34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Jemu też serce waliło jak oszalałe, ale czuł, że nierówno, że w jednym momencie uderza napędzane adrenaliną, na pełnych obrotach, a potem zwalnia. I może normalny człowiek nie zwracałby na to uwagi, ale Noriega to wyczuwał, a może tylko na niego tak działały te prochy? W jednej chwili speed chciał wyjść przed szereg, a potem emka, nie podobała mu się ta mieszanka. Dzwoniło mu w uszach, ten trzask, jego imię, które Pilar ułożyła na pełnych wargach w chwili, w której wjechało w nich to auto.
Na pełnych ustach, które teraz łapczywie łapały powietrze, które jeszcze drżały.
- Hej, żyjemy, jest okej... - chciał ją jakoś pocieszyć. Uspokoić, sięgnął do jej policzka. Oczy utkwił w jej twarzy, chociaż zaraz przesunęły się po jej sylwetce, wraz z jego palcami. Zaraz pytał ją, czy była cała. Na pierwszy rzut oka tak, szkła posypały się do tyłu, a za plecami miała wygodny, skórzany fotel beemki. Zamortyzował szybę, która się posypała do środka. Chociaż pas na pewno wbił się w ciało, szarpnęło nimi, kiedy Madox dodał gazu, a Pickup ich wyhamował. Ale gdyby nie pasy, to mogli wylecieć przez przednią szybę, jednak dobrze, że Noriega nauczył się przy swojej żonie je zapinać. Pewnie uratowały mu teraz życie. Chciał siegnąć do jej brzucha, tam gdzie miała zdartą skórę, ale ona już przesuwała palcami po jego twarzy i ramionach - tak, nic mi nie jest - zapewnił ją, łapiąc jej ciemne spojrzenie. Oprócz tego, że pewnie na skórze też będzie miał siniaki po pasie bezpieczeństwa, to on był cały, pokręcił nawet głową, sprawdzając kark, było w porządku. Może nawet sięgnąłby do Pilar, żeby ona też to sprawdziła, ale usłyszeli ten przerażający krzyk. Oboje spojrzeli w tamtym kierunku, blondynka łapała się za głowę zaglądając do pickupa.
Niby Madox w pierwszym odruchu kazał jej zostać, nawet spojrzał na nią marszcząc brwi, ale kiedy posłała mu to wymowne spojrzenie, kiedy rzuciła to nie ma takiej opcji, to przecież już wiedział, że nie było. Pchnął drzwi, które też się przyblokowały, chyba cały dach beemki był naruszony.
Ja pierdole, czy to się w ogóle wyklepie? Czy auto jeszcze nadawało się do czegokolwiek? A przecież Madox je uwielbiał. Dobrze, że jednak nie wzięli Astona Martina, bo mieliby teraz rozjebany samochód za półtora kafla. A zresztą Noriega go tak jeszcze nie czuł, nie to co BMW, zdołał jakoś zareagować. A tak... Kurwa.
Wysiadł i jeszcze zerknął ponad dachem samochodu na Pickupa, wielkie bydlę, jakby wpierdoliło się w drzwi pasażera, to nie byłoby co zbierać. Nie byłoby szans...
Klatka piersiowa unosiła mu się w szybkim, niespokojnym oddechu, a serce znowu waliło nierówno. Szybciej, wolniej... Szybciej.
Wyciągnął do Pilar rękę i pociągnął ją do siebie, zamknął na moment w swoich ramionach, znowu przytulając do siebie. Pogłaskał jej ciemne, zmierzwione kudły, i dopiero teraz jego palce spoczęły na jej brzuchu, wraz z ciemnym spojrzeniem.
- Trzeba ci to opatrzeć, w samochodzie mam apteczkę - pewnie, że w pierwszej kolejności chciał zająć się nią. Nawet jakby ludzie dookoła umierali, jakby kurwa cały świat płonął, to Pilar była dla niego priorytetem. Ale blondynka przy samochodzie pisnęła, a jego żona już ciągnęła go w tamtym kierunku. Madox ruszył za nią. Dziwnie to wszystko wyglądało, zupełna ciemność i tylko te światła reflektorów oświetlające od dołu twarze, jak z jakiegoś filmu grozy.
Noriega ruszył się do przodu, kiedy jego żona krzyknęła to nie.
- Nie ruszajcie go, może mieć obrażenia wewnętrzne, albo kręgosłupa... - rzucił Madox, jakby się na tym znał. A prawda jest taka, że znał się tyle co nauczył się w akademii policyjnej, albo na jakimś kursie pierwszej pomocy, który zrobił. Ale mężczyźni popatrzyli na niego kiwając głowami, jakby do nich też dotarło, że mieli rację. Noriega obejrzał się jeszcze na dziewczynę, która oznajmiła, że wzywa pomoc, a potem spojrzał na Pilar.
- Nic dziwnego, zobacz co się odjebało - machnął ręką pokazując jej zgaszone miasto - dzwoń ty, jak się dodzwonisz to od razu podaj numer blachy... - chciał Pilar jeszcze przytrzymać dalej od rozwalonego auta, ale sama już ciągnęła go w tym kierunku. Czy oni naprawdę musieli pomagać kolejnej osobie? Mało jeszcze było? Senator, potem Aurelia...
Musieli. Bo kurwa Państwo Noriega byli jakimiś cichymi bohaterami Toronto, ale na plus dla nich działało to, że potrafili zachować zimną krew, nie panikowali, dzielili obowiązki, w takich awaryjnych sytuacjach po prostu się odnajdowali. Umieli działać w chaosie. Teraz też.
Madox wyszedł do przodu, kiedy Pilar sprawdzała głowę poszkodowanego, patrzył na niego ponad jej ramieniem, facet kontaktował, szarpał się, próbował coś powiedzieć, ale był w szoku.
- Dobra... - rzucił Noriega, kiedy jego żona powiedziała, że trzeba to czymś zatamować - zaczekaj, mam apteczkę w samochodzie - miał i to dobrze wyposażoną, bo przecież... akurat Madoxowi mogła się zawsze przydać. Spojrzał jeszcze w ciemne oczy Pilar, nie chciał jej zostawiać, ale przecież odejdzie dwa kroki...
Wyrwał się do BMW, ale nie mógł otworzyć bagażnika, bo był wgnieciony, auto wyglądało źle, a przecież Noriega niedawno odebrał je od mechanika. Musiał dostać się do bagażnika przez tylne siedzenie od strony kierowcy, jeszcze obejrzał się na Pilar.
Kiedy on szukał apteczki, to typ z Pickupa znowu się poruszył.
- Ja pierdole, czy ja umarłem?! - sięgnął do ręki Pani Noriega, zaciskając mocno zakrwawione palce na jej przegubie - tak wygląda piekło? Jest ciemne i umierasz w nim sam? Całą wieczność? - cała akcja trwała dosłownie kilka minut, ale... może dla niego wieczność? Wieczność w myślami, że umiera. Sam. A dookoła panuje po prostu ciemność i jacyś obcy ludzie, którzy czaili się do pomocy. Tylko ona jedna postanowiła cokolwiek zrobić - jesteś aniołem? - patrzył na Pilar wielkimi oczami, po twarzy wciąż spływała mu krew, włosy lepiły mu się do ciała, był młody, może w jej wieku. Może odrobinę starszy, ale to mogła wywnioskować jedynie po tym, że na przednim siedzeniu obok siebie, miał paczkę pampersów i mleka w proszku. Jechał właśnie do domu, jeszcze rozmawiał przez telefon ze swoją żoną, jeszcze zapewniał ją, że za kilka minut będzie w domu i pytał czy kupił dobre mleko dla ich dziecka. Pierwszego, miało zaledwie kilka miesięcy, dlatego oni jeszcze nie byli w tym tacy obcykani. Wciąż świeżo upieczeni rodzice...
- Moja żona... mój telefon leży gdzieś tutaj - facet chciał sięgnąć do siedzenia, ale mu się nie udało.
- Pilar mam! - wrócił Madox z apteczką, już po drodze ją rozpinał, wyjmował z niej bandaże i gazy - czekaj, odsuń się - przesunął swoją żonę, jeszcze musnął palcami jej odkryty bok - ty następna - zapewnił ją i już wyjmował kilka gaz, żeby przyłożyć je w miejscu krwawienia, docisnąć do rany. Pani Noriega mogła za to zauważyć telefon mężczyzny, który leżał na podłodze Pickupa po stronie pasażera, przy siedzeniu na którym leżały pampersy i mleka w proszku. Tylko czy zdoła do niego sięgnąć? Rozmowa na wyświetlaczu wciąż trwała.
Madox za to owijał już bandażem głowę faceta, gazy przesiąkały krwią, ale przynajmniej nie płynęła mu już po twarzy.
- Czekaj... możesz ruszyć rękami - Noriega pochylił się do gościa, a ten podniósł dłoń, czyli mógł - nogami? - tymi też delikatnie poruszył - okej, co cię boli? Wiesz jak się nazywasz? - zapytał Madox i sięgnął do kolesia. Może i Noriega nie miał żadnego wykształcenia medycznego, ale... tak często brał udział w takich akcjach, że gdyby wyjebali go z policji, to pewnie z powodzeniem mógłby się przesiąść do karetki.
- Głowa... i noga. Jestem Ben - Madox spuścił wzrok na nogę faceta, była przygnieciona, nie dało się nawet ocenić w jakim była stanie. Równie dobrze mogła być... zmiażdżona, ale kurwa w tej chwili nie mogli z tym nic zrobić, bo przygniotły ją elementy deski rozdzielczej. I tak mężczyzna miał sporo szczęścia, że go nie zgniotło, pewnie dlatego, że jechał takim porządnym wozem.
- Okej, spokojnie Ben, wszystko będzie dobrze... - zapewnił go Madox.
W międzyczasie dziewczyna, która dzwoniła po pomoc odezwała się, że ma na lini dyspozytora. Madox rozejrzał się za Pilar, żeby przejęła słuchawkę, ale zniknęła mu z pola widzenia. Kurwa. Dobra, wychwycił ją spojrzeniem, ale sam wziął słuchawkę. Podyktował numer swojej blachy. Rzadko to robił, ale jak go sprawdzą, to przecież będą mieli, że jest funkcjonariuszem na służbie. Na wiecznej służbie.
- Mamy tutaj wypadek, jeden poszkodowany, ciężko, oddycha, jest przytomny, obrażenia głowy, szybko traci krew... - nawijał do słuchawki, żeby nakreślić sytuację, wszystko co niezbędne, żeby wiedzieli, że muszą przysłać pogotowie, ale też straż, żeby faceta w ogóle wyjąć z auta.

¿eres un ángel? 🪽་༘࿐
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Krew.
Dookoła było wyjątkowo dużo krwi.
I chwała Bogu, że Pilar nigdy nie bała się tego widoku, bo inaczej bardzo szybko dołączyłaby do kobiety, która wcześniej krzyczała, a teraz zemdlała tuż pod jej nogami. Całe szczęście wyjątkowo szybko zajął się nią brat, podczas gdy Pani Noriega nieustannie własną dłonią próbowała tamować krwawienie z głowy mężczyzny. Nie miała przy sobie nic, co mogłaby przyłożyć mu do rany, dopóki jej mąż nie przybiegnie z apteczką samochodową. Nawet nie miała jak się odwrócić, żeby sprawdzić, jak mu szło.
Podniosłą spojrzenie na mężczyzna, gdy ten poderwał się w nagłym przypływie adrenaliny i znowu zaczął szarpać, zadając przy tym pytania o śmierci, piekle i ciemności, o której Pilar już co nieco wiedziała, bo zabawie z tabletkami w Meksyku.
— Spokojnie — rzuciła ciepłym tonem, siląc się na uśmiech, chociaż stan poszkodowanego wcale nie napawał optymizmem. Jedynym plusem było chyba to, że kontaktował i był w stanie mówić. — Myśle, że piekło wygląda o wiele gorzej — mruknęła do niego jednym okiem. — Nie umarłeś. Jeszcze pomęczysz się na ziemi — dodała, kompletnie ignorując pytanie o to, czy była aniołem. Zdecydowanie nie. Daleko jej było do anioła. Chyba, że faktycznie jakiegoś czarnego, prosto z piekła, który przynosił tylko chwilowe dobro, ale tak naprawdę ściągał na ludzi tylko pecha. NIe chciała patrzeć na to w tych kategoriach, ale tego wieczoru dużo zjebała.
Może coś nawet dodałaby w temacie, ale wtedy mężczyzna po raz kolejny wspomniał o telefonie, a ona powiodła za jego spojrzeniem. Komórka faktycznie leżała na podłodze przed fotelem pasażera, dokładniej na paczce pampersów. Pilar westchnęła głośno, od razu myśląc o tym, że koleś prawie osierocił jakiegoś dzieciaka, ewentualnie owdowił kobietę. Pojebane to było jak kilka sekund czy tam jedna decyzja potrafiły zaważyć nad życiem tak wielu ludzi.
Odskoczyła gdy tylko Madox znalazł się obok z apteczką i kazał się jej odsunąć. Normalnie pewnie by się z nim kłóciła, że ona to zrobi i pomoże mężczyźnie, jednak tym razem postanowiła pozwolić swojemu mężowi pracować. Sama już dzisiaj wystarczająco zrobiła, chociażby z pieprzonym Jakiem, kiedy nie była w stanie samodzielnie sobie dać rady. Przeszła samochód dookoła i kiedy Noriega wyciągał gaziki i obwiązywał nimi głowę mężczyzny, Pilar zanurkowała pod fotel pasażera, wyciągając telefon. Rozmowa wciąż trwała, na liczniku było już dobre piętnaście minut, co mogło jasno świadczyć o tym, że gość jechał i rozmawiał przez telefon. Niby rzecz, którą robiła większość kierowców, ale tak kurwa głupia, że pewnie gdyby uważał, zauważyłby ich wcześniej i teraz byłby już w domu. Zacisnęła mocniej palce na komórce, czytając z wyświetlacza imię.
— Halo, Catherine? — rzuciła spokojnie, a głos w słuchawce w pierwszej kolejności wydarł się na nią kim jest i czego chce od jej męża, na co Pilar tylko przewróciła oczami. — Posłuchaj mnie, twój mąż miał wypadek… — zaczęła ostrożnie i po chwili opowiedziała dziewczynie całą historie, która miała miejsce. Wspomniała, że uderzył się w głowę i krwawi, ale jego stan zdaje się być stabilny. Kątem oka widziała również, że kobieta, która wcześniej nie mogła dodzwonić się na pogotowie, teraz podaje Noriedze telefon, więc poinformowała żonę poszkodowanego, że pewnie lada moment przyjedzie pomoc i zapewne zabierze go do szpitala. Ale czy na pewno? Czy w takiej sytuacji szpital w ogóle funkcjonował? Nawet nie chciała zaczynać o tym myśleć. O wszystkich ludziach, który podtrzymywały aparatury. Niby pewnie mieli jakieś awaryjne zasilanie, ale na ile? Na jaką skale? Dziewczyna coś jeszcze nawijała do słuchawki, coś o dziecku i tym, że nie mają światła w mieszkaniu, ale Pilar już jej nie słyszała, bo tle gdzieś rozległy się syreny. Znajdowali się w samym centrum Toronto wiec i pomoc nie miała daleko, by do nich dojechać.
Na szybko wspomniała kobiecie o tym, co się działo, poprosiła, by za dużo się nie martwiła i w końcu rozłączyła. Widziała, że materia na wyświetlaczu pokazywała jakieś marne piętnaście procent, więc nie myśląc za dużo po prostu go wyłączyła. Z pewnością potem kierowca będzie chciał zadzwonić i co? Nawet nie będzie miał gdzie podładować tej pieprzonej komórki, jeśli przez całą noc prąd nie wróci. Nie było co ryzykować.
Pierwsze przyjechało pogotowie, dopiero po chwili straż. Pilar odnalazła w całym zamieszaniu swojego męża i jak z początku kręcili się jeszcze przy skasowanym samochodzie, tak w końcu służby kazały im się odsunąć. Dowiedzieli się przy okazji, że brak prądu dotyczy całego miasta i jest związany z awarią elektroenergetyczną. Z pewnością nic nie przywrócą do rana, a co dalej to się zobaczy, a przynajmniej tak powiedział im jeden ze strażaków, kiedy już wyciągnęli mężczyznę zakleszczonego w samochodzie.
Madox pewnie chciał, żeby medycy opatrzyli jeszcze Pilar, ale ona jasno i wyraźnie się sprzeciwiła, zarzekając, że nic jej nie było. Osobiście słyszeli, jak dużo zgłoszeń wpadało im co kilka sekund przez radio. Ludzie potrzebowali pomocy. Prawdziwej kurwa pomocy, ale nie tam opatrzenia porysowanego brzucha, dlatego finalnie państwo Noriega oddalili się na bok. Niby powinni poczekać na przyjazd policji, ale okazało się, że będzie ona dopiero za jakieś pół godziny, więc Pilar…
— Nie no kurwa, nie będziemy tu przecież tyle czekać — jęknęła zrezygnowana. Był środek nocy, wszyscy się rozjeżdżali, a stan w jakim było miasto i ilość zgoszeń nawet nie mogła im zagwarantować tego, że pół godziny będzie faktycznym pół. Równie dobrze mogło zająć im z dobre dwie. — Ogarnę to w robocie. Mamy numery rejestracyjne pickupa — wtrąciła, szarpiąc męża w stronę BMW. Na miejscu została straż, podczas gdy pogotowie na sygnale odjechało z kierowcą zapewne do szpitala na dalszą diagnostykę. Stracił sporą ilość krwi, więc pewnie musieli upewnić się, że nie uszkodził sobie mózgu.
— Myślisz, że on w ogóle pojedzie? — spytała, gdy już stali przy czerwonym samochodzie. Tył wyglądał kurwa t r a g i c z n i e. Cała prawa strona była wgnieciona, szyby rozjebane… nie wyglądało to dobrze. Po plecach Pilar przeszedł przy okazji chłodny dreszcz. Jak sobie tylko pomyślała, że gdyby Madox nie przyśpieszył… kurwa przecież ona by tego nie przeżyła. — Czekaj, ja pierwsza — wtrąciła się, gdy Noriega otworzył drzwi od strony kierowcy. Z drugiej przecież były zatrzaśnięte. Znowu więc musiała przeciskać się pomiędzy skrzynią biegów. Od razu sięgnęła po pas bezpieczeństwa, w momencie gdy Madox próbował odpalić furkę. Silnik niby na moment warczał, ale za chwile znowu gasł. I tak w kółko. I w kółko. Przez bite dziesięć minut.
— To nie ma sensu — odezwała się w końcu, wypuszczając głośno powietrze spomiędzy ust. — Może po prostu podjedź nim tam do krawężnika i jutro się go odbierze? — zaproponowała, bo przecież i tak nigdzie dalej by tym nie dojechali. Auto ewidentnie musiało zobaczyć mechanika albo udać się prosto na spoczynek wieczny — niezależnie od wyboru opcji i tak żadnej z nich nie byli w stanie zrealizować teraz, bo po pierwsze była trzecia w nocy, a po drugie nie było prądu. Zostało im porzucić samochód i do domu wrócić pieszo, zostawiając wszystkie problemy do rana.

:aaa:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Madox zajął się opatrywaniem głowy poszkodowanego mężczyzny, tylko kątem oka widział jak Pilar po coś sięgała, ale nawet nie zdążył jej zapytać po co, bo facet już mu nawijał o tym, że nie może umrzeć, a Noriega zapewniał go, że na pewno nie dzisiaj. Nie był pewny... przecież nie wiedzieli czy gość nie ma jakiś obrażeń wewnętrznych, ani co z jego nogą, ale... mimo wszystko, Madox postanowił dać mu odrobinę nadziei. A zaraz rozmawiał z dyspozytorem przez telefon, żeby nakreślić mu całą sytuację, podał też, że jest z służb, a wiadomo, że takie zgłoszenia wrzucali na priorytet. Madox zerknął jeszcze w kierunku Pilar, kiedy rozmawiała przez telefon, on w tym czasie posiedział przy mężczyźnie, zapewniając go jeszcze, że będzie dobrze. Facet zaczął mu nawijać o swojej żonie i o dziecku. Pojebane to było, że jakiś zwykły gość jadąc po pampersy i mleko dla swojego dzieciaka, mógł zginąć. Zostawić ich samych...
A oni z Pilar co? Wiecznie ryzykowali życie, i w tym roku już z dwóch takich stłuczek wyszli żywi... Jak oni kurwa mieli zakładać rodzinę. Noriega starał się o tym nie myślec, bo on nawet nie lubił dzieci, ale czasem przychodziła taka chwila jak ta, kiedy się zastanawiał. Czy oni w ogóle w Toronto będą mogli spokojnie żyć? No może nie tak spokojnie jak normalni ludzie, bo to chyba nie było dla nich, ale przynajmniej tak, żeby nie musieli się zastanawiać, czy dożyją jutra. Ale z drugiej strony, równie dobrze mogli go nie dożyć idąc do warzywniaka po dżem. Więc może nie ma co tego roztrząsać?
Zresztą nadjechała pomoc, a Noriega wrócił do swojej żony. Oczywiście, że chciał, żeby opatrzyli jej brzuch, nawet powiedział, że jak się nie da, to zaniesie ją do szpitala, ale Pilar była nieugięta, więc Madox tylko zakosił z karetki komplet jakiś plasterków dla dzieci. Później je jej znowu ponakleja, pogadał chwilę z medykami, kiedy Pilar rozmawiała ze strażą, w końcu Madox wylazł z karetki, a Pani Noriega pożegnała się z jakimś strażakiem.
- Pojebane, nie wiadomo ile to potrwa, ani ile pociągnie szpital. I to wiesz ten główny... a weź te wszystkie placówki, które nie są wyposażone w zasilanie awaryjne - aż pokręcił głową opowiadając Pilar o tym, czego się dowiedział w ambulansie. Niby zwykła gadka szmatka, ale dało się wyczuć powagę sytuacji. Noriega pokiwał głową, kiedy jego żona stwierdziła, że nie będą tu tyle czekać.
- No nie, ciebie boli brzuszek, a ja jestem niecierpliwy - oboje zdawali sobie przecież sprawę z tego, że to może potrwać, że pewnie policja ma dużo więcej roboty niż wypadki - nie wiem w ogóle z czyjej to winy? Miasta? Myślisz, że William załatwi nam odszkodowanie, niby auto jest ubezpieczone, ale ci ubezpieczyciele to zawsze się czegoś dopatrzą, chyba zadzwonię do Patela... - nawet sięgnął po swój telefon, na którym miał jakąś wiadomość od nieznanego numeru, ale już stanęli nad BMW, a Noriega wsunął smartfona do kieszeni jeansów i powiódł spojrzeniem po swoim samochodzie. Pokręcił głową. Chujowo to wyglądało - nie wiem - powiedział szczerze, Madox średnio znał się na samochodach, może wymieniłby koło, albo żarówkę, ale kiedy coś stukało, to on od razu jechał do mechanika. I z tym co dzisiaj się stało z ich autem, ewidentnie też powinni się do niego zgłosić. Chociaż czy było w ogóle co ratować? Madox stał nad samochodem, nawet dach był wykrzywiony, zobaczył to kiedy Pilar pakowała się przez drzwi od strony kierowcy do środka. Jej mąż też wsiadł i przekręcił kluczyk w stacyjce, auto niby łapało rozruch, ale zaraz gasło. Dodawał gazu, ale i tak nic to nie dawało. Jak na niewprawne oko Madoxa to mogło być coś z przepływem paliwa, bo akumulator był chyba okej. Nawet nie powinni próbować nim jechać.
- Nie da rady - stwierdził, kiedy Pilar powiedziała, że to nie ma sensu. Ewidentnie nigdzie tym nie pojadą. Chociaż do krawężnika może... Jak odpali go jeszcze z dziesięć razy, doda gazu i przesuną się po trzy centymetry w przód. Zajmie im to godzinę, a ile się nawkurwiają... - nie no, ty siadaj tu - on już zwalniał jej miejsce kierowcy - wrzucaj luz, a ja cię pchnę - zawiesił spojrzenie jeszcze na jej twarzy, znowu podając jej rękę i pomagając przejść nad skrzynią biegów. Jeszcze ją do siebie szarpnął, tak, że musiała się o niego podeprzeć, żeby nie wyrżnąć - to znaczy najpierw samochód pchnę, a potem się zobaczy - puścił do niej oczko, a kiedy Pilar usiadła na miejscu kierowcy, to Madox rzeczywiście poszedł za auto. Pomogło mu dwóch strażaków, którzy kręcili się jeszcze na miejscu, więc Pani Noriega we wstecznym lusterku miała niezłe widoki, jak jej mąż i dwóch innych gości prężą się za samochodem, żeby zepchnąć je na bok. Beemka była ciężka, duża, ale w końcu zjechała na krawężnik, chociaż jedno z kół też było przyblokowane. Nigdzie by nie pojechała. Madox oczywiście zagadał ze strażakami i od słowa do słowa umówili się razem na siłownię, żeby sobie popakować. A kiedy znalazła się obok niego Pilar, to od razu ją zagadywał.
- No to co? Taksa, czy idziemy na romantyczny spacer? - uśmiechnął się, chociaż zaraz strzelił otwartą dłonią w czoło - chuj, nie wiadomo czy w ogóle się coś zamówi, to chyba z buta... - stwierdził, bo faktycznie brak prądu sporo utrudniał. Ulice też wyglądały mrocznie, jedynie mieniły się jakieś awaryjne lampki oświetlające wyjścia ewakuacyjne z budynków. Ludzie przemykali po ulicach z latarkami. Dziwny widok. Jakiś postapokaliptyczny.
Madox wyciągnął rękę do swojej żony, żeby spleść jej palce ze swoimi, kiedy ruszyli w dalszą drogę do domu. Mieli do przejścia jakieś dwie przecznice.
- Jak wrócimy do domu, to zrobię nam jajko sadzone - nawijał jej - chociaż nie, najpierw nakleję ci plasterki, zobacz jakie zajebałem - pokazał jej plasterki dla dzieci z księżniczkami, takich jeszcze chyba nie mieli w swojej kolekcji. Były zwierzątka, rybki, ostatnio Madox dorwał jakieś ze słodkimi pieskami, ale te różowe omijał...
Ominąć też chcieli tą zakapturzoną postać, która wyszła z ich budynku. To ten facet co wcześniej? Szedł prosto na nich?

Primero te pondré unas tiritas ₊˚⊹♡
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Miasto było bez prądu.
Auto nie chciało ruszyć.
Pilar prawie zginęła.
Co jeszcze mogło się wyjebać? Aż strach było zadać to pytanie i kusić los, bo w przeciągu ostatnich dwunastu godzin stało się już tak wiele, że przeciętny człowiek nie miał takich ekscesów przez ponad połowę swojego całego życia. A oni mierzyli się z tym każdego dnia. Pierwsze dźgnięcie senatora, cała akcja z Luną w ogrodzie, jechanie pod jego dom, klub i ratowanie życia Aureli… no kurwa. Czy oni kiedykolwiek umieli się zatrzymać? Chyba nie, bo teraz też zamiast po prostu odpuścić, próbowali przetoczyć zepsuty samochód na krawężnik, z którego jutro będzie mógł odebrać go mechanik i zabrać do warsztatu.
Skinęła grzecznie głową, gdy jej mąż zaproponował, żeby ona usiadła za kółkiem, a on będzie pchał. Nie widziała w tym większego pożytku niż odpalanie go co chwile, przejeżdżanie kilku centymetrów i znowu, chociaż kiedy załatwi sobie do pomocy aż dwóch innych strażaków… no to kurwa zmieniało postać rzeczy. Pilar ustawiła sobie odpowiednio tylne lusterko, żeby mieć dobre w i d o k i, opuściła okno i tylko ich dyrygowała, motywując do jeszcze intensywniejszego pchania. Takim sposobem po niecałych dziesięciu minutach czerwona bmka była już z boku drogi, umożliwiając przejazd.
Podziękowali panom ze straży, Noriega umówił się z nimi na siłkę, a Pilar w między czasie ładowała rzeczy ze schowka do jednej z toreb, które znalazła na tylnym siedzeniu. Nie mogli przecież zostawić obu pistoletów tak po prostu w samym centrum Toronto, jeszcze w kompletnie rozwalonej furze. To aż się prosiło o tragedię, więc Pani Noriega załadowała je do reklamówki po jakimś sklepie spożywczym i przekazała swojemu mężowi.
— Zdecydowanie spacer — skwitowała pewnym głosem. Miasto przechodziło kompletny blackout. Jechanie w takim momencie taksówką było chyba jeszcze bardziej niebezpiecznie niż wałowanie z buta. Przynajmniej mogli trzymać się chodnika i nie narażać na kolejny wypadek samochodowy.
Ruszyli więc ciemną uliczką. Prawie nic nie było widać. Faktycznie miasto miało w sobie jakiś postapokaliptyczny vibe, szczególnie, że był środek nocy i prawie nikt oprócz nich nie kręcił się dookoła. Całe szczęście, że było blisko pełni, to chociaż blask księżyca oświetlał drogę. Pilar splotła ręce ze swoim mężem, kciukiem przesuwając po wierzchu jego dłoni i momentalnie przupsuwajać się do niego bliżej. Dobrze było mieć go obok. Po całym tym odklejonym dniu, poczuć na sobie jego dotyk i porozmawiać o tak przyziemnych rzeczach jak jajko sadzone.
— Jajko, ryż I do tego świeże ogórki, które rano wepchnęła nam pani Broccoli — proszę bardzo, jaki pełnowartościowy posiłek im się szykował. Aż mimowolnie zaburczało jej w brzuchu. Na balu nie pojedli praktycznie nic, to samo w klubie. Jedynie wleźli w siebie alkohol i inne prochy, a potem można się było tylko dziwić, że działały a nich bardziej niż powinny. Ślinka ciekła jej na samą myśl o jedzeniu, chociaż dopiero po chwili puściła swojego męża, żeby spojrzeć na niego wielkimi oczami.
— Chuja kurwa gotujemy — oznajmił smutno, ciałem odwracając się w jego kierunku i przez moment idąc bokiem. — Przecież mamy kuchenkę na prąd — indukcyjną mieli u niego w mieszkaniu. Na pierdolone przyciski, których nigdy nie umieli do końca ogarnąć i zawsze wciskali wszystko na oślep, a dopiero potem patrzyli, co zadziałało. To gówno nie było na gaz, więc tym samym wychodziło na to, że nie ugotują sobie nic. Ani ryżu ani jajka. Zostały im kurwa same ogórki. Pilar aż jęknęła głośno, kompletnie zrezygnowana.
Tak bardzo zakręciła się na tym, że nie będą mieli co jeść, że nawet nie zwróciła uwagi na postać, która wyszłą z jednego z budynków i ruszyła w ich kierunku. Gość miał ręce w kieszeni, patrzył w dół i na pierwszy rzut oka chyba wyglądał po prostu, jakby chciał ich wyminąć. Dopiero kiedy znalazł się na tej samej wysokości, co oni, wyrwał ręce z kieszeni, doskakując do Pilar. Złapał ją za szyję i chociaż ona w pierwszym odruchu od razu chciała odwinąć mu się łokciem w brzuch, poczuła coś ostrego tuż przy własnej szyi.
— Nie ruszać się — warknął zachrypniętym głosem. Jego twarz była w cieniu, w dodatku miał kaptur, więc Madox nie mógł go dobrze widzieć. Ona tym bardziej, bo polik dociskał do jej włosów. Serce zabiło jej mocniej, wyrwało się do przodu, ale ciało na razie nie wykonywało żadnych gwałtownych ruchów. W końcu nie mieli pojęcia z kim mieli do czynienia. Mógł to być ktoś związny z półświatkiem… ale również dobrze też jakiś przypadkowy zbir, który jedyne czego chciał, to postraszyć ludzi i wyłudzić od nich trochę siana. Pilar nawet obstawiała to drugie, bo sposób, w jaki ją trzymał wcale nie był bez wyjścia. Jedyne o co się martwiła, to że przez jego nieumiejętność władania tym ostrym nożem, który trzymał przy jej gardle nawet przez przypadek zrobi jej większą krzywdę, gdyby zaczęła się wierzgać.

:aaa:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Madox wziął od Pilar reklamówkę i zajrzał do środka, pokiwał z uznaniem głową, bo dobrze, że o tym pamiętała, on by pewnie zapomniał, a potem wracał się z domu, bo by mu się przypomniało, albo zostawił i liczył na to, że nikt tego nie ruszy. Zerknął jeszcze w kierunku beemki, trochę szkoda było mu ją zostawić, ale przecież nie mieli wyboru, a zresztą może do jutra nikt jej nie zszabruje, chociaż biorąc pod uwagę ten postapokaliptyczny klimat, który zapanował, to kto wie jaka anarchia im się szykowała w tym Toronto?
- W sumie rzadko chodzimy na spacerki, i na randki... - Madox już jej nawijał, kiedy szli sobie za rękę po ciemnym chodniku. Jakby byli jakimiś normalnymi ludźmi z normalnymi problemami, a nie nieśli właśnie w siatce z Wallmarta dwie spluwy i wracali do domu po dniu pełnym wrażeniem, z dźgnięciem nożem, przedawkowaniem i wypadkiem samochodowym w tle.
Noriega zaraz nawet nawijał o tym co zjedzą na kolację, chociaż może skoro dochodziła trzecia, to można to było uznać za śniadanie? I na to, i na to jajo pasowało, a do tego ryż i ogórek. Madox aż zamruczał, nie był jakiś wybredny, nie miał wygórowanych wymagań. Suchy ryż by zjadł, jakby Pilar mu go zrobiła.
- Lubię ogórki, a te od Pani Broccoli są zajebiste - stwierdził Madox, ale czego on nie lubił? No chyba tylko wątróbki. A tak to rzeczywiście wszystko by zjadł i był zadowolony. Już nawet trochę pociągnął za sobą Pilar, żeby przyspieszyli kroku, ale wtedy ona mu się szarpnęła i zatrzymała.
- Co? - zapytał od razu, bo różnych rzeczy się spodziewał, że o czymś zapomnieli na przykład. I w sumie zaraz się okazało, że tak, o tym, że mieli kuchenkę na prąd. Ale co się im dziwić skoro oni tak rzadko z niej korzystali? Gotowali na niej na pałę, a Ricz mówił, że miała jakieś bajery, specjalne tryby, a Madox i Pilar i tak wiecznie na jednym i na czuja - ja pierdole, no tak, a to może pożyczę od Willa ten ryżowar i... - chuj z tym, że była trzecia w nocy, ale Madox zaraz uświadomił sobie - ale przecież on też jest na prąd - aż odchylił do tyłu głowę, ale zaraz spuścił spojrzenie na Pilar, kiedy potknęła się na nierównej chodnikowej płycie i ją przytrzymał, nawet objął w pasie - a lodówka? Też na prąd, lody się rozpuszczą, to chyba je jemy - no tak, bo w zamrażalniku mieli kilka rodzajów, bo kiedy Pilar mówiła, że ma na nie ochotę, to Noriega kupował jej kilka do wyboru. A czasem po prostu jak wracał to jej kupował lody, albo batony. Może nie kwiaty, ale rękę by sobie dał uciąć, że Pilar wolała czekoladę niż jakieś habezie. Znał swoją żonę...
Dlatego, kiedy wylądowała w ramionach tego zakapturzonego kolesia, to Madox wiedział, że kto jak kto, ale ona nie spanikuje, nie będzie mu się szarpać. Pokazywała mu to dzisiaj cały dzień, że potrafiła zachowa zimną krew. To Noriega bardziej pewnie się obsrał, kiedy ostrze błysnęło przy jej szyi, zawiesił na nim ciemne spojrzenie i zaraz podniósł ręce w górę w geście kapitulacji. Nie chciał ryzykować, na pewno nie jeśli w grę wchodziło bezpieczeństwo jego żony. Niby ją znał, wiedział, że sobie poradzi, ale kurwa nie znał tego kolesia, nie wiedział co mu strzeli do łba.
- Ej, spokojnie, puść ją... Dam ci forsę, tylko zostaw dziewczynę - odezwał się powoli. Gość w kapturze szarpnął do siebie Pilar, poprawił nóż na jej gardle.
- Nie chcę kasy, ja... - zaczął, ale nie dokończył, bo wtedy trzasnęło coś za jego plecami. Facet się obejrzał i wszystko już potoczyło się szybko...
Madox od razu sięgnął do torby wyciągając jedną ze spluw, wycelował ją w gościa opierając dłoń na wytatuowanym przedramieniu.
- Rzuć nóż bo rozwalę ci łeb - zagroził. Pilar też mogła zareagować, bo akurat facet poluzował uścisk, a ręką z nożem odsunęła się od jej gardła, jakby tak naprawdę nie chciał jej skrzywdzić? A może nie wiedział, jak się do tego zabrać?
Obok ze śmietnika wyskoczył gruby, bury kot. Koty to jednak chyba ich lubiły, zawsze ratowały im dupę. Może Noriegowie jednak powinni teraz adoptować kocura? Kiedy Pilar się szarpnęła, a kaptur spadł z głowy mężczyzny, to Madox od razu zrobił krok do przodu, opuścił spluwę.
- Co kurwa? - wyrwało mu się, a kiedy jego żona obejrzała się na niego, to jej wyszarpnął się ten facet, rzucił się biegiem w jakąś ciemną uliczkę - Luciano - wyjaśnił jej Madox. Widział te wielkie oczy swojej żony, bo co tu kurwa robił Luciano? Dlaczego ją złapał? I dlaczego teraz uciekał? - Poczekaj - poprosił ją Madox wciskając jej w ręce spluwę, a sam rzucił się biegiem za uciekinierem. W czarną, boczną uliczkę. Luciano miał chwilę przewagi, ale zaraz po ciemku się o coś potknął i Madox doskoczył do niego złapał go za bluzę, a zaraz przyciskał go do murowanej ściany między budynkami.
- Co ty tu kurwa robisz Lu? - warknął Noriega, a Benitez się szarpnął.
- Zostaw mnie, śledzą cię, puść - próbował się wyrwać, ale Madox mocniej go trzymał.
- To po chuj tu przylazłeś i czemu zaatakowałeś moją żonę? - Noriega był nieugięty, bo coś mu się tutaj nie kleiło. Luciano zacisnął palce na jego wytatuowanej dłoni.
- Bo to ona robi cię w chuja - wypalił. Wiadomo, że Madox mu w to nie uwierzył, bo przecież on bezgranicznie ufał Pilar, ale skąd w ogóle taka teoria? Obaj obejrzeli się na Panią Noriega, kiedy stanęła obok nich, w tej wątłej poświacie wpadającej do bocznej uliczki.

Ella es la que te está haciendo pasar un mal rato ₊˚⊹ ᰔ
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Niby nie mogło już być gorzej.
Niby tego wieczoru przerobili już wszystko, co tylko się dało.
Przeszli przez piekło, narażali swoje życie wiele razy, bali się jedno o drugie i prawie zginęli. Wszystko po to, żeby teraz na ostatniej prostej do domu, w końcu, napotkać jeszcze jedną przeszkodę.
Człowieka, który wyskoczył nie wiedzieć skąd i doskoczył do Pilar zupełnie nagle, dociskając do nagiej, odkrytej szyi ostry nóż. Czuła, jak ostrzę drażni jej skórę. Że wystarczyło tylko mocniej nacisnąć, a bez problemu rozciąłby naskórek i spowodował krwawienie.
W tym samym czasie miała wrażenie, że sposób, w jaki mężczyzna ją trzymał i próbował unieruchomić pozostawia naprawdę wiele do życzenia. Nawet nie przyblokował jej nóg, sam stanął bardzo wąsko, tak, że gdyby się nie bała o własną szyję, to bez problemu pchnęłaby go do tyłu i po prostu przewróciła. Nie był to więc nikt od Luny. Akurat jego ludzie nie byli taki mi amatorami. Pozostawała więc opcja, że facet był tylko ulicznym zbirem.
Obserwowała uważnie, jak Madox zagaduje typa, unosząc w górę ręce. I super. Powiedzą mu, że dadzą mu kasę, a jak ten tylko odpuści, to spuszczą mu wpierdol za zaczepianie kobiet, jak dzisiaj Jake’owi i z głowy. Będzie można iść do domu. Tylko że mężczyzna oznajmił wtedy, że wcale nie chciał pieniędzy. Serce Pilar poderwało się do galopu, bo czy… mogli się pomylić. Czy to mogła być jakaś zemsta Luny? Bo jeśli tak, to może jednak powinni się przejąć sytuacją, w jakiej się znaleźli. Szczególnie ona, biorąc pod uwagę, że to już któryś raz tego wieczoru, kiedy była przypierana do muru.
Była p o i r y t o w a n a.
I może to też dlatego, kiedy tylko z tyłu wybrzmiał jakiś trzask, a mężczyzna lekko odsunął od niej nóż, odwracając się do tyłu, Pilar od razu mu się odwinęła. Pierwsze uciekła mu głową, by odsunąć się od noża, zeszła w dół, a potem z całej siły wysadziła mu z łokcia w brzuch. Facet stęknął z bólu. W amoku próbował jeszcze złapać ją na włosy, ale wtedy doskoczył do nich Madox ze spluwą. Za chuja nie miał jej przeładowanej. Ona widziała to na pierwszy rzut oka ale zbir…
Co kurwa?
Odwróciła się do Noriegi, zaskoczona jego reakcją na twarz mężczyzny. I nim sama zdążyła się przyjrzeć, Madox już wciskał jej w rękę pistolet i informował, że to był Luciano. Luciano, kurwa. Ten sam Luciano, którego szukali od kilku tygodni. Przez którego mieli tak bardzo na pieńku z Luną, przez którego zginął Sombra… kurwa.
Kazał jej zostać, gdy sam za nim pobiegł, ale przecież Pilar nie byłaby sobą, gdyby faktycznie została na miejscu. Wyrwała się do przodu, wciąż targana adrenaliną, która kręciła się w jej żyłach. Pistolet wcisnęła za pasek spodni. Nie będzie jej potrzebny, skoro to faktycznie był Luciano. Tylko kurwa czemu chciał jej poderżnąć gardło?
Nie rozumiała tego.
Nic z tego nie rozumiała.
I jakim cudem chodził po ulicach Toronto, wciąż niezłapany przez ludzi Luny? Cały czas tu był? Pytania mnożyły się w jej głowie bez najmniejszego zatrzymania, kiedy w końcu dopadła do uliczki, przy której Noriega przyciskał go do muru, akurat przy okazji słysząc zdanie, że to Pilar robiła Noriege w chuja.
— Coś ty kurwa powiedział? — warknęła, już nawet nie gryząc się w język. Od razu i bez zaproszenia wcisnęła się między swojego męża a Luciano, zaciskając palce na jego bluzie. Była wściekła. To ona kurwa życie poświęca, żeby go znaleźć, ryzykuje wszystkim ,co tylko ma najcenniejszego w życiu (czyt. swojego męża) tylko po to, żeby teraz usłyszeć z ust poszukiwanego, że to ona robiła w chuja?! Szarpnęła nim mocno. — Prawie przez ciebie zginęliśmy, Madox stracił psa, a ty kurwa jeszcze próbujesz nas nastawić przeciwko sobie? Co kurwa, poderżnąć mi gardło? — krzyczała na niego, za nic się nie hamując, a zaraz nawet.. dała mu w twarz. Mocno. Tak że krew puściła mu się z nosa. Tak że gdyby Madox jej po chwili nie odciągnął, to by go kurwa r o z s z a r p a ł a. Trzymał ją mocno na wysokości brzucha i szarpnął do tyłu, a ona jeszcze zdążyła kopnąć Luciano, który skulił się i przykleił do ściany.
— Ja… — jęknął wystraszony i rozejrzał się dookoła.
— Co kurwa ty?! — nie dawała za wygraną, próbując się wyszarpać własnemu mężowi. Bo co to kurwa było? Serio, miała już wszystkiego po dziurki w nosie. Cały dzień ktoś nią szarpał i poniewierał. Zbierała po dupie, żeby na koniec dnia jeszcze usłyszeć takie kłamstwa. No to jej się ulało. Kompletnie straciła panowanie.
— Weź ją ucisz! — syknął Luciano w stronę Madoxa. — Wiem, że mają jakiegoś informatora. Podobno to ktoś bardzo blisko ciebie. Wiedza więcej niż ci się wydaje… — nawijał, patrząc co chwile na Pilar, a ona tylko jeszcze bardziej się wierzgała. Jak jakiś dziki zwierz, gotowy skoczyć na swoją ofiarę.

:lepa:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Dla Madoxa bez różnicy, czy to był ktoś od Luny, czy jakiś wandal, który po prostu chciał ich okraść, i tak podniósł ręce w górę, gotowy mu dać wszystko, co chciał, żeby tylko puścił Pilar. Tylko zaraz okazało się, że koleś nie chciał wcale ich pieniędzy. To czego mógł chcieć? Bo jeśli skrzywdzić jego żonę, to Noriega gotowy był mu rozwalić łeb, bez zbędnego pierdolenia, wpakować mu kulkę w czoło i dopiero potem zastanawiać się co zrobić z ciałem... Szkoda tylko, że Madox nawet nie przeładował broni, ale wycelował nią w faceta, zrobił krok do przodu, kiedy tamten się odwrócił. Może wyjebałby mu gnatem w łeb? Na pewno chciał sięgnąć do Pilar, kiedy wyszarpnęła się bandziorowi, chciał ją pociągnąć do siebie, ale facetowi spadł kaptur, a Noriega poznał go od razu.
Chociaż to, że stał przed nimi Luciano nic nie wyjaśniało, wręcz przeciwnie, pojawiały się kolejne pytania. Co tu robił? A przede wszystkim dlaczego rzucił się na Pilar i przed nimi uciekał.
Madox postanowił go złapać, żeby odpowiedział im chociaż na część wątpliwości, żeby dał im cokolwiek. Wcisnął pistolet w dłonie swojej żony, zajrzał jeszcze w jej zdziwione, duże oczy i puścił się biegiem za uciekinierem. Noriega był szybki, praktycznie od razu dopadł Luciano, a zaraz przyciskał go do ściany domagając się wyjaśnień.
Ale chyba tego, co powiedział Benitez, to żadne z nich się nie spodziewało. Nie Madox, który spojrzał na Pilar wielkimi oczami, z miną, która mówiła jasno co on pierdoli. Ani jego żona, która zaraz warknęła to coś ty kurwa powiedział. Madox poluzował nieco uścisk, kiedy Pilar wcisnęła się między niego, a Luciano, bo to ona już szarpała Beniteza za bluzę, jednak wciąż był gotowy zareagować, gdyby Luciano chciał jej coś zrobić...
Zaraz jednak okazało się, że to jego powinien bronić przed Pilar, Madox w pierwszej chwili spojrzał na swoją żonę, kiedy wymierzyła facetowi ten cios prosto w gębę, mocny, siadł jej idealnie, rozwaliła mu nos, krew poszła na ziemię, a Noriega chwycił w pasie swoją żonę i szarpnął ją do siebie.
- Kurwa Pilar... - mruknął jej do ucha, a jej kudły zaraz polepiły mu się do twarzy, weszły do buzi - przecież Lu... - nie skończył, bo Pilar mu się szarpnęła i wywaliła Luciano kopa prosto w... piszczel - ja pierdole - Madox przycisnął ją do siebie, bardziej unieruchamiając - loca - mruknął jej w kark i nawet ją lekko ugryzł. Może Pilar miała trochę racji, że narażali się dla Luciano, z tym całym przekazaniem, z tym, że chcieli być krok przed Luną, ale trzeba wziąć pod uwagę, że Benito polował też na Luciano, jego też chciał zajebać, więc chyba jednak byli w tej samej drużynie, chociaż wiadomo, to co powiedział Benitez, odnośnie Pilar, to, że zaatakował ją z nożem nie świadczyło na jego korzyść.
Noriega trzymał mocno swoją żonę, nawet kiedy mu się szarpała, to ją unieruchomił, a jednak, kiedy Luciano kazał mu ją uciszyć, to wbił w niego ciemne spojrzenie.
- Spierdalaj - rzucił i nawet chciał już puścić Pilar, żeby mu przywaliła. Bo co to był za tekst ucisz ją, może Madox czasami zatykał jej usta, pocałunkami, a nawet krępował wytatuowaną dłonią, kiedy była za głośna, ale on mógł, a Luciano mógł co najwyżej... wypierdalać.
Tylko on wtedy zaczął nawijać o tym informatorze, a Noriega spojrzał najpierw na profil swojej żony, która opierała mu się na klacie, a potem na Beniteza.
- Kłamiesz - tym razem to on warknął i nawet przez moment chciał puścić swoją żonę.
- Nie no, a jak myślisz skąd Luna wiedział o waszej kolacji? Skąd wiedział, że jedziesz do lasu z psem? Skąd wiedział o przekazaniu forsy w porcie? - nawijał Luciano opierając się o ścianę, tak żeby Pilar szarpiąc się nie mogła go sięgnąć. Madox nie miał pojęcia skąd Luna o tym wiedział, ale jednego był pewny, na pewno nie od Pilar. Kurwa. Przecież ona na każdym kroku o niego walczyła, o jego bezpieczeństwo, nie mogłaby go sprzedać. Chociaż... z tyłu głowy pojawiła się taka myśl. Rosa cię zdradzała, patrzyła ci w oczy i cię oszukiwała. Maddie też, była ci najbliższa, a cię szpiegowała, a Pilar...
- Na pewno nie od mojej żony, a jak masz pierdolić takie farmazony, to lepiej sam wypierdalaj Lu, albo ci zaraz pomożemy - wtulił się bardziej w Pilar, bo Madox jej ufał. Wierzył jej, ale to nie zmieniało faktu, że wracały do niego te wszystkie razy, kiedy ktoś rzeczywiście robił go w chuja, a on był naiwny. Ile razy za bardzo?
- A zresztą skąd ty o tym wiesz Lu? Nie wierzę, że po prostu Luna ci... - o tym powiedział, to chciał rzucić Madox, ale Luciano mu przerwał.
- Rodri... - rzucił krótko, a Pilar mogła poczuć jak jej mąż się pod nią spiął, jak wszystkie mięśnie na jego torsie się ściągnęły.
Rodri... Jebany Rodrigo, którego Luna chciał wrobić. Ale w co? Dlatego, że wiedział, że kontaktował się z Luciano? Dowiedział się i chciał w ten sposób pozbyć się swojego najbardziej zaufanego człowieka? Madox rozejrzał się na boki, po tej bocznej uliczce, w której stali.
- Dobra, kurwa... Chodźcie - poluzował uścisk, którym krępował swoją żonę, ale kiedy szarpnęła się do Luciano, to ustawił ją przed sobą - musimy pogadać - zadecydował, ale czy powinni ryzykować i zabierać Beniteza do siebie? Niby sprawdzali ostatnio mieszkanie, ale kto wie, czy nie było tam jeszcze czegoś, a przede wszystkim, czy ktoś go nie obserwował. Ich... Schowanych teraz w mroku tej bocznej uliczki.

Confío en ti, pero sabes cuántas veces me han engañado ⋆˚✿˖°
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Zrobiłaby to.
Rozszarpała go na strzępy, gdyby Madox nie odciągnął jej do tyłu.
Całe szczęście zdążyła wymierzyć mu uderzenie prosto w twarz i kopnąć w piszczel. Co prawda było to zdecydowanie za mało na kłamstwa, jakie opowiadał Luciano i sam fakt, że chciał ich ze sobą skłócić, ale Pani Noriega musiała się tym zadowolić, bo jej mąż już nie chciał pozwolić jej się wyswobodzić. Wyglądała jak pies za płotem, który warczał, szczerkał i rzucał się jak pojebany, żeby tylko się wydostać. Jej ciemne spojrzenie nawet na moment nie zeszło z Luciano. Z dziką satysfakcją obserwowała, jak krew cieknie mu spod nosa i brudzi brodę, a gdy kazał Noriedze ją uciszyć, znowu się szarpnęła.
Dopiero słowa jej męża sprawiły, że nieco się uspokoiła. To soczyste spierdalaj, które wyszło spomiędzy jego gorących ust, zadziałało na nią dziwnie kojąco. Pilar była przekonana, że zaraz poczuje dłoń Madoxa na swojej twarzy, że będzie ją kneblować, żeby nie zwracali na siebie uwagi, bo tak kurwa wypadało, a on… wkurwił się na Beniteza, że w ogóle śmiał tak powiedzieć. Głupie, ale na nią zadziałało. Odpuściła na moment i Madox mógł to czuć pod rękami, które mocno ją trzymały. Tak samo jak to, że ułożyła głowę na jego ramieniu, tuląc się do niego lekko krzywo, nie mogąc przy okazji wyjść z zachwytu, jak dobrze wybrała sobie partnera na życie.
Szkoda tylko, ze jej chwila rozczulenia nie trwała zbyt długo. Wraz z kolejnymi słowami Luciano o tym, że skądś musiał wiedzieć o wszystkim co robili, Pilar znowu się chciała wyrwać.
— Na pewno kurwa nie ode mnie!! — krzyknęła równo z Noriegą. Akurat to Madox musiał wiedzieć. Przecież ona sama kurewsko mocno się narażała, martwiła o niego, troszczyła, a śmierć Sombry przezywała, jakby sama straciła członka rodziny. Tych wszystkich emocji nie dało się udawać, a już na pewno nie mogła wiedzieć chociażby tego, że Madox jechał do lasu z psem, bo… przecież jej nie powiedział. Bo osobiście chciała go zabić, kiedy to zrobił. Z a p i e r d o l i ć. Luciano nie miał prawa tego wiedzieć, bo nie siedział w ich mieszkaniu, ale oni wiedzieli. Tak samo jak to, co było miedzy nimi. — Gówno wiesz, więc skończ pier… Rodrigo? — uniosła wysoko brwi ku górze, bo co ten Luciano wygadywał? Jak to wiedział wszystko od Rodrigo? — I my niby mamy ci w to uwierzyć? W to, że prawa ręka Luny spiskuje z tobą na plecami? — prychnęła pogardliwie.
Nie wierzyła mu.
Nie wierzyła kurwa w ani jednego jego słowo.
Nic tu nie trzymało się kupy. Od jego zniknięcia nie było po nim śladu i nagle pojawiał się na środku ulicy, chcąc Pilar poderżnąć gardło? Zwalić wszystko na nią? Wyglądało jej to jak jeden wielki przekręt. W głowie od razu zaczęła zastanawiać się, czy to nie Luna stał za tym wszystkim, czy nie on robi ich właśnie w chuja. Czy nie złapał Luciano już wcześniej i teraz wysłał go na nich? Przystanęła w miejscu, gdy Madox oznajmił, że muszą pogadać.
— Nie bierzemy go do nas — warknęła, tym razem na swojego męża. Zadarła głowę w górę i spojrzała w jego ciemne oczy. — Nie zgadzam się — nie ufała mu. No po prostu mu kurwa nie ufała i Madox mógł to widzieć, w jej spojrzeniu. Zmartwionym i podejrzliwym. Noriega był pierwszy do ufania ludziom, do rozgadywania wszystkiego, co wiedział… i takim pewnie sposobem Wszyscy dookoła wiedzieli o ich planach. Tu nie mogli sobie pozwolić na bezmyślność.
— Przecznicę stąd jest ośrodek — wtrącił się Benitez, przerywając im intensywną wymianę spojrzeń. — Mam klucze i…
— I co, kurwa? — odwróciła się do niego z impetem, robiąc krok tak nagle, że mężczyzna znowu odskoczył na bok, jakby bał się, że zaraz zarobi kolejną lepe w twarz. — Pójdziemy z tobą, żebyś nas podpierdolił do swojego szefa? Kto nim teraz jest Rodrigo? Luna? — wymieniała, kierując się w jego stronę. Może i Madox miał do niego jakiś sentyment, ale Pilar wcale. Nie znała go. I mu kurwa nie ufała.
Powinni go tu zostawić.
Olać to w pizdu.
Skoro ryzykowali życiem, żeby znaleźć gościa, który miał się świetnie i hasał sobie po ulicach Toronto… ich robota była już chyba skończona. MIeli go znaleźć? Znaleźli. I wystarczy. Nie powinni się już w to mieszać. I tak mieli już wystarczająco dużo na głowie. Po co sobie dopierdalać, skoro Benitez nawet nie był w niebezpieczeństwie?
— Co ty odpierdalasz, co? — warknęła, robiąc jeszcze jeden krok w jego stronę i nim Madox zdążył ją złapać, Pilar doskoczyła do Luciano i tym razem docisnęła go do kontenera na śmieci, który miał za plecami. — Zostawiłeś swoją żonę w ciąży i dziecko, żeby bawić się w gangstera? Wiesz debilu jak ona przezywa twoje zniknięcie? Wiesz jak ją to stresuje, jak to zagraża dziecku? Wiesz, że… — zacisnęła mocniej palce na jego bluzie, odnajdując ciemne spojrzenie mężczyzny, czując jak serce jeszcze mocniej przeskakuje jej w piersi. — Twoja matka nie żyje?

:urgh:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Oni nigdy nie robili tego, co wypadało... A już na pewno jakiś Luciano nie będzie im mówił co mają robić i kazał Madoxowi uciszyć swoją żonę.
Bo po pierwsze miała prawo się tu do niego rzucać, a po drugie to gdyby Noriega nie musiał jej trzymać, to może sam zamachnąłby się na Beniteza?
Na razie musieli się jednak zadowolić, tym spierdalaj, które padło z jego ust. A chyba uspokoiło ono trochę Pilar, Madox poczuł to, jak na moment przestała się szarpać, opierając o niego. Poczuł jej oddech gdzieś na szyi, kiedy się do niego przytuliła.
A potem znowu się szarpnęła, a Madox znowu przycisnął ją do siebie i stęknął jej w szyję, a zaraz oboje wypalili to, że Pilar nie mogła go zdradzać. Bo kurwa nie mogła. Bo przecież oni się kochali, byli dla siebie tym pierdolonym połączeniem dusz, a to, że wszyscy dookoła chcieli ich poróżnić i skłócić, tylko jeszcze dodawało im siły. Razem przeciwko całemu światu, inni mogli się pierdolić. Z Luną i Luciano na czele.
Tylko, że zaraz Luciano powiedział coś, co Madox już dzisiaj słyszał, spiął się pod Pilar i sięgnął palcami do jej ramienia, żeby przesunąć nimi po nim.
- Pilar on może mieć rację - mruknął jej do ucha i złapał na moment jej spojrzenie, kiedy się na niego obejrzała. Może nawet by jej to wytłumaczył, powiedział, co dowiedział się od Aurelii, ale nie tutaj. Nie przy Luciano.
Dlatego Noriega zaraz stwierdził, że muszą pogadać, wyjaśnić to, ale w bardziej ustronnym miejscu.
- Wiadomo, że nie - od razu zgodził się z Pilar, nawet nie musiała na niego warczeć, mrugnął do niej jednym okiem, kiedy złapał jej spojrzenie. Nie chciał brać Luciano do nich, bo po pierwsze nie było tam bezpiecznie, a po drugie nie wiedzieli czego mogli się po nim spodziewać, skoro wystartował z nożem do Pilar. Madox złapał swoją żonę za rękę i już miał zaproponować klub, albo jakąś knajpę w pobliżu, ale wtedy Luciano wypalił z tym ośrodkiem.
Tylko czy tam Luna też kogoś nie miał? Przecież Pająk już był w ośrodku...
Ale skoro nie wiedział, że Luciano wrócił, skoro się go tam nie spodziewał.
- Dobra, ale jesteś pewny, że nikt nie obserwuje ośrodka? - zapytał Madox mocniej zaciskając palce na dłonie swojej żony. Przytrzymał ją przy sobie, kiedy odwróciła się do Beniteza. Nie chcieli zabrać Luciano do siebie, nie powinni też z nim w ogóle łazić po mieście, ale przecież... musieli z nim pogadać. Madox już chciał zaproponować, że Luciano pójdzie pierwszy, a oni za nim, żeby nie szli razem i nie ryzykowali, że ktoś ich zauważy, ale Pilar znowu mu się szarpnęła, zaraz pytała dla kogo robi Luciano.
Niby Noriega wbił w niego spojrzenie, ale czy odpowiedź nie była prosta? Benitez chciał po prostu to przeżyć, więc chwytał się wszystkiego... I tak pewnie trafił na Rodriego. Ewidentnie coś tam kurwa było na rzeczy, jakiś konflikt między Luną, a Rodrigo. Tylko po której stronie powinni się opowiedzieć oni?
Madox nie zdążył się nawet nad tym dobrze zastanowić, bo jego narwana i cholernie przy tym seksowna żona, już doskoczyła do Luciano, przycisnęła go do kontenera na śmieci, a Noriega skrzyżował ręce na piersi. Powinien się w to wtrącać?
Postanowił dać jej chwilę.
Luciano oparł chłodne palce na dłoni Pilar, która ściskała go za bluzę, spojrzenie mu spochmurniało, spuścił nawet na moment głowę.
- Wiem, ale nie mogłem jej narażać, żeby Luna przyszedł do nas do domu, albo po nią... - powiedział podnosząc ciemne spojrzenie na Pilar - ty byś narażała swoją rodzinę, jakbyś wiedziała, że poluje na was jakiś zwyrol? - chyba wszyscy w towarzystwie wiedzieli, że nie. Na pewnie wiedział to Madox bo zrobił krok w kierunku Pilar i oparł jej dłoń na ramieniu.
- Pilar puść go - mruknął, ale Luciano się nie poruszył, nie odsunął. Patrzył jej prosto w twarz.
- Wiem, i wiem też, że szukacie Sofii - powiedział spokojnie.
Może nawet dodałby coś jeszcze, ale przy wylocie z uliczki zatrzymał się radiowóz i mogli usłyszeć krótki sygnał dźwiękowy. Madox odwrócił się w tamtym kierunku, a zaraz już pociągnął do siebie Pilar.
- Dobra, idziesz pierwszy, tamtędy - wskazał mu drugą stronę uliczki - spotkamy się na miejscu, w ośrodku, zostaw nam otwarte tylne wejście - zarządził Noriega, tym razem patrząc w oczy Luciano, a ten skinął głową, obejrzał się jeszcze na Pilar, a zaraz odwrócił na pięcie i ruszył przed siebie, w przeciwnym kierunku. Madox za to zacisnął mocniej wytatuowane palce na dłoni swojej żony - chodź - pociągnął ją do siebie, w kierunku radiowozu. Bo akurat oni już dzisiaj tyle razy nadziali się na psy, że chyba kolejny raz wcale nie był dla nich straszny - opowiem ci wszystko po drodze, co dowiedziałem się w klubie - wyjaśnił jej, kiedy przedzierali się przez jakieś porzucone kartony, żeby wyjść z uliczki - musimy z nim pogadać, bo to rzeczywiście może mieć coś wspólnego z... - nie dokończył, bo kiedy wyszli z uliczki, to stanął przed nimi... Eliot. Pierdolony Eliot we własnej osobie, miał na sobie kamizelkę kuloodporną, a w rękach trzymał gnata.
- Noriega... - zaczął, a Madox odruchowo szarpnął za siebie Pilar - stój! Jesteś zatrzymany, w związku z morderstw... - nie dokończył, bo coś strzeliło na schodach pożarowych ponad ich głowami, a zaraz metal trzasnął i poleciał w dół, między nich, Eliota i kilku innych uzbrojonych policjantów. Tylko czy Madox i Pilar wykorzystali moment, czy jednak grzecznie poszli z Eliotem?
Pewnie Noriega powinien pozwolić mu się zakuć, dowiedzieć się co na niego mają, a przede wszystkim o jakie morderstwo chodziło. Ale kurwa... Jutro miał się spotkać z Luną, mieli go załatwić. Nie mieli czasu na te policyjne gierki.

Decide, cariño ₊˚⊹♡
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Argumenty Luciano były… solidne.
Uciekł, bo nie chciał narażać swojej rodziny.
Wolał zaszyć się pod ziemią, sprawić, że Luna skupi się na poszukiwaniach niż ślęczeniem pod jego domem i zastraszaniem jego żony. A przynajmniej na to liczył. Problem w tym, że Benito i tak był trzy kroki przed nim. Miał ludzi rozstawionych wszędzie. Wiedział o tym gdzie ciężarna chodziła do lekarza, co kupowała w sklepie i nawet o przekazaniu pieniedzy, na które wysłał przecież swoich najbardziej zaufanych ludzi, bo przecież Pilar do teraz nie wiedziała o tym wszystkim, czego Madox dowiedział się w klubie. Nie miała pojęcia, że Luna miał problemy z Rodrigo. Że mieli zgrzyty. Że Luciano mógł pracować jednak po dobrej stronie mocy.
I to właśnie ta niewiedza powodowała, że nie dawała za wygraną. Dociskała się do niego całym ciałem, szarpiąc za cienki materiał bluzy, którą miał na sobie, prawie mu ją rozrywając. Wytykała mu każdy jeden błąd, oskarżała o brak empatii i zerowe zainteresowanie własną matką. Do momentu. Momentu, w którym nie zadał jej pytanie zwrotnego.
Ty byś narażała swoją rodzinę, jakbyś wiedziała, że poluje na was jakiś zwyrol?
Nie.
Gdyby miała wybór, nie zrobiłaby to.
Zrobiłaby wszystko, żeby tylko Madox był bezpieczny, nawet jeśli miałoby to znaczyć oddanie się w obślizgłe łapska samego Luny. Wszystko. Życie by za niego oddała. I chociaż nie chciała tym tłumaczyć zachowania Luciano tak… poluzowała uścisk wraz ze słowami Madoxa. Puściła go. Chociaż gdy Benitez wspomniał o Sofii, Pilar znowu do niego doskoczyła.
— Co powiedziałeś? — warknęła zaskoczona. Skąd niby to wiedział? Przecież akurat o tym wiedział jedynie Madox, Galen i żona Luciano. Nikt kurwa więcej. Ściągnęła brwi do siebie i aż odwróciła się do swojego męża. Bo może to on ją oszukiwał? Może znowu trzymał przed nią jakieś tajemnice? Był w kontakcie z Luciano? Wiedział, gdzie przebywał? Setki pytań momentalnie zaczęły mnożyć się jej w głowie; wirować w nieskończoność. I może nawet przytrzymałaby teraz jego przy ścianie i zarządała odpowiedzi, gdyby nie… światła policyjne, które mignęły na końcu uliczki.
Stała z boku i słuchała, jak Noriega instruuje Luciano, którędy powinni iść i gdzie się spotkać. Jej głowa ciągle odpływała w zupełnie inne miejsca, a kiedy szarpnął ją w przeciwną stronę niż udał się Benitez, poderwała na niego głowę.
— Co mi kurwa opowiesz po drodze? — wyrwała mu się, przystając na moment. — Czego mi znowu nie mówisz, Noriega? Skąd on wiedział do Sofii? — czy naprawdę teraz miała zamiar robić mu o to wyrzuty? Otóż tak. Pilar nigdy nie umiała trzymać w sobie emocji, nie przy Madoxie. Wylewały się z niej jak pierdolony wosopad i tym razem wcale nie było inaczej. I może nawet usłyszałaby jakaś odpowiedź, dowiedziała się czegoś więcej, zarzekając, że dalej nigdzie z nim nie pójdzie… tylko wtedy przed nimi wyrósł policjant.
— Eliot? — spytała zaskoczona, obserwując, jak w dłoni trzyma gnata. Ubrany był jak na interwencje, tylko czemu tuż obok ich kamienicy? Ściągnęła brwi do siebie, a sposób, w jaki komendant poderwał się na widok Noriegi… poczuła, że coś jest nie tak. Można to było nazwać jakimś impulsem, ściskiem w żołądku, ale kurwa, serce momentalnie poderwało się jej w piersi, a palce mimowolnie zacisnęły na tych Madoxa.
A potem było już tylko gorzej.
Słowo m o r d e r s t w o odbiło się w jej głowie tak intensywnym echem, że z początku nawet nie usłyszała, jak coś strzeliło na schodach pożarowych tuż nad ich głowami. Była tak zafiksowana na tym, co właśnie się odpierdalało, że pewnie gdyby Noriega nie szarpnął ją za siebie i nie odciągnął, może nawet skończyłaby po pieprzonym gruzem.
Dopiero kiedy metal huknął z impetem Pilar jakby się opamiętała.
Huknęło jej w głowie, momentalnie sprawdzając na ziemie, a ona jak wyrwana z transu, wbiła paznokcie w skórę dłoni swojego męża i… szarpnęła go w bok. Nie myślała, nie analizowała, po prostu wzięła i pociągnęła w wąską przestrzeń pomiędzy dwoma budynkami.
— Stewart!! — ryknął Eliot, a kilku innych policjantów od razu wyrwało się do przodu, próbując jakoś obejść metalową konstrukcję, która kompletnie odcięła im przejście. A ona nie słuchała. Mknęła przed siebie, nawet raz się nie odwracając.
— Szybciej, kurwa! — warknęła na swojego męża, chociaż tak naprawdę przemieszczali się ramię w ramie. Czuła, jak pieką ją płuca, jak powietrze ledwo wchodzi przez usta, a nogi bolą tak bardzo, że ledwo była w stanie na nich stawać. Rany po róży miała już rozjebane do krwi. Czuła jak skóra ocierała się o materiał, ryła nowe szramy, ale Pilar nawet na moment nie zwolniła.
Może była to skrajnie głupia decyzja, może powinni zostać i spróbować to wszystko wyjaśnić, ta pieprzoną pomyłkę, ale przecież oboje wiedzieli, jak wyglądały procedury w takich sytuacjach — pierwsze ładowali na dołek, a dopiero potem można było rozmawiać. Oni w obecnej sytuacji nie mogli sobie na to pozwolić. No po prostu kurwa nie. I chociaż kręgosłup moralny bolał ją gdzieś, że tak mocno sprzeciwiała się systemowi, którym oddawała się przez połowę swojego życia, tak.. Madox był dla niej najważniejszy. Wszystko by dla niego zrobiła. Nawet złamała prawo.
— Tu — wydyszała, ściągając go w kolejną alejkę. Dźwięk syren odbijał się od budynków, a niebieskie światła migały w oknach. Nie miała pojęcia, gdzie oni właściwie biegli, kurwa przed siebie, byle jak najdalej, jednak jeśli sprawa była aż tak poważna, najprościej byłoby im się teraz po prostu ukryć.
Tylko kurwa gdzie?
Nie miała za dużo pomysłów, dlatego postawiła na pierwsze, co rzuciło jej się w oczy. Warzywniak pani Broccoli. Wiedzieli dobrze, że kobieta trzymała zapasowy kluczyk pod doniczką z tyłu. Powiedziała im o tym, kiedyś, gdy pomagali jej przenosić skrzynki, gdy dostawca nawalił. Dopadła do drzwi, praktycznie przewracając wielki krzak, modląc się w myślach, żeby on faktycznie tam był.
Westchnęła głośno, widząc błyszcżacy kawałek metalu. Od razu po niego sięgnęła, a potem nerwową ręką doskoczyła do zamka. Na drwa razy wsadzała klucz w dziurkę, ale w końcu się jej udało. Wpadli do środka, zatrzaskując za sobą drzwi i zamykając od środka. Dopiero wtedy Pilar osunęła się po ścianie na podłogę, ciężko oddychając.
— O co tu kurwa chodzi? — warknęła na jednym oddechu, podnosząc na niego spojrzenie.

:pala:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”