33 y/o
For good luck!
157 cm
crisis counselor 988: Suicide Crisis Helpline
Awatar użytkownika
[white noise]
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Misty odmówiła szampana niemal odruchowo. Grzecznie, z tym swoim lekkim uśmiechem, który pojawiał się na twarzy wtedy, kiedy chciała zaznaczyć, że docenia propozycję, ale zdecydowanie nie zamierza z niej skorzystać. Kawa — tak. Kolejna kawa, najlepiej mocna — zdecydowanie. Może właśnie dlatego, kiedy siedziała teraz na białej sofie, z papierowym kubkiem opartym o kolano, nie była już pewna, czy drżenie palców jest wyłącznie skutkiem kofeiny.
Przez kilka minut zza drzwi garderoby dobiegały ją pojedyncze uwagi Hazel, szelest materiału i ciche przesuwanie klipsów. Misty zdążyła już zerknąć na zegarek, potem na własne odbicie w jednej z lśniących powierzchni, a w końcu bez większego zainteresowania przesunąć wzrokiem po kolejnych fotografiach ślubnych.
Była zmęczona. Bardzo. Nocna zmiana wciąż siedziała jej gdzieś pod powiekami, a organizm coraz wyraźniej upominał się o sen. Jeszcze kilka godzin temu marzyła wyłącznie o prysznicu, własnym łóżku i czymś, co nie wymagałoby od niej żadnego kontaktu z drugim człowiekiem.
A teraz czekała. Czekała na Hanę i dopiero, kiedy przesuwane drzwi się rozsunęły, Misty podniosła wzrok. Zamarła. To było niemal absurdalne, jak szybko senność ustąpiła miejsca czemuś zupełnie innemu.
Hana wyglądała... inaczej.
Nie jak kobieta siedząca kilka godzin wcześniej przy stoliku w Baddies, z trzema saszetkami cukru wsypanymi do kawy i śladami po całym emocjonalnym trzęsieniu ziemi jeszcze świeżymi na twarzy. Nie jak ktoś, kto przed chwilą wyrzucił własne druhny ze swojego ślubu, a potem pozwolił Misty ciągnąć się przez Toronto w nieznanym kierunku. Po prostu stała przed nią w sukni.
Misty aż wyprostowała się na sofie.
— O. — Tyle udało jej się powiedzieć w pierwszej chwili. Kubek z kawą niebezpiecznie przechylił się w jej dłoni, więc szybko odstawiła go na stolik. Palce miała zdecydowanie zbyt niespokojne jak na kogoś, kto jeszcze chwilę temu przekonywał samą siebie, że jest tylko zmęczonym obserwatorem całej tej sytuacji.
Przyjrzała się Hanie uważniej. Jedwab układał się miękko, bez żadnego z tych problemów, które jeszcze przed chwilą wydawały się Nilsinger tak oczywiste. Drapowany dekolt, rękawy, linia pleców — wszystko miało w sobie coś jednocześnie eleganckiego i bardzo prostego. Suknia nie próbowała Hany zmienić. Po prostu pozwalała jej w niej być i chyba właśnie to uderzyło Misty najmocniej.
— Nie — powiedziała w końcu, zdecydowanie, choć nadal patrzyła na nią trochę zbyt długo. — Nie. Absolutnie nie. — Przerwała, jakby sama przestraszyła się własnego tonu. — Jest... naprawdę piękna. — Kąciki jej ust uniosły się szerzej. To nie był ten uprzejmy uśmiech, którym przez ostatnie miesiące obdarzała ludzi, żeby zaznaczyć, że wszystko jest w porządku. Ten pojawił się sam. Prawie dziecięco szczery i zdecydowanie bardziej entuzjastyczny, niż Misty sama podejrzewała, że potrafi jeszcze z siebie wykrzesać po nieprzespanej nocy. — Ty też. — Zawahała się na sekundę. — Znaczy... wiesz. Wyglądasz świetnie. — Dopiero wtedy zauważyła, że jej własne dłonie znowu zaczynają drżeć. Zacisnęła więc palce na kolanach, jakby tym prostym gestem mogła przywrócić sobie pełną kontrolę. Kofeina. Na pewno kofeina. Albo zmęczenie. Albo to wszystko razem. — I zanim zaczniesz się zastanawiać, czy mówię to dlatego, że siedzę tu od godziny i nie wypada mi powiedzieć czegoś innego... — dodała, zerkając na nią z rozbawieniem. — Nie. Naprawdę mówię serio.
Misty podniosła się z sofy, jakby dopiero teraz dotarło do niej, że powinna podejść bliżej. Zatrzymała się jednak w bezpiecznej odległości, zostawiając Hanie przestrzeń. Jej spojrzenie jeszcze raz przesunęło się po sukni. Coś w jej twarzy złagodniało. Przez krótką chwilę nie widziała już salonu, białych ścian ani drogich projektantów. Widziała Hanę, która jeszcze niedawno siedziała obok niej na ławce i próbowała przekonać samą siebie, że przełożenie ślubu jest tylko niedogodnością. Widziała tę samą kobietę, która przez lata potrafiła mówić innym, że wszystko da się naprawić, wystarczy tylko spróbować jeszcze raz. Misty znała ten mechanizm aż za dobrze. Sama kiedyś w nim tkwiła. Teraz jednak nie zamierzała psuć tej chwili.
— Powinnaś ją zobaczyć jeszcze raz w lustrze — powiedziała ciszej. — Ale tym razem bez szukania rzeczy, które są nie tak. — Na moment zawiesiła wzrok na sukni i… przekrzywiła głowę. — Bo ja żadnej nie widzę.

✨Hana Nilsinger✨
Judas
meta, resentyment, wysoki mak, zabójcy pasyjki (nawet bardziej od grafomanii — przecinki ci jeszcze wybaczę)
29 y/o
For good luck!
161 cm
menadżerka eventowa w Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
so let's say it's working out, you pretend to love his mother, lying to your friends about how he's such a goddamn good lover
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jest naprawdę piękna.
W pierwszym odruchu skromności — czy fałszywej, czy odruchowej, czy faktycznej, trudno powiedzieć — chciała bezwarunkowo zaprzeczyć. Suknia… podobała jej się. To była chyba jedyna rzecz dotycząca całej oprawy ślubnej, którą postanowiła wybrać sama i naprawdę postawiła na swoim. I może dlatego wszyscy wokół tak krytykowali ten wybór; a może Hana słyszała jedynie krytyczne głosy, bo te były najgłośniejsze?
Ty też.
Nie pierwszy raz tego poranka poczuła, jak na jej twarz wypływa rumieniec. Tym razem nie był to burak powodowany wściekłością, nie zrobiła się czerwona od stóp do głów; ot, krągłę policzki nabrały odrobinę więcej koloru, a wzrok mimowolnie uciekł gdzieś w bok.
Czyli…
Czyli naprawdę dało się powiedzieć coś niewymuszenie miłego bez ubierania tego w towarzyszące kąśliwe uwagi. Chwilowe przyjemne łaskotanie, spowodowane tym odkryciem, za chwilę ustąpiło miejsca chłodnemu niedowierzaniu. Misty tak zaciekle ją zapewniała, że nie jest to wymuszone, że przecież nie mogło to być prawdą, musiała mówić po prostu z uprzejmości, prawda?
Uśmiech Hany na moment się rozmył, ale wtedy uderzyło ją wspomnienie sprzed niemal dwóch godzin, kiedy Misty kategorycznie sprzeciwiła się życzeniu zostania jej druhną. Wtedy nie próbowała być miła ani ubierać swoich myśli w delikatniejsze słowa, by jej nie zranić. Nie odpowiedziała jej z braku laku, więc czemu teraz miałaby…?
— Dziękuję, Misty. Uspokoiłaś mnie — powiedziała w końcu Hana, kiedy głos jej powrócił. Faktycznie uniosła wzrok z nieco większą pewnością niż wcześniej i zmierzyła swoje odbicie w lustrze. Ustawiła się tak, że nie było widać spinających materiał klipsów… i musiała przyznać, że podoba jej się to, co zobaczyła. — Według matki Nate’a jest ordynarnie prosta — dodała jeszcze, unosząc ręce i ukazując zgrabne rozcięcie po wewnętrznej części rękawów. — Podoba mi się, że materiał tak spada na dłonie. Paradoksalnie wydają się przez to smuklejsze. I podoba mi się ta ordynarna prostota przełamana drobnymi detalami. Nie wydaje mi się na przykład, żeby to drapowanie dekoltu było aż takie oklepane… — rzuciła jeszcze, przenosząc na moment spojrzenie na Misty, jakby sprawdzała jej reakcję. Jakby szukała potwierdzenia, że jej zdanie naprawdę ma sens nie tylko dla niej.
— Ależ pani Nilsinger! — wtrąciła Hazel, która przez dłuższą chwilę wydawała się zupełnie niewidoczna. — To jest tegoroczny projekt, nie ma prawa być oklepany. Danielle Frankel oddaje w swoich projektach hołd tradycji, ale z nowoczesnym twistem, dzięki czemu stroje są takie wyjątkowe. Zadowala zarówno tradycjonalistów, jak i…
— Hazel — ton Hany momentalnie się zmienił na nieco chłodniejszy i jakby… bardziej profesjonalny. — Wydaje mi się, że zapominasz, z kim rozmawiasz. Myślisz, że nie zorientuję się, że cytujesz słowo w słowo broszurkę z ostatnich targów mody ślubnej w Ontario? Bez urazy, ale mogłabyś dodać coś od siebie.
Hazel zmarkotniała i wycofała się, zanim zdążyła podejść bliżej. Miała chyba zamiar schować się w gabinecie, ale wtedy Hana zatrzymała ją gestem.
— Zaczekaj. Powiedz mi coś od siebie. Szczerze.
Dziewczyna przestąpiła z nogi na nogę, wyglądając ewidentnie jak uczennica pod tablicą. Otworzyła usta kilka razy, jak ryba wyciągnięta z wody, zanim w końcu się odezwała.
— Uważam, że nie powinna pani słuchać pani teściowej. Ta suknia wygląda, jakby była stworzona dla pani. — Uśmiechnęła się z lekkim zakłopotaniem. — Tego nie znajdzie pani w katalogu. To zbyt proste stwierdzenie. Ordynarnie proste, niektórzy by rzekli.

😊Misty Sloane😊
cute bimbo
nie lubię narracji pierwszoosobowej, niechlujnych postów i prowadzenia rozgrywki w kilku czasoprzestrzeniach jednocześnie
33 y/o
For good luck!
157 cm
crisis counselor 988: Suicide Crisis Helpline
Awatar użytkownika
[white noise]
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Misty przyglądała się Hanie w lustrze, próbując uchwycić coś więcej niż tylko to, że suknia była ładna. A przecież była. Nie potrzebowała wyszukanych ozdób ani całej tej ślubnej oprawy, która zdawała się mnożyć wokół Hany niczym kolejne warstwy cudzych oczekiwań. Jedwab miękko układał się na jej sylwetce, rękawy opadały na dłonie, a drapowanie dekoltu przyciągało wzrok właśnie dlatego, że nie próbowało robić tego na siłę. Wszystko miało swoje miejsce. Niczego nie było za dużo.
— Wiesz, co jest w tym wszystkim zabawne? — odezwała się w końcu, zerkając na odbicie Hany, a potem na samą zainteresowaną. — Przez cały poranek słyszałam mnóstwo opinii na temat tego, co powinnaś zrobić na własnym ślubie. A teraz po raz pierwszy rozmawiamy o tym, co ty właściwie lubisz.
Nie powiedziała tego z wyrzutem. Nie chciała dokładać kolejnego oskarżenia do dnia, który już na samym starcie i bez tego dostarczył Hanie wystarczająco dużo powodów do złości. W jej głosie pobrzmiewała raczej spokojna konsternacja. Trudno było jej pojąć, jak z wydarzenia, które powinno należeć przede wszystkim do panny młodej, można było zrobić konkurs na to, kto skuteczniej przekona ją do własnej wizji.
Misty przeniosła spojrzenie na Hazel. Dziewczyna wciąż wyglądała na odrobinę speszoną własną szczerością, jakby nie była pewna, czy właśnie nie przekroczyła granicy, której nie powinna była nawet dotykać. A jednak to, co powiedziała, miało więcej sensu niż cała wcześniejsza przemowa o tradycji i nowoczesnych interpretacjach.
— To już brzmiało jak opinia człowieka, a nie broszury — zauważyła Misty, uśmiechając się do niej lekko. — Zdecydowanie lepiej się tego słucha.
Hazel parsknęła cicho, choć zaraz przygryzła wargę, jakby dopiero po chwili dotarło do niej, że śmiech wcale nie musiał być w tej sytuacji niestosowny.
— Czyli powinnam wyrzucić wszystkie materiały szkoleniowe? — zapytała, odrobinę śmielej niż wcześniej. — To byłaby dla mnie spora ulga, ale obawiam się, że kierowniczka nie podzieli mojego entuzjazmu.
— Nie powiedziałam, że ma je pani wyrzucić. — Misty uniosła dłonie w geście niewinnej obrony. — Tylko że nie powinny odpowiadać za panią, kiedy ktoś pyta o pani własne zdanie.
— To chyba trudniejsze, niż brzmi — przyznała Hazel, przenosząc wzrok na Hanę. — Zwłaszcza kiedy klientka przychodzi już z tyloma opiniami na temat tego, co powinna wybrać.
Misty powstrzymała się od komentarza.
Nie zamierzała zawstydzać dziewczyny ani przypominać jej, że przed chwilą sama schowała się za katalogową formułką. Hazel potrzebowała chwili, by zebrać się na szczerość, i Misty nie widziała powodu, by odbierać jej tę drobną zasługę. Zresztą, jeśli już ktoś miał prawo czuć się niepewnie w tym pomieszczeniu, to chyba nie pracownica, która próbowała wykonywać swoją pracę, ani tym bardziej Hana, która po prostu chciała znaleźć suknię dla siebie.
— W takim razie proszę kontynuować — zachęciła ją z lekkim rozbawieniem. — Bez broszurki. Skoro już zaczęła pani mówić od siebie, szkoda byłoby na tym poprzestać.
Hazel spojrzała na Hanę, jakby chciała się upewnić, że nie zostanie za to upomniana, po czym odważyła się podejść nieco bliżej.
— Naprawdę uważam, że ten krój do pani pasuje — powiedziała, tym razem bez wyuczonej pewności siebie. — Nie dlatego, że jest modny. Właściwie nawet nie wiem, czy potrafiłabym wskazać konkretny powód. Po prostu kiedy pani w niej stanęła, wszystko zaczęło wyglądać tak, jak powinno. I myślę, że to ważniejsze niż to, czy ktoś uzna ją za wystarczająco ozdobną.
— Otóż to — podchwyciła Misty, zerkając na Hanę. — To nie jest suknia, która próbuje za wszelką cenę przekonać wszystkich w pomieszczeniu, że jest suknią ślubną. Po prostu jest piękna. I nie potrzebuje niczego udowadniać. Hana również.
Hazel przyjrzała się Misty z odrobinę większym zainteresowaniem, jakby dopiero teraz zauważyła, że jej uwagi nie wynikają wyłącznie z chęci pocieszenia Hany.
— Pracuje pani również z panią Nilsinger? Dużo pani wie na temat sukni ślubnych. O, może jest pani krawcową?
Pytanie zaskoczyło Misty na tyle, że przez ułamek sekundy nie odpowiedziała.
— Nie… — zaczęła, po czym odchrząknęła cicho. — Po prostu też byłam mężatką. Znam proces. — Słowa zabrzmiały zwyczajnie, niemal bezbarwnie. Dopiero po chwili dotarło do niej, jak ostatecznie brzmiał ten czas przeszły. Byłam mężatką. Znała ten film, wiedziała, jak kończy się jej wersja tej historii, i nie potrzebowała kolejnego seansu, by pamiętać, co poszło nie tak. Nie oznaczało to jednak, że chciała podobnego zakończenia dla Hany. Wręcz przeciwnie. Choć nie znała wszystkich rozdziałów jej związku z Nate’em, życzyła jej, by ten okazał się szczęśliwszy od własnego. Nie zamierzała tylko dlatego, że sama się rozczarowała, z góry skazywać cudzej historii na porażkę. — W każdym razie — dodała, wracając spojrzeniem do sukni — nie trzeba być krawcową, żeby zauważyć, że coś dobrze leży.
Hazel uśmiechnęła się, jakby doceniła próbę powrotu do bezpieczniejszego tematu.
— Mogę na chwilę rozpiąć klipsy i podtrzymać materiał, żeby mogła pani zobaczyć, jak plecy wyglądają bez tych tymczasowych upięć — zaproponowała Hanie. — Oczywiście nie zmieni to jeszcze ostatecznego dopasowania, ale będzie można lepiej ocenić linię sukni. I jeśli coś będzie pani przeszkadzać, możemy to od razu omówić.
Misty skinęła głową, po czym znów skupiła się na Hanie.
— Pokaż mi jeszcze ten tył, jeśli możesz. Jestem ciekawa, jak układa się materiał, kiedy się odwrócisz. — W kąciku jej ust pojawił się cień rozbawienia. — A potem możemy ustalić, czy rzeczywiście trzeba ją ratować przed czymś poza klipsami.
Nie był to jeden z tych uśmiechów, które człowiek przywołuje z grzeczności, żeby ułatwić komuś przejście przez niezręczną chwilę. Misty naprawdę chciała zobaczyć, jak Hana prezentuje się w sukni z każdej strony. Naprawdę uważała, że wygląda pięknie. I naprawdę miała nadzieję, że tym razem historia, której zakończenie tak dobrze znała, pozwoli komuś innemu napisać własne.


🕊️Hana Nilsinger🕊️
Judas
meta, resentyment, wysoki mak, zabójcy pasyjki (nawet bardziej od grafomanii — przecinki ci jeszcze wybaczę)
29 y/o
For good luck!
161 cm
menadżerka eventowa w Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
so let's say it's working out, you pretend to love his mother, lying to your friends about how he's such a goddamn good lover
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Komentarze Misty chwilami wprawiały Hanę w konsternację; fakt, że niezupełnie potrafiła przyjąć szczery komplement, był jeszcze w miarę zrozumiały. W końcu w jej środowisku zadowolenie z własnej prezencji było czymś, na co należało ciężko pracować każdego dnia, a najdrobniejsze odchylenie od wydumanej perfekcji karane było bezlitosnymi przytykami. I chociaż Hana kiedyś na pewno była w miejscu, w którym patrząc w lustro nie odwracała wzroku po kilku sekundach, widząc tylko piętrzące się niedoskonałości, to nie był zdecydowanie ten moment. W końcu skoro jej własny narzeczony, jej przyszły mąż czuł, że obdarzanie jej komplementami to zbędna fanaberia, skoro nie znajdował w niej niczego atrakcyjnego, co należałoby podkreślić… to chyba naprawdę nie było nad czym się zachwycać.
Ale to nie komplementy stanowiły problem. To te drobne komentarze, których Hana albo nie rozumiała w stu procentach, albo zdawało jej się, że ich sens przelatuje gdzieś obok, albo uderzały boleśnie celnie prosto w nieokreśloną jeszcze myśl, dopiero formującą się nieśmiało w jej umyśle, wprawiały ją w zakłopotanie i na moment odbierały mowę. Zupełnie jakby Misty potrafiła przeczytać między wierszami dużo, dużo więcej, niż Hana planowała jej zdradzić. Ba — jej słowa czasami werbalizowały to, czego Nilsinger nie chciała przyznać sama przed sobą.
Nie była pewna, czy wyczuwalny supeł w brzuchu nie wynikał czasem ze stresu, że w końcu Misty wyłapie coś o nieodwracalnym charakterze. Jakiś wniosek, którego Hana nie chciałaby wcale znać. Była przecież mistrzynią odpychania niewygodnych wątków gdzieś na bok, gdzie piętrzyły się wraz z resztą nierozwiązanych spraw i raz na jakiś czas tylko na nie zerkała, obiecując sobie, że zajmie się nimi gdy tylko odbębni wszystkie checklisty w swojej uporządkowanej codzienności.
Tylko że checklisty nigdy się nie kończyły, a wątpliwości zostawały dokładnie tam, gdzie były — zamiecione pod dywan, pod którym powoli kończyło się miejsce.
Wymiana zdań między Misty i Hazel przebiegła zupełnie bez jej komentarza, chociaż uśmiech na twarzy Hany wyraźnie przestał być wymuszony i nerwowy. Trzymała się też z jakąś większą dumą, z barków zniknęło napięcie, a plecy wyprostowały się wyraźnie.
— W porządku. Pokażmy Misty, jak powinien wyglądać tył. Rozpinaj — poleciła Hazel, a dziewczyna usłużnie skłoniła głowę i ruszyła do pracy. Po kilku chwilach jedwab, choć delikatnie pomięty w miejscach, gdzie trzymały go klipsy, uwolnił się od tych rozpraszaczy i Misty mogła w całej okazałości zobaczyć, jak układa się tył. Podobnie prosta, w pewnym sensie czysta linia materiału i ozdobne drapowanie opadające dosyć nisko, odsłaniające bladą skórę na plecach i wyraźnie odznaczające się pod nią łopatki.
— Myślałam o tym, by założyć jakiś długi naszyjnik w taki sposób, żeby zawieszka była właśnie na plecach, nie na dekolcie — powiedziała Hana, zerkając przez ramię ku Misty. — Z drugiej strony — dodała, a jej brwi lekko zbiegły się ku sobie — wydaje mi się, że suknia broni się sama. Bez dodatków.
— Dodatki muszą być — wtrąciła od razu Hazel, nie dając nawet szans, by Misty przejęła pałeczkę przed nią. — Oczywiście odpowiednio dobrane, takie, żeby nie przytłaczały, tylko dopełniały obraz. Akurat pod tym kątem nie ma miejsca na dyskusje, pani Nilsinger. Dobra biżuteria po prostu robi robotę. Tak samo buty. Właśnie, czy myślała już pani o butach? Może klasycznie i pewnie — Jimmy Choo?
— Coś… — Hana popatrzyła na swoje odbicie, a potem na odbicie stojącej za nią Misty. Ich spojrzenia na moment spotkały się w lustrze, a Nilsinger uśmiechnęła się trochę inaczej, niż do tej pory. Oczy jej rozbłysły w taki sposób, jakby zaczęła planować jakiś psikus. — Ordynarnego.
— O-ordynarnego? — zająknęła się Hazel, nagle zbita z tropu. — Ma pani na myśli, na ten przykład, jakieś buty do — tutaj zniżyła głos do niemal niesłyszalnego szeptu — s t r i p t i z u?!
Buzia Hany przez moment zastygła w wyrazie zaskoczenia, zanim w niemal ułamku sekundy cała fasada poważnej bizneswoman opadła już do reszty i kobieta po prostu wybuchnęła gromkim śmiechem, klepiąc się po otulonych jedwabiem kolanach.

🌻 Misty Sloane 🌻
cute bimbo
nie lubię narracji pierwszoosobowej, niechlujnych postów i prowadzenia rozgrywki w kilku czasoprzestrzeniach jednocześnie
33 y/o
For good luck!
157 cm
crisis counselor 988: Suicide Crisis Helpline
Awatar użytkownika
[white noise]
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Misty uniosła brwi, gdy Hazel zaczęła tłumaczyć, że klasyczne szpilki wcale nie muszą oznaczać nudy, a odpowiednio dobrany fason potrafi wydłużyć sylwetkę i nadać całej stylizacji lekkości. Słuchała jej z miną kogoś, kto nie zamierza odbierać drugiej osobie przyjemności z opowiadania o własnej pracy, choć sama nie była pewna, czy po wzmiance o butach dla striptizerek dało się jeszcze wrócić do pierwotnego tematu z należytą powagą.
— Czyli jednak klasyka — podsumowała z kanapy po bardzo długim wykładzie. — A już przez chwilę myślałam, że wyjdziemy stąd z piórami, szpilkami na platformie i bardzo konkretną historią do opowiadania przy stole weselnym.
Hazel roześmiała się nieco niepewnie, ale zaraz podjęła wątek, tym razem ostrożniej dobierając słowa.
Opowiadała o tym, jak różnie panny młode podchodzą do dodatków, jak niektóre od pierwszej przymiarki wiedzą, czego chcą, a inne potrzebują zobaczyć kilka zupełnie odmiennych możliwości, żeby zrozumieć, czego właściwie szukają. Wspomniała o welonach, biżuterii i butach, które potrafią zmienić charakter sukni, choć przecież nie powinny odbierać jej tego, co w niej najważniejsze.
Misty pozwoliła jej mówić. Nie miała powodu, żeby przejmować rozmowę, a poza tym sama nie była tu od doradzania w kwestii ślubnej garderoby. Była zaledwie... widzem. Dawną przyjaciółką Hany. Przynajmniej taką, która po trzech latach nieobecności zjawiła się nagle w jej życiu, pomogła pozbyć się dwóch wyjątkowo nieznośnych towarzyszek, a teraz siedziała w eleganckim salonie i próbowała nie wyglądać na kogoś, kto wciąż zastanawia się, jak właściwie powinno się zachowywać wobec osoby, którą kiedyś znało się znacznie lepiej.
Sięgnęła po kawę, korzystając z ostatnich łyków. Napój zdążył już ostygnąć, ale przynajmniej nadal przypominał jej, że powinna pozostawać przytomna. Po nocnej zmianie organizm najwyraźniej miał na ten temat inne zdanie. Piasek pod powiekami stawał się coraz bardziej dokuczliwy, więc od czasu do czasu przecierała oczy nasadą dłoni, starając się robić to dyskretnie. Nie była pewna, czy bardziej potrzebowała kolejnej kawy, czy kilku godzin snu. Na razie musiała zadowolić się tym, co miała.
Zamiast więc udawać ekspertkę, przyglądała się Hanie.
Suknia układała się na niej tak naturalnie, jakby nie wymagała żadnych wyjaśnień. Materiał podążał za jej sylwetką, rękawy miękko opadały, a odsłonięte plecy nadawały całości charakteru, którego nie trzeba było podkreślać kolejnymi ozdobami. Nie było w tym nic z ordynarności, o której wspomniała Hana — chyba że za ordynarne uznać fakt, że coś mogło wyglądać pięknie bez usilnego zabiegania o cudzą aprobatę.
Misty nie znała się na modzie. Nie na tyle, aby rozprawiać o krojach z takim przekonaniem jak Hazel, choć sama uznała, że przymiarki w poprzednim życiu — jeszcze Misty Night — dawały jej jako takie zezwolenie na kręcenie nosem lub aprobatę. Znała się za to na ludziach a przynajmniej lubiła tak o sobie myśleć. Widziała, jak łatwo cudze opinie potrafią zadomowić się w człowieku i zacząć udawać własne. Jak wystarczy kilka złośliwych uwag, żeby ktoś, kto jeszcze przed chwilą cieszył się swoim wyborem, zaczął szukać w nim wad.
Nie wiedziała, czy właśnie to działo się z Haną. Mogła tylko podejrzewać, że nawet teraz, stojąc przed lustrem w sukni, którą sama wybrała, wciąż słyszała w głowie głosy innych ludzi.
Hazel przeszła do propozycji biżuterii, pokazując na katalogu delikatne łańcuszki i dłuższe naszyjniki, które mogłyby podkreślić linię odkrytych pleców. Mówiła z coraz większą swobodą, najwyraźniej po odzyskaniu grunt pod nogami po wcześniejszej rozmowie o butach. Misty zerknęła na zdjęcia, potem znów na Hanę. Odstawiła pustą filiżankę i przetarła powiekę kciukiem, próbując pozbyć się uczucia, jakby ktoś nasypał jej pod nią drobnego piasku. Kiedy ponownie spojrzała na przyjaciółkę, nie potrafiła już odwrócić od niej wzroku.
— Wiesz, że naprawdę pięknie wyglądasz? — odezwała się, bez żartu, którym mogłaby osłonić tę uwagę. — Nie dziw się. Mam wrażenie, że muszę to podkreślić.
Przez moment miała ochotę dodać coś jeszcze. Że suknia nie potrzebuje ratunku, że żadna teściowa ani sprzedawczyni, żadna przyjaciółka z niewyparzonym językiem nie powinna mieć prawa decydować o tym, co Hana ma zobaczyć w lustrze. Tylko że zabrzmiałoby to jak przemowa, a ona nie chciała wygłaszać przemów. Nie po tym wszystkim, co wydarzyło się tego ranka.
Przesunęła wzrok na odbicie Hany, próbując wyobrazić sobie, co właściwie widzi ona sama. Czy potrafi dostrzec tę samą osobę, którą widziała Misty, czy też lustro stało się kolejnym miejscem, w którym należało sprawdzić, czy aby na pewno wszystko jest na swoim miejscu.
— Szkoda tylko, że nie mogę pożyczyć ci na chwilę własnych oczu — dodała ciszej. Kącik jej ust drgnął, lecz tym razem nie był to uśmiech przeznaczony do rozładowania atmosfery. — Może wtedy przestałabyś szukać czegoś, co rzekomo jest nie tak.
Nie wiedziała, czy Hana rzeczywiście jej nie wierzyła. Być może po prostu potrzebowała chwili, żeby oswoić się z widokiem siebie w tej sukni. Misty nie zamierzała rozstrzygać tego za nią. Była zmęczona, oczy piekły ją przy każdym mrugnięciu, a mimo to potrafiła być pewna jednej rzeczy: nie musiała mieć świeżego umysłu ani fachowej wiedzy, żeby rozpoznać, kiedy ktoś wygląda pięknie.
Mogła tylko zostać obok i powiedzieć to jeszcze raz, jeśli będzie trzeba. Bez katalogu, bez fachowego uzasadnienia i bez udawania, że istnieje jakiś obiektywny test na to, czy panna młoda wygląda wystarczająco dobrze.
Po prostu dlatego, że tak właśnie uważała.

🍵Hana Nilsinger🍵
Judas
meta, resentyment, wysoki mak, zabójcy pasyjki (nawet bardziej od grafomanii — przecinki ci jeszcze wybaczę)
29 y/o
For good luck!
161 cm
menadżerka eventowa w Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
so let's say it's working out, you pretend to love his mother, lying to your friends about how he's such a goddamn good lover
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sama nie wiedziała, w którym momencie zaczęła faktycznie wierzyć Misty.
Czy było to w chwili, w której po raz pierwszy popatrzyła na swoje odbicie bez filtra nałożonego przez zdanie innych, czy przy kolejnym powtórzeniu przez Sloane, że komplement jest prawdziwy? Któreś z jej spojrzeń Hana złapała w odbiciu na dłużej i z jakiegoś powodu nie odwróciła od razu wzroku, zamiast tego szukając w oczach przyjaciółki jakiegoś fałszu albo zniecierpliwienia. Mogłaby się przecież spodziewać, że pochlebstwa mają po prostu skrócić czas przymiarki. W końcu mniej uwag do sukni to też mniej czasu spędzonego w White Toronto, a Misty wyglądała na zmęczoną, ale…
Hana jakoś nie mogła się dopatrzeć niczego takiego.
Gdzieś obok zmęczenia widziała tylko szczery błysk… no, może nie podziwu, sama w życiu nie odważyłaby się tak tego nazwać, ale cichej, spokojnej aprobaty, która wybrzmiewała pewnie również w słowach i w swojej szczerości wcale nie potrzebowała wielkich słów ani zapewnień. I może właśnie ta prostota słów sprawiła, że mimo wcześniejszego buntu Hana po prostu zdecydowała się to zaakceptować.
Było jej z tą świadomością zaskakująco miło… tak miło, że niezupełnie wiedziała, co z tym uczuciem zrobić.
Dlatego właśnie po raz kolejny odwróciła wzrok, uciekając nim ku katalogowi biżuterii, ale na ustach błąkał się uśmiech.
— Dziękuję.
Odpowiedź była krótka, zwięzła, zupełnie nie w stylu gadatliwej Hany Nilsinger, ale i słów jej jakoś dziwnie zabrakło. Przez minutę czy dwie w salonie wybrzmiewały jedynie ciche dźwięki muzyki z głośników oraz szelest stron katalogu. Nawet Hazel zrozumiała, że coś nieokreślonego się zmieniło, nie była jednak w stanie określić, co to takiego było.
A znaki były widoczne w drobiazgach; w tym, jak prosto Hana trzymała sylwetkę i jak długo przyglądała się teraz swojemu odbiciu bez uciekania wzrokiem, a raczej z ciekawością i życzliwością. Jak z większą pewnością obracała się, przyglądała, wydymała usta w zamyśleniu i mierzyła kolejne buty, które Hazel akurat miała w zanadrzu. Niby robiła dokładnie to samo, co wcześniej, ale widać było, że jest dużo bardziej otwarta na to, co widzi w lustrze.
Zrobiła dokładnie to, o czym wspomniała Misty.
Przestała doszukiwać się wad, a zaczęła dostrzegać pozytywy.
Czyż nie była to w końcu filozofia, która przyświecała jej we wszystkim? Ignorować drobne rysy, a dostrzegać ewidentne plusy? Czemu nie potrafiła zastosować tej zasady do samej siebie?
— Te wyglądają doskonale, pani Nilsinger.
Ciszę przerwał w końcu komentarz Hazel, która była najwyraźniej zauroczona tym, jak idealnie dobrała buty pod kolor sukienki. Satynowe czółenka w szpic były w dokładnie tym samym odcieniu kremowej, złamanej bieli. Wokół kostki biegł prosty pasek, stabilizując buty na nodze, a obcas nie był zbyt wysoki.
— I tak nie będzie ich widać — zauważyła Hana z pewnym rozbawieniem, unosząc rąbek sukni i przyglądając się butom. — Ale są bardzo ładne. I całkiem wygodne jak na szpilki, a trochę w takich butach biegam.
Zebrawszy spódnicę w dłoniach, zrobiła kilka rundek po salonie i pokiwała z aprobatą głową. Wróciła na środek pokoju i raz jeszcze obróciła się przed lustrem, mierząc uważnie wzrokiem wszystkie detale.
— Tak, wezmę je. A jeśli chodzi o biżuterię, to przemawia do mnie ten prosty zestaw z perłami, łańcuszek i kolczyki. Myślę, że to w zupełności wystarczy. Pomożesz mi się z tego wyplątać? — poprosiła Hazel, która prędko przystąpiła do działania.
Kilka minut później, gdy Hana — już w swoich codziennych ubraniach — wróciła z garderoby, stojącej przy witrynie Sloane wyrwało się potężne ziewnięcie. Przez moment wyglądała na przyłapaną na gorącym uczynku, ale Hana posłała jej ciepły uśmiech i zachichotała krótko pod nosem.
— Wybacz, że cię tak zanudziłam. Jeśli to cię chociaż trochę pocieszy… naprawdę mnie uspokoiłaś.
Zanim zdążyła się rozmyślić lub dojść do wniosku, że nie jest to najlepszy pomysł na podziękowania, mocno przytuliła dawną przyjaciółkę. I nie przeszkadzało jej, że wyszło może trochę trochę niezręcznie, może trwało to o trzy sekundy za długo i żadna z nich nie wiedziała, kiedy ten gest zakończyć.
— Dziękuję, że tu ze mną przyszłaś, Misty.
koniec
🌻 Misty Sloane 🌻
cute bimbo
nie lubię narracji pierwszoosobowej, niechlujnych postów i prowadzenia rozgrywki w kilku czasoprzestrzeniach jednocześnie
ODPOWIEDZ

Wróć do „Baddies”