Parsknął pod nosem, kiedy rzuciła, że jakoś mu nie wierzy. No dobra, może miała podstawy. Może te jego wszystkie obietnice o pukaniu do drzwi miały mniej więcej taką samą wartość jak postanowienia noworoczne ludzi, którzy pierwszego stycznia wykupywali karnet na siłownię, a siedemnastego nie pamiętali już nawet, gdzie go schowali, ale co im się dziwić… przynajmniej mieli dobre zamiary, no nie?!
- Ej, trochę wiary we mnie, Lindberg. Mogę się zmienić - położył dłoń na klatce piersiowej, robiąc najbardziej niewinną minę, na jaką było go stać. Wytrzymał może ze trzy sekundy, zanim kącik ust zaczął mu drgać.
- Dobra, nie. Ale mogę przynajmniej spróbować zapukać raz na jakiś czas. Jak mi się przypomni.
SEE?!?! Progress.
Kiedy dostał poduszką prosto w klatkę piersiową, złapał ją obiema rękami i spojrzał na Erikę z miną osobki, która właśnie została śmiertelnie znieważona we własnym domu. Znaczy... jej domu.
Whatever. - Wypadki się zdarzają! - oburzył się, odrzucając poduszkę na bok.
- To nie znaczy, że chodzę z permanentną erekcją, Lindberg. Jezus Maria, za kogo ty mnie masz?- Zmrużył oczy, ale po chwili sam zaczął się śmiać.
- Chociaż dobra, jak zaczynasz mi opowiadać o wspólnych prysznicach, przebieraniu się przy sobie i całej tej waszej lesbijskiej utopii, to nie pomagaj mojej wyobraźni, okej? Jestem tylko człowiekiem. - Uniósł dłonie w geście niewinności. No co? Miał oczy… wyobraźnię… i przepiękną kobietę, która palnęła by mu w łeb, gdyby właśnie go usłuszała… a na wzmiankę o Miaurycym kiwnął tylko głową z uznaniem.
- No widzisz? Miaurycy wie, jak się ustawić. Darmowy dach nad głową, dwie kobiety, jedzenie podstawiane pod nos. Szacuneczek.
‘’ I tak jesteśmy lepszą historią miłosną niż Zmierzch. ‘’
...
No nie.
Nie wierzył.
- jesteś niemożliwa - wydusił w końcu, kręcąc głową, ale śmiech wyrywał mu się z gardła.
- Ja tutaj daję ci scenę rodem z jakiegoś melodramatu, a ty mi wyskakujesz z Edwardem Cullenem. - Wskazał na nią palcem.
- I żeby było jasne, jesteśmy lepszą historią miłosną niż Zmierzch, bo ja przynajmniej nie obserwuję cię przez okno, kiedy śpisz. - Zawiesił się na sekundę zaskoczony samym sobą, że aż znał tyle detali na temat tego filmu,
ups. W kwestii pizzy musiał się już jednak zastanowić dużo poważniej, bo halo. To nie były przelewki, wiec teatralnie odkaszlnął, wyprostował się lekko i zerknął na ekran jej telefonu,
- Dobra, cztery sery brzmią zajebiście - rzucił po chwili, przesuwając spojrzeniem po menu.
- Ale zróbmy tak, że połowa będzie normalna, a na drugą dowalimy te wszystkie warzywne cuda. Cukinia, bakłażan, papryka, pomidorki... o, pesto verde też brzmi dobrze. - Nachylił się trochę bliżej, żeby lepiej widzieć ekran.
- Czyli cztery sery, a na drugiej połowie sos pomidorowy, mozzarella, grillowana cukinia, bakłażan i papryka słodka, ser typu śródziemnomorskiego, pomidorki cherry, pesto verde, oregano. - WINK WINK XD

- Parsknął śmiechem.
- tylko zamów dużą, bo po tym zielsku nie zamierzam się z tobą bić o ostatni kawałek.
Na słowa o Elenie uśmiechnął się delikatniej..
- No... jest zajebista - powtórzył, zerkając gdzieś na moment w bok.
- I chyba pierwszy raz od dawna naprawdę nie mam potrzeby kombinowania. Nie uciekam gdy robi się poważniej… - Podrapał się po brodzie.
- Znaczy, dalej czasami mam ochotę spierdalać. Tylko teraz bardziej w jej kierunku niż od niej. - Parsknął śmiechem. Corny as fuck, ale dobra, mniejsza z tym.. Przysunął się do Eryczki, i objąłją ramieniem wtulając do siebie
- Ej, nie pozbędziesz się mnie tak łatwo - poczochrał ją po włoskach.
- Dziewczyna dziewczyną, ale nadal możesz mi wysyłać o trzeciej nad ranem memy, których rano żadne z nas nie będzie rozumiało. - Zaciągnął się skrętem, który właśnie mu oddała, i przez moment przetrzymał dym w płucach, słuchając jej podsumowania wyjazdu.
Powoli wypuścił dym i przez dobre kilka sekund po prostu się na nią patrzył.
- … - Zmrużył oczy.
- lindberg. - Jeszcze chwila ciszy.
- Ile ty już tego wypaliłaś? - Nachylił się trochę w jej stronę, przyglądając się jej źrenicom.
- Nie no, serio. Powiedz mi jeszcze raz, ale powoli, bo nie wiem, czy dobrze usłyszałem. Pojechaliście sobie odpocząć, znaleźliście bezdomnego kota, kryjówkę MORDERCY, prawie zabiliście człowieka, potem sami prawie się utopiliście, a na koniec stwierdziliście, że były to zajebiste urodziny?-Pokręcił głową z absolutnym niedowierzaniem.
- I TO JA podobno podejmuję złe decyzje. - Wskazał skrętem w jej stronę.
- Ty mi tu przez ostatnie dziesiec minut wypominasz poduszkę na kutasa, a sama wracasz z wakacji z kotem i fabułą z jakiegoś chorego sezonu true crime. - Parsknął śmiechem, opierając głowę o kanapę.
- może powinnaś robić podscast ze swoich wypadów ze znajomymi, hm? - Uniósł skręta w geście toastu,
- za przeżycie wakacji, Wednesday. - Zaciągnął się jeszcze raz, przenosząc spojrzenie na telewizor.
Po jakiejś pół godzince pizzunia przyszła, a zielsko powoli zaczęło ich uderzać. Karton z pizzą leżal pomiedzy nimi, a zapach był wręcz zajebistyyyy, aż ślinka ciekła.
- słuchaj lindberg! - uniósł palec
- jednego nie mogę zrozumieć… dlaczego mamy nienawidzić skazę?! - spojrzał na nią zbulwersowany, zanim ugryzł porządny kawałek pizzuni
- jego brat wygnął go na jakieś pustkowie, sprzątnął sprzed nosa same najlepsze kobitki i zawłaszczył sobie tron… nie wiem jak ty, ale ja też byłbym wkurwiony XD
wednesday