Czasem im mniej wiesz, tym lepiej śpisz...
Chociaż nie wszystkie pieniądze, które zarabiał Noriega były legalne, to jednak znaczną cześć generował sam klub, a biorąc pod uwagę to, że Madox był
oszczędny... Sknerą był, to przez lata odłożył sporą sumkę, trochę wygrał w Vegas, trochę przechwycił od gangusów, których wsadził za kratki jak Franki Ferarri, i tak to jakoś się kręciło. Jego biznes.
Do tego stopnia, że było go stać na
krwistoczerwonego Jaguara z limitowanej edycji, a teraz może nawet na tego Astona Martina. Chociaż jak tak dalej pójdzie, to będzie musiał też zainwestować w jakiś garaż, żeby mieć gdzie stawiać te bryki.
Madox jednak o tym teraz nie myślał, bo już mruczał jak dziki kot, kiedy jego żona drapała go za uchem, wiedziała co lubił. A on wiedział, że na pewno mu nie powie co zaplanowała, skoro to miała być
niespodzianka, ale i tak spróbował, a potem po raz drugi.
-
A czemu nie? Ja ci wszystko mówię - to było tylko takie na pół prawdziwe stwierdzenie, bo przecież Madox wiele rzeczy przed nią zatajał, albo po prostu nie poruszał niektórych tematów, udawał, że nie słyszy i w ogóle, ale z drugiej strony opowiadał jej czasem takie rzeczy, których nie mówił nikomu innemu. Dzielił się z nią swoimi wspomnieniami, opowiastkami z klubu, historiami. Dużo rzeczy jej mówił. I pewnie z niespodzianką też by się wygadał, bo on akurat nie umiał trzymać języka za zębami, jeśli chodziło o nią.
Na jej kolejne słowa spojrzał na nią z ukosa, a zaraz się uśmiechnął, ładnie. Posłał jej takie przeciągłe, zaczepne spojrzenie.
-
A które spojrzenie? To? Czy takie? - nawet jej puścił oczko, a zaraz sięgnął do niej ręką, żeby ją poklepać po udzie. Noriega zdawał sobie sprawę, że oni byli bardzo fizyczni, że dla nich nie były wcale najważniejsze te górnolotne słowa, piękne wyznania, chociaż... te też potrafili sobie składać, ale jednak uczucia najczęściej przekazywali sobie poprzez fizyczność, drobne gesty, jak chociażby to muśnięcie skóry, ale też poprzez dzikie pocałunki i zajebisty seks. Co zresztą Madox zawsze powtarzał Pilar, że nie miał takich lasek jak ona. Tak gorących, które aż tak by go kręciły.
Nawet nie musiała na niego patrzeć, bo teraz jej piękne, ciemne oczy wodziły po telefonie, a on i tak się na nią nakręcał, sam się gapił, jak teraz na jej profil. Aż znowu wjechał w jakąś dziurę. I to dopiero sprawiło, że wbił spojrzenie w przednią szybę. Zwłaszcza, że już parkował w tej bogolskiej dzielnicy przy jakimś Lambo. A zaraz odwracał się do Pilar z tym
idiotycznym pytaniem na ustach. Madox to czasem naprawdę się zachowywał, jakby jej nie znał. Ale... po prostu wychodził z założenia, że warto próbować, że może kiedyś Pani Noriega się po prostu z nim zgodzi i będzie mu posłuszna...
Ta, chyba jak wygrają ten gokartowy zakład. Może... Chociaż gdyby tak było, to pewnie by się zdziwił.
Nie zdziwiło go za to w ogóle to jej
żartujesz sobie ze mnie.
Ani żadne kolejne zdanie, które padło z jej pełnych, gorących ust. Madox te swoje ściągnął w wąską linię, wywrócił oczami odchylając do tyłu głowę.
-
Czy kiedyś nadejdzie taki dzień, że powiesz, okej Madox, będzie jak chcesz? - spuścił na nią spojrzenie. Tak pierdolił, a pewnie jakby przyszedł taki dzień, to pierwsze co by zrobił to sprawdzał czy wszystko z nią okej, czy nie ma gorączki, nie uderzyła się w głowę, albo jej nie podmienili.
Nie podmienili, to była Pilar, zwłaszcza kiedy określiła go tak pieszczotliwie, nazywając
idiotą.
-
No nic takiego, rozejrzeć się, ale nigdy nie wiadomo co tam zastanę, nie? - w końcu miał zamiar wkroczyć do
jaskini lwa i to takiej, gdzie nikt niepożądany wcześniej nie postawił stopy. Może czeka tam na niego cała mafia Luny? Nigdy nie wiadomo -
no nie wiem... Może do Maczety zadzwoń, bo Eliot to raczej będzie miał... - nie dokończył, bo Pilar już go ścisnęła za rękę. Może rzeczywiście nie powinien brać broni? Ale z drugiej strony Benito na pewno miał u siebie spluwę, a może w ogóle cały arsenał? Madox chyba spodziewał się tam jakiejś gangsterskiej dziupli.
-
Co? - wypalił, kiedy tym razem Pilar mu kazała siedzieć w aucie. Bo chyba kompletnie się nie zrozumieli. To ona miała zostać w aucie... Ale zaraz z niego wysiadała, to znaczy najpierw szarpała się z drzwiami, a potem trzasnęła nimi tak, że szyby się zatrzęsły. Madox też wyskoczył z samochodu, a zaraz ruszył do niej -
Pilar... kurwa - rozłożył ręce, bo już chciał jej tłumaczyć, że no nie, tak to na pewno nie będzie, ale ona ruszyła przed siebie, kiedy trąciła go ramieniem, to zrobił tylko wielkie oczy -
poczekaj - ruszył za nią od razu. Tyle by było z jego dyktowania warunków. Jak to było, że Pilar o połowę od niego mniejsza, w tej czerwonej sukience, z potarganymi
kudłami, wychodziła przed siebie i ustawiała po kątach gangusów... w tym Noriegę. A on nigdy nie miał nic do gadania?
Wystarczyło jedno jej spojrzenie, a on położył uszy po sobie i szedł za nią. Jak Sombra, kiedy dostał reprymendę.
Stanął przy Pilar i przez chwilę patrzył jak próbowała podskoczyć.
-
Czekaj, może cię... - nawet nie dokończył, bo już wciskała mu w ręce swój telefon, a zaraz rwała swoją drogą kieckę -
mogłem ci z tym pomóc - mruknął. Nigdy by jej nie wypomniał, że to była droga sukienka, nawet jakby kosztowała półtora patyka, a ona pozwoliłaby mu ją z siebie zerwać, to by to zrobił bez mrugnięcia okiem. Bardziej chodziło mu o to, że ostatnio to ona ciągle rwała wszystkie ciuchy, a on... bawił się jej suwakiem. Kiedy to się tak pozmieniało? Od kiedy Madox Noriega umiał używać suwaka?
Tak się nad tym zamyślił, że w pierwszej chwili nie dotarły do niego słowa Pilar. Dopiero kiedy zaczęła się wspinać na drzewo, to zadarł głowę, żeby na nią spojrzeć -
na drzewo? Pilar... - i znowu chciał jej pewnie suszyć głowę, ale zaraz podszedł bliżej -
pomogę ci - rzeczywiście zrobił jej stopkę, żeby lepiej mogła sięgnąć gałęzi. Znowu się zagapił, ale nie było się czemu dziwić, biorąc pod uwagę fakt, że Pilar świeciła mu z góry nagimi pośladkami. A kiedy już usiadła na gałęzi, to Madox jeszcze przez moment stał pod nią, jakby sprawdzał, czy nie będzie musiał jej łapać, ale było stabilnie. Cofnął się i rozpędził, żeby też się wspiąć po drzewie i wylądować obok swojej żony -
posuń się - zrobiła mu miejsce, ale i tak musiał ją zaczepić, szczypnąć w pośladek, a zaraz i tak obejmował ją ręką, żeby ją przytrzymać, kiedy sięgała do gałęzi, żeby poprawić im widoczność.
Był i Luna, we własnej osobie. Czyli naprawdę trafili do jego kryjówki. Do jego domu może?
Madox wychylił się trochę do przodu opierając głowę o ramię Pilar, jego ciemne spojrzenie padło na tą kobietę, z którą całował się Benito.
-
Nie wiem. Z tego co udało mi się dowiedzieć na mieście, to Luna od kilku lat mieszka poza Toronto, tutaj tylko bywa... Ale kurwa ta chata nie wygląda wcale jak jakiś wakacyjny domek - spojrzał na dół na równiutko przystrzyżony trawnik, na zadbany ogród i te meble na werandzie, nakryte kocami, wyglądały przytulnie. Zresztą jak i całe wnętrze, bogolskie, wystawne, ale na swój sposób domowe -
no i ta córka. Kiedyś gadali, że Luna zmajstrował dzieciaka, ale odesłał go z matką. Ale ja też bym tak zrobił, jakbym był ojcem chrzestnym latynoskiej mafii, to odprawiłbym swojego dzieciaka i żonę poza miasto - bo może i Luna był w Toronto kurewsko ważny, ale jak każdy na jego stanowisku miał też wrogów. Groźnych.
Na pewno groźniejszych niż Madox i Pilar, którzy siedzieli na drzewie jak jakiś Tarzan i Jane i obserwowali dom Benito. Luna przysunął się do kobiety, objął ją w talii i coś do niej mówił, a ona kręciła głową.
-
O czym gadają?... Wiesz jakie chujowe mieli tam żarcie? Samą wątróbkę... - oczywiście, że Noriega już czytał z ruchu warg i do tego jeszcze naśladował Lunę. Chuja tam. Przecież wcale nie umiał tego robić. Zgrywał się -
coś ty, podali ci tam wątróbkę, oj biedny Beniaczek - kobieta rzeczywiście sięgnęła do policzka Luny i tak to wyglądało, jakby go pożałowała.
Madox może nawet bawiłby się dalej w te zgadywanki, wymyślał kolejne dialogi, ale wtedy drzwi od werandy rozsunęły się i stanęła w nich... Nikt inny, a ta młoda dziewczyna z balu, wciąż miała na sobie sukienkę w kolorze szampana, ale nie miała już szpilek, przy uchu trzymała telefon.
-
Patrz... - Madox zwrócił na nią uwagę swojej żony, ale stąd nie było opcji, żeby cokolwiek usłyszeli. Może powinni to zostawić, ale... -
złapię cię - szepnął jeszcze do ucha Pilar, a zaraz zeskoczył z drzewa po drugiej stronie krzaków, na ten idealny trawniczek, prawie się przy tym wyjebał, ale jednak udało mu się utrzymać równowagę. Zebrał się szybko i wystawił ręce w górę, a potem machnął do swojej żony, żeby skakała. No bo przecież obiecał, że ją złapie.
Ogród wyglądał na pusty, a jeśli zbliżą się do werandy to może usłyszą o czym gadała młoda, zwłaszcza, że żywo gestykulowała i przechadzała się pomiędzy meblami. Musieli tylko uważać na te szklane ściany. Ale Luna akurat zajęty był swoją kobietą, przez jej ramię zaglądał do garnka, który stał na kuchence. A Madox znowu zachęcił tą swoją machając do niej z dołu.
Te atraparé ⋆˙⟡♡