreszcz. Dalton był nieobliczalny, ale za kratami był bezbronny, jednak ta osoba, z którą rozmawiał jak widać mogła już o wiele więcej, biorąc pod uwagę te wszystkie pogróżki, ktore walały się po klubie i pod ich mieszkaniem. Sam fakt, że wiedzieli o Sombrze zaledwie kilka godzin później był mocno martwiący i zastanawiający. — Jak to mnie zna? Skąd mnie zna, Nick? — podniosła głos, próbując wywrzeć na nim presję, a on znowu strzelił w szybę.
I wtedy dopiero Pilar zobaczyła pęknięcie.
Pajęczynka przemieszczała się ekspresowo po całej długości szkła, a towarzyszył jej charakterystyczny, ledwo słyszalny dźwięk. Mieszał się on z kolejnymi słowami Daltona o tym, że powiedział jej, jak ma go wykończyć. Pilar nawet nie zdążyła na to zareagować. Ledwo zerwała się z miejsca, a on już przywalił słuchawką w szkło, rozwalając je w drobny mak. Głośny huk zadzwonił jej w uszach. Z automatu przymknęła oczy, chociaż poczuła, jak kawałek szkła rozcina jej policzek, a jeszcze inny okolice szyi. A potem już jego dłonie zacisnęły się na jej ramionach.
Serce podskoczyło do samego gardła, a obrzydliwa fala paniki zalała całe jej ciało. Całe. Nie było w niej milimetra spokoju czy kurwa odwali. Wszystkie te emocje, które trzymała w sobie przez cały ten czas, zaczęły się z niej wylewać, zaczęła drżeć, a kiedy obrzydliwe, spierzchniałe usta Daltona wpiły się w te jej zamarła.
Z całych sił chciała go od siebie odsunąć. Szarpała się i rwała, ale trzymał ją mocno. Tak mocno, że znowu nie mogła się ruszyć. Znowu przez kilka jebanych sekund była tą bezbronną Pilar z motelu. Wszystko do niej wróciło. Każde jedno wspomnienie, każdy smutek, żal i strach. Pierdolona panika. Zamachnęła się nogą, żeby kopnąć go w kroczę, ale nie zdążyła. Tym razem szybsza była Barb wraz z obroną. Pałka policyjna uderzyła Daltona pierwsze w plecy, a zaraz potem podcięłam u nogi. Upadł na twarz, a dwójka kolejnych funkcjonariuszy szarpnęła go do korytarza.
Pilar natomiast po prostu upadła na ziemie.
Nie dlatego, że się zachwiała i straciła równowagę, a bo nie miała siły stać. To wszystko było za ciężkie. Cała drżała. Nawet kiedy Barb do niej doskoczyła i pytała czy wszystko okej, ona jak w jakimś amoku skinęła głową, że tak, ale przecież nie było. Nie było bo jej głowa odblokowała te wszystkie wspomnienia sprzed kilku miesięcy, które tak desperacko i sukcesywnie próbowała zepchnąć w czeluści pamięci.
Nie chce — mruknęła na tego lekarza, ale Barb nalegała. Szarpnęła ją w górę i zaprowadziła do odpowiedniego pomieszczenia. Problem w tym, ze szybko okazało się, że lekarz musiał się zająć… Daltonem. W porównaniu do Pilar, która miała kilka draśnięć, on miał pokaleczoną cała rękę, w dodatku przeciętą żyłe, z której krew lała się ciurkiem. Wszystkie jednostki zajęły się zwyrolem, ale Barb i tak jej nie wypuściła. Zadzwoniła po pogotowie… którego ambulans Madox mógł zobaczyć przed wejściem. Kogu był wyłączony, wiec nie była to kwestia życia i śmierci, jednak jasno zwiastowała, że w środku potrzebna była dodatkowa pomoc medyczna. Pani Noriega dostała leki przeciwbólowe, o które wcale nie prosiła, a do tego kilka plasterków na rany — jedną na skroni, jedną na policzku i dwie na szyi. Na dłoni, w której docisnęła sobie paznokcie do krwi dostała bandaż. Pierdolony bandaż, który do czasu, kiedy wyszła z budynku i skierowała się do auta zdążył przesiąknąć. Szła więc powoli, nawet nie patrząc przed siebie, poprawiając go sobie, żeby krew przestała sączyć się jej po skórze.

Lo siento.
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
- Czyli teraz przez tą apkę będzie widziała gdzie są nasze samochody? - Madox siedział przy stoliku w jednej z klubowych loży. Emptiness było jeszcze nieczynne, po pożarze, ale i tak umówił się tutaj ze swoją koleżanką od zadań specjalnych, pochylał się nad telefonem Pilar odpalając jakąś aplikację.
- Ta, no tak jak w twoim Madox - dziewczyna pokiwała głową sącząc przez słomkę kolorowego drinka.
Noriega jeszcze przesunął palcem po wyświetlaczu.
- A były czyste? - niby na nią spojrzał, ale otworzyły mu się wiadomości w telefonie jego żony. Nie powinien w nie wchodzić... Ale z drugiej strony, przecież mieli być ze sobą szczerzy. A kiedy zobaczył, że pisała z Wyattem, kiedy byli w Rio to jego palec odruchowo spadł na ten dymek.
- Jej tak, ale w twoim ktoś próbował wgrać pluskwę - od razu podniósł na nią głowę.
- Co? - zawiesił się między kolejnymi smsami - jak to? To była, czy nie? - bo jeśli tak, to musiał być kurwa ostrożniejszy.
- Wiesz to wyglądało tak, jakby ktoś chciał to zrobić, ale mu przeszkodziłeś, apka nie wgrała się cała... Ktoś tam grzebał, ale mu się nie udało - wyjaśniła dziewczyna i podsunęła mu jego telefon - ale już jest czysty, a tu masz te mapki - pokazała mu aplikację, która śledziła ich samochody. I chociaż Madox jeszcze spojrzał w wiadomości Pilar, a potem zastanowił się kto i gdzie mógł grzebać w jego telefonie, to zaraz zainteresował się czymś innym.
Tym gdzie właśnie stał zaparkowany Jaguar Pilar, którego odprowadził jej nad ranem.
Przez moment wpatrywał się w ten punkcik na mapie, ale doskonale wiedział co to za miejsce. Nie słuchał już nawet dziewczyny, która nawijała mu o tym, co jeszcze zrobiła mu z telefonem.
- Dobra Bee, to tak jak się umawialiśmy? Bo muszę iść, ale ustawimy się jakoś... - nawet nie dokończył, bo dziewczyna machnęła ręką.
- Daj spokój Noriega, tylko następnym razem nie budź mnie o świecie, wiesz, że ja jestem nocnym zwierzątkiem - uśmiechnęła się.
- Dziesiąta rano to o świcie? - wstał i zgarnął ze stolika ich telefony.
- Dla mnie tak - dziewczyna się roześmiała, aż jej kolorowe włosy opadły na twarz. Odgarnęła je do tyłu - wezmę sobie jeszcze jednego - wskazała mu na drinka. A Madox skinął głową, zanim jeszcze odszedł od stolika, to dziewczyna już rozłożyła sobie na nim swojego laptopa i założyła na głowę słuchawki. Noriega jeszcze poinstruował Laurę, która jako jedna z nielicznych kręciła się po klubie i starała sprzątać, żeby obsłużyła jego gościa, a potem wyszedł. Prosto do swojego czerwonego BMW, które tym razem zostawił na strzeżonym parkingu, a nie przed klubem.

Po piętnastu minutach Madox parkował pod więzieniem, tuż obok Jaguara swojej żony. Miał paranoję, tak?
Dopiero kiedy wysiadł z samochodu i pierdolnął drzwiami, zauważył przy wejściu karetkę pogotowia. Miał jakieś złe przeczucia. A jednocześnie był zły, wiedział co Pilar odjebała. Bo on przecież też doskonale zdawał sobie sprawę z tego, gdzie siedział Dalton. Nawet chciał, żeby Diego załatwił mu z nim widzenie, był już blisko, a ona... Za jego plecami tam poszła. A wczoraj kurwa robiła mu wyrzuty, że on nie powiedział jej co zamierzał, że nie zabrał jej ze sobą do lasu.
Wyrwał się w kierunku wejścia, ale przecież wiedział, że od tak sobie tam nie wejdzie, a nawet nie miał ze sobą blachy. Tylko zanim dotarł do schodów, kiedy ruszył przez parking, to między samochodami zobaczył Pilar.
Stanął w miejscu jak wryty. W pierwszej kolejności chciał od razu do niej doskoczyć. Z wyrzutami, tak jak ona zrobiła to w lesie.
Co ty zrobiłeś Madox?
Znowu te słowa odbiły mu się echem pod czaszką. Bo ona dzisiaj zrobiła to samo... Chociaż na szczęście nikt nie przypłacił tego życiem, ale...
- Co to jest? - zacisnął wytatuowane palce na jej nadgarstku podnosząc do góry zabandażowaną rękę, jego opuszki musnęły delikatnie skórę na jej szyi, obok plastrów - to Dalton? Zapierdolę go - szarpnął się w kierunku wejścia, ale Pilar przytrzymała go za kurtkę. I tak by tam nie wszedł. A już na pewno nie dostał się z marszu do Daltona, więc nawet nie musiała go szarpać, bo stanął na przeciwko niej.
Był na nią zły, wściekły. Ale kiedy czarne oczy przesunęły się po jej twarzy, to bardziej chyba... zawiedziony. A jednak nic nie powiedział, cofnął się pół kroku, poprawił kurtkę.
- Potrzebujesz jechać do szpitala? - zapytał chłodno, bo mimo, że się nią przejmował, zawsze była dla niego najważniejsza, to kurewsko go zawiodła. Wiedział, że skoro ją puścili, to raczej nie wymagała hospitalizacji, bo w innym wypadku zabrałaby ją karetka, ale i tak poczekał na jej odpowiedź, chowając ręce do kieszeni kurtki, zaciskając palce na jej telefonie.
Ile kurwa jeszcze miała przed nim tajemnic? Od niego za każdym razem wymagała, żeby był z nią szczery, a sama... Okłamywała go.

Me estás mintiendo .⋆❀°
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
ODPOWIEDZ

Wróć do „Centre for Addiction and Mental Health”