34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
- Mówiłem, że białe koszule nie są dla mnie, krew za bardzo się na nich odznacza - no tak, bo na tych jego pstrokatych, albo czarnych, nie było jej widać, a tutaj szkarłatne plamy od razu rzucały się w oczy. Odznaczały na nieskazitelnej bieli, tak jak czerwone paznokcie Pilar, kiedy sięgnęła do jego guzików. Madox się uśmiechnął wbijając w nią spojrzenie. Jego wytatuowane palce sięgnęły do jej policzków z czułością, bo jakby nie patrzeć, to oni znowu ryzykowali z Luną. Tańczyli na pierdolonej granicy, na krawędzi, z jedną nogą nad przepaścią. Bo przecież Benito miał broń, mógł pociągnąć za spust, mógł ich tutaj odstrzelić... A potem zastanawiać się co z psiarnią, ale tego nie zrobił.
I Pilar też nie dane było rozpierdolenie guzików jego koszuli, bo na horyzoncie pojawił się Beck. Lepszy on niż Haddie, i kiedyś Madox nawet byłby zadowolony, że to na niego trafił, można by pokusić się o stwierdzenie, że się kumplowali, co prawda, później gdy okazało się, że Beck ma też jakieś dziwne relacje z żoną Noriegi, to ich sympatia zdecydowanie spadła. Skakali sobie do gardeł, ale nie ma się co dziwić, też obaj mieli silne charaktery.
Madox też spojrzał na Becka, kiedy ten przyglądał się Pilar, gdy prezentowała mu te swoje krwiste plamy i mówiła, że uciskała ranę senatora, żeby się nie wykrwawił.
- I upierdoliła sobie przez to Versace, ode mnie - oczywiście, że musiał się wtrącić. Bo Madox jakieś tam zalety miał... ale na pewno skromność nie była jedną z nich. Beck chciał coś tam jeszcze powiedzieć, ale Noriega już stwierdził, że on się zmywa po marynarkę i ruszył w kierunku schodków. Jeszcze obejrzał się na swoją żonę i na policjanta, jeszcze mu pokazał, że ma go na oku wskazując wytatuowanymi palcami w te swoje ciemne ślepia, a potem zniknął.
I chociaż był świadkiem tej dziwnej sceny na piętrze, to po drodze zgarnął nawet swoją marynarkę i butelkę szampana, skierował się do Pilar, żeby już ją zgarnąć do wyjścia i powiedzieć jej co widział. Zasłaniał się bolącym brzuszkiem. A kiedy złapał spojrzenie swojej żony, to nawet puścił jej oczko, chyba jednak aż tak go nie bolał. Ale Beck nie musiał o tym wiedzieć.
Madox pokiwał głową na słowa swojej żony i jeszcze podrapał się po brzuchu.
- No właśnie, może chociaż jeden wieczór poradzicie sobie bez mojej żony... - jęczał już Madox zgadzając się z Pilar, że na dzisiaj skończyli, bo przecież rzeczywiście dzisiaj miała wolne. Wolny wieczór, chociaż Eliot na złość ostatnio dawał jej jakieś dziwne nocki, drugie zmiany i takie tam... Madox wiedział, że robił to dlatego, żeby im dopiec po tym co odjebali. Bo jemu za to zdjął uprawienia, i groził jakimś zawieszeniem.
Złapał mocniej Pilar za rękę, kiedy pociągnęła go do wyjścia.
- Spierdalamy - jeszcze powtórzył po niej, wyprzedzając ją i torując jej drogę między gośćmi, a potem chwilę szedł tyłem odwracając się do niej, chociaż zaraz, kiedy zwróciła mu uwagę na Margaret, to obejrzał się na nią przez ramię - no właśnie nie wiem... Dziwne, że nie pojechała z mężem, nie? - dla Madoxa było to dziwne, ale zaraz okazało się, że dla Pilar chyba też, kiedy zapytała o to samo. Noriega wbił ciemne spojrzenie w piękne, duże oczy swojej żony, przystając z nią w miejscu na moment - ale wiesz co, widziałem Maragaret z Pati, były na górze, poszedłem za nimi, wyglądało na to, że się znają, ale nie udało mi się... - nie dokończył, bo znowu jakiś pies ruszył w ich kierunku. A jakby to był kolejny kolega Pilar, to Madox by już się chyba wkurwił. Chociaż może powinien się cieszyć, że jego żona była taka popularna na komendzie? Po tej akcji z Daltonem wcale się nie cieszył. Szarpnął Pilar za rękę wyprowadzając ją na zewnątrz, zimne powietrze omiotło ich sylwetki, a Madox doskoczył do swojej żony, żeby objąć ją ramieniem.
- Lampkę szampana i trochę rumu, ale luz, mogę prowadzić - widział w jej oczach, że nie może, bo jakby jego żoną była ganguska to pewnie by mu pozwoliła, ale policjantka... Chociaż Madox zaraz pochylał się do niej zaglądając w jej piękne, czekoladowe oczy z bardzo bliska, przysuwając się do jej policzka - a ty coś piłaś? - może nawet by się zaczął rozwodzić nad tym, że tak, a jego wargi zawisły już tuż tuż przy jej ustach, i może wyczułby na nich smak alkoholu, tylko wtedy Pilar szarpnęła za kluczyk ze swojej torebusi od Gucciego. A razem z nim wyszarpnęła z niej spluwę. Oboje obejrzeli się, jak broń leci po schodach na dół.
No zajebiście... A kiedy wylądowała pod nogami nikogo innego, jak Galena Wyatta, to Madox aż odchylił do tyłu głowę i westchnął ciężko - przecież on zaraz zrobi sobie krzywdę... - mruknął, ale nie wyrwał się do przodu, zszedł powoli po schodach krok za Pilar.
Galen podniósł pistolet trzymając go w swoich smukłych, jasnych palcach. O dziwo wiedział jak go trzymać, ale trzeba przyznać, że z bronią w dłoni wyglądał dziwnie. Nie pasowała do jego nieskazitelnej koszuli, do tych prezesowskich rączek i niebieskich ślepi, które zaraz wbijał w Pilar.
- Co to jest Pilar? - zapytał głupio, a Madox aż się uśmiechnął, bo nie tylko on był tutaj najwidoczniej mistrzem głupich pytań.
- Nie widzisz Wyatt? Spluwa, ale lepiej odłóż, bo jeszcze się postrzelisz... - powiedział ten, który był zajebistym strzelcem, ale przecież Galen nie wiedział, więc Madox mógł przyaktorzyć.
- Broń na balu u senatora? Pilar to niebezpieczne... Jeśli potrzebujesz jakiejś... - Galen nie dał się sprowokować Madoxowi, a do tego jeszcze przysunął się do Pilar, ewidentnie wiedział jak trzymać broń, bo odpowiednio ułożył ją w dłoni. Nie dokończył bo Noriega wyciągnął po nią rękę i wyrwał się do przodu, już nie stał za Pilar, tylko przed Galenem Wyattem.
- Na pewno nie potrzebuje ciebie Wyatt - warknął.
Galen pokręcił głową. Wypuścił ciężko powietrze z płuc.
- A czego potrzebuje? Takiego życia na krawędzi z tobą? Gdzie w torebce od Gucciego musi nosić broń, bo ktoś może do niej strzelać? Na balu charytatywnym? - Galen od raz zauważył, że ta torebka to Gucci, a do tego był... No kurwa bezczelny.
Madox się spiął i szarpnął do przodu, zacisnął palce na smokingu Galena.
- Zamknij mordę Wyatt... - warknął, chciał nawet dodać coś jeszcze, ale Galen się szarpnął, podniósł spluwę, którą trzymał. A potem znowu się odezwał.
- Prawda w oczy kole? Nie umiesz jej zapewnić bezpieczeństwa, wciągasz ją w swoje brudne... - tym razem Galen nie dokończył, bo Madox pociągnął go do siebie.
- A co ty byś kurwa umiał? Zapewniłbyś jej wszystko czego potrzebuje? - zakpił Madox, ale Galen wyprostował się i znowu szarpnął.
- Oczywiście - no tak. Bo Galen przecież zawsze był pewny siebie, najlepsza partia w mieście, spełnienie marzeń większości kobiet.
I może Noriega rzeczywiście przy nim wypadał blado. W poplamionej krwią koszuli, bez marynarki i w tej przekrzywionej muszce, bez idealnie ułożonych włosów, tylko z gangsterskimi warkoczykami i wytatuowanymi palcami zaciśniętymi na tych jasnych Galena Wyatta.
W jakimś pieprzonym konkursie na księcia Madox zawsze przegrałby z Galenem Wyattem, bo on nie był księciem z bajki. Bliżej mu było do Diabła.

Tal vez Galen Wyatt podría darte todo lo que necesitas, Pilar? .⋆❀°
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Obecność Margert w willi była… dziwna.
Zaskakująca.
P o d e j r z a n a.
W końcu jaka żona nie pojechałaby ze swoim mężem do szpitala po tym, jak został dźgnięty nożem? Jaka kobieta nie martwiłaby się o stan zdrowia swojej drugiej połówki? Pilar nie potrafiła tego zrozumieć. Przecież z chwilą, w której Noriega zostałby odwieziony do szpitala, ona byłaby pierwsza przy nim, nawet siłą wprosiłaby się na sale, nawet kurwa operacyjną, żeby nie odstępować go na krok. Nic nie miałoby dla niej znaczenia, a już na pewno nie chodziłaby po domu, zabawiając pieprzonych gości i składając zeznania policji. Świat mógłby się pierdolić, poczekać, aż sytuacja nie będzie ustabilizowana.
Dla Margaret jednak priorytety wyglądały nieco inaczej i Pilar zapatrzyła się na to zjawisko nieco dłużej, a potem jeszcze na swojego męża, który wspomniał, że usłyszał, jak ta rozmawiała z Pati. Z pieprzoną Pati, która dzisiaj może i nie zaszła jej za skórę, ale która swoim zachowaniem mocno wzbudziła w Pilar pewne podejrzenia. Za grosz nie podobało jej się to, że Madox wszystko jej mówił, że zakręciła się wokół Galena, że zjawiała się kurwa wszędzie tam, gdzie działo się coś złego. Takich rzeczy nie dało się ignorować, chociaż w tym samym czasie nie było to nic, na co trzeba było reagować już, na teraz, dlatego państwo Noriega postanowili się zmyć.
Szkoda tylko, że los nie chciał im tego ułatwić.
— Tylko pół szklaneczki rumu… — mruknęła, patrząc na niego uważnie, kiedy się do niej przysunął. Mimowolnie zaciągnęła się znajomym zapachem i jego bliskością, spojrzenie spuszczając po chwili na pełne usta, które nagle kurewsko chciała pocałować. Już czuła na wargach ich obłędnie słodki smak, czuła jak jego zarost kuje ją przyjemnie w skórę, a wytatuowane dłonie zaciskają się na…
Na niczym kurwa, bo kiedy skupiała się na Noriedze, w międzyczasie próbowała wyciągnąć kluczyki, a pistolet Rodrigo wyleciał z maleńkiej torebusi Gucci i runął po schodach. Wstrzymała powietrze, obserwując to zdarzenie i aż podziękowała sobie sprzed piętnastu minut, że kurwa zabezpieczyła spust, bo mogło skończyć się tragedią. Chociaż od tej wcale nie było daleko, szczególnie biorąc pod uwagę, że gnat wylądował tuż przed lakierkami Galena Wyatta.
Pilar powiodła spojrzeniem od jego butów w górę, do samiuśkiej twarzy. Na moment zawiesiła wzrok na jego błękitnych oczach, w które kiedy wpatrywała się z o wiele większym ogniem. Teraz nawet w tych jej było o wiele więcej chłodu przez to wszystko, co przeszli, głownie przez niego.
Co to jest, Pilar?
Jego głos przeciął powietrze, a ona zamiast mu odpowiedzieć, to tylko otworzyła szerzej oczy, obserwując, jak Wyatt faktycznie schyla się po spluwę.
— Nie dotyka… — krzyknęła, ale nawet nie zdążyła dokończyć, bo Galen już otulał palcami uchwyt. Pierdolony uchwyt, na którym były teraz odciski palców nie tylko Luny i jego sługusa, Madoxa i Pilar ale też Galena Wyatta. Świetnie. Po prostu kurwa świetnie. Zgromiła go wzrokiem, czując, jak rośnie w niej irytacja, jednak finalnie nie powiedziała nic, bo wtrącił się Madox z całym swoim anturażem bezczelności i uszczypliwości. Galen wcale nie był mu dłużny i tak jak d z i e c i rozpoczęli kolejną słowną potyczkę o tym, jak to nie powinno się mieć broni w takich miejscach i jak Pilar ze wszystkich rzeczy najmniej potrzebowała w swoim życiu Wyatta.
W międzyczasie ona również zbiegła na dół i kiedy Madox zamierzał się by doskoczyć bliżej, ona wyrwała Wyattowi broń z dłoni. Widziała, że dobrze ja trzymał, że może nawet umiał strzelać i pewnie w każdych innych okolicznościach zainteresowałaby się tym faktem, dopytała co nieco, może nawet ustawiliby się na strzelnice? Ale to było kiedyś. Teraz powinni trzymać się od siebie z daleka, chociaż trzeba przyznać, że akurat to było kurewsko trudne, biorąc pod uwagę, że Galen pojawiał się ostatnio wszędzie, gdzie ona.
Wcisnęła gnata do torebki, ledwo go tam mieszcząc, akurat w momencie, w którym Madox szarpnął prezesika za marynarkę. Pilar jeszcze rozejrzała się dookoła, czy nikt niewłaściwy się im nie przykładał, a potem bezczelnie i kompletnie na chama wcisnęła pomiędzy nich, szarpiąc ich oboje. Niechaj otarła się tyłkiem o kroczę Galena, a piersiami o tors swojego męża. Dosłownie przez moment ją zgniatali. Dopiero gdy spojrzała głęboko w oczy Noriedze i to na niego naparła mocniej, musiał wykonać kroczek do tył. Wtedy wystawiła ręce i oparła je na ramionach obu mężczyzn. Prawie jeden do jeden jak wcześniej na patio. Aż spojrzała na Galena.
— Znowu? — rzuciła do niego z wyrzutem. Ile razy jeszcze będzie musiała interweniować między niego, a jakiegoś innego faceta? W jakimś innym univerum na pewno zaimponowałoby jej to, jak Galen próbował o nią walczyć i o jej bezpieczeństwo. Doceniła by to, kurewsko, ale przecież prawda była taka, ze w tym, w którym właśnie trwali, Wyatt gówno wiedział o tym, jaki był Madox i jak bardzo chciał o nią dbać. Mógł oceniać sobie książkę po okładce, ale za grosz nie miał pojęcia o historii, jaką skrywała.
— Obaj się zamknijcie — warknęła głośniej, patrząc to na jednego to na drugiego. — Nie macie kurwa prawa decydować o tym, z kim byłoby mi lepiej i kto zapewniłby mi więcej bezpieczeństwa — bo co to kurwa w ogóle było? Jak prawem mówili o niej w trzeciej osobie, kiedy stałą tuż obok? Traktowali ją przedmiotowo, próbując rozstrzygnąć to między sobą, kiedy prawda była taka, że to do Pilar i tak należał ostateczny głos z kim chciała być. Spojrzała na swojego męża, zaciskając mocniej palce na jego ramieniu. — Ty przestaniesz go kurwa szarpać — rzuciła stanowczo, zawieszając oczy na tych pociemniałych Madoxa. Nie żartowała. Po części stawała w obronie Galena. Ale tylko po części, bo zaraz odwróciła się i w stronę Wyatta, tym razem to na jego ramieniu zaciskając się mocniej. — A ty przestaniesz się wpierdalać w moje życie — tutaj też brzmiała w pełnym przekonaniu, patrząc prosto w błękitne oczy, które kiedyś powodowały u niej przyspieszony puls. Kiedyś. Ale to już należało do przeszłości, bo serce Pilar było w pełni sprzedane gangsterowi, którego miała po swojej lewej. — Jestem szczęśliwa, a on robi wszystko, co tylko może, żeby zapewnić mi bezpieczeństwo — wyjaśniła wszystko raz a dobrze. Nie miałą zamiaru pozwolić, żeby byłī tutaj kolejne niedopowiedzenia, kolejne niewiadome. Nie chciała dawać Galenowi jakiekolwiek nadziei tak samo jak nie chciała dawać Noriedze powodów do kolejnej zazdrości. Mówił widzieć na własne oczy jak kreśliła granice w swojej relacji z Wyattem, jak jasno dawała mu do zrozumienia, że była zajęta, a oni należeli do przeszłości.
— Pilar, ale… — odezwał się jeszcze niebiedkoooki książę, sam w pełni świadomie napierając delikatnie na jej ramie, by mocniej wbiła w niego palce. W końcu Galen był dżentelmenem, nie zrobiłby nic, czego by nie chciała, umiał odpuszczać, chociaż pewnie niektóre rzeczy przychodziły mu trudniej niż inne. I może chciał coś jeszcze powiedzieć, może z czymś się nie zgodzić, ale Pilar nie dała mu dokończyć.
— Daj spokój — powiedziała spokojniej, nie ściągając z niego spojrzenia. — Odpuść — i była to ostatnia prośba, jaką miała zamiar skierować w jego kierunku. — Idź lepiej poszukać Pati… albo Picz albo którejkolwiek, którą teraz obracasz — opuściła dłoń z jego ramienia i w pełni świadomie przesunęła się w stronę swojego męża. Bo ona już dawno wybrała. Była tego pewna, jak niczego innego na świecie i ani razu, ani kurwa raz nie miała w głowie myśli, że Galen byłby lepszą partią dla niej niż Madox. Nigdy. Noriega miał swoje wady, przychodził w fullpacku w problemami i niebezpieczeństwem, ale też ogniem, bez którego ona nie potrafiła już funkcjonować. Zakorzenił się w jej sercu mocno i niepodważalnie. I nawet wtedy, gdy wracali z Rio, kiedy nudziła się na tyle, że wymieniła z Wyattem kilka wiadomości to wcale ie było tak, jak mówili wszyscy dookoła, jak on to rozumiał — że cokolwiek od niego chciała — ona po prostu chciała mu uświadomić, że jeśli dalej będzie taki niezdecydowany, to albo skończy finalnie sam albo w jakimś nieszczęśliwym związku, uwiązany na smyczy jak z Cherry i tylko będzie się zastanawiał co by było gdyby. Tylko tyle chciała mu uświadomić. Ale teraz już wiedziała, że to był błąd. Bo ludzie się nie zmieniali. A jej było gówno do tego, jak on prowadzi życie. Z tego swojego Pilar oficjalnie już go usunęła. Zacisnęła mocniej palce na dłoni Noriegi i szarpnęła go w stronę auta, wymijając złotego księcia.
Nie wiedziała, czy Galen jeszcze się odwrócił, by odprowadzić ich wzrokiem, by ostatni raz spojrzeć na ten zamknięty już rozdział, ale Pilar szarpnęła do siebie Noriegę, sprawiając, że przycisnął ją do murku tuż obok i wpiła się w jego usta. Mocno, zachłannie. Tak jak chciała zrobić już wcześniej, tylko podkreślając swoje uczucia. A potem zapominając o bożym świecie, zatracając się w tej błogiej chwili uniesienia… wplotła palce w jego koszule i szarpnęła. Na tyle mocno, że dwa górne guziki strzeliły praktycznie od razu. Aż się od niego oderwała, zaglądając ciemniejącym spojrzeniem w obłędne oczy.
— Mówiłam, że rozerwę każdą twoją koszulę — mruknęła zadowolona, zaczepiając jego dolną wargę. — Gucci, Versace… czy nawet taką z lumpa za dwa dolce… nie ma znaczenia — każdą jedną rozerwałaby na strzępy, byle tylko dostać się do jego obłędnego ciała zdobionego tatuażami, po którym zresztą po chwili przesunęła paznokciami, pozostawiając czerwone pręgi. Już miała znowu się do niego dobierać, już nawet przystawiła usta do jego żuchwy, ale jedna myśl nie dawała jej spokoju… — Powinniśmy sprawdzić co z Kanem? — uniosła na niego spojrzenie. B skoro nawet własna żona z nim nie pojechała, to czy rozsądnym było zostawianie go samego po tym, co się stało?

:pili-madi:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
- Dobra, to ja prowadzę - Madox już wyciągał rękę po kluczyki, zaczepił palcem o jej dekolt i tą piękną kolię z czerwonymi kamieniami, którą miała na szyi, tylko zamiast je dostać, to Pilar wyciągnęła z torebki broń, to znaczy wypadła jej ona, a Madox na to patrzył wielkimi oczami, bo po pierwsze jego żona nie popełniała takich błędów, a po drugie, to już znowu musieli się od siebie odsunąć, żeby iść po broń...
No tylko, że w ręce już trzymał ją Galen Wyatt. Pierdolony Galen Wyatt, czy on nie mógł już po prostu sobie stąd pójść?
Chyba to by było jakieś święto, gdyby jeszcze na niego nie wpadli, oni przyciągali kłopoty, jakieś swoich byłych i psychopatów, jakby mieli jakiś magnes na takie persony.
Madox spojrzał na swoją żonę, kiedy zaczęła to nie dotykaj, bo rzeczywiście nie powinien, ale przecież... Wyatt już trzymał pistolet w smukłych palcach. A chwilę później już dochodził się z Madoxem i może znowu daliby sobie po gębach? Bo Wayattowi się należało. A Noriega nigdy nie był wzorem cnót, nie był cierpliwy, niewiele mu było potrzeba. I teraz też.
Tylko, że Pilar już wcisnęła się między nich, a Madox w pierwszej chwili spojrzał na nią z wyrzutem. W drugiej chciał ją szarpnąć do siebie, a w trzeciej już... cofnął się do tyłu pod jej naporem. Wypuścił ciężko powietrze z płuc przez nos, tak, że zagrało na jej odkrytym ramieniu.
- Pilar... - Galen już zaczynał, a Madox wywrócił oczami.
Pilar i Pilar, czy ten gość nigdy o niej nie zapomni? Ile razy jeszcze Noriega musiał obić mu mordę?
- Spie... - zaczął Madox, ale Pani Noriega już kazała im się obu zamknąć, a w tym akurat byli zgodni jak jeden mąż i natychmiast się przymknęli. Chociaż Madox tylko na moment, bo zaraz się wtrącił - akurat ja trochę mam, bo jestem kurwa twoim mężem? - może powiedziałby coś jeszcze, bo akurat jego ciemne spojrzenie uciekło do niebieskich oczu Wyatta, a jednak kiedy Pilar kazała mu przestać go szarpać, to na nią spojrzał z wyrzutem, bo jak zwykle stawała po stronie Galena. Po co do niego pojechałeś, czemu go zbiłeś. Czemu wciąż mi robisz wyrzuty o Galena Wyatta? No czemu? Może dlatego, że znowu ją ciągnęło do tych niebieskich oczu, które wpatrywały się w nią jak w obrazek?
Aż Madox sam się szarpnął, tylko wtedy padło to a ty przestaniesz się wpierdalać w moje życie, i teraz to praktycznie czarne spojrzenie Noriegi, padło na jego żonę. Bo prawda jest taka, że pierwszy raz to powiedziała do Wyatta. Że Madox prosił ją o to już wcześniej, żeby ona też odpuściła sobie Wyatta, a ona wciąż do niego wracała. W smsach, w spotkaniach, które miały ją zaprowadzić do jej rodziny. I nawet teraz na jebanym balu... pojawiał się on. Wpierdalał im się w życie, na okrągło. Wracał do nich i był uciążliwy. Jak jebany wrzód na tyłku. Na jej kolejne słowa mogła poczuć, jak Madox drgnął pod jej dotykiem, bo przecież nie raz mu to mówiła, że jest z nim szczęśliwa, tylko, że nigdy nie powiedziała tego przy kimś innym. A przy Galenie Wyattcie? To był naprawdę jakiś postęp. Madox neokrągło rozpowiadał swoim kumplom jaki z Pilar jest szczęśliwy, jak bardzo ją kocha. Do znudzenia.
Ale w tym względzie się różnili, że Madox mógł się wszystkim nią chwalić, gangusom, psom, przyjaciołom i wrogom, a Pilar zawsze była w tym raczej powściągliwa. Może przy jakiś jego byłych zaznaczała terytorium, ale teraz powiedziała to przy swoim eksie. Chociaż czy Galen nim był? Madox myślał, że tak. Wciąż też miał z tyłu głowy to, że może gdyby...
- Gdybyś wtedy nie speniał, tylko o nią zawalczył, to może w Guccim nosiłaby kluczyki do twojego Porszaka Wyatt - musiał wypalić. Po prostu musiał. Nie mógł walnąć Wyatta, to chociaż musiał mu dopiec.
Sięgnął ręką nawet do biodra swojej żony, żeby oprzeć na nim wytatuowane palce. Galen znowu zaczął to swoje Pilar, ale, a Madox znowu strzelał oczami w sufit, bo czego jeszcze typ potrzebował? Może jednak prawego sierpowego w...
Odpuść.
Galen drgnął, ale w tym momencie wyglądał jakby rzeczywiście zrezygnował... z niej? Madox za to już obejmował w pasie swoją żonę, przyciągając ją do siebie, kiedy przesunęła się w jego kierunku. Chciał coś jeszcze powiedzieć, już otworzył usta, ale kiedy Pilar go szarpnęła za rękę, tak, że wyminęli Galena, to ruszył za nią, chociaż jeszcze obejrzał się na Wyatta, który wpatrywał się w nich niebieskimi jak dwa oceany oczami, a Madox pokazał mu środkowy palec z tatuażem i ozdobnym pierścieniem. Nie umknęło mu też to, że Pilar nie obejrzała się za siebie, a kiedy szarpnęła go do siebie mocniej, to przyparł ją do murku otaczającego posiadłość, jego palce sunęły już po jej udzie podwijając rąbek czerwonej sukienki.
- Ale on mnie wkur... - nie dokończył, bo Pilar zamknęła mu usta pocałunkiem, a on już opierał palce na jej karku, wplatał je w ciemne kosmyki. Smakował jej usta długo i namiętnie... dopóki nie szarpnęła jego koszuli, bo kiedy guziki wystrzeliły w powietrze, to Noriega parsknął śmiechem w jej pełne, gorące wargi - loca - mruknął w jej usta i znowu się do niej szarpnął, szczypnął zębami skórę na jej żuchwie - jak kiedyś jeszcze pójdę do tego sklepu, to powiem Claudii, że nawet Versace nie jest na ciebie odporny - już zacisnął palce na jej pośladkach, przyparł ją mocniej do muru, tak, żeby poczuła go na sobie. A kiedy jej paznokcie zostawiły zaczerwienione ślady na jego opalonej skórze, to zamruczał jak dziki kot prosto do jej ucha.
Tylko, że to by było na tyle... Bo zaraz Pilar pytała o Kane'a. Madox zaczepił jeszcze ustami o płatek jej ucha, złapał w zęby jej kolczyk.
- Ta... Powinniśmy - westchnął ciężko, ale zaraz odsunął się tak, żeby spojrzeć w jej piękne, czekoladowe oczy - ale bardziej powinniśmy sprawdzić jak ma się twoja pluskwa, którą wrzuciłaś Lunie, bo wiesz z Kane'm pewnie pojechało z pięciu jego ochroniarzy - wzruszył ramionami, bo tak było. Może żona postanowiła zostać w domu, ale na pewno jego goryle z nim pojechali i teraz w szpitalu pilnowali go jak oczka w głowie - a myślę, że powinniśmy wykorzystać to, jaka z mojej żony jest zajebista agentka i jak zrobiła w chuja największego latynoskiego gangusa - jeszcze się wyrwał, żeby dziabnąć ją w wargę, a zaraz wyciągał do niej rękę po kluczyk od samochodu - ja prowadzę, bo ty musisz go zlokalizować - odepchnął się od murku i poklepał ją po pupie. A zaraz skierował się do samochodu. Spojrzał na siedzenie, które wcześniej upierdolił, ale zaraz na nim usiadł, bo chyba już nic mu nie zaszkodzi.
- Chyba je kupię... - chodziło mu o to auto, przesunął palcami po kierownicy, a zaraz odpalał silnik - pierwsze auto, w którym przeleciałem moją żonę - zerknął na nią z ukosa, ale zaraz odwracał się przez ramię, żeby spojrzeć do tyłu, ręką sięgnął do fotela Pilar, musnął palcami jej kark - akurat niedługo mam urodziny, to jak dożyję, to sprawię sobie taki prezent - zamierzał dożyć. Zamierzał kupić Pilar dom z ogródkiem i z huśtawką z opony... I może to auto też? Skoro Galen Wyatt kupował sobie coraz to nowsze samochody, to Madox miał być gorszy?
Już wiedział, że nie jest od Wyatta gorszy.
Znowu spojrzał na Pilar, kiedy wyjęła telefon, żeby sprawdzić jak ma się jej lokalizator.

agente secreto impresionante . ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Gdybyś wtedy nie spieniał, tylko o nią zawalczył,
to może w Guccim nosiłaby kluczyki do twojego Porszaka Wyatt
.


Złapała w płuca więcej powietrza, kiedy tylko to powiedział.
Sama do końca nie wiedziała, jak się czuła z tymi słowami, które nawiązywały do ich wymiany smsowej w ustach Madoxa. Chyba źle. A może właśnie wtedy doratło do niej, jak d o b r z e się stało, że Galen wtedy spieniał? Że nie potrafił się określić i pozwolił jej odejść? Bo chociaż wtedy miała pewien niedosyt całej ich znajomości, tak teraz stojąc przed nim z pierścionkiem na palcu z Noriegą u swojego boku… kurwa nie wyobrażała sobie innego zakończenia. Tego, że mogła skończyć z Galenem. A nawet jeśli to pewnie nie trwałoby to zbyt długo. Byli od siebie zbyt różni, Wyatt kompletnie nie umiałby do niej podejść na dłuższą metę, szarpnąć ją, wydrzeć się na nią i działać tak skutecznie, jak robił to Madox. Wyszłaby mu na głowę, zjadła go i pewnie zaczęła irytować szybciej niż on ją. Bo prawda była taka, że Pilar miała w gwiazdach przypisanego tylko jednego mężczyznę. Jedną prawdziwą miłość. I to jego nazwisko teraz nosiła nie tylko w papierach, ale przede wszystkim w sercu.
Co zresztą zaraz pokazywała mu w gorącym, agresywnym pocałunku. Smakowała go w ten najlepszy możliwy sposób, z ogniem, który tylko oni potrafili między sobie wykrzesać, z uczuciem, którego świat może nie rozumiał, ale oni czuli go w każdym milimetrze swoich ciał, które znowu nakręcone ocierały się o siebie. Czuła na brzuchu jego obszerną klamrę, czuła, jak wbijała jej się w skórę przez cienki materiał sukienki i nie miała z tym żadnego problemu. Ba, jeszcze bardziej go do siebie przyciągała, a potem r w a ł a guziki z jego koszuli, kompletnie nieprzejęta tym, że wciąż dookoła kręcili się ludzie oraz policja, że w torebce miała broń gangusa z jego odciskami palców. Wszystko na moment przestało istnieć, kiedy miała go blisko.
Dopiero gdy się od siebie oderwali, ciężko dysząc i zajrzeli sobie w oczy, Pilar na moment oprzytomniała. Chociaż na uwagę o Versace zaśmiała się głośno, prosto w jego brodę.
— Daje dwie dychy, że sama będzie chciała sprawdzić każdą koszulę, zanim ci ją sprzeda — wtrąciła zaczepnie, bo przecież oboje chyba widzieli, jak bardzo ekspedientka miała ochotę na Madoxa. Jak rozbierała go wzrokiem, jak szukała przypadkowego dotyku, a swego czasu nawet rzuciła się przed nim na kolana. Niby żeby złapać pająka, ale kto wie, jakby się sprawy potoczyły, gdyby on faktycznie wykazał jakiekolwiek zainteresowanie jej osobą.
Pilar natomiast chciała zainteresować się Kanem. Miała wrażenie, że napraw∂ę powinni sprawdzić, co się u niego działo i jaki dokładnie był stan zdrowia. Niby medycy przyjechali na czas, więc wszystko powinno być pod kontrolą, niby byli tam goryle senatora, ale… kurwa, podczas przemowy też byli i co? I jak się to miało do jego bezpieczeństwa? Do teraz nie rozumiała, jakim cudem córka Luny była w stanie cisnąć w niego nożem i do tego nie dać się złapać. Zapłaciłaby naprawdę wiele, by faktycznie znalazły się jakieś nagrania, bo temat nie dawał jej spokoju.
Madox natomiast miał zupełnie inne plany. Wspomniał o Lunie i tym, że to jego powinni sprawdzić, a dokładniej lokalizator, który jego zajebista żona wrzuciła mu do marynarki. Może faktycznie coś w tym było? Do Kane’a mogli udać się jutro, a kto wie, kiedy Benito zorientuje się o istnieniu pluskwy, o ile już tego nie zrobił.
— A czekaj czekaj — szarpnęła go jeszcze od siebie, przytrzymując za do połowy rozerwaną koszulę, doszczętnie poplamioną. — Jaka dokładnie zajebista jest ta twoja żona? — zaczepiła go, bo przecież to był chyba pierwszy raz, kiedy on faktycznie pochwalił coś, co zrobiła, zamiast na nią naskakiwać. Musiała się z nim nieco podroczyć, żeby jeszcze ją pochwalił. Pilar może i nie uwielbiała komplementów, nie szukała ich, ale z jego ust… no kurwa mogłaby tego słuchać na okrągło. Jak zdradą płytę.
Finalnie pozwoliła mu się poprowadzić do samochodu. Tym razem sama otworzyła sobie drzwi, jak na niezależną kobietę przystało. Trochę się przy tym namęczyła, ale finalnie zasiadła na miejscu pasażera i od razu sięgnęła po pas, podczas gdy Noriega odpalał silnik i wspominał, że chyba kupi sobie to auto.
— Masz tyle kasy? — zdziwiła się, bo przecież… kurwa to nie był pierwszy, lepszy samochód. Napewno kosztował koło bańki jak nie więcej, a przecież przy tego typu zakupach, to raczej brudnymi pieniędzmi nie można było płacić. Wiedziała, że Madox nie był biedny, ale trochę przerażajace było to, że do końca sama nie wiedziała, skąd on generuje aż takie sumy pieniędzy. Przecież klub na pewno nie zarabiał aż takich kwot. Wiedziała, że robił swoje przekręty z półświatkiem, ale… no do końca nigdy nie znała źródła, nigdy też nie pytała. Może powinna? Ale z drugiej strony… — Będziesz w nim wyglądać obłędnie — wtrąciła, bo już pieniądze na bok, ale kiedy tak mu się przyglądała za kółkiem tej ognistej fury musiała przyznać, że nie dało się od niego oderwać wzroku. — Nie będę umiała trzymać rączek przy sobie — jęknęła niby zawiedziona, niby jakby się żaliła, ale tak naprawdę komu to przeszkadzało? Zdecydowanie nie im. Pilar i tak dobierała się do niego przy każdej, pierwszej lepszej okazji. Nie umiała sobie go odmówić i nawet gdyby siedział w jakimś maluchu co ledwo jeździ, równie mocno by ją do niego ciągnęło. Chociaż w tym Astonie to jeszcze bardziej.
— A właśnie — zaczęła, gdy wspomniał o swoich urodzinach, przy okazji zaczęła grzebać w torebce w poszukiwaniu telefonu. Tym razem nie była na tyle głupia i broń od razu wrzuciła do schowka, tuż obok swojej, której tego wieczoru nie wzięła ze sobą. I kurwa dobrze, bo dwóch by na pewno tam nie zmieściła w tej maleńkiej torebusi Gucci. — Będę potrzebowała, żebyś załatwił sobie wtedy wolny weekend — tylko tle miała zamiar mu powiedzieć, chociaż kiedy poniosła spojrzenie i zawiesiła je na obłędnych oczach swojego męża, mógł zobaczyć, że w tych jej mignęły przelotne iskierki. Coś planowała? Może. Ale on akruat nie mógł mieć pojęcia co. Uśmiechnęła się jeszcze bezczelnie, a potem wyciągnęła w końcu komórkę i odpaliła odpowiednią aplikację, którą swego czasu wgrała jej Helena.
Całe wieki jej nie używała, więc trochę jej zajęło z tymi wszystkim kluczami dostępu i hasłami, ale w końcu główny ekran się załadował, a tam…
— Ja pierdole, co za gówno — jęknęła, widząc te wszystkie regulaminy i inne gówna, który nagle zaczęły jej wyskakiwać. Pilar może i była w technologie o wiele lepsza niż Noriega, ale to też nie była jakaś jej bardzo mocna strona. Trochę poprzeklinała pod nosem, wszystko poakceptowała, aż finalnie… — Jest! — rzuciła głośniej i aż się wyprostowała, widząc niewielką, czerwoną kropkę przesuwającą się po mapie. — Rusza się, chyba jedzie, bo przesuwa się szybko — wtrąciła i przekręciła ekran tak, żeby Madox też mógł zobaczyć. — Jak dla mnie to jadą w stronę York Mills — a dokładniej Bridle Path, która była jedną z bogatszych dzielnic Toronto. Znajdowały się tam większe i mniejsze wille oraz nowoczesne domy, postawione wokół zieleni.
Pilar poniosła przelotnie spojrzenie na swojego męża. Jakie istniało prawdopodobieństwo, że poznaliby miejsce zamieszkania Luny? Kurwa, to byłoby chyba zbyt piękne, żeby faktycznie było prawdziwe, ale przecież musieli to sprawdzić. Nie mogli teraz tak po prostu odpuścić. Szkoda tylko, że auto którym się poruszali było kurewsko charakterystyczne. Z drugiej strony na plus było, że kierowali się do kolejnej strefy dla bogoli, to może tam aż tak nie będzie się rzucać w oczy wśród wszystkich lambo i porszaków.

Madox A. Noriega
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Może Madox powiedział to, żeby podkreślić, że on się odważył, że zawalczył o nią, nie poddał się, nawet kiedy kazała mu spadać. Kiedy to ich uczucie próbowała pogrzebać, zanim ono na dobre się rozpaliło, chociaż... Kurwa. Ogień był między nimi od samego początku, może nawet jeszcze przed Medellin, gdzie wyznali sobie miłość, gdzie pieprzyli się i kochali, i odkrywali przed sobą, jak nigdy wcześniej. Ona zobaczyła to jego dobre serce, rodzinny dom, a on słuchał jej historii z bidula.
I teraz też, kiedy Madox przypierał Pilar do muru, kiedy lgnął do niej i całował ją tak, jakby świat nie istniał, jakby liczyła się tylko ona, to był między nimi niezaprzeczalny żar. Potrafili go rozpalić zawsze, wszędzie, w jednej kurwa chwili. Zatracić się w swoich spojrzeniach, w pocałunku, w sobie nawzajem, do tego stopnia, że nie liczyło się nic innego. A kiedy poszły guziki jego drogiej koszuli, kiedy jej jasne poły zawisły odsłaniając jego klatę pokrytą licznymi tatuażami, a muszka osunęła mu się po torsie na ziemię, to Madox parsknął śmiechem. Wiedział, że Pilar i tak to zrobi, rozpierdoli mu wszystkie guziki, ale, że tutaj? U senatora?
- I myślisz, że tymi swoimi paluszkami rozszarpałaby chociaż jeden taki guzik? To wymaga wielu godzin ćwiczeń, wielu rozpierdolonych koszul - znowu się do niej szarpnął, żeby musnąć zaczepnie jej pełne, gorące wargi. Pilar rzeczywiście zniszczyła mu już wiele koszul, nawet te jego ulubione. Ale kto by się tym kurwa przejmował? Może Galen Wyatt, na pewno nie Madox Noriega. On gotowy był kupić paskudną, różową sukienkę tylko po to, żeby ją z niej zerwać.
Bo to jak szarpali z siebie ubrania, jak pozbywali się ich w biegu, też było jakąś nieodłączną częścią ich uczucia. Nie mogli się sobą nasycić, zawsze chcieli więcej, szybciej. Na już... Chociaż i tak patrząc na to jak na samym początku od razu przechodzili do rzeczy, to teraz sporo się nauczyli.
Madox nauczył się też, że niektóre rzeczy trzeba priorytetyzować. A dzisiaj najważniejszy był Kane... Chociaż zaraz uznał, że jednak Luna. Nikt, nigdy nie miał okazji znaleźć i wejść do jego kryjówki w Toronto, a oni mieli szansę. Musieli ją wykorzystać, nie było innej opcji.
Zaraz Noriega nawijał swojej żonie, jaki kawał dobrej roboty wykonała. Już chciał się wyrwać do samochodu, ale kiedy Pilar złapała go za koszulę przytrzymując przy sobie, to wbił w nią ciemne spojrzenie.
- Jest niesamowita - znowu zaglądał w jej piękne, duże oczy - mądra, piękna, dyktuje warunki gangusom i łamie nosy jednym ciosem - pokazał jej czubek języka, a zaraz cmoknął ją w nos. Może i wciąż uważał, że ryzykowała podkładając pluskwę Lunie i gdyby zapytała go o zdanie to kategorycznie zabroniłby jej to robić, ale... musiał też ją docenić. Zawsze doceniał, tylko, że fiksacja na punkcie jej bezpieczeństwa i tak brała górę. Chciał jej je zapewnić, odkąd wypomniała mu w Meksyku, że miał to gdzieś, to starał się podwójnie. Kurwa. Wszystko by poświęcił, żeby tylko Pilar była bezpieczna. Nawet jeśli miałby siebie. Tylko nie zawsze mu to wychodziło, bo życie, które prowadzili, półświatek, policja, mafia i gangi... Przecież to wszystko było kurewsko niebezpieczne. Jakby się nad tym dłużej zastanowić, to i tak radzili sobie nieźle. Wciąż żyli, w tym wszystkim udało im się nawet pobrać. Nie było źle.
Nieźle też wyglądał Madox za kółkiem tego samochodu, a zaraz oznajmił Pilar, że chciałby go kupić. Auto za prawie półtora bańki.
Uśmiechnął się delikatnie, kiedy Pilar zapytała, czy ma tyle kasy. Miał. Emptiness było jednym z najlepszych klubów w mieście i zarabiało kupę forsy, a do tego działające w nim podziemie. Może Madox nie miał na koncie tylu zer co Galen Wyatt, ale na biednego nie trafiło. Chociaż teraz remont klubu po pożarze na pewno będzie sporym wydatkiem, ale jeśli Noriega odpowiednio to rozegra, to może Luna go zasponsoruje. Sam to w końcu proponował.
Sięgnął do ręki swojej żony, żeby podnieść ją do szorstkiego policzka, żeby musnąć wargami jej gładką, ciepłą skórę.
- O kasę się nie martw cariño - bo to akurat było coś takiego, co Madox mógł jej zapewnić, coś co wypracował przez lata. Kiedyś zapierdalając całą zimę w dziurawych trampkach. Robiąc dla policji, na barze i odmawiając sobie wielu rzeczy. Teraz kurwa nie musieli. I chociaż Noriega wiedział, że Pilar wolałaby tą kasę przeznaczyć na chociażby dzieciaki z sierocińca, to przecież oni też zasługiwali na to, żeby od czasu do czasu się porozpieszczać. A dzieciakom i tak pomagali. Pewnie bardziej niż większość bogoli razem wzięta - bardziej o te rączki... - szczypnął zębami skórę na jej knykciach, a potem oparł sobie jej rękę na karku, żeby go po nim podrapała. Zamruczał nawet cicho, a kiedy zaczęła grzebać w torebce, a zaraz zaczęła to a właśnie, to obejrzał się w jej kierunku.
- Wolny weekend na moje urodziny? A co będziemy robić? Jakiś seks maraton? - no skoro Galen Wyatt miał swoje weekendowe seks maratony, to co Madox miał być gorszy? Ale tak naprawdę to tylko tak ją zaczepiał. Przechylił na bok głowę przyglądając się Pilar, jakby liczył, że powie mu coś więcej - a co planujesz? - zapytał jakby nigdy nic, bo Madox nie lubił niespodzianek, on wszystkie chciał na już, na teraz, a nie czekać na coś... jeszcze tyle czasu - powinnaś mi powiedzieć, żebym się przygotował i w ogóle... Wiedział co powiedzieć w klubie - ta... Głównie chodziło o to, że chciał już wiedzieć. Teraz pewnie codziennie będzie próbował i ją o to pytał, jak z tym ślubem. Czy to już?...
- Co? - wypalił od razu słysząc to jej ja pierdole, bo w pierwszej chwili pomyślał, że może Luna wywalił pluskwę od razu za rogiem, ale kiedy okazało się, że to nie o to chodzi, bo Pilar pokazała mu wyświetlacz telefonu, to wywrócił oczami. Akurat pokonali tą żwirową drogę prowadzącą od posiadłości, na której wcześniej pod sobą... dochodzili. Madox specjalnie wjechał w jakąś dziurę, żeby samochód podskoczył, a Pilar na siedzeniu również. Zerknął na nią z ukosa, ale wtedy wypaliła to jest, a zaraz pokazywała mu wyświetlacz telefonu z mapką - dobra, to też tam jadę - Madox skierował auto na York Mills, o tej porze miasto było przejezdne i szybko pokonali drogę dzielącą ich od dzielnicy dla bogaczy. Mijali kolejne wille, a kropka sygnalizująca gdzie przemieszczał się Luna wciąż się poruszała, chociaż w pewnym momencie stanęła...
- Kurwa to te nowoczesne chaty ze szklanymi ścianami? Nie podjedziemy za blisko - Madox pochylił się w kierunku Pilar zaglądając do jej telefonu. Luna rzeczywiście znajdował się w jednej z nowoczesnych, oszklonych willi, które rzucały się w oczy z daleka. Tak jak zresztą Aston Martin, tyle, że Madox zaparkował go koło wjazdu do jednej z takich nowoczesnych willi. Odpiął pas, żeby spojrzeć na Pilar. Byli kurwa blisko, kilkaset metrów od... prawdopodobnie kryjówki Luny. Nikt nigdy nie był tak blisko. Powinni to sprawdzić, ale...
- Zostaniesz tu? Jak nie wrócę za dziesięć minut, to wezwiesz posiłki - zaproponował Madox, sięgnął do schowka, gdzie leżały już dwie spluwy, żeby wziąć jedną z nich. Wiedział przecież, że Pilar się z nim nie zgodzi, że mu nie pozwoli, ale musiał spróbować. Sięgnął wytatuowanymi palcami, żeby oprzeć je na jej kolanie, zimną lufą musnął rozgrzaną skórę, która wystawała spod rozcięcia w jej sukience - nie powinniśmy tam iść razem. Nie powinniśmy też się wychylać, ale jak tego nie sprawdzimy, to przegapimy taką okazję. Muszę Pilar - podniósł spojrzenie na jej duże, błyszczące oczy. Nie mogli tu siedzieć i się zastanawiać, musieli działać, póki Luna jeszcze nie wiedział, że go śledzą. Bo zaraz mogli przegapić okazję, którą nagrała im Pilar - ty podrzuciłaś mu lokalizator, to teraz... Ja to tylko sprawdzę - bo to chyba był sensowny podział obowiązków, a przynajmniej według Noriegi. Nie zamierzał odpuścić. Odpiął pas i wysiadł z samochodu, pistolet włożył sobie z tyłu za pasek, schował go pod białą, rozpiętą koszulą, którą potargał mu wiatr.
Tylko... czy Pilar go posłuchała?

pero... ¿Pilar le escuchó? ₊˚⊹ ᰔ
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Pieniądze nigdy nie były dla nich problemem.
Oboje dobrze zarabiali, chociaż wiadomo, Pilar nie miała podjazdu do swojego męża.
Policja może i płaciła wystarczająco, szczególnie śledczym, żeby wieść o k e j życie na poziomie, jednak z pewnością nie na tyle, by móc sobie pozwolić na krwiście czerwonego jaguara czy tym bardziej ognistego Astona Martina za półtora bańki. Nie miała jednak zamiaru narzekać na to, że Noriege było. Że dzięki prowadzeniu najlepszego klubu w Toronto i kręceniu się wokół półświatka zarabiał całkiem pokaźne sumki. Sama do końca nie wiedziała, ile dokładnie przekrętów robił w tej swojej piwnicy, ale to może nawet i lepiej? Jeszcze tego brakowało jej do niekończącej się listy zmartwień związanych z Madoxem.
O rączki jednak nie miała zamiaru nie martwic, pomimo jego uwagi. Przesuwała palcami tak, jak ją prowadził, błądząc opuszkami po rozgrzanej skórze. Przesuwała się wzdłuż tatuaży, by w końcu znaleźć się za uchem i podrapać go z wyczuciem, z czułością. Nigdy nie umiała się od niego odkleić. Akurat ich dwójka była równie mocno dotykalska i z jednej strony było to jak spełnienie marzeń, a z drugiej w tym samym czasie ich przekleństwo, bo autentycznie nie umieli się od siebie odkleić. Wiecznie szukali kontaktu fizycznego, wiecznie musieli mieć się b l i s k o. Tak jak blisko Pilar chciała mieć jego w jego urodziny.
— No chyba cię pojebało, że ci powiem — prychnęła głośno, kręcąc głową na boki. Chyba sobie żartował, jeśli naprawdę myślał, że Pilar puści jakąkolwiek parę z ust. Szykowała mu niespodziankę już od jakiegoś czasu, a dokładnie to niespodzianka chodziła jej po głowie, bo tak naprawdę jeszcze nic w tym kierunku nie zrobiła. Prawda była taka, że nawet nie miała kiedy. Ledwo co wrócili z Rio i wszystko sypało im się w rękach, nie mieli nawet czasu dłużej porozmawiać, a co dopiero planować tak błahe rzeczy. Nie zmieniało to faktu, że Pani Noriega miała już wszystko w g ł o w i e. — A seks masz w pakiecie akurat zawsze — przewróciła oczami, bo akruat ta część była aż nazbyt oczywista. — Dobrze wiesz, że wystarczy tylko twoje jedno spojrzenie — wzruszyła ramionami, bo… no kurwa musiał to wiedzieć. To, że ona nie potrafiła mu nigdy odmówić. Że nawet gdyby miała najgorszy, możliwy dzień, a on chociażby spojrzał na nią wymownie, dotknął ją, pocałował… już cała była jego. Bez zbędnego pierdolenia, nawet bez zbytniego starania.
I teraz też nie musieli się jakoś bardzo starać, żeby zlokalizować Lunę. Niewielka, czerwona kropeczka na samym środku ekranu zrobiła to za nich. Pokazywała dokładną lokalizacje, w dodatku rzutem na żywo, więc mogli na bieżąco widzieć, gdzie przesuwa się Benito. A dokładniej gdzie właśnie przejeżdżał swoim samochodem po Bridle Path, chyba najbardziej dzianej dzielnicy Toronto. W końcu jednak zatrzymał się gdzieś pomiędzy nowoczesnymi domami, praktycznie w pełni oszklonymi. Nie mogli podjechać za blisko, bo bez problemu mógłby poznać samochód, dlatego Madox musiał zaparkować furę ulicę dalej, tuż obok jakiegoś pomarańczowego Lambo.
Skręciła się w tym samym momencie co on i sięgnęła do pasa bezpieczeństwa. Dopiero kiedy z jego ust padło to iście idiotyczne pytanie zostaniesz tu?, to podniosła na niego spojrzenie, a obie brwi mimowolnie uniosły się ku górze.
— Żartujesz sobie ze mnie? — warknęła, nawet na moment nie gryząc się w język. — Nigdy nie zostaje — i to nawet nie podlegało jakiejkolwiek dyskusji. Nie miała zamiaru siedzieć w aucie, być tak blisko i jedyne co móc zrobić, to się kurwa zastanawiać. Przede wszystkim, czy z nim wszystko okej. Jeszcze jak oznajmił, że jak nie wróci za chwile, to ma zadzwonić po posiłki. — Jakie kurwa posiłki? Co ty chcesz zrobić, estupido? — wyrwała się do przodu i zacisnęła palce na jego nadgarstku, kiedy sięgał po pistolet. No czy on to reszty zwariował? Z chujem się na mózgi pozamieniał? Po co mu była broń, kiedy przecież jedyne co powinni tu zrobić, to tylko o b s e r w o w a ć.
— Jak nie chcesz tam iść razem, to sam sobie siedź w aucie — i tyle by było z tej całej miłosnej otoczki pod tytułem moja żona jest nieziemska. Teraz żona była już tylko wkurwiona. Na niego. Miała dość tego, jak nigdy nie potrafił ją traktować na równi ze sobą, jak chciał ją zostawiać w tyle i dalej podejmować swoje d u r n e decyzje. I kiedy on wysiadł z samochodu, oczywiście że Pilar zrobiła dokładnie to samo. Huknęła drzwiami tak mocno, że aż dziwne, że szyba nie wyleciała i nie roztrzaskała się w drobny mak.
— Spotkamy się za dziesięć minut przy aucie — warknęła i… ruszyła przed siebie. Tylko przelotnie popatrzyła w jego stronę, kiedy traciła go w pełni świadomie ramieniem i skierowała się prosto pomiędzy wysokie krzaki. Jeszcze spojrzała na telefon, żeby upewnić się, że kierowała się w stronę dobrego domu.
Na zewnątrz było już ciemno. Latarnie oświetlały jedynie niektóre miejsca na drodze, a w niektórych domach panowała już kompletna ciemność. Co się dziwić, biorąc pod uwagę, że było już późno, a bogole przecież musieli złapać odpowiednią ilość godzin swojego beauty sleep. Chociaż w budynku, do którego wszedł Luna świeciło się światło na parterze. Szkoda tylko, że przez wysokie krzewy nie było nic widać.
— Kurwa — mruknęła pod nosem, odwracając się za Noriegą, który pewnie za nią poszedł, bo oboje byli w końcu kuresko uparci i nie puściliby drugiego w pojedynkę szpiegować na Lunie. W pierwszej chwili próbowała podskoczyć, ale to przecież nic by nie dało. Dopiero po chwili spojrzała na… drzewo, które miała po lewej stronie. A potem na swoją długą, obcisłą sukienkę.
Chuj.
— Potrzymaj to — wcisnęła mu na moment swoje telefon, a sama nachyliła się do przodu. Nie było tu czasu się zastanawiać ani rozważać jakiegokolwiek za i przeciw. Sytuacja tak jak Madox sam wspomniał była jedna na milion okazją, która trzeba było w pełni wykorzystać. Dlatego zacisnęła palce na materiale, gdzieś nad kolanami, a potem… szarpnęła mocno rozdzierając czerwoną teksturę. Kurwa, miała pełną świadomość, że ta sukienka była obrzydliwe droga, najwyżej odda mu kasę, ale… — No co? Przecież jakoś musze wejść na to drzewo — przewróciła oczami, a potem jeszcze zrzuciła z siebie szpilki. Zabrała od niego telefon, zaglądając w jego piękne, zaskoczone pewnie ciemne oczy, wsadziła go sobie pomiędzy zęby, a potem dosłownie zaczęła wdrapywać się po korze w górę.
Pilar większość dzieciństwa uciekała przed gagatkami na drzewa w ogrodzie, dlatego wychodziło jej to nienagannie. Już po kilku chwilach była na rozgałęzieniu. Co prawda zapomniała, że nie miała na sobie majtek, ale jedyna osoba, która mogła mieć widoki to jej własny mąż.
Poprawiła się, robiąc mu miejsce i przesunęła nieco bliżej domu, odgarniając jedną z gałęzi, która zasłaniała im widoczność. Dopiero wtedy mogli zobaczyć kuchnie połączoną z wielkim salonem, Lunę, który wszedł przez drzwi i… kobietę, która zamknęła jedną z szuflad i skierowała się w jego stronę.
— Kurwa — mruknęła Pilar, odpalając kamerę w telefonie. — Myślisz, że to jakaś jego żona? — dopytała szeptem. Kimś na pewno była, biorąc pod uwagę pocałunek, jaki złożył na jej ustach. Pytanie tylko gdzie w tym wszystkim ta młoda dziewczyna, która dzisiaj wzięli za jego córkę?

Madox A. Noriega
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Czasem im mniej wiesz, tym lepiej śpisz...
Chociaż nie wszystkie pieniądze, które zarabiał Noriega były legalne, to jednak znaczną cześć generował sam klub, a biorąc pod uwagę to, że Madox był oszczędny... Sknerą był, to przez lata odłożył sporą sumkę, trochę wygrał w Vegas, trochę przechwycił od gangusów, których wsadził za kratki jak Franki Ferarri, i tak to jakoś się kręciło. Jego biznes.
Do tego stopnia, że było go stać na krwistoczerwonego Jaguara z limitowanej edycji, a teraz może nawet na tego Astona Martina. Chociaż jak tak dalej pójdzie, to będzie musiał też zainwestować w jakiś garaż, żeby mieć gdzie stawiać te bryki.
Madox jednak o tym teraz nie myślał, bo już mruczał jak dziki kot, kiedy jego żona drapała go za uchem, wiedziała co lubił. A on wiedział, że na pewno mu nie powie co zaplanowała, skoro to miała być niespodzianka, ale i tak spróbował, a potem po raz drugi.
- A czemu nie? Ja ci wszystko mówię - to było tylko takie na pół prawdziwe stwierdzenie, bo przecież Madox wiele rzeczy przed nią zatajał, albo po prostu nie poruszał niektórych tematów, udawał, że nie słyszy i w ogóle, ale z drugiej strony opowiadał jej czasem takie rzeczy, których nie mówił nikomu innemu. Dzielił się z nią swoimi wspomnieniami, opowiastkami z klubu, historiami. Dużo rzeczy jej mówił. I pewnie z niespodzianką też by się wygadał, bo on akurat nie umiał trzymać języka za zębami, jeśli chodziło o nią.
Na jej kolejne słowa spojrzał na nią z ukosa, a zaraz się uśmiechnął, ładnie. Posłał jej takie przeciągłe, zaczepne spojrzenie.
- A które spojrzenie? To? Czy takie? - nawet jej puścił oczko, a zaraz sięgnął do niej ręką, żeby ją poklepać po udzie. Noriega zdawał sobie sprawę, że oni byli bardzo fizyczni, że dla nich nie były wcale najważniejsze te górnolotne słowa, piękne wyznania, chociaż... te też potrafili sobie składać, ale jednak uczucia najczęściej przekazywali sobie poprzez fizyczność, drobne gesty, jak chociażby to muśnięcie skóry, ale też poprzez dzikie pocałunki i zajebisty seks. Co zresztą Madox zawsze powtarzał Pilar, że nie miał takich lasek jak ona. Tak gorących, które aż tak by go kręciły.
Nawet nie musiała na niego patrzeć, bo teraz jej piękne, ciemne oczy wodziły po telefonie, a on i tak się na nią nakręcał, sam się gapił, jak teraz na jej profil. Aż znowu wjechał w jakąś dziurę. I to dopiero sprawiło, że wbił spojrzenie w przednią szybę. Zwłaszcza, że już parkował w tej bogolskiej dzielnicy przy jakimś Lambo. A zaraz odwracał się do Pilar z tym idiotycznym pytaniem na ustach. Madox to czasem naprawdę się zachowywał, jakby jej nie znał. Ale... po prostu wychodził z założenia, że warto próbować, że może kiedyś Pani Noriega się po prostu z nim zgodzi i będzie mu posłuszna... Ta, chyba jak wygrają ten gokartowy zakład. Może... Chociaż gdyby tak było, to pewnie by się zdziwił.
Nie zdziwiło go za to w ogóle to jej żartujesz sobie ze mnie.
Ani żadne kolejne zdanie, które padło z jej pełnych, gorących ust. Madox te swoje ściągnął w wąską linię, wywrócił oczami odchylając do tyłu głowę.
- Czy kiedyś nadejdzie taki dzień, że powiesz, okej Madox, będzie jak chcesz? - spuścił na nią spojrzenie. Tak pierdolił, a pewnie jakby przyszedł taki dzień, to pierwsze co by zrobił to sprawdzał czy wszystko z nią okej, czy nie ma gorączki, nie uderzyła się w głowę, albo jej nie podmienili.
Nie podmienili, to była Pilar, zwłaszcza kiedy określiła go tak pieszczotliwie, nazywając idiotą.
- No nic takiego, rozejrzeć się, ale nigdy nie wiadomo co tam zastanę, nie? - w końcu miał zamiar wkroczyć do jaskini lwa i to takiej, gdzie nikt niepożądany wcześniej nie postawił stopy. Może czeka tam na niego cała mafia Luny? Nigdy nie wiadomo - no nie wiem... Może do Maczety zadzwoń, bo Eliot to raczej będzie miał... - nie dokończył, bo Pilar już go ścisnęła za rękę. Może rzeczywiście nie powinien brać broni? Ale z drugiej strony Benito na pewno miał u siebie spluwę, a może w ogóle cały arsenał? Madox chyba spodziewał się tam jakiejś gangsterskiej dziupli.
- Co? - wypalił, kiedy tym razem Pilar mu kazała siedzieć w aucie. Bo chyba kompletnie się nie zrozumieli. To ona miała zostać w aucie... Ale zaraz z niego wysiadała, to znaczy najpierw szarpała się z drzwiami, a potem trzasnęła nimi tak, że szyby się zatrzęsły. Madox też wyskoczył z samochodu, a zaraz ruszył do niej - Pilar... kurwa - rozłożył ręce, bo już chciał jej tłumaczyć, że no nie, tak to na pewno nie będzie, ale ona ruszyła przed siebie, kiedy trąciła go ramieniem, to zrobił tylko wielkie oczy - poczekaj - ruszył za nią od razu. Tyle by było z jego dyktowania warunków. Jak to było, że Pilar o połowę od niego mniejsza, w tej czerwonej sukience, z potarganymi kudłami, wychodziła przed siebie i ustawiała po kątach gangusów... w tym Noriegę. A on nigdy nie miał nic do gadania?
Wystarczyło jedno jej spojrzenie, a on położył uszy po sobie i szedł za nią. Jak Sombra, kiedy dostał reprymendę.
Stanął przy Pilar i przez chwilę patrzył jak próbowała podskoczyć.
- Czekaj, może cię... - nawet nie dokończył, bo już wciskała mu w ręce swój telefon, a zaraz rwała swoją drogą kieckę - mogłem ci z tym pomóc - mruknął. Nigdy by jej nie wypomniał, że to była droga sukienka, nawet jakby kosztowała półtora patyka, a ona pozwoliłaby mu ją z siebie zerwać, to by to zrobił bez mrugnięcia okiem. Bardziej chodziło mu o to, że ostatnio to ona ciągle rwała wszystkie ciuchy, a on... bawił się jej suwakiem. Kiedy to się tak pozmieniało? Od kiedy Madox Noriega umiał używać suwaka?
Tak się nad tym zamyślił, że w pierwszej chwili nie dotarły do niego słowa Pilar. Dopiero kiedy zaczęła się wspinać na drzewo, to zadarł głowę, żeby na nią spojrzeć - na drzewo? Pilar... - i znowu chciał jej pewnie suszyć głowę, ale zaraz podszedł bliżej - pomogę ci - rzeczywiście zrobił jej stopkę, żeby lepiej mogła sięgnąć gałęzi. Znowu się zagapił, ale nie było się czemu dziwić, biorąc pod uwagę fakt, że Pilar świeciła mu z góry nagimi pośladkami. A kiedy już usiadła na gałęzi, to Madox jeszcze przez moment stał pod nią, jakby sprawdzał, czy nie będzie musiał jej łapać, ale było stabilnie. Cofnął się i rozpędził, żeby też się wspiąć po drzewie i wylądować obok swojej żony - posuń się - zrobiła mu miejsce, ale i tak musiał ją zaczepić, szczypnąć w pośladek, a zaraz i tak obejmował ją ręką, żeby ją przytrzymać, kiedy sięgała do gałęzi, żeby poprawić im widoczność.
Był i Luna, we własnej osobie. Czyli naprawdę trafili do jego kryjówki. Do jego domu może?
Madox wychylił się trochę do przodu opierając głowę o ramię Pilar, jego ciemne spojrzenie padło na tą kobietę, z którą całował się Benito.
- Nie wiem. Z tego co udało mi się dowiedzieć na mieście, to Luna od kilku lat mieszka poza Toronto, tutaj tylko bywa... Ale kurwa ta chata nie wygląda wcale jak jakiś wakacyjny domek - spojrzał na dół na równiutko przystrzyżony trawnik, na zadbany ogród i te meble na werandzie, nakryte kocami, wyglądały przytulnie. Zresztą jak i całe wnętrze, bogolskie, wystawne, ale na swój sposób domowe - no i ta córka. Kiedyś gadali, że Luna zmajstrował dzieciaka, ale odesłał go z matką. Ale ja też bym tak zrobił, jakbym był ojcem chrzestnym latynoskiej mafii, to odprawiłbym swojego dzieciaka i żonę poza miasto - bo może i Luna był w Toronto kurewsko ważny, ale jak każdy na jego stanowisku miał też wrogów. Groźnych.
Na pewno groźniejszych niż Madox i Pilar, którzy siedzieli na drzewie jak jakiś Tarzan i Jane i obserwowali dom Benito. Luna przysunął się do kobiety, objął ją w talii i coś do niej mówił, a ona kręciła głową.
- O czym gadają?... Wiesz jakie chujowe mieli tam żarcie? Samą wątróbkę... - oczywiście, że Noriega już czytał z ruchu warg i do tego jeszcze naśladował Lunę. Chuja tam. Przecież wcale nie umiał tego robić. Zgrywał się - coś ty, podali ci tam wątróbkę, oj biedny Beniaczek - kobieta rzeczywiście sięgnęła do policzka Luny i tak to wyglądało, jakby go pożałowała.
Madox może nawet bawiłby się dalej w te zgadywanki, wymyślał kolejne dialogi, ale wtedy drzwi od werandy rozsunęły się i stanęła w nich... Nikt inny, a ta młoda dziewczyna z balu, wciąż miała na sobie sukienkę w kolorze szampana, ale nie miała już szpilek, przy uchu trzymała telefon.
- Patrz... - Madox zwrócił na nią uwagę swojej żony, ale stąd nie było opcji, żeby cokolwiek usłyszeli. Może powinni to zostawić, ale... - złapię cię - szepnął jeszcze do ucha Pilar, a zaraz zeskoczył z drzewa po drugiej stronie krzaków, na ten idealny trawniczek, prawie się przy tym wyjebał, ale jednak udało mu się utrzymać równowagę. Zebrał się szybko i wystawił ręce w górę, a potem machnął do swojej żony, żeby skakała. No bo przecież obiecał, że ją złapie.
Ogród wyglądał na pusty, a jeśli zbliżą się do werandy to może usłyszą o czym gadała młoda, zwłaszcza, że żywo gestykulowała i przechadzała się pomiędzy meblami. Musieli tylko uważać na te szklane ściany. Ale Luna akurat zajęty był swoją kobietą, przez jej ramię zaglądał do garnka, który stał na kuchence. A Madox znowu zachęcił tą swoją machając do niej z dołu.

Te atraparé ⋆˙⟡♡
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Miała ciężki charakter.
To nawet nie podlegało jakiejkolwiek dyskusji.
Ale co się dziwić, kiedy cale życie musiała podejmować decyzje za siebie? Nie miała rodziców, którzy zajmowaliby się nią, gdy tylko robiło się ciężko, nie miała też żadnego rodzeństwa, które nauczyłoby ją na czym polegały kompromisy. Jej historia wymagała od niej swego czasu, by zawsze stawiała na siebie, tylko na siebie mogła liczyć i już sam fakt, że czasami potrafiła odpuścić i przyznać Noriedze rację, to był jebany cud. Narawdę. Każdemu wchodziła na głowę, a jemu potrafiła niekiedy ustąpić.
Niekiedy, bo przecież dalej w dużej mierze była sobą.
Narwaną, impulsywna sobą z silnym charakterem. Sobą, która nie czekała na pozwolenie od mężczyzny, żeby coś zrobić, tylko po prostu brała co chciała i szła. Tak jak w tamtym momencie, gdy on jeszcze chciał z nią dyskutować, a ona poszła po dom Luny i już rwała sukienkę, żeby lepiej móc poruszać się po drzewie.
Cechą, która Pilar kochała u Noriegi było miedź innymi to, że potrafił odpuszczać. Że kiedy widział, że klamka już zapadła i decyzji nie dało się zmienić, potrafił zamiast się obrazić po prostu odnaleźć się w nowej sytuacji, dostosować, odpuścić i w tym przypadku pomóc jej wejść na drzewo. Mogli ze soba drzeć koty, mogli się na siebie wkurwać, ale kiedy przychodziło co do czego, to stali za soba murem i to było naprawdę piękne. To jak gdy tylko sytuacja tego wymagała, potrafili działać jak jeden organizm.
Pani Noriega oczywiście skorzystała z pomocy swojego męża. Naga stopą zaparła się na jego dłoniach, a następnie wskoczyła na drzewo. Wprawę miała w tym wieloletnią, dlatego poszło je dość sprawnie, a już po chwili robiła miejsce dla swojego diabła tuż obok, przy okazji próbując wykonać kilka fotek i przy okazji nagrać to i owo. Skoro juz mieli dostęp do takiego widoku, musieli przecież zrobić coś więcej niż tylko patrzeć.
— Będziesz mógł tego użyć w ostateczności — odezwała się do niego, chociaż wzrok miała nieustannie wbity w wyświetlacz i to, jak Luna przysuwał się coraz bliżej kobiety, a następnie składał na jej ustach przelotny pocałunek. — No wiesz, gdyby coś poszło nie tak podczas tej waszej rozmowy… — szantaż może i był brzydką praktyką, ale przecież niekiedy się przydawał. Luna często go stosował, wiec czemu Madox nie mógł? Wiedza gdzie mieszkał on albo jakaś jego ukochana z córką to przecież była kurewsko cenna informacja. Jedna z tych, za które niektórzy daliby się kurwa pokroić. A oni mieli to jeszcze udokumentowane.
— Myślisz, że ukrywa tutaj żonę i córkę? — spytała, próbując przesunąć się jeszcze bliżej, ale gałąź niebezpiecznie zaskrzypiała i całe szczęście Madox w porę szarpnął ją do siebie, żeby nie poleciała w dół. Mimowolnie zacisnęła palce na jego udzie i wtuliła się w niego na moment, wysłuchując o tym, czego dowiedział się, kiedy trochę popytał o Benito na mieście. Zadarła na niego głowę dopiero, gdy powiedział, że on też odprawiłby żonę z dzieciakiem poza miasto.
— I co? — warknęła na niego przyciszonym tonem. — Tak po prostu wiódłbyś sobie tutaj zajebiste życie, a laske z dzieckiem zostawił samą? Tak byś to sobie wyobrażał? — czy ona właśnie prawiła mu morały na temat czysto hipotetycznego scenariusza, który pewnie nigdy nie miałby miejsca? Tak. Akurat kiedy siedzieli na drzewie i się chowali? Oczywiście, że tak. Bo prawda była taka, że oni obje byli pierdolnieci. Kompletnie nie umieli dostroić się do sytuacji. Nie umieli być poważni i skupieni, bo jak nie jedno robiło wyrzuty o jakieś abstrakcyjne tematy, tak drugie… udawało, że czyta z ruchu warg. A ona jeszcze zamiast go opierdolić…
— Biedny Benito… — mruknęła, naśladując wysoki, kobiecy głos, akurat kiedy blondynka głaskała jego policzek. — Wymasuje ci piętki, jak tylko się umyjesz — wtrąciła, gdy ta nachyliła się bliżej i faktycznie wyglądała, jakby go wąchała. — Bo śmierdzisz jak gówno — dodała, podłapując ten kompletnie idiotyczny pomysł dubbingu, kiedy tak naprawdę powinni na siebie wyjątkowo mocno uważać. Przecież nie wiedzieli, czy gdzieś tutaj nie kręcili się jego ludzie, chociaż z drugiej strony może to była na tyle prywatna lokalizacja, że nawet własnym gachom nie chciał powiedzieć? W końcu w tym świecie nie można było ufać n i k o m u, nawet najbliższym, czego idealnym przykładem była pieprzona Maddie.
Patrz.
Spojrzała w stronę, którą wskazał Madox i od razu poznała dziewczynę, która była wtedy z nimi na bankiecie. Sukienkę miała ta samą, chociaż podobnie jak Pilar nie miała już na sobie szpilek. Włosy też były w o wiele większym nieładzie. Wyszła na werandkę, rozmawiając z kimś przez telefon i energicznie gestykulując, przysiadła na wielkiej, puchatej kanapie. Z miejsca, w którym się chowali nie dało nic usłyszeć. Musieli podejść bliżej, a jednak kiedy on to oznajmił, Pilar spojrzała na niego wymownie.
— A jak mają tu jakieś czujniki? — wtrąciła, przytrzymując go przy sobie za materiał rozdartej do połowy koszuli. Nie była przekonana, czy wchodzenie na posesje najbardziej niebezpiecznej osoby w Toronto to był dobry pomysł, nawet jeśli mieli przy sobie broń. W końcu nie mieli pojęcia co tu jeszcze czyhało. Tylko tym razem to Pilar musiała odpuścić, bo Noriega już zeskoczył po drugiej stronie drzewa. Westchnęła ciężko i spojrzała na niego z góry.
— Loco — tyle miała mu do powiedzenia, nim nie zsunęła się po gałęzi, a następnie nie zeskoczyła prosto w jego ramiona. Mimowolnie się od niego uśmiechnęła, gdy tylko ich spojrzenia się spotkały. — Tak mnie powinieneś podobno nosić po ślubie — ta, szkoda tylko, że oni po ślubie nie poszli do mieszkania, a kurwa do pieprzonego burdelu, gdzie wzięli udział w orgii. Cóż, co kto woli, nie. Teraz tez nie było czasu na zabawy, bo musieli się szybko schować, akurat kiedy przejeżdżało jakieś auto i prawie ich oświetliło. Znaleźli sobie miejsce za gigantycznym krzakiem pelargonii. Pomimo tego, że była noc zdradzały ich nieco ciuchy — jego biała koszula, może i trochę poplamiona, jednak wciąż odznaczała się w ciemności, to samo z jej czerwoną sukienką.
— Poczekaj — przytrzymała go, gdy chciał się wyrwać do przodu. — No przecież nas kurwa zobaczą — zauważyła, przyglądając się otartej przestrzeni przy jakiej poruszała się dziewczyna. Nie wspominając nawet o wielkich, oszklonych oknach, z których było widać w s z y s t k o.
Myśl, Stewart Noriega.
Myśl
.
— Tam — wskazała w końcu krzewny płot po ich lewej stronie. — Lepiej zostać przegonionym przez sąsiadów niż kurwa gangusa — płot był na tyle blisko, że jak dobrze to rozegrają i obejdą, będą w stanie nawet lepiej usłyszeć o czym rozmawiała dziewczyna, kompletnie nie będąc widocznym na żadnym etapie. Musieli jedynie… — Przerzuć mnie — poprosiła i tym razem zamiast wsadzać telefon między cycki, znalazła mu miejsce w kieszeni Madoxa. Pewnie wsadziłaby go sobie do stanika, ale… jego też nie miała.
Przykucnęła, ostatni raz spojrzała w ciemne oczy swojego męża, a potem już przeskakiwała przez żywopłot. I kiedy tylko Madox znalazł się tuż obok niej mógł poczuć jak pazury jego zony wbijają mu się w rękę, a oczy… te były całe załzawione. Zaciskała usta ile tylko mogła, żeby się nie wydrzeć, chociaż jej stopy… wylądowały prosto w pierdolonym krzewie róż. Iły wbijały się w jej nagą skórę od stóp aż po kolana. Bolało. Kurwa jak to bolało. Aż musiała szarpnąć do siebie jego rękę i przystawić sobie do ust, żeby ją zakneblował. Musiał ją wziąć na ręce, teraz juz nie było innej opcji i odostawić dopiero kawałek dalej.
— W tamtą stronę — powiedziała cicho i siorbnęła nosem. Wszystko ją bolało, zostawiała jakieś lekkie, czerwone ślady, ale szła dalej. Bo co innego miała zrobić? Nie pierwszy nie ostatni raz cierpiała. Szczególnie, że już powoli dało się usłyszeć głos dziewczyny…
— …mówię ci kurwa i on mnie wtedy szarpnął do siebie, pierdolony kutas — nawijała, a Pilar aż odwróciła się w stronę Noriegi i spojrzała na niego przelotnie. — No nie powiem, był zajebiście hot i pewnie gdyby nie było tam mojego starego, to na pewno bym go zaliczyła. Przecież czułam na tyłku jak mu staje, kiedy mnie tak trzymał przy sobie — tu Madox tez dostał wymowne spojrzenie, chociaż uprzedzone przewróconymi oczami przez Pilar. Bo jej mąż bardziej wyglądał wtedy jakby chciał ją zapierdolić, a nie przelecieć. — I tak jeszcze będzie mój. Co?! Weź nie wiem, ojciec powiedział, że będzie z nim robić interesy. A skąd mam kurwa wiedzieć jakie, wiesz, że on nic mi nie chce powiedzieć i tak mam przejebane za to, że tam wbiłam, chociaż dobrze, że byłam, bo gach, którego wynajął do roboty nawet nie został wpuszczony ze swoim marnym nożykiem…

:dedek:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Madox był mistrzem dostosowywania się do sytuacji.
Praktykował to od tylu lat, w klubie, w policji, może jeszcze w Medellin, kiedy za dzieciaka uciekał z domu, żeby spać u kuzynów, albo w damskich akademikach przy szkole aktorskiej, kiedy nie mógł tam wytrzymać ze starym Noriegą. I teraz przy Pilar i jej ciężkiem charakterze też potrafił się dostosować. Odpuszczać. Bo przecież finalnie dochodził do wniosku, że byli w jednej drużynie, a do tego i tak często dostawali po dupie, że już dochodzenie się i spieranie między sobą nie było im potrzebne. Chociaż czasem to robili, uparci byli, mieli silne charaktery, lubili stawiać na swoim. A do tego te ich kłótnie to nie były jakieś delikatne sprzeczki, to zawsze był ogień.
Bo oni nie umieli trochę... Wszystko co robili było na maksa.
Kochali się na zabój, ale jak dochodzili, to też tak, że ktoś patrząc na to z boku mógłby myśleć, że się pozabijają.
Tym razem jednak Madox stał już pod drzewem chowając dumę do kieszeni i pomagał Pilar wspiąć się na gałąź. Oczywiście zaczepił ją za bosą stopę, a zaraz sam wspinał się obok niej, w tych eleganckich bucikach, które ślizgnęły mu się na korze. Spojrzał w wyświetlacz telefonu Pani Noriega, kiedy nagrywała całą tą scenkę.
- Może - wzruszył ramionami, bo prawda jest taka, że Madox nie chciał szantażować Luny jego żoną, nie lubił posuwać się dot takich rzeczy, ale gdyby musiał. W ostateczności. Znowu zagapił się na jej profil. Zamiast na Benito. I dlatego on nie powinien chodzić na żadne tajne misje z żoną, bo zamiast skupiać się na zadaniu, to jego ciemne spojrzenie wciąż i wciąż uciekało do niej.
Dopiero kiedy zapytała o to, czy myśli, że ukrywa tu żonę i córkę, spojrzał w kierunku oszklonej ściany, na ten ich dom. A zaraz sięgnął do Pilar, żeby ją do siebie szarpnąć, kiedy wychyliła się bardziej na gałęzi i ta zatrzeszczała pod jej naporem - ja pierdolę, uważaj... - oczywiście, że musiał jej to powiedzieć, ale zaraz ciemne spojrzenie wbił w Lunę i jego kobietę, a tej swojej opowiadał czego się dowiedział. Jego palce odruchowo przesunęły się po jej plecach, wplotły w czarne kosmyki, którymi się bawił.
Dopiero na to kolejne pytanie Pilar, opuścił na nią wzrok, odszukał jej piękne, przenikliwe spojrzenie. Wywrócił swoimi ślepiami.
- Ta... Odesłałbym ją, żeby ruchać sobie dupeczki w Toronto i robić nowe dzieci - sarknął i schylił się, żeby dziabnąć ją w brodę - oszalałaś? Odesłałbym ją, żeby była bezpieczna z dzieckiem, ale tylko jeśli by mi na niej naprawdę zależało... - zamyślił się na moment, a jego spojrzenie uciekło w kierunku szklanego domu - może Lunie też na nich zależy, skoro ich tutaj ukrywa? - no to by wiele wyjaśniało. Puścił plotkę, że je odesłał, a tak naprawdę ma je tutaj, ale nikt o tym nie wie. Madox lepiej by tego nie rozegrał. On by pewnie zaraz to spalił. Dlatego on musiał wysłać Pilar poza Toronto, kiedy będzie rozmawiał z Luną, innej opcji nie widział. Musieli to potraktować poważnie.
Chociaż w tej chwili to Madox wcale nie umiał zachować powagi, bo zaraz wymyślał o czym Benito może rozmawiać ze swoją kobietą, a kiedy Pilar to podłapała, to parsknął jej gdzieś w szyję.
- Jak gówno? Wiedziałem, że te nowe Chanel będą jebać szambem - zaparafrazował Benito, znowu zerkając na swoją żonę. Pojebane to było, że oni nawet w sytuacji zagrożenia życia potrafili... się ze sobą bawić.
Szalone. Nienormalne. Ale bardzo w ich stylu.
Tak samo jak w stylu Madoxa było to, że jak on tylko zobaczył tą dziewczynę na werandzie, to się wyrwał, żeby zeskoczyć z drzewa.
- Jakie czujki? Myślisz, że pod spodem jest pole minowe? Pod drzewem, i rozpierdala w drobny mak wszystkie bezpańskie koty? - pochylił się do niej, żeby jeszcze szczypnąć zębami jej brodę, a potem palec, który zaciskała na jego porwanej koszuli, a zaraz zeskoczył na trawę, jak kot... Ułomny, ale dziki. I na szczęście nie rozpierdoliło go w drobny mak, ani żaden alarm nie zaczął wyć. Pomachał do Pilar, żeby też skakała, a zaraz trzymał ją pewnie w ramionach, jeszcze ją podrzucił i poprawił, a jego ciemne spojrzenie odnalazło to jej.
- A gdzie? Do sypialni? Może do naszego nowego domu cię tak zaniosę? - zaczepił ją, ale zaraz już puszczał, bo musieli się schować za jakimś krzakiem. Madox długo nad tym nie myślał i już chciał ruszyć do werandy, ale jego żona przytrzymała go przy sobie, całe szczęście - może nie? - no tak, bo dla Madoxa zawsze, za każdym jebanym razem była szansa, że po prostu mu się uda, będzie po jego. Pięćdziesiąt procent szans, a drugie pięćdziesiąt, że wszystko się spierdoli. Ale... on gotowy był zaryzykować.
Wtedy jednak Pilar wskazała mu ten żywopłot.
- Ale nie wiesz kogo ma za sąsiadów? Może też gangusów? - musiał sobie popierdolić, ale się z nią zgodził, a zaraz pomagał jej przejść na drugą stronę, sam też wspiął się na krzaki i przeskoczył po drugiej stronie, jakaś gałązka zarysowała mu policzek, na którym miał cienkie, czerwone zadrapanie, więc kiedy lądował koło Pilar to już zrzędził - ała, zobacz tutaj, drapnął... - nie dokończył, bo wtedy poczuł na skórze paznokcie swojej żony, wbiła mu je do krwi, i to już go wcale nie bolało, od razu spojrzał w jej oczy, a potem w dół na jej bose stopy, którymi stała w różanym krzewie.
W pierwszej kolejności zakneblował jej usta dłonią, żeby nie krzyknęła, mocno, poczuł na niej jej zęby, ale tym też się nie przejął. A w drugiej już łapał ją pod kolanami i przerzucał sobie przez ramię, przesunął palcami po jej udach - chyba ja będę musiał ci zrobić masaż piętek - delikatnie sunął pod tych zadrapaniach, aż do jej stopy, z której zgarnął różane ciernie, jedną nawet sobie podniósł wyżej, przytrzymując ją na ramieniu, żeby mu nie spadła, nie wywinęła orła do przodu, wyjął jej ze stopy jakiś kolec i musnął ją wargami - będzie trzeba posmarować maścią ciotki - może jeszcze by się rozwodził nad tymi jej zadrapaniami, ale dotarł do nich już głos dziewczyny, chociaż jeszcze stali za daleko. Nie chciał puszczać Pilar, ale mu się szarpnęła i prawie spadła, więc postawił ją na trawie i ruszyli we wskazane przez nią miejsce. Stamtąd już doskonale słyszeli o czym rozmawiała córka Luny.
O Madoxie. I tym jak mu stanął, kiedy ją trzymał. Noriega aż uniósł brew, bo nic takiego sobie nie przypominał. On w zasadzie lubił małolatki, a czasem gorące mamasity... Ale teraz w zupełności wystarczała mu jego żona. Zaraz się do niej przysunął.
- To też mogę wykorzystać w ostateczności? To że wpadłem jej w oko? - zaczepił Pilar, bo nie mógł się powstrzymać.
- No coś ty, ojciec nie wiedział, że tam będę, ale się wkurwił... Teraz gada z matką, bo chce mi dać jakiś... szlaban. Pojebało go chyba - dziewczyna gadała jak najęta, ale... Pilar i Madox już przynajmniej byli pewni, że to była córka Luny, a ta kobieta w domu była jej matką.
Żona i córka Luny, Madox nigdy nie podejrzewał, że na tym przyjęciu trafią na coś takiego, a tu proszę. I wszystko dzięki lokalizatorowi Pilar. Jego ciemne spojrzenie odszukało piękne, błyszczące oczy jego żony.
- Dobra, przebiorę się tylko i możemy iść do klubu... Co? Wyjebane, przecież mam już osiemnaście lat bicz, nie może mnie gdzieś nie puścić - dziewczyna wstała i zaczęła z siebie ściągać sukienkę, rozsunęła suwak, a materiał spadł jej z ramion. I wtedy... Madox depnął na jakąś gałązkę, która strzeliła pod jego butem. Kurwa.
- Co to było? Czekaj... to chyba kot sąsiadów, ale... - brunetka ruszyła w stronę żywopłotu, a Noriega aż wstrzymał powietrze i znowu stał za Pilar, przycisnął ją do siebie, jakby to miało im pomóc - Dolly kici kici, Dolly? - zawołała dziewczyna. A Państwo Noriega starali się nie poruszyć, nie oddychać nawet. Brunetka zbliżyła się do żywopłotu...
- Aurelia! Do domu? Znowu paradujesz po ogrodzie w bieliźnie?! Raz dwa do środka! - na werandę wyszła jej matka, warknęła na nią głośno, a dziewczyna zawiesiła rękę tuż przy krzakach, ale zaraz się cofnęła, ruszyła do domu.
- Ach mami! Daj spokój, przecież tu wszędzie są te krzaki, nikt mnie nie widzi... - zaczęła nawijać, a po chwili obie zniknęły w domu.
Madox dopiero wypuścił z płuc powietrze i puścił swoją żonę.
- Ja pierdole, myślałem, że będę musiał tam wyskoczyć i jej wkręcać, że przyszedłem tu za nią, bo chciałem ją zaliczyć - wywrócił oczami wyglądając pomiędzy krzakami w kierunku domu Luny. Te szklane ściany były jednak dobre, bo widzieli przez nie jak Aurelia kłóci się z matką, a Luna stał z boku. Nie mieszał się w to... jakby w ogóle nie miał przy nich nic do gadania - myślisz, że ustawiają go obie po kątach? - Madox zagadał Pilar, bo tak to wyglądało. Kurwa. Żeby tylko oni nie dorobili się kiedyś córki z ciężkim charakterem po mamusi. Bo na pewno też Noriega skończyłby jak Benito.

:pilar2:
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Może i nie mieli pojęcia, kogo Luna miał za sąsiadów, jednak chyba w tamtej sytuacji k a ż d y byłby lepszy niż najgroźniejszy i najbardziej wpływowy człowiek w półświatku urzędującym w Toronto. Musieli podjąć do ryzyko i spróbować. Okna w domu chociaż równie duże i z widokiem na ogród były zaszyte mrokiem. W środku albo nikogo nie było albo wszyscy już spali. W końcu pora też pozostawiała wiele do życzenia.
Nie zmieniało to jednak faktu, że kiedy tylko Pilar przeskoczyła przez żywopłot, lądując nagimi stopami na różanym krzewie… prawie wydarła się na cały głos. Kurwa, jak to bolało. Czuła, jak każda jedna igła wbija się jej w miękką skórę, jak ciepła krew cieknie po kostkach i palcach. I pewnie. Gdyby nie Noriega, który zakneblował jej usta, już by spalili swoją kryjówkę. Wystarczyło jedno głośniejsze krzyknięcie, a córka Luny z pewnością byłaby w stanie ich zlokalizować.
Docisnęła się do swojego męża, gdy tylko podniósł ją do góry i przerzucił sobie przez ramię. Twarz wcisnęła w materiał marynarki, prawie go zagryzając, byleby tylko jakoś przyzwyczaić się do okropnego bólu. Miała wrażenie, jakby właśnie przeszła po igłach. Jakby skóra paliła ją żywym ogniem. Nie było jednak przestrzeni na użalanie się nad sobą. Nie pierwszy nie ostatni raz, kiedy robiła sobie krzywdę, kiedy było niewygodnie, kiedy trzeba było zacisnąć zęby i jakoś iść do przodu. Mieli misję do zrobienia — podsłuchać dziewczynę — i żadne róże nie mogły im w tym przeszkodzić.
Prychnęła w jego plecy, gdy oznajmił, że to on będzie musiał zrobić jej masaż piętek. Ta, zdecydowanie by się przydał. Albo chociaż przyłożyć do nich trochę lodu, jednak tutaj nie było takich rarytasów. Może jak już wrócą do domu, chociaż tam też w lodówce czekała…
— Kurwa, tylko nie maść twojej ciotki — jęknęła niezadowolona. Pamietała dokładnie jeszcze z Medellin, jak kurewsko złowieszczy był ten żel. Nie dość, że piekło w cholerę, to jeszcze śmierdziało tak bardzo, że Pilar prawie trzy razy się porzygała. Aż dziwne, że trzymali to w domu i dalej jedzenie im się zaśmierdło. Najwidoczniej korek też miała solidny. Prawie tak solidny jak mięśnie jej męża, kiedy przeniósł ją już przez pół wielkiego ogrodu i postawił dopiero, gdy sama zainteresowana zaczęła się wierzgać. Nie mogła przecież skupić się, przerzucona na jego ramieniu. Za blisko siebie miała jego pośladki.
Słuchała uważnie, jak dziewczyna rozmawiała z kimś przed telefon, obgadując Noriegę i to jaki był hot. Kto jak kto, ale Pilar doskonale wiedziała, jaka sztuka się jej trafiła i to w dodatku teraz z obrączką na palcu, ale wciąż słuchanie jak jakieś małolaty tak o nim mówiły, sprawiało, że się krzywiła. Szczególnie kiedy on również zaczpiał, pytając, czy to tez będzie mógł użyć w o s t a t e c z n o ś c i.
— Noriega — odwróciła się w jego kierunku i od razu ZDZIELIŁA go prosto w bicka, gromiąc wzrokiem. Oczywisćie tak dla zasady, żeby wiedział, co o tym myślała, chociaż po chwili spojrzała na niego już spokojniej, wbijając mu palec w klatkę piersiową, tak dla odmiany. — Możesz — warknęła przyciszonym głosem. — Tylko bez pieprzenia — jaka sobie z niego robiła? Czy może jednak naprawdę pozwoliłaby mu poderwać gówniarę tylko po to, żeby wyciągnąć od niej informacje? Cóż, Pilar chyba sama do końca nie wiedziała. Ileż to razy oni o czymś dyskutowali, zgadzali się na coś, a potem w praktyce wyglądało to zupełnie inaczej? Jak chociażby z trójkątem, na który na początku byli tacy chętnie, a kiedy przyszło co do czego, lgnęli tylko do siebie, choć odpychać innych jak najdalej, nie mogąc znieść widoku, jak inne dłonie kreślą zatarte przez nich ścieżki. Teraz stała przy żywopłocie i mówiła mu, że może, ale gdyby zobaczyła jak to robił? Czy wtedy też byłaby taka pewna? Tego sama nie wiedziała na sto procent. Jednak był to jakiś punkt zaczepienia.
Uniosła wysoko brwi, gdy dziewczyna wspomniała o klubie.
Kolejny punkt zaczepienia.
Proszę bardzo.
Sypały się na nich w takiej ilości, że Pilar w pewnym momencie aż zaczęła się rozglądać, żeby upewnić się, czy coś się lada moment nie wypierdoli. Szło im aż za dobrze. Wiedzieli za dużo, widzieli jeszcze więcej, dysponowali informacjami, za które niektórzy daliby się pokroić. Kurwa, nawet znali imię jego córki i…
Trzask.
Momentalnie zamarła, słysząc, jak Madox nadepnął na gałąź. Pozwoliła mu się do siebie szarpnąć i tym razem to ona zakneblowała mu usta. Docisnęła się do niego, jak tylko mogła, chociaż stali w takim miejscu, że wystarczyło rozsunąć krzew, a ukazaliby się od razu oni. Dookoła nie było nawet żadnego drzewa, żeby za nie przejść. Wszystko było w rekach Aureli, która podchodziła coraz bliżej. Pilar czuła, jak mocno wali mu serce, to jej wcale nie pędziło wolniej. Czuła, że byli spaleni i wtedy… jak jakaś Boska ręka, która normalnie ich omijała (może ta Babka Carmen) wymusiła matkę Aurelii na zewnątrz i lawinę pretensji.
— No przecież idę! — warknęła będąc jakiś metr od nich. — Kurwa, musze kończyć, matka nie daje mi spokoju. Nich już kurwa idą spać, bo chce stąd spierdalać. Noo, nawet mi nie mów. Dobra, to za godzinę w klubie. Buźka!! — dodała jeszcze do słuchawki, przesuwając palcami po krzewie, za którym stali, a potem odwróciła się na piecie i ruszyła do środka. Wymieniła z kobietą jeszcze kilka nieuprzejmości, a po chwili dookoła zapanowała cisza.
Błoga c i s z a.
Na kilka sekund, nim Madox znowu się nie odezwał. Jak zwykle z kolejnym błyskotliwym pomysłem.
— Jasne, a potem ja musiałabym zdrapywać twój mózg z żywopłotu, po tym, jak Luna to usłyszał i ci strzelił kulkę prosto między oczy — warknęła, kręcąc głową. Bo jeszcze podchody to jednego, ale na oczach jej starego gangusa? Przecież to aż prosiło się o szybką śmierć. I prawda jest taka, że gdyby chodziło o córkę Madoxa, on zrobiłby dokładnie to samo. Było coś w tym, jak dziewczynki były oczkiem w głowach sowich ojców. — A mnie by… — nawet nie dokończyła, bo tym razem coś za nimi zatrzeszczało. Jakaś złamana gałąź. Problem w tym, że ich dwójka wcale się nie ruszyła.
Pilar podniosła spojrzenie na Madoxa, łapiąc jego ciemne spojrzenie, a potem wspólnie odwrócili się w kierunku domu, żeby zobaczyć…
— Kurwa — westchnęła głośno, widząc zielone oczyska przy trawie. — Dolly, musisz tak straszyć ludzi?! — warknęła na kota i pokręciła głową. Serce waliło jej milion na minutę, a klatka piersiowa unosiła szalenie. Kot tylko spojrzał na nią i na Noriegę, a potem miałknął i sobie poszedł, przeskakując na teren ogrodu Luny. Świetnie. Przynajmniej gdyby cokolwiek, to był dowód, że można było zwalić na kota.
— Spierdalamy stąd — oznajmiła już do swojego męża, gotowa pociągnąć go w stronę wyjścia. — Albo raczej ty spierdalasz, a ja… — przeszła za jego plecy, a potem bezczelnie i bez pytania wskoczyła mu na barana. Stopy wciąż jej krwawiły, a on miał mięśnie. Cos więcej było trzeba? Tak mało ją nosił, że musiał to kiedyś nadrobić. Złapała go za ramiona, głowę przytulając do jego karku. — Przed siebie, corcel — rumaku, zaczepiła go łydką, gdzieś w okolicy kroczą, a usta przystawiła do jego ucha, przy którym również złożyła kilka pocałunków.
— Szkoda, że rozjebałam sukienkę… — mruknęła po chwili. — Nie sądziłam, że jeszcze mi się przyda — nie wiedziała, czy myśleli właśnie o tym, samym, ale jej po głowie chodziło tylko jedno. — Trzeba jechać za nią do tego klubu.
Drugiej takiej okazji mogło nie być.

:pili-madi:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”