28 y/o
for all his sins
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
will you turn my blue into violet?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Już od wieków wiadomo było, że kobiecy biust potrafił zdziałać cuda, zwłaszcza jeśli chodziło o rozpraszanie tej części społeczeństwa, która od czasu do czasu zapominała, że do myślenia służy to, co ma się na karku, a nie to, co chowa się w bokserkach. I szczerze? W tym momencie wcale nie zamierzała narzekać na tę drobną biologiczną słabość, bo skoro miały dzięki niej wygrać i udowodnić, że one również potrafiły być sportsmenkami... beer pongowymi, ale wciąż sportsmenkami, to należało korzystać ze wszystkich dostępnych im środków. Winters pokiwała głową uchachana, potwierdzając, że tak, właśnie o ten cyckowy distraction jej chodziło, a kiedy już wszystkie wyglądały jak chodzące seksapile (chociaż wyglądały tak jeszcze przed tym małym impromptu), mogły wyruszyć na zewnątrz, gotowe pokazać facetom, kto tutaj nosił 'spodnie' i zajebiście wyposażone staniki, hihi.

Wychodząc na zewnątrz, od razu spotkała się spojrzeniem z Alexem i uśmiechnęła się do niego niewinnie. - Do czego? Nie wiem, o czym mówisz. Miałyśmy tylko bonding w łazience - zaśmiała się, choć przez tamtego buziaka poczuła się odrobinę onieśmielona. Wciąż nie przyzwyczaiła się do tego, że tak publicznie okazywali sobie uczucia. Niby nic wielkiego, zwykły pocałunek, ale dla niej nadal było to coś nowego, uwu.

Podeszła do Cassie, pokręciła głową z niedowierzaniem, a chwilę później parsknęła śmiechem i objęła ją ramieniem. - Dajesz wiarę? Będą teraz udawać, że to my nie dałyśmy im wyboru, a z pewnością aż ich świerzbiło, żeby poświecić gołymi klatami. - Przed oczami od razu mignęła jej klata Alexa, Jasona, Erica... Cholera jasna. Mogliby całą ekipą wystąpić w jakiejś reklamie calvina kleina.. oh my. - DZIEWCZYNY, ZAMKNIJCIE OCZY! PRÓBUJĄ NAS ROZKOJARZYĆ! - zasłoniła dłonią oczy Cassandry, sama również przymykając swoje. Sekundę później dostała czymś prosto w twarz, aż wzdrygnęła się z zaskoczenia. Poczuła znajomy zapach, odsunęła od siebie materiał i dopiero wtedy zorientowała się, że trzyma koszulkę Alexa. Szczwany lis. Zarzuciła ją sobie przez głowę, przez co materiał opadł na nią niemalże jak jakaś sukienka, i dopiero wtedy dotarło do niej co on tak właściwie zrobił. No dobra. Punkt dla niego.

Dołączyła do śpiewania solenizantowi sto lat, a gdy Jamie pokroiła tort i wyciągnęła z niego barbie striptizerkę, August parsknęła śmiechem pod nosem. - Jamie, luv you, girly.- Podeszła do niej, zgarnęła kawałek tortu i po chwili z pełną powagą oznajmiła, że smakował absolutnie mniami, gdzieś pomiędzy kolejnymi kęsami obserwując Eryczkę i Gabi pudłującę do kubków. W końcu stanęła obok Alvina. - Długo znacie się z Alexem? - zapytała, ale zanim zdążyła usłyszeć pełną odpowiedź, ktoś pacnął ją w nos. Oczywiście wilk o którym była mowa. - Przeginasz, Hall! - rzuciła za nim. Miał szczęście, że miał urodziny i to był JEGO DZIEŃ. - SHERIII!!! - zapiszczała chwilę później, odłożyła talerzyk i podskoczyła z ekscytacji, podbiegając do dziewczyny, żeby przybić jej piątkę, gdy ta trafiła do kubeczka, a kiedy chwilę później Jamie również trafiła, August niemalże rzuciła się na nią z przytuleniem. A jeszcze większą wisienką na torcie było to, że Alex właśnie spudłował. Ha!

Ale hola, hola.
Miał jeszcze jeden rzut?!
Tego jeszcze brakowało.

August czym prędzej ściągnęła koszulkę przez głowę i rzuciła ją gdzieś na bok, po czym zmieniła pozycję, stając obok Eryczki i Shereen. - Kurde, chyba coś mi wpadło pod sukienkę. Może okruszek tortu? - Nachyliła się, ale zamiast zrobić to w ich kierunku, specjalnie obróciła się bardziej w stronę Alexa, udając, że zaraz wsunie dłoń prosto pod materiał, wprost do miseczki stanika. A kiedy spudłował? Wyprostowała się z niewinnym uśmieszkiem i spojrzała na dziewczyny. - Ahhh, false alarm. - Parsknęła śmiechem i czym prędzej podeszła do Cassie. - Cass, musimy to wygrać!

Widząc jednak swojego chłopaka sunącego po kolejnego shota, uznała, że to idealny moment, żeby wykonać swój rzut. A przynajmniej taki miała plan. Bo chwilę później usłyszała jego głos za plecami i skrzywiła się robiąc głupkowatą minę, - Nie rzucam - oznajmiła, ściskając piłeczkę w dłoni, kiedy poczuła, jak obejmuje ją od tyłu. - Wiesz, że to zagranie poniżej pasa? - Przechyliła głowę, zerkając na niego kątem oka, zanim skierowała spojrzenie na jego dłoń spoczywającą na jej własnej. No dobra. Skoro on tak grał, to ona też mogła. Wypięła się tyłkiem, niemalże ocierając nim o niego (odmawiamy zdrowaśki dla wszystkich zebranych, alebowiem oczy wasze miejmy nadzieję się nie wypalą na ten widok), licząc na to, że uda jej się go rozproszyć równie skutecznie. Problem w tym, że jej cudowny distraction plan kompletnie się nie udał, bo przez niego i ALEXA oczywiście sama nie trafiła. - Ugh! - Westchnęła teatralnie, oswobodziła się z jego uścisku i odwróciła twarzą do niego. - Rozliczę się z tobą w domu, Hall. - oznajmiła, stając na palcach, po czym szybko cmoknęła go w policzek, a jej uwagę niemalże natychmiast przyciągnął jednak Eryczek, który najwyraźniej urządzał właśnie swoją własną wersję auditions do you can dance. - ERIC ! CZEKAJ NA MNIE! - krzyknęła. Sekundę później dołączyła do niego i zaczęła tańczyć razem z nim. A właściwie po prostu próbowała odzwierciedlać wszystko, co robił jej nowy kolega, bo wydawało jej się, że on przynajmniej wiedział, co robił... chociaż tutaj to akurat ona była zdecydowanie tą osobą, której alkohol jeszcze porządnie nie sieknął. lol.

oszust z hot klatą hot ginger girly hot skincare boy hot skincare boy again hihi hot girly (no spider's allowed) hot dracula girly słodka pani cukiernik cassie alvinek zegarkowa
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
163 cm
wiolonczelistka, sprzedawca Toronto Symphony Orchestra, Bookland
Awatar użytkownika
Can we pretend that airplanes in the night sky are like shootin' stars?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Trzeba przyznać, że impreza rozkręcała się w najlepsze. Alkohol lał się tak, ja powinien (czy tylko ona miała wrażenie, że te drinki to jakieś słabsze były niż powinny? Może Gabi przez ciążę zaczynała czucie tracić, ucząc się odpowiedzialności?), goście się bawili tańcząc i knując przed rozpoczęciem bardzo ważnej gry, która miała pokazać siłę poszczególnych płci. Nic dziwnego, że każdemu tak zależało, żeby udowodnić swoją przewagę, miażdżąc przeciwnika, czy to cyckami czy tyłkiem. Ewentualnie gołą klatą, ale to w przypadku dziewcząt byłoby raczej ciosem poniżej męskiego pasa, niemal dosłownie.
Pomogła Erice ze stanikiem, po raz kolejny myśląc, że fajnie byłoby takie cycki mieć, a kiedy każda z nich była zwarta i gotowa, upewniając się, że wszelkie atrybuty są odpowiednio wyeksponowane, opuściły łazienkę gotowe do boju. Ach, Wildbird już wiedziała, że machanie tyłkiem będzie tutaj kluczowe, przynajmniej w jej wykonaniu. Tyle dobrego, że na rolkach dużo jeździła, to i pośladki były wyrobione odpowiednio!
W międzyczasie został podany tort, który, cholera, był naprawdę dobry i Cassie nie uważała tak tylko dlatego, że kochała słodycze. Naprawdę stanowił niemal dzieło sztuki, w którym człowiek mógł się zakochać. Jamie to jednak miała rękę do wypieków i rudowłosa trochę jej tego zazdrościła.
W ruch poszły koszulki mężczyzn, które zaczęły latać po pomieszczeniu. No pieknie, gdzie ta sprawiedliwość, co? Niemal każda klata była zajęta i o potencjalnym zmacaniu można było tylko pomarzyć.
-To zakrawa na wspaniały wstęp do jakiegoś nietypowego filmu porno - skomentowała, uśmiechając się do August, która do niej podeszła. Zerknęła na panów, oceniając ich prezentowane walory i trzeba było przyznać, że mogliby śmiało zgłosić się jako stripizerzy na wieczór panieński. Ewentualnie kawalerski, zależy co kto lubił! Zaraz jednak widok został zasłonięty przez dziewczynę solenizanta i może dobrze się stało, bo Cassie to by się skupiła zaraz na wymyślaniu póz, w których najlepiej byłoby ich wszystkich narysować i kto wie, czy nie wyszłyby z tego jakieś dziwne erotyki! Podczas rysowania dłoni nie dało się kontrolować, podobnie, jak nie kontrolowali ich niektórzy uczestnicy, rzucając piłeczką do kubeczków. Może to Parkinson lub jakaś inna pląsawica Huntingtona?
Cassie przyglądała się poszczególnym rzutom, naiwnie myśląc, że jak tylko upije się mniej, to będzie jej łatwiej trafić. Niestety, szybko okazało się, że to właśnie procenty mogły okazać się odpowiednim dopalaczem, bo tak zamiast od razu wycelować, kiedy przyszła jej pora i rzucić piłeczką do kubeczka, zaczęła w główce analizy przeprowadzać, trajektorię i kąty obliczać, dokładając do tego potrzebną siłę i ostatecznie wyszła z tego dupa większa, niż jej.
-Kurcze, chyba powinnam być bardziej pijana. Pijanym udaje się lepiej - skomentowała, chociaż ta teoria nie odnosiła się do nikogo w towarzystwie, a już z pewnością nie do Erica, który z alkoholem radził sobie tak dobrze, jak kanibal z wegetarianizmem. - Eryczku, mogłeś chociaż zaprosić do tańca, wiesz? - rzuciła do niego, kiedy uparcie pląsał na stole. Istniało prawdopodobieństwo, że zaraz się z niego przysłowiowo spierdoli, ale hej, była pewna, że Jason szybko złapałby go w swoje silne ramiona. - Gaba, weź mi zrób jakieś mocniejsze driny, co?! Te mnie w ogóle nie trzepią! Albo shoty! Powinniśmy zacząć pić więcej szotów, bo ja i Erica odstajemy - rzuciła do rudowłosej, przy okazji spoglądając na drugą koleżankę, która wydawała się być niemal trzeźwa. Trzeba było to zmienić, bo jak się zeszmacić to w towarzystwie!


Birthday Boy Kamyczek marzeń Fluffy body TikTok Boy Dealer Cake boss Cute bubu Szeri szeri lady Pan od wiewiór
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
0 y/o
Welkom in Canada
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji
postać
autor

PODSUMOWANIE - TURA 3
gratulacje!
Tajne Kroniki Projektu X: Tura 3 girly górą!



Taktyka obmyślona przez damską drużynę przyniosła oczekiwane zwycięstwo. Drużyna męska ( z Gabą na czele) została dosłownie zmiażdżona przez cycki, tyłki i inne damskie atuty. Panowie zgodnie uznali, że skoro kobieca część chce im odstawiać wstęp do tandetnego porno, to oni nie będą gorsi. Wszyscy za koleją zaczęli ściągać z siebie bluzki. Mimo tego, że na widok tych wszystkich klat, paniom zrobiło się ciepło, to nie dały się całkowicie rozproszyć i ostatkami sił wygrały beer ponga, zdobywając całe dwa punkty. Dziewczęta teraz mogły pomyśleć nad nagrodą, a panowie musieli z godnością przyjąć porażkę (choć patrząc na Erica, godność to już stracił i prawdopodobnie została pod stołem, bo uznał, że zostanie Patrickiem Swayze a jego Baby została August, która dołączyła do niego na stole). Alvin natomiast uznał, że pierdoli sprawę i najwidoczniej, zamiast grać, wolał pójść się napić — a skoro takie miał ciągutki do alkoholu, to w ramach przegranej męskiej drużyny, do której się przyczynił, bo wystawił kolegów, podstawiono mu pod nos dwa karniaczki. Dziewczyny były szczęśliwe, mogły napawać się zwycięstwem, a Cassie uznała, że jest zbyt trzeźwa, więc powinna poprosić Gabrielę, która robiła za barmankę o mocniejszego drinka. Erika wydawała się szczęśliwa, bo dorwała chipsy i w dodatku Jamie oraz Shereen zdobyły punkty.

Jeden z chłopaków stojący pod ścianą (robił za sędzie), zahuczał głośno, że domaga się DOGRYWKI, bo to było niesprawiedliwe. Wytypował więc dwie osoby, po jednej z każdej drużyny, przekonując wszystkich dookoła, że przecież to tylko jeden punkt i nawet jeśli chłopaki trafią, to i tak tego nie wygrają. Prawdopodobnie liczył po prostu na świetną rozrywkę, bo gdy Jamie oraz Jason stanęli po przeciwnych stronach suszarki (rzut ponowny na dogrywkę: 1d20, punktacja z poprzedniego posta wciąż aktualna) zakręcił się już obok Gabrieli, zdradzając jej przepis na AUTORSKIEGO DRINKA, wymyślonego na poczekaniu:

Black Meteor:
— 40 ml bourbonu
— 20 ml rumu
— 20 ml likieru kawowego
— 20 ml soku z limonki
— 10 ml syropu cukrowego
— dużo lodu

Zdecydowanie nie był to drink dla słabej głowy, bo zawierał około 30% alkoholu. Każdy członek (hehe) męskiej drużyny miał wypić po jednym takim drinie. Cassie ze względu na to, że oczekuje od Gabrieli czegoś mocniejszego, dostaje priorytet i może wypić z kolegami karniaczka, a następnie wykonać rzut na alkoholizm — inne odważne laski w sumie też.



Rzut na alkoholizm:
Panowie, a więc rzucajcie teraz kostką 1d20.

1–3 Black Meteor? To ma być mocny drink? Nic szczególnego.
4–6 Lekko go trzepnęło, ale jeszcze nie wygląda jak Eric.
7–9 O chłopie, ale czilera.
10–12 Ej, napiszmy do swojej byłej!
13–15 Czy ty masz godność człowieka?
16–17 Chopie, musisz się przewietrzyć.
18–19 Utrata godności. Chyba ktoś się zrzygał pod stołem.
20 NAJWYŻSZY WYNIK. Black Meteor pokonał człowieka. MG ma pełną dowolność w wymyśleniu konsekwencji.

Eric jako, że jest już mocno porobiony nie musi pić karnego drina ze względu na swój stan. Może za to podjąć próbę uratowania swojej godności poprzez rzut 1d6.

1 — Godność? Nigdy o niej nie słyszał. Boli go za to ręka, bo spadając ze stołu, pechowo upadł na podłogę.
2 — Próbuje się ogarnąć, ale wychodzi mu to wyjątkowo kiepsko. Trochę go ściąga na bok, ale mówi, że trzyma się nieźle.
3 — Kręci mu się w głowie, ale już i tak jest lepiej.
4 — Jakimś cudem zaczyna przypominać człowieka.
5 — O dziwo, udaje mu się odzyskać sporą część godności i nawet przeżył bez urazu bliskie spotkanie z podłogą.
6 — CUD. Eric odzyskuje godność, może dalej pić i tańczyć :wee: !!!

Zabawa trwała w najlepsze. Kilka osób zdążyło już wyjść na zewnątrz, bo nadmiar alkoholu zaczął dawać o sobie znać, a na podwórku szybko rozkręciła się debata dotycząca Lindsay ze studiów. Tematem przewodnim stało się oczywiście to, czy blondynka faktycznie spała z połową chłopaków znajdujących się na imprezie, czy może tylko udawała taką rozwiązłą. Co ciekawe, dwóch z czterech panów zgodnie potwierdziło, że owszem — mieli z nią bliższy kontakt. Grupka świetnie się bawiła, wymienili też między sobą kilka komentarzy, że ta ruda Cassie to już była chyba mocno wprawiona, że nas wpuściła — bo moi drodzy, jak już się można domyślić... Panowie wraz z Lindsay wkręcili się na imprezę Z ULICY. I akurat trafili na Cassie, która wzięła ich za znajomych Alexa.
Podwórko było już wcześniej posprzątane, więc nikomu specjalnie nie przeszkadzały prowadzone coraz głośniej rozmowy. Atmosfera zaczęła jednak robić się nieco napięta, zwłaszcza gdy jeden z siedzących na trawie chłopaków (ten Mulat, chłopak Linds) postanowił dorzucić swoje trzy grosze.
— No popierdoliło cię chyba? Przecież od dwóch lat to ja się z nią spotykam. Z nikim innym nie spała, nawet się nie pozwala nikomu dotknąć — wywrócił oczami, najwyraźniej coraz bardziej zirytowany całą dyskusją.

Tymczasem jego piersiastej blondynce najwyraźniej daleko było do siedzenia cicho w domu. Dziewczyna, która do tej pory zabawiała towarzystwo wewnątrz, postanowiła najwyraźniej udowodnić, że skoro Eric nie sprawdził się jako tancerz, to ona może zrobić to znacznie lepiej. Wyciągała dłonie do kolejnych osób, zachęcając je do podejścia pod stół, a sama zaczęła kręcić biodrami w rytm muzyki.
Nie zamierzała ograniczać się wyłącznie do męskiej części towarzystwa. Wśród wytypowanych przez nią osób znaleźli się zarówno przedstawiciele drużyny beer ponga, jak i dziewczyny z przeciwnej drużyny. Teraz pozostawało tylko pytanie, kto rzeczywiście da się namówić na wspólny występ, a kto w ostatniej chwili stchórzy.

Kto odważy się do niej dołączyć?


Zaczynamy turę IV.
Na czas napisania posta macie siedem dni, co oznacza, że ostatnia osoba powinna napisać go do 15.09 godziny 19:00 naszego czasu. Post od MG rozpoczynający zabawę pojawi się pod wieczór, tego samego dnia, lub następnego — zależy czy zdążycie!




Besos, Kasia
:lof:



Prowadzący:
Shereen Winfield


Alex Eric Erika Jason Gabriela Cassandra Jamie Alvin august Charly
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
28 y/o
Dungeons & Dummies
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przewróciła oczami, gdy tylko Alex powiedział jej, że przecież to była tylko jedna noc, która skończyła się dla niej bolesnym upadkiem z łóżka. Może i tak, ale nie zdawał sobie sprawy z tego jak to bardzo zabolało ją oraz jej ego... W sumie to nie tak mocno, ale mogła przecież udawać, że było inaczej.
- Powiedz to mojemu tyłkowi, Hall. Nie mogłam przez ciebie chodzić przez pół dnia - zarzuciła mu jeszcze.
Tak naprawdę to wcale nie, ale dla większego dramatyzmu mogła powiedzieć coś innego i próbować wzbudzić w nim wyrzuty sumienia. Chociaż nie powinien mieć jakichkolwiek, bo przecież widział doskonale to jak dobrze sobie radziła, łażąc kolejnego dnia za wszystkimi na plaży. Nawet z mewą walczyła, a to już było coś!
Zamknięte w łazience panny miały czas na to, aby uknuć swój niezwykle niecny plan. Nic nie mogło im stanąć na drodze. Nikt z chłopaków ich nie powstrzyma. ŻODYN. Zwłaszcza, że takie widoki powinny im całkiem odpowiadać. Gabrieli też, więc były na dobrym tropie.
Całe szczęście, że Cassie była wyjątkowo dobrą koleżanką, która dbała o biusty swoich koleżanek. Mogła jedynie podziękować jej za to jak pomocna się okazała w całym procesie. Bez niej by się to nie udało.
- Cyckowe dystrakszyn, eksperyment społeczny... Nazywajcie to jak chcecie. Byle podziałało, bo nie po to godność sprzedaję - przyznała z rozbrajającą szczerością, ale pewnie niektórzy zarzuciliby jej, że już dawno sprzedała swoją godność lub w ogóle jej nie miała.
Wykonała jeszcze z Jamie i Cassie kilka póz, które byłyby godne modelek instagramowych, pin up girls oraz innych ikon, które zasługiwały na uwiecznienie. Tworzyły naprawdę ładny tercet egzotyczny: gotka, Azjatka i ruda wiewióra. Razem miały wszystko.
Plan był dobry, ale wykonanie słabe. W skrócie to... Sytuacja wydawała się być w skrócie taka... Nie za ciekawa. Tyle dobrego, że Erika naprawdę nie dała się rozproszyć chłopakom, bo w końcu to byli kumple, a nie obiekty westchnień. Mimo wszystko nie miało to zbyt wielkiego odbicia w jej rzucie na kubek. Przynajmniej miały alkohol. Oraz Laysy fromage, które nie umywały się do paprykowych, ale dalej były całkiem smaczne. To było takie top 3 smaków na jej osobistej liście. Znajdowała się tam również zielona cebulka, bo każdy wiedział, że była ona wprost cudowna.
- Nie mam pojęcia - odpowiedziała, gdy tylko Gabi usiadła obok niej i odkryła z niesmakiem, że ktoś zamoczył miśki Haribo w wódce. - Ale daj jednego.
Odwróciła się nawet do niej i otworzyła usta, aby Blais mogła jej zarzucić jakąś żelką. Lub umieścić na na języku jakby był to kwas. Decyzja należała wyłącznie do niej.
- Ano. Bezpieczne i dobre - potwierdziła, bo przynajmniej miała okazję do tego, aby poprzegryzać sobie przekąsek z koleżanką, gdy ta starała się bezskutecznie dopingować chłopaków.
Alex po swojej spektakularnej porażce postanowił dołączyć do nich na kanapie i poskarżyć się na suszarkę, że tory były złe i podwozie... podwozie... podwozie też było złe. No, ale kiepskiej baletnicy to i rąbek od spódnicy przeszkadza i w dupę włazi.
- Sam jesteś nawiedzony. Po prostu jesteśmy na to za trzeźwi i nas fizyka zdradza - stwierdziła z pełnym przekonaniem, że tak przecież musiało być.
Właśnie dlatego musiała polać chętnym jeszcze po kolejeczce, aby jakoś się doprawili i być może rozwinęli swoje umiejętności w rzucaniu piłeczką. Może znajdował się wśród nich jakiś drunken master, który odblokuje dzięki temu swoje ukryte umiejętności. Na bank tak było. Była o tym święcie przekonana.
Najważniejsze jednak było dla niej to, że udało im się wygrać, a do tego po części przyczyniła się zajebista Shereen oraz w takie samej mierze, równie zajebista Jamie. August można było jedynie pogratulować tego sprytnego sposobu na rozproszenie solenizanta. Mogła tylko świętować z nimi te piękne rzuty, a potem spojrzeć z politowaniem na swojego imiennika, któremu zdecydowanie powinno już wystarczyć alkoholu. Kto by się spodziewał tego, że chłopak wyląduje tak po prostu na podłodze, składając się jak pranie? Co było prawdziwą ironią, biorąc pod uwagę fakt, że obok niego leżała przewrócona suszarka.
- Yo, Ryczek - zwróciła się do kumpla, kucając przy nim, aby upewnić się czy na pewno się nie rozwalił po takiej dzikiej akcji.
Finalnie jednak nikt nie miał żadnych wątpliwości, co do tego, że chłopaki byli wielkimi przegranymi i należał im się srogi wpierdol... Czy też raczej po prostu wrzucenie dwóch piłeczek do kubeczków oraz zapewnienie im karniaków, które wyglądały wyjątkowo dobrze. Gabi jednak utalentowaną barmanką była.
- Ej, wygląda zajebiście. Weź mi też zrób jednego, co Gabs? - poprosiła koleżankę, bo skoro już miała dyżur przy rozlewaniu drineczków to na pewno różnicy nie zrobi jej dorobienie jeszcze jednego.
Może i ten meteorowy specyfik prezentował się wyjątkowo elegancko w szkle, ale Lindberg skrzywiła się wyjątkowo szpetnie, gdy tylko upiła łyk. I wcale nie była to wina alkoholu, którego wysoka zawartość znajdowała się w szklance.
- Kurwa mać... Ale żeby kawa? Obrzydlistwo - skwitowała i jeszcze na chwilę wytknęła język jakby liczyła na to, że pozbędzie się z niego tego paskudnego smaku.
Nie cierpiała kawy. Mimo wszystko wyzerowała tego drineczka, bo musiała pokazać, że nie jest miękką cipą i z pewnością da sobie radę z podobnym specyfikiem. Całe szczęście, że przebijający smak spirytu oraz soku z limonki jakoś pomagała. Chociaż nie bardzo.
Kiedy tak Lindberg sobie chillowała z drineczkiem, a wszechświat po takiej dawce alkoholu wydawał się być naprawdę lepszym miejscem, gdy nagle odniosła wrażenie, że na imprezie tak jakoś zrobiło się dużo więcej osób. W dodatku jeszcze rozmawiali o Lidnsey Lohan i już chciała się wtrącić do rozmowy, aby zwrócić jej uwagę, że slut shaming jest passe oraz co sądzą o redemption arc Lindsey, która wróciła w całkiem dobrym stylu do Hollywood, gdy jej uwagę zwróciła wdrapująca się na blat blondynka, która zapraszała do tego samego również innych imprezowiczów obojga płci.
W myśl przepięknej zasady o nazwie jebać to. Erika postanowiła być jedną z osób, które wlazły na stół. Może i bez szczególnej gracji, ale jednak. Przynajmniej dzięki temu mogła odwalić prawdziwe Coyote Ugly. Tylko, że zamiast Can't fight the moonlight czy innej piosenki z OSTu filmu Lindsey zakrzyknęła hasło, które miało być wyznacznikiem dobrej imprezy.
- ZNACIE EV'RY NIGHT?! - zawołała, zdzierając sobie gardło, a z głośników, do których musiała się podpiąć zaczął lecieć niekwestionowany przebój wszystkich największych imprez.
Lindberg wprost nie mogła się powstrzymać od tego, aby nie wić się przy nim na blacie i nie polewać w rytm pulsującego beatu szampana prosto z butelki do otwartych ust skaczących pod nią kompletnie nieznajomych facetów.

Alexander Hall Shereen Winfield Eric Stones Jason Choi Gabriela R. Blais Cassandra Wildbird Jamie Park Alvin Fontaine august winters Charly Hayes
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
27 y/o
Indulge in local cuisine
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

Gra w beer ponga była zajebistym pomysłem. Z jednej strony miała cycki, a z drugiej klaty. Gdyby jeszcze troszkę podkręcić towarzystwo, to byłaby w raju, ale jeszcze noc była młoda i wiele mogło się wydarzyć. Chociaż Eryczek, to chyba miał dosyć samej egzystencji, bo ledwo kontaktował. A jako, że ona heroicznie rzucała jako pierwsza w drużynie Panów, to mogła sobie później w pełnym relaksie siedzieć z Eriką i opierdalać cziperki, sycąc swój wzrok piękną grą. Chociaż pewnie nikogo nie oszukałaby słowami, że jest fanką sportu. Golizny, która im towarzyszyła teraz, jak najbardziej. Tak samo była fanką tortu, do którego w końcu się dorwała. Nawet nie bawiła się w krojenie i rozdzielanie tego dobra, tylko wzięła łyżeczkę i zaczęła pochłaniać to cudo z czyjąś pomocą lub bez niej. W końcu skoro Junior chciał torta, to musiała mu zaaplikować solidną dawkę kremu i biszkopta. A w międzyczasie dokarmiała Erikę procentowymi żelowymi misiami, które czasami jej rzucała albo seksownie kładła na języku, żeby dziewczę mogło się doprawić alkoholowo.
- Alex, nie zwalaj winy na biedną suszarkę. Nie mieliśmy rozgrzewki. A one pewnie w łazience robiły już próbne rzuty pomiędzy cycki. - bo tak mogło być. Nawet chciała jeszcze powiedzieć, że Junior faktycznie zasługiwał na kolejny rzut, bo przecież to była jego pierwsza taka gra, ale Alex poszedł terroryzować swoją nową blondyneczkę, a Eric… Jak się spierdzielił na podłogę przy próbie wejścia na stół, to nawet się wzdrygnęła. Spojrzała tęsknie na torcik w swoich dłoniach, już myśląc o tym, że kolejne godziny spędzi na SORZE z najebanym Stones. Nawet pokiwała głową Sher, że wszystko pod kontrolą. Odpowiednia dawka procentów czyniła ludzi niezniszczalnymi, ale niektórych tricków lepiej, żeby pewne jednostki nie próbowały.
Przegrali. Żoden się tego nie spodziewał, ale najwidoczniej cycki miały dwa porządne argumenty na swoją korzyść. Łatwiej było im złapać równowagę.
- Oglądałam ostatnio Ukraińskie patostreamy i tam rzutkowali tyłek jakiejś ćpunce. Jak zaczniecie tutaj orgię, to włączam live i podzielimy się kasą. - szturchnęła łokciem Jasona, gdy zaczął temat orgii. Zapewne z nim mogłaby reszcie pokazać kilka ciekawych pozycji, ale póki co to kobietki cieszyły się zwycięstwem, a ona poszła robić karniaki. - Jak sączysz jednego drinka przez pół godziny, to nie dziwię się, że cię nie trzepie! Patrz na Erica - wskazała palcem na dzikie pląsy przyjaciela, do którego dołączyła August.
Ktoś wyszeptał jej prosto do uszka przepis na autorski drink. Black Meteor. Brzmiało to dobrze, więc machnęła kilka porcyjek, a nawet i więcej, żeby pewna rudowłosa piękność zaraz nie płakała, że znowu jest trzeźwa. Chuj wie, jaki demon opętał dzisiaj Cassie, ale podobało jej się to. Jeszcze kilka miesięcy treningu i będą mogły pójść razem w miejskie tango, po wszelkich spelunach, gdy tylko ona dojdzie do siebie po porodzie.
- Jak chcesz, to możemy się pozbyć tego smaku kawy... - poruszyła sugestywnie brwiami w stronę Eryczki, delikatnie nachylając się w jej stronę, jakby zaraz miała ją pocałować, ale pojawienie się Lidnsey zniszczyło cały piękny nastrój.
- Lidnsey? - przekrzywiła delikatnie głowę na bok na widok dziewczyny, której imienia nie pamiętała, ale dałaby sobie przemalować paznokcie na wściekły róż, że tę twarz kojarzyła doskonale. Bardziej jednak była zdziwiona informacją, że ta miała chłopaka od dwóch lat. - To nie ta dupa, z którą utknęłam w łazience na minetę, gdy byliśmy w klubie? - zaczepiła Jasona, wskazując mu typiarkę palcem, gdy Erika w tle rozkręcała dziką imprezę.
Kurwa, zdecydowanie była za trzeźwa. Podeszła jednak do swoich zapasów i wyciągnęła jeszcze jednego szampana, żeby zrobić przyjaciółce wielkie show. Z hukiem otwarła butelkę, uprzednio nią wstrząsając, żeby alkohol rozprysł się na dziewczynę i jej zacne towarzystwo w momencie, gdy zaczął lecieć refren.

Alexander august Erika Eric Shereen Alvin Cassandra Jason Jamie
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
31 y/o
SPRING TIME
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
Któżby pomyślał, że ten jeden wyjazd będzie tyle znaczył... Tak wiele zmieni...
Złamie serce, ale uleczy duszę.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Miło było patrzeć na Gabi zażerającą się jej tortem. W świecie Jamie nie było takiej rzeczy, której nie dałoby się naprawić pączkami, to fakt, ale zawsze cieszyło ją, kiedy komuś smakowały jej wypieki. Przez chwilę przyglądała się z ciepłym uśmiechem tej scence, okadrowanej tańczącymi ciałami Erica, August, a potem też Eriki. Nagle na imprezie zrobiło się jakby tłoczniej, a Park przez moment zastanawiała się, czy wypiła aż tyle, żeby nie pamiętać, że w paczce jest więcej przyjaciół. Nie ogarniała, kto to, ani skąd się wziął, ale kaman! Przecież od niedawna była częścią tego małego stowarzyszenia...
Nawet kupiła sobie piłkę do siatkówki i specjalne buty oraz ochraniacze na kolana. Szybko robiły jej się na nich siniaki... Jak wtedy w Nassau... Oj maleńka, coś na smutno dzisiaj idzie alkohol.
Więc zmusiwszy się do uśmiechu, jakby bawiła się najlepiej na świecie, podeszła do barku, by zorganizować sobie drineczka. Szoty szotami, ale już zaczynała czuć, jak świat lekko jej faluje. Sięgnęła po drinka, upewniwszy się, że nie jest mocny. Ale wiadomo, że zapewnienia Gaby co do mocy drinków są złudne...
Wtedy wpadła na nią Reen, nakazując jej, jako komisarz beer ponga rozegrać dogrywkę z Jasonem. Jakby nie wystarczyło chłopakom poprzednie upokorzenie. Na moment humor Jamie się poprawił i z szelmowskim uśmiechem podeszła do stołu "rozgrzewając" swoje nadgarstki. A potem rozciągając ramiona.
- Bring it on! - rzuciła wyzwanie w spojrzeniu Jasonowi, po czym sama rzuciła piłeczką.
Tyle, że za bardzo skupiona była na jego klacie, którą przecież dalej dobrze pamiętała! Piłeczka odbiła się od któregoś z kubków i znów zatańczyła na krawędzi. Świat wstrzymał oddech, a przynajmniej Jamie, ale nie tym razem. Piłeczka długo tańczyła na krawędzi, po czym wyfrunęła sobie na bok i spadła na podłogę.
- O nieee! Przegrałam wszystko? - zapytała z rozpaczą.
I już miała się ewakuować w kierunku powietrza, kiedy podszedł do niej jeden z chłopaków Lindsay. Nie miała pojęcia, kto to jest Lindsay i czemu miała na imprezie dwóch chłopaków, ale równie dobrze mogła po prostu coś źle zrozumieć. Coś tam próbował zagadać, ale Jamie niespecjalnie go słyszała przez głośną muzykę i orgiastyczne krzyki tańczących przy stole. Ale kiedy cycata blondynka przecisnęła się za plecami chłopaka, po prostu wepchnęła go na Azjatkę. Przez moment było bardzo intensywne spojrzenie, elektryzujące oddechy i tak dalej... Więc zróbmy małe fast forward, bo piętnaście minut później ten sam chłopak stał zażenowany nad małą Jamie i słuchał tego, jak opowiadała mu o swoim byłym.
- Wiesz, wiedziałam, że to tylko wakacyjny romans, ale mimo wszystko głupia się zakochałam...
Ja pierdziu! A on chciał tylko z Jamie potańczyć, może pomacać gdzieś tam, buziaka skraść... Nie potrzebował przecież opowieści o miłości życia.
- Słuchaj, fajna jesteś, ale widzę, że trzeba z tobą chodzić, a to nie mój klimat... - przerwał jej w połowie zdania i zostawił ją z na wpół otwartymi ustami i zaskoczonym spojrzeniem.
- Ugh... - sapnęła z niezadowoleniem i dopiła swojego drineczka na jeden haust.
Stanowczo za szybko... Kubek wylądował na którymś ze stolików, po czym się przewrócił, a Jamie wyszła na powietrze, żeby zaczerpnąć oddechu, i wyciągnęła swój telefon komórkowy z torebki. Wybrała numer i zanim ktokolwiek zdążył się zorientować, zaczęła nagrywać się na pocztę głosową.
- Hej Hugo... Pewnie jesteś zajęty... A ja tutaj jestem na urodzinach, trochę wypiłam. A nawet nie ma kwadrans po pierwszej... Hehehehe... Jak w tej piosence, nie? Pewnie nie słuchasz takich. Wiesz, pewnie siedzisz z jakąś wysoką blondwłosą wywłoką o imieniu Lindsay w operze albo oglądasz balet. - zmarszczyła brewki, dając się przez moment ponieść swojej złości. - Anyways... Jakoś tak... Nie wiem... Patrzyłam na te pary na imprezie...


Baddie! Gabi Jay Kapitan Wiwatów Rikka Reen Cassie Al Alex Och Lindsay! Where are you!?
Żejmi
znęcania się i bezsensownej przemocy
32 y/o
Welkom in Canada
177 cm
Tanatokosmetolog St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
No one does it better than me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszly
postać
autor

- Czyli my też powinniśmy mieć rozgrzewkę? A jak by to wyglądało w naszym przypadku? - zaśmiał się słysząc komentarz Gaby - Wspólne polerowanie "celowników"`?
Widząc jak Eric lada moment zrobi sobie krywdę, Jason ruszył się ze swojego miejsca z kanapy i podszedł do kumpla. Jemu chyba na razie starczło alkoholu. Jason mógł być typem, który narażał siebie na różne, durne sposoby, ale gdy chodziło o jego znajomych, okazywał się zadziwiająco rozsądny. Posadził chłopaka koło Gaby, po cichu mając nadzieję, że Stones niczego nie zarzyga i że w razie potrzeby, Blais podzieli się z nim czymś bezalkoholowym.
- Patostreamy, serio? - Jason pokręcił głową. Naprwdę, jeśli był jakiś sposób na życie, którym gardził, to był to właśnie patostreaming. Chyba ciężko się bardziej upodlić.
Dogrywka? On tam był chętny, ale szczerze mówiąc nie bardzo wierzył w swoje szczęście, szczególnie po tylu drinkach. Ale przecież nie zamierzał się tak po prostu poddć. Ericowi może ich zwycięstwo było już obojętne, ale dla Alexa zamierzał podjąć rękawicę. Chociaż może to Gaba powinna wykonać ten rzut? Jako honorowa członkini ich grupy? Trudno już, Jason złapał w jedną rękę tego hiper mocnego, karnego drinka, a w drugą piłeczkę i wykonał rzut. Przynajmniej kiedy nie trafił, mógł zrzui wszystko na alkohol!
- To była tylko dogrywka, spokojnie Jamie. - uśmiechnął się do spanikowanej dziewczyny - Swoją drogą, całkiem dobry ten karniaczek, chyba nie żałuję przegranej - wyszczerzył się, zerując szklankę. Alko popaliło go przez chwilę w gardło, ale to był ten przyjemny rodzaj bólu.
Zjawienie się nowego towarzystwa było odrobinę zaskakujące. Choi nie spodziewał się, żeby Alex, który przecież w ogóle nie chciał imprezy urodzinowej, zwołał tutaj tak dziki tlum. Dopiero potem okazało się, że gościebyli... cóż, przypadkowi. No, tylko żeby się potem nie skończyło, że nowi wyżłopią im cały alkohol, wyżrą wszystkie cziperki i jeszcze stół połamią - Ericowi się ta sztuka nie udała, ale Lin też ewidentnie też próbowała tej sztuki.
- Ty mi powiedz, ty z nią utknęłaś - uśmiechnął się do Gaby pod nosem, a potem wyprostował się, zwracając się do reszty i przekrzykując muzykę - Idę na szybkiego fajka, idzie ktoś ze mną?
Pytanie to nie dotyczyło Jamie - Jason zauważył, że dziewczyna też już chyba miała dość alkoholu, bo gadała z kimś przez telefon z taką miną, jakby się miała ze złości rozpłakać. Choi złapał ją więc za ramię, nie dbając o to czy przerywa jej rozmowę i pociągnął ze sobą na dwór.
- Chodź, trochę świeżego powietrza dobrze ci zrobi.
Solhy
Posty z AI, nadmierna infantylność
28 y/o
for all his sins
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
will you turn my blue into violet?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dobra, ta noc robiła się coraz bardziej interesująca… Chyba najnormalniejszą jej częścią było skonsumowanie tortu, bo gdzie August się nie obejrzała, wszędzie widziała zajebiście sterczące piersi kobiet lub gołe klaty facetów. Jezu. No, jakby ktoś zaraz wszedł, mógłby pomyśleć, że to jakaś impreza swingersów. I wtedy nagle zrobiło się jakoś tłoczniej, a jeden z mężczyzn krzyknął, - Fucking hell! Czy to jakaś impreza swingersów?! XD - rzucił typek już lekko wstawiony, zdecydowanie gapiący się na Jamie o kilka wymownych sekund ZA DLUUUUGO. - Lindzzzz, Lindzzz, cholera, no! Na stół poleciała! - Mężczyzna przejechał dłonią po twarzy. August tylko i wyłącznie przyglądała się temu całemu cyrkowi, zanim nagle dostała z ręki od owej pindziory prosto w twarz i poleciała na tyłek. - Auuu - mruknęła pod nosem, po chwili parskając śmiechem.

Przyglądała się z rozbawieniem jak Eryczka polewa szampana do piosenki EWRINAJT. I pomimo że Winters już w momencie uderzenia wpisała tę laskę na swoją czarną listę, permanentnym markerem… stwierdziła, że nie będzie sobie psuła nerwów tym babsztylem i chciałaby dorównać ilością alkoholu swojemu chłopakowi. Podniosła więc kuperek z podłogi, podeszła przed stolik, wciskając się pomiędzy obcych mężczyzn, po czym otworzyła usta i wysunęła język, starając się zgarnąć jak najwięcej kropel spadającego szampana, ile tylko była w stanie. - ERIKA TUTAJ NA DOLE! - Krzyknęła przebijając sie przez typków no ale grawitacja z nią wygrała więc niestety, skończyło się na, dobra, w zasadzie alkoholowym prysznicu, który przesiąkł jej koszulkę i zwilżył włosy.

Ale to tam już mniejsza.

Parsknęła śmiechem, słysząc komentarz Gabi, i podbiegła do niej. - Czyli dobra była, skoro pamiętasz, eh? - Uśmiechnęła się, ale chwilę później jakiś obcy mężczyzna chwycił ją i Shereen za nadgarstki i pociągnął w kierunku kuchni, zachowując się, jakby, kurna, był u siebie. Może serio to była jakaś reszta ich znajomych, bo nagle rzuci, - Chodźcie, chodźcie, muszę dać wam skosztować moich specjalności… piękności... - Puścił im oczko, a August tylko spojrzała na Shereen i zmarszczyła nos w niezadowoleniu. Ale hej, jak ktoś polewał, to się nie odmawiało! Znajdując się w kuchni chwyciła kieliszek i wypiła cokolwiek tam do niego nalał, czując, jak gardło zaczęło jej piec. Podniosła rękę ku górze, starając się złapać oddech, zanim typek podał shota Shereen. Kurwa, jakie to było mocne. Uniosła wzrok. Typ robił jakiś creepy smouldering face, po czym obleśnie mlasnął i rzucił, - Mała, zabiorę cię do Hamilton i pokażę zupełnie inny świat. - Mruczał to do Shereen, podając jej drinka, a August tylko wcisnęła się pomiędzy nich, objęła ją w pasie i zaciągnęła do Erica. Zanim jednak odeszła, krzyknęła - Ona jest zajęta! A w Hamilton same żule łażą, co ty chcesz jej tam pokazać?! - Rzuciła to zdenerwowana, a kiedy już zaprowadziła Shereen do Erysia, powiedziała mu, żeby zajął się swoją kobietą, bo zaraz mu ją ktoś zwinie sprzed nosa.

Odwróciła się i wtedy zobaczyła Alexa. Uśmiechnęła się szeroko i już chciała do niego podbiec, ale nagle zakręciło jej się w głowie. Dobra. Głęboki wdech, wydech. Już nie takie rzeczy się piło. Podbiegła więc do niego i wskoczyła na niego niczym koala, zarzucając mu ramiona za szyję i owijając nogami w pasie, - Chyba jestem pijana - rzuciła, wpatrując się w jego oczy, zanim zbliżyła się do jego ust i czule je musnęła. - I mokra - wyszeptała wprost w jego usta, uśmiechając się delikatnie. - Ahh, dziwni są ci ludzie. Znasz ich? - zapytała wsuwając dłoń w jego włosy i dodała - Zaparkujesz mnie na zewnątrz? Widziałam, że Jason poszedł tam z Jamie. - Wtuliła się twarzą w zagłębienie jego szyi i przymknęła na chwilkę oczy. Muzyka dalej dudniła jej w uszach, alkohol rozprowadzał się w żyłach, a zagadka tego, kto do cholery sprowadził tę bandę randomów, wciąż pozostawała nierozwiązana.
28 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
summer made me fall for you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

U-u-u, impreza trwała w najlepsze, a Alex bawił się fantastycznie. Mała, plastikowa striptizerka BARBIE wygrzebana z tortu znalazła miejsce w jego kieszeni jako pierwszorzędny SUWENIR, a rywalizacja w beer ponga… a, dobra, tego nie komentujmy. - DO BOJU, PANY - zawtórował Eryczkowi z pełnym entuzjazmem, przez chwilę wymachiwał nawet swoją koszulką tak samo jak on, zanim wylądowała na twarzy Augustyny, hehehe.

No i mimo że panowie (I MAMASITA GABRIELA) przegrali z kretesem (przez cyckowy atak terrorystyczny), Alex nie miał zamiaru rozpaczać!!! BOOO... ERYCZEK NIE ROZPACZAŁ!!! - Dajesz, Eric! - zawołał, gdy kumpel usiłował wskoczyć na stół, ale mu nie wyszło, ale bez obciachu wstał i wziął zmartwychwstał i tańczył dalej, a skoro żył, to pomoc była zbędna, joł. Jednak zabawa zabawą, ważniejsze były obowiązki, a do takich należała dyskusja z Augustyną. - Jeszcze zobaczymy, kto kogo będzie rozliczał, Winters - odpowiedział jej z rozbawieniem i puścił jej perskie oczko. Słodko wyglądała, jak się tak wkurzała, ale, no cóż, musieli jakoś z tym żyć, skoro oboje uwielbiali rywalizację i nieczystą grę, niestety. Zmierzwił włosy i odwrócił się do Eryczki, która dalej przeżywała ich wspólną nockę na wyjeździe. TA KOBIETA BYŁA NIEMOŻLIWA! - Gdyby materac był szerszy, to nikt by nie ucierpiał, ale Rikka, Rikkaaa, słuchaj, ja mam pomysł, mała - zniżył głos i nachylił się nad nią, bo dalej siedziała na kanapie. A jeśli nie siedziała na kanapie, to i tak się nachylił, bo była niższa. - Żebyś na kolejnych wyjazdach nie musiała cierpieć przez moje fizyczne sąsiedztwo, mam dla ciebie rozwiązanie, zakładamy ci Tindera. Mówię serio, daj telefon, zaraz wybierzemy ci jakąś ładną fotkę - powiedział całkiem poważnie, a jego wewnętrzny żyd już zacierał ręce z powodu DOBRZE WYMYŚLONEGO INTERESU!

Nim jednak zdołał zrealizować plan matrymonialny, posadził dupę na kanapie i wychylił tego karnego szota, którego przygotowała Gaba. Nawet się nie skrzywił, gdy kosztował tego czarnego meteora, mimo że odrobinkę zapiekło go w gardle. - Ej, co ty gadasz, dobre było! - obruszył się na marudzenie Eryczki. - Gaba, zajebiste, zrobisz więcej? - uśmiechnął się do Rudej, gdy z głośników ryknął HIT WSZECH CZASÓW i Lindberg wparowała na stół. ZNACIE EV’RY NIGHT?!?!?! - I WANNA SAY, DO YOU NOW! - rzucił się do śpiewu i dołączył do dzikich pląsów Zespołu ER, ale na parterze. Poszedł w ślady Winters i też otworzył usta, żeby napić się szampana, ale Eryczka miała słabego cela i szampan spływał Alexowi po klacie, a Augustynie po włosach i twarzy. CO ZA MARNOTRAWSTWO!

No i tak się jakoś wydarzyło, że podczas tańca zaraz znalazł się obok Gabrieli i Jasona - akurat w momencie, gdy się zorientował, że w mieszkaniu zaroiło się od jakichś obcych typów. - Lindsay? Jaka Lindsay? Co to za lambadziara? - spytał i kiwnął głową w stronę laski wywijającej na stole obok Eryczki. Kątem oka dostrzegł, że Dust, Sher i jakiś podejrzany typek zniknęli w kuchni, ale zanim zdążył tam pójść i skontrolować sytuację, na jego drodze stanął wstawiony kark w obcisłym T-shircie. - Ty, ziutek, uważaj na słowa, dobra? Lindsay to moja gościówa! - rzucił typ, a Alex zamrugał powoli oczami i zmierzył go spojrzeniem od stóp do głów. - A kim ty, kurwa, jesteś? - odparował z rozbawieniem w głosie i machnął ręką. - Dobra, weź spierdalaj - zakończył jakże kulturalną konwersację, bo nie miał czas na głupie pierdolenie jakichś randomów we własnym domu w Eryczka domu. Zwłaszcza, że typ odwrócił się na pięcie, a sekundę później Alexa dopadła Augustyna. Wskoczyła na niego z impetem, oplotła go nogami w pasie i splotła dłonie na jego karku. Automatycznie jego dłonie powędrowały na jej pośladki, żeby mu się nie wypierdoliła, po czym odwzajemnił ten słodko-pijany pocałunek. Była pijana? Check. Była mokra? Check. Na szczęście, to nie był ich pierwszy raz w takich okolicznościach, HE GOT THIS! - Nie znam, a ty znasz? - odpowiedział i musnął nosem jej nos. Teraz to on musiał być tym odpowiedzialnym, nie? Dobrze, że zwolnił z tymi pysznymi, kawowymi szotami… - No to chodźmy do nich, tygrysie. Wszystko gra? - spytał mimochodem, ruszając w stronę wyjścia na dwór.

Po drodze zauważył kolejne obce twarze, a tuż przy wyjściu natknęli się na Jamie stojącą z przygnębioną miną i telefonem przy uchu, którą obejmował (chyba) Jason. - A z kim ona gada, wiesz? - zagadnął Jasona i wskazał głową na Jamie, bo może trzeba było jej zabrać telefon czy coś? Sam przysiadł na schodkach przy wejściu, pozwalając Augustynie wciąż wisieć na sobie jak małemu, upartemu misiowi koali. Oparł brodę na jej ramieniu i przeszło mu przez myśl, że mimo że te urodzinki zaczęły przypominać TORONTO PROJECT XD (XDD), to z tą wariatką na kolanach nie zamieniłby tej chwili na nic innego.

I EKIPY TEŻ BY NIE WYMIENIAŁ, WSZYSCY BYLI AMAZING.

:rizz:

august Gabriela Jason Eric Erika Shereen Charly Cassandra Alvin Jamie
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
163 cm
wiolonczelistka, sprzedawca Toronto Symphony Orchestra, Bookland
Awatar użytkownika
Can we pretend that airplanes in the night sky are like shootin' stars?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Ta impreza jak nic zapisze się w dziejach Toronto. Latające koszulki, falujące ponętne biusty, pląsające tyłki, latające piłki, kiedy każdy usilnie próbował trafić do kubeczka, ostatecznie tylko się ośmieszając nieporadnością. I mnóstwo alkoholu! Czego tu chcieć więcej do dobrej zabawy? A to, że Wildbird powoli przestawała ogarniać, co się działo na około niej, było już inną parą kaloszy. Nie była pijana i zapewne to stanowiło największy problem, bo chyba nie było nic gorszego, niż pozostać w stanie niemal zupełnej trzeźwości, kiedy reszta zaczynała żyć we własnym świecie. Naprawdę zaczynała podejrzewać, że Gabi coś się pokićkało i zamiast alkoholu podawała jej jakieś soczki, myląc z własnymi drinkami. No ale żeby płód miał lepszą zabawę od Cassandry? To już nie było sprawiedliwe.
Szybko podłapała, że zostały zarządzone karniaczki - niczym prawdziwy alkoholik dostrzegła w tym okazje do upicia się, jakby to było czymś, czego najbardziej w życiu potrzebowała. I jasne, że sobie chlusnęła! Z tym, że drink nie okazał się być tak mocny jak zakładała, ale przynajmniej coś trzepnęło, w głowie zaszumiało i ogólnie stan był znacznie lepszy, niż chwilę wcześniej, bo tak to pewnie by się zaszyła gdzieś z książką oddając przyjemności czytania, lol.
W którymś momencie postanowiła wyjść na zewnątrz, zażywając świeżego powietrza, a tam dostrzegła grupkę ludzi krążącą wokół domu Erica. Oczywiście, że uznała, że musieli byc spóźnionymi gośćmi. Tym bardziej, że wśród nich dostrzegła Victora - chłopaka, z którym przez pewien czas się umawiała, a który wcale nie był taki fajny jak zakładała, bo ciągle czegoś od niej chciał. Czasami miała wrażenie, że nadal chce, ale Cassie to już była mniej chętna na baraszkowanie po zakazanych pomieszczeniach.
-Przyszliście na imprezę Alexa, prawda? No to koniecznie wchodźcie do środka, ludzie się już w pełni bawią! - rzuciła do nich, no bo przecież skoro był tu Victor, to musieli się z Alexandrem znać.
-O siema, Cass. jak miło cię widzieć. Piękna jak zawsze - uśmiechnął się słodko były chłopiec. Zawsze ładnie wyglądał kiedy się cieszył, ale wygląd to jednak nie wszystko, prawda? Przedstawiła się wszystkim dostrzegając, że dziewczyna, która stała obok Victora jakoś tak z naburmuszoną miną patrzyła na rudowłosą. No nic, pewnie jej było szkoda, że wcześniej nie została zaproszona, ale hej, wszystko można było nadrobić, prawda?
Zgarnęła ich wszystkich do środka, przy okazji wręczając drinki, które stały na stole Miała nadzieję, że żaden z nich nie okazał się być fejkiem, bo to już zakrawałoby na przypadł roku. Szybko jednak okazało się, że stan Lindsay jasno wskazywał na to, że alkohol procenty konkretne zawierał, bo dziewoja zaczęła szaleć na stole, bawiąc się tak jakby zaraz miał się skończyć świat. Cass natomiast, zamiast dołączyć do tłumu zebranego przy stole, który ciałami się wzajemnie obijał, postanowił sama przyrządzić sobie drinka, takiego dwa razy mocniejszego niż ten ostatni, którego dostała od Gabi i z jego drugą porcją poszła porozmawiać z Victorem, bo coś taki markotny się wydawał, jakby kot wyjątkowo śmierdząco narobił mu do butów.

Birthday Boy Kamyczek marzeń Fluffy body TikTok Boy Dealer Cake boss Cute bubu Szeri szeri lady Pan od wiewiór
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
ODPOWIEDZ

Wróć do „#108”