-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Trochę smutno, że ominą je oświadczyny i to niejedne, bo przecież Teddy obstawiała, że co najmniej trzy osoby jebną dzisiaj na kolanko w przypływie chwili, ale trudno, jakoś się z tym pogodzi.
— Wiem, kim jest Kapitan Planeta — spojrzała pobłażliwie na przyjaciółkę. O ile większość dzieciństwa spędzała na zawodach sportowych, to nie była aż tak ograniczona. Kapitan Planeta to był niebieski gość w zielonych włosach, który łączył ze sobą słabe zdrowie, opłaty-podatki-mandaty, nie weźmiesz witamin - pod wieczór nie żyjesz, wszystko jakieś takie nijaki i gdzie są wszyscy w moi przyjaciele, a z jego połączonych mocny powstała trzydziestka. — Ale cieszy mnie, że się w tym zgadzamy — dodała i wyciągnęła rękę, aby zbić z Finch żółwia. Przynajmniej miały jasność, że próba żałosnego podrywu została zaliczona.
Bardziej niepokoił ją fakt, że znała wszystkie wymienione przez przyjaciółkę kompozycje i operetki. I to właśnie przez April. Jeszcze Teddy za bardzo się ukulturalni i co wtedy? Zaczęła poważnie się zastanawiać, czy była kiedyś aż tak pijana, że pozwalała jej włączać muzykę klasyczną, czy Finch przystawiała jej lufę do skroni, zmuszając do słuchania.
— Jak wrócimy do pokoju, będziesz mogła puścić Straussa, Vivaldiego, Wagnera czy kogo tam jeszcze lubisz — zapewniła z uśmiechem. Cholera, może faktycznie miała za dobre serce? Może powinna się postawić i powiedzieć, że ni chuja, nie będą słuchać tego gówna i że z głośników poleci Noah Kahan, ewentualnie The Fray. Koniec, kropka. Ale nie mogła już patrzeć, jak przyjaciółka męczy się niemożebnie, kiedy DJ grał zremiksowane piosenki. — Przynajmniej on jeden dobrze się bawi — utkwiła wzrok w facecie, który teraz chyba utożsamiał się z Rachael Gunn na Olimpiadzie, bo właśnie próbował zakręcić się na głowie, a to miało fatalny skutek.
Podparł się na rękach i wyrzucił nogi w powietrze, trafiając przebiegającego chłopca prosto w twarz. Młody stracił równowagę, zatoczył się niezgrabnie i wpadł na stół z przekąskami, ściągając za sobą obrus z zastawą. Teddy skrzywiła się ostentacyjnie.
— Powiedzmy sobie szczerze — zaczęła, sącząc z niewzruszeniem swojego drinka. — To jest wspaniałe, niepowtarzalne widowisko. Dzięki temu nie musisz mnie zabierać do kina na naszą niby-randkę — zaznaczyła, co wydawało się fair. I tak na dużych ekranach nie grali teraz niczego lepszego poza nową częścią Avatara, ale Teddy słyszała, że wcale nie była taka dobra, jak poprzednie.
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Nie przestajesz mnie zadziwiać — pochwaliła ją bardzo szczerze. Nuda i przewidywalność to najgorsze, co może spotkać czyjaś osobowość albo relacje. Przy Teddy nie musiała się bać, że coś takiego je psychicznie wykończy. Na pewno skrywała jeszcze sporo w rękawach tej nieszczęsnej, zielonej marynarki.
— Jesteś jak zawsze urocza, ale spokojnie, nie zrobię ci tego. Nakupuję sobie po powrocie biletów do filharmonii i będę się nimi rozkoszować w samotności. — To był naprawdę dobry pomysł. Musiała się jakoś odchamić. Nie chciała sugerować, że mogłyby jutro odpalić wiedeński Koncert Noworoczny – obejrzy sobie w domu zapis na YouTubie, bo na pewno jakiś znajdzie. Uniosła nadgarstek, chcąc zapisać te wszystkie fenomenalne pomysły, jakie przyszły jej teraz do głowy, ale no... mijało się to z celem. Zegarek nadal leżał w sypialni. Do tej sukienki i tak by pewnie nie pasował, a przecież w ogóle go nie założyła od momentu ostentacyjnego rozebrania się. No trudno, będzie musiała liczyć na własną pamięć, jak ludzie w czasach starożytnych. Biedni ludzie.
Dzięki tej pomyłce przypomniała sobie wreszcie, gdzie są. Zdawała sobie z tego niby sprawę przez cały czas, ale przez ten napad egoizmu i strachu przed utratą czegoś, co nawet nie należało do niej, nie docierało to do niej w pełni. Nie oglądały odcinka Jersey Shore w telewizji, znajdowały się na tej imprezie tak samo jak wszyscy inni. Wyglądały doskonale, były już nieco zjarane, trochę podpite, a zegar tykał i nie chciał zwolnić ani na moment. Przyglądała się przyjaciółce, kiwając głową na potwierdzenie jej słów, ale kompletnie nie słuchała, o czym właściwie mówiła. Złapała się na tym i przetworzyła słowa z pewnym opóźnieniem, przypominając sobie, że nie wystarczy słuchać słów – trzeba je jeszcze rozumieć. Zsunęła się ze stołka, odstawiła pustą szklankę i stanęła na przeciwko Teddy, zasłaniając jej nieco widok na parkiet. Przesunęła dłonią od jej kolana w górę, wzdłuż uda, nie odrywając wzroku od tej powolnej wędrówki.
— Dostałaby najlepszą randkę w życiu a nazywa ją niby randką. Zero szacunku, co za baba — mówiła niby sama do siebie, kompletnie ignorując dantejskie sceny, które działy się za jej plecami. Niech się ludzie wyszaleją, od tego jest Sylwester. Ona potrzebowała własnego wariactwa. Tego, za które się lubiła, a nie bez przerwy karciła. Zaczęła wędrówkę dwoma palcami od jej nadgarstka, stawiając nimi powolne kroki w górę przedramienia i uważnie śledząc ten ruch.
— No, ale co się dziwić. Siedzi obok niej laska w takiej kiecce, z takimi nogami, a ona ogląda jakiś paralityczny breakdance, jakby to było najciekawsze widowisko na całej sali. Zainteresować fankę sportu czymś, co nie jest spoconym chłopem w brzydkim stroju, jest naprawdę trudno. — Przejechała opuszkami palców od jej obojczyka w dół, przesuwając dłonią wprost po jej piersi, aż dotarła do brzucha. Połaskotała nagą skórę w rytm lecącej piosenki, po czym uniosła wzrok na Teddy. Uśmiechnęła się smutno i wzruszyła ramionami, jakby była wobec tego bezsilna.
teddy darling
-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Doceniała łaskawość przyjaciółki. Darling pewnie nawet nie zajęknęłaby się, gdyby ta przez całą noc katowała ją muzyką klasyczną. Musiała porządnie popracować nad swoją asertywnością. Już chciała napomknąć, że nigdy nie była w filharmonii ani w operze, ale w ostatniej chwili ugryzła się w język. Jeszcze Finch chciałaby ją tam zaciągnąć, a Teddy, oczywiście, zgodziłaby się bez mrugnięcia okiem.
Uniosła wysoko brwi, kiedy przyjaciółka zeskoczyła ze stołka, automatycznie skupiając na niej całą uwagę. Kij z męską wersją Rachael Gunn, już i tak ktoś wyprowadzał go z sali w akompaniamencie płaczu chłopca, którego trafił butem w twarz. Wzdrygnęła się pod wpływem jej dotyku, wodząc oczami za jej wędrującymi palcami. Kiedy ta wkradła się pod marynarkę, wstrzymała powietrze i znieruchomiała z drinkiem przy ustach. W końcu odstawiła szklankę na barowy blat, ujęła jej twarz w swoje dłonie i spojrzała jej prosto w oczy.
— April — zaczęła pobłażliwym tonem. — Nic nie jest ciekawsze od laski w takiej kiecce z takimi nogami — zaznaczyła, bo to było nie do podważenia. — Jeśli chcesz potraktować naszą randkę jak prawdziwą randkę, podejdę do tego poważnie. Tylko potem się nie zdziw, jak zawrócisz mi w głowie, a ja zacznę wypisywać do ciebie jak popierdolona — ostrzegła lojalnie. Jakby do tej pory nie zasypywała jej wiadomości w trakcie ciągnącej się w nieskończoność zmiany. — Randki do czegoś zobowiązują — dodała, ale szybko zdała sobie sprawę z tego, że miały co do tego zupełnie inne podejście. April randkowała dużo i często, a Teddy praktycznie wcale. Z tego nie miało prawa wyjść nic dobrego.
Zsunęła się ze stołka i wzięła przyjaciółkę w objęcia, dyskretnie wsuwając doń pod jej sukienkę. Dobra, nie było w tym ani krzty dyskrecji, ale w porównaniu do tego, co działo się dookoła, zachowywały się bardzo przyzwoicie. W dodatku, jak na zawołanie, z głośników poleciało Lay All Your Love On Me, więc Finch miała w końcu swoją ABBĘ. Darling uśmiechnęła się pod nosem.
— Teraz już nie masz prawa narzekać na DJ-a — stwierdziła i wskazała podbródkiem na parkiet. — Zrób w końcu jakiś użytek z tej kiecki, zanim ją z ciebie zerwę — rzuciła z myślą, że może uda im się jeszcze zatańczyć przed północą. Później po prostu wypiją po lampce szampana, wezmą przekąski i butelkę dobrego trunku, i udadzą się na górę, żeby nie musieć być świadkami ludzkich upadków. Mentalnych i fizycznych.
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Kątem oka spojrzała na opróżnioną szklankę, zastanawiając się, czy zaraz nie wybuchnie albo nie wypełźnie z niej jadowity wąż. Cholera wie, jakie intencje mogła mieć tamta bździągwa. Wszystko jednak wyglądało zadziwiająco normalnie, Teddy nie mdlała, nie doszło do żadnej tragedii. Może jednak nieco dramatyzowała. Odrobineczkę.
— Czyli jeszcze nie dałam rady zawrócić w głowie... Chyba tracę swój czar. — Wyciągnęła z tej wypowiedzi to, co jej pasowało, znów dramatyzując. Tym razem robiła to celowo, wymuszając na Teddy prawienie jej komplementów i poświęcenie pełnej uwagi. Nie chciała w tym momencie ustalać wspólnych zasad, czym taka randka faktycznie miałaby być i do czego którą z nich miałaby zobowiązywać. To dopiero wywołałoby w jej głowie jakiś armagedon, a nie miała na to w tym momencie siły. Zostawi sobie takie przyjemności na samotne leżenie w łóżku w Toronto. Dorzuci do tego analizę każdego słowa i zachowania przyjaciółki, z których pewnie powyciąga sprzeczne wnioski. Musiała zacząć ją uważniej słuchać, by wszystko zapamiętywać, bo dziury w pamięci niczego nie ułatwią, nakręcą co najwyżej frustrację. Ale jak miała się skupić na gadaniu, czując jej dłoń pod materiałem sukienki? Dotarło do niej coś o zrywaniu z niej ubrania, co wcale nie pomogło w koncentracji.
Posłała jej figlarny uśmiech, przygryzając przy tym dolną wargę. Nie czekając na reakcję, cofnęła się tanecznym krokiem w stronę parkietu. Nie spuszczała wzroku z Teddy ani na sekundę. Błyskawicznie odnalazła się w piosence, pozwalając, by rytm przejął kontrolę nad jej ciałem. Przez krótką chwilę tańczyła sama. Każdy gest, od przeczesania włosów po powolny obrót, był dedykowany wyłącznie Darling. Widząc, że osiągnęła cel, wyciągnęła rękę i pociągnęła ją w sam środek tłumu. Gdy tylko znalazły się blisko, zniwelowała resztki dystansu. April oplotła ją ramionami, wtulając się w nią ze śmiechem. Zgrała się z jej ciałem, zmieniając taniec w radosną, nieskrępowaną zabawę, w której liczyło się tylko ciepło ich ciał i serc. Rwała ją do tańca, nie pozwalając na obijanie się albo nudne tupanie nogą nie do rytmu. Miały się wyszaleć. Wykorzystać fakt, że ten nieszczęsny grajek wreszcie przełączył się na tryb imprezy, chcąc dać gościom jak najwyższy poziom energii przed północą. Zwolniła nieco tempo, przyciągając Teddy jeszcze bliżej. Przesunęła dłonią po jej karku, wymuszając pochylenie głowy i wpiła się w jej wargi z zachłannością, która spotęgowaną przez tę całą euforię. Finch wreszcie przestała ją zbywać całusami na pokaz albo dla zrobienia jej na złość.
teddy darling
-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Zaprzestała wszelkich ustaleń. Ich randka i tak będzie wyglądać tak, jak każde inne spotkanie — pójdą do muzeum, potem do baru z muzyką na żywo, przy okazji po drodze wstępując do budki, żeby zjeść niby kebaba z falafelem. Ogólnie nie było to nic, czego do tej pory nie robiłyby razem, więc gdzie jakaś różnica? Jak Teddy miałaby zaskoczyć kogoś, kogo znała tak długo? To zdawało się niewykonalne. Nic dziwnego, że April co dwa tygodnie umawiała się z innymi dziewczynami. Przynajmniej nie wpadała w rutynę, która w ogóle do niej nie pasowała.
Sięgnęła po Orgazm, patrząc, jak przyjaciółka porusza biodrami. W przeciwieństwie do długonogiej brunetki, Finch wyróżniała się naturalniej i wcale nie potrzebowała do tego dwumetrowego wzrostu. Uśmiechnęła się pod nosem, czując, że przegrywa. Że już po niej. To by było na tyle z jej zarzekań i tumiwisizmu. Pokręciła głową, dając przyjaciółce do zrozumienia, że jest niemożliwa. Nie może jej tak po prostu rozkładać na łopatki swoimi zgrabnymi ruchami! Dobra, ale z tymi obrotami to już się popisywała! Darling uniosła brew, dopijając drinka. Ledwo zdążyła odstawić szklankę na znajdujący się za plecami blat, a April wyciągnęła do niej rękę, którą ścisnęła bez żadnych protestów. Pozwoliła pociągnąć na parkiet i dać pochłonąć się muzyce. Dystans zniknął w jednej chwili. Ciepło przyjaciółki, jej ramiona, zapach — wszystko naraz sprawiło, że Teddy zapomniała o całym świecie. Instynktownie dopasowała się do ruchów, bo też chciała, żeby jej taniec stał się swobodny i radosny. Ale to nie w tych obcasach. i chyba nie w tym życiu.
Pocałunek był intensywny na wskroś prawdziwy. Odpowiedziała natychmiast, mocniej obejmując ją w pasie. W niepamięć poszły wszystkie postanowienia, które przyjdą ponownie wraz początkiem Nowego Roku i powrotem do Toronto. Ale nagle piosenka została bezczelnie przerwana, a głos z głośnika zakomunikował zaprosił gości na wzniesienie toastu i wspólne odliczanie do północy. To już? Teddy kompletnie straciła poczucie czasu, zatracając się w słodkich ustach przyjaciółki.
Objęła ją ramieniem i pociągnęła w kierunku stołu z przekąskami, żeby coś podwędzić. I tak miały się ewakuować na piętro.
— Ja wszystko rozumiem — powiedziała, kiedy przystanęły jeszcze przy barze, żeby mogła zakupić butelkę whisky. — Niby symbolicznie, niby na smaczek, ale szampana to poskąpili — pokręciła z politowaniem głową.
Niektórzy odważni wychodzili na tył pensjonatu, żeby mieć lepszy widok na kolorowe fajerwerki, które za chwilę miały pojawić się na niebie ponad górami. Zanim wyszły na korytarz, Teddy sprzedała April kuksańca w bok i wskazała podbródkiem na mężczyzny, który właśnie uklęknął za plecami rudowłosej kobiety. Była pewna, że mogą odhaczyć oświadczyny na swojej liście, ale okazało się, że facet tylko wiązał sznurówkę przy skórzanym pantoflu. — No nic — wzruszyła ramionami. — Po prostu uznajmy nasze zaręczyny za prawdziwe i mamy prawie bingo — rzuciła beztrosko, przytrzymując przyjaciółce drzwi. Jasne, Teddy. Prawdziwe, jak ta niby-randka.
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Może poszli w jakość, a nie ilość? Szampan nie jest tego warty. — Wzruszyła ramionami, cierpliwie czekając, aż Teddy obkupi się w alkohol, który był jej teraz potrzebny. Nigdy nie smakował jej szampan. W latach nastoletnich piła takie z najtańszej i najniższej półki, które smakowały paskudnie. Na imprezach związanych z pracą kilkukrotnie piła te najdroższe z półek co najmniej podsufitowych i one też były okropne. Może nieco wolniej ulatywał z nich gaz.
— Dobrze, że ona tego tak nie widziała. — Nieznajoma na pewno miałaby zepsutą imprezę, gdyby założyła, że jej partner chce się jej oświadczyć, a on tak zjawiskowo by to popsuł. To jednak byl ich problem. April nie widziała teraz niczego poza drogą do pokoju hotelowego. Czy ona zawsze była taka długa? Oczywiście, że nie. Skręciła w zły korytarz. Dobrze, że szła z nią Teddy, która mogła to korygować.
Zamknęła za nimi drzwi, odłożyła na stolik talerz, na który dopiero teraz spojrzała. Zgarnęła pierwsze lepsze naczynie ze stołu, nie zastanawiając się nad tym, co właściwie bierze, bo miała to totalnie gdzieś. Wyglądało i pachniało jak ciasto z marcepanem. Obrzydlistwo, nawet nie lubiła marcepanu. Nie zje, to przynajmniej nie pójdzie w biodra. Wszystko jedno. Przyszła tu przecież za nią, a nie za biszkoptami. Nie dała jej chwili na ogarnięcie się. Gdy tylko Teddy odłożyła własne manele, dopadła do niej, zatrzymując ją we władczym uścisku. Zatraciła się w zachłannym pocałunku, wbijając jej w szyję paznokcie.
— O. Przepraszam. — Rozluźniła uścisk, bo sama poczuła, że chyba nieco przesadziła. Pogłaskała czule podrażnione miejsce, znów skupiając się na fali pocałunków. Może nawet tsunami. Nie potrzebowała wykłócania się dla upuszczenia emocji, potrzebowała tego. Zsunęła z niej marynarkę, ciskając nią gdzieś na bok, żeby się zaraz o nią nie potknęły. W tych butach mogłoby się to skończyć kiepsko.
— O rany. Przepraszam. Fajerwerki. — Znów obudziła się na moment, przypominając sobie, że do północy zostały ostatnie minuty. Naparła na nią ciałem, popychając ją do tyłu. Przesuwała ją krok po kroku, nie przerywając pocałunków. Zatrzymała się dopiero, gdy nagie plecy Teddy napotkały szybę w drzwiach balkonowych. To powinno wystarczyć, stąd na pewno będzie wszystko widziała. Finch chyba nadal nie ogarniała, że do oglądania sztucznych ogni przydałoby się na nie patrzeć. Obsypywała pocałunkami jej ramiona, wracając ustami do czerwonych śladów, które sama wcześniej zostawiła na jej szyi. Jej dłonie zsunęły się niżej, wędrując wzdłuż kręgosłupa aż na pośladki. Przyciągnęła w ten sposób biodra Teddy ku sobie, by uchronić choć część jej pleców przed dotykiem zimnej szyby.
teddy darling
-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor