-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ale April miała w sobie mnóstwo cech, za które szczerze ją uwielbiała, więc przede wszystkim myślała o niej w samych superlatywach. Była mądra, wrażliwa i zabawna. Właściwie była najzabawniejszą osobą, jak Darling poznała w ciągu swojego dotychczasowego życia. Jedyny, kto mógł się z nią równać, to pan Darling, chociaż ciężko przebić kogoś, kto bezustannie rzuca ojcowskimi żartami. Miała dobre serce, nawet jeśli mogłaby obdarować nim pół planety. Miała świetne poczucie stylu i gust muzyczny, bo w końcu obie zasłuchiwały się we Floydach i innych starych, rockowych zespołach. To wszystko i wiele więcej sprawiało, że Teddy mogłaby pójść z nią na koniec świata i wziąć kredyt na trzydzieści lat.
Otworzyła oczy i spojrzała na nią tak, jakby zobaczyła ją pierwszy raz w życiu. Czy naprawdę w była taka durna, że musiała dopytywać, czym dokładnie było ich dzisiejsze spotkanie sprowadzone do interakcji społecznej i przygody, czy to już Darling kompletnie zwariowała i ubzdurała sobie coś, czego nie było, bo zrodziło się wyłącznie w jej głowie? Przecież ona przez tę babę autentycznie wyląduje kiedyś w jakiś zamknięty zakładzie do obłąkanych.
— Myślałam, że wiesz — powiedziała cicho, bardzo starając się nie uciekać spojrzeniem. Może to i lepiej, że April na niej siedziała i ją uziemiała, inaczej pewnie wstałaby z kanapy i z tego wewnętrznego stresu, zaczęłaby łazić w tę i z powrotem. — Założyłam dla ciebie sukienkę i zaprosiłam do muzeum. A potem na tandetę żarcie i do IKEI, żeby wybierać z tobą meble do naszego domu. Pozwoliłam ci wziąć to dziwaczne lustro i pufę w ohydnym kolorze. I pojechałyśmy zrobić sobie identyczne tatuaże. No nie są całkiem identyczne, bo ja mam for long you live, a ty high you fly, ale na tle Mont Tremblant i... Myślałam, że wiesz — dodała jeszcze ciszej, czując jak krew odpływa jej z mózgu. Zrobiło jej się nagle wstyd. To był taki dziwny, gryzący wstyd, który nie potrzebuje świadków. Może za dużo sobie dopowiedziała. Może nazwała coś randką tylko dlatego, że bardzo chciała, żeby nią było. Może cała ta intymność istniała wyłącznie w jej własnej narracji, starannie dopieszczonej i karmionej drobnymi gestami.
Teddy wypuściła powietrze przez nos, zdmuchując z twarzy przyjaciółki pojedynczy kosmyk włosów.
— Zaprosiłam cię na randkę — powiedziała w końcu. Miała nadzieję, że jej głos wybrzmiał pewnie i nie załamał się niekontrolowanie przy ostatnim słowie, ale trudno zapanować nad barwą, kiedy zapominało się, jak się oddycha. — Ale możemy to nazywać inaczej. Na przykład wspólnie spędzonym czasem albo wypadem. O, albo ekspedycją! Albo nawet... — urwała nagle, bo dopiero po chwili dotarł do niej sens kolejnego pytania.
Nie miała pojęcia, jak Finch to robiła, ale fakt, że tak cholernie zawróciła jej w głowie, strasznie ją dziwił. Teraz też była zdziwiona i trochę bała się, że wrócił jej ten niedosłuch po wybuchu w banku, dlatego ściągnęła lekko brwi. Wyglądała, jakby myślała nad czymś intensywnie, ale w rzeczywistości zastanawiała się, czy aby na pewno się nie przesłyszała.
— A chciałabyś? — zapytała, zagryzając w zdenerwowaniu dolną wargę. Nie takie było pytanie, Teddy. — Zabiorę cię następną randkę, April. I na jeszcze jedną. A później na kolejne. Ale tylko, jeśli naprawdę chcesz — cały czas patrzyła jej w jej zielone tęczówki, jakby przekazać samymi oczami, że mówi całkowicie poważnie.
April Finch
-
Do you wanna be more than friends?
And see through my eyes
Picturing us in your bedroom
And you between my thighsnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Z każdym kolejnym słowem jej oczy robiły się coraz większe i pełniejsze podekscytowania. Wybiła ją z rytmu tylko nazwaniem pufy ohydną, na co odpowiedziała jej prychnięciem. April i tak wiedziała, że to nieprawda. Nie wybrałaby przecież nigdy brzydkiego mebla, po co miałaby to robić, chciała mieć w domu ładne rzeczy! Ale pal sześć tę pufę. Słuchała dalej. Nie odnotowała w głowie, żeby pamiętać, żeby się jeszcze o tę pufę pokłócić, chociaż kto wie, może nawet bez takiej notatki to się pewnego dnia uda. Czuła, że Teddy bardzo chce spod niej uciec. Nie wątpiła, że jeśli tylko, by ją wypuściła, to znalazłaby sposób, żeby na nią nie patrzeć i się z tej kanapy wyteleportować. Nie miała zamiaru do tego dopuścić. Nie dostanie takiej zgody, póki nie skończy mówić. A miała do powiedzenia całkiem sporo. Samych pięknych rzeczy na szczęście.
— Ja wiedziałam, że to randka, ale nie wiedziałam, czy ty też wiesz — wyjaśniła zadziwiająco spokojnym tonem. Dobrze, że się wreszcie w tej kwestii dogadały. Miały wyjątkowo zbieżny pogląd na tę sytuację. Teraz to April już na bank zwariuje. Czuła, że emocje z całego dnia zbierają się w jej wnętrzu w jedną, świecącą masę i zaraz dokonają jakiegoś srogiego rozpierdolu, jak atomy zaczną się w niej zderzać. Tak niesamowicie ją to wszystko cieszyło, że aż nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. Po raz któryś tego dnia miała ochotę po prostu zacząć się wydzierać, ale godzina i zmęczenie materiału jakoś ją od tego powstrzymały. Wydała z siebie tylko krótki pisk i zaczęła okładać przyjaciółkę pięściami. Nie próbowała jej pobić, skądże! Musiała coś po prostu zrobić z rękami, a rytmiczne uderzanie w jej tors było najprostszym rozwiązaniem.
— Teddy, Teddy, Teddy, Teddy! Nie uwierzysz. Teddy zaprosiła mnie na randkę! Na dużo randek. — Praktycznie zawsze, gdy przydarzyło jej się coś tak przyjemnego, od razu chciała się tym pochwalić najlepszej przyjaciółce. I praktycznie zawsze tak właśnie robiła. Nie mogłaby zrobić dla tej sytuacji wyjątku, dawno przecież nie była tak nakręcona i uradowana. Znowu miała ochotę się popłakać, ale to by było zbyt durne nawet jak na nią. W jej oczach błyszczała nieziemska rozkosz i rozradowanie, a policzki zaróżowiły się z ekscytacji.
— Oczywiście, że chcę iść z tobą na kolejne milion randek, ty durna krowo. Przecież bez przerwy ci to powtarzam. — Skoro już się pochwaliła Teddy, to nie mogła dać Teddy czekać i musiała jej odpowiedzieć. Najchętniej wzięłaby ją teraz za rękę i pobiegła na te wszystkie randki od razu. Ale przecież miały przed sobą jeszcze mnóstwo czasu i okazji. Na razie zostaną tutaj. Tu też jest przecież bardzo miło. I tu nikt nie będzie im przeszkadzał. Zacisnęła palce obu dłoni na jej koszulce, trzymając ją z z całych sił. Uniosła się nieco, tylko dla własnej wygody i wpiła się w jej usta bez żadnego opamiętania, ale za to z całą masą rozgorączkowania, podniecenia i uwielbienia.
teddy darling
-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Jak to wiedziałaś? — wybałuszyła oczy, obejmując ją mocniej, jakby nagle bała się, że jeśli puści, to ta chwila się rozpadnie. — Wiedziałaś i nic nie powiedziałaś? — ściągnęła brwi, chcąc wyglądać poważnie, ale uśmiech sam cisnął jej się na ustach.
No dobra, teraz wszystko było już jasne. Teraz mogły to nazwać. Ale wcześniej wcale nie było to takie oczywiste! Może gdyby April napomknęła o tym kilka godzin temu, to Teddy łatwiej byłoby utwierdzić ją w tym przekonaniu. Tyle że potem zadziało się tak wiele rzeczy, że już sama miała problem, żeby to określić i nazwać. Niby robiły dzisiaj wszystko to, co mogłyby zrobić normalnie, jako przyjaciółki, ale przecież coś między nimi powoli się zmieniało. Darling nie wiedziała już czy to dalej była tylko przyjaźń, czy może jednak
— Ty to jednak jesteś strasznie głupia — zaśmiała się, gdy Finch w przypływie ekscytacji zaczęła okładać ją pięściami. Bez trudu uchwyciła jej nadgarstki i pokręciła głową z rozbawieniem, patrząc na nią z roziskrzonymi oczami.
No tak. W tej sytuacji ona sama pewnie zrobiłaby dokładnie to samo. Od razu zadzwoniłaby do April albo przynajmniej napisała długi, przesadnie szczegółowy elaborat o randce i o tym, że w planach ma już kilka kolejnych. Dużo randek. Całe mnóstwo! Nie przypominała sobie jednak, żeby przyjaciółka kiedykolwiek mówiła o tym w taki sposób. Owszem, zdarzyło się może ze dwa razy, że padło coś o wspólnej randce. Ale czy naprawdę mówiły o tym poważnie, czy było to rzucone bardziej mimochodem, i tonem, który równie dobrze mógł znaczyć wszystko albo zupełnie nic? Teraz było to bez znaczenia. Teraz liczyło się tylko to, co dopiero przed nimi.
Teddy odwzajemniła ten żarliwy pocałunek bez wahania. Choć wciąż była rozemocjonowana i trochę jeszcze przestraszona, to czuła, jak wszystko powoli z niej schodzi. Jakby z każdym kolejnym uderzeniem serca wszystko zaczynało układać się na swoje miejsce. Było w tym coś przerażającego, ale też zaskakująco kojącego. I po raz pierwszy od dawna nie chciała się przed tym bronić.
— Herbata nam wystygnie — wymamrotała między jednym a następnym pocałunkiem. Dłonie Darling wkradły się pod za dużą koszulkę i przejechała paznokciami wzdłuż kręgosłupa. — Miałyśmy oglądać film. Pamiętasz jeszcze? — uśmiechnęła się tak, że April mogła poczuć ten uśmiech na swoich ustach. — I zobaczyć, jak nasze tatuaże wyglądają bez folii — dodała, trącając nosem nos przyjaciółki.
Nie, nie próbowała jej zbywać. Pragnęła mieć ją blisko, najbliżej jak to tylko możliwe, ale randka wciąż trwała. Mogły zrobić jeszcze dużo rzeczy, a potem pieprzyć się aż zastanie je świt. A jeszcze później odsypiać w dzień albo nie spać w ogóle, ale nie wychodzić z łóżka.
April Finch
-
Do you wanna be more than friends?
And see through my eyes
Picturing us in your bedroom
And you between my thighsnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jakby się tak nad tym zastanowić, to pewnie znalazłyby jeszcze całą masę istotnych spraw do omówienia i wyjaśnienia. Ale to za dużo bycia dojrzałymi jak na jeden wieczór. Pocałunki były dużo przyjemniejsze. Nie chciałaby zrezygnować nawet z jednego. Spięła mięśnie, czując niespodziewanie silną dawkę przyjemności, która przeszła przez jej ciało śledząc paznokcie przyjaciółki. Z jej ust wypłynął krótki, niekontrolowany jęk, który odbił się od warg Teddy. Była romantyczką i nie znała lepszego afrodyzjaku niż oznaki miłości. Nie spodziewała się jednak, że zadziała to na nią w tym momencie aż tak mocno. Jeżeli każdy aspekt jej standardowego szaleństwa będzie tak spotęgowany przez siłę relacji, jaka je do tej pory łączyła, to mają przejebane. Ciekawe, którą wykończy to jako pierwszą.
— Nie pamiętam — przyznała szczerze, puszczając wreszcie jej koszulkę. W ogóle nie chciała się odsuwać. Nie powinna ryzykować. Odsunie się i cała randka nagle się skończy. Albo okaże się kompletnie nieudana. Albo będzie tylko długaśnym snem. Wszystkie te wizje były wyjątkowo paskudne, ale też bardzo nierealistyczne. Podświadomie zdawała sobie przecież z tego sprawę, musiała po prostu się ogarnąć. Westchnęła z żalem i odkleiła się od Teddy, nie schodząc jednak jeszcze z jej kolan. Zastygła w bezruchu, testując nową sytuację. Nic się nie zmieniło, nic nie wybuchło, było (prawie) tak samo dobrze jak przed kilkoma sekundami. Obróciła się nieco, żeby sięgnąć po jej kubek, który jej podała. Przyglądała się jej jeszcze przez moment, nie przestając się uśmiechać. Nie powinna jednak gnieść jej tak w nieskończoność. Zsunęła się wyjątkowo niechętnie. Usadowiła się bokiem, wciąż bardzo blisko. Przełożyła nogi przez jej uda, blokując jej tym samym możliwość swobodnego wstawania. To jest chyba chorobliwe zamykanie w złotej klatce. No trudno! Sięgnęła po swój kubek. Herbata na szczęście nie była jeszcze zimna i można było ją od razu pić.
— Myślałam, że mnie w tej IKEI przez ciebie poskręca, ale randka była naprawdę doskonała. A właściwie jest! Bo nadal trwa, prawda? Ta randka? — Przeciągała to słowo, dopieszczając je we własnych ustach. Układało się w nich perfekcyjnie, pasowało naprawdę dobrze. Powolnym ruchem przejechała językiem po wargach, jakby chciała zasmakować go jeszcze raz.
— Tylko nie myśl sobie, że się puszczam na dzień dobry! Musisz się o mnie odpowiednio postarać. — Oczywiście, że to nie była prawda. Bardzo często była chętna do puszczenia się na pierwszej randce albo nawet przed nią. Ale przecież Teddy nie znała jej statystyk aż tak dokładnie, może uda jej się wmówić, że tak naprawdę jest damą i właściwie prawie dziewicą.
— To co z tym filmem? — Chciała się pochwalić, że chwilowo pamiętała.
teddy darling
-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Bo to było oczywiste! — gdyby nie przejeżdżała paznokciami po jej plecach, to pewnie wyrzuciłaby ręce w powietrze. — April, założyłam dla ciebie sukienkę. Sukienkę. Dobrze wiesz, że to się nie dzieje bez specjalnych okazji — zaznaczyła poważnym tonem. To nie była strażacka gala, prestiżowy wernisaż ani nawet otwarcie Burger Kinga. Właściwie gdyby to była randka z kimkolwiek innym, Teddy chyba nie dbałaby o to aż tak bardzo. A na pewno nie wskoczyłaby w kieckę.
Zassała gwałtownie powietrze, kiedy Finch jęknęła prosto w jej usta. Mogła ją wziąć tu i teraz. Przelecieć na kanapie, dając sobie spokój z herbatą, filmem i wszystkim innym. Ale chciała doprowadzić tę randkę do końca tak, jak należy. Dlatego nie oponowała, kiedy przyjaciółka zsunęła się z jej kolan, w końcu sama do tego dążyła, mimo że wcale nie chciała się od niej oddalać. April najwyraźniej też nie, bo zaraz przygwoździła ją do kanapy nogami, jakby chciała się upewnić, że nigdzie nie ucieknie i nagle ta pozycja wydała się najwygodniejsza na świecie.
— Przypomnę ci, że to ty siadałaś na blatach i wciągnęłaś mnie do kabiny prysznicowej, więc jeśli ciebie prawie poskręcało, to co ja mam powiedzieć? — zaśmiała się znad swojego kubka i nachyliła, żeby sięgnąć po pilot od telewizora. — I tak, randka dalej trwa. Będziemy oglądać Netfliksa, bo tak robi się na randkach. Właściwie powinnam zabrać cię do kina, ale to następnym razem — Teddy celowo podkreśliła ostatnie słowa, żeby przyjaciółka miała pewność, że to naprawdę nie jest pierwszy i ostatni raz.
Włączyła telewizor, znalazła platformę streamingową, po czym zaczęła skakać po tytułach. Zaraz jednak spojrzała na April i pokiwała głową. Trochę pobłażliwie, a trochę ze zrozumieniem, absolutnie nie negując tego, co przed momentem powiedziała. Może tylko trochę, ale wyłącznie we własnej głowie!
— Wcale tak nie myślę — nieprawda, myślała. — Mam się starać? Nie postarałam się wystarczająco do tej pory? I co jeszcze? Może trzeba z tobą chodzić? — spojrzała na nią z nieukrywanym rozbawieniem.
No dobra, może faktycznie nie znała tych wszystkich statystyk, na których Finch chodziła ze swoimi randkami do łóżka, ale mogła jedynie podejrzewać, że to było stosunkowo szybko i pewnie jeszcze tego samego dnia.
— Dodali nowy thriller z Damonem i Affleckiem, ale równie dobrze możemy coś wylosować — zasugerowała, bo przecież to nie musiał być konkretnie ten film. — Albo włączyć jakieś anime, które chciałaś obejrzeć? Jestem otwarta na propozycję i negocjację. Może to sprawi, że szybciej mi się oddasz — wzruszyła nonszalancko ramionami.
Teddy dobrze znała tę grę. Wiedziała, że kluczem nie jest narzucanie własnej woli, ale stworzenie drugiej osobie poczucia wyboru, dlatego była skłonna pójść na małe ustępstwa i pokazać, że liczy się ze zdaniem April. Zawsze się z nim liczyła, ale teraz musiała się przecież odpowiednio postarać!
April Finch
-
Do you wanna be more than friends?
And see through my eyes
Picturing us in your bedroom
And you between my thighsnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Przypomnę, że to ty zaczęłaś. Ja się tylko odgryzałam. Rozumiem, że skutecznie? — Uśmiechnęła się niewinnie, jakby nie znała odpowiedzi na to pytanie. Skoro Teddy była dzisiaj taka wylewna, musiała iść w zaparte i wycisnąć ją do ostatniej kropli. Właściwie to pojedynek chyba trwał nadal? Na pewno nie wyłoniono żadnej zwyciężczyni, więc nie powinna osiadać na laurach.
— Ja z kolei wzbudzałam litość w przypadkowych klientach. — Wywróciła oczami, rozbawiona własną głupotą. Wsparcie, które dostała od tamtej wyjątkowo urodziwej kobiety, bardzo jej pomogło. Przynajmniej na tamten krótki moment. Była bardzo blisko, by przerżnąć całą walkę z kretesem. Plułaby sobie potem w brodę.
— A może właśnie trzeba ze mną chodzić? — Kilkakrotnie udowodniła jej, że wcale nie trzeba. Ale to było przecież przed randkowaniem! April była nowoczesną kobietą, nie miała nic przeciwko one night standom. To, że ten z Darling jakoś strasznie się rozciągnął, to już inna kwestia. Nie chciała, by myślała o niej jak o najłatwiejszej w całym Toronto. Może faktycznie taka była, ale chciała chociaż sprawiać pozory. W relacji przecież trzeba się starać o drugą osobę. Jak będzie tak rozkładać nogi na każde skinienie Teddy, to będzie najszczęśliwsza na świecie. Znaczy nie, wcale nie. Wyjdzie na taką, co się nie szanuje i jeszcze sprawi, że to ona uzna ją za jakąś wyjątkowo nieciekawą nagrodę. Wolała być jak ten kolosalny miś do zdobycia za zbicie piramidy butelek, a nie jak fidget spinner z odzysku.
W ogóle nie patrzyła w stronę telewizora. Mogło się na nim teraz dziać absolutnie wszystko, a pewnie i tak nie zwróciłaby uwagi. Było jej tutaj tak miło i wspaniale. Opierała się wygodnie, popijała dobrą herbatę i miała doskonały widok na totalnie wspaniałą Teddy. Mogła jej równie dobrze włączyć jakiś dokument o życiu Napoleona albo o czymś równie przerażająco nudnym, a i tak byłaby zachwycona.
— Nie musisz się aż tak dla mnie poświęcać. Mogą być Damon i Affleck. — W życiu nie wybrałaby takiego filmu sama z siebie. Jeszcze przed chwilą nie wiedziała nawet, że obaj panowie nadal żyją i funkcjonują w branży filmowej. W sumie była pod wrażeniem, że znajdywali się jeszcze na świecie tacy, którzy chcieli ich oglądać! Z jedną taką siedziała właśnie na kanapie, więc niech jej będzie. Zabranie jej z barków kolejnej decyzji to był bardzo dobry pomysł. Bardzo nie miała ochoty się teraz nad tym zastanawiać. Jej myśli skupiały się na tysiącu innych spraw. Nawet nie zauważyła kiedy przeniosła wzrok na usta Teddy i kiedy zaczęła wodzić bezwiednie paznokciem po swojej odsłoniętej szyi. Zdecydowanie nie była teraz w tej samej rzeczywistości, co Matt i Ben.
teddy darling
-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ogólnie całokształt w jej głowie wyglądał zupełnie niewinnie. Zachowywała się przecież normalnie. Poprawnie. Wręcz przykładnie! Tylko od czasu do czasu w jej słowach albo gestach pojawiała się jakaś drobna dwuznaczność, ale czy to od razu coś znaczyło? Przecież grzecznie trzymała ręce przy sobie, pilnując, żeby przypadkiem nie skrócić dystansu bardziej, niż wypadało to robić w miejscach publicznych. Nie rzucała też April tych wszystkich spojrzeń, które mogłyby zostać uznane za prowokujące. Chyba. Może kilka razy! Ale to przecież nic takiego, prawda? Była prawie najgrzeczniejszą wersją siebie!
— Jak to wzbudzałaś litość? Zgubiłaś się, wracając po pufę i musiałaś prosić o pomoc? Zostawiłam cię przecież tylko na moment! — westchnęła, kręcąc przy tym głową ze szczerym niedowierzaniem Właśnie dlatego w ich relacji to Teddy trzymała mapy, planowała trasy i pamiętała, gdzie skręcić. Podejrzewała, że April miałaby problem z dotarciem celu nawet, gdy droga wydawała się prosta jak linia narysowana od linijki.
A może właśnie trzeba ze mną chodzić?
Roześmiała się odruchowo. Nie było w tym złośliwości, ale miała wrażenie, że to retoryczne pytanie było zupełnie nie na miejscu. Teddy znał ją przecież zbyt dobrze, żeby wierzyć w takie rzeczy. Absurd tej myśli po prostu uderzył ją z całą siłą. April nigdy nie była typem dziewczyny, z którą trzeba chodzić, żeby się do niej zbliżyć.
— To chyba jeszcze nie jest ten etap znajomości, kiedy proszę cię o chodzenie — parsknęła, zapierając kubek z herbatą o jej kolano.
Dopiero po chwili dotarło do niej, jak beznadziejnie to zabrzmiało. Słowa, które jeszcze moment wcześniej wydawały się neutralne, teraz odbijały się w jej głowie z nieznośnym echem. Poczuła się, jakby ktoś nagle uderzył ją obuchem w twarz. Była wewnętrznie ogłuszona, zawstydzona i zupełnie bezbronna wobec własnej niezręczności. Co to za bzdury? Jaki niby etap? Przecież znały się od piętnastu lat, a nie od wczoraj. I dodatkowo to jeszcze. Im dłużej o tym myślała, tym gorzej to brzmiało. Jak sugestia, że coś powinno się wydarzyć, choć żadna z nich nie powiedziała tego na głos. Czy nie przesadziła? Na pewno przesadziła, a Teddy powinna trzymać się z dala od kwiatów, bo nie była ogrodnikiem.
Wyobraziła sobie nagle, jak Finch prostuje się na kanapie, marszczy brwi, a potem wstaje w nerwowym pospiechu. A potem bez słowa wychodzi, zbiera z samochodu ośmiornicę, pufę i lustro, i znika. Ta wizja była absurdalna, a jednak wystarczająco realna, żeby ścisnęło ją w żołądku.
Odchrząknęła cicho i włączyła film, darując sobie dalsze próby przekonywania przyjaciółki, że naprawdę mogą wybrać coś ambitniejszego albo chociaż innego. Matt i Ben byli bezpiecznym wyborem. Bo czego tutaj nie lubić? Produkcja zawierała wszystko, co trzeba — znajome twarze, które wciąż były w topce Hollywood, szybką akcję i humor w odpowiednich momentach. No kawał solidnego kina akcji! W rzeczywistości Darling mogła włączyć właściwie cokolwiek, byle nie był to film katastroficzny. Tych miała wystarczająco dużo na co dzień, chociaż w pracy ogień nigdy nie wyglądał jak w kinie, bo nie był tak efektowny i nie dawał czasu na dramatyczne monologi.
— Nie mogę się skupić, jak tak na mnie patrzysz — mruknęła, zagryzając dolną wargę. Kątem oka widziała, jak April przesuwa paznokciem po swojej szyi i nie mogła się powstrzymać, żeby nie zrobić tego samego z jej udem, po którym przejechała palcami, aż pod materiał podwiniętej koszulki.
April Finch
-
Do you wanna be more than friends?
And see through my eyes
Picturing us in your bedroom
And you between my thighsnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— To będę sobie mówić, że skutecznie. Na mnie bardzo działa robienie ci takich rzeczy — przyznała przeciągając mrukliwie to, jak bardzo była w stanie zamieszać sama sobie w głowie nawet prowokowaniem jej. Nakręcała się sprawniej niż szwajcarski zegarek. Nic dziwnego, że potem Teddy mogła robić z nią wszystko, na co tylko miała ochotę. Pewnie też z tego powodu tak bardzo chciała dzisiaj z nią wygrać. Do tej pory przecież zawsze wymiękała dużo szybciej. Zamknęła na moment oczy, czując, jak rozlewa się po niej wspomnienie ostatnich urodzin. Nie, nie. To w ogóle nie pomoże w byciu upartą. Odruchowo zacisnęła mocniej nogi i otworzyła oczy. Musiała się uziemić.
— Zgubiłam się, ale nie poprosiłam o pomoc. Sama dałam radę. Ale przed tym nie byłam w stanie utrzymać się we własnej skórze z radości, że tam ze mną jesteś. Zlitowała się nade mną jakaś rasowa mommy, co było równie słodkie, co upokarzające. — Potarła palcami skroń, licząc, że w ten sposób jakoś rozmazuje tę żenadę. Niestety to tak nie działało. Zapamięta to na bardzo długo. Ale też szybko przestanie się tym zamartwiać. Może na tym po części opierał się jej urok? Teddy przecież widziała niejednokrotnie, jak uśmiechała się w jej towarzystwie do telefonu, jak podskakiwała w miejscu, nie mogą się nacieszyć reakcjami swojej aktualnej miłostki. Po prostu będzie musiała przyzwyczaić się, że teraz te dziwactwa będą na jej temat.
Cofnęła głowę o kilka centymetrów, kompletnie skołowana tą odpowiedzią. Nie spodziewała się, żeby Teddy padła teraz przed nią na kolana z pierścionkiem, ale żeby zaserwowała jej coś takiego? Zabrzmiało to nienaturalnie oschle. Nie była pewna, czy to żart czy szczera próba uświadomienia jej, że faktycznie nie miała na co dalej liczyć. Żadna z tych wersji jej się nie podobała. Przed momentem była przecież pewna, że już się doskonale rozumieją i mają podobne przemyślenia. Wychodzi na to, że nie do końca. A może to była jakaś instrukcja? Że problem leży właściwie tylko w April i to ona musi się postarać bardziej, żeby dotarły do tego etapu znajomości? Nie dotarła tam przez te wszystkie lata, więc proces musiał być bardzo skomplikowany. Ale też wcześniej nie randkowały. Więc może faktycznie w tym, co powiedziała Teddy nie było nic dziwnego? Nie powinna się aż tak martwić? Upchnęła wszystkie przerażone myśli bardzo głęboko w głowie. Totalnie się nie martwiła. Wcale. W ogóle.
— Okej — odpowiedziała tylko lekko zachrypniętym głosem. Odchrząknęła nerwowo i napiła się herbaty, która miała ją ocalić. Oczywiście kubek nagle okazał się pusty i musiała sobie dolać. Przynajmniej się nie oblała gorącym naparem, jeszcze tylko tego w tym brakowało. Ciepła herbata faktycznie pomogła. Przestała mieć tak ściśnięte gardło i mogła po prostu wrócić do udawania, że niczego dziwnego nie usłyszała.
Film był o niczym. No dobra, pewnie miał jakąś tam fabułę i masę fanów, ale nie docierało do niej właściwie żadne zdanie, jakie do tej pory wypowiedzieli bohaterowie. Wpatrywała się ciągle w Teddy, próbując nie rozpłynąć się przy okazji na kanapie.
— Mam przestać? — szepnęła, spuszczając wzrok na swoje nogi. Ręka zastygła w bezruchu. Zadrżała delikatnie, a na jej nagiej skórze od razu pojawiły się dreszcze. Przejechała językiem po zębach, zastanawiając się, czy może jednak nie powinna odpuścić.
— Są kumplami, ten jest skrzywdzony przez życie, tamten go wspiera i razem gonią... tego trzeciego gościa? — Przeniosła na moment spojrzenie na ekran. Była spora szansa, że mniej więcej coś takiego się tam odbywało.
teddy darling
-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Nie musisz sobie niczego mówić. Zadziałało. Zresztą nie tylko dzisiaj — odparła tonem, w którym pobrzmiewała spokojna pewność, jakby stwierdzała coś zupełnie oczywistego. Bo dla niej to naprawdę było oczywiste!
Czy April naprawdę nie zauważała, co z nią robiła? Jak każdy dotyk, każde czułe słowo potrafiło wytrącić ją z równowagi? Jak potrafiła odrzucić na bok wszystko inne, łącznie z pracą i skupić się wyłącznie na niej? Darling westchnął cicho, próbując odzyskać kontrolę nad własnymi myślami, ale było już za późno. W jej obecności wszystko stawało się prostsze i jednocześnie o wiele trudniejsze.
— O wow, to prawie tak kompromitujące, jak żegnanie się z kimś, a potem i tak idziecie razem w tę samą stronę — zaśmiała się, wyobrażając sobie przyjaciółką, która ukrywa twarz w dłoniach z nadmiernej ekscytacji, czym na pewno od razu wzbudziła zainteresowanie przechodzących klientów. Ale zawsze mogło być gorzej, a zamiast rasowej mommy mógł pojawić się jakiś obleśny dziad!
Wszystko fajnie, tylko szkoda, że to okej wcale w niczym nie pomogło. Teddy natychmiast zrozumiała, że palnęła gafę, mimo że nie miała takiego zamiaru. Słowa po prostu wymknęły się za szybko, zanim zdążyła je jakkolwiek przemyśleć, a teraz wisiały między nimi ciężkie i niezręczne. Widziała to po reakcji April. Po tym, jak cofa głowę i sięga po dzbanek z herbatą. I już wiedziała, że coś poszło nie tak. Była pewna, że właśnie w jednej, krótkiej chwili zraziła ją do siebie. A przecież randki do niczego nie zobowiązywały. Nie miały się na wyłączność, a za miesiąc nie staną na ślubnym kobiercu. Znając Finch, to wizja związku, zobowiązań czy wspólnej przyszłości tylko by ją odstraszyła. Niby wybierały rzeczy do ich wspólnego domu, ale to była tylko zabawa, prawda?
A może chodziło o coś innego? Może to Teddy zabrzmiała tak, jakby nie chciała tego wszystkiego? Cholera, wcale nie chciała tak zabrzmieć! Zabrała rękę z jej nogi i przycisnęła palce do nasady nosa. April miała rację — była durną krową.
— Nie przestawaj — powiedziała równie cicho. Przez chwilę wpatrywała się tępo w ekran. Matt i Ben dyskutowali o czymś zawzięcie (trudno stwierdzić o czym, bo jeszcze nie oglądałam tego filmu, ale pewnie o czymś istotnym dla fabuły), ale nic, kompletnie nic do niej z tego nie docierało.
W końcu odłożyła swój kubek i sięgnęła po ten, który przyjaciółka trzymała w dłoniach. On również wylądował na stoliku. Wtedy Darling wyswobodziła się spod jej nóg i przesunęła się po kanapie w taki sposób, żeby znaleźć się między oparciem i April. Podłożyła rękę pod jej głowę i przycisnęła nos do jej policzka.
— Nie wiem, chyba coś takiego — mruknęła, zupełnie nie zwracając uwagi na to, co działo się na ekranie. — Są detektywami i znaleźli właśnie pieniądze, więc pewnie potem się o nie pokłócą — wyjaśniła pokrótce, bo tyle akurat zdążyła zakodować. Zamilkła na chwilę, muskając ustami jej skroń. — Kiedyś zapytam, czy chcesz ze mną chodzić — wyszeptała wprost do jej ucha. — Zrobisz z tym, co zechcesz — dodała, nie mając pewności, w jaki sposób Finch zareaguje. Ani teraz, ani kiedyś.
April Finch
-
Do you wanna be more than friends?
And see through my eyes
Picturing us in your bedroom
And you between my thighsnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Mhm, to ten poziom żenady. Mogę sobie tylko wmawiać, że ją rozczuliłam i poprawiłam jej dzień. Też by ci się spodobała. — Westchnęła teatralnie. Czemu zawsze musiały jej się przydarzać takie rzeczy publicznie? Jak nie upadała na ten głupi ryj w śniegu, to spotykała swoje byłe-niedoszłe w barach i próbowała je poderwać, bo od tyłu w ogóle się nie przypominały. To się w ogóle nie łączyło z tym, jak potrafiła być bezwstydna i nieprzejęta opinią gapiów. Pewnie po prostu niepotrzebnie sama sobie wchodziła na łeb w takich sytuacjach. Ale w jej przypadku to zawsze jest tego wina.
Upchnęła to, co powiedziała Teddy w najciemniejszym kącie głowy. Nieśmiało pojedyncze próbowały się z niej wydostać. Literki spływały po jej ramionach i kręgosłupie w postaci ciarek strachu. Wszystkie scenariusze, jakie była gotowa na ten temat ułożyć, były okropne. W każdym kończyła w jakimś strasznie smutnym miejscu. Czemu po prostu nie mogła wyobrazić sobie sytuacji, w której okazuje się, że to było tylko przejęzyczenie? Albo że te słowa po prostu nie padły? Może to jednak był żart. Ale przecież nie żartowałaby sobie z jej uczuć. A może była niemiła przypadkiem i to naprawdę miało April rozbawić? Ale w tym nie było przecież nic śmiesznego. Chwaliła jej poczucie humoru, to nie spełniało wymagań. Musiała po prostu przestać się nad tym zastanawiać. Musiała skupić się na obecności Teddy tuż obokk. Była przecież teraz na wyciągnięcie ręki.
Mruknęła zadowolona z kolejnej odpowiedzi. Tak, to było teraz dużo ważniejsza. Miała ochotę na nią patrzeć, a Teddy chciała być pożerana wzrokiem. Cudownie się składało, znowu się idealnie uzupełniały. Zdusiła w sobie smutki i wróciła do pięknego błogostanu, w jaki wprowadzały ją jej usta. Całą uwagę skoncentrowała wyłącznie na nich. Nie zauważyłaby pewnie nawet, gdyby aktorzy zaczęli się w następnej stanie pieprzyć.
Chciała zacząć protestować, że Teddy nie powinna tyle pić, skoro teraz musi latać co chwila do toalety. Nie wstawała jednak w tym celu. Zabrała jej herbatę, co również było zaskoczeniem. Wcale nie uciekała. Przeciwnie, miała ją teraz jeszcze bliżej. Położyła jej dłoń na ramieniu, wsuwając ją pod koszulkę.
— Czyli po prostu znowu każesz mi czekać? No dobrze. Spróbuję się nie niecierpliwić. — Uśmiechnęła się nieco smutno. To na pewno trafi do bilansu na stronę Teddy. April całkiem niedawno przyznała, że patrzy na nią diametralnie inaczej niż kiedyś, a seks jest dla niej tylko jedną ze składowych tej relacji. I obiecała poczekać na moment, w którym ona poczuje się tak samo. Wydawało jej się, że randka jest jasnym sygnałem, że dotarła do tego momentu. Nic dziwnego, że się zdążyła już tak ucieszyć, naprawdę minęło przecież niedużo czasu. Ale chyba troszeczkę się zagalopowała. Dostała palec, a już by chciała całej ręki. Łakomstwo jest bardzo niezdrowe, musi się po prostu uspokoić. Zaczęła wodzić paznokciami po ramieniu strażaczki. O, to ją na pewno uspokoi. Było dużo przyjemniejsze niż mizianie samej siebie.
teddy darling