— Mam urodziny — oświadczyła, gdy Teddy wreszcie otworzyła drzwi. Nie była to do końca prawda, brakowało jeszcze kilku dni. Wyglądało na to, że spędzała ten tydzień pod znakiem wielkiego świętowania. Nie codziennie kończy się trzydzieści lat! Wepchnęła się do środka bez pytania o zgodę, odstawiając instrument gdzieś przy drzwiach. Obok położyła niedopite cold brew, które musiała zgarnąć w pobliskiej kawiarni. Zdjęła z siebie płaszcz, grzecznie odwiesiła go na wieszak. Przyjrzała mu się dość krytycznie. Musi oddać go do pralni. Śmierdział nieco papierosami i jakimiś damskimi perfumami. Na pewno nie jej, w życiu by nie nałożyła na siebie takiego zapachu. Wepchnęła do rękawa czapkę, zsunęła buty, podniosła kawę i weszła w głąb mieszkania, rozglądając się po nim uważnie.
Wyglądała jakby dopiero wróciła z imprezy. Na barkach siedziało jej zmęczenie świadczące o tym, że od dłuższego czasu się porządnie nie wyspała. Na kołnierzyku białego t-shirta była jakaś czerwona plama – najprawdopodobniej po szmince. Zobaczyła to wcześniej w lustrze i uznała za najbardziej tandetną rzecz, jaka przydarzyła jej się w tym roku. Zapomniała się przebrać, krążąc między imprezą, biurem a domem. Wciąż miała nieco rozszerzone i szkliste źrenice. Na imprezie na pewno coś brała i to coś trzymało się jej resztkami sił. Sprawiała wrażenie obecnej i świadomej własnego istnienia, nie była odpalona w kosmos. Nie śmierdziała na szczęście wódą, miała ogarnięte włosy, no po prostu nie była wyciągnięta z rynsztoka. Wykorzystywała pieniądze, by bawić się z (względną) klasą. Regularnie korzystała z własnej łazienki, po prostu chyba dawno nie spała w swoim łóżku.
Usiadła na kanapie i wyciągnęła nogi na stolik. Upiła kilka łyków kawy, chcąc przyspieszyć działanie kofeiny i doprowadzić się do nieco... inteligentniejszego stanu. Spojrzała na zegarek, odczytując z niego kilka powiadomień. Zapomniała, że powinna być teraz w biurze? Nie, chyba po prostu zawracali jej dupę.
— Gdzie jest mój prezent? Przyniosłam gitarę, możesz mi zagrać. — Ruchem głowy wskazała na instrument. Zapomniała chyba, że plan dotyczył odwrotnej sytuacji. Przynajmniej była blisko! Odchyliła głowę na oparcie kanapy i z twarzą zwróconą do sufitu przymknęła powieki, jakby liczyła, że gdy je uniesie, Teddy zaserwuje jej jakąś niespodziankę. Jakoś specjalnie nie kwapiła się do wyjaśnienia, co ona w ogóle wyprawia i dlaczego zachowuje się przez cały miesiąc jak skończona pizda.
teddy darling