ODPOWIEDZ
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Czy gdyby ten dzisiejszy dzień nie potoczył się tak, gdyby ułożył się inaczej, to oni odkryliby to, że czekali na siebie to osiem lat? Czy wciąż udawali by, że są sobie obojętni?
Udawaliby, że ich serca biją dla kogoś zupełnie innego, kiedy one zawsze rwały się w piersi do siebie.
I może nawet dzisiaj rano, oni jeszcze wciąż udawali, że to tylko... nienawiść. Niechęć, która jeży włosy na karku.
Teraz też to robiła, ale zdecydowanie nie była to niechęć. Już czuli doskonale, że to coś zupełnie innego.
Iskry pod skórą, kiedy sunął palcami po jej rozgrzanym udzie, a ona drżała, kiedy sięgał do miejsc, które już wcześniej chaotycznie badały jego opuszki, ale teraz miały je odkryć naprawdę.
- Ciebie... całą - mruknął od razu, kiedy pociągnęła go za język. Chciał ją poczuć, jeszcze bardziej. Dokończyć to, co przerwał im w łazience ten dzwonek do drzwi, kiedy byli już tak blisko...
Teraz też byli. Już czuł na palcach, jak bardzo ona też tego chciała, tego samego co on. Czuł na wargach jej usta, które układały się w kolejne słowa - po prostu wziąć... jakby było moje - powtórzył po niej. Jeszcze rozkładając jej uda, żeby zrobiła mu tam lepszy dostęp. Szarpnął się do niej, żeby przygryźć jej dolną wargę, zostawić na niej to przyjemne uczucie pulsowania, które teraz mieszało się z bólem.
Dzisiaj wszystko się z nim mieszało. I teraz to niedoczekanie, które sprawiało, że jemu też robiło się ciasno w spodniach - jesteś... kurwa... moja - ułożył te słowa na jej pełnych, miękkich ustach, w które zaraz się wpił zachłannie, kiedy jego palce agresywnie...
Nie zdążył właściwie nic zrobić, bo do pokoju wpadła jego matka, a on odskoczył od Pilar, chociaż serce waliło mu w piersi w jakimś szalonym rytmie, a wszystko, każda jebana komórka rwała się do niej. Stanął między nią o drzwiami, zasłaniając ją, a zaraz wdał się w dyskusję z matką, która doprowadziła tylko do tego, że wyprowadził ją z pokoju. Wyszedł z nią.
A za drzwiami posypała się kolejna seria gorzkich słów, kolejne wyrzuty. I kiedy Madox wrócił do pokoju, to może nawet jeszcze coś dorzuciłby w kierunku Pilar, która stała już przy drzwiach, może jej też by się oberwało, ale odezwał się jego ojciec, a on zaraz zasłaniał jej usta dłonią, przyciskając ją mocno do siebie. Jakby ten jego pierdolony ojciec miał wyczuć jakiś ich ruch, ich oddechy, które teraz szalały. Ten jego na jej karku, a jej na jego palcach. Czuł go.
A kiedy ojciec trzasnął drzwiami, wypuścił z płuc mocniejszy wydech, prosto na jej policzki, kiedy już się do niego odwracała. Wbił spojrzenie w jej błyszczące, duże oczy.
- Zwariowałaś? Ją o pomoc? Nie chcę od niej niczego... - to ostatnie zdanie wycedził przez zęby - jakąś łaskę? Teraz... - prychnął kręcąc głową - kiedy wtedy pozwalała mu... - nie dokończył, bo to nie był dobry czas na takie rozmowy. A może nawet on nigdy nie nadejdzie?
Madox miał w sobie dużo żalu w stosunku do matki, odrobinę ją rozumiał, że się bała, a jednak, on był jej dzieckiem, a ona pozwalała...
Wypuścił ciężko powietrze z płuc, a kiedy Pilar powiedziała to dobra, kurwa, to nawet spojrzał na nią z wdzięcznością, że nie musiał jej tego tłumaczyć. Nie teraz, kiedy przecież musieli się pospieszyć.
- Czekaj trzeba to zakleić... - on już znowu sięgał do apteczki na biurku, a Pilar do szuflad komody, ale Madox w zasadzie nie miał nic przeciwko temu, nawet zaraz dorzucił - zobacz na dole, tam są jakieś dziewczyńskie... - nawet nie dokończył, bo Pilar już wciągała na siebie jego bokserki w Spidermany, a Madox zmierzył ją spojrzeniem - nawet ci pasują - rzucił i kiedy już dał jej na ranę odpowiedni plaster, to zasunął apteczkę i wrzucił ją do torby, którą zamierzał zabrać, obok tego drewnianego pudełeczka. Miał zamiar tam dołożyć kilka ciuchów, ale Pilar już zrzucała z siebie bluzę, a Madox oczywiście... zagapił się na nią, jego spojrzenie zawisło gdzieś na jej nagiej piersi - co? - rzucił, kiedy kazała mu się pośpieszyć, a czarne tęczówki podniósł na jej oczy - zobacz w trzeciej szufladzie, są tam jakieś babskie szmaty - powiedział w końcu. Co prawda Madox rzadko sprowadzał tu laski, Rosę tak, ale wcześniej... zdarzało mu się, kiedy jego ojca nie było w domu. W końcu to willa z basenem, korzystał, gdy tylko mógł. Rzadko, ale jednak. Było tam kilka jakiś kusych bluzek i nawet coś z bielizny, albo wyuzdane kostiumy kąpielowe. Dziwne...
To znaczy, właściwie to nawet nie było dziwne, że dziewczyny tak się do niego odwalały, bardziej to, że zostawiały tu ciuchy, ale ile on koszulek potem przez to stracił.
Zresztą teraz nawet nie było co o tym myśleć, bo Madox też już ściągnął z siebie bluzę przez głowę i stanął przed nią w tych odpiętych, wilgotnych jeansach, z gołą klatą, na której mienił się jakiś złoty łańcuszek spływając po tatuażu z lwem - mam... - zaczął, ale jego wzrok znowu zjechał na jej piersi, więc cofnął się o krok, żeby ściągnąć z siebie jeansy, żeby się nie rozpraszać, bo przecież musiał jej w końcu przedstawić plan - to znaczy... Mój ojciec ma, i my musimy zrobić coś kurwa bardzo złego, ale to on jest zły, wyjebane, otworzymy sejf i weźmiemy tyle kasy ile nam się zmieści i... - nawijał zdejmując z siebie spodnie, które wilgotne lepiły mu się do nóg - i spierdalamy stąd, gdzie tylko chcesz, tak, żeby policja nas nie znalazła - podniósł na nią spojrzenie, na jej oczy, tak się zaoferował tą opowieścią, opisaniem jej tego karkołomnego pomysłu, że nawet nie zauważył, że kiedy obok niej stanął w samych wilgotnych bokserkach, to... mały Madito też stał na baczność. Dopiero kiedy ściągnął z siebie gacie, to aż odchylił do tyłu głowę - ja pierdole... ubierz się, czy coś, zasłoń... - rzucił jej pierwszą lepszą rzecz, którą złapał w palce, jakieś jego kolejne bokserki, w to się jednak chyba nie mogła ubrać, bo po co jej kolejne, ale on też złapał jedne. Tylko przeszedł się z nimi po pokoju, jakby liczył, że może to rozchodzi?
Ale nie zadziałało. Ani nawet to, jak Pilar wciągnęła na siebie w końcu jakąś bluzkę. On też założył na tyłek bokserki i nawet zajrzał do szuflady po jakieś spodnie.

Vestirse જ⁀➴ ♡
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”