ODPOWIEDZ
0 y/o
Welkom in Canada
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Toronto Project X
Tura pierwsza.
Toronto Project X; czyli impreza urodzinowa Alexa, prezenty, redroom i alkohol — dużo alkoholu


Alex, którego urodziny zbliżały się w zawrotnym tempie, zarzucił na grupowej konferencji słowa klucz: chłopaki, w tym roku nie robię urodzin. Słowa te sprawiły, że na grupie zawrzało. Wszyscy zgodnie wyrazili sprzeciw, podważając decyzję Alexa. Eric, najwyraźniej nie potrafiąc zaakceptować takiego rozwiązania, zarzucił więc pomysłem, żeby zorganizować urodziny w jego domu, który od kilku dni stał pusty, bo Stones i Winfield uznali, że są dorośli i będą razem mieszkać. Jamie zaproponowała upieczenie tortu, Erika natomiast, że każdy dorzuci coś od siebie i zorganizują imprezę wspólnymi siłami.

***

Muzyka była zdecydowanie za głośna jak na zwykłe spotkanie, ale dokładnie tak głośna, jak powinna być na imprezie, na której nikt nie zamierzał przejmować się sąsiadami. Starsza Pani mieszkająca naprzeciwko zdążyła zasłonić okna, by nie widzieć tej patologii i zmówiła paciorek, błagając, by żaden pijaczyna nie zszedł z tego świata. Z salonu powoli zaczynały dobiegać śmiechy, z kuchni przekrzykiwanie się kilku osób, a gdzieś pomiędzy jednym a drugim pomieszczeniem ktoś już próbował przekonać resztę, że jego wybór następnej piosenki jest absolutnie niepodważalny. Drzwi wejściowe co kilka minut otwierały się dla kolejnych osób, a ci, którzy zdążyli już się rozgościć, coraz mniej przejmowali się tym, gdzie właściwie powinni siedzieć. Ktoś zajął podłogę, ktoś oparł się o kuchenną wyspę, a kanapa została przejęta niemal natychmiast.

***


Alex miał dostać swoje urodziny, nawet jeśli sam o nie nie prosił. Eric miał pusty dom, który w ciągu kilku następnych godzin miał zamienić się w typową studencką imprezę i spelunę, a Shereen prawdopodobnie modliła się tylko o to, żeby nikt nie obrzygał kanapy. Gdzieś pomiędzy tym całym zamieszaniem funkcjonowała bardzo ważna zasada. Łazienka pozostawała strefą wyłączoną z imprezowych ekscesów — głównie dlatego, że Gabriela, będąc w ciąży, potrzebowała korzystać z niej zdecydowanie częściej niż reszta towarzystwa. A przecież o komfort ciężarnej należało odpowiednio zadbać. W roli red roomu miał wystąpić oczywiście pokój Erica, jeśli ktoś potrzebował chwili prywatności, a na zewnątrz było nawet posprzątane, żeby nikt nie potknął się o randomowe rzeczy leżące na ziemi, gdyby potrzebował się przewietrzyć.

Toronto Project X — czas start!

Obrazek



Tura I:
• Wstęp
• Przybycie gości
• Prezenty dla Alexa
• Pierwsze drinki
• Pierwsze dyskusje
• Początek imprezy


Czas na napisanie pierwszego posta macie do: 16.08.2026.

besos, Kasia
:latwiutko:



Prowadzący:
Shereen Winfield


Alex Eric Erika Jason Gabriela Cassandra Jamie Charly
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
31 y/o
SPRING TIME
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
Któżby pomyślał, że ten jeden wyjazd będzie tyle znaczył... Tak wiele zmieni...
Złamie serce, ale uleczy duszę.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Jamie denerwowała się. To miało być jej pierwsze spotkanie z całą grupą na imprezie i chociaż czuła się już jej częścią, to jednak jakiś drobny stres pozostawał. A jak najlepiej rozwiązać uczucie niezręczności? Po koreańsku! To znaczy, przyjść przed czasem, żeby na pewno się nie spóźnić! No bo któż przychodzi spóźniony na imprezę? Chyba nie do końca rozumiała koncept tego, że jak party zaczyna się o 20, to przychodzi się dopiero koło 21.
Ale na tę małą nadgorliwość, która wcale nie była dużo gorsza od faszyzmu, mamy jedno bardzo poważne wytłumaczenie! Torty! Przeciskanie się przez podchmielonych przyjaciół z pakunkami było po prostu niebezpieczne! Jeszcze upadłby na ziemię tort Alexa albo, jeszcze gorzej, Gabi! A Jamie wiedziała, że to jedno z tych ciast, które można zjadać widelcem z podłogi, jak w "Przyjaciołach".
Jakoś nie chciała sobie wyobrażać Gabs z ciążowym brzuszkiem, na kolanach nad tortem. Chociaż było zdecydowanie za wcześnie na ciążowy brzuszek!
Wysiadła z taksówki i obładowana dwoma kartonami, ustawionymi w bardzo niestabilnej konstrukcji — tym bardziej niestabilnej, że Jamie włożyła szpilki — ruszyła w kierunku budynku.
Na krótkie "halo" w domofonie odpowiedziała standardowym: "To ja!", bo przecież każdy wiedział, kim był ten ja, który dzwonił i odbieranie w ogóle było bez sensu! No może jednak nie, bo kiedy drzwi do domu Erica się otwarły, to w progu stanęła starsza pani - sąsiadka.
- Och, kochana! To Ty jesteś mamą Erica? - zapytała starsza pani, ku rozpaczy i zaskoczeniu Parkówny.
- Ale czemu mamą? - jęknęła w odpowiedzi.
- To taki miły chłopiec! Zawsze mi pomaga wynieść śmieci, tylko zaczęła się naokoło niego kręcić ta niedobra dziewucha!
I tak Jamie musiała wdać się w totalnie niepotrzebną rozmowę o zmianach w sąsiedztwie, o tym, jak dawniej bywało. I że już piętnaście lat minęło, odkąd zamknięto ulubiony salon kosmetyczny babci, bo rachunki ich wykończyły i konkurencja. Czy ktoś Jamie uratuje?

Reen, Alex, Eric, Erika, Jason, Gabs, Cass, Charly, Cierpień

i żebym nie przepadła: Jamie Park
Żejmi
znęcania się i bezsensownej przemocy
27 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

outfit

- Jason, wyglądasz jak wyglądasz. Chodźmy już, bo zaraz wyzionę ducha. - przestała podrzucać cytrynę do góry i spojrzała na przyjaciela, który od dobrych kilkunastu minut układał włosy. Byli już spóźnieni i warto zaznaczyć, że pierwszy raz to akurat nie przez nią. W co i tak pewnie nikt jej nie uwierzy. - I tak zaraz wszyscy będziecie mieli wykrzywione mordy, jak po mefedronie. Picuś glancuś. - zwlokła się z łóżka i poklepała mężczyznę po policzkach, żeby dodać mu azjatyckiego rumieńca na licu. Złapała za jego dłoń i zaczęła wyciągać go z mieszkania, zgarniając klucze po drodze, żeby przypadkiem nie zmienił zdania i nie wrócili do momentu, w którym wybierał swój outficik.
Wsadzili swoje dupska do Mustanga, którego po raz kolejny zajebała ojcu z podjazdu i ruszyli w stronę miejscówki Eryczka. Sprawdziła chyba pięć razy, czy trafili pod dobry adres. Zero patologii, zero bloków i lokalnych dresów, którzy na każdym kroku pytaliby, czy masz problem? To było zaskoczenie, ale najwidoczniej ich przyjaciel wyniósł swoje patologiczne nawyki z innego osiedla. Tutaj na bank co najwyżej sąsiedzi należeli do jakiejś sekty religijnej, a gospodynie do tajemnego kółeczka ogrodniczego, gdzie rozkminiały, czym otruć męża.
- Jamie! - zatrąbiła, widząc przed drzwiami ich dilera cukrowego i szturchnęła łokciem Jasona, żeby ruszył cztery litery i uratował z opresji ich koleżankę. I torty. Torty też były ważne.
- Weź mi tu przyprowadź tego solenizanta. - podeszła do bagażnika, a sąsiadka obserwowała ją, jakby co najmniej miała stamtąd wyciągnąć czarny worek ze zwłokami... Tyle, że nie wzbudzała takiej sympatii, jak Jamie, bo staruszka odeszła w ślimaczym tempie, pewnie wybierając numer do wnuków, żeby ratowali jej krasnale z ogródka przed podejrzanymi personami.
- Wszystkiego Najlepszego! - gdy przed budynkiem pojawił się Alex, rozłożyła ramiona i uściskała go na powitanie. Poczochrała mu włoski i takie tam. - Zamknij oczy. Musiałeś wyjść, bo nowego przyjaciela lepiej poznać na neutralnym gruncie. Plus musi się załatwić po podróży. - poprosiła kogoś z obecnych, żeby zasłonił Alexowi oczy, tak dla pewności, żeby nie podglądał. - Jak coś, jest szczepiony. - otworzyła bagażnik i wyciągnęła z niego uroczego pieska, którego postawiła na idealnie przystrzyżonym trawniku. A w dłoń Alexa wsunęła smycz, żeby nowy zwierzaczek mu nie spierdolił.
- Tadam! Podoba ci się? Jak go nazwiesz? - zaśmiała się uroczo, kiedy Alex w końcu zobaczył jej dzieło. A ona zgarnęła Eryczka i Jasona, żeby pomogli jej zabrać torby z alko i rzeczami do drinków do mieszkania.

Stara dupa Shereen Eric Erika Charly Jamie Maddie Jason Cassandra
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
32 y/o
Welkom in Canada
177 cm
Tanatokosmetolog St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
No one does it better than me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszly
postać
autor

outficik

- Ranisz mnie, Blais - odpowiedział jej tylko, spoglądając na dziewczynę w lustrze, zanim ta straciła całkiem cierpliwość. Kto jak kto, ale on miał akurat łeb dość twardy, więc na pewno nie położy się tak jak reszta towarzystwa. Musiał z resztą wyglądać porządnie. Co by było, gdyby przypadkiem gdzieś po drodze wyczaiłyby go jego fanki? Z resztą, Jason zawsze się spóźniał, wszyscy o tym wiedzieli. Gaba nie musiała się tak stresować.
- Złość piękności szkodzi - dodał jeszcze, kiedy dziewczyna skończyła go już okładać.
W końcu jednak grzecznie podreptał za nią, nie chcąc za bardzo denerwować ciężarnej, w końcu to niezdrowe było, zarówno dla niej, jak i dla dziecka. Chociaż jak ktoś nie wiedział, co jej siedziało w brzuchu, to mógłby się nabrać, że nic tam nie ma - taka nadal była płaściutka.
Ładny był ten domek, całkiem ładny. Jason nawet przez chwile pomyślał, że gdyby jakimś przykrym i niefortunnym zrządzeniem losu został bez własnego dachu nad głową i Eryczek by go tutaj przyjął, to Jason chyba wyszedłby na tym nawet lepiej. Co prawda wnętrza jeszcze nie widział, ale nie mogło jakoś mocno odbiegać standardem od tego co widzieli na froncie, prawda?
Nie trzeba go było szturchać, kiedy tylko Gaba zatrzymała samochód, Jason sam wyskoczył z autka, spiesząc na ratunek Jamie. Przejął oba kartony niemal w ostatniej chwili, zanim wylądowały na chodniku.
- Ostrożnie! - zawołał, a kiedy sytuacja była opanowana, posłał dziewczynie lekki uśmiech - Szalona! Wszystko w porządku? Szałowo wyglądasz - mrugnął do niej. Kiedy przytrzymała mu drzwi, poszedł zanieść oba torty na blat - tam, gdzie będą najbezpieczniejsze aż do czasu konsumpcji.
Zgodnie z żądaniami Gaby, Jason podjął się także zadania przyprowadzenia solenizanta na zewnątrz. Zwyczajnie złapał Alexa za ramiona, nie zważając na to, co chłopak akurat robił, pociągnął go ze sobą na zewnątrz, aby dziewczyna mogła zaprezentować mu swój prezent.
- Ja bym go nazwał Pimpuś - zaśmiał się cicho, kiedy Alex dostał w rękę smycz swojego nowego przyjaciela. - Tylko wiesz chłopie, taki zwierzaczek to duża odpowiedzialność - dodał, klepiąc chłopaka po ramieniu. Swój prezent zamierzał wręczyć później, kiedy już się ekipa zbierze. W ogóle to powinni usypać wielką górę podarków i Alex powinien je otwierać po zdmuchnięciu świeczek urodzinowych i wszystkim się chwalić. Tak bardzo nie chciał przyjęcia urodzinowego że mu urządzili mega imprę i biedny Hall będzie cały wieczór w centrum zainteresowania.
Złapał wszystkie torby Gaby, złapał także własną i zaniósł je do środka. Brakowało jeszcze paru osób, ale imprezę powoli można było zaczynać.

Alexander Hall Eric Stones Gabriela R. Blais Jamie Park Shereen Winfield Erika Lindberg Cassandra Wildbird august winters Charly Hayes
Solhy
Posty z AI
24 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
170 cm
właścicielka sali bankietowej Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
With or without you
I'm torn between a deeper desire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

16
Toronto Project X

outfit


Zorganizowanie urodzin Alexa przy odrobinie motywacji poszło całkiem nieźle. Dom Erica został posprzątany dzień wcześniej — ku zaskoczeniu Shereen nie było w nim aż takiego bałaganu. Posprzątanie go nie zajęło więc zbyt dużo czasu, podobnie jak przemeblowanie, które zarządziła Winfield, żeby zyskać więcej przestrzeni. Współczuła tylko Ericowi, bo to na niego spadł obowiązek przesuwania stołu, który już nie stał na środku kuchni tylko bardziej w jej rogu. Pomyślała, że w ten sposób zadbają o bezpieczeństwo towarzystwa. Po ich ostatnim wspólnym wypadzie zrozumiała, że mogliby zrobić sobie krzywdę praktycznie o wszystko, bo byli pechowi. Najważniejsze, że dom Erica zamienił się w strefę przyjazną i bezpieczną (w teorii) dla pijanych ludzi, przynajmniej dopóki ktoś nie upije się na tyle, żeby czegoś nie odstawić. Jako, że wraz ze Stonesem musieli otworzyć dom i mieszkali najbliżej, byli tutaj już wcześniej. Shereen ogarniała ostatnie rzeczy, ustawiając kolorowe kubeczki na stołach — zgarnęła ze swojej sali, bo skoro miała taką możliwość, to po co miała wydawać dodatkowe pieniądze? Początek imprezy przypadał na godzinę dziewiętnastą wieczorem, więc mieli jeszcze trochę czasu, żeby się ogarnąć.
— Jak myślisz, opłaca się pisać kartkę z informacją, że na ruchanie zapraszam do swojego pokoju? — rzuciła żartobliwie, oglądając się przez ramię na kręcącego się w pobliżu Erica. Łazienka miała zostać wykluczona z użytkowania ze względu na przyszłego milfa Gabriele, dla której łazienka powinna być dostępna dużo częściej niż dla reszty.

Darcie Gabrieli było na tyle dobrze słyszalne, że sposób, w jaki witała Alexa, dało się usłyszeć przez uchylone w kuchni okno. Pojawiła się też Jamie, a wraz z nią torty, Jason i Alex, który najwidoczniej nie zdążył się nawet rozejrzeć, bo za chwilę Choi ponownie wyprowadzał go na dwór. Wymieniając porozumiewawcze spojrzeniem z Erikiem, sugerujące, że impreza właśnie się rozpoczęła, odłożyła na bok łyżeczki do tortu, które czyściła. Wyszła przed dom tylko po to, żeby zobaczyć, kto narobił zamieszania i o co dokładnie chodziło. Parsknęła głośnym śmiechem na widok pieska, którego sprezentowała Alexowi Gabriela.
— Och, wow. Dojebany. Ej też bym takiego chciała — uznała w zadumie, podziwiając kreatywność Gaby.
Po tym, jak Alex zapoznał się z prezentem i zapewne podziękował Gabrieli, mogli wrócić do środka. Oczywiście, że muzyka już dudniła z głośników, doprowadzając biedną sąsiadkę do zawieszenia krzyża w oknie i złożenia modlitwy do Boga Najwyższego. Najwidoczniej starsza Pani, która zaczepiła Jamie, była już na tyle stara, że nie potrafiła połączyć faktów, bo Jamie tak jakby średnio nadawała się na matkę Erica.
Po tym, jak Alex wszedł do środka, Shereen złożyła mu życzenia, wręczając super prezent. Drewniana skrzyneczka z wygrawerowanym napisem 29+ zestaw emerytalny zdecydowanie była na poziomie poczucia humoru Winfield. Nigdy nie mówiła, że trzyma poziom.
— Sto lat, Alex! Musisz dzisiaj porządnie wypić, bo od jutra możesz mieć częściej kaca — doradziła mądrze, przytulając bruneta.
To niedługo będą mogli zacząć polewać pierwsze szoty.

Alex Eric Erika Jason Gabriela Cassandra Jamie Charly august
Kasia (dc: hicatie.exe )
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
28 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
summer made me fall for you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

outfit + vibe

Podjechał pod dom Eryczka całkiem sam - August miała lekki poślizg, bo musiała jeszcze wrócić się do mieszkania i kazała mu ruszyć samemu, żeby przypadkiem nie spóźnił się na własną imprezę urodzinową. Drzwi otworzył mu Eryczek, więc Alex wbił do środka, zbił z nim piątkę, przytulił Shereen na powitanie i akurat był w trakcie picia szklanki wody przed rozpoczęciem konkretnego chlania, kiedy znikąd zmaterializował się Jason, złapał go za ramiona i wyprowadził, kurwa, na zewnątrz, jak jakiegoś psa czy coś, no wiecie co.

Od razu wpadł w ramiona Gabrieli - zdążył tylko wymamrotał ciche "DZIĘKI" na jej życzenia, zanim ktoś (Jason? Jamie? W każdym razie były to czyjeś piękne, azjatyckie dłonie) zasłonił mu oczy. Kiedy w końcu pozwolono mu patrzeć, Gaba wręczyła mu do ręki smycz i… dostał pięknego, piwnego owczarka. - O kurwa, dzięki, Gaba! - zaśmiał się i bez zastanowienia wziął CUDNY PREZENT na ręce, przyglądając mu się z bliska. Piękny, cudaczny i praktyczny. Gaba musiała się napracować! - Wygląda jak bliźniak Monstera, nazwę go Mutant, a nie żaden Pimpuś, Jason - uśmiechnął się, po czym zerknął na Shereen. - Sher, sprezentujemy ci brata bliźniaka Mutanta za rok, nie martw się! - zaśmiał się, po czym wrócili do środka.

Okej, to nie był jeszcze koniec prezentów, mimo że Alex prosił, żeby SIĘ NIE WYKOSZTOWYWAĆ - tym razem to Sher wręczyła mu swój gift. Alex przytulił ją pięknie w podziękowaniu i dał jej całusa w policzek, a gdy otworzył drewnianą skrzyneczkę i zobaczył napis 29+, parsknął śmiechem. - No wiesz co? Postarzyłaś mnie! Mam czekać dwanaście miesięcy na otwarcie? - parsknął, ale zaraz machnął ręką. - Dzięki, Sher, w przyszłym roku dostaniesz 26+ - dodał, po czym puścił jej perskie oczko, bo nawet nie był zły ani nic, po prostu wyszło śmiesznie!

Niedługo potem rozległo się pukanie do drzwi i Alex od razu ruszył w tamtym kierunku, bo podejrzewał, że to Dust i… faktycznie, to była ona. Przytulił ją i dał jej czułego buziaka w policzek. - Nie stresuj się, nie gryzą - powiedział jej cicho na ucho, po czym wziął ją za rękę i zaprowadził do salonu, gdzie znajdowała się cała ekipa. Hmmm, znowu to zrobił, nie? Znowu nie uprzedził znajomych o tym, że przyjdzie z dziewczyną - zupełnie tak samo jak na ostatnim wyjeździe w maju, kiedy przyprowadził Maddie, z którą drogi już mu się rozeszły, a August… cóż, mogli kojarzyć August po tym, że kilka razy (mało razy) coś tam o niej poopowiadał, że była jego przyjaciółką z podstawówki, ale nikt nigdy nie miał okazji jej poznać, bo jakoś… no, nie było im po drodze. A teraz byli razem oficjalnie od czterech dni i… nawet nic im nie napisał na konfie. Był chujowym kumplem, nie? - Yyy, jak pamiętacie, jeszcze niedawno byłem singlem, a teraz już mam dziewczynę - powiedział do wszystkich, obejmując Dust w talii na środku salonu. - August, ludzie. Ludzie, August - pomachał ręką w jedną i drugą stronę, a zaraz zaliczyli wspólnie rundkę po przyjaciołach i przedstawił każdego po kolei. - Gabriela, zdawałem z nią prawko na moto… Jason, poznaliśmy się w klubie i zaczęliśmy razem chodzić na siłkę… Eric, mój najlepszy przyjaciel, opowiadałem ci o nim… Sher, jego dziewczyna… boi się pająków, hehe… I Jamie, też ma swoją cukiernię - zakończył, bo nikt więcej na razie nie dotarł.

A skoro przedstawianie mieli już za sobą, Alex chwycił butelkę tequili i nalał do kieliszka każdemu oprócz Gabrieli, która dostała mrożoną herbatę. Sorry memory, Gaba. - To co, pierwsze szoty za płoty? - rzucił z uśmiechem i wychylił pierwszy kieliszek, nie czekając na resztę.

august Jason Eric Shereen Jamie Gabriela Erika Cassandra Alvin
25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
176 cm
młodszy inżynier oprogramowania AG
Awatar użytkownika
We can keep it simple, no need to overthink it
Just give me one night to show you I'm different
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

outfit

Eric chwilę po zaproponowaniu swojego mieszkania jako miejscówki na imprezę urodzinową, zaczął zastanawiać się, czy dobrze postąpił… ale no, z drugiej strony, od jakiegoś czasu ono i tak stało puste, więc do czegoś się mogło przydać. Gdyby tego nie zrobił, należałoby poszukać jakiejś sali i zorganizować zrzutkę, a tak hajs należało wydać na inne rzeczy… typu alkohol. Ze względu na charakter wydarzenia, Stones nie zamierzał się hamować — przecież ani Alex, ani nikt bliski, nie miał codziennie urodzin.
Trochę przerażała go wizja przygotowywania i sprzątania, ale ostatecznie poszło całkiem nieźle - a przynajmniej żadne kotki z kurzu nie walały się po podłodze - i podczas odkurzania pod jedną z szafek, znalazł piłeczkę kauczkową - będąca pamiątką z wakacji - wciągnął do wnętrza odkurzacza ludzika lego wraz z jakąś częścią.
- Ja bym wywiesił… tak na zaś. - odpowiedział, posyłając Sher lekki uśmiech. W sumie ciekawiło go, kto pierwszy zamknie się w jego sypialni… chociaż nie. Wolał nie wiedzieć, bo im mniej człowiek wie, tym lepiej śpi.


Nagle zaczęli przybywać ludzie, muzyczka grała, dekoracje w postaci balonów jakoś się trzymały na ścianach, a Alex nagle został zgarnięty przez Jasona, więc Eryczek też postanowił wyjść na zewnątrz, by zobaczyć, co dla niego przygotowano.
- Ale kozacki. - stwierdził na widok psa i po chwili miał zacząć pomagać z rzeczami przywiezionymi przez Gabę, lecz tego nie zrobił, gdyż Jason wszystko zgarnął, no ale chociaż przy okazji przywitał się z Jamie - Eric był pewien, że przywiezione przez kuzynkę torty będą mega smaczne i pięknie zrobione - Jasonem i Gabą.

Po wyłożeniu wszystkiego, przyłączył się do wręczania prezentu i gdy Sher dawała skrzyneczkę, on dał BARDZO przydatne rzeczy.
- Wszystkiego najlepszego, stary. Dużo szczęścia i radości! I czego tam sobie zapragniesz, żeby się spełniło. - tego właśnie życzył przyjacielowi.
Gdy wszyscy zebrani siedzieli, okazało się, że dołączyła jeszcze jedna osoba, którą, notabene, Stones znał z opowieści, a Alex zaczął ogłaszać newsa o tym, że nie był już singlem, na co Eryczek zareagował uniesionym do góry kciukiem. Podczas przedstawiania kolejno osób, kiedy padło jego imię, uniósł wyprostowaną dłoń w powitalnym geście, jakby potwierdzał, że on to on. Słysząc o kolejce, podszedł do kieliszków pełnych wódki - jeden podał Sher.
- Zdrowie solenizanta.- rzucił, praktycznie natychmiast opróżniając kieliszek. Zapiekło go w gardle, więc sięgnął po colkę.
- Miło Cię poznać, August. - powiedział z uśmiechem, witając się z nową dziewczyną przyjaciela.
Nagle leciała kolejna kolejka, więc należało opróżnić kolejny kieliszek - co rzecz jasna, Stones uczynił.


Shereen Winfield Alexander Hall Gabriela R. Blais Erika Lindberg Jason Choi Jamie Park august winters
28 y/o
Indulge in local cuisine
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Urodziny Alexa były z pewnością niesamowitą okazją do tego, aby się spotkać, napić i przede wszystkim celebrować swojego najlepszego kumpla. Każdy bowiem przyznał od razu, że nie było opcji, aby Hall odpuścił świętowanie ukończenia kolejnego roku życia. Niby brzmiało to tak zwyczajnie, ale nie było opcji, aby nie wykorzystali tego pretekstu do tego, aby spędzić nieco czasu razem.
Jamie miała upiec ciasto, Eric udostępnił chatę, a Lindberg zapakowała do ogromnej siaty pudła z kilkoma grami imprezowymi tak na wypadek, gdyby nie mieli innych źródeł rozrywki. W końcu robienie twistera po pijaku to był niezwykle dobry pomysł. Na pewno nikomu się nic nie stanie. Przecież byli dorosłymi i odpowiedzialnymi ludźmi! Ha... Na pewno nie.
Nie było opcji, aby nie znała drogi do domu swojego imiennika. W końcu to był jej ziomek i byłby trochę przypał jakby nie pamiętała, gdzie mieszkał... Chociaż faktem było, że nigdy nie pamiętała numeru, ale za to wiedziała, do których drzwi powinna podejść. Taka już była cwana!
- Cześć wszystkim! - przywitała się po przekroczeniu progu, witając się zbiorowo z całą gawiedzią nim w końcu udało jej się dostrzec znajdującego się w miejscu imprezy solenizanta. - Alex!
Zostawiła pakunek z imprezowymi grami gdzieś na pierwszej nadającej się do tego powierzchni i od razu pomaszerowała do przyjaciela z ogromnym pluszowym niedźwiedziem, którego trzymała pod jednym ramieniem.
- Wszystkiego najlepszego kumplu! Uznałam, że skoro od jakiegoś czasu śpisz sam to wypadałoby ci zapełnić połowę łóżka i zrealizować marzenia z dzieciństwa o pluszowym przyjacielu - wyjaśniła, bo przecież wiedziała, że za dzieciaka Hall nie mógł narzekać na nadmiar zabawek, więc niech chociaż jako dorosły człowiek ma nieco tej szczenięcej radości. - Mam jeszcze dla ciebie coś, co mam nadzieję, pomoże ci kłaść ludzi na deski po jednym ciosie.
W drugiej ręce trzymała bowiem torebkę, w której znajdowały się rękawice bokserskie z One Punch Mana, które pod nazwą anime miały wyszyte inicjały Alexa (AH, a nie SS). Liczyła na to, że podobny podarek naprawdę spodoba się przyjacielowi.
Dopiero po krótkiej chwili dostrzegła przy jego boku pewną blondynkę i nagle zrobiło jej się głupio, że wręczyła Hallowi tego wielgachnego misia. Czyżby przypadkiem wrócił do Lennox, a zapomniał im o tym wspomnieć? A może była teraz tylko przyjaciółką, którą zaprosił na urodziny? Trudno stwierdzić. Ona też na pewno nie zamierzała dopytywać.
- O, hej Maddie - przywitała się odruchowo, a dopiero w momencie, gdy imię opuściła jej usta zdała sobie sprawę, że dziewczyna może i jest blondynką, ale chyba nie o końca przypomina tę, z którą udało jej się spędzić pół popołudnia w korytarzu pod wynajętym domkiem letniskowym, bo stwierdziła, że zaciągnie ją do pomocy przy przyniesieniu przekąsek, aby przypadkiem nie zostać zeszmaconą przez Gabrysię w zamian za paprykowe Laysy. - Znaczy... - szybko dodała, aby się poprawić. - Hey, baddie~! Ostra z ciebie laska. Znakomicie wyglądasz!
Miała wrażenie, że to wybrnięcie z sytuacji było wyjątkowo kiepskie. Dlatego też niemal natychmiast przeniosła swoje spojrzenie na Alexa, błagając go o pomoc. Boże, umrę tu. Zrób coś. Nie miała tylko pojęcia czy jej nieme błagania się na coś zdadzą i przyjaciel faktycznie postanowi wspaniałomyślnie zakamuflować jej wpadkę i przenieść rozmowę na zupełnie inne tory.

Eric Stones Shereen Winfieldaugust winters Jamie Park Alexander Hall Jason Choi Cassandra Wildbird Gabriela R. Blais
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#108”