30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Wiedziała, że nie będzie odwrotu.
Pracując w takim zawodzie a nie innym, obcując ze śmiercią średnio kilka razy w miesiącu, doskonale wiedziała, że człowieka nie dało się używić. Raz podjęta decyzja nigdy nie mogła zostać cofnięta. Nie kiedy odbierała człowiekowi oddech. Ile razy sama ścigała ludzi, którzy uważali się za Bogów, bo mogli egzekwować własne widzimisię, decydować kto będzie chodził po tej planecie. Zawsze gardziła każdym, jednym mordercą, a teraz miała zamiar się nim stać.
Faktycznie się zmieniła.
Jednak to wcale nie przez samo zadawanie się z gangsterem czy zostanie kobietą mafii. W żadnym wypadku obcowanie w tym, co złe się jej nie spodobało. Ona chciała to zrobić z miłości. Z pierdolonego akty desperacji, żeby ochronić kogoś, kogo bardzo kochała. Już raz to zrobiła, w Meksyku, kiedy wybór był Gonzales albo Madox. Jednen z nich tak czy siak skończyłby z kulka w głowie, po protu ona była pierwsza. Ale tutaj? Tutaj tak na dobrą sprawę chciała skazać kogoś, był w zmkniętym ośrodku. Kto w teorii nie mógł skrzywdzić. Ale przecież wiedziała jaka była prawda, wiedziała, jak bardzo Nick chciał śmierci jej męża, jak współpracować z kimś z zewnątrz i może nie on bezpośrednio celował mu między oczy, ale dla Pilar w tym momencie nie miało to większego znaczenia.
Chociaż trzeba przyznać, że kiedy z jego ust padło to dla twojego świętego spokoju, pozbędę się Daltona, przez jej ciało przeszedł kurewsko nieprzyjemny dreszcz. Jasno i przejrzyście Madox zrzucał na nią całą winę i odpowiedzialność za to, co miało się stać. On dokona egzekucji, pomoże w tym, ale ten krzyżyk to Pilar musiała przyjąć na swoje barki. Nie po pół, jak drużyna, a tylko jej. Bo to miało się stać dla jej świetego spokoju.
I może zafiksowałaby się na tym jeszcze bardziej, gdyby temat nie zszedł na kobiety — tak kurwa dla odmiany — które chciały go zabić. Nie miała zielonego pojęcia dlaczego niby Ruby odpadała z tego obrazka. Z jednej strony chciała go o to dopytać, a z drugiej… powiedział to z tak dużym przekonaniem, że może faktycznie wiedział więcej niż ona i nie chciał mówić. A Pilar chyba po raz pierwszy nawet nie potrzebowała wiedzieć. Tyle rzeczy waliło im się na głowę, że naprawdę trzeba było odpowiednio prioretyzować zagrożenia. Szczególnie, że zaraz zaczął jej nawijać o jakiejś lasce, która chciała go pobić.
Jak to pobić? Bo wysłałeś jej foty? — ściągnęła brwi do siebie, patrząc na niego podejrzanie. Co to w ogóle znaczyło, że wysłał jej swoje przerobione foty? No pięknie, ale on jej robił aferę, bo napisała życzenia urodzinowe Galenowi. Powinna się już przyzwyczaić do tego, że Madox była chodzącą hipokrytką, a jednak za każdym razem ją tym zaskakiwał. — Skoro Pati ją kojarzy, to może niech dowie się czegoś więcej na jej temat? Tak dla pewności — zaproponowała, chociaż przez kilka sekund przez jej głowa przemknęła taka myśl… a Pati? Czy jej mogli ufać? Czy Madox miał pewność, że to nie ona chciała go zapierdolić za jego plecami? Pewnie nie, bo już tyle razy była z nim sam na sam, że gdyby chciała, może faktycznie już dawno by to zrobiła. Znała go dobrze, wiedziała dużo, nie potrzebowałaby iść do kogoś takiego jak Nick Dalton po informacje. Tak szybko jak ta myśl pojawiła się w głowie Pilar, równie szybko się z niej ulotniła. Szczególnie, że temat zszedł na Lunę i jego następne spotkanie z Madoxem.
Jakby chciał mnie zajebać to już by to zrobił — przedrzeźniła go bezczelnie, kręcąc głową na boki. Nieładnie. Ale gadał kurwa od rzeczy. Złapała go za poliki i przyciągnęła do siebie. — Madox, on CHCIAŁ CIĘ WCZORAJ ZABIĆ — powiedziała to głośno i wyraźnie. — Nie dociera to do ciebie? Naprawdę teraz we własnej głowie będziesz kurwa zaginać rzeczywistość? Nie rozumiesz, że byłbyś martwy gdyby nie Sombra? Strzelając do ciebie nie mieli pewności, że pies wskoczy przez ciebie, więc kulka była zadedykowana dla CIEBIE. Nie możesz kurwa chodzić i pierdolić, że jakby cię chciał zabić to by to zrobił i myśleć, że jesteś bezpieczny. Chciał cię zapierdolić. I pewnie będzie chciał znowu następnym razem, jak mu się sprzeciwisz — wiedziała, żem miała racje. Może i on znał lepiej ten cały, gangsterski świat, ale to ona potrafiła na wszystko spojrzeć z boku i nie mogła wytrzymać tej jego nieśmiertelnej gadki. Tego przekonania, że każdemu był do czegoś potrzebny i nikt go nigdy nie odjebie, bo umiał zagadać przeciwnika. Nie zawsze. I wczorajszy dzień doskonale to pokazał. Umarłby. Już by go tu kurwa dzisiaj nie było, więc niech lepiej weźmie to wszystko na poważnie. Nawet miała to dodać, ale wtedy on w końcu się z nią zgodził w sprawie kamer. Gdzie tylko chcesz.
Gdzie tylko chce? — tam razem to ona posłała mu zaczepne spojrzenie i szturchnęła go kolanem, dokładnie tak, jak on nią przed chwilą. — Pod biurko też jedną dostane? — tak, żeby mogła sobie oglądać, jak co dwadzieścia minut Noriega drapie się po jajach, a potem jeszcze może jedną w kiblu, żeby od razu sprawdzić, czy się wysrał odpowiednią ilośc razy dziennie, kiedy jej nie będzie. Niesamowite było, jak szybko ich poważne rozmowy potrafiły przeistaczać się w durne zaczepki na rozładowanie atmosfery. Chyba tylko oni tak potrafili.
Madox też potrafił szarpnąć ją na siebie jednym pociągnięciem. Zrobił to tak mocno, że aż musiała przytrzymać się jego silnych ramion, żeby zachować resztki równowagi. Jego ciepły oddech muskał jej poliki. Czuła go też na ustach i brodzie. Przyjemnie ciepły, znajomy. Tak skrajnie inny od tego chłodnego, który niestety dzisiaj również na sobie poczuła, że aż przez jej plecy przeszedł dreszcz. A po chwili poczuła też jego śmiech, gdy powiedziała mu, że będzie tak, jak chciał.
Tylko się kurwa nie przyzwyczajaj — zagroziła mu, wciskając palec między ich ciała i wymierzając mu prosto w klatkę piersiową, sama zaciskając ustami tuż przy tych jego. — To jednorazowa ugoda. Następnym razem jak ci tak odpierdoli, to ci oddam — odgroziła się, tak dla zasady, żeby zachować pozory, ale prawda była taka, że dzisiaj niezależnie od tego, jak waleczna by nie chciała być, po prostu nie dałaby rady. Cała akcja z Daltonem kompletnie zachwiała jej psychiką i na to naprawdę nie było rady. Czuła, że to wszystko wciąż w niej siedziało, że te pieprzone ataki paniki znowu czaiły się gdzieś na wyciągnięcie ręki, jednak miała wrażenie, że tak długo, jak on miał ją w ramionach, to była bezpieczna. Zaśmiała się nawet na jego uwagę, że on zabiłby się gdyby jej się coś stało, a Pilar podwójnie by go zabiła za to, że ją zostawił.
No faktycznie on romantyk, ona wariatka.
I tak ty na tym gorzej wychodzisz — zauważyła, oplatając jego szyję dookoła i szarpiąc delikatnie za włosy przy potylicy. — Bo umierasz dwa razy — wypomniała mu jeszcze nim zdążył złożyć przelotny pocałunek na jej ustach. Pocałunek zdecydowanie niewystarczający na to, jak wiele rzeczy udało im się przepracować w tej obskurnej toalecie, w której chyba nikt nie odkurzał i nie mł podłogi przez ostatni rok jak nie dwa. Poza tym, kurewsko tęskniła za jego bliskością. Od wczoraj prawie się nie dotykali, a przecież to właśnie był ich język miłości. Nawet chciała go przy sobie przytrzymać, ale on już zbierał się z podłogi, szarpiąc ją ze sobą do góry i pytając, czy chciała iść coś zjeść, czy może się napierdalać.
Bicie się z tobą, kiedy dajesz mi fory jest nudne — stwierdziła, wzruszając obojętnie ramionami. — Co to za przyjemność? — już i tak podbiła sobie w worek, który nie był w stanie jej oddać. Takie zabawy były fajne tylko przez chwilę, na rozładowanie gniewu, ale na pewno nie pełny sparing. Wspięła się na palcach, znowu zawisając nad jego ustami. — A oboje dobrze wiemy, że dzisiaj nie będziesz w stanie mnie docisnąć — mruknęła cicho, jednak taka była prawda. Już i tak na codzień dawał jej fory, a co dopiero w momencie, kiedy jedną rękę miała praktycznie niesprawną, wciąż sączyła się z niej krew, co było widać pod powierzchnią gazika, szyje również miała obolałą i ramiona… po których on sam przesunął palcami, żeby zatrzymać się na przedramieniu, na którym miała po nim kilka śladów.
Lubie jak mnie szarpiesz, ale tylko wtedy, kiedy chcesz mnie rzucić na pralkę lub szafę i… pierdolić, to chciała powiedzieć. Zaczepić go. Przekręcić to wszystko w żart, bo ona wcale nie miała mu za złe, że to zrobił. Był wkurwiony, miał prawo. Ile razy ona nim szarpała podczas kłótni, ile razy wciskała mu palce w tors? A to, że był większy i mniej to było na nim widać, to przecież zupełnie inna sprawa. Widziała jednak po nim, że to nie chodziło o sam przypływ złości, a pewne traumy z dzieciństwa, które wciąż miał w głowie. Wspomnienie agresji w domu, pewnie to jak Carlos szarpał Esme, a potem pewnie jeszcze bił. Madox nie był temu nawet bliski.
Posłuchaj mnie — przysunęła się do niego jeszcze bliżej, prawie się na nim wieszając. Jedną dłoń wplecioną miała w jego włosy, drugą natomiast umieściła na piersi, pod która czuła, jak mocno waliło mu serce. — Nie jesteś jak swój ojciec, Madox. I nigdy nie będziesz — co do tego była akurat pewna. Carlosem kierowała żądza władzy, kontroli, a młodym Noriegą przecież coś zupełnie innego. — Twoja agresja nie wynikała wyłącznie z czystego wkurwu, ale też i troski, a to różnica. Ja się stawiałam, a ty chciałeś mi po prostu pomóc — ktoś mógłby powiedzieć, że głupio go tłumaczyła, ale przecież taka była prawda. Ona tam na sali dosłownie rozjebała sobie doszczętnie dłoń. Gdyby Noriega nie zaszarpał jej tu siłą i nie pomógł, pewnie teraz pół sali pławiłoby się w krwi, a ona miała trzy razy większy problem. Trzeba było też pamiętać, że Pilar wcale nie była delikatną dziewczynka. Nie można było obchodzić się z nią jak z jajkiem, bo po prostu weszłaby na głowę. Dlatego tak dobrze się dobrali, bo prawda była taka, że tylko on potrafił ją okiełznać. — Ale dobrze, bardzo chętnie ci jebne następnym razem — dodała po chwili, uśmiechając się bezczelnie. Akurat z tym nie miała żadnego problemu. Chociaż czuła, że następnego razu wcale nie będzie. Widziała przecież po jego twarzy, jak nim to ruszyło. Jak w jego głowie właśnie działy się jakieś dziwne porównania do starego, które nawet nie powinny się tam znaleźć. Może faktycznie wystarczyło im bicia jak na jeden dzień.
Jeść — rzuciła po chwili, prosto między jego usta. Nie pocałowała go jednak, a zamiast tego przesunęła się wzdłuż jego polika w stronę ucha. — Jeść — potwórzyła, tym razem zahaczając płatek językiem i biorąc go między wargi, by następnie zassać delikatnie. — Weź mnie na jedzenie — i to najlepiej takie w ilości d u ż o z wielkim deserem, po którym nie będzie mogła się ruszyć. Tak. To zdecydowanie brzmiało jak świetny plan. Normalnie propozycja nie do odrzucenia.
Ogarnęli łazienkę, pozbierali resztki ręcznika papierowego z ziemi, nawet apteczkę odstawili na miejsce, tylko już nie chciała wisieć, bo Madox jak ją wtedy ścisnął, to rozpierdolił jej wieczko, więc musieli po prostu odłożyć ją na parapet obok. Chcieli też umyć podłogę z krwi w salce, ale kiedy tam weszli okazało się, że Earl już to zrobił. Podziękowali, przeprosili i ulotnili się do auta już zdecydowanie w o wiele lepszych humorach niż kiedy z niego wysiadali. Dużo emocji zostawili na tamtej podłodze w kiblu, dużo spraw wyjaśnili, chociaż była jeszcze cała masa znaków zapytania. Wciąż nie było dobrze, ale przecież oni właśnie tak działali. W jednej chwili świat walił im się na głowę, a w drugiej łapali kilka beztroskich chwil, żeby po chwili znowu znaleźć się w samym środku jakiegoś chaosu. Taki już ich los.
Całą drogę do auta, nawijała mu listę rzeczy, które by zjadła. Mogło to brzmieć, jakby Pilar po prostu wymieniała nazwy rzeczy, które znała, bo było ich tak dużo, ale co się dziwić, dochodził powoli wieczór, a oni oboje byli o samym śniadaniu. Załadowali się do środka, a ona zacisnęła swoje palce na pasie bezpieczeństwa.
Nie wiem, ty musisz wybrać… — oczywiście zrzucała na niego całą odpowiedzialność, bo sama nie umiała się zdecydować. — No chyba, że wszechświat da nam jakaś kurwa niebieską wskazówkę, gdzie powinniśmy zjeść, bo w innym wypadku pewnie będziemy jeździć w kółko do nocy — machnęła rękami, kierując je właśnie na ten wcześniej wspomniany wrzechświat, a przynajmniej spróbowała, bo po drodze lewą ręką przyjebała w schowek, który spadł jej na kolana. Syknęła z bólu, bo walnęło akurat w rzepkę. Zajebiście, dzięki wszechświecie za jeszcze więcej bólu. Przewróciła oczami. — Trzeba go było jednak nie wzywać — mruknęła pod nosem niezadowolona, jednak kiedy zamierzyła się, żeby go zamknąć z hukiem, w środku zobaczyła… zwycięski los, który Madox kiedyś kupił na stacji. — O, może to jednak nie było tylko po to, żeby mi najebać — wtrąciła i sięgnęła po niego, by już po chwili pomachać Madoxowi przed oczami. — Kolacja w ciemności? — nawet lepiej, bo miała na twarzy tyle plasterków, że piękniej będzie wyglądać przy zgaszonym świetle. Ale tak serio… to nie był wcale zły pomysł. Chcieli iść zjeść, nie wiedzieli co, nie wiedzieli tez kiedy znowu będą mieć wolny wieczór, a kiedy znowu będą drzeć koty. Może to był dobry moment, żeby po prostu złapać chwile? Pojechać do pierwszego, lepszego sklepu lub domu, odjebać się jak na prawdziwą randkę i pojechać zjeść w kompletnej ciemności wszystko, co tylko im podsuną pod nos?

¿Cena a oscuras?
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
To nie tak, że Madox obarczał ją za krzyżyk, który postawiła na Daltonie. Robił to dla jej świętego spokoju, dla niej, z zemsty, ale przecież to on miał tutaj pociągnąć... może nie za spust, ale za sznurki. A jej może nawet by nie powiedział, że to się dokonało, jak z Ruby.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.
Chociaż tutaj, w momencie, w którym chodziło o Daltona, i ona go o to poprosiła musiał być pewny, że mogłaby mu potem normalnie patrzeć w oczy. Może nawet gdyby ta prośba nie padał z jej pełnych, gorących ust, to sam by to załatwił, gdzieś po kryjomu. Chciał odwiedzić Daltona.
A jak to spotkanie by się skończyło? Który z nich rozwaliłby szybę i skoczył na tego drugiego. Ciężko stwierdzić, ale gdyby Nick Dalton pokazywał obsesję, którą miał na punkcie jego żony. Mogłoby być różnie. Zwłaszcza, że Madox też taki do końca normalny nie był.
I miał sporo wrogów, chociaż akurat ta laska z klubu to był pryszcz.
- Nie wysyłałem jej żadnych fotek, nikomu nie wysyłam fotek, chyba, że ze ślubu - wyjaśnił od razu - pierwszy raz ją na oczy widziałem, ale ona miała w telefonie moja zdjęcia, które rzekomo jej wysłałem i twierdziła, że chciałem się z nią umówić, a wcale nie chciałem - odchylił do tyłu głowę. Nie powinien jej w ogóle o tym mówić, bo to była jakaś kompletna pomyłka. Chociaż z drugiej strony dziwny mógł być fakt, że jakaś laska miała w telefonie jego zdjęcia, które ktoś jej wysłał - może ją poproszę - dodał jeszcze odnośnie Pati. Bo przecież Madox znowu polegał na swojej nowej menadżerce. Może podchodził do niej trochę bardziej czujnie niż do Maddie, ale i tak wieloma rzeczami się z nią dzielił. Zresztą w klubie też go obserwowała. Ale to nie mogła być Pati, jaki miałaby w tym interes? Przecież ją zatrudnił, na dużo jej pozwalał. To na pewno nie ona.
Madox jej ufał, i wierzył w to, że Luna tak naprawdę nie chciał go załatwić, bo już by to zrobił. A kiedy Pilar go przedrzeźniła i złapała za policzki, to jej się szarpnął, tak, że jej dłonie zjechały po jego szyi.
- Nie chciał - chciał kurwa, prawie to zrobił. Ale Noriega oczywiście już zakładał, że tak go tylko straszył. Chociaż kiedy Pilar wspomniała o Sombrze, to spuścił na moment spojrzenie. Gdyby go z nim nie było to...
To on by go nie zabił. A Madox przecież by się jakoś wykręcił, zawsze się wykręcał. Złapał w płuca więcej powietrza i może coś by jej powiedział, jeszcze się z nią kłócił? Ale tego chyba na dzisiaj mieli dość.
Nie pogodzili się jeszcze ze stratą psa, nie przepracowali tego co działo się w lesie, a dzisiaj kolejne problemy spadały na nich wraz z wizytą Pilar w więzieniu. Wraz z Nickiem Daltonem, które przecież powinni już dawno mieć gdzieś. Ale się nie dało.
Wszyscy chcieli zrobić im krzywdę, jak nie jemu, to jej. Nie byli bezpieczni, wcale. Aż Madox jakoś tak mimowolnie, odruchowo, przysunął się bliżej swojej żony.
Czy kiedyś przyjdzie taki dzień, kiedy nie będą musieli się o siebie martwić? Pewnie nie. Może jak znowu wyjadą z kraju? Ale na ich wakacjach też nie zawsze było bezpiecznie. Oni chyba po prostu przyciągali kłopoty. One ciągnęły się za nimi wszędzie. W Rio, Meksyku, Medellin, a przede wszystkim w Toronto, tutaj na każdym kroku czaiło się zagrożenie.
Dlatego bez gadania zgodził się na kamery.
A na jej kolejne słowa, kiedy wspomniała o tym biurku, robionym na specjalne zamówienie z Lapacho, to nawet uśmiechnął się delikatnie.
- Pod biurkiem nie, bo jakbym wiedział, że patrzysz, to bym się wcale nie skupił na Lunie, tylko na tym, żeby cię... popierdoliło - no tak. Ich ulubiona zabawa, które pierwsze się złamie i podda. Zdecydowanie potrafili w jednej chwili zmienić nastój, z poważnego i ciężkiego, na taki, w którym znowu się zaczepiali, a nawet na ustach czaiły się zaczepne uśmieszki. Ale tak wyglądało ich życie, cały kalejdoskop różnych emocji, czasem skrajnych. Ale oni po prostu musieli korzystać z tego, że w tej chwili już znowu było dobrze, trochę lepiej, że przez jebane pięć minut nikt nie chciał ich zabić. Nie kłócili się, tylko znowu patrzyli sobie w oczy. A Madox nawet zaraz parsknął śmiechem.
- Kusi, żeby sprawdzić - pokazał jej czubek języka, a zaraz szarpnął się bliżej wbijając sobie jej palec w klatę jeszcze mocniej, zaraz odgarniał jej za ucho niesforny kosmyk. Żałował tego, że się uniósł, ale z drugiej strony, oni cały czas okazywali sobie różne emocje. I ten ich gniew, agresja, to jak bardzo się o siebie martwili, jakie wątpliwości nimi targały, też chyba było nieodłączne. Bo bez tego oni po prostu nie byliby sobą. A razem, przy sobie, byli właśnie najprawdziwszymi wersjami. On był.
Przesunął wytatuowanymi palcami po jej policzku na skroń wplatając je w czarne kosmyki, a kiedy szarpnęła jego warkoczyki, to znowu się uśmiechnął - dla ciebie mógłby sto - już jej to kiedyś powiedział, że przyjąłby za nią sto kulek, poświęcił się dwieście razy. I znowu to powtarzał, a potem jeszcze przypieczętował to przelotnym pocałunkiem. Za krótkim. Ale na tą chwilę musiało im wystarczyć, bo Madox już zbierał się z ziemi. Już wyciągał do niej rękę, pociągnął ją do siebie, prosto w swoje ramiona - nigdy nie daję ci fory - kłamał, bo zawsze jej dawał. Tylko z chłopakami naparzali się na pełnej, i to też nie ze wszystkimi by się odważył, z takim Ericiem na pewno nie. Przechylił na bok głowę, kiedy uwiesiła mu się na szyi - w przyszłym tygodniu cię docisnę - jeszcze ją zaczepił, a potem ona jego z tą pralką, tylko, że nastrój znowu wyparował w jednej chwili, kiedy on wspomniał, że nie chciał być taki jak ojciec.
Był. Bywał. Władczy, bezkompromisowy, okrutny.
Ale kurwa w przeciwieństwie do niego on umiał... kochać. Tak mu się wydawało. Że to co do niej czuł było najprawdziwszym uczuciem na świecie. A ten dzisiejszy wybuch, widział takich dużo w swoim domu, gdzie ojciec szarpał jego matkę, bił ją, i jego też. A co jeśli kiedyś... Któregoś dnia...
Podniósł na nią spojrzenie, kiedy kazała mu słuchać. Nie chciał być jak Carlos, ale dużo w nim było podobieństw do jego ojca. Chociaż przy Pilar i tak był inny, lepszy jakiś. Sięgnął do jej dłoni, którą miała ułożoną na jego piersi, oparł na niej wytatuowane palce.
- Oby, mój ojciec był mocno chujowym mężem - stwierdził, ale czy Madox był lepszym? Pewnie był to temat do dyskusji. Starał się, ale zamiast zapewnić swojej żonie bezpieczeństwo, to on wciągał ją w coraz to większe gówno - to i tak, nie tak powinno wyglądać, ale fakt, ty też jesteś uparta jak osioł - zaczepił ją, palcami sunąc po jej biodrze na tyłek. Nie do końca zgadzał się z jej tłumaczeniami, ale z drugiej strony znał ją i wiedział jaka była zacięta. Nienawidził, kiedy sama robiła sobie krzywdę, a z tym workiem robiła, zdarła skórę z dłoni, nie przejmowała się tym, że cały opatrunek jej się zwinął. A on się przejmował. Dobrze się dobrali, bo dbali o siebie nawzajem, nawet jeśli czasem to drugie nie widziało problemu. Ona w tym, że robiła sobie krzywdę. A on w tym, że ktoś chciał go zabić na przykład.
- Ale bez forów - uśmiechnął się do niej jakoś blado, chociaż nie chciał, żeby to jeszcze kiedyś się powtórzyło. A jednak nie był pewny, czy to nie leżało gdzieś w jego naturze. Zawsze był agresywny, zawsze narwany. Tylko zazwyczaj w stosunku do ludzi, którym się to należało, a dzisiaj... do niej.
Jeść. Dopiero to jedno słowo, które wylądowało między jego wargami, sprowadziło go na ziemię. Nawet się uśmiechnął kiedy sięgnęła do jego ucha, kiedy zaczepiła o nie zębami.
- A na co masz ochotę? - nie powinien o to pytać...
Bo potem zaczęła się litania, Pilar wymieniała mu chyba wszystko, co mogli zjeść w Toronto. Przerwała tylko na moment, gdy przepraszali Earla, a Madox umawiał się z nim na sparingi w przyszłym tygodniu. W drodze do auta znowu się zaczęło.
- A może jakiś chińczyk? - zaproponował, ale potem zaczęli się zastanawiać czy dostaną tam coś z czekoladą i kiedy już wsiedli do samochodu, to stwierdzili, że chyba nie. Madox miał wybrać, szkoda, że on też nigdy nie mógł się zdecydować, zwłaszcza, że w brzuchu mu już burczało, kiedy jego żona opowiadała mu o wszystkich tych daniach - może... - zaczął, ale wtedy uderzyła w schowek, a kiedy ten się otworzył i walnął ją w kolano, to Madox do niego sięgnął, oczywiście, żeby jej je rozmasować. A zaraz zrobił zeza, żeby skupić spojrzenie na tym, czym machała mu przed oczami - myślisz? Ale jak podadzą tam wątróbkę, to ja wychodzę - jeszcze przesunął palcami wyżej, po jej udzie - i co możemy tam iść z marszu? Trzeba się odpierdolić? - wychylił się w jej kierunku, żeby zerknąć na zaproszenie, które już studiowała. Okazało się, że mogli tam iść w każdej chwili, chociaż powinni się zapowiedzieć i wybrać sobie jakiś pakiet, ale na dole była dopiska, że obowiązują stroje wieczorowe. Teoretycznie mogli jechać do domu się przebrać. Mogli też wyskoczyć na zakupy, ale...
- Za dwie minuty mogę być w klubie, mam tam koszule, a myślisz, że wybierzesz coś z garderoby naszych artystek? - oczywiście, że chodziło mu o te jego roznegliżowane tancerki, ale przecież czasem w Emptiness odbywały się też inne występy, jakieś tematyczne wieczorki. Mogłaby tam coś znaleźć, tylko czy to zaliczałoby się do kategorii strojów wieczorowych? Spojrzał na Pilar, żeby to ona zadecydowała, ale zaraz zerknął jeszcze na te pakiety. Był jakiś słodki, a w nim dużo czekolady. I chociaż Pilar ją uwielbiała, to Madoxa aż bolały zęby jak to przeczytał, pochylając się do niej nad skrzynią zmiany biegów. Jakieś kurwa polędwiczki w czekoladowym czymś tam. Był też jakiś fancy, ale te nazwy... brzmiały podejrzanie.
- Może ten hot? - zaproponował, ale tam było tylko napisane, że to najostrzejszy pakiet, pełen niespodzianek. Czyli chyba coś dla nich. Skręcił w kierunku Emptiness, a zaraz postawił samochód przy samym wejściu - chyba nie ma tam już nikogo - klub wyglądał dziwnie, kiedy nie piętrzyły się przed nim kolejki do wejścia, kiedy z daleka nie było słychać muzyki, a na chodniku przed nie igrały te kolorowe światła. Był jakiś taki bez życia. Madox spojrzał najpierw na niego, na szyld i wystawioną przed lokalem tablicę, która informowała, że lokal jest zamknięty do odwołania, a potem na swoją żonę. Mogli jeszcze jechać do mieszkania, ale mogli też spróbować tutaj.

¿Vamos a arreglarnos?
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Wiedziała, że nie był jak jego ojciec.
Madox mógł sobie mówić, co chciał. Mógł martwić się, zaginać rzeczywistość we własnej głowie, ale Pilar wiedziała, że tak nie było. Słyszała o nim wystarczjąco dużo historii, by wiedzieć, że młodszemu Noriedze było kurewsko daleko do tego, żeby chociaż zbliżyć się do wizerunku Carlosa. Do jego bezwzględności w kwestii drugiego człowieka, do agresji, którą rozładowywał na żonie i synku, a przede wszystkim do chłodu, z jakim podchodził do Esme. Chociaż Noriega też czasami krzyczał na Pilar, ona wiedziała przecież, że to wynikało z troski i bezsilności niekiedy. Że zawsze zarodek miało w dobrym miejscu. Znała serce swojego męża i wiedziała doskonale jak ogromne i dobre było.
Wiedziała też, że sami w życiu nie wybiorą nic konkretnego do jedzenia. Ona była zbyt niezdecydowana, a on zbyt głodny, żeby wykonywać świadome osądy. Już miała zaproponować, żeby zjedli po prostu w pierwszej, lepszej knajpie, jaką zobaczą po drodze, zdać się na los, ale on przyszedł do nich szybciej niż zdążyli o niego poprosić.
W pierwszej kolejności siniaka na kolanie, który z pewnością będzie po tym, jak drzwiczki od schowka jebły na jej nogę bez żadnego ostrzeżenia. Całe szczęście wszystko nadrobił kupo na kolacje w ciemności, który wyleciał razem z drzwiczkami i wylądował między palcami Pilar. Nie był to głupi pomysł. Tam przynajmniej nie musieli o niczym decydować — wystarczyło, że przyjadą, a potem pod nos dostaną przystawkę, zupe, danie główne i deser w jakiś pewnie mini proporcjach, tak żeby spróbować więcej i za bardzo się przy tym nie przejeść.
Nic tu nie pisze o wątróbce — przewróciła świstek papieru w dłoni. — Niee no, na pewno nie, przecież każdy wie, że wątróbka jest obrzydliwa. Raczej nie podawaliby jej w takim miejscu — a przynajmniej tak podstanowiła to sobie tłumaczyć. Obrazki, które widniały na kuponie również wyglądały nieesamowicie zachęcająco. Był na nim soczysty stek i jakiś czekoladowy mus w tle. A do tego notka, że obowiązywały stroje wieczorowe.
Po chuj stroje wieczorowe, jak i tak nikt ich nie zobaczy?? — oburzyła się, nie było co udawać, bo skoro kolację jadło się w kompletnej ciemności, to chyba bez różnicy, czy ktoś miał na sobie dresy czy jednak fikuśną, wieczorową kreację. Ale jak widać tu miało znaczenie. A oni jeśli chcieli tam zjeść, musieli się dostosować. Całe szczęście Madox z marszu wpadł na świetny pomysł, żeby zajechać po drodze od klubu. Był o wiele bliżej niż dom, bo do tego musieliby się wracać przez pół miasta, a takto mogli to potraktować jako jedynie krótki przystanej na drodze. Pozostawała tylko jedna kwestia… — A czy garderobę twoich artystek można traktować jako kreacje wieczorową? — dopytała z chytrym uśmiechem na ustach. Trzeba przyznać, że nie raz przebywała w Emptiness podczas pokazów i cóż… kobiety, które tam tańczyły nie miewały na sobie za dużo materiału. Z drugiej strony bywały tam również imprezy tematyczne, ale nie można było zapominać, że przez większość czasu był to jednak klub nocny. Niemniej Pani Noriega była gotowa przeszukać odpowiednio garderobę i na pewno znaleźć coś odpowiedniego.
Tak jak on w czasie, kiedy stali na światłach już dobrał się do ulotki, na której wypatrzył jakieś różne kategorie i wybrał tą ostrą. Pilar nawet nie sądziła, że jakiekolwiek były. Myślała, że cały sęk kolacji w ciemności jest taki, że człowiek nie wie, co będzie jadł, ale jak widać, jakiś tam wybór jednak mieli.
Zdecydowanie hot — przekręciła głowę w jego kierunku i spojrzała przelotnie w oczy, gdy już parkował samochód. — Tylko, żeby nie było za bardzo hot — cmoknęła przy odpinaniu pasów i od razu skierowała się do wejścia do klubu.
Nie była w nim jeszcze od powrotu z Rio. Nie widziała w jakim stanie był, chociaż słyszała z opowieści Noriegi. Wiedziała też, że było już trochę lepiej po tym jak wynieśli spalone meble i nieco ogarnęli. W środku faktycznie było wyjątkowo pusto. Po ścianach wciąż było widać ślady zwęglenia, całe szczęście równe piętro i piwnica ostały się w całości. Tak samo jak garderoba, w kierunku której skierowała się Pilar.
Będę czekać! — krzyknęła jeszcze za nim, kiedy skierował się do gabinetu. Madox miał prostą piłkę — zgarnąć pierwszą, lepszą koszulę i już wyglądał, jakby się odpowiednio odpierdolił. Ona natomiast nie dość, że musiała założyć na siebie nie swoje ciuchy, to jeszcze znaleźć coś w wielkiej garderobie pełnej kłusych łaszków na scenę.
I faktycznie przez warstwę staników i kolorowych pończoch naprawdę ciężko było się przekopać. Znalazła co prawda tez kilka sukienek, jedną nawet potencjalną, w której mogłaby iść, ale oczywiście nie byłaby sobą, gdyby pierwsze nie przebrała się w coś bardziej… niestosowanego.
Dlatego kiedy tylko Madox otworzył drzwi, mógł zobaczyć Pilar jak wygodnie leżała sobie na kanapie w seksownej, czarnej bieliźnie, a na sobie miała czerwone pończochy zakończone koronką i szpilki.
Ja gotowa — rzuciła z pełną powagą, prężąc się bezczelnie na sofie. Widziała doskonale, jak oczy momentalnie mu pociemniały. Nim zdążył do niej podejść, Pani Noriega uklękła na siedzeniu, przesuwając delikatnie paznokciami po swoim brzuchu w górę, na piersi, aż nie doszła do ramion. Nawet na moment nie spuszczała z niego spojrzenia.
Do momentu.
Tej jednej chwili, w której jej palce nie napotkały delikatnych, ciepłych miejsc na skórze w postaci siniaków. I gdyby były jeszcze one pamiątkami od Madoxa, nawet uśmiechnęłaby się pod nosem… ale wcale nie były. Były nieprzyjemnym wspomnieniem tego, co zrobił jej Dalton. To jak mocno nią szarpnął. Jak wbił się w nią paluchami bez pamięci i jakiegokolwiek wyczucia, jakby chciał ją zmiażdżyć. I takim właśnie sposobem z pewnej siebie, kurewsko seksownej Pilar, momentalnie zmieniła się w tą mającą ochotę się zakryć. Nie pokazywać mu w takim stanie. Naznaczoną przez psychopatę. To jak dała mu do siebie doskoczyć. Znowu było jej wstyd. Znowu nie chciała, żeby na nią patrzył. I chociaż starała się to przed nim ukryć, nawet za delikatnym uśmiechem, z pewnością to zauważył. W końcu to był Madox, znał ją przecież aż za dobrze.
Przebiorę się — mruknęła pod nosem i finalnie faktycznie przeszłą za parawan narzucajać na siebie kilka innych kreacji w postaci sukienek ale tak skąpych i z małymi staniczkami, że pewnie nawet by jej tam nie wpuścili do tej restauracji. Finalnie jednak za jakimś trzecim razem wyszła przed niego w bieli. Normalnie nie nosiła tego koloru, ale w ciemności może łatwiej będzie go zobaczyć? Poza tym, sukienka, która aktualnie miała na sobie idealnie opinała jej wysportowane ciało i długie nogi. — To może ta? — spytała, stając przed nim i robiąc pełen obrót, żeby mógł się jej odpowiednio przyjrzeć.

¿Quizás este, entonces?
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Tylko ona wierzyła w jego dobre serce, bo czasem nawet Madox w nie wątpił. Dlatego przecież wylądował na ulicy, bo jakoś lepiej pasował do zwyroli, niż do policji. A jednak przez te osiem lat przy jego pomocy wielu kryminalistów poszło siedzieć. Może rzeczywiście nie był taki jak jego ojciec?
Może tylko grał podobnego do Carlosa?
Ale przy niej nie grał wcale, i nigdy.
Przy niej kurwa potrafił pokazywać swoje słabości, wątpliwości i przede wszystkim tą troskę, o nią. A jego ojciec, ten nigdy nie miał na względzie dobra Esme. Od samego początku, kiedy wywiózł ją z Meksyku...
A Madox zamierzał wywieźć Pilar do klubu. Żeby tam znaleźli jakieś stroje wieczorowe, jego tancerki przecież zakładały je na wieczór, więc... siłą rzeczy to były takie stroje. No może nie do końca, ale mogli spróbować coś tam poszukać.
Chociaż wątróbki Noriega za żadne skarby by nie spróbował i zaraz to oznajmił swojej żonie.
- Oszalałaś? Przecież nie napisali by o tym na zaproszeniu, bo nikt by nie przyszedł - znowu zaczepił ją przesuwając palcami po jej kolanie - zdziwiłabyś się, bogole ją uwielbiają - przesunął palcami wyżej po jej udzie i zaczepił nawet o zaproszenie, miał je jej zabrać, żeby też zobaczyć obrazki, ale Pilar już nawijała o tych strojach wieczorowych - żebym łatwiej mógł się do ciebie dobrać, niż jakbyś miała na sobie jeansy, a będzie ciemno, to wiesz... - zerknął na nią z ukosa i zabrał rękę z jej spodni. No akurat to był dobry argument, przynajmniej dla Madoxa. Zresztą kiedy oni tak naprawdę mogli się odstawić? Na ślub na przykład, a tak zazwyczaj chodzili w miejsca, gdzie czyste ubrania... No dobra. Czasem nawet nie byli czyści. Wystarczały.
Co prawda to nie był ich styl, bo Noriedze dużo brakowało do elegancji i szyku Galena Wyatta na przykład, a Pilar nie nosiła na co dzień sukienek i garsonek jak jakaś Charity Marshall, ale mogli się raz odchamić.
Ciekawe czy im to wyjdzie w Emptiness.
- No... laski się ubierają w te stroje na wieczór, więc myślę, że tak... A poza tym to jest przecież porządny lokal - bardzo. Zwłaszcza teraz było to widać na załączonym obrazku, kiedy wejście zastawione było taśmami jak jakieś miejsce zbrodni. Renoma Emptiness może nie była najlepsza, ale prawda jest taka, że to był oblegany klub, wszyscy chcieli się tam bawić. W towarzystwie śmietanki towarzyskiej tego miasta.
Madox jeszcze zerknął na ulotkę, i oczywiście wybrał dla nich tą opcję na ostro, bo gdzie oni do słodkiej? Do niej to bardziej Eric ze swoją dziewczyną.
- Tego nie mogę ci obiecać - rzucił odnośnie tego, żeby nie było za bardzo hot, jeszcze poklepał ją po tyłku, kiedy wysiedli z samochodu i skierowali się do klubu. A potem podniósł taśmę, żeby mogła pod nią wejść do środka. Klucze zawsze miał przy sobie, więc to, że lokal był teraz pusty w niczym im nie przeszkadzało. Chociaż trzeba przyznać, że Emptiness wyglądało dziwnie, kiedy na parkiecie nie wirowały światła, a z głośników nie sączyła się latynoska muzyka. Bar był zjarany, loże na górze też, co prawda już trochę tam posprzątali, ale wciąż było widać opłakane skutki pożaru. Jego biuro i piwnica zostały jednak nieruszone, garderoba też nie i zaraz Madox pokazał ją swojej żonie, znajdowała się za parkietem i za DJką, chyba nigdy tam nie byli, na pewno nie razem. Noriega jeszcze oparł się o framugę patrząc jak Pilar usiadła przed oświetlanym lustrem.
- Przyniosę sobie koszulę i zaraz wracam - puścił do niej oczko, a zaraz wyrwał się w kierunku gabinetu, chociaż kiedy krzyknęła to będę czekać, to jeszcze odwrócił się w jej kierunku i potknął. A zaraz wspinał się po metalowych schodach do swojego gabinetu, wszedł do środka, drzwi znowu odbezpieczając kluczem. A przecież nigdy tego nie robił, nie zamykał ich, ale teraz postanowił być trochę ostrożniejszy. Zajrzał do dużej szafy przy drzwiach i przerzucił kilka kolorowych koszul, finalnie sięgnął po czarną. Zrzucił z siebie koszulkę zostawiając ją na swoim prezesowskim fotelu, założył koszulę na kark i ruszył na dół. Zapinał ją po drodze, a kiedy wrócił do garderoby, to zatrzymał się w pół kroku z tymi kilkoma guzikami rozchełstanymi pod szyją, tak, że widać było jego dziary. Od razu ciemne spojrzenie zatrzymało się na jego żonie, wyciągniętej na welurowej kanapie.
- Dla mnie wystarczająco hot i wieczorowo, tylko nie wiem czy cię wpuszczą na tą kolację, ale już chuj z tym... - prześlizgnął się spojrzeniem po jej sylwetce, od tych czerwonych szpilek, po długich nogach ozdobionych pończochami i czarnej bieliźnie, która idealnie opinała się na jej gorącym ciele. Oczy od razu mu pociemniały, a Madox wszedł w głąb pomieszczenia. Uśmiechnął się delikatnie, kiedy klęknęła przed nim i sunęła smukłymi palcami po brzuchu, na piersi, a potem ramiona - tym bardziej nie mogę ci obiecać, że nie będzie zbyt hot... - i on też chciał do niej doskoczyć, może położyć ją na tej kanapie, a potem zanim udadzą się na tą kolację to zająć się deserem, tylko że zauważył tą zmianę w jej spojrzeniu, kiedy przesunęła palcami po siniakach, które chyba on jej zrobił. On, czy Dalton?
Kurwa.
Nie wiedział co siedziało w jej głowie. A w tej jego pojawiła się taka myśl, że przegiął. Że kurwa nie powinien jej dzisiaj szarpać, nie kiedy chwilę wcześniej zrobił to Nick Dalton. Pierdolony Nick Dalton, którego musiał się pozbyć.
Skinął głową na to jej przebiorę się, ale co on by teraz dał, żeby zostawiła na sobie tą kurewsko seksowną bieliznę. Dużo by oddał, żeby mógł ją z niej ściągnąć, zerwać może... A przecież on rzadko zwracał uwagę na takie rzeczy jak bielizna, a dzisiaj nie mógł oderwać od niej spojrzenia. Odwrócił się odprowadzając ją wzrokiem za parawan.
- Ale może byś wzięła ze sobą tamten komplet, nikt nie zauważy - zaproponował i zaraz opadł na kanapę, na której wcześniej siedziała. Wyjął z kieszeni telefon i kiedy Pilar się przebierała to Madox odszukał w nim numer Diego. Chociaż za każdym razem podnosił na nią spojrzenie, kiedy mu się prezentowała w nowych strojach - to też mi się podoba, kurewsko caliente - oczywiście, że podobały mu się te kiecki, które eksponowały jej biust, chociaż te mogłaby zakładać raczej tylko dla niego. Wystukał w telefonie jakąś wiadomość do Diego i rzucił go na poduszkę, kiedy stanęła przed nim w bieli, jego usta momentalnie wygięły się w uśmiechu. A on poderwał się z miejsca i sięgnął do jej ręki, żeby jeszcze raz ją obrócić, żeby się jej przyjrzeć, chociaż zaraz przyciągnął ją do siebie bliżej, obejmując w talii - jak pierdolony anioł - daleko jej było do anioła. Już bliżej do diablicy, może dlatego pasowała jej ta czerwień, w której tak często chodziła. Ale... dla niego przecież była aniołem. Aniołem stróżem, który nie raz chronił go przed niebezpieczeństwem. Który nad nim czuwał.
Ciemne spojrzenie odnalazło jej piękne, czekoladowe oczy. A zaraz wargi odszukały jej pełne, gorące usta - nie wiem czy będę umiał trzymać ręce przy sobie - te słowa uwieńczył pocałunkiem, nie nachalnym, raczej z tych czułych, ale zaraz pogłębił go, wplatając palce w jej czarne kosmyki, przytrzymując ją przy sobie. Ich języki spotkały się w ognistym tańcu, a usta smakowały się zachłannie, ale bez tej typowej dla nich agresji. I może nie potrafiłby się od niej oderwać? Na pewno by nie potrafił, ale wtedy odezwał się jego telefon, a Madox niechętnie puścił swoją żonę i wycofał się do kanapy, żeby go zgarnąć. Nie odebrał od razu, tylko najpierw wyszedł z garderoby. Pilar mogła go słyszeć, ale zrobił kilka kroków przed drzwiami, kiedy już przykładał telefon do ucha.
- No nie wiem, idę z Pilar na kolację... Nie wiem ile mi zejdzie - spojrzał na zegarek, to miał być ich wieczór, więc nie chciał jej poganiać, nie chciał go szybko kończyć - jutro, wpadniesz do Emptiness? Dobra - szybka rozmowa i się rozłączył. Schował telefon do kieszeni, a potem znowu stanął w drzwiach poprawiając jeszcze koszulę - jutro muszę się spotkać z Diego - wyjaśnił jej, chociaż może nawet na to nie czekała - w czwartek kurwa ta impreza Kane'a, a w piątek Luna - napięty mieli ten grafik, ale co mogli na to poradzić? U nich wszystko zawsze działo się szybko, aż dziwne, że między tym znajdowali chwilę czasu dla siebie.
Tak jak dzisiaj na przykład, żeby zjeść kolację w ciemności.
- I jak? - Madox chyba nie byłby sobą, gdyby jej nie zapytał jak wygląda, kiedy już poprawił na sobie tę czarną koszulę wkładając ją w spodnie i zapinając ozdobną klamrę swojego paska.

como un puto ángel ִֶָ. ..𓂃 ࣪ ִֶָ🪽་༘࿐
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
ODPOWIEDZ

Wróć do „Centre for Addiction and Mental Health”