30 y/o
Enjoy the simplest things
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the verge
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

10
Nacisnęła dzwonek do drzwi, niemiłosiernie się nad nim znęcając. Długi dźwięk podniósłby z grobu umarłego, ale zakładała, że Teddy raczej już nie spała. Widziała, że była aktywna na komunikatorze dwie godziny temu, więc pewnie wstała jak zwykły człowiek o poranku. Spojrzała na zegarek, zastanawiając się, która właściwie była godzina. Południe? Nie tak źle. Poprawiła rączkę od gitarowego futerału, który miała na plecach i zaczęła tupać nerwowo, nie mogąc się doczekać otwarcia drzwi. Mogła wziąć ze sobą klucze. Przecież i tak wracała się do domu po tę nieszczęsną gitarę, czemu nie pomyślała o kluczach? Pewnie przez to, że nie myślała zbyt logicznie. Albo po prostu była na tyle uprzejma, by nie wchodzić komuś do mieszkania bez pytania z własnymi kluczami w środku dnia. Szczególnie komuś, kogo od kilku tygodni zbywała i nie odpisywała dłuższymi wiadomościami niż jedno zdanie.
— Mam urodziny — oświadczyła, gdy Teddy wreszcie otworzyła drzwi. Nie była to do końca prawda, brakowało jeszcze kilku dni. Wyglądało na to, że spędzała ten tydzień pod znakiem wielkiego świętowania. Nie codziennie kończy się trzydzieści lat! Wepchnęła się do środka bez pytania o zgodę, odstawiając instrument gdzieś przy drzwiach. Obok położyła niedopite cold brew, które musiała zgarnąć w pobliskiej kawiarni. Zdjęła z siebie płaszcz, grzecznie odwiesiła go na wieszak. Przyjrzała mu się dość krytycznie. Musi oddać go do pralni. Śmierdział nieco papierosami i jakimiś damskimi perfumami. Na pewno nie jej, w życiu by nie nałożyła na siebie takiego zapachu. Wepchnęła do rękawa czapkę, zsunęła buty, podniosła kawę i weszła w głąb mieszkania, rozglądając się po nim uważnie.
Wyglądała jakby dopiero wróciła z imprezy. Na barkach siedziało jej zmęczenie świadczące o tym, że od dłuższego czasu się porządnie nie wyspała. Na kołnierzyku białego t-shirta była jakaś czerwona plama – najprawdopodobniej po szmince. Zobaczyła to wcześniej w lustrze i uznała za najbardziej tandetną rzecz, jaka przydarzyła jej się w tym roku. Zapomniała się przebrać, krążąc między imprezą, biurem a domem. Wciąż miała nieco rozszerzone i szkliste źrenice. Na imprezie na pewno coś brała i to coś trzymało się jej resztkami sił. Sprawiała wrażenie obecnej i świadomej własnego istnienia, nie była odpalona w kosmos. Nie śmierdziała na szczęście wódą, miała ogarnięte włosy, no po prostu nie była wyciągnięta z rynsztoka. Wykorzystywała pieniądze, by bawić się z (względną) klasą. Regularnie korzystała z własnej łazienki, po prostu chyba dawno nie spała w swoim łóżku.
Usiadła na kanapie i wyciągnęła nogi na stolik. Upiła kilka łyków kawy, chcąc przyspieszyć działanie kofeiny i doprowadzić się do nieco... inteligentniejszego stanu. Spojrzała na zegarek, odczytując z niego kilka powiadomień. Zapomniała, że powinna być teraz w biurze? Nie, chyba po prostu zawracali jej dupę.
— Gdzie jest mój prezent? Przyniosłam gitarę, możesz mi zagrać. — Ruchem głowy wskazała na instrument. Zapomniała chyba, że plan dotyczył odwrotnej sytuacji. Przynajmniej była blisko! Odchyliła głowę na oparcie kanapy i z twarzą zwróconą do sufitu przymknęła powieki, jakby liczyła, że gdy je uniesie, Teddy zaserwuje jej jakąś niespodziankę. Jakoś specjalnie nie kwapiła się do wyjaśnienia, co ona w ogóle wyprawia i dlaczego zachowuje się przez cały miesiąc jak skończona pizda.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

024.
To była naprawdę ciężka noc. Karambol na czterysta jedynce postawił na nogi połowę jednostek w Toronto. Na oblodzonej autostradzie zderzyło się trzynaście samochodów — osobówki, ciężarówki, a pomiędzy nimi autobus wiozący wycieczkę szkolną. Metal zgrzytał o metal, szyby pękały jak lód pod butami, a syreny alarmowe mieszały się z krzykami rannych. Teddy dawno nie pamiętała takiej masakry. Przeskakiwała między poszkodowanymi, ślizgając się po oblodzonym asfalcie i rozlanej benzynie, gasząc kopcące się pojazdy, zanim ogień zdążyłby dobrać się do uwięzionych w środku ludzi. Jedną ręką ciągnęła wąż gaśniczy, drugą próbowała tamować krwotok u nieprzytomnego kierowcy. Tuż za jej plecami umierali ludzie.
Akcja ratunkowa trwała do wczesnych godzin porannych. Świt zastał ją i jej kolegów brudnych i przemarzniętych. Po powrocie do remizy wszyscy wyglądali, jakby wzięli udział w masowym pogrzebie. Kaski odkładano w milczeniu, a mokre kurtki spadały ciężko na ławki. Darling do tej pory nie mogła doszorować śladów krwi z nadgarstków; skóra piekła od szorowania, ale smugi zostały. To na szczęście nie była jej krew. Mniej szczęścia miała jednak dwunastoletnia dziewczynka, której blacha amputowała nogę.
Kiedy znalazła się już we własnym domu, próbowała złapać trochę snu. Ledwo co zdążyła odlecieć, a natarczywy dźwięk zerwał ją z łózka. W pierwszej chwili myślała, że to alarm. Rozejrzała się po antresoli w poszukiwaniu masywnych butów strażackich. Zajęło jej trochę czasu, zanim uświadomiła sobie, gdzie jest i że dochodzące z dołu brzęczenie to nie syrena, a dzwonek do drzwi. Teddy niechętnie nałożyła na siebie rozciągniętą koszulkę, zwlekła się ze schodów i przeszła wzdłuż mieszkania. Przesunęła zamek błyskawiczny i otworzyła drzwi, za którymi stała, ku jej ogromnemu zaskoczeniu, April. Nie zdążyła nawet nic powiedzieć, bo ta wparowała do środka, jak do siebie. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że od czasu ich wspólnego wyjazdu do Mont-Tremblant, milczała jak zaklęta.
Początkowo Darling próbowała tłumaczyć sobie jej zdawkowe wiadomości zapracowaniem. Spoko, ona też miała dużo roboty, doskonale to rozumiała. Ale później zdała sobie sprawę, że to były tylko wymówki. Relacje, jakie Finch udostępniała w social mediach jasno dały jej do zrozumienia, że przyjaciółka miała czas, ale nie dla niej. Dlatego w pewnym momencie poddała się i przestała do niej wypisywać.
Nie masz — odparła, przecierając dłonią zmęczone oczy. Może Teddy dopiero co się przebudziła i była nieco odrealniona, ale doskonale pamiętała datę urodzin April.
Podążyła za nią w głąb mieszkania, obserwując, jak tamta bezceremonialnie rozsiada się na kanapie, oczekując swojego prezentu. Ale Darling nie miała żadnego prezentu. Właśnie dlatego, że Finch nie miała urodzin. To akurat wydawało się całkowicie logiczne. Spojrzała przelotnie na futerał z gitarą i pokręciła głową, próbując dać jej do zrozumienia, że niczego nie zagra. Trudno było stwierdzić, czy przyjaciółka w ogóle dostrzegła ten gest, bo miała przymknięte powieki i wyglądała, jakby bardziej skupiała się na wysokim suficie niż na tym, co działo się wokół. W każdym razie Teddy i tak nie mogła jej niczego zagrać. Nie dlatego, że nie chciała — choć faktycznie nie miała na to najmniejszej ochoty — ale dlatego, że po prostu nie potrafiła grać na żadnym instrumencie. To była wyłączna działka Finch.
Co ty tu robisz, April? — zapytała w końcu, przysiadając na podłokietniku fotela. Teraz była bardziej zirytowana, niż zaskoczona jej obecnością. Nietrudno było zauważyć, że przyjaciółka od dłuższego czasu była poza domem. Zresztą wystarczyło zajrzeć na jej Instagrama, żeby zobaczyć, jak świetnie się bawiła.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
Enjoy the simplest things
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the verge
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miała pojęcia, co działo się na drogach Toronto. W pierwszych dniach roku wyciszyła wszystkie powiadomienia związane z wiadomościami, nie chcąc dokładać sobie nerwów. Wystarczyło, że trafiła na kilka wiadomości z kraju i Stanów Zjednoczonych, żeby doprowadzić ją do ciężkiej kurwicy. Uznała, że skoro ma teraz w głowie nakurwione bardziej niż zwykle, to nie będzie wpychać tam jeszcze takich informacji. Wszystkie ludzkie tragedie przechodziły gdzieś obok niej, pewnie na jakąś nawet psioczyła, bo spowodowała korki w mieście i przez to spóźniła się do pracy, na randkę albo cholera wie gdzie. Tym razem się jednak nie spóźniła. Pewnie dlatego, że w ogóle nie były umówione. Wcale nie powinno jej tu być, a już na pewno nie bez uprzedzenia i sprawdzenia, czy Darling ma dla niej czas. Doskonale zdawała sobie sprawę ze specyfiki jej pracy i że w potencjalnie zwykły dzień może być kompletnie wykończona przez ciężką zmianę z dnia poprzedniego. Noworoczna April nie przejmowała się takimi szczegółami. W końcu ona też była zmęczona i jakoś funkcjonowała, więc po co tu dramatyzować?
— Cztery dni w tę czy tamtą... — Wzruszyła ramionami, zirytowana, że przyjaciółka musiała czepić się tak drobnego szczegółu. Dorośli ludzie traktowali przecież takie daty umownie. Nikt nie miał czasu, by spotykać się w precyzyjnie wyznaczone daty. Urodziny Darling z zeszłego miesiąca obchodziły przecież z lekkim opóźnieniem. Okej, to też była wina April. Absolutnie przygniotła ją wtedy praca i świąteczne zobowiązania. Wcale się wtedy o to nie prosiła, żałowała, że nie mogą się zobaczyć w wyznaczony dzień i muszą ograniczyć się do wysyłania sobie zdjęć. Właściwie to wychodziło na to, że robiła teraz przyjaciółce przysługę, żeby ta nie wyszła na kretynkę, jak ona w zeszłym miesiącu. No i cudownie! Bardzo szybko wymyśliła sobie usprawiedliwienie na własne zachowanie.
Obróciła głowę w stronę, z której dochodził jej głos. Otworzyła oczy dopiero po kilku sekundach i zaczęła się w nią intensywnie wpatrywać. Szukała na niej informacji. Podpowiedzi, z których może stworzyć własne (daleko idące) wnioski. Jak ona spędziła ostatnie tygodnie? Czy nowy rok jakkolwiek ją zmienił? Czy dostała nowych zmarszczek, skoro była starą rurą? No i co to za dziwaczne ślady na nadgarstkach? Zdążyła zdać już sobie w myślach kilkadziesiąt pytań, ale jednak na żadne nie miała ochoty wymyślać odpowiedzi.
— No przecież powiedziałam, że przyszłam po prezent — odezwała się wreszcie. Wzruszyła ramionami, chcąc podkreślić, że kompletnie i totalnie nie ma pojęcia, o co właściwie Teddy teraz chodziło. W rzeczywistości denerwowało ją, że zaczęło jej o to chodzić aż tak szybko. Liczyła chyba na trochę teatru albo że po prostu wszystko będzie normalnie. Nie, nieprawda. Wcale na to nie liczyła. Wiedziała, że tak będzie i w ogóle nie spodziewała się po Darling nieszczerości. Kurwa mać.
— Mam zajęty czwartek, więc przyszłam dzisiaj. Nie przypominam sobie, żebyśmy kiedyś omijały okazję do świętowania urodzin. — Zabrzmiała dużo nieprzyjemniej niż planowała. Uśmiechnęła się uroczo, próbując w ten sposób zamaskować ten oschły ton, który przejął kontrolę nad jej rozsądkiem.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie wymagała od niej, aby wiedziała, z jakimi wypadkami i tragediami zmagało się miasto w czasie, gdy ona bez większych skrupułów dawała się ponieść kolejnym melanżom. Przez długi czas to głównie Teddy była tą, która informowała ją o najważniejszych zdarzeniach. Zwykle działo się to w pośpiechu, między jedną a drugą akcją, w urywanych wiadomościach wymienianych w biegu. To od niej April dowiadywała się pożarach i innych katastrofach, które przewijały się przez Toronto.
Jednak od kilku dni panowała między nimi cisza. Żadnych krótkich komunikatów, żadnych zdawkowych pytań, żadnych powiadomień wyświetlających się w najmniej odpowiednim momencie. Darling nie wiedziała, czy było to świadome milczenie, czy zwykły zbieg okoliczności, ale w tej przerwie znalazła dla siebie wygodne usprawiedliwienie. Skoro nie pisały do siebie wcale, nie czuła też obowiązku, żeby zdawać przyjaciółce relację z tego, co działo się wokół niej.
Nie mam prezentu — odparła niewzruszenie i wymownie wskazała ręką na zabrudzony szminką kołnierzyk koszulki. Ślad po szmince mimowolnie rzucał się w oczy i Teddy, choć skrajnie wyczerpana, nie potrafiła go przeoczyć. — Ale chyba już jakiś dostałaś — dodała, trochę zbyt złośliwie niż z początku zamierzała.
Nie mogła mieć o to pretensji. W zasadzie nie spodziewała się po niej niczego lepszego. Nowy rok, stara April. Było jej tylko trochę przykro, że została pominięta w tej imprezowej otchłani. Nie chodziło o sam brak zaproszenia, bo Darling i tak nie miała czasu na tygodniowe świętowanie urodzin przyjaciółki, ale o wymijające wiadomości, w których Finch stwierdzała, że jest wielce zajęta, po czym robiła coś takiego. Może ojciec miał rację. Może z wiekiem czas weryfikuje znajomości i przyjaźnie, które miały być na zawsze, rozpadają się naturalnie.
Żartujesz sobie? — Teddy przycisnęła palce do nasady nosa. — Przychodzisz tutaj, jak gdyby nigdy nic i domagasz się prezentu? — naprawdę musiała zaprzeć się w sobie, żeby nie prychnąć pogardliwie. Tylko spokój mógł ją teraz uratować. — Świętujesz od kilku dni, nie potrzebujesz do tego mojego towarzystwa — o ile April starała się brzmieć przyjemnie, Darling brzmiała okropnie. No cóż, przynajmniej była szczera. Nie zamierzała udawać, że takie zachowanie jest w porządku i że odpowiada jej bycie jedynie w momentach, w których przyjaciółka miała na to ochotę. To tak nie działało.
Odchyliła głowę i wciągnęła powietrze przez nos. Była oazą spokoju. Pierdolonym, zajebiście wyciszonym kwiatem lotosu na jebanej tafli jeziora. Wyluzowana niczym wagon tybetańskich mnichów.
Nie wiem, co bierzesz, ale powinnaś brać o połowę mniej — stwierdziła, wracając spojrzeniem do twarzy Finch. Oczywiście, że piła do jej rozszerzonych źrenic. — Albo wcale, bo coś ci się poprzestawiało w głowie. Jeśli naprawdę uważasz, że możesz tak do mnie wpadać bez zapowiedzi po tym, jak przestałaś mi odpisywać, to chyba coś ci się pomyliło — prosto i dosadnie. Bez owijania w bawełnę i chuchania na biedną, zmelanżowaną April.
Co ona sobie wyobrażała? Dobrze wiedziała, jaki zawód wykonuje Darling. Że może odsypiać po nocnej zmianie albo po prostu być poza domem. Nie mogła tak beztrosko wparowywać do środka, nie widząc w tym niczego niewłaściwego. To była już przesada, nawet jak na Fiinch.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
Enjoy the simplest things
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the verge
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Spuściła wzrok na koszulkę, zastanawiając się, o co właściwie chodziło Teddy. Złapała za kołnierzyk i odchyliła go nieco od ciała, przyglądając się plamie. Zapomniała już o tym, że zapomniała się przebrać. Pośliniła kciuk i potarła ślad, co oczywiście nic nie dało. Kurwa mać. Lubiła tę koszulkę. Sprawnie szminki nie było takie proste. Miała nadzieję, że wystarczy jakiś porządny odplamiacz. Albo sól. Lubiła tę koszulkę. Z białego to pewnie przegrana sprawa.
— Nie złożyła mi życzeń, więc to chyba nie był prezent. — Wzruszyła ramionami, puszczając bluzkę. Właściwie wcale nie była pewna swoich słów. Towarzystwo, z którym spędzała początek roku nieco jej się zlewało. Miała dobrą pamięć do twarzy, więc kojarzyła wizerunki wszystkich, z którymi siedziała ostatnio po godzinach w biurze lub w klubie, ale żeby połączyć je z imionami? Niekoniecznie. Nie przykładała wagi do tych osób, potrzebowała po prostu towarzystwa, a oni się napatoczyli. Czy ten ślad to była ta Koreanka z baru, z którą się całowała? A może to ta laska z księgowości, z którą się przespała? Nie była pewna. Nie była też pewna, czy faktycznie się z tamtą przespała czy to był tylko plan? Kurwa mać.
Słuchała jej, sącząc resztki kawy. Siorbnęła głośno, próbując wydobyć z dna resztki kofeiny. Przez słomkę przelatywał już tylko roztopiony lód. Potrząsnęła kubkiem, przenosząc na moment na niego wzrok, chcąc upewnić się na milion procent, że wewnątrz nie było już ciemnego płynu. Niestety w środku został wyłącznie lód, zero kawy. Odstawiła plastik na stolik, zdejmując z niego nogi. Postawiła stopy płasko na podłodze, łokcie wspierając na udach. Słuchała w milczeniu, nerwowo wyłamując palce i skupiając się na tym suchym trzasku, który o dziwo zawsze przynosił jej ukojenie. Matka zawsze zmywała jej za to głowę. Powtarzała, że ten dźwięk doprowadza ją do ciężkiej cholery. April stresowała się przez to mocniej i jeszcze bardziej miała ochotę zatracać się tym nerwowym odruchu i jakoś tak się to wszystko toczyło.
— Ano tak, zapomniałam w tym miesiącu opłacić swoje herolda. Przecież zawsze muszę się oficjalnie anonsować, żeby się z tobą zobaczyć. — Podniosła na nią wzrok uśmiechając się przy tym jadowicie. Zawsze myślała, że jest mile widziana, gdziekolwiek Teddy się znajdowała. Potrzeba zobaczenia się z przyjaciółką powinna być przecież naturalna, po co miałaby robić z tego wielką aferę? Nie przypominała sobie, by jej obecność wielce kiedyś Darling przeszkadzała, ale najwyraźniej tegoroczna jej wersja... Nie, stop. Kurwa mać. Zatrzymała strzały myśli w głowie, zanim zaczęła myśleć o niej faktycznie źle. To przecież nie było w porządku. Wyprostowała się i zostawiła palce w świętym spokoju.
— Dobrze, rozumiem. Jesteś po pracy i potrzebujesz odpoczynku, przepraszam. — Starała się brzmieć jak najbardziej uprzejmie. Tym razem faktycznie nie miała niczego złego na myśli. Wydawało jej się, że trochę nawet przesadziła i wypowiedź brzmiała przesadnie sucho i kurtuazyjnie. Kurwa mać.
— Mogę wrócić później. Albo po prostu tu posiedzę i popracuję, a ty idź na górę się wyspać. Pogadamy, jak odpoczniesz — zasugerowała już o wiele naturalniej. Miała nadzieję, że Teddy nie zauważy, że kompletnie zignorowała wszystkie jej pretensje, a po porządnej drzemce zapomni o rozmowie, na którą April w ogóle nie miała ochoty.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oczywiście. O czym tu dyskutować? Pocałunki ani seks nie mogły być prezentem. Nie dla kogoś takiego jak April. Coś, czym przesiąkła do cna i towarzyszyło jej na co dzień i dawno straciło jakąkolwiek wyjątkowość, a już na pewno miało prawa aspirować do miana daru. Autentyczny prezent wymagał czegoś więcej. Czegoś, co nie wynikało z przyzwyczajenia ani potrzeby chwili. Nic dziwnego, że fizyczne gesty wypadały tak blado. Albo czerwono, jak w przypadku szminki. Nie, przecież wcale tak o niej nie myślała. Dobrze, że nie wypaliła z tym na głos. To były naprawdę podłe, bardzo niesprawiedliwe stwierdzenia.
Czy ty się w ogóle słyszysz? — zapytała, siląc się na mniej pretensjonalny ton. Skutecznie, ale teraz Teddy brzmiała już zupełnie obojętnie. Tak, jak powinna była brzmieć od samego początku. Jakby ta rozmowa wcale jej nie dotyczyła. Jakby naprawdę jej to nie ruszało. — Bo że mnie nie słuchasz, to nie podlega żadnym wątpliwościom — dodała po chwili i westchnęła ze zrezygnowaniem.
Była zmęczona. Bardziej psychicznie niż fizycznie, choć ciało też dawało o sobie znać tępym napięciem w karku i ramionach. Może faktycznie powinna po prostu iść się przespać, a po przebudzeniu udawać, że ta rozmowa nigdy się nie wydarzyła. Szkoda tylko, że raz rozgrzebany temat nie znikał sam z siebie.
Znów przycisnęła palce do nasady nosa. Nie wiedziała tylko czy przez głośne siorbnięcie przez słomkę, czy przez ból rozpierający skronie. A może przez tumiwisizm April? Wszystko się na siebie nałożyło.
Tak — odparła i spojrzała na przyjaciółkę z politowaniem. — I jeszcze musisz wykupić specjalny abonament, żeby się ze mną spotkać. Ty naprawdę nie wiesz, o co mi chodzi, no nie? — zaśmiała się gorzko, przeczesując do tyłu włosy.
Wzięła głęboki wdech i podniosła się podłokietnika. W porządku, da radę. Przemówi Finch do rozsądku, choćby miałaby to zająć całe popołudnie. Nie wypuści jej stąd, dopóki ta nie zobaczy, gdzie popełniła błąd.
Dlaczego nie odpisywałaś na moje wiadomości? — Teddy zerknęła na przyjaciółkę, przechadzając się wzdłuż salonu. Musiała to rozchodzić. — A nie, przepraszam — wyciągnęła z dresów swój telefon, otwierając ostatnią konwersację z z Finch. — Ok. Nie wiem. Zobaczę. Kciuk w górę? Serio, April? To bardzo wyczerpujące odpowiedzi jak na kogoś, kto normalnie tworzy elaboraty — pokręciła głową w szczerym niedowierzaniu. Nic już z tego nie rozumiała. — Co do kurwy? — rozłożyła bezradnie ręce. Telefon wystrzelił z dłoni jak z procy, szczęśliwe lądując na poduszkach na kanapie. — Uważasz, że to jest spoko? Nie mogłaś po prostu napisać, że nie masz czasu, bo ruchasz się i imprezujesz? Jakoś do tej pory tak robiłaś — Darling z całych sił starała się zrozumieć postępowanie przyjaciółki.
Ale nie potrafiła. Najwyraźniej gdzieś się rozminęły. Coś się zmieniło, a ona nie wiedziała dokładnie co i w którym momencie. I to wszystko razem wzięte nie dawało jej spokoju. Starała się ogarnąć jej tok myślenia, ale April w niczym nie pomagała. Mało tego, próbowała odwrócić kota ogonem i zrzucić winę na Darling. Że to niby ona była zapracowana i nie miała chęci się spotkać! No to był już, kurwa, szczyt bezczelności.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
Enjoy the simplest things
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the verge
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zacisnęła wargi w wąską linię, znów puszczając mimo uszu jej komentarz. To chyba nie był najlepszy dowód na to, że słuchała jej bardzo uważnie, ale trudno. Czuła, że próba tłumaczenia się tylko pogorszy sytuację. Trochę się jej jeszcze mieszało w głowie po tym, co zażyła w nocy i chyba niespecjalnie błyszczałaby na prawdziwej debacie. A przecież nie mogłaby pozwolić sobie na przegranie kłótni, chyba by ją do reszty wtedy poskręcało.
Oparła się znów plecami o kanapę, śledząc spojrzeniem Teddy. Nie miała pojęcia, czy musi rozchodzić to całe gadanie bzdur, czy jednak szła na górę się przespać. Cóż, genialny plan April niestety się nie udał i nie miała zamiaru uderzać w spanko. Kurwa mać. Przez moment miała wrażenie, że będzie uderzać w nią i to pięściami, ale do tego też nie doszło. Krążyła po pokoju, więc podążała za nią wzrokiem. Oblizała nerwowo wargi, czując, że robią się strasznie suche. Dziwne, nie powinno tak być tyle godzin po zażyciu. Nie chciała przyjąć do wiadomości, że to też była kwestia stresu. Niestety Teddy sięgnęła po dowody cyfrowe. Bardzo dobry ruch, zrobiłaby na jej miejscu to samo. Nie było to do niczego potrzebne, bo dobrze pamiętała co i kiedy jej napisała. Przeniosła na moment wzrok na telefon, bo lecący obiekt był o wiele ciekawy niż nabuzowana Teddy. Chciała też upewnić się, że nie był wycelowany w nią. Ale nie był. Albo miała tragicznego cela.
— Robisz ze mnie jakąś... nie wiem. Nie żyję tylko imprezami. Spędzam lwią część dnia w biurze. — Zaczęła od usprawiedliwiania się, co zdecydowanie nie było w porządku. Doskonale rozumiała, o co chodzi przyjaciółce, ale starała się grać na czas. W ogóle nie przemyślała sobie wcześniej tej rozmowy, nie przygotowała żadnych porządnych argumentów. Przyjście tutaj było bardzo spontanicznym pomysłem, którego zaczynała nieco żałować. Może jednak trzeba było jeszcze trochę odczekać? Albo chociaż wytrzeźwieć. Kurwa mać.
— Ale może faktycznie byłam ostatnio trochę zabiegana — dodała już nieco spokojniej. Znów zmieniła pozycję na kanapie, tym razem siadając po turecku. Było jej niewygodnie niezależnie, jak się układała. Dziwne, zawsze wydawało jej się, że to całkiem fajny mebel. Taki szeroki i nie za miękki, perfekcyjny, żeby nieco odpocząć, ale nie zatapiać się w nim i nie zasypiać od razu. Kanapa wyglądała tak samo jak ostatnio, raczej jej nie wymieniła. Zastanawianie się nad meblami było kiepskim tematem zastępczym dla głowy, w ogóle jej to nie pomagało. Musiała coś przecież odpowiedzieć, a nie wgapiać się w Darling bez słowa.
— Po prostu trochę ostatnio, sama nie wiem... Trudno było mi znaleźć temat, którym mogłabym cię totalnie zainteresować? A nie chcę ci zawracać głowy byle czym? — Bardzo starała się jej okłamywać. Nie znosiła tego robić, była w tym beznadziejna. Musiała strasznie kluczyć i łapać się ogólników, by uniknąć mijania się z prawdą. Pewnie przez to brzmiało, jakby ją dopytywała, a nie używała zdań oznajmiających. Strasznie to było męczące, może jednak prościej byłoby kłamać?
— Czy mogłabyś się tak nie kręcić? Albo chociaż robić to wolniej? — Jęknęła, pocierając przy tym oczy. Zrobiło jej się niedobrze od tych jej spacerów. I od stresu, co akurat było dość typowe. Żołądek zawsze był przeciwko niej w nerwowych sytuacjach.
— Ale przyszłam tu z tęsknoty i po prezent? No tak. — Pokiwała głową, utwierdzając się w przekonaniu, że to było całkiem niezłe zdanie. W miarę prawdziwe, na pewno bardzo unikowe, ale też bardzo miłe! No dobrze, pewnie byłoby milsze gdyby ostatnie dni się nie wydarzyły. Teraz mogła się tylko znów do niej uśmiechnąć.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To nie była kłótnia. Teddy naprawdę uważała na to, żeby nie podnosić głosu. Mówiła powoli i spokojnie, usiłując przekonać April do swoich racji. Bo miała rację i doskonale o tym wiedziała. Najwyraźniej Finch uważała inaczej. A to już był zalążkiem niepotrzebnej kłótni. Dlatego nie mogła pozwolić, żeby emocje wzięły górę i na nią spadły. Tylko czy na to nie było już trochę za późno? Czy sama nie wsadziła właśnie kija w mrowisko?
Nie zamierzała rzucać w nią telefonem. A mogła! I mogła zabić! Ten po prostu przypadkowo wysmyknął się z jej dłoni od machnięcia rękami, za co Darling i tak już skarciła się w myślach. Nie da przyjaciółce tej satysfakcji i nie będzie na jej oczach zachowywać się jak pieprzona furiatka. To nie był jej styl. Zgasi ją swoim stoickim spokojem, a to na pewno da April do myślenia. O ile wcześniej nie doprowadzi ją tym do szału.
Jaką? Puszczalską? — wypaliła, zanim zdążył ugryźć się w język. Bardzo nieładnie, Teddy. Może i cela miała słabego, ale tym trafiła w dziesiątkę. Szybko zacisnęła usta w wąską linię, kontynuując przechadzkę po salonie. Wyluzuj, nie powiedziała niczego, co nie byłoby zgodne z prawdą. No co? Finch sama określała się takim mianem, jedynie powtarzała i potwierdzała jej słowa.
Z każdym kolejnym słowem przyjaciółka pogrążała się coraz bardziej. Teddy chodziła w tę i nazad, kręcąc głową tak mocno, że aż naprawdę zakręciło jej się w głowie. Przystanęła w miejscu, wcale nie na prośbę przyjaciółki i spojrzała na nią w taki sposób, jakby zobaczyła ją pierwszy raz w życiu.
Nie wierzę — przycisnęła sobie obie dłonie do twarzy i potarła ją szybko. Miała wrażenie, że dalej znajdowała się w jakimś idiotycznym płytkim śnie. A może w rzeczywistości dalej spała? Może wcale nie wybudziła się po służbie i wyobraźnia płatała jej figle? — Przez wiele lat nie miałaś oporów zawracać mi głowy pierdołami i nagle teraz zaczęłaś się tym przejmować? Daj już spokój — machnęła ręką, bo jak April miała dalej brnąć w te kłamstwa to lepiej, żeby w ogóle nic nie mówiła. — Wiesz, jak to wygląda? Jakbyś mnie unikała — zauważyła, zresztą niebezpodstawnie. Miała cyfrowe dowody i doskonale pamiętała, jak wyglądały ich ostatnie konwersacje. Były krótkie, o niczym i totalnie bez sensu. Już pomijając kwestię, że Finch odpisywała po kilku godzinach, a to nie zdarzało się praktycznie nigdy. Teddy czasami miała problem z odpowiadaniem na wiadomości od razu, bo nie zawsze mogła korzystać z telefonu, ale April? To było do niej zupełnie niepodobne. Wręcz podejrzane. Nic dziwnego, że nie wierzyła w ani jedno jej słowo.
Wypuściła powietrze z płuc, co pomogło jej utrzymać wewnętrzną równowagę. Jeśli przyjaciółka liczyła na krzyki, rzucanie talerzami i trzaskanie drzwiami, to będzie musiała ją poważnie rozczarować.
Mówiłam już, że nic dla ciebie nie mam — przypomniała, wzruszając ramionami. — Byłam zajęta, żeby myśleć o takich pierdołach — dodała, czego od razu pożałowała. Zagryzła policzek od środka, zawstydzona własnym zachowaniem. Nie powinna tego mówić. — Po prostu nie zdążyłam niczego przygotować. Dlatego jeśli przyszłaś po prezent, to równie dobrze możesz już iść. Nie wydaje mi się, że tęskniłaś, więc naprawdę mogłaś sobie darować tę nieistotną wzmiankę — co Darling miała poradzić, że poczuła się urażona jej ignorancją? Do tej pory nigdy tak nie było. I przez te wszystkie lata nigdy nie doszło do sytuacji, że musiały przeprowadzić podobną rozmowę.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
Enjoy the simplest things
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the verge
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Spojrzała na nią szczerze zaskoczona i rozbawiona. Nie spodziewała się takiego określenia. Nie miała zamiaru się z nim kłócić, to przecież prawda. Była rozwiązła i nie potrafiła utrzymać żadnego związku na dłużej, a z drugiej strony nie była w stanie zbyt długo funkcjonować sama. Wszystko się zgadzało. To określenie jednak nie pasowało do ust Teddy. Nigdy jej przecież za to nie oczerniała. Przeciwnie, przecież wspierała ją po tych wszystkich głupich pomysłach i miłostkach. Ale teraz to zabrzmiało jak atak. Jakby faktycznie miała coś złego na myśli. Tylko czemu ze wszystkich rzeczy, które mogła jej zarzucić, wybrała akurat to?
— Taka to akurat jestem, nie? — Brzmiała, jakby jej to nie obeszło. Nie będzie się przecież obrażać za to, że żyła jak prawdziwa kobieta wyzwolona XXI wieku! A przynajmniej tak to sobie tłumaczyła. Dobrze, że nie interesowali ją mężczyźni, bo wizja potencjalnej ciąży po każdej takiej akcji na pewno by ją wykończyła psychicznie. I wtedy dopiero Teddy miałaby używanie!
Podniosła się rozemocjonowana z kanapy, jakby była gotowa co najmniej rzucić się do walki na gołe pięści. Nie ruszyła się jednak z miejsca. Stała nieruchomo, wyglądając wyjątkowo niegroźnie. Trudno zgrywać gangsterkę z takim wzrostem i takimi plamami na koszulce. Wpatrywała się w przyjaciółkę, gotowa odbić każdy pocisk. Ale na tym wpatrywaniu się kończyło. Nie wiedziała, co ma jej odpowiedzieć. Miała przecież rację, dokładnie to robiła. Wychodziła ze skóry, żeby jej unikać tak długo. Strasznie to było wymagające, a te wszystkie zajęcia zastępcze pomagały tylko odrobinkę. Ale nie chciała tego wszystkiego mówić na głos. Nie była pewna, czy jest na to gotowa, a bez pewności lepiej było nie ryzykować.
— Wow... Wow. — Te szmaty znowu są w szoku. To pierwsze, co przyszło jej do głowy. Wyraźnie nie była dzisiaj na wyżynach własnego intelektu. Przełknęła ślinę, znów automatycznie splatając palce, by móc je wyłamać. Zrobiła to na tyle gwałtownie i niespodziewanie dla same siebie, że aż ją zabolało. Spojrzała na swoje dłonie zaskoczona, próbując na szybko ustalić, co ona właściwie wyprawiała.
— Skąd ci się nagle uroiło, że miałabym się za tobą nie stęsknić? To chyba nie jest żadna nowość. — Rozłożyła szeroko ręce w geście bezradności pozbawiając się tym samym możliwości robienia sobie niepotrzebnej krzywdy. Wzmianka o prezencie jej nie ruszyła. Upominek był w tym wszystkim najmniej ważny. To głupota, którą wymyśliła na poczekaniu, wchodząc na jej piętro. Nie potrzebowała przecież żadnych podarunków i domyślała się, że Teddy po prostu kręci. Nie ignorowały przecież okazji do sprawiania tej drugiej drobnych radości. Ale te słowa o tęsknocie? To akurat ją zabolało. Tym razem naprawdę nie rozumiała, skąd wziął się w niej taki wniosek. Może i zachowywała się dziwnie, ale to przecież nie wymazywało kilkunastu lat ich relacji. Trudno jej było przyjąć do wiadomości, że Darling naprawdę tak myślała. A jeśli nie i tylko próbowała być wredna, to nadal było strasznie dziwne i do niej niepodobne.
— Ty się nie zdążyłaś stęsknić? — Pierwszy raz dzisiaj zabrzmiała w stu procentach szczerze. Szkoda tylko, że był to szczery smutek. Naprawdę się tym przejęła i martwiła się, jaką dostanie odpowiedź. Skrzyżowała ręce na torsie, nie wiedząc już, co ma z nimi zrobić.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Podświadomie wiedziała, że przegięła. Chciała uderzyć tam, gdzie potencjalnie mogło zaboleć, choć sama nie była pewna, dlaczego w ogóle się na to zdobyła. Z drugiej strony April nie wydawała się urażona — przynajmniej na pierwszy rzut oka. Niby czemu miałaby być, skoro obie od zawsze żartowały w podobny sposób, balansując na granicy dobrego smaku i wzajemnej szczerości. Mimo to Teddy nigdy wcześniej nie nazwała jej puszczalską. Nie wprost. A już na pewno nie na poważnie. Teraz, gdy słowo już padło i osiadło jej w myślach, zaczęło uwierać bardziej niż powinno. Sama poczuła się źle z tym, że właśnie tak określiła przyjaciółkę. Było w tym coś niepotrzebnie okrutnego.
Chciała przemówić jej do rozumu, a tymczasem jedynie się na niej wyżywała. Wyrzucała z siebie irytację, którą gromadziła od dwóch długich tygodni. Irytację, która narastała z każdą nieodpisaną wiadomością. A już zupełnie nie potrafiła przełknąć tych, które pozostały nieodczytane. Albo, co gorsza, odczytane i zignorowane. To był cios poniżej pasa. Przecież nigdy tak nie robiły. Nigdy wobec siebie. Nawet kiedy nie mogły pisać, zawsze wracały. Zawsze znajdowały moment, żeby się odezwać i wytłumaczyć. Jednym durnym zdaniem zaznaczyć swoją obecność. Teraz Darling miała wrażenie, że każde kolejne słowo, które wypowiadała, było nie tyle próbą rozmowy, co desperacką próbą zagłuszenia narastającego poczucia odrzucenia. Świetna robota. Teddy niewątpliwie zasługiwała na order z ziemniaka, dyplom z drukarki i uścisk dłoni prezesa, który zarządzał jej sumieniem.
Faktycznie wow — obserwowała, jak przyjaciółka podrywa się z kanapy i zaczyna wyginać palce. Głupia, przecież zaraz zrobi sobie krzywdę! Miała ochotę złapać ją za ręce, żeby tego nie robiła, ale nie potrafiła ruszyć się z miejsca. Zastygła w bezruchu, zastanawiając się nad jej kolejnymi słowami, które bezpośrednio związane były z jej poprzednią wypowiedzią.
Czy tęskniła? Jak diabli. W innym wypadku nie zachowywała się jak gówniara, która wypomina i zieje jadem. Nie była taka. Ale przez to, że April odsunęła ją na bok, wychodziły z niej najgorsze cechy. Całkiem ludzkie, ale jednocześnie całkiem do niej niepodobne.
Nie — wypaliła mimowolnie, wbrew sobie. Idiotka. — Tak. Nie wiem — wzruszyła beznamiętnie ramionami. Przestań, Teddy. Wcale nie chcesz, żeby poczuła się tak, jak ty czułaś się przez ostatnie dwa tygodnie. Dobrze wiesz, że tęskniłam. Po co w ogóle pytasz? — westchnęła ciężko. Czy to nie było logiczne? Inaczej nie nie wypisywałaby do niej i nie prosiła o spotkanie.
Zerknęła przez okno. Gdzieś dookoła toczyło się normalne życie, a Darling była teraz zgrzytem nawet sama dla siebie. Dobrze, że jeszcze nie zaczęła krzyczeć, żeby w końcu wyrzucić z siebie tysiąc niesprawiedliwych oskarżeń i setki złych słów. A najgorsze było to, że przez chwilę pomyślała, że jak stanie się dla Finch najgorszą wersją siebie, poczuje ulgę. Tylko wcale nie było jej z tym lepiej i nic nie było nadal tak, jak być powinno. W dodatku pod wpływem smutnego spojrzenia April, czuła jedynie palący wstyd, który dławił w gardle.
Dopiero po dłuższej chwili Teddy zorientowała się, że przez cały ten czas zaciskała kostki tak mocno, że zbielały jej knykcie. Spuściła wzrok, wbijając wzrok w kostki. W środku była rozdygotana i przestraszona słowami, które padły z jej ust.
Przepraszam — wymamrotała cicho, ale na tyle głośno, aby przyjaciółka mogła usłyszeć jej słowa. Chyba dawno nie czuła się tak głupio.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „#6”