34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
- Jeszcze nie, ale kiedyś tak, bo ja chciałbym Pilar kupić dom - pewnie im to mówił już nie raz, ale może to Riczowi i Williamowi? A nie Gabie. Gabie mówił o jachcie. Ale teraz to co im po jachcie, kiedy jakiś facet z latynoskiej mafii chciał ich zabić? To znaczy Madoxa i Pilar.
Bo Noriega miał nadzieję, że jego kuzynów nie będzie w to mieszać, on ostatnio rozpowiadał zresztą, że to nie jest jego rodzina, tylko uchodźcy latynoscy, którym pomaga. Tak, żeby ich chronić. A Gabriela zaraz mu mówi, że czemu im wcześniej nie powiedział, aż Madox wywrócił oczami, bo już mu wystarczało, że on w to wciągał swoją żonę, to jeszcze miał swoich kuzynów. A w życiu, to już by im wolał kupić bilety w jedną stronę do Kolumbii i ich wysłać na wakacje niż ich wciągać w to gówno. Pilar też by wolał, tylko ona by go tu nie zostawiła samego.
- Bo myślałem, że to was nie dotknie, że... No że jakoś to się potoczy tak, żebyście nie oberwali - wyznał im i opiera im wytatuowane palce na policzkach - nie chciałem was nigdy narażać - patrzy się w oczy te wielkie zapłakane najpierw Gabi, a potem Ricza. Ale jak Gabriela zaczęła w szoku nawijać, że on ją powinien na akcję zabrać, to Madox sięgnął do niej ręką i ją pac pac po główce, tej rudej zadziornej - oj bejbi - przecież on by jej nigdy na akcję nie wziął. Chłopaków nie brał, bo to jakby z małpą poszedł, a z Gabą… to nie wiem, jakby miał kociaka pod pazuchą i nie dość, że musiał o siebie zadbać, to jeszcze o niego.
On nawet Pilar nie brał na akcje, to znaczy nie chciał brać, ale czasem mu się w nie ładowała. A w porównaniu do Gabi, to przecież Pilar była jak jakiś wściekły doberman, po szkole policyjnej. Potem Rich pyta o kamery, a Madox wzruszył ramionami - no nie wiem stary, bo to były takie, że mieli podgląd na nasz dom, jedną na kanapę, jedną na drzwi i jeszcze w kuchni - wyjaśnił im. Potem Gaba zaczyna dramatyzować, Madox zgonił to na buzujące hormony, bo słyszał, że baby w ciąży tak mają. Znowu patrzy na nią pobłażliwie i nawet ją przytulił do piersi, gdzie pod tatuażem z dzielnym lwem bije jego serce.
- Oj Gabi, Gabi, pomszczę Sombrę, ale to nie jest zabawa, to jest latynoska mafia - spojrzał na Richa, żeby go poparł. No i jego kuzyn zaraz to zrobił, zaraz mówi, że żadne pomścimy. Dobrze jej powiedział, nawet Madox miał się z tym zgodzić, że ma rację, że to nie jest ich sprawa, a on nie będzie ich narażał. Ale zaraz Ricardo Martinez się uniósł, a Madox patrzy na niego wielkimi oczami. Jak Madox i Gaba mają krew gorącą, latynoską, jakby benzyna krążyła w ich żyłach, to ta Ricardo to jest keczup pikantny, ognisty. Madox to się trochę wzruszył, że on tak mówi pięknie o swojej rodzinie i oparł mu rękę na ramieniu - bracie ja bym nigdy w to twojej rodziny nie wciągnął, prędzej bym się pochlastał - zapewnił go - przecież ja będę ojcem chrzestnym waszych dzieciaków - tak sądził. Jeśli to przeżyje oczywiście - nigdy bym na nich nie sprowadził nic złego. Dlatego na mieście mówię, że jesteście uchodźcami i wam pomagam, a nie, że moją rodziną - tak musiał na razie mówić. Dla ich bezpieczeństwa, chociaż w klubie to wiedzieli niektórzy, że Gaba jest jego kuzynką, a inni myśleli, że młodocianą kochanką. A Ricz to też za każdym razem jak siadał w Emptiness w loży to mówił, że jest kuzynem szefa, ale Madox liczył, że Luna o tym nie wie.
Liczył też, że zjedzą w końcu makaron, więc kiedy Ricardo wrócił do mieszania, to on jeszcze tak Gabę pogłaskał i usiadł też na krześle.
A wtedy padło to pytanie, co on zrobił Lunie.
- Jaki kurwa barak Rich? Widziałeś Emptiness? - trochę się wkurwił Madox, bo ten klub to jest jego dziecko, najlepszy klub w mieście, ale zaraz usiadł - on chyba chce mnie za informatora - tak sobie myślał Noriega, bo on przecież robił i dla policji i dla półświatka. Miał dużo informacji z obu stron - a zwłaszcza teraz wiesz... Jak się z psiarnią skumałem - bo to nie było tajemnicą, że Pilar jest z policji. To, że Madox tak, ale nie, że ona. Ale Noriega zaczął się tak zastanawiać czy rzeczywiście dla klubu i dla niego warto robić coś takiego?
- Kurwa... - wyrwało mu się nagle, jak Rich już im nakładł po podwójnej porcji makaronu z sosem - myślę... - nowość, że Madox MYŚLAŁ - że on się czuje zagrożony - no tak, bo Noriega w sumie po stronie Latynosów zawsze miał trochę posłuch i poważanie. Ale nigdy nie podpadał Lunie, unikał go, a teraz... zaczął mu się wpierdalać w robotę. Mogło o to chodzić. Ale Madox tak na to nigdy nie patrzył, do tej pory.

baba gaba ricardo keczup ognisty
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
27 y/o
Indulge in local cuisine
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

Patrzyła z niedowierzaniem na dwójkę tych przygłupów, którzy chyba myśleli, że będzie potulnie siedzieć z boku i przyjmować do wiadomości, że jakiś zboczony Ferdek psychol, oglądał ją nago i to kurwa za darmo. Jeszcze to tak bez wykupu żadnej subskrypcji. Co to za czasy, że nawet w spokoju nie można chodzić po mieszkaniu. A umówmy się, w tych czterech ścianach zdarzały się naprawdę różne rzeczy Łącznie z tym, że kiedyś przytachała tutaj żywą kurę, bo Riczi chciał ŚWIEŻEGO kuraka na obiad. No to już świeższego nie znalazła, a instrukcje były niejasne.
Już nie wspominając o tym, że ktoś zabił Sombrę. I próbował zajebać Madoxa. No to już była przesada i ta zniewaga krwi wymaga. Tyle, że w oczach kuzynów była niczym mała krwiożercza chihuahua, która nosiła zaszczytne miano psa zaczepno-obronnego. I dobra, czasami tak bywało, gdy rzucała się z pazurkami na karczków, ale kurwa gdyby dali jej broń... Mogłaby się przydać. Po chuj szkoliła się od dzieciństwa do takich akcji skoro najbliżsi odmawiali jej zabawy w tej piaskownicy? Ojciec to wysłałby ją do Afganistanu pierwszym możliwym środkiem transportu, a oni patrzyli na nią, jak na słodziaka. To już nawet dziwka mniej zostaje opluta, gdy potencjalny klient proponuje marne grosze. Nie kłóci się jednak, bo zaskoczenie przeciwnika również jest bronią, którą chętnie wykorzystuje, bo nie było co ukrywać. W walce wręcz z większym od siebie miała, niestety, marne szanse.
- Daddy, zluzuj gacie. - warknęła, bo nie będzie jej pouczał Riczi. Miał rację. Z tym, że nie powinna się pchać w to gówno, bo miała swoje bejbi w drodze, ale niech się młody uczy już w łonie matki. Żaden kutas nie będzie terroryzował ich rodziny. Jedyne akceptowalne kutasy to były te należące do ich rodziny, te, które były mile widziane, i te, które dawały przynajmniej jej przyjemność. Więc tamtego przynajmniej trzeba wykastrować. A to akurat już leżało w jej kompetencjach. Jakby go oskórowała i wypchała niczym jakiegoś zwierzaczka, to mogłaby z niego zrobić nawet pieprzonego unicorna.
- Przecież wiem! - fuknęła, gdy wielka łapa Madoxa przycisnęła ją do jego piersi. - Co?! - bo ona nie myślała tak racjonalnie jak Riczi. Jej pierwiastek logiki był teraz pewnie w kancelarii prawniczej w łepetynie Patela. Bo na bank nie tutaj. - Naprawdę chcecie teraz jeść? - bo dalej Riczi odwalał swoje popisowe danie, a ją nosiło. Szczególnie, że Madox powiedział, że tamten czuje się zagrożony. - Kto to w ogóle kurwa jest? Kogo mamy unikać? Powinniśmy coś zaplanować. Nie wiem, udostępniać sobie lokalizację i wymyślić jakieś hasło bezpieczeństwa. Jak możecie tak bezczynnie siedzieć? - bo ją popierdalało od środka. Powinni się uzbroić. Opracować plan chociażby używając do tego makaronu. Pojebie ją z nimi.

Madox A. Noriega
Ricardo Martinez
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
36 y/o
NARRATORSKI PIESEK
178 cm
kucharz Michelin Star Restaurant
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ricz trochę sie obsrał, bo on myślał, że kamery to oni mieli w celu bezpieczeństwa, a nie że ktoś miał wycelowane kamerki w okna i ich obserwował. Kurwamać, czy to znaczy, że jak sobie jaja drapał przy przeglądaniu tv-ka to ktoś ma to nagrane? Albo jak Rosa łaziła goła bo było gorąco na chacie i jej było ciężko z tym brzucholem to ktoś ma jej nagranie!? Ale się wkurwił, ale wewnętrznie tylko i aż spogląda na okna w których są zasłonki, od dziś zasłania wszystko pięć razy.
- O stary grubo, a jak się zorientowałeś? Kurwa, ktoś mógł nawet podejrzeć jak robię nam obiad i mój tajemny sos jak robię, albo jak Rosę jak ta łaziła bez koszulki? Zniszczyłeś te nagrania? - dopytuje, jeszcze, w łepetynie mu się to nie mieściło. A ciekawe czy oni wiedzieli w sumie, że jak ich w domu nie było, to Rosi tak łaziła, pewnie nie, ale on to też lubił sobie połazić bez gaci, ale teraz to już będzie w gaciach łaził. A też po co ktoś miał obserwować co Madox robi w domu? Bo lubił sobie popatrzeć jak ten głaszcze pieski? Albo jaką karmę im daje? Ricz pokręcił głową zniesmaczony, że tacy ludzie łażą po tej planecie. Ale też uświadomił sobie po raz kolejny, że ta jego decyzja o wyprowadzce to nie była wcale taka bezsensowna. - Może powinienem sprawdzić czy ktoś w naszym nowym domu nas nie obserwuje w takim razie - zastanowił sie na głos.
Gabriela się mogła oburzać i wzburzać, ale Ricz nie chciał, żeby się narażała ani żeby narażała swoje nienarodzone dzieciątko w brzuchu, więc dla niego było oczywiste, że nie powinna się mieszać w sprawy mafijne. Już prędzej on by poszedł, żeby ją uchronić przed takimi stresami. A wiadomo, że on by tam poszedł to by go potraktowali jak mięso armatnie. Więc się skupi na tym, żeby ją zatrzymać przed durnym pomysłem pójścia na akcję, może ją nawet do kaloryfera przywiąże jak będzie trzeba. Posłał jej tylko ostrzegawcze spojrzenie, żeby siedziała, tak jak patrzył na Churrosa i Burritosa, jak te zamiast słuchać "siad" to się wyrywały do miski z żarciem. Wariaty małe.
Natomiast zapewnienie Madoxa, że nie chce zostać tuńczykiem w jego rękach nieco go pociesza, tak samo jak ciężka jego łapa na jego barku. Patrzy uważnie w oczy kuzyna, a skoro znalazł w nich szczerość, to skinął powoli głową.
- Mam nadzieję, że ktoś ci wierzy w te gadkę, chociaż kurwa jesteśmy do siebie podobni trochę, ale pewnie te zjeby nawet tego nie widzą, tak jak my u azjatów - skomentował to o tym uchodźctwie. Ciekawe swoją drogą co mówi Madox, że skąd oni uszli i przed czym.
Potem już Ricz robi rodzicielskie przesłuchanie i wcale się nie wzruszył na to oburzenie, że pojechał po Emptinessie, bo nastolatki to zawsze z tego co zauważył chcą obrócić kota ogonem, skupił się więc tylko na tym, żeby poczekać na odpowiedź Madoxa co takiego zrobił Lunie. No tak, bycie informatorem to jest coś, czego może chcieć taki mafiozo, to już brzmi bardziej prawdopodbnie. Chciał spytać co takiego niby może mu powiedzieć Madox, ale ten wyjaśnia, że chodzi o info od policji. Kto by pomyślał, że małżeństwo z policjantką będzie takie niebezpieczne, Ricz to znów podziękował Mateczce Boskiej, że jego Rozi jest psychiatrą a nie jakąś policjatką.
Ricz nakłada jedzonka i zdziwił sie, że Gaba nagle straciła apetyt, aż spojrzał na nią uważnie, czy na pewno wszystko z nią dobrze. Zwykle nie musiał ich namawiać do jedzenia. Ale ciekawiło go też KTO to był więc znów spojrzał na Madoxa.
- No właśnie kto to jest? Jakiś nowy player Toronto, czy ktoś już dobrze obsadzony? Kurde ja to sie nie znam na tych zasadach czarnego świata, ale czy to nie jest troche tak, że jak ktoś tak odjebuje, to zwykle wtedy jak jest w ich organizacji jakiś problem i chce pokazać jak dużego ma?
Gabriela R. Blais Madox A. Noriega
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Madoxowi to nawet imponowało, że Rich to tak ich traktował trochę jak swoje dzieciaczki, bo po pierwsze Noriega to nie miał wcale dobrego wzorca ojca, bo ten jego był mocno chujowy. A po drugie no to Rich miał dwóch daddych. Mógł spokojnie robić za jakiegoś ojca roku. Więc popatrzył krzywo na Gabę, jak ona każe Richowi luzować gacie. Ona to naprawdę była jak taka wściekła chihuahua, a przynajmniej tak to widział zawsze Madox. Bo przecież on nie wiedział o jej zdolnościach strzeleckich, czy do skórowania zwierzyny.
Ricardo mówi o tych nagraniach, a Madox patrzy na niego dziwnie.
- Siedzieliśmy z Pilar na podłodze i zauważyła pod szafkami - już nie zagłębiał się w szczegóły, że nago siedzieli, w kuchni gdzie rozpierdolone były smaczki Sombry, a oni byli mokrzy, bo wypadli spod prysznica. Dzisiaj kuchnia już wyglądała w porządku - nie, sprzedałem na darknecie - mówi głupio, ale Rich się też głupio pyta czy zniszczył te nagrania. A co miał z nimi zrobić? Oglądać je sobie do snu, jak jego kuzyn łazi po salonie z gołą dupą i siada nią na poduszkę, na którą potem się kładł Madox.
Pokiwał głową, że Rich powinien sprawdzić ich mieszkanie, chociaż nie spodziewał się, że tam ktoś by montował kamery, bo na co miałby patrzeć, jak Ricardo gotuje, a Rosa maluje paznokcie?
Potem Gaba się unosi i ich pyta czy oni chcą teraz jeść. Madox bardzo chciał, więc uniósł jedną brew i patrzy na Richa, żeby się znowu z nim zgodził. No bo mafia mafią, ale makaron Richa to jednak było nie byle co.
Jeszcze ich Madox zapewnił, że on jednak ich bezpieczeństwo stawia ponad wszystko, bo tak było, najważniejsza dla niego zawsze była rodzina. Zabić by się za nich dał.
A potem oni już pytają kto to jest ten Luna.
Madox się zamyślił, bo nie wiedział co im powinien powiedzieć. Co może im powiedzieć, bo przecież czasem im mniej wiesz, tym lepiej śpisz. Ale na pewno należały im się jakieś wyjaśnienia.
- No... Luna jest - popatrzył po ich twarzach, bo co im to da jak powie, że jest przywódcą La Eme i jest nad Mara Salvatrucha? No nic, nie ogarną tego. Madox to ogarniał, bo w tym siedział od lat, ale przecież nie mógł tego wymagać od swoich kuzynów - on po prostu jest jakby bossem latynoskiej mafii tu w Toronto - wyjaśnił im w końcu, żeby wiedzieli z kim mają do czynienia. Ale już nie dodawał, że facet siedzi w handlu ludźmi, nie chciał ich straszyć, zwłaszcza Richa - ale kurwa... Ja muszę go odpierdolić, nie wiem jeszcze jak. Nie wiem co się wtedy stanie, ale, nie widzę innej opcji - to też już im powiedział w tajemnicy - tylko proszę was, nie mieszajcie się w to - tu spojrzał znacząco na Gabę - już wystarczy, że Pilar w to wciągnąłem. Wszystko bym dał, żeby w tym nie siedziała ze mną - trochę znowu posmutniał, ale już Rich mu postawił pod nosem talerz z makaronem, więc Madox chwycił za widelec - po prostu mi zaufajcie i dajcie trochę czasu, to wszystko - znowu spojrzał po nich, a potem załadował sobie na widelec porcję makaronu i wsadził ją do buzi, brudząc sobie brodę sosem. Przełknął go - i gdyby się coś działo, to od razu przychodzicie z tym do mnie - znowu spojrzał na Gabę, bo to u niej zazwyczaj się najwięcej odpierdalało.

gabson riczson
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
27 y/o
Indulge in local cuisine
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

Marnowali czas, tak sobie siedząc, gdy ktoś na zewnątrz mógł już kombinować, jak im dobrać się do dupy. W kupie była siła, a gówna nikt nie tyka, więc kompletnie nie rozumiała podejścia Madoxa, który sam chciał chodzić i ryzykować życiem. Jeszcze samotne wyprawy na dziwki to rozumiała, ale cały ten shit nie brzmiał zbyt dobrze. To chyba też nie był dobry moment, żeby przypucować się, że zgodziła się pomóc Moretti odzyskać jego Włoskie poletko. Jak już babrała się w mafię popijając bezalkoholowego Aperolka, to mogła też w rytmie Latino. Tyle, że mały penisek rosnący w jej łonie był dobrym argumentem, żeby się w to nie ładować. Tyle, że każdy tutaj wiedział, że ona najpierw to robiła, a później myślała. Chyba dlatego Madox i Riczi rzucali jej tyle spojrzeń, gdy ona bawiła się makaronem na swoim talerzu. Straciła apetyt.
Nawet nie skomentowała tego, że Madox mógł sprzedać ich nagrania na darknecie. A normalnie przecież zażądałaby jakiegoś procentu, lub chociaż zapytała, czy mraśnie wygląda na tych filmikach, żeby nie było przypału publicznie. Każdy wiedział przecież, że w trójkę byli łowcami dziewic. Riczi już mniej, bo miał żonę, ale gdyby mógł, to pewnie też korzystałby z tego, co im Bozia dała. Rodzina może nie była z tych normalnych i kochających, ale sprzedawała dobre geny.
- Luna... - odsunęła talerz od siebie w stronę Madiego, gdyby chciał też pochłonąć jej porcję i zmarszczyła uroczo nosek. Myślenie bolało, ale tę ksywkę już gdzieś słyszała. Pracując za barem w Emptiness, zdążyła poznać kilka person, które nie trzymały kotków w swoich piwnicach. Wiele też słyszała, ale dopiero teraz, gdy Madi się tak oficjalnie przyznał do tego, co robił, to odpowiednie kafelki wskakiwały na swoje miejsce.
- Był ktoś taki u mnie na drinie. Pytał o Ciebie, gdy brałeś ślub. Jego przydupas nieraz kręcił się koło mnie i zagadywał, czy z nim nie wyskoczę gdzieś po pracy. - wymamrotała, bo przez brudne sekreciki Madoxa, mogłaby już sobie leżeć kilka metrów pod ziemią. Na całe szczęście typ nie był w jej guście, a z Sombrą różnie wracała do mieszkania, bo ją nosiło i nie mogła, jak normalny człek wrócić po pracy prosto jak w mordę strzelił do łóżeczka.
- A co z Billym? Jest twoim prawnikiem. Jak zamierzasz zapewnić mu ochronę? - bo oni sobie poradzą, ale Patel? Kodeksy były kurewsko ciężkie, ale nie czarujmy się, to też był słaby punkt Madoxa. Prawnik i przyjaciel, który nieraz mu pomagał, stanowił idealny cel. Ona i on. Bo po kobiecie pewnie ten cały Luna niewiele się spodziewał, ale... Kurwa, nie martwiła się teraz o swój tyłek, tylko o ten należący do Williama. I mimo, że nie chciała pokazywać rodzince, że jej zależało, to musiała zapytać. Może powinien jemu dać tego całego Maczetę? A najlepiej to dwóch takich dryblasów, żeby zawsze ktoś przy nim był.
- Załatwisz mi spluwę? Bo mi moją gliny zabrały. Dalej szukają kto tego ćpuna odstrzelił z mojej... Marco powiedział, że to nie on. Myślisz, że...? - spojrzała na Madoxa, bo kto inny miałby to zrobić? No chyba, że serio miała pecha, random włamał się do jej domu rodzinnego i zabrał broń, żeby wpakować ją w to gówno.

Madox A. Noriega
Ricardo Martinez
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
36 y/o
NARRATORSKI PIESEK
178 cm
kucharz Michelin Star Restaurant
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Hermanita & Hermanito


Ricz z kolei zupełnie by nie zrozumiał samotnej wyprawy na dziwki. Nie, żeby on chciał skorzystać - chociaż przez te pół roku co Rosa się na niego obraziła, to już czasami miał takie myśli, żeby albo se na dziwki albo na dziewczyny pójść, bo serio już go skręcało i wszystko go podniecało, nawet czasami miał tak, że baba w kasie mu się wydawało, że go podrywa i chce na zaplecze go zaciągnać. Cieżki to był czas dla Ricza, zresztą to było takie samonapędzające się koło. Im bardziej się do Rozi chciał przymylić, tym bardziej ona go odrzucała, tym bardziej on tracił w sobie pewność siebie, łaził jakiś taki nieogolony i w starych gaciach, jęczał do Rozi i był jej sługusem, no a ona go jeszcze bardziej za to tyrała.
-W sensie kamery były pod szafkami? - zdziwił się Ricz - To co oni mają nagrane nasze stopy? - skrzywił się, bo dziwniejszego wyjaśnienia nie słyszał, no ale może to kwestia tego, że Madox to jak jakiś potłuczony im opowiada, jakieś urywki informacji, a potem tylko sprawia, że Ricz jest bardziej skonfundowany niż jakby dostał od niego informację pełną. Najwyraźniej Gabi przyjęła jednak wiedzę o tym, że ktoś nagrywa stópki całkiem bezkrytycznie, więc wzruszył ramionami.
- No mam nadzieję, że żartujesz - ostrzegł go groźnie, tak tylko jak głowa rodziny może kogoś ostrzec, bo Ricz ma w sobie gen daddy, pewnie dlatego, że aż dwóch daddies go wychowywało. - Zresztą, jak ty niby wchodzisz na darkneta, nie uwierzę w to, jak ty nawet nie umiesz sobie poradzić z instagramem heheh - zbija z kuzyna i patrzy na Gabe i pokazuje na Madoxa - Nie umiał nawet odobserwować tej całej Brzoskwini, tylko wysłał jej profil do wszystkich znajomych najpierw, to ją chyba z połowa latino Toronto zaczęła obserwować i musiałem mu pokazać jak się odfollowuje - no jak już tak skisł z Madoxa, to pośmiane było, chociaż troszkę, bo wiadomo, to jednak smutny dzień dla nich jest.
Najpierw Sombra, teraz info o Lunie. Ricz to serio nie miał cierpliwości do tych gangsterów, oni wszyscy się nazywali tak, że jego chiuchaua brzmiał groźniej jak sie nazywał Burrito albo Churros. Ale wiadomo, to że ktoś ma imie pizdeczki, nie znaczy że jest pizedeczką. Niestety Sombra już posmakował ołowiu, więc trzeba się było z nim liczyć.
Skinął głową na to info, że to jakiś boss latynoskiej mafii, no to kumał.
Nałożył jedzenie i patrzy jak Madox je, a jak Gaba nie chciała jeść to machnął na nią łapą, że ma jeść. Nie ma to tamto, jedzenie jest ważne.
- Jak nie jesteś głodna, to dla dziecka zjedz chociaż - zachęcił ją trochę potulniej, bo widzi, że Gabi się stresuje, biedaczka. No nie ma co, on też spięty siedział, jeszcze jak usłyszał, że Madox planuje się napierdalać z tym Księżycem, to tym bardziej. wsadził sobie duży kawałek mięcha i tak żuje i słucha ich rozmowy. No świetnie, jeszcze ludzie wypytują o Madoxa u Gabi. Zjadł kolejnego kluska i kiwa głową.
- Żeby taką mafię zdjąc, to byś musiał mieć swoją armię. Sam nie dasz rady - rzekł sobie pomiędzy jedną kluską a drugą. Niby Madox ma z pięciu ochroniarzy, ale jak na Riczowe, to mafia ma pewnie z 300 ludzi, to pewnie by wypadało mieć przynajmniej z dwustu. Może jakby byli tacy krazole jak Madox, to dwustu by starczyło. Pomyślał o swojej Rozi kochanej i zaraz mu się entuzjazm ostudził, i dobrze, bo przez moment to miał nawet takie myśli, że musi pomóc Madoxowi w jakiś sposób.
A potem aż odłożył z brzdęknięciem widelec i patrzy na Gabę i na Madoxa przerażony.
- Spluwe?! Ochroniarza ci może załatwić, a nie spluwe - pokęcił głową i gada do swojego jedzenia - tej spluwe załatwiać, no tak, może odrazu z trumną w pakiecie
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
- Dobrze były te kamery ustawione, akurat było na nich widać wszystkie razy, jak się drapałeś po jajach - odpysknął zaraz Richowi, a kiedy ten się zaczął z niego śmiać, że on nie umie w neta, to aż wywrócił oczami. To prawda, nie umiał, wiecznie tylko ściągał wirusy z gołymi babami i kiedy chciał sobie sprawdzić pogodę, to mu wyskakiwały hot mamuśki w jego okolicy, a potem Eric musiał mu naprawiać kompa, ale nie musiał tak go pogrążać przed Gabą, aż zerknął na nią z ukosa, kiedy ich kuzyn nawijał o tym instagramie - dobra, chuj z tym, specjalnie to wysłałem - mruknął, tak, na pewno. Nie specjalnie wcale.
Zerknął na Gabrielę smutno, kiedy ona tak odsunęła makaron, bo Madox to już prawie cały swój zeżarł, ale aż jeden klusek wypadł mu z gęby, kiedy ją rozdziawił, bo jego kuzynka powiedziała o Lunie.
- Niemożliwe, to jest jebany duch, nigdzie się nie pokazuje, do niedawna nawet ja nie wiedziałem jak wygląda, a robię w tym osiem lat - spojrzał na Richa, bo sam nie wiedział, czy oni sobie w ogóle zdawali sprawę, że Madox od ośmiu lat rozpracowywał latynoską mafię pod przykrywką. Pewnie nie. I dzisiaj też się nie dowiedzą.
- Ale jego ludzi znam, jeden to Rodrigo, przychodzi czasem do klubu, przedstawia się jako mój przyjaciel, ale kurwa... po tym jak strzelił do Sombry to chyba już przestał nim być. Drugi to Pająk, ma tutaj wydzieranego pająka - przesunął palcami po swojej szyi, w miejscu gdzie on miał wytatuowaną koronę - jest w chuj niebezpieczny, uważajcie na niego - popatrzył po ich twarzach. Zastanowił się czy Pająk mógł przychodzić do Gaby i o niego pytać, ale wątpił w to, grali z nim w otwarte karty, siedzieli mu na ogonie i nawet się z tym nie kryli - a jak wyglądał ten typ co o mnie pytał? - dopytał jeszcze, bo może to był Luciano? Ale kurw przyszedłby do klubu?
Zawiesił spojrzenie na Gabie, kiedy zapytała o Willa, ale zerknął też na Richa, jakby mu chciał wzrokiem powiedzieć no zakochana jak nic.
- Mogę mu dać jakiegoś ochroniarza, ale raczej wiesz... Luna się w takie rzeczy nie bawi, odjebie mnie tak, że wy byście się zastanawiali co ze mną, a William, on ma rodzinę, łazi do sądu, wydaje mi się, że jest bezpieczny - wzruszył ramionami, ale dla świętego spokoju Gabrieli, i swojego też, postanowił puścić za Patelem Maczetę. Madox już miał się zabierać za makaron Gaby, ale Rich kazał go jej zjeść dla dziecka. No i dobrze, że mieli takiego odpowiedzialnego Richa, bo oni to byli jak takie dzieci. A zwłaszcza chyba Madox, skoro on tak myślał, że mafię rozjebie w pojedynkę. Nie no wcale tak nie myślał.
- Nie chcę zdejmować całej mafii, tylko Lunę, a na jego miejsce może wtedy wskoczy Diego, mój kumpel... Wiesz to, że jest ważny nie znaczy, że nie ma wrogów nie? Ma ich w chuj, a ja to wykorzystam - taki miał plan. Uwzględniał w nim nawet senatora, ale to postanowił na razie przemilczeć. Nie mógł za to tego, co powiedziała mu Gaba, a potem jeszcze dodał Rich.
- Pojebało cię baby? Jaką spluwę? Mogę ci załatwić ochroniarza, Rich ma rację, albo dwóch... Spluwę kurwa... - aż pokręcił głową, bo co ona sobie myślała, a potem spojrzał na kuzyna - mogę wam też załatwić jakieś bilety do Medellin, póki to się nie rozwiąże - sam chętnie poleciałby do Kolumbii, ale nie teraz. Kiedyś może. Może uda im się tam lecieć w szóstkę. On z Pilar, Rich z Rosą i Gaba z Willem?
Byłoby fajnie.
Wbił spojrzenie w swoją kuzynkę, kiedy pytała czy Luna mógł jej zajebać pistolet. Pokręcił głową, szczerze w to wątpił - Gaba facet nie lubi się wychylać nie robiłby takich głupot, to nie jest... ktoś pokroju Marco - Madox wzruszył ramionami, bo skoro ten przyszedł do niego do klubu i odciął komuś rękę, to nie myślał trzeźwo, gdyby Noriega nie miał teraz na głowie latynoskiej mafii, to sam by poszedł do Marco i jebnął go w ten głupi łeb, za panoszenie się na jego terenie. Latynosów, a nie kurwa pożal się boże makaroniarzy. Ale miał ważniejsze rzeczy na głowie.


Gabriela R. Blais Ricardo Martinez
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
27 y/o
Indulge in local cuisine
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

Kiedyś, gdy była mała i ktoś pytał, jaką supermoc chciałaby mieć, to bez namysłu odpowiadała, że czytanie w myślach. W teorii brzmiało to zajebiście. Tyle, że gdyby teraz musiała słuchać tych obleśnych myśli Ricza i nie mogłaby tego wyłączyć, to ten dar zamieniłby się w koszmar. Bo o ile seks był ważną potrzebą, to serio? Ta kasjerka miała krzywe kolana i chodziła niczym hipopotam. Cyce miała prawie do pępka i zawsze pluła, gdy mówiła. No chyba, że chodziło o tę drugą. Ona zaś miała więcej lat niż ustawa to przewiduje. A z jej zmarszczek można było odczytać sobie przyszłość niczym z fusów po herbacie.
Ricz zdecydowanie powinien zaruchać. I dobrze, że Roska za niedługo rodziła, bo jeszcze biedak uznałby, że klopsiki go podrywają. Zresztą na TikToku faceci nagrywali te sceny z kuchni, jakby kręcili mini porno z gotowania. Byleby kiedyś nie natrafiła na takie konto Martineza.
- Wiesz za ile idą zdjęcia stópek? - jakby taki Luna wystawił jej stópki, Pilar i Roski, to zapewne całe Toronto nie musiałoby pracować przez najbliższy rok. - Co? Madox nie ogarnia insta? - to akurat było ciekawe. Myślała, że to on pierwszy rwałby się do podglądania laseczek w necie. Zresztą Pilar się udzielała w social, więc z góry założyła, że ten temat był opanowany. - Może trzeba mu okulary sprawić? Albo zwiększyć ekran, to tym grubym paluchem trafi?
- Nie, bo się zrzygam. - znowu odsunęła od siebie talerz, tym razem już chamsko w stronę Madoxa. Te kalorie sobie spali na siłce, czy coś. - Nie będę chodzić po mieście z przydupasem. Już mi Marco nie daje żyć. - bo jeszcze tego brakowało, żeby jakiś karczek jej mówił, że tego nie może. A tam nie idziemy. Zresztą Madox teraz potrzebował każdej pary rąk w klubie i w całej tej sprawie z Luną. Jedną spluwę jednak mógłby jej odstąpić.
- Serio? Może gdybyś nie robił z tego top secret, to więcej bym ci powiedziała. Myślisz, że każdemu się przyglądam? Czyli Rodrigo... - nie była w stanie tego powiedzieć na głos. Ten zwyrol zabił... Nawet chyba wiedziała, który to, ale nie dałaby sobie ręki uciąć. Zresztą po co się rozdrabniać. Powinni tam teraz wbić do tego gniazda żmij i zakończyć temat. Po chuj planować.
Kopnęła Madiego w piszczel, gdy spojrzał na Riczego, gdy tylko zapytała o Billa. A podobno tacy przyjaciele... To on powinien zapewnić mu bezpieczeństwo, a nie ona pytać.
- Wydaje... Wydawało ci się, że klub jest bezpiecznym miejscem. Wydawało ci się, że tu nikomu nic nie grozi. Więc przydziel mu Maczetę. - nałożyła makaron na widelec, bo nikt nie chciał ruszyć jej porcji. - Powiedz... AAAAAAAA.... - uniosła do góry widelec i nim machała przed buzią Madoxa. Gdyby teraz go ktoś widział z tej Latino Mafii, to na bank miałby przesrane. Na urodziny musi kupić mu śliniaczek w Mango.
- A co w razie czego mam się napierdalać na gołe klaty? Albo jak ta sierotka dzwonić do was? Ja nie pudłuję. To chociaż kup mi nóż myśliwski. Bo ja nie zamierzam wracać do domu rodzinnego po swoje rzeczy. Znowu psiarnia mnie zawinie. Ta i co dalej? Somos familia. No te vamos a dejar. (Jesteśmy rodziną. Nie zamierzamy cię zostawić.)

Ricardo Martinez
Madox A. Noriega
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
- Nie wiem Gaba, nie kupuję fotek stópek, bo wystarczą mi te mojej żony - wzruszył ramionami, chociaż Madox to chyba miał trochę fetysz stóp, ale nigdy nie musiał płacić za takie zdjęcia, wystarczyło, że ładnie poprosił. Albo wysłał jakieś dickipiki na wymianę, bo to akurat umiał, tylko potem po sieci krążyły jakieś jego przerobione fotki i ktoś się za niego podawał, aż jakaś laska zrobiła mu ostatnio awanturę w klubie - ogarniam - tak ogarniał, że wcale, umiał tylko polakować Pilar fotki, ale to zawsze coś. On zresztą nie wrzucał na swój Instagram za wiele - akurat w to, co chcę, to te paluchy super trafiają - i żeby Gabie to udowodnić, to pokazał jej środkowy palec. Jak dzieci. Normalnie jakby im dać piaskownice i grabki, to Rich robiłby babki, a oni z Gabą na złość je niszczyli i rzucali się piachem. A Madox przy okazji jadłby błoto. Tak jak teraz makaron.
Spojrzał na ten Gaby i odsunął go w jej kierunku.
- Weź kurwa, musisz o siebie dbać, żeby urodzić jakiegoś dużego chłopaka, żeby się w wujka wrodził, nie? - spojrzał na Richa, bo mógł mówić też o nim - no to tym bardziej powinnaś chodzić z przydu... Z ochroniarzem - przeniósł spojrzenie na Gabę i wstał, żeby dołożyć sobie makaronu - a Marco sam mogę nakopać, tak dla sportu. A dobrze się bije? - obejrzał się na Gabrielę znad garnka, a zaraz dołożył sobie jeszcze. Wiadomo, że spali to na siłce, a też nigdy nie wiadomo, kiedy będzie miał okazję zjeść znowu takie domowe żarcie, bo oni z Pilar nie gotowali. A właśnie... Schylił się, żeby wyjąć jeszcze jeden talerz i odłożyć trochę makaronu dla swojej żony, no bo jednak myślał o niej, żeby nie było. Wrócił do stolika - no jak pytają o mnie, to powinnaś się przyglądać - spojrzał na nią. Madox był w Emptiness rozpoznawalny i ludzie szli prosto do niego, a nie wypytywali, to było dziwne. Kurwa. Może to jednak Luciano? - Czekaj - wstał, żeby pomacać swoje portki i z kieszeni wyjąć portfel, wygrzebał z niego zdjęcie rodziny Luciano, które porwała Pilar, a on je posklejał. Była na nim też najprawdopodobniej jej matka. Ale Luciano był dzieciakiem. Mimo to pokazał go Gabie - czy był podobny do niego? Skup się Gaba, ale teraz mógł mieć koło czterdziestki, Latynos, wąsik i wiesz, normalny gość - patrzył na nią opisując jej Luciano.
Kiedy go kopnęła to aż podskoczył na krześle, a zaraz rozmasował sobie piszczel. W sumie Gaba miała rację, pokiwał głową.
- Dobra, puszczę za nim Maczetę - zapewnił ją, a kiedy machnęła mu tym widelcem przed buzią, to otworzył usta, ale chuj... Makaron spadł mu na koszulkę - ja jebie... - mruknął sięgając po ręcznik i rozcierając sobie plamę na klacie. Ale zaraz podniósł spojrzenie na Gabę - nóż myśliwski? Pojebało cię Gaba? Może od razu wyrzutnie rakiet? Masz się nie wychylać, bo przykuję cię do kaloryfera w chacie Richa - spojrzał na kuzyna, żeby go poparł - ja nawet Pilar wysyłam za miasto, kiedy będę się z nim ustawiał, żeby o niej nie myśleć. Rozumiesz? Nie mogę się kurwa martwić o to co odpierdalacie, muszę mieć czystą głowę - a przynajmniej musiał się postarać. Skupić na akcji, na zadaniu, a nie na tym, czy jego żona i rodzina są bezpieczni - więc proszę cię, zrób to dla mnie i pozwól mi działać - podniósł na nią ciemne spojrzenie i nawet sięgnął do niej ręką, żeby oprzeć jej ją na ramieniu, a zaraz spojrzał na Richa - a jak będę miał do tego pełny brzuszek, to też na pewno mi lepiej pójdzie bro - czy mu sugerował, żeby narobił mu jakiegoś jedzenia na kilka dni... Tak, zdecydowanie tak. Bo oni z Pilar gorsi byli w gotowanie niż w rozpracowywanie mafii, dużo, dużo gorsi.

Gabriela R. Blais Ricardo Martinez
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
27 y/o
Indulge in local cuisine
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

Patrzyła na swojego kuzyna, a jej myśli krążyły już wokół gorącej kąpieli, której zdecydowanie potrzebowała po tych wszystkich rewelacjach, którymi zaatakował ich Madox. Po tym, co powiedział o stópkach Pilar, doszła jednak do wniosku, że małżeństwo musi być cholernie nudne. Przypominała sobie, jak było fajnie, gdy obaj kuzyni wiedli zacne życie kawalera. Te dzikie imprezki bez żadnych hamulców. Chociaż Riczi, to chyba od urodzenia był Daddym i Husbandem.
- Aha, to specjalnie nie lajkujesz moich zdjęć? Może ten jeden like odmieniłby moje życie i byłabym influ? - dalej naigrywała się z braku umiejętności kuzyna. Już do końca życia będzie terroryzowała go tym Instagramem. Ale, gdy pokazał jej ten gruby środkowy paluch, który wyglądał niczym serdelka, gwałtownie wyrwała się do przodu i go dziabnęła. Może nawet rzuciłaby w niego swoją porcją i przykleiła klopsika do jego wielgachnego czoła niczym urażone dziecko, ale to był obiadek od Ricza, więc świętość. Szczególnie, że przez kolejne dni szykowało się przetrwanie na gotowcach z supermarketu. Bo nie wierzyła w to, że jutro cokolwiek zostanie.
Tyle, że nie mogła nic przełknąć.
- Mhm. Dobrze. Po więzieniu jest napakowany, jak kulturysta. - zaatakowała klopsika widelcem i cicho westchnęła. - Jakby mój mózg miał rejestrować każdego, kto o ciebie pytał, to już dawno musiałbyś zasubskrybować dodatkową pamięć. Nie byli w moim typie. - wzięła od niego jednak to zdjęcia i pochyliła się nad nim, lekko marszcząc nosek. - Każesz mi na podstawie zdjęcia dziecka ocenić, jak będzie wyglądał za x lat? Madox to zdjęcie chyba kalkulatorem było robione. Pikseloza w chuj. A masz jeszcze coś z okresu, jak był niemowlęciem? - zadrwiła, ale wciąż wpatrywała się w zdjęcie, próbując ocenić, czy widziała takiego gangusa w klubie.
Jej skupienie dorównywało rybce Dory. Od razu znalazła sobie inne zajęcie, a zdjęcie Luciano dalej sobie leżało na blacie. Skrzywiła się nawet, gdy Madi od razu ufajdał się makaronem. Gorzej niż dziecko. Dobrze, że był facetem, bo przyjmowanie czegokolwiek do buzi szło mu wyjątkowo ciężko. I to był przełomowy moment, bo w tej chwili uznała, że na bank kupi śliniaczek kuzynowi, żeby uczył się z Juniorem normalnie jeść.
- Do obrony... A ja mogę się martwić o ciebie? Jestem w ciąży, a ty... Riczi, powiedz mu coś. - spojrzała na drugiego kuzyna, który zdecydowanie był znudzony tą małą wymianą zdań, ale wywołany do tablicy odwalił po raz kolejny ojcowską pogadankę. I po raz setny przypomniał, że w ciąży nie powinna się pieklić i musi coś zjeść.
Bla, bla, bla...
- Roska do mnie pisze gdzie jesteś. Masz być za pięć minut i przynieść jej sok mandarynkowy bez miąższu. - powiedziała, wpatrując się w ekran swojego telefonu. - I chce swoje batoniki. Cokolwiek to znaczy. - nawet nie skończyła mówić, a Riczi już był przy drzwiach, mamrocząc na szybko jakieś pożegnanie. Ona i Madi spojrzeli na siebie z tym smutkiem w oczach, bo jednak oni byli rodzinni. A brak Ricziego w mieszkaniu nie tylko objawiał się pustą lodówką. Było po prostu tak smutno bez niego…

KONIEC <3
papito
hermano
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
ODPOWIEDZ

Wróć do „#13”