Tylko że babuszka zaraz powiedziała to franzoli farmazony, a Noriega aż otworzył usta ze zdziwienia, bo to też pierwszy raz w życiu słyszał, ale uznał, że to jakieś pierdoli głupoty, przez moment się zastanawiał, co by było jakby on tak teraz w klubie się odzywał, zamiast do gangusów mówić skończ pierdolić, to skończ franzolić te farmazony, trochę się zawiesił i tak jednym uchem słuchał staruszki, jak mówiła o tej kukurydzy farmera, ale jak dodała to o kolbie, to Madox przeniósł ciemne spojrzenie na Pilar i uniósł jedną brew. Czy on to dobrze zrozumiał, czy nie?
- No to... - już miał mówić, że przywieźli trochę kolb...ów? Kolb? Trochę kukurydzy, ale jakieś trybiki w jego czaszce zatrybiły chyba, i zaraz Noriega miał jakąś dziwną minę coś pomiędzy rozbawieniem, a zdegustowaniem, a konsternacją. Jakby chciał się zaśmiać, coś powiedzieć, ale zastanawiał się czy wypada. A przecież Madox się nigdy nie zastanawiał, tylko walił prosto z mostu, a jednak... przy starszej pani się zastanawiał. Nawet się podrapał po policzku zastanawiając co by było, gdyby jednak przywieźli tu farmera, bo może on by namówił Bridget na szpital? Może miał na nią jakieś sposoby?
Oni z Pilar mieli różne, a najczęściej to było po prostu jedziemy i koniec dyskusji. Ale oni po prostu czasem musieli tak działać, bo byli bardzo uparci, oboje.
Chociaż z babcią trochę odpuścili. Ale po prostu co oni mieli do tego?
Chociaż czasem to kurwa byli na dobrej drodze do tego. Bo teraz też zamiast stąd zniknąć, żeby wypuścić Jaguara na tą drogę wśród pól do miasta, to oni sterczeli w tej chatce kobieciny, a Pilar pytała jej czy na pewno dobrze się... czuje? Aż Madox sięgnął palcami do jej ręki, bo chciał ją złapać i zanim ona znowu każe im coś zrobić, to pociągnąć na zewnątrz, ale nie zdążył.
On ma ostatnio jakiś opóźniony refleks, ale co się dziwić, kiedy wystarczyło mu jedno spojrzenie na Stewart, a jego myśli znowu fiksowały się na niej.
Teraz też wystarczyło mu jedno spojrzenie w jej ciemne, piękne oczy, i już wiedział, że zostaną tu dłużej. Odchylił do tyłu głowę i przesunął palcami po dłoni Pilar, kiedy wycofywała się do kuchni.
Jeszcze obejrzał się na babcię, która już dorwała pilota i puszczała telenowele na cały regulator, a potem poszedł po kukurydzę. Potrzepał tymi krzakami przed gankiem, żeby tym razem wypłoszyć z nich robaki, a potem wniósł je do chaty, bo jednak szło mu to średnio i musiał sobie czymś pomóc, jakimś nożem?
I kiedy zobaczył Pilar, jak tak trzepała ręką nad palnikiem, to zaraz wbił w nią spojrzenie, wywrócił oczami na jej słowa, ale jeden kącik jego ust podniósł się do góry, a zresztą zaraz przy niej stał krzaki kukurydzy uprzedni rzucając na podłogę.
- A ja myślałem, że oprócz ryżu, to herbatę też umiesz gotować... - też ją zaczepił, trochę mniej ckliwie, a zaraz opierał ją o jakąś krzywą, kuchenną szafkę i sięgał do jej ręki, żeby podmuchać oparzony palec, i to już chyba było czułostkowe, nawet chciał go musnąć wargami, tylko Pilar wtedy pytała o ten cukier, a babuszka odpowiedziała jej z pokoju. I Madox uniósł obie brwi, bo co znowu jakaś czarownica? Przecież rozmawiali dość cicho...
Aż puścił jej dłoń i nawet nie dał jej leczącego buziaczka, tylko się odsunął, bo co jakby Bridget zobaczyła, że oni się bałamucą na jej kuchennej szafce?
Zabrał się za kukurydze pomagając sobie nożem, ale rzeczywiście się z tym umęczył, bo chyba takie rzeczy powinno się robić maczetą. Zaraz nawet Madox rozejrzał się za jakimś innym nożem i znalazł... tasak. Deska, i z tym to już mu ładnie szło oddziabywanie tych kolb.
- Zobacz jaki zajebisty nóż - nawet pokazał Pilar ten tasak przerzucając go sobie z jednej ręki do drugiej, a potem odciął nim kolejną kukurydzę - dlaczego my takiego nie mamy? - no pewnie dlatego, że oni kompletnie nie umieli gotować? Co by nim dziabali? Drewno chyba kurwa do kominka, którego też nie mieli. Albo te mrożone maliny, których nawet nie umieli porządnie rozmrozić.
Dlatego jak babuszka kazała im wstawić garnek z wodą, to Madox spojrzał na Pilar, bo to był już jej skill, on umiał tylko kanapki, no i jajko...
Otworzył za to jakąś szafkę, tak na wyczucie, ale akurat taką, gdzie stały garczki, więc zaraz podał jeden Stewart. Dość duży.
- Dawaj więcej tej kukurydzy, to może też... - już chciał powiedzieć, że też zjedzą, ale wtedy staruszka krzyknęła, że ma w lodówce ciasto. Oczywiście, że Madox zaraz wbił tasak w deskę - a jakie ciasto? - zawołał jeszcze, ale zanim babuszka mu odpowiedziała, to on już zaglądał do lodówki - z jabłkami... - sam sobie odpowiedział i obejrzał się na Pilar - ja zostaje - jego to akurat łatwo było przekupić jedzeniem. A jak jeszcze to było coś domowej roboty... To przecież on mógłby tu zamieszkać. Nawet zrobił obczajkę w lodówce po garnkach i rzeczywiście babuszka miała tam jakieś resztki z obiadu, które pachniały wybornie, aż mu w brzuchu zaburczało.
Wstał i zaraz dostawił Pilar dwa kubki, żeby im też zrobiła herbatę. Pochylił się nad jej ramieniem tak, że jego ciepły oddech omiótł jej szyję, a potem ucho, do którego się odezwał.
- Nic się nie stanie, jak wypijemy herbatę i zjemy ciasto nie? A wygląda zajebiście - wyszeptał tak, żeby babcia nie słyszała i pokazał jej to ciasto, które już stało na blacie. Które też wołało do nich - zostańcie, zjedzcie kawałeczek... albo dwa.
Noriega wrócił do obierania kukurydzy i poszło mu dość sprawnie, tym tasakiem, zaraz już wynosił krzaki przed dom. Ale przecież nie mógł ich tam zostawić, podwórko też wyglądało na trochę zaniedbane, ale na przykład ogródek był poplewiony i rosły w nim już jakieś zioła i kwiatki. Madox wyciągnął telefon, żeby sprawdzić czy krowa może jeść krzaki kukurydzy, no i jak okazało się, że tak, to je tam zaniósł, niech Apolonia też ma coś od życia, skoro oni zaraz będą jeść ciasto. Nawet chwilę postał przy krowie i popatrzył jak przeżuwała, ale jak na niego zamuczała, to znowu uciekł do domu. A tam już Pilar wchodziła do salonu z tacką i herbatką, jak jakaś perfekcyjna pani domu.
- O kurwa... - aż mu się wyrwało, no bo nie do wiary, kiedy posłała mu jakieś krzywe spojrzenie, to Madox zaraz ściągnął ze stolika kawowego jakieś pisemka o szydełkowaniu i robieniu na drutach, żeby mogła to postawić.
- Ojejku dziewczyno... Każdy kubek z innej parafii i nie dałaś cukierniczki, a tam mam taki ładny komplet kawowy dla gości - babinka pokręciła głową, ale według Madoxa to wyglądało zajebiście, bo Pilar nawet pokroiła ciasto w takie równe kwadraty, że Noriega był pod wrażeniem. Pewnie tym tasakiem. Muszą sobie taki sprawić.
Już sięgnął po kawałek placka, ale babcia zdzieliła go w rękę.
- Poczekaj na talerzyk, bo pokruszysz! - no tak... Madox by pewnie nakruszył dookoła, bo on jednak wcale się takimi rzeczami nie przejmował, potem po prostu bierzesz odkurzacz i to wciągasz. Babinka spojrzała na Pilar - w górnej szafce w kuchni są talerzyki i widelczyki do ciasta... - powiedziała, ale zanim Pilar zdążyła się ruszyć, to Madox już się wyrwał.
- To ja przyniosę - bo u nich to nigdy nie było jakiegoś podziału, że Stewart gotowała... Oni oboje nie gotowali, oboje wstawiali pranie, czy sprzątali, jak było trzeba. No i teraz Madox stwierdził, że on przyniesie te talerzyki i... - widelczyki do ciasta? A to jakieś specjalne są? - zapytał jeszcze w drzwiach kuchni, a babcia pokiwała głową. Tak szczerze to on ciasto jadł łyżeczką, a czasem łyżką, nawet nie miał w domu czegoś takiego jak widelczyki do ciasta. Ale jak zajrzał do górnej szafki w kuchni, to okazało się, że babcia miała. Ładne, porcelanowe talerzyki z kwiatkami i widelczyki do ciasta zapakowane w ozdobne pudełko, trochę zakurzone... to co nikt do niej nie przychodził na ciasto?
Madox wyjął trzy i do tego trzy talerzyki i wrócił do kuchni, a jak babcia pochwaliła go, że to właśnie te, to uśmiechnął się do niej szeroko i zaraz lądował koło Pilar na wysłużonej kanapie, trochę się w niej zapadli.
Madox z tym talerzykiem i widelczykiem spojrzał na staruszkę - już mogę? - zapytał, a babcia skinęła głową. Najpierw nałożył kawałek ciasta i dał go Pilar, oczywiście, a potem nawet drugi dał babci, taki był dzisiaj miły. Trzeci już wziął dla siebie i zaraz nabijał kawałek na widelec, żeby wpakować go sobie do ust. Aż zamruczał i opadł plecami na oparcie kanapy.
- Mmm… zajebis... - nie skończył, bo babcia pogroziła mu widelcem - nie mówi się z pełnymi ustami - no tak, w sumie to się nie mówi, więc Madox już nic się nie odezwał ale pokazał jej okejkę, a potem jeszcze poklepał się po brzuchu, bo ciasto naprawdę było pyszne. Ten kawałek zjadł w kilku kęsach właściwie i zaraz znowu wbijał spojrzenie w babcię - mogę jeszcze? - zapytał grzecznie, żeby nie było. A babcia pokiwała głową z uśmiechem, więc nałożył sobie następny kawałek, ale zanim go nabił na widelczyk do ciasta to się odezwał - najlepsze ciasto jakie jadłem - pochwalił babinkę, a ta się znowu uśmiechnęła do nich ciepło.
Tú también te ves bien con el té, cariño ˙✧˖°