-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Obserwowała uważnie, co robiła jej dziewczyna. Pomysł był naprawdę interesujący. Z początku Finch nie zakładała, że dojdą w tej kwestii aż tak daleko. Złapała stanik, spuszczając na moment na niego wzrok. Widok szybko się jej znudził, wolała patrzeć na to, co bielizna wcześniej ukrywała. Uniosła zaskoczona brwi, widząc, że Teddy mocuje się pod wodą, pozbywając się również majtek. Sytuacja eskalowała dość szybko.
A nawet jeszcze szybciej. Nawet nie dotarło do niej, kiedy Teddy znalazła się z powrotem tak blisko. Przylgnęła do jej nagiego ciała, nie spodziewając się, że to była zasadzka. Znów zarzuciła jej ramiona na szyję, licząc na serię namiętnych pocałunków, a nie na zdejmowanie stanika. Ale czy miała zamiar protestować? Oczywiście, że nie. Zaszczyciła go tylko krótkim spojrzeniem, gdy zaczął dryfować leniwie po wodzie, pewnie modląc się o ocalenie. Zaraz porwie go jakaś fala i tyle będą go widziały.
— Aż okropne? Jaram cię tylko w tej wyuzdanej, a nie niewinnej formie? — Na jej skórze od razu pojawiła się gęsia skórka, jakby stały jednak w mroźnym Bałtyku. A przecież w ogóle nie było jej zimno. Przeciwnie, zrobiło się wyjątkowo gorąco. Mruknęła zadowolona pod wpływem jej dłoni na piersi. Jak tak miały wyglądać okropieństwa, to była gotowa zamienić życie w absolutny koszmar. Czuła, jak jej sutki twardnieją pod wpływem tego niespodziewanego dotyku. Jej bliskość sprawiała, że na moment zapomniała nawet, jak się nazywa, a co dopiero, ile kosztował ten kawałek materiału, który właśnie odpływał w siną dal. Znając April, pewnie majątek. Opłacze go jednak troszkę później. Oparła czoło o mokre ramię dziewczyny, wdychając zapach soli i jej skóry. Przymknęła oczy, totalnie wyrzucając z głowy myśl, że były przecież w miejscu publicznym i wcale nie było jeszcze tak późno. No trudno! Niech się wstydzi ten, kto widzi, jak to mówią. Zagryzła skórę na zagłębieniu jej szyi, czując, jak jej organizm wręcz domaga się, by usłyszeć, jak oddech Teddy rwie się powoli na strzępy.
— Nie jesteś nawet blisko — mruknęła prosto w jej skórę, czując, jak wibracje jej głosu przechodzą na ciało Teddy. Właściwie nawet nie kłamała. Wstyd był ostatnim, o czym miała zamiar teraz myśleć. Jedna z jej dłoni przejechała w dół, wzdłuż pleców strażaczki. Zatrzymała się na moment na biodrze. Palce zjechały z boku wzdłuż kości biodrowej, kierując się w stronę jej uda. Wbiła lekko paznokcie w jej skórę zatrzymując się tak blisko, jak to tylko było możliwe, by nie dotrzeć do punktu, który pewnie powinien być jej główną destynacją. Ale to przecież byłoby przyznanie Darling zwycięstwa.Nie ma opcji.
teddy darling
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i kocham kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Ty nie masz niewinnej formy — skwitowała krótko. I miała rację. Finch bywała grzeczna właściwie tylko wtedy, gdy spała. A i to nie zawsze. Potrafiła bezwstydnie zawłaszczyć całą kołdrę, po czym przez pół nocy wiercić się i kotłować, zmieniając pozycje z taką fantazją, że nawet najbardziej wyrozumiała Teddy musiała uznać je za wyzwanie rzucone prawom anatomii. — Ale i tak mnie jarasz. Wszędzie. I zawsze. We wszystkim. A najbardziej bez niczego — leniwie potarła kciukami stwardniałe sutki i zsunęła dłonie po brzuchu, zatrzymując je na gumce od majtek. Już miała pociągnąć materiał w dół, ale wtedy poczuła ugryzienie w zagłębieniu szyi.
Zassała gwałtownie powietrze, a gdy April wbiła paznokcie w skórę przy udzie, Teddy aż zgięła się w pół, przyciskając skroń do jej głowy.
— Powiedziała już, że wcale nie próbuję cię zawstydzić — wyszeptała tuż przy jej uchu i odepchnęła się od jej ramion, dryfując na plecach w stronę Meksyku. Albo Gwatemali. I tyle ją widziano.
A tak naprawdę, skoro już ustaliły, że nie będą pieprzyć się na plaży, bo piasek w każdej dziurze jest fuj, to na pewno nie będą robić tego w słonej, choć na pozór czystej wodzie. Dopiero by je wszystko szczypało!
Unosiła się przez chwilę na powierzchni, wpadając akurat na stanik. Zatrzymała się, dotykając stopami dna i zawiesiła go sobie na szyi. Próbowała zlokalizować swoje majtki, ale one już na pewno były gdzieś w Zatoce Kalifornijskiej. No trudno, nie kosztowały krocie, więc nie uroni za nimi ani jednej łzy. Wnurzyła się z wody, kręcąc przy tym biodrami i zmierzając na brzeg golusieńka, jak ją pan bóg stworzył. Biedny chłopaczek, który sprzedawał kapelusze słomkowe, tak się zapatrzył, że aż potknął się o własne nogi.
— Idziesz, czy będziesz się tak gapić?! — zawołała przez ramię do Finch. Teddy dopiero wtedy, gdy schyliła się po swoje rzeczy, poczuła, jak wiatr, choć normalnie ciepły i przyjemny, w połączeniu z mokrą skórą wcale taki nie jest. Dreszcz przebiegł wzdłuż kręgosłupa, jakby ktoś przeciągnął po jej plecach chłodną dłonią.
Odgarnęła wilgotne kosmyki włosów z twarzy i naciągnęła na siebie koszulkę, a materiał koszulki przylgnął do ciała, uwydatniając stwardniałe sutki. Spodenki też przykleiły się do tyłka, ale nie wzięła pod uwagę, że były strasznie prześwitujące. Telefon dalej był w kieszeni. Dobrze, przynajmniej nikt ich nie okradł. Fajny ten Stan, chyba jedyny taki uczciwy. Chociaż podczas tego wyjazdu pewnie jeszcze nie raz ktoś będzie próbował je zrobić w chuja i naciągnąć na jakichś pierdołach.
— No chodź, Afrodyto! — porównanie było trafne. Może Pacyfik nijak miał się do Morza Śródziemnego i nie było nigdzie krwi i nasienia (no dobra, tylko w mikroskopijnej ilości!), ale April była niepodważalnie przepiękna. Darling nawet oczekiwała na nią na brzegu z jej ubraniami, mimo że ci, co przechadzali się plażą i tak już wszystko widzieli. A niech patrzą! Było na co!
April Finch