30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na taką odpowiedź liczyła. Dobry seks w jednej chwili rozgrzeszył winy przyjaciółki i Teddy nie miała jej już nic do zarzucenia. No dobra, nie popierała sypiania z żonatymi facetami ani nawet takimi zajętymi, którzy nie ślubowali jeszcze wierności, ale nie mogła jej oceniać. Miały inne podejścia do tego typu sytuacji i to było w porządku! Najważniejsze, że Iris nie angażowała się później w te relacje i nie musiała borykać się ze złamanym sercem. Wiadomo przecież, że to Darling musiałaby potem tego wszystkiego wysłuchiwać. I oczywiście zrobiłaby to bez mrugnięcia okiem. Ba, byłaby wystarczająco zdeterminowana, żeby rozmówić się z tymi gośćmi. Może nawet ich pobić? Kto wie, kto wie?
Mów sobie co chcesz, ale ja i tak będę uważać, że nie wiesz, co tracisz — odparła z pewnością w głosie. — Nie ze mną, ale ogólnie z kobietami. Pocałunek ze mną nie był chyba taki najgorszy, no nie? Musisz po prostu poszerzyć horyzonty — powiedziała, co wiedziała. Ale czy Teddy nie próbowała w przeszłości umawiać się z mężczyznami, zanim zrozumiała, że jednak woli laski? Oczywiście, że tak! No i w przypadku Valentine, to po co tak się ograniczać? — Poza tym byłabym świetnym facetem. Gdzieś w alternatywnym świecie jesteśmy parą z trójką dzieci, więc przynajmniej tam nie musisz wskakiwać do łóżka żonatym gościom — uśmiechnęła się łobuzersko, bo przecież męska wersja Darling uchyliłaby jej nieba i podarowała cały świat!
Unosiła właśnie biodra na macie, kiedy przyjaciółka wspomniała o zapaleniu mózgu w pierwszych etapach związku. Czy z nią też tak było? Może i Teddy chodziła bardziej rozpromieniona i trochę rozmarzona, ale nie była typem człowieka, który nagle porzuca wszystko inne na poczet miłości. Była po prostu szczęśliwa, ale nie zamierzała zapominać o tym, co równie ważne.
Gdybym tak było, nie znalazłabym dzisiaj dla ciebie czasu — zauważyła, zresztą zgodnie z prawdą. W innym wypadku nie byłoby jej tutaj, tylko spędzałaby cały wolny czas z April. Ale przecież obie miały hobby, które lubiły pielęgnować oraz znajomych, których nie chciały zaniedbywać. — Nie musisz się martwić, że nagle zapomnę o twoim istnieniu — zapewniła z szerokim uśmiechem i nawet puściła do Iris oczko.
Bardzo zależało jej na tym, żeby jej dziewczyna miała dobry kontakt z osobami, które dla Darling były niczym rodzina. To bardzo ważne w zdrowej relacji. I równie mocno pragnęła, żeby jej znajomi także ją polubili. Z rodzicami to już inna bajka, bo o ile rodzice Teddy uwielbiali April, Finchowie podchodzili do strażaczki cholernie sceptycznie. No nic, z czasem jakoś to rozpracują.
W porządku, możesz pokochać ją bardziej niż mnie. Nie mam nic przeciwko — zaśmiała się, bo Finch nie dało się nie kochać, bo od razu zyskiwała sympatię wszystkich wokół, gdziekolwiek się nie zjawiała. — Ustawimy się na jakiś babski wieczór. Muszę tylko sprawdzić grafik. I ty koniecznie sprawdź swój! W ogóle chciałabym, żeby April wprowadziła się do mojego loftu. Tak, wiem, pewnie uważasz, że to za wcześniej, ale z drugiej strony znamy się piętnaście lat... — usiadła na macie i wlepiła oczy w przyjaciółkę. — Co sądzisz? — dopytała, jak zawsze licząc się z jej opinią. Nie było powiedziane, że Teddy jej posłucha, ale zdanie Valentine było dla niej ważne.

Iris Valentine
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
31 y/o
Welkom in Canada
169 cm
pielęgniarka na oddziale ratunkowym Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
And I don't want the world to see me 'cause I don't think that they'd understand.
When everything's made to be broken I just want you to know who I am
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiŻeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może gdyby się trochę bardziej zaangażowała to nie byłoby problemu, bo taki jeden albo drugi porzuciłby swoją żonę i zamienił ją na Iris, a taka Teddy nie musiałaby nikogo bić… kto wie, kto wie! Ale tym razem się tego nie dowiedzą. Pewnie tak samo jak nie dowiedzą się jak Iris odnalazłaby się w relacji z kobietą, bo była zbyt tchórzliwa. I trochę za bardzo skupiona na tym, że podobają jej się faceci… nie poszerzała horyzontów. Aż prychnęła rozbawiona, gdy przyjaciółka jej to wytknęła. Bo pocałunek mógł nie być najgorszy – właściwie był całkiem przyjemny, chociaż alkohol trochę zaburzał jej rzeczywistość – ale i tak nie potrafiła sobie wyobrazić więcej. A na samą myśl się rumieniła jak szesnastolatka! - Twój alternatywny świat całkiem mi się podoba. – nawet jeśli sama nie potrafiła sobie tego wyobrazić to akurat podobało jej się to! A jeszcze bardziej podobało jej się to, że Darling mówiła o tym z taką pewnością. Cóż… cokolwiek by ich nie łączyło były najtrwalszym związkiem Valentine. Nie było już mowy o miesiącu miodowym, który jednak ewidentnie przyjaciółka przeżywała ze swoją dziewczyną – I to dobrze, bo złamałabyś mi serce. – i najtrwalszy związek w jej życiu, ale to przemilczała. Uśmiechnęła się tylko pod nosem i przeszła do kolejnego ćwiczenia, bo w końcu nie tylko na ploteczki tutaj przyszły, a Iris musiała się rozruszać po godzinach spędzonych w szpitalu. No i w ten sposób mogła też przepracować swoją (pozytywną) zazdrość.
- Wcale nie uważam, że to za wcześnie. – zaprotestowała od razu, marszcząc przy tym wymownie brwi, bo takie rzeczy to nie z nią… - No właśnie… nie znacie się od wczoraj, ani nie macie po piętnaście lat, ani nie bierzecie razem kredytu hipotecznego, żeby miało to stanowić jakiś problem. To tylko przeniesienie rzeczy z jednego mieszkania do drugiego. I okej… podobno dla wielu związków to prawdziwy egzamin, którego nie przechodzą, ale jeśli ma się udać to uda się niezalenie, czy będzie to po miesiącu czy po roku. A wierzę, że się uda, bo widzę cię, Darling, widzę jak się cieszysz, gdy o niej mówisz… więc zróbcie to. – naprawdę nie widziała w tym najmniejszego problemu i była prawdopodobnie ostatnią osobą, która mogłaby jej to wybijać z głowy. Chociaż też nie miała stuprocentowej pewności, czy była osobą, którą warto było pytać o zdanie… nie ma szczególnie dużego doświadczenia. Słuchanie jej rad nie było chyba najlepszym pomysłem, ale przynajmniej była szczera. I naprawdę wierzyła, że Teddy będzie miała swoje i żyły długo i szczęśliwieEj… jak będziecie się hajtać, będę mogła być druhną?


teddy darling
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nigdy nie złamałabym ci serca — powiedziała z taką pewnością, jakby wypowiadała coś absolutnie oczywistego. Jakby w ogóle nie istniał scenariusz, w którym mogłoby być inaczej. Nie zrobiłaby jej tego. Nigdy. Ani w tej rzeczywistości, ani w żadnej innej, którą można by sobie wyobrazić. Oczywiście w obecnej wersji świata mogłaby co najwyżej odsunąć się od niej, ślepo zapatrzona w swój związek. Valentine zresztą i tak nie była nią zainteresowana w inny sposób, więc wszystko sprowadzało się do przyjaźni. A ta była ważna. Równie ważna jak cokolwiek innego, prawda? — To naprawdę obrzydliwe, Iris, że w ogóle mogłabyś tak pomyśleć — pokręciła głową z udawaną dezaprobatą. Właściwie trudno było powiedzieć, czy bardziej ją to bawiło, czy jednak trochę dotykało.
Na trzeźwo pocałunek pewnie zrobiłby na nich obu znacznie większe wrażenie. Prawdopodobnie każda z nich analizowałaby go potem w nieskończoność, rozkładając na czynniki pierwsze. Kto pierwszy się nachylił, kto odsunął się ostatni, czy to naprawdę coś znaczyło? Ale teraz musiały opierać się tylko na tym, co w ogóle udało im się z tego pamiętać. I właściwie dobrze. Bo więcej to się nie powtórzy. Nie wtedy, gdy Teddy była już polizana i zaklepana. Gdyby jednak ten jeden, bardzo istotny szczegół nie istniał, to można byłoby nad tym jeszcze trochę popracować. Może Valentine z czasem przekonałaby się, że poszerzanie horyzontów w ramionach Darling wcale nie brzmi tak źle, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Teraz pozostało im już tylko gdybanie. Ale jeśli kiedykolwiek sama skończy ze złamanym sercem - przeleci ją. Przede wszystkim po to, żeby pokazać jej, co i jak. I trochę dla siebie. Tak na pocieszenie.
Faktycznie zamieszkanie z kimś, kogo znało się tak długo, nie stanowiło najmniejszego problemu. W czasie studiów zdarzało jej się pomieszkiwać z April. Czasem przez kilka dni, czasem przez tygodnie, kiedy jedna z nich praktycznie przeprowadzała się do drugiej z torbą ubrań i szczoteczką do zębów. W dorosłym życiu też spędzały ze sobą wystarczająco dużo czasu, żeby dokładnie wiedzieć, co je w sobie nawzajem drażni. Finch wiedziała na przykład, że Teddy potrafi zostawić kubek z herbatą w najbardziej absurdalnych miejscach w mieszkaniu. Darling z kolei doskonale znała zwyczaj April, polegający na włączaniu muzyki o dziwnych godzinach i poruszaniu się po domu w taki sposób, jakby już dawno była u siebie, nawet jeśli formalnie jeszcze nie była. A mimo to, a może właśnie dlatego, wszystko wydawało się zaskakująco naturalne. Jakby od dawna było dla nich zarezerwowane miejsce w tej samej przestrzeni. I jakby tylko trochę zajęło im dojście do momentu, w którym w końcu to zauważyły.
W teorii ja to wszystko wiem — odparła po chwili namysłu. — Ale potrzebowałam złotej rady. Jesteś mądra, ratujesz ludzi i w ogóle — zauważyła, zupełnie nie biorąc pod uwagę, że ona sama robiła to samo. Zaparła się rękami na macie i zlustrowała przyjaciółkę, która przeszła do następnego ćwiczenia. — I oczywiście, że będziesz moją druhną — zastrzegła natychmiast, bo nie widziała żadnej innej osoby na tym miejscu. Kiedyś miała to być jeszcze April, a nie mogła być druhną i panną młodą jednocześnie, chociaż ona pewnie uważałaby, że wszystko może. — Ale do tego czasu na pewno znajdziesz sobie przystojnego kawalera — dodała z naciskiem na ostatnie słowo. — Na pewno nie chcesz, żebym umówiła cię z Jettem? Za niego mogę poręczyć w stu procentach — pokiwała głową, chcąc umocnić wypowiedziane słowa. Donovan był świetny i Iris powinna wyskoczyć z nim przynajmniej na jedną randkę. No i nie miał żony!

Iris Valentine
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
31 y/o
Welkom in Canada
169 cm
pielęgniarka na oddziale ratunkowym Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
And I don't want the world to see me 'cause I don't think that they'd understand.
When everything's made to be broken I just want you to know who I am
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiŻeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Że mogła tak pomyśleć… no cóż może po prostu trochę przywykła do stanu złamanego serca. A może była po prostu czasami straszną marudą i malowała te najbardziej ponure scenariusze. Dla siebie, niekoniecznie dla Teddy. Bo naprawdę – pomimo swojego złamanego serduszka – byłaby w stanie zrozumieć ten moment, w którym związek staje się dla ciebie całym światem, że nawet przyjaźnie schodzą na dalszy plan. Życie! Po prostu życie. Valentine rozłożyła bezradnie łapska i wzruszyła ramionami, a zaraz po tym sięgnęła po butelkę z wodą. Trochę też żeby zająć czymś na moment ręce. I zastanowić nad tym wspólnym mieszkaniem! Zastanowić… ale na pewno nie przypuszczała, że w takich okolicznościach i w takim temacie zostanie nazwana mądrą. Aż parsknęła. Szczerze rozbawiona parsknęła i spojrzała na przyjaciółkę bardziej niż wymownie, przy okazji podnosząc rękę i pokazując jej, że powinna się popukać w czoło.
- Złotej rady ode mnie… o życie z dziewczyną. Albo nawet nie tyle, że z dziewczyną, a po prostu o życie w związku. – aż wywróciła oczami, bo w tym momencie brzmiało to trochę jakby Teddy się z niej nabijała – Czy przed chwilą nie zbeształaś mnie za sypianie z żonatymi facetami? Nie chcę wiedzieć, co byś powiedziała jakbyś się dowiedziała, że prawie zaliczyłam Grahama na nocnym dyżurze… w pracy. – rzuciła, ale zupełnie tego nie przemyślała, bo powiedziała to na głos, a to oznaczało, że zaraz może się dowiedzieć, co Darling na ten temat myśli. Szlag. Przeklęła w myślach i kontynuowała, mając nadzieję, że może jednak jej to umknęło. Po prostu nie dała jej teraz dojść do słowa.
Jestem ostatnią osobą, której rad powinnaś słuchać i którą powinnaś nazywać mądrą. No może poza tą jedną radą, bo naprawdę powinnyście razem zamieszkać. – ale całą resztę powinna jednym uchem wpuścić, a drugim wypuścić. Valentine chciała dobrze – zawsze! – ale niestety rzadko kiedy jej to wychodziło – I możesz mnie umówić z jakimkolwiek strażakiem chcesz… ale musisz wziąć pod uwagę, że później będzie miał do ciebie żal, że umówiłaś go z wariatką albo będzie niezręcznie jak to nie wyjdzie. Jak miałabym być później twoją druhną, gdyby połowa twoich gości nie mogłaby na mnie patrzeć?! – bo umówiła się z jednym z nich i nie poszło to tak jak powinno! Bo Darling mogła za Donovana ręczyć, ale czy to samo mogła powiedzieć o Iris? – Mówisz, że mogłabyś poręczyć za niego… a jesteś pewna, że byłabyś w stanie powiedzieć mu, że masz taką koleżankę, za którą możesz poręczyć w stu procentach? – odbiła piłeczkę, a kącik ust drgnął jej w rozbawieniu, bo nawet jeśli nie – nie zamierzała się dąsać. Ba! Byłaby dumna, gdyby Teddy doszła do sensownych wniosków, że może jednak lepiej za Iris nie ręczyć. Tak na wszelki wypadek.


teddy darling
ODPOWIEDZ

Wróć do „CrossFit Toronto”