ODPOWIEDZ
30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

021
Obudziła się z bólem głowy i zdrętwiałym ramieniem. Głowa pulsowała, jakby ktoś w środku jej czaszki grał na perkusji, co niewątpliwie było efektem trawki i wina, które dopiła, zanim jednogłośnie uznały, że najwyższa pora iść spać. Natomiast ręka ścierpła jej, bo April spała wtulona w nią tak mocno, że Teddy nie miała odwagi poruszyć. Nawet mrowienie w ramieniu wydawało się mniej ważne niż ciepło bijące od przyjaciółki i spokojny oddech, który wciąż wyczuwała na skórze.
Nie zmieniając pozycji, zerknęła na telefon leżący na szafce nocnej. Dochodziło południe. Darling zmarszczyła brwi, zaskoczona tym, jak długo spała. Na co dzień była przyzwyczajona do krótkich drzemek między akcjami, poranków zaczynających się od seksistowskich żartów kolegów i błyskawicznego wskakiwania w mundur. Wsparła się na łokciu i spojrzała za okno, gdzie wciąż prószył śnieg, po czym znów opadła na poduszkę, żeby jeszcze przez chwilę w bezruchu obserwować śpiącą przyjaciółkę. I chociaż ciało domagało się ruchu, a mrowienie w ramieniu dawało się we znaki, myśli wracały do zeszłej nocy, spokoju zaśnieżonego poranka i świadomości, że ten moment był szczególnie wyjątkowy.
W końcu, nie chcąc jej obudzić, postanowiła wstać z łóżka. Delikatnie wysunęła rękę spod głowy April i podniosła się, uważając, żeby nie narobić przy tym hałasu. Pokręciła się po pokoju, odkopała z dna torby napój energetyczny i wypiła go jednym haustem. Nagle przypomniała sobie wczorajsze postanowienie, że pójdzie na stok. I tego właśnie zamierzała się trzymać. Po wyjściu z łazienki wskoczyła w kombinezon narciarski, a gdy znalazła się już przed pensjonatem, jak na prawdziwe grudniowe dziecię przystało, rozkoszowała się skrzypiącym pod butami śniegiem.
Stok powitał ją świeżą bielą i chłodem. Przez prawie godzinę śmigała po trudnych trasach, nie przejmując się ani wdzierającym się pod kask wiatrem, ani szczypiącym w policzki mrozem. Każdy zjazd był jak ucieczka od codzienności i własnych myśli, co wprawiało ją w dziwne poczucie lekkości. Znów była na haju, ale takim dla sportowych świrów, gdzie główną rolę odgrywała euforia. A kiedy w końcu zdała sprzęt do wypożyczalni i wróciła do pensjonatu, skorzystała z dobrodziejstw szwedzkiego stołu, biorąc śniadanie dla siebie i Finch. Znów wzięła wszystkiego po trochu, bo nie potrafiła zdecydować, na co dokładnie miała ochotę. I Teddy czuła naprawdę ogromną satysfakcję, jak patrzyła na kolorowe talerze pełne świeżych owoców, jajek, pieczywa i ciepłych naleśników.
Zadowolona z genialnego wyboru, mogła poczłapać na górę, a w trakcie wspinaczki po stromych schodach nawet niczego nie rozlała! Ostrożnie zamknęła za sobą drzwi do pokoju i odłożyła tacę na stoliku przy kanapie. Przez większość czasu była tak cicha, że nawet zaczęła zastanawiać się, czy nie powinna przebranżowić się na ninję. Ale ta cisza została zakłócona przy zdejmowaniu butów, kiedy Darling niefortunnie uderzyła małym paluszkiem o kant komody.
Ach, kurwa — syknęła przez zaciśnięte zęby. Impuls bólu, zresztą jak zawsze, dotarł do mózgu z opóźnieniem. Prąd przebiegł wzdłuż całej nogi, a Teddy zagryzła wargę i złapała się za stopę, po czym kilkakrotnie podskoczyła na drugiej nodze. Trochę jak debilka, która z całych sił starała się utrzymać równowagę, żeby nie runąć na podłogę.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
Enjoy the simplest things
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the verge
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

8
Spała jak dziecko. Zawsze tak miała po marihuanie. Może dlatego zyskała miano jej ulubionej używki? Stanowczo odmówiła wczoraj wina, bo poczuła, że to zburzy jej perfekcyjny vibe. Pojedyncze lóżko na dwie osoby faktycznie nie było perfekcyjną opcją, ale musiało wystarczyć. Nie miała przecież na co narzekać, to Teddy dała się stłamsić i leżała jakaś połamana. Nie zdawała sobie z tego nawet sprawy, bo było jej tak błogo i przyjemnie. Miała lekki sen, ale za to potrafiła zasnąć w kilka minut i obudzić się względnie gotowa do działania. Pewnie gdyby zdawała sobie sprawę, co robi, to postarałaby się spać... lepiej. Ale nikt jej nie obudził, nie dostała żadnych instrukcji, a kolejne godziny mijały niezauważalnie.
Obudziła się i rozejrzała niepewnie. Była sama w łóżku, na zewnątrz było już jasno. Odruchowo spojrzała na nadgarstek, na którym nadal nie było zegarka. Jęknęła niezadowolona i zaczęła szukać telefonu. Na szczęście leżał na podłodze tuż obok. Nikt przez noc nie umarł, świat się nie zawalił. Godzina sugerowała, że można już wstać. Wsłuchiwała się przez moment w dźwięki wokół, spodziewając się odgłosów prysznica albo chodzenia po balkonie. Wyglądało na to, że jest w pokoju sama. Przypomniała sobie o zapowiedziach Teddy – na pewno była na stoku. Podniosła się leniwie z materaca i poczłapała do łazienki, by doprowadzić się do porządku.
Obejrzała się uważnie w lustrze ze wszystkich stron, badając stan swojego organizmu. Stłuczenia zaczynały przybierać niezbyt ładne kolory. Była obolała, ale nie miała problemów z poruszaniem się. Dotknęła jeden z siniaków i syknęła niezadowolona. Dobra, nie może ich za mocno naciskać, bo to akurat było nieprzyjemne. Będzie żyć, to najważniejsze. I nie potrzebuje pomocy w ogarnianiu się. Uniosła swobodnie ręce do góry, zrobiła skłon, który przypłaciła jednak stłumionym syknięciem. Obejdzie się dzisiaj bez gimnastyki.
Uczesana, ubrana i wypachniona wyszła z łazienki. Darowała sobie makijaż. Może później, na wieczór. Skoro ona nadawała się już do ludzi, to samo należało się pokojowi. Podkradła z bagażu Teddy energola, by mieć co sączyć w czasie porządków. Wykorzystała chwilę nieobecności przyjaciółki na zrobienie porządku, wyniesienie niepotrzebnych naczyń, rozwieszenie jej pościeli, by wyschła do końca. Była pod wrażeniem własnej produktywności. Tym razem darowała sobie gadanie do siebie. Odpaliła kolejną playlistę, nuciła pod nosem – względnie nie robiła z siebie idiotki.
Położyła się z powrotem na łóżku, zadowolona z rezultatów swoich działań i przymknęła oczy, zastanawiając się, czy da radę się jeszcze zdrzemnąć. Nie udało jej się pospać, po prostu się relaksowała. Usłyszała buszowanie przy drzwiach i szmery cichego przemieszczania się. Otworzyła oczy i zaczęła śledzić wzrokiem krzątającą się Teddy. Nie powstrzymała cichego prychnięcia w reakcji na wyrżnięcie o szafkę.
— To taniec godowy czy wołanie o pomoc? — Podniosła się z łóżka i podeszła do przyjaciółki. Nie wyglądała na połamaną. Jeszcze tego by brakowało, by siedziały tu jako dwie obolałe kaleki. Powitała ją krótkim, słodkim buziakiem.
— No już dobrze. Bądź dzielna. Wyobraź sobie, że jesteś superbohaterką. Albo strażaczką czy coś. — Wyszczerzyła się, dumna z ostrości własnego poczucia humoru o poranku. Jaki poranek, taki humor. Tanecznym krokiem wróciła na kanapę.
— Jesteś kochana, że to wszystko tu przyniosłaś. Myślałam, że zejdziemy razem, jak wrócisz. Byłaś na stoku? Jak było? Znowu narty? Ścigałaś się z kimś? Jaka jest pogoda? Nie przewróciłaś się? Spotkałaś jakieś suki ładniejsze ode mnie? — Wystrzeliła z siebie salwę pytań, wchodząc w standardowy, gadulski tryb. Jednocześnie zaczęła tworzyć sobie dziwaczną porcję na talerzu. Zagryzanie jajka winogronami to dziwny pomysł, ale widać jej pasował.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była święcie przekonana, że po powrocie do pokoju zastanie April zwiniętą pod kołdrą, pogrążoną w głębokim, niczym niezmąconym śnie. Rzeczywistość jednak brutalnie zweryfikowała te oczekiwania. Krótkie prychnięcie wystarczyło, aby uświadomić jej, że przyjaciółka nie tylko zdążyła już wstać, ale również doprowadziła pokój do porządku, jakby zeszła noc w ogóle nie miała tu miejsca.
Teddy zarejestrowała jej obecność dopiero w chwili, gdy otrząsnęła się z nagłego, przeszywającego bólu. Uderzenie palcem o krawędź mebla było tak dotkliwe, że przez moment aż się zapowietrzyła. Mogłaby przysiąc, że nawet rozcięte szkłem ramię po eksplozji w banku (sama rana dawno zdążyła się zabliźnić i pozostała jedynie wspomnieniem), nie bolało wtedy tak bardzo, jak to niepozorne, a jakże okrutne zderzenie z komodą.
Zdecydowanie taniec — odparła natychmiast i przymknęła powieki pod wpływem buziaka. — Nie widać? — uniosła brwi. — Ja wiem, że spodziewałaś erotycznego show, ale to musi ci wystarczyć — dodała z przekorą. Jedyny striptiz, jaki kiedykolwiek sprezentowała, był ten na wieczorze kawalerskim kumpla z pracy. Darling zrzucała wtedy z siebie mundur strażacki. Mało oryginalnie, ale podobno zrobiła wrażenie.
Parsknęła pod nosem na ten wyszukany żarcik i zrzuciła z siebie przemoczone od śniegu ubranie wierzchnie, które rozwiesiła na kaloryferze pod oknem. Nie miała pewności, czy później coś jej nie odpierdoli i znowu nie zapragnie wyskoczyć na stok.
Zaraz pora obiadowa i na dole zaczyna robić się tłoczono, więc zaoszczędziłam nam czekania na stolik — powiedziała, wciągając na tyłek dresy i opadła na kanapie obok Finch. — Planowałam przynieść ci śniadanie do łóżka. To chyba nie powinien być powód do narzekań? — zapytała, chociaż jej plan spalił na panewce, bo przyjaciółka musiała wygramolić się z pierzyny już jakiś czas temu, skoro miała taki dobry humor.
Seria pytań, jakimi została obrzucona, nie była dla niej nowością. W tym słowotoku było wszystko naraz i Teddy zawsze uważała, że gadulstwo April był cholernie urocze.
Dzisiaj postawiłam na urozmaicenie i wypożyczyłam deskę. I było cholernie zimno — aby potwierdzić swoje słowa, wsunęła swoje lodowate dłonie pod jej koszulkę przylgnęła nimi do ciepłego brzucha. — I pada śnieg. I wyobraź sobie, że się nie przewróciłam, bo to twoja działka. A nie ścigałam się z nikim tylko dlatego, że suki wolały robić ze mną coś innego — rzuciła z łobuzerskim uśmiechem i sięgnęła po pieczywo, żeby zrobić sobie totalnie wypasioną kanapkę, na której znalazło się wszystko. No może poza owocami, takie połączenie było akurat dziwne. Najwyraźniej nie dla April.
Teddy przez chwilę przyglądała się, jak ta zagryza jajka winogronem. Coś musiało jej się chyba poprzestawiało w głowie od wegetarianizmu.
A ty co robiłaś? — zainteresowała się. — Jak twoje siniaki? Koniecznie trzeba je później posmarować. Sprawdzałaś telefon? Czy zeszłej nocy wydarzył się cud i twoja firma dalej stoi? — w głos Teddy wdarła się nuda sarkazmu. — Zdążyłaś już odpisać wszystkim swoim dupom? — no nie mogła się powstrzymać. Nalała sobie gorącej herbaty i poruszyła wymownie brwiami znad wzorzystego kubka.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
Enjoy the simplest things
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the verge
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Namówiłaś mnie. Zamawiam dla siebie erotyczny taniec. — Przekaz słów Teddy był nieco inny, ale ona usłyszała to, na co miała ochotę i tylko to przyjęła do wiadomości. Skoro wczoraj namówiła ją do rozebrania się, to miały już zaliczony wstęp do takiej akcji. Teraz wystarczyło dodać do tego ponętne ruchy, które na pewno w sobie skrywała. Szkoda, że nie wzięła ze sobą na wycieczkę munduru, to dopiero byłoby coś! April miała dobre serce, przyjmie wszystko, co tylko przyjaciółka będzie chciała jej dać. W jej głowie oczywiście Darling się już na wszystko zgodziła.
— Nie narzekam, przecież powiedziałam, że jesteś kochana. Po prostu chcę, żebyś też pokorzystała trochę z urlopu. Musisz się trochę polenić. — Tyle dobrego, że miejsce oferowało gotowe posiłki i nie musiały same pichcić. Na pewno sprawiłoby im to sporo przyjemności, w towarzystwie zawsze gotowało się przyjemniej. Na co dzień Finch nie miała nic przeciwko buszowaniu w kuchni, lubiła to robić i była w tym całkiem niezła, co Teddy niejednokrotnie miała okazję sprawdzić na własnej skórze. Ale nie na takim krótkim urlopie! Fakt, że musiały poskładać sobie same kanapki był absolutnym maksimum.
Nabrała łapczywie powietrza, gdy poczuła lodowate ręce na skórze. Jęknęła niezadowolona i przymknęła oczy, ale nie odsunęła jej. Kilka sekund wystarczyło, by się przyzwyczaić, a należało jej się przecież rozgrzanie. Potarła jej dłonie szybkimi ruchami, by rozgrzały się jeszcze szybciej. Słuchała uważnie, wpatrując się na przemian w nią i w swój talerz. Pakowała w siebie sporo jedzenia jak na takie drobne ciało. To prawdopodobnie pokłosie wczorajszych wydarzeń. Organizm się domagał. Najpierw sprawiono mu ból, potem odurzono i jeszcze to nażeranie się przed snem, masakra. Potrzebowała nieco zdrowszych nawyków, przynajmniej na czas śniadania. Napcha się teraz i pewnie nie będzie już głodna do późnego wieczora. No trudno.
— Doprawdy? — odezwała się dopiero na wzmiankę o zajęciach suk. Uniosła brew, przyglądając się jej badawczo. W końcu jednak wsunęła do ust widelec z naleśnikiem i wzruszyła obojętnie ramionami.
— Ważne, że nie były ode mnie ładniejsze. — Skoro o to zapytała, a Teddy tego nie potwierdziła, to na pewno nie były. Jej logika była porządna i absolutnie nie do zachwiania. Skoro już musiała mijać tam inne kobiety, trudno. Skoro miała po wczoraj tyle energii, by drażnić tym April, trudno. Ważne, że we własnej wyobraźni wymalowała się jako numer jeden. Znajdowanie prostych i często bzdurnych pocieszeń było jej specjalnością.
— Zdążyłam tylko ogarnąć siebie i pokój. A siniaki tak, jak można było się tego spodziewać. Zaczynają wyglądać dość przerażająco. Ale prawie nie boli. — Upiła ostatnie łyki ukradzionego energola, odłożyła pustą puszkę na bok. Uniosła nieco koszulkę, prezentując kawałek najbardziej okazałego obicia na biodrze.
— Firma, o dziwo, nadal stoi. Nie ma dzisiaj ruchu na czacie. Pewnie wszyscy mają wyjebane i korzystają z faktu, że mnie nie ma w biurze. Nie będę im tego psuć. A wiadomości od dup nie zdążyłam sprawdzić, bo wróciłaś. — Uśmiechnęła się z przekąsem, niepotrzebnie przybierając trochę zbyt złośliwy ton, jakby chciała się odgryźć za te słowa o sukach. Szybko jednak skarciła się w myślach i przywołała na usta uśmiech.
— Na pewno nie pójdę z tobą dziś jeździć, mogę ci najwyżej kibicować z daleka. Popsułam nieco główny plan wyjazdu, wiem. Ale zgodzę się na wszystko inne, czym masz ochotę pożegnać ten rok — obiecała wyjątkowo pewnym siebie tonem. Skoro już narobiła kłopotów przez bycie łamagą, to przecież nie będzie tworzyć dodatkowych na siłę.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Spojrzała na nią pobłażliwie. Głowa April najwyraźniej pisała już własny, fantastyczny scenariusz, w którym Teddy wykonywała seksowny taniec, zupełnie ignorując fakt, że Darling nie posiadała żadnych umiejętności tanecznych. Jej ruchy były niezgrabne, a ona sama nie miała poczucia rytmu, więc w połączeniu z wymachiwaniem tyłkiem to po prostu nie mogło wyglądać dobrze. Może koledzy z remizy uważali wtedy inaczej, bo wszyscy byli najebani do nieprzytomności, a i Teddy nie była wtedy również najtrzeźwiejsza.
Musisz mnie najpierw upić — oznajmiła poważnie. — I wykorzystać mój stan do tego, żebym dla ciebie tańczyła, a nie do innych, niecnych czynów — zaznaczyła, bo jak na razie będąc pod wpływem używek lądowały w łóżku. A jednak Teddy nie mogła ruchać się i tańczyć jednocześnie. Nie była aż tak wielofunkcyjna.
Musiała przyznać, że przyjaciółka miała spust. Zawsze dziwiła się, jakim cudem mieściła w swoim małym ciele tyle jedzenia. Teddy z kolei wolała się delektować tym, co miała na talerzu. No i najpierw pochłaniała wszystko, co słone, a dopiero później poprawiała słodkim. To miało sens. Wyjątkiem było jedzenie chipsów, które lubiła zagryzać kostką czekolady.
Nie widziałam ich twarzy, miały na sobie kaski i kominiarki — westchnęła z udawaną ciężkością, dając Finch do zrozumienia, że nie mogła obiektywnie ocenić wyglądu wspominanych suk. — Niewiele też mówiły, ale nie bzykam przecież charakteru — wzruszyła nonszalancko ramionami, chociaż w środku poczuła się jak niewyżyte babsko, które przeleciałoby wszystko, co nie spierdala na drzewo.
Skrzywiła się na widok krwiaka i trochę też na widok tego, że Finch popijała sobie JEJ energetyka. Bezczelna. Co z tego, że tym sposobem oddalała Teddy od arytmii i insulinooporności.
Nie wygląda tak źle — rzuciła pocieszająco, chociaż siniak prezentował się bardzo źle. — Do wesela się zagoi! — dodała wesoło. Czyjego wesela? Tego już nie wiadomo. Najważniejsze, że pod nieobecność Finch, nic nie wyjebało się w jej pracy. Czyli było dokładnie tak, jak mówiła Darling. Pieprzona prorokini. Pokiwała głową, ale na wzmiankę o tych dupach, cmoknęła, wpychając sobie do ust kanapkę. — Ale do odpisz sobie — zachęciła ją kiwnięciem głowy. — Śmiało, nie krępuj się — dołączyła do tego obojętne machnięcie ręką, żeby nadać swojej reakcji jeszcze większego dramatyzmu.
W zasadzie Darling nie miała większych planów na dalsze popołudnie. Impreza sylwestrowa zaczynała się dopiero wieczorem, więc w zasadzie mogły pójść na spacer i pokręcić się po okolicy. Na razie zaspokoiła swój głód adrenaliny, który pozwolił jej otrzeźwieć i zniwelował ból głowy. Aktywność fizyczna była najlepsza na kaca. No i seks, ale to też aktywność fizyczna.
Wczoraj myślałam o gorących źródłach, ale to było przed tym, jak się zjawiskowo wyjebałaś — powiedziała, bo paradowanie z takimi siniakami w stroju kąpielowym nie było najlepszą opcją. Jeszcze ludzie pomyślą, że Darling dopuściła się przemocy. Niby zawsze sobie powtarzała, że nieważne, co ludzie gadają — ważne, żeby po prostu gadali, ale bez przesady. — Słuchaj, to nasz wspólny urlop i wspólne wejście w nowy rok, więc wymyślmy coś razem — oznajmiła kompromisowo, bo nie lubiła zostawać sama z takim ważnymi decyzjami. Z wywrotką wyszło, jak wyszło, teraz musiały znaleźć jakiś złoty środek, żeby obie czuły się spełnione. — Spacer albo łóżko — wystosowała dwie pierwsze propozycje, jakie przyszły jej do głowy.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
Enjoy the simplest things
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the verge
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wychodziła z założenia, że wszystkiego można się nauczyć. Póki ktoś nie jest skrajnie głuchy na muzykę, można z nim pracować. Lata gry nauki na fortepianie wyrobiły w niej nawyki, dzięki którym mogła rozruszać najbardziej zastane organizmy. Na niemal każdej imprezie była chętna do tańca, a bujanie się z pijanymi ludźmi było dość proste. Alkohol odbierał im wstyd, byli skorzy do nauki. Lekcje wprawdzie wyparowywały z głowy po wytrzeźwieniu, ale to nic. Nie namawiała nikogo jeszcze do striptizu, ale to przecież nie mogło być bardziej skomplikowane niż każdy inny taniec, prawda? Dochodzi wprawdzie rozbieranie, ale też można się mniej ruszać, więc to się nieco wyrównuje.
— Nie ma problemu. — Erotyczny taniec mógł w dość klarowny sposób prowadzić prosto do łóżka. Nie trzeba było z niczego rezygnować.
— Ja wręcz przeciwnie. — Pchnęła widelcem winogrono, bawiąc się nim na talerzu. Wiedziała, że Teddy nie jest jakimś niewyżytym zwierzęciem, ale i tak nie podobała jej się ta dyskusja. To prawda, że nigdy nie skupiała się głównie na wyglądzie. To istotny czynnik, ale jednak to przez rozmowy popadała w te swoje obsesje. Wariowała na punkcie charakterów potencjalnych partnerek nawet, jeśli często sporo sobie dopowiadała i idealizowała je w głowie. Trudno poznać kogoś naprawdę w mniej niż dzień, a przecież tyle jej wystarczało, by się na moment zakochać.
Spojrzała na nią z politowaniem, kompletnie nie wierząc w pocieszenie w kwestii siniaków. Za długo oglądała się w lustrze, by teraz przyjąć to do wiadomości. Przynajmniej nie dramatyzowała, że zostanie jej tak na zawsze. Na pewno się zagoi i to pewnie względnie szybko. Dobrze, że była zima i mogła zasłaniać się w pełni ubraniami, bez ryzyka wywoływania przegrzania.
— No tak, mogliby na ciebie wezwać policję. Lubię mundury, ale bez przesady. — Jakby taka poobijania zaczęła tłumaczyć wszystkim wokół, że to wcale nie była wina Teddy, bo to był zwykły wypadek, to pewnie szybko by je zgarnęli. Poplątałaby się we własnych słowach i narobiłaby niepotrzebnych kłopotów, chcąc przecież dobrze. Kontakty z mundurami zostawi sobie na powrót do Toronto. Strażaczki, lekarki, policjantki, żołnierki... to wszystko działało na nią zdecydowanie zbyt szybko i zbyt dobrze. Może to jakiś temat do przepracowania z terapeutą? Ukryta trauma czy coś? Albo po prostu wyjątkowo banalny kink.
— Mogłybyśmy to połączyć i pieprzyć się w miejscu publicznym, ale na to jest raczej za zimno. — Uśmiechnęła się niewinnie, na moment przenosząc spojrzenie na widok za oknem. Wszechobecny śnieg nie zachęcał do takich zabaw w plenerze.
— Spacer brzmi super. Nie powinnam sobie zrobić na nim krzywdy, chyba że mnie popierdoli od zbyt dużej ilości świeżego powietrza. I może potem wjedziemy na górę kolejką gondolową? Ponapawamy się widokami, a potem zamkniemy w pokoju i skupimy na świętowaniu? — zasugerowała wreszcie jakiś realistyczny plan.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie sądziła, żeby była szczególnie oporna na takie namowy. Wystarczyło kilka lampek wina, a najlepiej cała butelka, żeby ciało stało się podatne, a ona sama zaczęła uskuteczniać kocie ruchy z totalnym brakiem wstydu, który przychodził wraz z większą ilością alkoholu. Miała wprawę w ściąganiu majtek i o ile Teddy nie zaplątałby się we własną bieliznę, co w jej przypadku było akurat całkiem prawdopodobne, mogło wyniknąć z tego coś więcej. Muzyka w tańcu absolutnie w niczym nie przeszkadzała.
Czyli sypiasz ze mną, bo jestem brzydka, ale za to mam zajebisty charakter — stwierdziła z udawaną powagą, mierząc w nią widelcem, na który nabiła kawałek naleśnika. — To wiele wyjaśnia — dodała jeszcze, kiwając głową z pełnym zrozumieniem.
Mina April mówiła jednak sama za siebie. Darling natychmiast uniosła dłonie w obronnym geście, jakby chciała się wycofać z własnych słów, zanim te zdążą wyrządzić jakiekolwiek szkody. Niby tylko się droczyła, ale doskonale wiedziała, że ta rozmowa zmierza w stronę, w którą nie powinna iść. Zwłaszcza teraz. Lepiej zamilknąć, zanim sama nie zrozumie, co tak naprawdę chce powiedzieć. I dlaczego w ogóle czuje potrzebę, żeby to mówić.
Umówmy się, Teddy chyba umarłaby ze wstydu, gdyby zawinęli ją na komisariat w Mont-Tremblant. W Toronto mogłaby się jeszcze jakoś wybronić. Rzuciłaby kilka wybornych żartów, uśmiechnęła się w odpowiednim momencie i liczyła na to, że któryś ze znajomych policjantów da się złapać na jej ładne oczy. I cyk! Skandal rozszedłby się po kościach! Ale tutaj? Wystarczyłaby jedna interwencja, a nazajutrz pół miasteczka wiedziałoby już wszystko. A potem cały kraj aż huczałby od sensacyjne wzmianek w wiadomościach i chwytliwych, pełnych osądu nagłówków. Ona biła, a ona milczała. Mroczna twarz Teddy Darling.
Zbieraj się — poleciła, pochłaniając jeszcze jednego naleśnika z dżemem. — Nie będę pieprzyć cię na śniegu, bo odmarznie ci tyłek. Ale z drugiej strony, to byłoby zbawienne na twoje siniaki — stwierdziła po krótkim namyśle. — Świeże powietrze dobrze nam zrobi. Tobie szczególnie. Chciałam powiedzieć, że może nawet dotkniesz trawy, ale w obecnych warunkach to co najwyżej jakiejś nieoblodzonej kory drzewa — zerknęła wymownie na okno, za którym wciąż prószył śnieg. Na zewnątrz szalał mróz, ale wiatr znacznie bardziej odczuwalny był na stoku, więc pogoda sprzyjała spacerom.
Teddy poderwała się z kanapy i opatuliła się szczelnie szalikiem.
Wieczorem na dole jest jakaś potupajka, ale to raczej nie dla nas — naciągnęła na uszy czapkę i sięgnęła po kurtkę. — Chyba że przemawiają do nas darmowe drinki? — zerknęła na przyjaciółkę. Wiedziała, że Finch nigdy nie była szczególnie alkoholowa i wolała zjarać blanta niż się porządnie najebać. Ale w końcu to Sylwester, a darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda i te sprawy.
Mogą przecież zajrzeć na chwilę, wypić kilka fikuśnych drinków i strategicznie ewakuować się na piętro gdzie zamkną się w pokoju i wtedy to już na pewno Darling będzie skłonna na wykonanie odlotowego striptizu nie z tej ziemi.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
Enjoy the simplest things
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the verge
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Otworzyła usta, chcąc wypuścić z nich idealną ripostę. Gest przyjaciółki na szczęście ją zatrzymał. Zacisnęła usta w wąską linię, próbując w głowie nadążyć za sposobem rozumowania Teddy. Sama nie zawsze była w stanie wyczuć, kiedy nadal z kimś żartuje, a kiedy zaczyna robić się nieprzyjemnie. Najprościej byłoby pewnie po prostu zamknąć mordę, ale to też nie byłoby przecież w jej stylu.
— Mhm. Mam wrażenie, że wstałaś dzisiaj lewą nogą. Ale może mi się tylko wydaje. — Musiała mieć ostatnie zdanie, ale miała nadzieję, że to faktycznie zakończy temat. Udawanie, że nic dziwnego się nie dzieje, będzie po prostu najlżejsze. Będą dojrzałe, jak wrócą do Toronto. Chyba że znowu umówią się na jakieś zakrapiane wieczory albo po prostu bez powodu puszczą im hamulce. To jednak problem ich z przyszłości.
Podniosła się z kanapy i zaczęła ogarniać. Nie musiały się opatulać jak na stok, ale pogoda za oknem nie pozostawiała złudzeń – trzeba było o siebie zadbać. Na szczęście pamiętała o tym, pakując się na wyjazd.
— Chcesz tańczyć publicznie? Odważnie. Ja zawsze bardzo chętnie. I tak bym cię pewnie namówiła do tańca, niekoniecznie tego erotycznego, tutaj w pokoju. — Poprawiła włosy pod czapką, przeglądając się w lustrze. Zabawa z losowymi, pijanymi ludźmi nie brzmiała wprawdzie jak szczyt jej marzeń, ale może nie będzie tak źle? W każdej chwili mogą się przecież stamtąd ulotnić i schować w wynajętych czterech ścianach. A pokręcenia dupą do ładnych melodii April sobie w taką okazję nie odmówi tak czy siak.
Zgarnęła do kieszeni wszystko, czego mogłaby potrzebować i gdy oboje poczuły się wreszcie gotowe, ruszyła pierwsza przed siebie korytarzem w dół. Wyjście na zewnątrz okazało się orzeźwiające. Mroźne powietrze na balkonie jednak nie zapewniało wystarczająco dobrych wrażeń. Uśmiechnęła się szeroko do Teddy, dając znać, że spacer to był faktycznie bardzo dobry pomysł. Ruszyły w stronę, w której będą mogły potem ogarnąć kolejkę na szczyt. April chciała jak najszybciej przejść z tłumnej drogi tuż przy wejściu do ośrodka do spokojniejszych, ukrytych między drzewami ścieżek. Szybkim krokiem niemal goniła święty spokój, którym chciała przymknąć ten rok.
Wróciła do zwykłego tempa dopiero, gdy otoczyła je cisza. Wyraźnie zeszły z niej wtedy emocje, rozluźniła ramiona. To było miejsce, w którym miała ochotę teraz być. Rzadko uciekała tak daleko od Toronto, musiała nacieszyć się odległością i naturą na zapas, bo pewnie bardzo długo tego nie powtórzy.
— Wiesz, że ostatni raz, jak spacerowałam dla przyjemności po lesie, byłam w nim z byłą i jedynym powodem, dla którego wybrałyśmy względnie dziką naturę, była chęć sprawdzenia, czy drzewa będą fajne po Emce? Chyba faktycznie za rzadko opuszczam miasto. — Westchnęła smutno nad własnym losem, jaki sobie zgotowała. Spacer odbył się prawie rok temu i wspominała go bardzo ciepło, ale nie na tym chyba powinny polegać kontakty z naturą. Obcowanie z lasem bez MDMA i bez związku też było bardzo przyjemne.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pozwoliła jej mieć ostatnie zdanie, ale tylko dlatego, że Teddy doznała nagłego przebłysku świadomości. Takiego momentu, w którym człowiek orientuje się, że właśnie przekroczył jakąś niewidzialną granicę i pędzi dalej wyłącznie siłą rozpędu. Po prostu zdała sobie sprawę, że chyba się zagalopowała. To nie tak, że wstała lewą nogą. Wręcz przeciwnie, obudziła się w wybornym euforycznym humorze, chociaż łeb pękał jej od nadmiaru wina wypitego poprzedniego wieczoru. Pamiętała również coś, co nagle wydało jej się istotniejsze niż cała reszta — przyjechały tutaj razem. I bawiła się świetnie. Naprawdę świetnie. Towarzystwo April było nieocenione i nie do zastąpienia. Po co to psuć? Po co dorabiać ideologię do czegoś, co mogło pozostać zwyczajnie przyjemne? Przecież mogły umówić się po cichu, że wszystko, co wydarzyło się w Mont-Tremblant, zostaje w Mont-Tremblant. Po powrocie do Toronto każda wróci do swojego życia. Darling rzuci się w wir pracy, która skutecznie wypełni jej głowę i nie zostawi miejsca na myślenie o głupotach. O April też. A przynajmniej ograniczy myślenie o niej do minimum. Takiego minimum, które nie pozwala, żeby sytuacje zaczęły się powtarzać. Piwo w barze brzmiało bezpiecznie. Neutralnie. W sumie kak każde inne miejsce publiczne, w którym nic nie musiało znaczyć więcej, niż faktycznie znaczyło. Okej, tamten wieczór na Jarmarku też niczego nie zapowiadał, ale przecież nie mogły pozwolić, żeby to stało się schematem. Żeby raz za razem tłumaczyć sobie, że to ostatni raz. Nie mogły się w tym zapętlić. A przynajmniej nie powinny.
Kto mówił o tańczeniu? — zaśmiała się, kiedy wychodziły z pokoju. — Wspominałam o drinkach — zaznaczyła, bo to akurat była najistotniejsza część jej wypowiedzi. Darmowe drinki.Ale jak mnie poprosisz do tańca, to może zakołyszę bioderkiem — sprzedała przyjaciółce kuksańca w bok i przepuściła ją przodem.
Mróz szczypał w policzki, ale to był ten przyjemny rodzaj bólu. Nie przeszkadzało nawet zamarzanie włosów w nosie przy głębszym wciąganiu powietrza. No i jeszcze ten skrzypiący śnieg pod butami, Darling uwielbiała ten dźwięk. Mieszkając w Toronto, czasami zapominała, jak pięknie może być w na totalnym odludziu.
I co? — zainteresowała się i wyciągnęła ręką, aby zgarnąć trochę białego puchu z ośnieżonego krzaka. — Drzewa były fajne po Emce? Odbyłyście z nimi jakąś fantastyczną rozmowę? — uformowała kulkę i przystanęła na moment, żeby wycelować nią w Finch. Dostała prosto w tyłek. Ach, jaki to był celny strzał! — Wiesz, kiedy ja ostatnio byłam w lesie? Jak ktoś podpalił zagajnik na obrzeżach w Toronto. I wcale nie było to przyjemne. Musiałam wejść na drzewo, żeby dogasić gałęzie, ale poślizgnęłam się i spadłam z wysokości ponad trzech metrów. Wylądowałam na plecach, a siła uderzenia była tak mocna, że aż wycisnęła mi tlen z płuc. Leżałam i usiłowałam nabrać powietrza. Albo je wypuścić. Albo w ogóle cokolwiek — Teddy aż skrzywiła się na samo to wspomnienie. Wtedy nie było ani miło, ani fajnie. Boleśnie już za to jak najbardziej.
Ale w jej zawodzie nie jeździło się do lasu dla przyjemności. Dwa lata temu uczestniczyła w gaszeniu lasów w Ontario, Quebec i Albercie. Była wtedy prawdziwym smokejumpersem, który rzuca się z samolotu prosto w ogień, żeby rozpocząć akcje w trudno dostępnych obszarach, zanim dotrą na miejsce jednostki naziemne. Wtedy też pierwszy raz skakała ze spadochronu. Z samolotu. W same płomienie.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
Enjoy the simplest things
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the verge
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obserwowała jakiegoś ptaszora siedzącego na drzewie, jakby był najciekawszym, co dzisiaj zobaczyła. Cóż, prawdopodobnie był. Nie miała pojęcia, co to za jeden – nie znała się zbytnio akurat na takich zwierzakach. Na pewno nie był niczym często spotykanym w miejskich parkach. Musiał być twardym zawodnikiem, skoro żył w takim miejscu o takiej porze roku. Wyjęła telefon, by zrobić mu zdjęcie. Nowoczesne aparaty pozwalały na szczęście na absurdalne przybliżenia, dzięki czemu mogła mu się przyjrzeć nieco bliżej na ekranie. Cyknęła zdjęcie i już chciała je zaprezentować Teddy, kiedy nagle dostała w dupę. Odskoczyła zaskoczona, jakby kompletnie zapomniała, że jedną z podstawowych funkcji śniegu jest robienie z niego kulek i obrzucanie się nimi.
— Po MDMA nie ma się halucynacji. A przynajmniej nie takich. Bierzesz za mało narkotyków, masz braki w wiedzy. — Pouczyła ją profesorskim tonem, jakby sama była naczelną ekspertką od ćpania. Aż taka nie była. Wyglądało na to, że miała za sobą więcej doświadczeń niż Teddy, ale zażywanie czegokolwiek poza marihuaną zaliczała do sporadycznych akcji. Wsunęła telefon z powrotem do kieszeni, nie dzieląc się rezultatem sesji fotograficznej. Za karę za ten cios!
— Nie gadałyśmy z nimi, ale trochę je przytulałyśmy. Okazuje się, że to naprawdę działa i jest mega miłe. No może nie jak jest tak zimno. Głównie raczej czujesz, że wszyscy jesteśmy połączonym z sobą światem. A potem chce ci się tańczyć i pieprzyć. — Brzmiało to jak nieco podrasowana fabuła Pocahontas, ale cóż ona mogła poradzić, że tak faktycznie było. Doceniała tabletki za euforię, jaką potrafiły dostarczyć. Szkoda tylko, że następnego dnia miało się takiego paskudnego doła. Coś za coś.
Zaśmiała się, słysząc jej leśną opowieść. Również nie należała do tych klasycznych. To nie była miła historyjka wypadu na grzyby albo spaceru z psem, a raczej przykra trauma. Oczywiście April nie śmiała się z bólu przyjaciółki, tylko z absurdu tej sytuacji. Przykucnęła przy jakimś powalonym drzewie, chcąc z bliska przyjrzeć się rosnącym na nim mchom i innym tałatajstwom.
— Czyli obie jesteśmy jakieś odklejone. Skorzystajmy z tego spaceru. Ja obiecuję się nie naćpać... przed zmrokiem. A ty postaraj się nie balansować na granicy śmierci. — Wyprostowała się, podeszła bliżej do Teddy i... cisnęła w nią śnieżką, którą ukulała skitrana przy drzewie. Celowała w twarz, trafiła mniej więcej między obojczyki. Uśmiechnęła się jednak, udając, że totalnie taki był jej zamiar i wcale nie ma cela jak baba z wesela.
— Pamiętaj, że jakby ci się znudziła wreszcie praca, z której nigdy nie wiadomo, czy wrócisz żywa, to ja ci załatwię coś wspaniałego w naszej agencji — dodała z poczucia obowiązku. Proponowała jej to już kilkakrotnie i za każdym razem domyślała się odpowiedzi. Nie darowałaby sobie jednak, gdyby nie spróbowała. A nuż pewnego dnia Darling się zgodzi i wreszcie przestanie się o nią zamartwiać? Będzie mogła oglądać wiadomości bez nerwów. Dobra, na pewno nie bez nerwów, bo tam się można wkurwić niemal wszystkim, ale na pewno bez strachu o jej życie.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”