Misty uniosła brwi, gdy Hazel zaczęła tłumaczyć, że klasyczne szpilki wcale nie muszą oznaczać nudy, a odpowiednio dobrany fason potrafi wydłużyć sylwetkę i nadać całej stylizacji lekkości. Słuchała jej z miną kogoś, kto nie zamierza odbierać drugiej osobie przyjemności z opowiadania o własnej pracy, choć sama nie była pewna, czy po wzmiance o butach dla striptizerek dało się jeszcze wrócić do pierwotnego tematu z należytą powagą.
—
Czyli jednak klasyka — podsumowała z kanapy po bardzo długim wykładzie. —
A już przez chwilę myślałam, że wyjdziemy stąd z piórami, szpilkami na platformie i bardzo konkretną historią do opowiadania przy stole weselnym.
Hazel roześmiała się nieco niepewnie, ale zaraz podjęła wątek, tym razem ostrożniej dobierając słowa.
Opowiadała o tym, jak różnie panny młode podchodzą do dodatków, jak niektóre od pierwszej przymiarki wiedzą, czego chcą, a inne potrzebują zobaczyć kilka zupełnie odmiennych możliwości, żeby zrozumieć, czego właściwie szukają. Wspomniała o welonach, biżuterii i butach, które potrafią zmienić charakter sukni, choć przecież nie powinny odbierać jej tego, co w niej najważniejsze.
Misty pozwoliła jej mówić. Nie miała powodu, żeby przejmować rozmowę, a poza tym sama nie była tu od doradzania w kwestii ślubnej garderoby. Była zaledwie... widzem. Dawną przyjaciółką Hany. Przynajmniej taką, która po trzech latach nieobecności zjawiła się nagle w jej życiu, pomogła pozbyć się dwóch wyjątkowo nieznośnych towarzyszek, a teraz siedziała w eleganckim salonie i próbowała nie wyglądać na kogoś, kto wciąż zastanawia się, jak właściwie powinno się zachowywać wobec osoby, którą kiedyś znało się znacznie lepiej.
Sięgnęła po kawę, korzystając z ostatnich łyków. Napój zdążył już ostygnąć, ale przynajmniej nadal przypominał jej, że powinna pozostawać przytomna. Po nocnej zmianie organizm najwyraźniej miał na ten temat inne zdanie. Piasek pod powiekami stawał się coraz bardziej dokuczliwy, więc od czasu do czasu przecierała oczy nasadą dłoni, starając się robić to dyskretnie. Nie była pewna, czy bardziej potrzebowała kolejnej kawy, czy kilku godzin snu. Na razie musiała zadowolić się tym, co miała.
Zamiast więc udawać ekspertkę, przyglądała się Hanie.
Suknia układała się na niej tak naturalnie, jakby nie wymagała żadnych wyjaśnień. Materiał podążał za jej sylwetką, rękawy miękko opadały, a odsłonięte plecy nadawały całości charakteru, którego nie trzeba było podkreślać kolejnymi ozdobami. Nie było w tym nic z ordynarności, o której wspomniała Hana — chyba że za ordynarne uznać fakt, że coś mogło wyglądać pięknie bez usilnego zabiegania o cudzą aprobatę.
Misty nie znała się na modzie. Nie na tyle, aby rozprawiać o krojach z takim przekonaniem jak Hazel, choć sama uznała, że przymiarki w poprzednim życiu — jeszcze Misty Night — dawały jej jako takie zezwolenie na kręcenie nosem lub aprobatę. Znała się za to na ludziach a przynajmniej lubiła tak o sobie myśleć. Widziała, jak łatwo cudze opinie potrafią zadomowić się w człowieku i zacząć udawać własne. Jak wystarczy kilka złośliwych uwag, żeby ktoś, kto jeszcze przed chwilą cieszył się swoim wyborem, zaczął szukać w nim wad.
Nie wiedziała, czy właśnie to działo się z Haną. Mogła tylko podejrzewać, że nawet teraz, stojąc przed lustrem w sukni, którą sama wybrała, wciąż słyszała w głowie głosy innych ludzi.
Hazel przeszła do propozycji biżuterii, pokazując na katalogu delikatne łańcuszki i dłuższe naszyjniki, które mogłyby podkreślić linię odkrytych pleców. Mówiła z coraz większą swobodą, najwyraźniej po odzyskaniu grunt pod nogami po wcześniejszej rozmowie o butach. Misty zerknęła na zdjęcia, potem znów na Hanę. Odstawiła pustą filiżankę i przetarła powiekę kciukiem, próbując pozbyć się uczucia, jakby ktoś nasypał jej pod nią drobnego piasku. Kiedy ponownie spojrzała na przyjaciółkę, nie potrafiła już odwrócić od niej wzroku.
—
Wiesz, że naprawdę pięknie wyglądasz? — odezwała się, bez żartu, którym mogłaby osłonić tę uwagę. —
Nie dziw się. Mam wrażenie, że muszę to podkreślić.
Przez moment miała ochotę dodać coś jeszcze. Że suknia nie potrzebuje ratunku, że żadna teściowa ani sprzedawczyni, żadna przyjaciółka z niewyparzonym językiem nie powinna mieć prawa decydować o tym, co Hana ma zobaczyć w lustrze. Tylko że zabrzmiałoby to jak przemowa, a ona nie chciała wygłaszać przemów. Nie po tym wszystkim, co wydarzyło się tego ranka.
Przesunęła wzrok na odbicie Hany, próbując wyobrazić sobie, co właściwie widzi ona sama. Czy potrafi dostrzec tę samą osobę, którą widziała Misty, czy też lustro stało się kolejnym miejscem, w którym należało sprawdzić, czy aby na pewno wszystko jest na swoim miejscu.
—
Szkoda tylko, że nie mogę pożyczyć ci na chwilę własnych oczu — dodała ciszej. Kącik jej ust drgnął, lecz tym razem nie był to uśmiech przeznaczony do rozładowania atmosfery. —
Może wtedy przestałabyś szukać czegoś, co rzekomo jest nie tak.
Nie wiedziała, czy Hana rzeczywiście jej nie wierzyła. Być może po prostu potrzebowała chwili, żeby oswoić się z widokiem siebie w tej sukni. Misty nie zamierzała rozstrzygać tego za nią. Była zmęczona, oczy piekły ją przy każdym mrugnięciu, a mimo to potrafiła być pewna jednej rzeczy: nie musiała mieć świeżego umysłu ani fachowej wiedzy, żeby rozpoznać, kiedy ktoś wygląda pięknie.
Mogła tylko zostać obok i powiedzieć to jeszcze raz, jeśli będzie trzeba. Bez katalogu, bez fachowego uzasadnienia i bez udawania, że istnieje jakiś obiektywny test na to, czy panna młoda wygląda wystarczająco dobrze.
Po prostu dlatego, że tak właśnie uważała.
Hana Nilsinger