25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
176 cm
młodszy inżynier oprogramowania AG
Awatar użytkownika
We can keep it simple, no need to overthink it
Just give me one night to show you I'm different
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

Nie próbował się wyswobadzać ani odpychać od ściany, kiedy Sher się do niego przytuliła - cóż, gdyby wiedział, jak potraktowała obcego typka, na pewno byłby dumny, a tak? Wiedział tylko, że miał pilnować swojej dziewczyny. Oczywiście odwzajemnił uścisk i zaczął wdychać zapach perfum swojej dziewczyny.
- Jakiś frajer, powiadasz…- odpowiedział, bagatelizując polecenie, ponieważ spokoju mu nie dawało, to, kto śmiał podrywać jego dziewczynę. Długo nie musiał czekać, gdyż typek rzucił jakimś nacechowanym negatywnie komentarzem.
- Coś ty właśnie, śmieciu, powiedział?! Chodź tu i powiedz to jeszcze raz! - zaczął się unosić, bo mu typ ciśnienie podniósł. Oczywiście poczuł zaciśnięte ręce zielonookiej na swoim odzieniu, ale no… naprawdę był gotów frajerowi pokazać, gdzie raki zimują i gdzie pieprz rośnie, ale jedno spojrzenie Winfield i… Fuuuck westchnął,ostatecznie łagodniejąc, a gość… albo już nie słyszał, albo udawał, że nie słyszy, albo wyczaił inną dramę i to właśnie na niej wolał skupić swoją uwagę.
- W porządku. Chodźmy. - choć otrzymał od swojej dziewczyny buziaka prosto w usta, on obdarował ją buziakiem w policzek. Kulturalnie wyszedł z Sher, trzymając ją za rękę i będąc ciekawym, co tam było słychać u reszty.
Nie minęło wiele czasu, a przestrzeń przed domem Erica zmieniła się w jakiś a la ring bokserski, na którym odbywał się pojedynek dwóch wojowniczek. Chociaż nie… w rzeczywistości było ich więcej. Stwierdził w myślach, bo a to Erika i Jamie coś krzyczały, a to August zadbała o to, by komuś było ciepło w głowę - już wiedział, jaką rolę będzie pełniła na ich wyjazdach. Będzie naczelnym podgrzewaczem, tzn… zadba o ciepło w domku czy gdziekolwiek tam pojadą.
No ale mniejsza.
Szczerze? Byłoby o wiele fajniej, gdyby dziewczyny chciały się zorganizować bitkę w kisielu, a tak? Niby co fajnego było w pojedynku na zwykłej zielonej trawie? Oby przypadkiem nie było tam narobione przez jakieś zwierzę, bo mogłoby być słabo – znaczy, Eryczek robił oględziny, by można było bez problemu po trawie połazić lub sobie na niej stanąć. Zaraz do akcji wkroczyli także Alex oraz Jason. Więc żeby sprawiedliwości stało się zadość oraz żeby pokazać solidarność, wyszedł przed szereg i stanął obok Cassie, będąc gotowym przyjąć cios, gdyby Lindsay postanowiła zaatakować Bo zazdrosna dziewczyna to zła dziewczyna… No ale jego refleks chyba wciąż był nieco opóźniony przez alkohol, ponieważ to Gaba - która swoją drogą zaskoczyła go, bo wpierw widział, jak niosła frytki, a w przeciągu kilku sekund bawiła się we fryzjerkę, trzymając scyzoryk (on swój zostawił w mieszkaniu Sher).
Stones, zaczynając mieć pewne obawy, nagle gwizdnął oraz klasnął głośno dwa razy w dłonie, bo musiał jakoś przebić się przez głośną, dobiegającą z mieszkania muzykę. Jeżeli nie podziałało, poszedł do domu, aby ściszyć dobiegający z głośników kawałek.
- Ej, dobra już, koniec tego teatrzyku. Jason dobrze mówi: osoby, które NIE otrzymały oficjalnego zaproszenia, mają stąd WYPIERDALAĆ. I to w podskokach. Macie pięć sekund, bo zrobi się nieciekawie. Jeden...- rozkazał, a jego mina mówiła jasno - absolutnie NIE żartował. Do pięciu planował dokończyć liczenie w swojej głowie, jednocześnie po kolei wyciągając palec za palcem, by każdy nieznajomy wiedział, ile ma czasu.

Miał serdecznie dość tej nieznanej ekypy.



Shereen Winfield Alexander Hall Gabriela R. Blais Erika Lindberg Jason Choi Jamie Park august winters
24 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
170 cm
właścicielka sali bankietowej Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
With or without you
I'm torn between a deeper desire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Odpuść — zasugerowała, odwracając uwagę Erica od randoma z kuchni. Zachowała dla siebie to, że zwyzywał ją od dziwek, bo już nie chciała dolewać oliwy do ognia. Eric był wystarczająco zirytowany — co było w pełni zrozumiałe, bo ona również byłaby na jego miejscu zła. — Chciał zrobić drinka mi i August. Wylałam mu go na bluzkę, bo Goldie powiedziała, żeby go nie pić. Dziwnie jej smakował — wyjaśniła, najkrócej jak się dało, zasłaniając Ericowi widok na nabuzowanego typa swoją głową. Gdy tylko próbował go szukać, Sheri świadomie zasłaniała mu widok. Po co miał się dodatkowo wkurzać, huh? No nie pomogło. Chłopak musiał przejść akurat obok nich i rzucić chamskim komentarzem w jej stronę, na co Eric zareagował zbędnym uniesieniem. Przytrzymała mocniej materiał jego bluzki, dając mu w ten sposób do zrozumienia, że ma się opanować. Mijający ich chłopak doskonale słyszał komentarz Stonesa. Jeszcze odwrócił się w ich kierunku, obrzucając stojącą pod ścianą dwójkę nieprzyjemnym spojrzeniem.

***


Odetchnęła na chwilę z ulgą, gdy wyszli na zewnątrz.
Na chwilę, bo podczas ich chwilowej nieobecności spina między Cassie i Lindsay, sprowokowana przez blondynkę, weszła na wyższy lvl. To, co działo się przed domem, przypominało kiepską sztukę teatralną. Shereen przez chwilę wmurowało. Zaskoczył ją ten cały chaos, na który nie była gotowa. Lindsay i Cassie szarpnęły się jak jakieś lwice, przerzucając się z początku przezwiskami, niedługo później pojawiła się obok Jamie, Erika, Alex… August przypaliła kogoś papierosem. I Winfield nie była pewna, czy to był kurwa jakiś nieśmieszny żart, czy blondynka miała aż takiego fioła na punkcie swojego chłopaka, że rozmowa z nim wywołała w niej taką irytację, czy po prostu była pijana i wyolbrzymiała problem, którego nie było. Jamie wspomniała, że Cassie to jej dziewczyna, a Gaba, która wyszła po mrożone frytki, wróciła ze sklepu akurat na awanturę i postanowiła sama zająć się Lind, dociskając ją do ziemi i brutalnie ścinając jej włosy scyzorykiem. Jasne pukle przyozdabiały trawnik, jak jakieś pieprzone złote niteczki. Nie lubiła łączyć złota z zielenią.
— Gabriela, stop. Narobisz sobie problemów, nie dotykaj jej — powiedziała stanowczo, podchodząc bliżej do rudowłosej. — Kretynka już dostała nauczkę. Zabierz od niej ten scyzoryk, zanim naprawdę narobisz sobie przez nią syfu. Nie warto. Spójrz, jaka jest żałosna. Gdyby chociaż była coś warta, miałabyś z tego większą satysfakcję — mówiła spokojnie, jednocześnie posyłając Lindsay zimne spojrzenie. Skoro odjebała syf, powinna sama sobie z tym poradzić. Jeszcze zrobiłaby z siebie ofiarę i zrzuciła winę na Gabrielę oraz Cassie, bo — ostatecznie — to ona ucierpiała najbardziej.
W tym czasie Eric obudził w sobie jakąś odpowiedzialność, czy coś w tym stylu, i całkowicie poważnie podszedł do wypraszania gości. Winfield, zanim podniosła się z ziemi, poklepała jeszcze Gabrielę po ramieniu, jakby chciała jej zasugerować, że powinna z nią pójść. Przystanęła obok Cassie — albo raczej nachyliła się nad nią, opierając dłonie o jej ramiona.
— Halo, gangsterko. Ta cała gówniana drama zaczęła się przez ciebie, więc teraz wstawaj jak bohaterka, bo jeszcze ktoś pomyśli, że cię poskładała — zażartowała, unosząc kąciki ust w uśmiechu. — A nie po to zrobiłaś rozpierdol, żeby teraz siedzieć na ziemi — no ogólnie to musiała przyznać, że była pełna p o d z i w u wobec tej całej lojalności względem Cassie. Już na biwaku zrozumiała, że ci ludzie byli zgraną ekipą, ale żeby aż tak? Poczuła się pozytywnie zaskoczona.



Alexander Hall Gabriela R. Blais Erika Lindberg Jason Choi Jamie Park august winters Cassandra Wildbird Eric Stones
Kasia (dc: hicatie.exe )
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
0 y/o
Welkom in Canada
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji
postać
autor

PODSUMOWANIE - TURA V
gratulacje!
Tajne Kroniki Projektu X: Tura V: Awantura, zazdrość i Pierdolnięta Królewna Cycolina


Przez kilka ostatnich minut sytuacja na imprezie zdecydowanie wymknęła się spod kontroli. To, co początkowo było tylko kolejną pijacką sprzeczką, przerodziło się w awanturę pomiędzy Lindsay i Cassie. Do konfliktu szybko wmieszały się kolejne osoby, a wszystko zaczęło przyciągać uwagę pozostałych uczestników imprezy. Cassie i Lindsay wytargały się za włosy, jak przystało na prawdziwe kobiety. Gabriela, która stanęła w obronie Cassie, została w końcu odciągnięta od Lindsay przez jednego z jej kumpli. Blondynka była nie dość, że wściekła to w dodatku cholernie pijana. Nie przejęła się ściętymi kosmykami, zamiast tego zwyzywała Gabriele od chorych psychicznie debilek i próbowała wyrwać się trzymającemu ją za ręce Victorowi, który miał problem z okiełznaniem własnej dziewczyny. Jason próbował uspokoić wszystkich dookoła i jednocześnie zająć się grupą niezaproszonych gości. W awanturę wkręciło się więcej osób, niż z początku przypuszczano. Szanse nie byłyby wyrównane — wszak za Cassie stanęła cała ekipa. Za Lindsay — którą notabene zaprosiła Cassandra, bo zgarnęła całą czwórkę z ulicy — zaledwie dwóch chłopaków. Eric, nabuzowany bo jakiś typ podrywał mu dziewczynę, wyszedł z mieszkania jak przystało na właściciela bagna domu, niosąc za sobą super przyjazną aurę i z miną Shreka kazał wypierdalać wszystkim niezaproszonym gościom. Ktoś tam się buntował, dając zarówno jemu, jak i Jasonowi do zrozumienia, że no przecież zostali zaproszeni przez jedną z dziewczyn, więc chyba można uznać to za oficjalne zaproszenie, nie? Erika, która wybiegła za Lindsay, poślizgnęła się na rozlanym szampanie:


Rzuć kostką 1d6 żeby sprawdzić, czy bardzo się poobijała.
Parzyste — upadek był bolesny i chyba coś sobie obiłaś.
Nieparzyste — szybko pozbierałaś się z podłogi i wyszłaś z tego upadku bez szwanku!


Muzyka już nie grała tak głośno, bo Eric ją przyciszył, psując najwidoczniej zabawę DJ’owi (akurat ktoś puścił Rasputina, chlip). Starsza Pani, wyglądająca co jakiś czas przez zasłonkę, była świadkiem całej sytuacji. Zaniepokojona wiszącą nad podwórkiem domu Stonesa awanturą, Sąsiadka postanowiła rozwiązać problem samodzielnie. Po północy zadzwoniła na policję, zgłaszając głośną imprezę, zakłócanie ciszy nocnej i awanturę. Nie minęło wiele czasu, zanim pod dom podjechał radiowóz. Wysiadło z nich dwóch rosłych policjantów. Widok radiowozu wystarczył, żeby część osób (niezaproszonych gości), w tym Lindsay i jej chłopak, postanowili zawinąć się do domu. Niestety — nie wyszło. Jeden z mężczyzn, widząc rozmazaną blondynkę z nierówno przyciętymi włosami i Cassie, przywołał je do siebie ruchem dłoni. Gabriela dostała bardzo wyraźny sygnał, żeby odłożyć scyzoryk (o ile nie posłuchała Shereen) i nie próbować samodzielnie wymierzać sprawiedliwości — a wraz z sygnałem pouczenie i informacje o odpowiedzialności karnej.

— Muszę porozmawiać z właścicielem posesji. Osoba zgłaszająca powiedziała, że za dom odpowiada pan Eric Stones. Proszę pokazać dokument tożsamości — powiedział spokojnym tonem, odciągając Erica na bok. Eric został poinformowany, że jako właściciel powinien dopilnować, żeby sytuacja nie wymknęła się ponownie spod kontroli. Padło jasne ostrzeżenie: jeśli tej nocy pojawi się kolejne zgłoszenie, policja wróci i impreza zostanie zakończona, a uczestnicy wraz z gospodarzem dostaną mandaciki. Ekipa Lindsay została uciszona. Dziewczyna zebrała się do wyjścia, przepychając się obok Victora. Mijając Cassie posłała jej nieprzyjemne spojrzenie, szturchając ją jeszcze zaczepnie w bark.

Policjanci odczekali jeszcze chwilę, upewniając się, że sytuacja rzeczywiście się uspokoiła. Jeden z nich rzucił okiem na pozostałych gości, jakby chciał zapamiętać twarze tych, którzy jeszcze chwilę temu brali udział w całym zamieszaniu. — I proszę sobie wziąć nasze ostrzeżenie do serca. Nie chcemy tutaj wracać — rzucił na koniec, zanim wraz z drugim funkcjonariuszem skierował się z powrotem do radiowozu. Gdy tylko samochód zniknął za rogiem, przez kilka sekund na podwórku panowała niemal grobowa cisza. Dopiero, gdy samochód zniknął za rogiem, ktoś włączył na nowo muzykę, choć nieco ciszej niż poprzednio. Impreza trwała. Wszyscy mieli jednak świadomość, że od tej chwili każde kolejne zamieszanie może skończyć się znacznie gorzej niż tylko krótką wizytą policji.

Czy jednak Lindsay cokolwiek sobie z tego robiła? Trudno powiedzieć. Wciąż tylko łypała spode łba na Cassie. Victor, przed opuszczeniem podwórka, postanowił zamienić kilka słów z Cassie. Zerknął przez ramię, sprawdzając, czy Lindsay wyszła na ulicę i podszedł do rudowłosej, najwidoczniej zmieszany całą sytuacją. — Sorry, Cassandra. Nie chciałem, żeby tak wyszło. Może postawię ci jutro jedzenie? — zagaił, zerkając na rudowłosą.

Zaczynamy turę VI.
Na czas napisania posta macie siedem dni, co oznacza, że ostatnia osoba powinna napisać go do 06.10 godziny 19:00. Jeśli będzie konieczność przesuniemy termin maksymalnie do 8 października <3




Besos, Kasia
:lof:

Prowadzący:
Shereen Winfield


Alex Eric Erika Jason Gabriela Cassandra Jamie august
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
28 y/o
Dungeons & Dummies
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Trzeba było przyznać, że Alex był swoistym mistrzem Tindera. Przynajmniej tak można było stwierdzić po ilości matchy, które dosyć szybko znalazły się na telefonie Eriki. W sumie to jednak był wspólny sukces jego i Winters, więc… Chyba tworzyli prawdziwy dream team. Szczerze, nie miała pojęcia, co zrobi z tym profilem, ale jak się bawić to bawić.
Nie sądziła jednak, że jej zabawa zostanie zakłócona w tak brutalny sposób. Tyle dobrego, że się nie połamała po upadku z blatu. Szybko się pozbierała z podłogi i chyba dzięki adrenalinie nie czuła się poobijana, choć pewnie powinna.
Może i z reguły Lindberg nie była pierwsza do bitki, ale musiała bronić honoru przyjaciółki. Jej ludzie mogli ubliżać. Ba, przywykła nawet do niepochlebnych komentarzy, bo była na swój sposób osobą publiczną (nawet jeśli znaną bardzo wąskiemu gronu) i zdarzało się, że komuś nie odpowiadał jej humor, osobowość, wygląd czy zwyczajnie fakt, że żyła. No, ale to było jedno. Czym innym było podskakiwanie do kogoś, kogo szczerze kochała miłością platoniczną.
Przez chwilę jedynie mierzyła blondynę morderczym wzrokiem, a Alex, który widział już raz podcasterkę w dzikiej akcji postanowił stanąć obok w stanie podwyższonej gotowości. Szkoda, że nie miał pod ręką jakiegoś słoika, aby pierdolnąć nim komuś w łeb. No, ale nieważne.
Całe szczęście, że obok pojawiła się Gabriela. Królowa Wpierdolu. Wiedziała, kiedy się włączyć do akcji i wyraźnie podzielała sentymenty Eriki. W dodatku wyglądała na gotową przejść od razu do rękoczynów. W sumie to powoli już przeszło, bo Cassie zdążyła się z Lindsay poszarpać za kudły.
- Skąd ci, do chuja, wytrzasnę nożyczki, Gabs? Z nożyczkarni? - odpowiedziała, bo nie miała przy sobie nic podobnego.
Wyglądało jednak na to, że Blais miała plan B. I to taki plan B, po którym oczy Lindberg wytrzeszczyły się niczym u Stachu Jonesa, gdy wyrzuciła z siebie pełne zaskoczenia i emocji ”O, kurwa”. Gabi nie pierdoliła się w tańcu. Zamierzała ją załatwić jak te Polki, co w czasach II Wojny Światowej sypiały z Niemcami.
Sytuacja eskalowała. I to poważnie. Do tego stopnia, że nagle obok nich znaleźni się kolejny imprezowicze, którzy chcieli obserwować tę nierówną walkę. Dopiero wtedy panowie zaczęli ryczeć o tym, że każdy, kto nie dostał zaproszenia na domówkę powinien wypierdalać, ale… Było za późno. Kłopoty i tak miały nadejść.
Nie mieli świadomości tego, że byli pod obserwacją starszej sąsiadki, która nie miała własnego życia i im zazdrościła. Lub po prostu nie mogła spać w środku nocy przez awantury i głośną muzykę. Dlatego też postanowiła zapewnić im dodatkowe atrakcje w postaci przyjazdu policji.
Widząc radiowóz i wysiadających z niego policjantów, Lindberg odruchowo uniosła ręce w górę i wypuściła niechcący spomiędzy palców plastikowy kubeczek pełen wódki z colą. Zaklęła siarczyście pod nosem, bo akurat alkoholu nie chciała marnować.
- Lepiej żeby się pół Rosji spaliło - powiedziała, a stojący obok Alex po raz kolejny mógł wysłuchać tego złotego tekstu. - Myślisz, że będą łagodni?
Raczej nie mieli w dwójkę najlepszych wspomnień związanych z policyjnymi interwencjami. Przynajmniej tym razem nikt nie celował do nich z broni. Przez moment nawet zastanawiała się czy powinna położyć się na trawniku, ale jak jeden z funkcjonariuszy to zobaczył to zaraz ją chwycił za ramię i postawił do pionu.

Alexander Hall Eric Stones Shereen Winfield Cassandra Wildbird Jason Choi Gabriela R. Blais Jamie Park august winters
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
31 y/o
SPRING TIME
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
She kept a little summer in her, even when October came
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Jamie chyba nigdy w życiu nie trzeźwiała w tak zastraszającym tempie. Kiedy konflikt z Lindsay eskalował i Gabi przedsięwzięła środki pacyfikacyjne, Cooks na moment zbladła, a potem adrenalina dosłownie wypchnęła z jej organizmu stan upojenia. Przynajmniej na ten jeden moment, bo co będzie później?
Na szczęście Jason opanował sytuację, bo mogło się skończyć nieciekawie. Strach pomyśleć, co by było, gdyby Lindsay złożyła jakieś zawiadomienie albo zgłosiła Gabs na pały za napaść. Były Jamie nagle urósł do rangi największego bohatera na świecie, a kiedy ze wsparciem Erica - no kto by pomyślał, że w Eryczku jest tyle stanowczości - rozgonili nadprogramowe towarzystwo, posłała Jasonowi ciepły uśmiech i nieme "dziękuję" za jego opanowanie i to, że się nie napierdolił, jak inni.
Najpierw uratował ją przed zbłaźnieniem się przed byłym... No dobra, chwilę się spóźnił, bo jednak zdążyła się nagrać. A później uratował zarówno Lindsay przed postrzyżynami, jak i Gabi przed nieprzyjemnymi konsekwencjami.
No... Przynajmniej tak się wydawało, dopóki przed domem nie zaczęła migać blacharnia, a dwóch policjantów nie podeszło, żeby uspokoić zebranych. W pierwszym odruchu chciała się wmieszać, pozwalając swojej nadopiekuńczości zadziałać, ale policjanci mieli marsowe miny i fantastycznie radzili sobie z uspokajaniem tłumu. Dlatego stanęła koło Alexa i Eriki, z zaskoczeniem patrząc na to, jak dziewczyna podnosi ręce do góry.
- Spokojnie... Nie będą do nas strzelali, póki się nie rzucamy. - aż się prosiło o komentarz odnośnie koloru skóry, ale uznajmy, że jesteśmy na tyle dorośli, by nie rzucać takich żartów. - Pies też człowiek...
Dodała bardziej do siebie i uśmiechnęła się do tego gliniarza, który wodził po nich wzrokiem i zapamiętywał twarze. Pomachała mu, rozpoznając w nim jednego ze swoich klientów. Policjant zatrzymał na niej spojrzenie, marszcząc brwi w zaskoczeniu, ale w końcu uśmiechnął się i odmachał, totalnie psując wizerunek dwóch wielkich twardzieli, pogromców uśmiechów dzieci i dobrej zabawy. Najwyraźniej wcale nie był takim smucikoniem. Podszedł do Jamie i zaczął ją zagadywać o to, co tutaj robiła i co się właściwie działo.
- Nie no, to taakie tam wygłupy. Wiesz, poniosły nas urodziny... - zaczęła odpowiadać nieśmiało, zaczesując włosy za ucho... A co z tego wyniknie to zostawiam MG <3


Baddie! Gabi Feed me! Kapitan Wiwatów Rikka Reen Cassie Al Alex
Żejmi
znęcania się i bezsensownej przemocy
28 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
summer made me fall for you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Matko Boska Forumowska, co tu się odjaniepawliło, to on nawet nie?

Stał między Cassie a tą całą LinkedIn, kiedy w ogródku zmaterializowała się Gabriela. Z frytkami. A chwilę później już bez frytek, za to z wyciągniętym scyzorykiem i Lindsay powaloną na ziemię. - Gabriela? - wyrzucił z siebie oniemiały i szczęka mu opadła, nie? W sumie to nawet nie był zaskoczony, bo widział już Gabrielę w akcji, sam przecież własnoręcznie ściągał ją z kochanki jej własnego ojca przed jej własnym domem, więc kolejna rozróba w ogródku niespecjalnie go ruszyła, no i już miał ją odciągnąć od Lindsay, kiedy gdzieś z tyłu dopadł go krzyk Jasona. WYPIERDALAĆ! Jason? - Jason? - wyrwało się znowu Alexowi, bo odwrócił głowę akurat w momencie, gdy Choi wcisnął mu Augustynkę prosto w ramiona. Odruchowo przełożył ręce wokół talii swojej dziewczyny i odszedł z nią kilka kroków w bok, żeby uniknąć potencjalnych ciosów. - Dust, wszystko w porządku? Coś ci się stało? O co chodzi? - zapytał, przyglądając jej się badawczo, a kątem oka dalej obserwował sytuację z Gabrielą w roli głównej, ale byli naprawdę zgraną ekipą przyjaciół i każdy próbował przemówić Blaisowej do rozsądku. Good for her.

Nagle Jason wydarł się na całe podwórko, że wszyscy niezaproszeni mają wypierdalać, bo zadzwoni po psy; Alex spojrzał na niego z niedowierzaniem. Serio, Jason chciał dzwonić po psy?!?! - Jason? - powtórzył Alex, wędrując skołowanym wzrokiem od Choia, przez szamotającą się Gabrielę, przerażoną LinkedIn i wściekłą Cassie. I wtedy wszedł on, cały na biało! Eric, właściciel posesji, król podwórka. Gwizdnął, klasnął w dłonie i również kazał wszystkim spierdalać. - Nooo, tak - przytaknął Alex i również zaklaskał w dłonie. No i to był jego kumpel. Król podwórka. Nawet pijany, dalej jary, joł.

No ale generalnie zrobił się z tego burdel na kółkach, bo nieustraszona niefantastyczna czwórka zaczęła się burzyć, że ktoś ich tu jednak wpuścił, a sekundę później za płotem rozbłysły niebieskie koguty. No i chuuuj. Policja. Niszczyciele uśmiechów dzieci. Czekaj, to Jason naprawdę zadzwonił po policję? Ale kiedy?!?!! Erika stojąca obok Alexa i August przeżyła taki szok na widok radiowozu, że z jej dłoni wyślizgnął się plastikowy kubeczek, a wódka z colą wsiąkła bezpowrotnie w trawnik. Lepiej, żeby się pół Rosji spaliło. - I Niemiec, Erika… I Niemiec - Hall pokiwał głową z powagą, bo od razu przypomniał sobie ich ostatnie spotkanie z policjantami w markecie. Nie było miło. - Nie chcę sprawdzać - dodał ciszej, kiedy zapytała, czy policjanci będą łagodni.

Na szczęście, mundurowi okazali się całkiem okej? Jeden zgarnął Eryczka na rozmowę wychowawczą, a drugi… postanowił sobie skrócić dystans z Jamie? Alex niby nie chciał przeszkadzać, ale z drugiej strony... nie chciał też dłużej gościć u Eryczka policjantów. Miał naprawdę złe wspomnienia, okej? - Dziękujemy, panie władzo. Panowie władzy. Panów… Nieważne, będziemy grzeczni - przytaknął gorliwie Alex, mając nadzieję, że nie będą wnikać, kto tu przed chwilą biegał ze scyzorykiem po ogródku.

No i policjanci ruszyli w stronę radiowozu, ale ten, który flirtował z Jamie, zdążył jeszcze posłać jej na odchodne perskie oczko. Cute, right? Numeru jednak nie zostawił, chociaż jakby na to spojrzeć z drugiej strony, chyba wystarczyło zadzwonić na alarmowy? Hehe. Gdy radiowóz w końcu odjechał, nastała dziwna, grobowa cisza. Żal Pe El. Zabili im imprezę... Ale wiocha. - Tego nie było w moim bingo na ten rok - parsknął Alex, dalej przytulając Winters. Czas ożywić imprezkę z powrotem, nie? Podszedł do głośnika (z Augustynką-koalą), który Eric wcześniej przyciszył i włączył Thriller Michaela Jacksona, bo dlaczego by nie. - Już w porządku, Cassie, Gaba? Idziemy grzać piekarnik na fryty? - spytał jeszcze Cassandrę i Gabrielę, zanim dał Dustie buziaka w czółko.

august Gabriela Jason Eric Erika Shereen Charly Cassandra Alvin Jamie
27 y/o
Indulge in local cuisine
173 cm
Good girls go to heaven And bad girls never die
Awatar użytkownika
The night is young
And so am I
Velvet gun
On my thigh
Witch bitch
Born to bite
Born to live
Born to fly
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

Każdy kazał jej się uspokoić. Co było śmieszne, bo była bardzo skupiona i przede wszystkim trzeźwa. Jako jedyna. Doskonale wiedziała, co robiła. Z pewnymi osobami nie dało się po ludzku porozmawiać, a tam, gdzie nie pomagały słowa, to trzeba było użyć innych argumentów. A jej brakowało cierpliwości do ckliwych pojednań i krążenia wokół tematu. Scyzoryk zrobił swoją robotę. Blondyna zamknęła na chwilę pizdę. Już się tak nie sadziła. A kosmyki jej włosów ładnie zdobiły trawnik. Sąsiadka mogła sobie jutro je pozbierać i dokleić do jakiegoś krasnala.
- Nie przeprosiła. - westchnęła, gdy Jason złapał ją za dłoń. Sher też zaczęła interweniować, a ona odsunęła ostrze od włosów dziewczyny. Schowała scyzoryk do kieszeni i jeszcze potrząsnęła głową kobiety, zanim ją puściła. Pozwoliła się odciągnąć komuś na bok, ale przystanęła, gdy Linda zaczęła ją wyzywać od chorych psychicznie debilek. Zacisnęła dłoń w pięść, a jej spojrzenie skrzyżowało się ze spojrzeniem Alexa. Oboje doskonale wiedzieli, co się odjebało, gdy ostatnio ktoś nazwał ją Wariatką...
I gdyby nie chaos, który zapanował przez poślizgnięcie się Eriki i przyjazd policji, to rzuciłaby się na blondynkę i odpierdoliła Fame MMA na trawniku. Pomachała w stronę policjantów, bo zdecydowanie kojarzyła ich piękne facjatki. I oni chyba ją niestety też. - Możecie wrócić i zrobić striptiz. - powiedziała, gdy funkcjonariusze wsiadali do samochodu. Jeden nawet odwrócił się w jej stronę. Albo skusiła go ta opcja, albo zamierzał ją zabrać na izbę wytrzeźwień. To by się zdziwił, hehe… Nie tym razem... Chociaż może jej trzeźwość właśnie była red flagiem.
- Dzień, jak co dzień. - podsumowała całe zajście z policjantami - Przynajmniej dziś nie robili na mnie obławy z bronią i nie posądzili mnie o morderstwo. - zaśmiała się i zgarnęła z trawy dwa opakowania frytek.
- Masz Eric, ketchup? - no bo w sumie, to przydałby się do tych frytek. A nie pomyślała o żadnym sosie, gdy była w sklepie. - Oooo, Alex, to ty wiesz, jak je zrobić? Bosko. Bo w sumie, to nigdy nie robiłam. Ja ci zrobię drineczka, a ty mi frytki. - to chyba był dobry deal? Pognała więc za Alexem, żeby jej się nie zgubił, bo pewnie byłaby jak dziecko we mgle. I wkurzyła się na samym etapie włączania piekarnika. Chociaż i tutaj może będzie potrzebna pomoc Erica, bo istniała jakaś możliwość, że spalą mu to mieszkanko. A wszystko pójdzie z dymem.

Alexander august Erika Eric Shereen Cassandra Jason Jamie
Verdsa
I'm crazy but whatever Yeah that's just rock and roll
28 y/o
for all his sins
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
even in the afterlife, its only you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obrazek

let's make the most
of the night
like we're gonna
✦ die young ✦
──────── ✦ ────────

Odkąd tylko pamiętała, każde wyjście z Alexem kończyło się jakąś akcją, przewinieniem, ucieczką przed policją albo jakimś żulem na fentanylu… no ewentualnie przed jakąś canadian goose, bo jednak podeszli do niej za blisko podczas karmienia, ale dobra. Dzięki temu wszystkiemu trzymała jakąś tam kondycję, okej? Bieg to zdrowie czy jak to tam się mówiło. No ale do czego zmierzamy… A do tego, że właśnie z tego powodu bała się trochę, że może nie wpasuje się w ekipkę, bo miała jednak ciut nierówno pod sufitem, więc wyobraźcie sobie tę ulgę, kiedy odkryła, że jej chłopak przez te wszystkie lata, czy też miesiące, zależy jak długo znał każdą z tych osób z osobna, otaczał się ludźmi równie popierdolonymi jak ona i Alex.

W grupie raźniej, eh?

W momencie, kiedy Jason wepchnął ją w ramiona Alexa, August tylko na niego spojrzała, próbując powstrzymać wybuch śmiechu, bo no jakoś skojarzyło jej się to z tą gierką w salonie gier, wiecie no, kurde… jak strzelasz kuleczkę i ona leci do góry, odbija się od wszystkiego po drodze i nie masz pojęcia, gdzie zaraz wyląduje. Nie no, hit. - Tak, tak, jest okej, podpaliłam tylko gerberka - powiedziała, patrząc na niego i coraz bardziej walcząc ze śmiechem. - Ale zajmij się Scyzorykoręką. - Spojrzała na Gabrielę i wystawiła oba kciuki w górę, uśmiechając się do niej głupkowato i bezgłośnie mówiąc, - Good jobbbb. - Ale tak dyskretnie, okej? Przynajmniej ona była przekonana, że dyskretnie. Po chwili znowu schowała się za Alexem.

Przyglądała się całej tej akcji, a kiedy zaraz podjechali niebiescy, na moment praktycznie wytrzeźwiała, jak to zazwyczaj zdarzało jej się w takich sytuacjach. Podskoczyła do Jamie, uśmiechając się głupkowato. - Czemu ten mundurowiec przygląda się tak, jakby zaraz miał cię schrupać? - uniosła brew, a kiedy faktycznie ruszył w ich stronę, August odsunęła się i stanęła bliżej swojego chłopaka, bo nie chciała przypadkiem niczego palnąć i zrobić z siebie debila. Wystarczyło jej już to, że dalej nie mogła wyrzucić z głowy tamtego faux pas z wysłaniem swojego zdjęcia z telefonu Eryczki. Ahh. No ale anyways, odwróciła się i po prostu wtuliła w Alexa, bo miała na to ochotę, a poza tym była trochę proud, że tak grzecznie zachowywał się w obecności mundurowców, skoro nie raz miał już z nimi przeboje, hihi.

Thriller Jacksona rozległ się na pełną głośność, a kiedy poczuła, jak Alex daje jej buziaka, tylko pokiwała głową i razem z resztą ruszyła do kuchni, gdzie właśnie rozpoczynała się kluczowa misja wieczoru. Nakarmienie Gabrieli i juniora. No i całej reszty, bo zapewne jak tylko poczują zapach rarytasków, to zaraz wszyscy się zlecą. August chwyciła Cassie za rękę i pociągnęła ją w kierunku kuchni, po drodze zgarniając dwa piwka i wręczając jej jedno. - To o co chodziło z tą Srindzi? Zaprosiłaś ją? - uniosła brew i zmrużyła oczy, próbując wyczaić, czy to przypadkiem nie była jej sprawka. Oczywiście mogła zapytać tak każdego, ale bała się, że jak będzie tak mrużyć oczy na wszystkich po kolei, to jej już tak zostanie. Święte słowa rodziców z dzieciństwa, pamiętajcie.

Odłożyla na bok swoje piwerko, otworzyła zamrażarkę i zaczęła wyciągać jakieś imprezowe przekąski. - Ooo, Alex, weź też podgrzej te spring rollsy - wsunęła mu opakowanie w ręce, po czym nagle jęknęła, widząc prawdziwy jackpot. - OHMYFUCKSUIDFYDFI.- Oczka aż jej się zaświeciły. Dosłownie serduszka w źrenicach, kiedy zobaczyła opakowanie lodów. - Mamy deser, moi drodzy! - Chwyciła pudełko, ale… jakieś takie leciutkie jej się wydawało. Zmarszczyła brwi i otworzyła je z czystej ciekawości. A tam? Nic innego jak pietruszka. No dokurwynędzyjegomać. Way to kill someone’s dreams, eh? Westchnęła zrozpaczona, zamknęła pudełko i wsunęła je z powrotem do zamrażarki. - False alarm, guys - mruknęła ponuro. Chwyciła swoje piwko i usiadła na stole, przyglądając się całej reszcie, aż nagle jej oczom ukazał się zajebiście słodki szop siedzący za oknem, wiec momentalnie wyprostowała się i jęknęęęęęła, - Błagam, jego też nakarmijmy.

oszust z hot klatą hot ginger girly hot skincare boy hot skincare boy again hihi hot girly (no spider's allowed) hot dracula girly słodka pani cukiernik cassie
ODPOWIEDZ

Wróć do „#108”