-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Jesteś strasznie tania — stwierdziła, kiedy Finch poprosiła o Jaggerbombę. No tak. Nie dość, że po prostu łatwa, to w dodatku łatwa w utrzymaniu. — Dla mnie Orgazm — rzuciła wesoło. To dopiero było oryginalne! Teddy aż zbiła sobie w głowie piątkę, kiedy barman zerknął na nią wymownie. Co mogła poradzić na to, że na takich niby eleganckich i poważnych imprezach lubiła napić się dobrego, mlecznego drinka? Przynajmniej wiedziała, że będzie go sączyć przez dłuższy czas, bo Sex on the beach i inne Żary tropików wchodziły jak oranżada i były bardzo zdradliwe, nawet przy jej mocnej głowie.
Ona również odwróciła się na stołku, żeby omieść gości wzrokiem. Wyglądali całkiem zwyczajnie, pomijając tych, co faktycznie odjebali się jak szczury na otwarcie kanałów. Przesadny makijaż jednej kobiety sprawił, że Darling cmoknęła pod nosem. Ta to dopiero wyglądała jak klaun, z tymi mocno zaróżowionymi policzkami.
— Tylko jedne oświadczyny? — uniosła wysoko brwi. — Ja obstawiam, że będą co najmniej trzy. Ludzie często wybierają sobie specjalne okazje, żeby jebnąć na kolanko. Sylwester, Walentynki, ślub innej pary... Och, tego to już zupełnie nie rozumiem! Czułabym się okradziona z własnego wesela — prychnęła pod nosem, bo to naprawdę trzeba nie mieć taktu.
Jeszcze rozejrzała się po restauracji. Jakiś dzieciak właśnie wyrżnął orła, przebiegając do stołu z przekąskami. Auć. Oczywiście zaraz z pomocną przyszła matka, która zaczęła dmuchać i chuchać na kilkulatkach, jak na nadopiekuńczą rodzicielkę przystało. Teddy skrzywiła się na widok takiego niezahartowania w boju, a czując na sobie spojrzenie April, uśmiechnęła się łobuzersko.
— Dobrze, że ten jakiś facet dostanie w ryj od swojej żony, a nie od ciebie — rzuciła z rozbawieniem. — Szkoda byłoby, żebyś zdarła sobie knykcie. Te palce mogą ci się jeszcze dzisiaj przydać — wzruszyła lekko ramionami, nie nawiązując do niczego konkretnego. A przecież to oczywiste, że chodziło jej o rolowania blanta.
Barman postawił przed nimi dwa drinki. Orgazm Teddy udekorowany był wiśnią koktajlową, którą Darling od razu wyciągnęła i umieściła sobie w ustach.
— O, a za to tamta panna — wskazała podbródkiem na długonogą brunetkę na końcu sali. — Zostanie dzisiaj wytargana za włosy na mróz — oznajmiła, bo nie dało się nie zauważyć, że ciemnowłosa żyrafa ukradkiem zerkała na Finch, a to wcale nie napawało Teddy zbyt dużym entuzjazmem. Naturalnie nie miała żadnego prawa interweniować i wchodzić pomiędzy nie, gdyby przyjaciółka faktycznie zechciałaby odpowiedzieć na zaloty i wpaść w ramionach nieznajomej laski. Rozbiłaby jej jedynie tulipana na głowie. To znaczy, co? Nie, Darling była pacyfistka i brzydziła się przemocą!
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Dziwnie wymawiasz ekonomiczna i pełna młodzieńczego wigoru — poprawiła ją dobrotliwym tonem, nie chcąc wszczynać kłótni o pieniądze. Nie była przecież małostkowa. Zresztą! Mówiła to kobieta, która zamówiła drinka nazwanego tak, by pijani ludzie mieli z czego rechotać po kilku głębszych. April nie miała zamiaru przejmować się dłużej opinią kogoś takiego. Tylko w tej kwestii oczywiście, bo tak ogólnie to przejmowała się bardzo.
— Też nie jestem fanką oświadczyn przy jakichś okazjach. Chociaż takie na własnym weselu pewnie bym wybaczyła. Trochę bym się wkurwiała, że nie jestem w centrum zainteresowania, ale ostatecznie cieszyłabym się nowym szczęściem moich bliskich. Miłość to miłość. — Obserwowała grupkę koleżanek, które starały się zrobić perfekcyjnie zdjęcie, póki były jeszcze trzeźwe. Gdyby każda nie chciała być na pierwszym planie, pewnie szłoby im to nieco lepiej. Nie zamierzała ich potępiać, sama się przecież właśnie przyznała, że poczułaby się obrażona nie będąc przez moment numerem jeden na własnym weselu. Z drugiej strony, o tym cieszeniu się cudzą radością też mówiła szczerze. Nie tylko swoją własną miłość uważała za najważniejszą rzecz na świecie, a raczej miłość tak... generalnie.
— A niech patrzy i niech go poskręca z zazdrości, nie będę go oceniać. Ja też zapominam, jaki mamy rok, jak na ciebie patrzę. — Przeniosła wzrok z powrotem na Teddy, nie kierując go tym razem automatycznie w dekolt. Oczywiście tam również w końcu dotarła, ale nakręcał ją właściwie każdy skrawek jej ciała. Wpatrywała się w nią przez moment jak urzeczona, przez co nawet nie zauważyła pojawienia się drinków. Nie wiedzieć czemu spodziewała się, że Darling zaraz zaprezentuje jej supełek, który zawiązała językiem na ogonku wiśni. Dotarło do niej jednak, że nie są przecież w filmie dla nastolatków, są za stare na takie dureństwa, a owoc chyba był tego ogonka przez barmana pozbawiony. Zdecydowanie nie mogła tak odpływać wyobraźnią, a już na pewno nie o tak wczesnej godzinie.
— Czemu? — dopytała kompletnie nieświadoma uwagi, jaką udało jej się zdobyć. Rozejrzała się uważnie, dopiero teraz szukając wzrokiem wspomnianej panny. Uśmiechnęła się do niej, gdy ich spojrzenia się spotkały, nie próbując nawet flirtować. No dobrze, może tylko odrobinę. To odruch bycia puszczalską, miała to po prostu we krwi, nie chciała przecież źle. Kontakt nie trwał długo, szybko przeniosła uwagę na swojego wybornego drinka. Jeszcze kilka i pewnie wybuchnie jej serce, pychotka. To już nie ten wiek, w którym można było wlewać w siebie jaggerbomby całą noc.
— Za orgazm? — zasugerowała pierwszy toast, unosząc szklankę w jej stronę.
teddy darling
-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Finch miała rację. Miłość to miłość. Ale żeby tak bezceremonialnie zaskarbiać sobie uwagę na cudzym weselu? Naprawdę można było poczekać dzień czy dwa, albo znaleźć inny, wyjątkowy termin. Taki tylko ich. A nie pamiętać o tym szczególnym wydarzeniu, tylko dlatego, że John i Steve akurat wtedy brali ślub. Według Teddy, to było zwyczajne pójście na łatwiznę.
Parsknęła śmiechem i pokręciła głową. No tak, na pewno zorientuje się, kiedy jakiś facet będzie się na nią gapił. Laska jak laska, ale facet? Musiałaby stanąć z nią twarzą w twarz, żeby w ogóle go zauważyła. Albo najlepiej przemówić, żeby zakodowała jakąkolwiek jego obecność. To nie tak, że Darling była uprzedzona i przejawiała mizoandryczną postawę. Lubiła mężczyzn, ale nie tak, jakby chcieli, żeby ich lubiła. W jednostce miała samych kumpli, a i ona sama potrafiła być świetną kumpelą, o ile traktowali ją równo i bez durnych podtekstów.
— Jasne — uniosła brwi, kiedy April uśmiechała się do długonogiej panienki. — Właśnie widzę, jak zapomniałaś, jaki mamy rok — pokręciła głową z udawanym politowanie. Nie mogła mieć o to pretensji, a już tym bardziej kontrolować, czy ktoś zerka ukradkiem na Finch. Albo coraz śmielej.
W zasadzie zaakceptowałaby, gdyby podczas ich wspólnego wyjazdu April znalazła miłość swojego życia. W takiej sytuacji mogłaby nawet czuć dumę, że w pewien sposób się do tego przyczyniła i szczerze cieszyć się jej szczęściem — tak, jak na prawdziwą przyjaciółkę przystało.
— Za orgazm. A najlepiej za kilka orgazmów — sięgnęła po swojego drinka i przystawiła go do szklanki Finch. Po sali pewnie rozniósłby się charakterystyczny stukot obijającego się o siebie szkła, ale muzyka zagłuszała większość dźwięków. Teddy zamoczyła usta w swoim Orgazmie. Był słodki i śmietankowy. Wystarczająco zamulający, żeby po drugiej szklance powiedzieć dość. — To co? Dopijemy i idziemy... — urwała, bo w tym samym momencie barman postawił pod nią tego samego drinka. Darling zamrugała i ściągnęła brwi. — Ale ja niczego nie zamawiałam — zastrzegła natychmiast, bo nie przypominała sobie, żeby brała jeszcze raz to samo. Nie, kiedy nawet nie była w połowie Orgazmu.
— To od tamtej pani — dyskretnie wskazał ręką na wysoką brunetkę, do której przed chwilą uśmiechała się April.
— Ale dla mnie? Na pewno? — próbowała ustalić, a barman zlustrował ją wzrokiem.
— Zielona marynarka — oznajmił takim tonem, jakby to była oczywista oczywistość. — A z tego, co mi wiadomo, nie jestem daltonistą.
Darling z zaskoczeniem spojrzała w tamtym kierunku. Dziewczyna kiwnęła do niej głową i uniosła swoją szklankę w geście toastu. O masz, to dopiero plot twist.
— Okej — Teddy wzruszyła ramionami i przysunęła drinka bliżej April. — Chcesz spróbować? — zaproponowała z uśmiechem. Darmowy alkohol, a jak wiadomo, darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda.
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wywróciła oczami, nie wdając się w dalszą dyskusję na temat dat. Jakby miały sobie zacząć wypominać, która co i kiedy powiedziała i co powinno z tego wyniknąć, to pewnie nie skończyłyby do rana. A raczej to April by nie skończyła, bo przecież już ustaliły, że przyjaciółka tylko trzasnęłaby drzwiami i tyle byłoby z kłótni. Bez sensu. Zdecydowanie wolała jednak w jej towarzystwie kończyć. Uznała po prostu, że miła brunetka jest pieśnią przeszłości. Rozmyła się w starym roku, choć nowy jeszcze nie zdążył nadejść. Tak się czasem dzieje ze wspomnieniami.
— Masz rację, mój błąd. — Jeden orgazm to zdecydowanie zbyt mało. Przecież nie znikną z tej sali po jednym drinku. Po co w ogóle by tutaj schodziły, jeśli miałyby się ulatniać tak szybko? Nastawiła się na kilka drinków, obserwacje i nieco tańca. Na razie dostała namiastkę alkoholu, trochę ciekawych gości i absolutne zero ruchu. Chciała się z tym Darling przypomnieć, ale ktoś bezczelnie wdarł się do ich rozmowy.
Spojrzała na barmana wyraźnie znudzona historią, którą miał do opowiedzenia, chociaż biedak jeszcze nawet nie zaczął. O dziwo opowieść okazała się jednak bardzo ciekawa. Znużenie szybko zniknęło, wypychane przez coraz to większe zdziwienie. Jej brwi powędrowały do góry, wzrok zatrzymał się na marynarce przyjaciółki. Barman zdecydowanie nie był daltonistą, była zielona. Przeniosła wzrok z powrotem na brunetkę, która już nie była zainteresowana kontaktem wzrokowym. A może nie była od początku i April się tylko tak zdawało? Odpowiedzenie na czyjeś machanie, gdy ten ktoś macha do osoby stojącej za tobą, to zachowanie totalnie w jej stylu. Ale żeby taka wpadka we flircie? To już za dużo. Co gorsza, to nie oznaczało tylko jej złej analizy potencjalnej adoratorki dla samej siebie. Nie wyszła po prostu na kretynkę, okazała się jeszcze absolutnie nieważna, bo ta larwa startowała do Teddy. Przyssała się do swojego drinka głównie po to, by zmusić się do rozluźnienia szczęki. Poczuła, że napięła się nerwowo, a to przecież było zupełnie głupie i niepotrzebne.
— Mam ci go popilnować, jak będziesz ją szarpać za włosy? — Przesunęła kciukiem po kąciku ust, zbierając z niego kroplę alkoholu. Uniosła do góry brew, patrząc z politowaniem na Orgazm. Zdecydowanie nie miała na niego ochoty. Chwyciła swoją szklankę za brzegi i zakręciła alkoholem w środku, próbując znaleźć w głowie jakieś miłe wspomnienie, którym wywoła Patronusa, żeby odgonić od siebie zazdrość. Zdawała sobie sprawę, że nie powinna się w tym momencie wyżywać na Teddy, to byłoby po prostu niesprawiedliwie i byłoby ostatecznym dowodem na to, że jest jednak pierdolnięta. Ale czy faktycznie potrzebowała na to dodatkowych dowodów? Fuck it. Dopiła resztkę drinka, odstawiła szklankę na blat nieco zbyt głośno. Wyjęła alkohol z ręki Teddy, odstawiła go na bok. Pociągnęła ją za sobą w stronę prowizorycznego parkietu.
Oplotła ramiona wokół szyi Teddy, zmuszając ją do nieznacznego pochylenia się. Przez to, że obie zdecydowały się na buty na obcasie, nadal była od niej wyższa. Zbliżyła się do nie najbardziej, jak to możliwe, chcąc ją na ten jeden taniec wchłonąć we własną rzeczywistość, odbierając ją ze świata wszystkim innym. Zakołysała biodrami, licząc, że w ten sposób uda jej się choć na moment ją zahipnotyzować i odwrócić uwagę od tych nieszczęsnych dat, brunetek i cholera wie, czego jeszcze. Muzyka z niezbyt umiejętnie nagłośnionej sali dudniła jej w płucach, zagłuszając wszystkie myśli o tym, że teraz dopiero zachowywała się jak ostatni szczeniak. Taki, który jeszcze znaczy. Miała dziś za krótkie paznokcie, żeby kogokolwiek nimi rozszarpywać.
teddy darling
-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ten drink, który był prezentem od wysokiej, ciemnowłosej dziewczyny, kompletnie wybił ją z rytmu. Nie była pewna, czy to dlatego, że faktycznie Orgazm był dla niej, czy dlatego, że ta zwróciła na nią uwagę. A przecież Teddy nawet nie miała na sobie munduru. To było dziwne.
A jeszcze dziwniejsza była reakcja April. Była poirytowana, bo długonoga brunetka zamiast patrzeć na nią, wpatrywała się w Darling z takim zainteresowaniem, jakby Finch w ogóle nie istniała? Nie mogła jej rozgryźć. Na szczęście nie miała czasu, żeby rozkładać to wszystko na czynniki pierwsze. Gdyby tylko zdążyła, zapewne po wstępnej i dość pochopnej analizie podeszłaby do tamtej dziewczyny i przedstawiłaby jej swoją przyjaciółkę, żeby Finch nie poczuła się urażona. Oczywiście zrobiłaby to w dobrej wierze, z zamiarem poprawienia humoru, choć nie do końca mogła przewidzieć, jak obie zareagują.
Ze zdezorientowaniem spojrzała na swoją szklankę z alkoholem, którą jeszcze przed momentem trzymała w dłoni. Magicznie zniknęła. Puff! Zanim zdążyła jakkolwiek zareagować, April już prowadziła ją na parkiet. Teddy objęła przyjaciółkę w pasie, starając się nie umieszczać dłoni zbyt nisko, chociaż strasznie ją korciło. Nie chciała jednak gorszyć towarzystwa, lepiej wstrzymać się do wybicia północy. Jeszcze jakiś dziadek krzywo spojrzy albo tamta dziewczyna zechce wszcząć bójkę. Dopiero byłoby niezręcznie.
Kołysała się w milczeniu, podążając za ruchami przyjaciółki. No dobra, to nie było takie trudne. Dopóki kołysały się we wspólnym objęciu, Darling nie musiała myśleć o rytmie i nadążaniu za muzyką. Od tego miała Finch. A kiedy wolna piosenka wchodziła w równie wolny refren, pochyliła się, muskając ustami płatek ucha przyjaciółki.
— Ciebie będę szarpać za włosy — wyszeptała i podniosła głowę, aby móc spojrzeć jej w oczy z łobuzerskim uśmiechem. Nie kłamała. I już miała okazję przekonać się, że April to lubi. — Mówiłam ci, że zazdrość to nie twój kolor — przypomniała jej żartobliwym tonem. Wcale nie uważała, że chodziło o zazdrość.
Bo o co tu właściwie być zazdrosną? O jednego, głupiego drinka? To byłaby naprawdę absurdalna przesada. No dobra, duma FInch mogła na tym trochę ucierpieć. Obie były przekonane, że brunetka uśmiechała się właśnie do niej, nie mogły aż tak się pomylić. Teddy miała oczy i widziała, co jest grane!
— Nie jest w moim typie — dodała jeszcze, chcąc rozluźnić atmosferę i w ciągłym przekonaniu, że wyimaginowana zazdrość nie miała z tym nic wspólnego. Poza tym miało być zupełnie inaczej! Już mentalnie przygotowała się na to, że April wskoczy w ramiona tamtej, a ona w swojej wyobraźni pomagała im w przygotowaniach do pięknej ceremonii ślubnej, bo tak robi porządna druhna, na którą można liczyć o każdej porze dnia i nocy.
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Mhm, za to tobie w zielonym bardzo do twarzy. — Szekspir nie miał zamiaru ich opuścić. Zielonooki potwór usiadł obok i machał radośnie ogonem, hipnotyzując ją, by popadła w podobny obłęd co Otello. Nie ma opcji, nie może skończyć jak bohater tekstów Szekspira. Jak żaden z nich, bo właściwie większość miała raczej nieprzyjemne życie. Czytanie dla przyjemności było świetnie, podrywanie cudzymi słowami działało, ale większego zaangażowania tej twórczości w swoją osobowość nie potrzebowała.
Przyjrzała się jej badawczo, analizując na szybko w głowie wszystkie kobiety, z jakimi kiedykolwiek była Teddy. A przynajmniej te, o których wiedziała. Obrazy przelatywały jej przez głowę w takim tempie, że nie była w stanie znaleźć żadnych wspólnych mianowników i zdecydować, czy z tym typem to prawda. Wystarczało jej, że brunetka była atrakcyjna. Z tym się przecież nikt kłócić nie będzie, nie da z siebie zrobić idiotki. Nikt nie musiał jej w tym przecież pomagać, bo samej wychodziło jej to wybornie. Cholerny świat. Nie znosiła nie mieć racji. Zachowywała się czasem jak rozpieszczona jedynaczka, choć nie była ani jednym, ani drugim. Pomyłki względem ludzi drażniły ją o wiele bardziej niż te w pracy. W biurze mogła się dużo łatwiej poprawić. Mogła nawet udawać, że nic się nie stało. Ale tak na co dzień? Nie była w życiu diamentową managerką z agencji. Nie trafiła, zakładając, kim zainteresowana jest brunetka. Spudłowała, starając się z nią flirtować. Kompletnie przestrzeliła tę całą sytuację z Teddy. Zsunęła jedną rękę z jej karku i odsunęła się nieco. Nie chciała uciekać, po prostu potrzebowała miejsca. Dźgnęła ją palcami pod żebrami nie na tyle mocno, by zrobić jej jakąkolwiek krzywdę, ale z wystarczającą siłą, by nie mogła tego uznać za przypadek.
— Mówiłam, że jesteś durna — mruknęła pod nosem, potrząsając lekko głową, jakby chciała strącić z włosów płatki śniegu. Albo chociaż te męczące przemyślenia, od której robiło się jej już słabo. Miała nadzieję, że nie wpatrywała się w Teddy bez słowa zbyt długo, jak wariatka z zawieszonym systemem. Wiedziała, w jakim tempie potrafi zasypywać się myślami, więc zakładała, że nie było tak źle. W czasie, który zrobiłby się niezręczny, zdążyłaby sporządzić w głowie całe tomiszcze.
Przesunęła dłoń z żeber na jej plecy. Znów przysunęła ją bliżej siebie, wyraźnie zmęczona brakiem ciepła jej ciała. Przestała się wreszcie zastanawiać, po prostu ją pocałowała. Wszystko znowu było na miejscu, wszystko smakowało tak samo, była gotowa na nowy rok! No dobrze, do niego został jeszcze moment, musiała nieco wstrzymać ekscytację. Odsunęła się powoli i była nawet gotowa przeprosić za swoje zachowanie, ale poczuła przygaszenie klimatu. Perfekcyjne do wspólnego kręcenia biodrami RnB zmieniło się w jakiś rozwrzeszczany hit ostatnich miesięcy. Skryty gdzieś DJ uznał, że włączenie jakiegoś modnego koszmarka, który znęcał się nad hitem sprzed kilku dekad przez dodanie do niego niepasujących basów, będzie doskonałym pomysłem. April jęknęła zażenowana, opierając skroń na ramieniu Teddy.
— Okej, na to już na pewno muszę się napić. Albo się dopalić, bo nie dotrwam do tej północy — Spojrzała znów w stronę baru, zastanawiając się, jaka używka będzie w tym momencie lepszą decyzją.
teddy darling
-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie mogła się nie zgodzić z tym, że w zielonym było jej do twarzy. To chyba był jej ulubiony kolor, chociaż jakby się nad tym bardziej zastanowić, to wcale nie miała ulubionego. Tak, jak nie miała żadnego typu. Na pewno rzadko umawiała się z kobietami wyższymi od siebie, a ta, kiedy odeszła od stolika, żeby dołączyć na parkiet, co Teddy zauważyła mimowolnie, bo ze swoim wzrostem rzucała się w oczy, miała chyba ze dwa metry. Może jakaś siatkarka albo koszykarka? Nieistotne, ale te dwa metry były dość odstraszające.
— O, patrzcie, jeszcze mi ubliża — pokręciła z niedowierzaniem głową. I kto tu był bezczelny? — Może i jestem durna, ale za to ty... — nie dokończyła. Pocałunek skutecznie zamknął jej usta. Przymknęła powieki i odwzajemniła go, jakby to był najbardziej naturalny gest na świecie. Mogłaby tak bez końca. Musiała jednak uważać, bo w końcu te pocałunki w nią wrosną, przesiąknie nimi i za bardzo przywyknie do obecnego stanu rzeczy. To dopiero byłoby durne. — Naprawdę za tobą nie nadążam — mruknęła, kiedy przyjaciółka oparła skroń na jej ramieniu. I wcale nie chodziło o rytm, bo ten już dawno zgubiła.
Muzyka dudniąca z głośników nie pozwalała zebrać własnych myśli. Może to akurat lepiej. W teorii nie nadawała się też do tańca, ale większość gości było innego zdania i prawie pusty parkiet zapełnił się szybciej, niż Darling zdążyłaby powiedzieć quidditch. Rozejrzała się dookoła, robiąc unik przed pulchnym chłopaczkiem, który zdecydowanie przesadził z alkoholem. Jego szansę na dotrwanie do północy malały z każdym kolejnym podejściem do baru.
— Chcesz stąd spadać? — zapytała, łapiąc April za rękę, żeby nie zgubić jej w roztańczonym tłumie. — Możemy wziąć alkohol i wrócić na górę — wyjęła z kieszeni stary zegarek po dziadku Thomasie, który nijak miał się do smartwacha przyjaciółki, ale nigdy nie zawiódł sprawnością. Był też pewnego rodzaju talizmanem, przynajmniej tak uważali koledzy z jednostki. — Do północy jeszcze godzina — oznajmiła, dopadając do baru i sięgnęła po swojego drinka. Przyjrzała mu się uważnie, ale ostatecznie wzruszyła niedbale ramionami. Nie podejrzewała, żeby w takim miejscu ktoś chciałby jej czegoś dosypać. To pensjonat w górach, a nie klub nocny w centrum Toronto.
Oparła się o blat, obserwując bawiących się ludzi. Jeden wąsacz tak zakręcił swoją żoną, że prawie wyrwał jej rękę. Normalnie obracał ją jak bęben w pralce. Faceci to byli jednak pierdolnięci. Jej wzrok bezwiednie powędrował do wysokiej brunetki, ale tylko dlatego, że zdecydowanie wyróżniała się wśród roztańczonego tłumu.
— Powiesz mi, o co ci chodzi? — spojrzała w końcu na Finch, przerywając przedłużające się milczenie. A kiedy April nic nie mówiła, Teddy czuła niepokój. — Nie każ mi ciągnąć się za język — ostrzegła lojalnie i wymierzyła w nią słomką, żeby wyglądać groźniej. Pewnie nie wyglądała, ale przynajmniej próbowała stwarzać jakiekolwiek pozory,
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Możemy wypić go tutaj. Nikt jeszcze przecież nie wymiotował. — Zawołała znów barmana, by powtórzyć wcześniejsze zamówienie. Skoro nie trafił się jej żaden drink od żadnej rury, to musiała sobie jakoś radzić. Nie była aż tak rozbestwiona, by każda wizyta w barze łączyła się z darmowym piciem, bo dostaje tylko prezentów od potencjalnych adoratorów i adoratorek. Pamiętała jeszcze, jak się rozmawia z barmanami. Ten jeden drobiazg akurat wstydem nie był.
Obracała szklankę w dłoniach, zamiast z niej pić, obserwując towarzystwo dookoła. Przyglądała się słaniającym się na nogach dzieciom, które pewnie uparły się, że chcą wytrzymać do północy. Próbowały rozruszać się wspólnym tańcem, co wyglądało wyjątkowo nieporadnie i uroczo. Po obejrzeniu fajerwerków na pewno zasną wszystkie w sekundę i spędzą w łóżkach cały poranek, dając rodzicom nieco odpocząć. Albo obudzą się pełne energii o siódmej i zaczną robić raban.
Spojrzała znów na Darling, zastanawiając się nad odpowiedzią. Słomka nie zrobiła na niej wielkiego wrażenia. Była w bojowym nastroju, na pewno dałaby radę pokonać ją nawet z taką bronią. Wprawdzie przyjaciółka była wyższa, silniejsza i sprawniejsza fizycznie, ale coś by wymyśliła. Mogłaby grać nieczysto i gryźć.
— O nic, Teddy. — Miała nadzieję, że to wystarczy, by ją zbyć. Wieczór był już wystarczająco dziwaczny, więc może i coś takiego mogłoby się wydarzyć? Przeszywające spojrzenie Darling jasko dawało jej jednak do zrozumienia, że nie ma na co liczyć i jej odpowiedź nie uzyska nawet milimetra akceptacji. Wznosiła oczy ku sufitowi, zirytowana własną bezradnością.
— Nie znoszę nie mieć racji, przecież to wiesz. Narkotyki wywołują agresję. Powtarzali nam to przez cały okres edukacji, może mieli jednak rację? — Wzruszyła ramionami i zanurzyła wargi w społecznie akceptowanym narkotyku. Ostatnim, co w niej wzbudzała marihuana, była agresja, ale przecież to mogło się zmienić. Z wiekiem człowiek zaczyna reagować na używki nieco inaczej, a przecież marudziła już, że za niecały miesiąc stanie się starą torbą.
— O, patrz! Zaliczamy to? — Ruchem głowy wskazała na wielkie okno wychodzące na tył pensjonatu. Niedaleko śmietnika zwijał się w konwulsjach właśnie jakiś facet, obrzygując sobie przy tym buty. Nie była to doniczka, ale trzeba było docenić starania względem kosza. Szkoda, że do niego nie dotarł.
— Na północ zwińmy się do pokoju. Nie chcę żeby ten kanadyjski David Guetta decydował o pierwszej piosence, jaką usłyszmy w nowym roku — zasugerowała, dopijając drinka do końca. DJ też niestety ją denerwował. Miał swoje momenty, bo żeby totalnie zepsuć tak prostą imprezę naprawdę trzeba było się postarać, ale ogólnie rzecz biorąc oceniała go raczej marnie.
teddy darling
-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Z kolei Darling niby zagroziła, że zacznie wiercić przyjaciółce dziurę w brzuchu, ale to tnie była prawda. Nie była taka. Ne drążyła tematu, gdy ktoś nie chciał mówić sam z siebie. Wychodziła z prostego założenia, że jeśli coś leży komuś na żołądku, prędzej czy później sam to wypluje. Nie wierzyła w wymuszane zwierzenia ani w pytania zadawane na siłę.
— Jasne — rzuciła jedynie, co miało być skwitowaniem wszystkiego, począwszy od agresji, o nic, Teddy i tego, że przyjaciółka nie znosi nie mieć racji. Zresztą, kto lubił być w błędzie?
Zerknęła w stronę okna. Przy śmietniku wspomniany mężczyzna zgiął się wpół, kurczowo trzymając się za brzuch i zwracał wszystko, co zjadł i wypił tego wieczoru. Nawet przez moment Teddy szczerze mu współczuła. Zwłaszcza że naprawdę niewiele brakowało, żeby wymiociny, zamiast na chodniku, wylądowały bezpośrednio w śmietniku.
— Możemy to zaliczyć — zgodziła się po krótkiej analizie sytuacji. — Ale tylko dlatego, że nie ma tutaj zbyt wielu kwiatów w doniczkach — skinęła głową, mocząc usta we własnym drinku. — Czekaj, to co nam zostało? Pomylenie dzieci, oświadczyny i ten nieszczęśnik, co ma dostać w ryj od żony za próbę rozmowy ze mną? No na razie nie widzę żadnych chętnych — rozłożyła bezradnie ręce, bo jakoś żaden się nie kwapił do pogawędki. Nie, żeby Darling ubolewała nad tym faktem, ale miały przecież checklistę do odhaczenia!
Powrót do pokoju o północy brzmiał sensownie. Później zrobi się tutaj tylko gorzej. Ludzie zaczną wznosić toasty i upijać się do nieprzytomności, rzygając nie tylko na zewnątrz, ale równie na parkiecie. Lepiej było sobie darować takich widoków. Jakieś dziesięć lat temu, Teddy mogłaby być jedną z nich, ale teraz miała już trzydzieści lat i damie nie przystawało zachowywać się w taki uwłaczający sposób.
— A to? — wskazała podbródkiem, gdzie jakiś starszy facet zagajał właśnie do długonogiej brunetki, przez co został zdzielony po głowie przez swoją szanowną małżonkę. — Wprawdzie nie zgadał do mnie, ale w łeb oberwał — wzruszyła ramionami i wygładziła ręką materiał zielonej marynarki, stwierdzając po cichu, że podbijaniem do tamtej dziewczyny, facet strzelił sobie w kolano. Za wysokie progi. Dosłownie. No i wystarczyło tylko na niego spojrzeć. Od razu widać było, że to nie ta liga, a cała próba wyglądała na desperacki zryw i trzy kieliszki za dużo.
DJ dopił swojego drinka i postanowił sprawić imprezowiczem radość zremiksowanym kawałkiem Adele i Jasona Derulo. To było zajebiście dziwne połączenie. Teddy od razu dostrzegła grymas na twarzy Finch.
— Chyba nie spodziewałaś się Etiudy Rewolucyjnej? — uniosła jedną brew. Pewnie gdyby nie przyjaciółka, w życiu nie wiedziałaby, co to właściwie jest. Z muzyką klasyczną miała tyle wspólnego, co April z gaszeniem pożarów.
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Oświadczyny będą o północy, to na pewno ominiemy. Próba podrywu niby była. I rozmowy o agresji... ale masz rację, to wszystko troszkę za bardzo obok celu. — Rozejrzała się raz jeszcze, licząc na to, że zmaterializują się przed jej oczami wszystkie wymienione sytuacje i będą mogły uznać zabawę za zaliczoną. Nic takiego się jednak nie stało. Dzieci na razie odbijały się od jednej ściany do drugiej, kompletnie nieogarniane przez żadnych rodziców – nawet cudzych. Aż dziwne, że nie przewrócili do tej pory nikogo z tańczących. Kulturalna imprezka, nie ma co.
— Z tych połączonych mocy, zjawia się on – Kapitan Planeta. — Pokiwała głową z uznaniem, obserwując scenkę domowej przemocy wywołanej przesadną pewnością siebie. Wbrew pozorom April była pacyfistką, nie lubiła przesadnego machania łapami. Tym razem jednak nie była w stanie powstrzymać uśmiechu. Przynajmniej ktoś inny się wyżył emocjonalnie, to musiało jej wystarczyć.
— To znaczy, że zaliczamy — poprawiła się, zdając sobie sprawę, że przecież nie rozmawia z żadnym obrzydliwym nerdem, jak ona sama, tylko z Teddy. Nie była pewna, czy pamiętała jeszcze tę kreskówkę i czy w ogóle kiedykolwiek poświęciła jej choćby gram uwagi. Pewnie kiedy leciała, kopała krążek do kosza, czy co tam dziwacznego robią usportowione dzieciaki.
Wplotła palce we włosy, przeczesując je na całej długości. Decyzje DJ-a sprawiały jej fizyczny ból. Nie była w stanie też ukryć podziwu. Nie wpadłaby na takie połączenie, a tu proszę. Doświadczała czegoś nowego, dowiadywała się, co jeszcze można zrobić z muzyką. Wierzyła w to, że sztuka nie ma ograniczeń. Może powinna przestać?
— Nie. Ale pomyśl, taki Infernal Galop Offenbacha? Albo Tritsch-Tratsch polka Straussa! Chociaż nie, Straussa to lepiej jakiś walc, może Spring's Voices, bo przecież każdy to zna i... — zawiesiła głos i własną ekscytację, czując, że teraz już totalnie przekracza wszelkie normy bycia nerdy. Szczerze wierzyła, że wszyscy tu obecni znali te utwory. Na pewno nie po tytułach i pewnie nie po wykonawcach, ale gdyby im zanucić, to by od razu skojarzyli - prawdopodobnie z jakiejś reklamy albo sygnału oczekiwania na infolinii w banku. Wypuściła powietrze z płuc, schodząc z poziomu nakręcenia, na jaki sobie pozwoliła tą króciutką wymianą zdań o muzyce.
— Mógłby zagrać po prostu jakąś, nie wiem, ABBĘ. Nie istnieją ludzie, którzy ich nie lubią, większość piosenek świetnie nadaje się do tańca, no wyjście bez wad. A tak? Mamy do czynienia z tym. — Wskazała gestem w stronę faceta na parkiecie. Typowy wuja, zgubił już gdzieś marynarkę, poluzował krawat i teraz wymachiwał łapami we wszystkie strony, o dziwo nawet trafiając w rytm dziwacznego miksu serwowanego z głośników. Szkoda, że do tego wszystkiego jeszcze śpiewał, bo to akurat było daleko poza wszelkimi normami człowieczeństwa.
teddy darling