Druga w nocy, a oni wybierali się do klubu, jakby znowu mieli po dwadzieścia lat na karku. Chociaż... do niedawna Madox balował w swoim klubie do zamknięcia, ale od jakiegoś czasu jednak wybierał powrót do domu, niż zamykanie lokalu i czekanie, aż ostatni klienci się wybawią.
Ale dzisiaj szli do klubu, i to jeszcze do Shadow, gdzie o drugiej dopiero zaczynało się dziać, wszyscy byli już porobieni, nie mieli hamulców. Madox nigdy nie puściłby tam swojego dzieciaka, Luna nie mógł o niczym wiedzieć, bo też pewnie nie byłby zachwycony. Wszyscy w mieście wiedzieli jaką renomę ma Shadow. I jego właściciel.
Pilar też wiedziała. Ale to nawet dobrze, bo przynajmniej mogli się spodziewać tego, że wiele tam się może wydarzyć. Że to nie będzie
zabawa. Madox widział za to, że z jego żoną nie wszystko było okej, tak jak go zapewniała całą drogę. Może nie był najbystrzejszy, ale znał ją. On już pewnie by marudził, że go nóżki bolą. On to zadrapanie, które miał na policzku zakleił plastrem, ale... dodawało mu to trochę gangsterskiego charakteru.
-
Przesadzasz, wcale tak nie jebie - rzucił jeszcze rozkładając ręce, ale kłamał, to był potworny zapach, nie dało się go przykryć żadnymi perfumami. Zanim jednak zniknęli w oddzielnych pokojach, to Madox przyniósł jeszcze Pilar apteczkę -
to chociaż pozaklejaj plasterkami i zdezynfekuj, może ci pomogę? - zaproponował, ale na szczęście Pani Noriega go wygoniła. Bo może Madox jak chciał, to był dobrą pielęgniarką, ale... trzeba wspomnieć, że wystarczyło mu niewiele, żeby nakręcił się na swoją żonę, a zwłaszcza dzisiaj, kiedy oni bez przerwy się kusili, a ona jeszcze stała przed nim nago.
Zamknęła mu drzwi przed nosem, i dobrze, bo Noriega też poszedł się przebrać. Poszło mu sprawnie i zaraz wychodził do swojej
caliente laski.
-
To moja żona to jest naprawdę hotówą, ale mam farta - pokazał jej czubek języka i nawet mrugnął do niej jednym okiem, a zaraz przesunął palcami po białym materiale koszulki, kiedy wspomniała jego
żonobijce -
i powiedziała mi to żona - znowu się uśmiechnął, w niektórych miejscach przez biały materiał przebijała czerń jego tatuaży, wyglądał dobrze. Inaczej niż w koszulach, gdzie jednak ten
niegrzeczny styl mieszał się z elegancją. Kiedy Pilar przysunęła się do niego, to jego dłoń od razu zacisnęła się na jej pośladku, przycisnął ją do siebie jeszcze mocniej, tak, że musiała na sobie poczuć... no właśnie tą ciężką, ozdobną klamrę jego paska. Uśmiechnął się, kiedy powiedziała to, że
nawet w koszulce jest hot, może Madox zdawał sobie z tego sprawę, specjalnie nosił się tak, a nie inaczej, ale lubił, kiedy mówiła mu to akurat ona. No bo jednak Pilar chciał się podobać najbardziej. Zamruczał jak dziki kot, kiedy jej paznokcie sunęły po jego ramionach, a kiedy oparła dłonie na jego klacie, to on swoimi przesunął po jej tyłku.
-
Ale możesz ją potem rozerwać, specjalnie dla ciebie założyłem taką z metką - szarpnął się do niej, żeby szczypnąć zębami tą jej wydętą, dolną wargę. No tak, bo jej najlepiej rozrywało się te jego drogie, markowe koszule. Ta też miała metkę jakiegoś projektanta, ale po prostu też dobrze na nim leżała, opinając się tam gdzie powinna, na jego rysujących się pod skórą mięśniach -
dobra, chodź - tym razem on ją musiał pociągnąć do wyjścia, bo w innym wypadku, pewnie wciąż by tam stali pożerając się wzrokiem.
-
A gdzie jej to włożyć, żeby nie znalazła? - dopytał jeszcze, kiedy pokazała mu urządzenie do podsłuchu. Madox nie bawił się w takie rzeczy, on raczej informacje zdobywał na mordę, ten powiedział temu, a tamten tamtemu, a on po prostu wiedział gdzie pytać i przede wszystkim jak. Ale skoro Pilar coś takiego miała, to mogli to wykorzystać.
Patrzył na nią kiedy oparła się o chłodne szkło, i on też się hamował, żeby do niej nie doskoczyć. Mimo, że już zaliczyli swój pierwszy raz w samochodzie, i to kurwa jakim, to Noriega dzisiaj był wyjątkowo nakręcony na swoją żonę. Najpierw tamta bajeczna kiecką, którą jej wybrał i brak majtek, teraz te ciuchy Gaby... Ciekawe czy bieliznę też pożyczała od niej. Madox zaraz zresztą o tym nawijał, o bieliźnie Gaby i tym, że William mógłby wybrać też coś dla Pilar.
-
Zdzirowate - dodał, bo o takich zestawach w końcu gadali -
on ma do tego oko, wiesz do damskich majtek - Madox wzruszył ramionami, bo nie wiedział, jak to świadczyło o Patelu, może tak, że on się dużo tego naoglądał na tych swoich orgiach? A Noriega to nigdy nie zwracał na to uwagi, bo on szybko się tej bielizny pozbywał, i chyba dopiero przy Pilar jakoś bardziej zaczął się tym interesować. Chociaż i tak gdyby miał wybierać majtki, czy bez, to zawsze postawiłby na drugą opcję -
pożarli się z Gabą, nie wiem o co... Może o tego ginekologa, z którym ona się umawia? Podobno z naszej kamienicy - Madox się tak głośno zastanowił, bo nie wiedział dokładnie o co poszło Gabie i Willowi. Wiedział tylko, że są mocno pokłóceni. Może nawet bardziej by się w to zagłębił, gdyby aktualnie nie mieli na głowie latynoskiej mafii? Na kolejne słowa Pilar zmrużył powieki. Bo jak by się z tym czuł?
-
No jakby sobie w niej ciebie nie wyobrażał, to spoko, ale jeśli tak, to chujowo, ale myślę, że William bałby się o tobie fantazjować - i tutaj już nie mógł się powstrzymać, tylko doskoczył do niej, żeby oprzeć dłoń o lustro tuż przy jej biodrze, tak, że mogła czuć go na odkrytej skórze -
chciałbym cię zobaczyć w takiej zdzirowatej bieliźnie... I chciałbym jeszcze... - nie dokończył, bo winda zatrzymała się na dole, a jakiś facet zaraz się do niej pchał. A kiedy szturchnął Pilar, to Madox się do niego wyrwał i jego żona musiała go przytrzymać za koszulkę.
-
Uważaj jak kurwa łazisz - warknął i jeszcze się obejrzał, kiedy drzwi windy zamykały się za nimi. Zaraz obejmował Pilar prowadząc ją do samochodu -
jakiś jebany buc, jakby mnie ściągnął z bara, to by zbierał zęby z podłogi, albo jakbyś mnie nie przytrzymała... - pewnie tak by było. No bo Madox był dzikusem, ale... kultura musiała być. On by kobiety nigdy nie szturchnął, a sąsiadom na klatce mówił
dzień dobry, a ten facet ewidentnie jakiś niewychowany -
nie wiem, ale podobno wprowadził się jakiś ginekolog, ten co Gaba go podrywa, może to on? Albo może jeszcze jakiś nowy? Pani Brocolli, z warzywniaka mówiła, że u nas to lokatorzy cały czas się zmieniają - Noriega znowu wzruszył ramionami, w sumie on znał praktycznie wszystkich sąsiadów, ale ostatnio to rzeczywiście nie zwracał na to uwagi, jedni się wyprowadzali, inni wprowadzali. Sytuacja zmieniała się dynamicznie, było zamieszanie.
Tak jak zresztą i przed klubem, gdzie roiło się od porobionych gówniarzy. Nawet nie było gdzie zaparkować, ale Madox zaraz wjechał beemą na krawężnik i stanął między jakimiś dwoma sportowymi wozami. Najwyżej dostanie mandat, ale przecież miał obok siebie panią detektyw, kasowaczkę jego mandatów, która zaraz zresztą zwróciła mu uwagę na merola, którego widzieli wcześniej, rzucał się w oczy z daleka. Rejestracja też się zgadzała.
-
Czyli są w środku - stwierdził odkrywczo, a zaraz odwrócił się do Pilar, żeby jeszcze na nią spojrzeć -
podbiję do Aurelii, trochę się z nią pobujam i podrzucę jej to - poklepał się po tyłku, po kieszeni, w której miał podsłuch, zdradzając jej swój plan -
może się czegoś dowiem, wiesz... Skoro ona wie, że jej ojciec chce ze mną robić interesy - pociągnął swoją żonę do środka. Shadow było pełne ludzi, światła waliły po oczach, a muzyka dudniła odbijając się od ścian, małolaty bawiły się w jej rytmie. Bar też był oblegany i ogromna kolejka do kibla. Typowy klub, gdzie nikt nie pilnował porządku, bo liczyło się tylko to, żeby zarobić. Na sprzedaży prochów, na chrzczonym piwie...
Zero jakiejkolwiek klasy. Madox aż się skrzywił. Rozejrzał dookoła, ale zanim zdążył zlokalizować Aurelię, to... Od tyłu wlazła w niego jakaś dziewczyna, odwrócił się instynktownie, miał dobry refleks, więc chwycił ją za ramię, bo kiedy odbiła się od jego pleców, to zachwiała się na swoich wysokich szpilkach. A była to ta blondi, w różowej mini, którą widzieli pod domem Luny. Fart... Tylko gdzie była Aurelia?
Dziewczyna poparzyła na niego wielkimi, niebieskimi oczami, a potem wypuściła jakieś
wow ze swoich pełnych, obszczykniętych ust. Madox się uśmiechnął, posłał jej ten firmowy uśmiech numer trzy, czyli ten zaczepny, w którym oczy mu błysnęły.
-
Sorry... wlazłem w ciebie - ta, powiedzmy. Dziewczyna niby się cofnęła, ale zmierzyła go spojrzeniem, od dołu do góry, zatrzymując się na jego twarzy. Zachichotała odgarniając do tyłu blond kosmyki, przeczesała je paznokciami zakończonymi różowymi szponami. Też jej się podobał?
Zanim jednak zdążyła coś powiedzieć, to już obok pojawiła się... Aurelia.
Cudownie.
-
Kristin szmato, miałaś przynieść dri... - zaczęła, ale jej zielone oczy zaraz zatrzymały się na Noriedze -
ach! To ty! - pisnęła, jakby oburzona marszcząc przy tym nosek, ale przecież Madox widział, jak już pożerała go spojrzeniem. Ciekawe czy Pilar też?
Ale on nawet nie miał chwili, żeby się obejrzeć, bo... już robił krok w kierunku Aurelii.
-
Ach, to ty... - powtórzył po niej, patrząc na nią z góry -
a gdzie twój ojciec? Przyszłaś z nim? - zaczepił ją, spojrzenie zatrzymując gdzieś na jej dekolcie, a sięgał jej prawie do pępka.
-
Spadówka! A ty co łazisz za mną? Tak się na mnie napaliłeś? - ciekawe kto na kogo się napalił, bo Aurelia od razu się zarumieniła, a jej pierś zafalowała w przyspieszonym oddechu.
-
Chciałabyś... - rzucił Madox i znowu uśmiechnął się do niej zaczepnie. Oj, chciałaby, zdecydowanie.
Tylko, że Kristin chyba też chciała.
-
Nie no koleś, musi nam postawić drinki, za to, że we mnie wlazł, nie? - już złapała Aurelię za rękę, a Madox popatrzył po nich. Aurelia wciąż się marszczyła, ale patrzyła mu prosto w oczy, a jej koleżanka, dla niej chyba ciekawszy był jego brzuch, ta ozdobna klamra od jego paska i rozporek.
Cálmate, cariño, ¿lo lograrás? ᥫ᭡.ִֶָ𓂃