30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Walka na poważnie nie miała żadnego sensu. April nie była przecież durna. Wiedziała, że zostałaby błyskawicznie zdeklasowana i zmiażdżona. Teddy była większa, silniejsza i pewnie sprytniejsza. Musi pamiętać, żeby się jej nigdy zanadto nie narażać, bo jak jej przykurwi, to będzie koniec małej, słodkiej April. Ale tak w zabawie mogły się przecież przekomarzać! Obie pielęgnowały w sobie ducha rywalizacji, ale tym razem musiał nieco odpocząć. Jeszcze będą miały do tego okazję. Chociaż po tamtej koszmarnej porażce na stoku, aż trudno było się zebrać w sobie do kolejnej bitwy. Następnym razem muszą siąść razem przy konsoli. Albo do jakiejś bardzo skomplikowanej planszówki.
Obserwowała uważnie, co robiła jej dziewczyna. Pomysł był naprawdę interesujący. Z początku Finch nie zakładała, że dojdą w tej kwestii aż tak daleko. Złapała stanik, spuszczając na moment na niego wzrok. Widok szybko się jej znudził, wolała patrzeć na to, co bielizna wcześniej ukrywała. Uniosła zaskoczona brwi, widząc, że Teddy mocuje się pod wodą, pozbywając się również majtek. Sytuacja eskalowała dość szybko.
A nawet jeszcze szybciej. Nawet nie dotarło do niej, kiedy Teddy znalazła się z powrotem tak blisko. Przylgnęła do jej nagiego ciała, nie spodziewając się, że to była zasadzka. Znów zarzuciła jej ramiona na szyję, licząc na serię namiętnych pocałunków, a nie na zdejmowanie stanika. Ale czy miała zamiar protestować? Oczywiście, że nie. Zaszczyciła go tylko krótkim spojrzeniem, gdy zaczął dryfować leniwie po wodzie, pewnie modląc się o ocalenie. Zaraz porwie go jakaś fala i tyle będą go widziały.
— Aż okropne? Jaram cię tylko w tej wyuzdanej, a nie niewinnej formie? — Na jej skórze od razu pojawiła się gęsia skórka, jakby stały jednak w mroźnym Bałtyku. A przecież w ogóle nie było jej zimno. Przeciwnie, zrobiło się wyjątkowo gorąco. Mruknęła zadowolona pod wpływem jej dłoni na piersi. Jak tak miały wyglądać okropieństwa, to była gotowa zamienić życie w absolutny koszmar. Czuła, jak jej sutki twardnieją pod wpływem tego niespodziewanego dotyku. Jej bliskość sprawiała, że na moment zapomniała nawet, jak się nazywa, a co dopiero, ile kosztował ten kawałek materiału, który właśnie odpływał w siną dal. Znając April, pewnie majątek. Opłacze go jednak troszkę później. Oparła czoło o mokre ramię dziewczyny, wdychając zapach soli i jej skóry. Przymknęła oczy, totalnie wyrzucając z głowy myśl, że były przecież w miejscu publicznym i wcale nie było jeszcze tak późno. No trudno! Niech się wstydzi ten, kto widzi, jak to mówią. Zagryzła skórę na zagłębieniu jej szyi, czując, jak jej organizm wręcz domaga się, by usłyszeć, jak oddech Teddy rwie się powoli na strzępy.
— Nie jesteś nawet blisko — mruknęła prosto w jej skórę, czując, jak wibracje jej głosu przechodzą na ciało Teddy. Właściwie nawet nie kłamała. Wstyd był ostatnim, o czym miała zamiar teraz myśleć. Jedna z jej dłoni przejechała w dół, wzdłuż pleców strażaczki. Zatrzymała się na moment na biodrze. Palce zjechały z boku wzdłuż kości biodrowej, kierując się w stronę jej uda. Wbiła lekko paznokcie w jej skórę zatrzymując się tak blisko, jak to tylko było możliwe, by nie dotrzeć do punktu, który pewnie powinien być jej główną destynacją. Ale to przecież byłoby przyznanie Darling zwycięstwa.Nie ma opcji.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i kocham kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kto kupuje bieliznę wartą tak niepojętą sumę? Teddy naprawdę trudno było znaleźć racjonalne wytłumaczenie dla wydawania fortuny na coś, co z założenia ma być zwykłym elementem codziennego użytku i czego właściwie i tak nikt nie widzi pod warstwą ubrań. A jeśli już widzi, to i tak zaraz go ściąga, jak to przed chwilą zrobiła Darling. Aż chciałoby się powiedzieć, że tylko ktoś niespełna rozumu mógłby uznać taki wydatek za sensowny. W tym wypadku April. I tutaj się wszystko zgadzało!
Ty nie masz niewinnej formy — skwitowała krótko. I miała rację. Finch bywała grzeczna właściwie tylko wtedy, gdy spała. A i to nie zawsze. Potrafiła bezwstydnie zawłaszczyć całą kołdrę, po czym przez pół nocy wiercić się i kotłować, zmieniając pozycje z taką fantazją, że nawet najbardziej wyrozumiała Teddy musiała uznać je za wyzwanie rzucone prawom anatomii. — Ale i tak mnie jarasz. Wszędzie. I zawsze. We wszystkim. A najbardziej bez niczego — leniwie potarła kciukami stwardniałe sutki i zsunęła dłonie po brzuchu, zatrzymując je na gumce od majtek. Już miała pociągnąć materiał w dół, ale wtedy poczuła ugryzienie w zagłębieniu szyi.
Zassała gwałtownie powietrze, a gdy April wbiła paznokcie w skórę przy udzie, Teddy aż zgięła się w pół, przyciskając skroń do jej głowy.
Powiedziała już, że wcale nie próbuję cię zawstydzić — wyszeptała tuż przy jej uchu i odepchnęła się od jej ramion, dryfując na plecach w stronę Meksyku. Albo Gwatemali. I tyle ją widziano.
A tak naprawdę, skoro już ustaliły, że nie będą pieprzyć się na plaży, bo piasek w każdej dziurze jest fuj, to na pewno nie będą robić tego w słonej, choć na pozór czystej wodzie. Dopiero by je wszystko szczypało!
Unosiła się przez chwilę na powierzchni, wpadając akurat na stanik. Zatrzymała się, dotykając stopami dna i zawiesiła go sobie na szyi. Próbowała zlokalizować swoje majtki, ale one już na pewno były gdzieś w Zatoce Kalifornijskiej. No trudno, nie kosztowały krocie, więc nie uroni za nimi ani jednej łzy. Wnurzyła się z wody, kręcąc przy tym biodrami i zmierzając na brzeg golusieńka, jak ją pan bóg stworzył. Biedny chłopaczek, który sprzedawał kapelusze słomkowe, tak się zapatrzył, że aż potknął się o własne nogi.
Idziesz, czy będziesz się tak gapić?! — zawołała przez ramię do Finch. Teddy dopiero wtedy, gdy schyliła się po swoje rzeczy, poczuła, jak wiatr, choć normalnie ciepły i przyjemny, w połączeniu z mokrą skórą wcale taki nie jest. Dreszcz przebiegł wzdłuż kręgosłupa, jakby ktoś przeciągnął po jej plecach chłodną dłonią.
Odgarnęła wilgotne kosmyki włosów z twarzy i naciągnęła na siebie koszulkę, a materiał koszulki przylgnął do ciała, uwydatniając stwardniałe sutki. Spodenki też przykleiły się do tyłka, ale nie wzięła pod uwagę, że były strasznie prześwitujące. Telefon dalej był w kieszeni. Dobrze, przynajmniej nikt ich nie okradł. Fajny ten Stan, chyba jedyny taki uczciwy. Chociaż podczas tego wyjazdu pewnie jeszcze nie raz ktoś będzie próbował je zrobić w chuja i naciągnąć na jakichś pierdołach.
No chodź, Afrodyto! — porównanie było trafne. Może Pacyfik nijak miał się do Morza Śródziemnego i nie było nigdzie krwi i nasienia (no dobra, tylko w mikroskopijnej ilości!), ale April była niepodważalnie przepiękna. Darling nawet oczekiwała na nią na brzegu z jej ubraniami, mimo że ci, co przechadzali się plażą i tak już wszystko widzieli. A niech patrzą! Było na co!

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Bardzo lubiła wydawać pieniądze i była w stanie znaleźć argumenty na większość swoich wydatków. Bielizna nie była wyjątkiem. Chciała nie tylko dobrze wyglądać, ale też dbać o swoje ciało. Niezrażona rozmiarem własnego biustu zawsze skupiała się na tym, by znaleźć takie produkty, które będą perfekcyjnie wspierać zarówno jej piersi, jak i kręgosłup. Naczytała się mnóstwo materiałów na ten temat i jeśli z jakiegoś powodu straciłaby pracę w agencji, z miejsca mogłaby się zatrudnić jako brafitterka i doradzać kobietom, co należy wybierać, by czuć się pięknie i zdrowo. A to, że takie rzeczy kosztują – cóż. Musi z tym żyć.
— Prawidłowa odpowiedź — pochwaliła ją, bardziej zadowolona ze świeżej paczki komplementów niż dotychczas. Teddy powinna patrzeć na nią kompletnie zauroczona w każdej możliwej formie. I czy zdawała sobie sprawę, czy nie, ostrożnie dobierana bielizna i cała reszta ubrań Finch, zdecydowanie w tym pomagały. Zachęcały do zdejmowania, ale przecież taka ich rola.
Westchnęła głośno, czując jej dłoń na wysokości kolejnej części bielizny. Nie planowała się tutaj rozbierać, ale skoro partnerka już ją tak zachęcała, to przecież nie będzie z tego nagle rezygnować! Problem w tym, że strażaczka zamiast się przysuwać, znowu się odsunęła. Z początku April nie zauważyła w tym niczego złego. Uznała, że to kolejny element gry. Uważnie podążała za nią wzrokiem, zachłannie rozkoszując się widokiem. Widokiem, który zaczynał się coraz bardziej oddalać. Widok w końcu dotarł na plażę, budując w jakimś młodym przedsiębiorcy porządne fundamenty jego seksualnej tożsamości. Obserwowała ją, gdy się ubierała, ciągle mając nadzieję, że to dodatkowy element zabawy, za którym po prostu jeszcze nie nadąża. Była pełna nadziei, że zaraz go zrozumie i znowu będzie się jarała. Szkoda tylko, że to nie była nowa runda, tylko zgarnięcie zabawek i zakończenie zabawy.
Zacisnęła wargi w wąską linię, wyraźnie niezadowolona takim przebiegiem całej akcji. Przecież tak nie można, pobite gary! To miały być wakacje pełne radości i przyjemności, a nie prób doprowadzenia jej do ciężkiej kurwicy. Wzruszyła w końcu ramionami i skierowała się w stronę brzegu. Nie będzie sterczeć sama w oceanie jak jakaś kretynka.
Wsunęła na tyłek spodenki. Nie wyglądała tak obscenicznie, jak jej dziewczyna. W normalnej sytuacji pewnie byłaby tym bardzo zawiedzona, ale teraz ją to ucieszyło. Na koszulkę oczywiście nie było mocnych. Przyległa do mokrego ciała, bezwstydnie podkreślając zarówno stwardniałe sutki, jak i doskonałą (w mniemaniu Finch) figurę. W jedną rękę zgarnęła buty, drugą sięgnęła po telefon, sprawdzając, czy coś się przez te kilka chwil zmieniło. Dobrze, że nawet nie wpadła na to, że ktoś mógł je tu bezczelnie okraść, bo na pewno strasznie by się zestresowała. A tak? Nieprzejęta ruszyła w stronę najbliższego zejścia na ulicę, nie zaszczycając Darling dodatkowymi spojrzeniami. Była zbyt skupiona na tym, by znaleźć po drodze jakiś spożywczak.
Schodząc z piasku nasunęła buty. Pokazała Teddy ekran, na którym była wyznaczona trasa do pobliskiego sklepu, a następnie do ich chwilowego domu. Ruszyła zgodnie ze wskazówkami, znów tonąc w telefonie. Wzięła sobie do serca potrzebę przerwy aż zanadto.
— Emma, błagam, nawet mnie nie wkurwiaj. Powiedz mu, że to jest mój pomysł, żeby cię z nimi wysłać i że nie ma takiego świata, w którym oni tam jadą sami. Zastrzeż, że jak się nie zgodzą, to sama do nich zadzwonię. – Mówiła do telefonu, nagrywając głosówkę. Nic tak dobrze nie odciągnie jej myśli od seksu albo od złości, jak praca. Może akurat wiadomość, którą dostała wcześniej, aż tak tych nerwów nie ograniczy, bo wyraźnie w Toronto coś było nie tak. Ufała jednak Emmie, pracowała z nią przecież od lat. Dziewczyna na pewno nie pozwoli, by agencja wybuchła w trakcie tego krótkiego urlopu. Dla skontrastowania tych nieprzyjemnych słów, wyciągnęła rękę przed siebie i pstryknęła sobie zdjęcie, które trafiło na ten sam czat. W międzyczasie wymieniła jeszcze kilka wiadomości z siostrą, mamrocząc tylko pod nosem jakieś krótkie uwagi na temat poziomu wychowania dzisiejszej młodzieży i poziomu, jak bardzo wkurwiający może być ich ojciec.
— Potrzebujesz czegoś konkretnego? — zapytała Teddy, wchodząc do sklepu. Niewielki metraż nie obiecywał zbyt wiele. Musiały się tu po prostu zaopatrzyć w coś na wieczór i jutrzejszy poranek, w ciągu dnia uzupełnią lodówkę, jak należy. Uśmiechnęła się do młodzika, stojącego za kasą, który bez żadnego skrępowania zlustrował je z góry do dołu. Ubrania jeszcze w pełni nie wyschły, nadal było na co patrzeć. Pewnie był przyzwyczajony do takich durnych turystek, bo nie sprawiał wrażenia kompletnie nimi oszołomionego. Finch zgarnęła z półek kilka drobiazgów na śniadanie, jakieś wino i słodkie przekąski, rzucając wszystkim produktom tylko krótkie spojrzenia znad ekranu smartona. Najwyraźniej na czekoladę była obrażona tak samo, jak na Teddy. Zatrzymała się przy kasie, (nie)cierpliwie czekając, aż dołączy do niej Darling i będą mogły stąd wyjść.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i kocham kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jeśli April naprawdę miała ochotę się obrażać, to proszę bardzo. Teddy nie zamierzała jej w tym przeszkadzać. Nie miała też najmniejszego zamiaru kajać się przed nią ani przepraszać za... No właśnie, za co? Jeśli ktoś ewidentnie nie potrafił bawić się bez dorabiania do wszystkiego ideologii i fochów, to nie był to jej problem. Przecież chodziło wyłącznie o to, żeby spokojnie zabrać swoje rzeczy i dokończyć wszystko w domu, z dala od ciekawskich spojrzeń i bezczelnej uwagi wygłodniałych lokalsów, którzy najwyraźniej nie mieli nic lepszego do roboty niż wpatrywanie się w nie jak w jakąś atrakcję. Ale jeśli Finch uznała nagłe wyjście z oceanu za idealny pretekst do obrazy majestatu, Darling mogła tylko wzruszyć ramionami. Może zadziałałoby to na inne panienki, które zaczęłyby skakały wokół niej jak szczeniaki, ale ona nie zamierzała brać na siebie odpowiedzialności za cudze humory ani gasić pożarów, które jej partnerka sama w sobie wzniecał. W tej sytuacji umywała ręce bez najmniejszych wyrzutów. Zbyt dobrze znała April, żeby nie wiedzieć, że w końcu jej przejdzie. No chyba, że chciała tak obrażać się do końca wyjazdu o chuj wie co.
Szła nieco z tyłu, jednym uchem przysłuchując się nagrywanym głosówkom. Zaraz jednak sama sięgnęła po swój telefon. I to był błąd. Celowo miała wszystko wyciszone. Żadnych dźwięków i wibracji. Zero innych rozpraszaczy. Nie chciała, żeby ktokolwiek zawracał jej dupę. A jednak kiedy tylko odblokowała komórkę, ekran rozjarzył się dziesiątkami powiadomień. Serce podskoczyło jej do gardła. Coś musiało się odjebać.
Kliknęła w jedną z najnowszych wiadomości od Jetta. Już po pierwszym zdaniu poczuła, jak żołądek ściska jej się w twardy supeł. Napisał, że tych nadgodzin nie wypłaci mu się do końca życia, bo właśnie próbują ugasić płonący szpital. Przystanęła w miejscu, żeby odpisać. Musiała dopytać, czy wszystko w porządku i czy jest bezpieczny. I żeby, do cholery, koniecznie odezwał się do niej, jak tylko znajdzie wolniejszą chwilę. Otworzyła przeglądarkę. Nagłówki wyskakiwały jeden po drugim. Faktycznie szpital stanął w płomieniach. Na ten moment nikt nie znał konkretnej przyczyny. Pismaki, jak zwykle, byli podzieleni. Jedni sugerowali celowe podpalenie, drudzy pisali o awarii respiratora, która miała zapoczątkować pożar.
Teddy przeciągnęła palcami przez mokre włosy, zaczesując je do tyłu i wypuściła z siebie ciche, urwane westchnienie. Otworzyła listę kontaktów i zaczęła pisać kolejne wiadomości do znajomych, którzy pracowali w szpitalu. Z amoku wyrwał ją głos April.
Co? — na chwilę podniosła na nią wzrok, a potem rozejrzała się po asortymencie. — Weźmy cokolwiek — odparła, ale nawet nie zwróciła uwagi, na to, co znajdowała się na półkach.
Bez sensu tak się obładowywać, skoro jutro i tak będą musiały podjechać samochodem do jakiegoś większego marketu, żeby zaopatrzyć lodówkę. Teddy nawet miała jej zasugerować, żeby na nią nie patrzyła, bo przecież nie była wybredna względem żarcia, ale wtedy dostała krótką wiadomość od Jetta, że akurat ma wolną chwilę.
Muszę zadzwonić — zakomunikowała krótko i wyszła na zewnątrz, stając przed zacienioną palmą. Wprawdzie Donovan zapewnił, że wszystko jest w porządku, ale po tonie jego głosu od razu wyczuła, że coś jest nie tak. I wcale się nie pomyliła, bo po tym, jak zaczęła ciągnąć go za język, gestykulując przy tym przesadnie, czego Jett nawet nie mógł zobaczyć, okazało się, że jeden z bliźniaków doznał poważnych oparzeń nogi, kiedy wydostawał z płomieni poszkodowanych pacjentów.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obrażanie się mogłoby właściwie trwać w nieskończoność, jeśli tylko by się uparła. W ogóle jej się to nie opłacało i pewnie znudziłoby się gdzieś w połowie tej wieczności, ale co tam! Z początku trzeba zgrywać twardzielkę. Wierzyła, że to jakkolwiek wpłynie na serce Teddy. A nawet, jeśli nie, to sama będzie mogła jej potem powtarzać, że każdy miły gest traktuje jako próbę odpokutowania win i we własnej bani będzie zadowolona. A to przecież najważniejsze.
Wspólne zakupy na pewno nie będą odbudowywać murów. Myśli jednej i drugiej krążyły wokół innych rzeczy. Skupiały się na pracy, w których pożary miały skrajnie inny wydźwięk. Finch mogła reagować tylko na to, co wypisywała do niej współpracowniczka. Sterczała chwilę między półkami, wklepując kilka istotnych zdań, którymi najwyraźniej miała przywrócić do pionu jakiegoś influencera. Przecież April nie będzie w tym celu wracać do Kanady! Rozmowa telefoniczna to było coś, ale wolała nie zawracać sobie tym głowy. Po pierwsze, to nie to samo. Porządny opierdol to można zrobić człowiekowi na żywo. Ewentualne w mejlach, żeby poczuł się totalnie objechany w najmilszych słowach, na jakie tylko była w stanie wpaść. Po drugie, nieprzyjemne rozmowy czekały ją tak czy siak. Będzie musiała potem zadzwonić do ojca i nasłuchać się, co ma do powiedzenia na temat jej własnych wakacji. A może w ogóle nie powinna dzwonić? Totalne olanie go było kuszące, ale raczej nie na psychikę April. Męczyłaby się tym strasznie, a ojciec milczałby zawzięcie, wiedząc, że bez problemu wygra z nią tę wojnę psycholignczą.
— Jebać ich wszystkich — mruknęła niezadowolona, zgarniając z półki jeszcze kilka losowych batoników. Poszła z tym wszystkim do kasy sama, bo przecież Teddy nagle wyszła. No trudno, da sobie przecież radę.
— Jeszcze raz się, kurwa, tak na mnie spojrzysz i ci pierdolnę — zastrzegła, uśmiechając się z typową dla Kanadyjczyków uprzejmością. Nietrudno było zauważyć, że wzrok młodzika co rusz ucieka na jej biust. Rozumiała go, ale przecież musiał zachować jakieś pozory. Zresztą! Nie miała zamiaru pozwolić, by wgapiał się w nią jakiś paskudny, pewnie nieletni Amerykanin. Żeby to chociaż była Amerykanka, no dajcie spokój. Chłopaczek chyba się nieco przestraszył, bo wbił wzrok w kasę i nie podnosił go, póki Finch nie odeszła od lady z torbą zakupów.
Rozejrzała się uważnie w poszukiwaniu Teddy. Wyglądała dość niepokojąco. Podeszła bliżej. Nie chciała wcale podsłuchiwać. No dobra, oczywiście, że chciała. Ale to był tylko dodatek do bycia obok. Jakby chciała zrobić to po kryjomu, to na pewno by się postarała. Zatrzymała się tuż przed strażaczką, wsłuchując się w te jednostronne reakcje. Wszystko to brzmiało dość zagmatwanie bez odpowiedzi drugiej strony, ale musiałaby być jakaś durna, by nie zauważyć, jak przejęta jest jej partnerka. Albo musiałaby ją znać od wczoraj. Sięgnęła znowu po własny telefon, chcąc stamtąd wydobyć konkretniejsze informacje, póki Darling wciąż rozmawiała. Wiele jej nie było trzeba. Nagłówki o wielkim pożarze w szpitalu udzielały wszystkich odpowiedzi. Schowała urządzenie wiedząc, że w artykułach nie znajdzie przecież żadnych nazwisk, a najwięcej konkretów dowie się od chłopaków z jednostki. A właściwie od strażaczki, która ewidentnie z jednym z nich rozmawiała.
— Który Johnson? — dopytała, nie będąc nawet pewną, co konkretnie przydarzyło się któremuś z bliźniaków. Dotarło do niej tylko nazwisko, a to na bank oznaczało, że wydarzyło się coś paskudnego.
— Czy wszyscy są... na służbie? — zawahała się na moment, nie będąc pewną, jakich użyć słów. Pytanie, czy wszyscy żyją, wydało jej się dość oschłe i zbyt ogólne. Przecież to nie służbowe statystyki, tylko prawdziwi ludzie. Kumple. I kumpela nawet. Zdecydowanie musiała odłożyć plan obrażania się na potem. Odstawiła torbę z zakupami na chodnik. Ujęła dłonie Teddy, ucałowała je czule, chcąc choć o pół stopnia obniżyć wchodzącą jej na łeb temperaturę.
— Chodź do domu. Ogarniemy się i wymienisz mi każdego, do kogo warto zadzwonić. — Ruchem głowy wskazała na chodnik prowadzący w stronę wynajętego apartamentu. Nie chciała jej za sobą ciągnąć, wolała poczekać, aż Teddy sama uzna, że to dobry pomysł i pora się ruszyć. Wydzwanianie do wszystkich z jednostki po kolei raczej mijało się z celem, byli przecież dość zajęci. Finch nie znała się na procedurach, ale była uparta i gotowa drzeć ryja na każdego po drugiej stronie słuchawki, kto nie będzie miał ochoty współpracować albo będzie puszczał do mediów jakieś kretynizmy. Nie wiedziała, co więcej mogłaby zrobić. Przecież się nie przeteleportuje z powrotem do Toronto. A nawet, jakby mogła, to co im po niej? Musiała skupić się na zaoferowaniu Darling takiego komfortu, jakiego tylko teraz będzie potrzebowała. Żołądek ściskał jej się z nerwów, gdy tylko myślała o chłopakach, ale i o emocjach samej Teddy. Chciała, żeby jej było odrobinkę przykro, że się na nią obraziła, a nie, żeby musiała teraz skręcać się ze stresu.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i kocham kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby nie zajrzała w telefon, albo gdyby zrobiła to dopiero po powrocie do apartamentu, najpewniej pozwoliłaby April jeszcze przez chwilę strzelać fochy. Może nawet cierpliwie wysłuchałaby jej wyrzutów, kiwając głową z udawaną skruchą, żeby potem po prostu zamknąć jej usta pocałunkami. Zapewniłaby ją, że nic się nie stało, a jeśli już koniecznie trzeba byłoby coś naprawiać, to przecież ona doskonale wiedziała, jak to wszystko jej wynagrodzić. I to z nawiązką! Oczywiście nie darowałaby sobie przy tym drobnego przytyku, że nie przyleciały tu po to, żeby kłócić się o bzdury i że Finch w rzeczywistości nie miała absolutnie żadnych powodów do obrażania się i że to wszystko było bardziej dramatyczne, niż wymagała sytuacja.
Jednak wszystko zmieniło się wraz z informacjami wyczytanymi na ekranie i krótką rozmową telefoniczną z Jettem. Naburmuszona April zupełnie wyleciała z głowy Teddy, a jej myśli skręciły w zupełnie innym kierunku. Chyba nawet nie zauważyła, kiedy Finch zmaterializowała się przed nią, dlatego po tym, jak Donovan zakończył połączenie, Darling jeszcze przed moment wpatrywała się w ekran i dopiero po chwili podniosła na nią wzrok, unosząc przy tym brwi.
Jamal — odparła cicho. Cholera, a przecież jeszcze niespełna dwa tygodnie temu siedzieli wszyscy razem w barze i oglądali jego odpisywany profil na Tinderze. — Ale podobno nie jest aż tak źle — dodała, ale jakoś bez przekonania, bo już dobrze znała to jego nie jest źle. Ostatnio tak powiedział, kiedy Secada prawie oślepł cyjanowodoru, kiedy gasili halę z chemikaliami na obrzeżach Toronto.
Teddy czuła, jak całe napięcie zbiera jej się w okolicach karku. Sięgnęła do szyi i rozmasowała ją, jednocześnie myśląc o tym, że powinna tam z nimi teraz być. Tylko co by to właściwie zmieniło? Szpital już się fajczył, a i tak nie miała takiej mocy, żeby jakoś temu zapobiec.
W sumie to nie wiem, ale podejrzewam, że tak. W akcji bierze udział kilkanaście jednostek. Donovan powiedział, że odezwie się później — uśmiechnęła się, gdy April sięgnęła po jej dłonie, na których złożyła pocałunki.
Pokiwała głową. Tak, powrót do domu wydawał się teraz najwłaściwszą opcją. Schyliła się po reklamówkę z zakupami i wyciągnęła do Finch rękę i sama pociągnęła ją w kierunku chodnika. Nie będą tak tutaj sterczeć.
Wysłałam już kilka wiadomości, ale na razie bez odzewu. Nie chcę zasypywać ludzi telefonami, bo pewne mają ręce pełne roboty — w tym miejscu miała na myśli swoje przyjaciółki, które pracowały w szpitalu i kilku zaprzyjaźnionych ratowników medycznych. Będąc na ich miejscu również nie miałaby czasu, żeby cokolwiek odpisać, a co dopiero zadzwonić.
Trochę jej ulżyło, że przynajmniej Jett znalazł pół minuty na krótką rozmowę, bo przynajmniej wiedziała, że wszyscy z jej jednostki byli cali. No, prawie cali. Nawet kazał jej się nie przejmować i korzystać z wakacji. I miał rację, przecież żaden pożar nie mógł jej popsuć urlopu. Darling potrafiła oddzielić życie prywatne od zawodowego. Jeśli upewni się, że wszyscy, z którymi próbowała się skontaktować są bezpieczni, automatycznie stanie się spokojniejsza.
O co chodzi z twoim ojcem? — zainteresowała się, urywając temat pożaru. Wolała rozmawiać o czymkolwiek innym, byle nie myśleć o skali tragedii. A tak się złożyło, że chcąc nie chcąc usłyszała wcześniej, jak April duka coś pod nosem o panu Finchu, kiedy wymieniała z kimś wiadomości. Najpewniej z młodszymi siostrami.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Bardzo chciałaby mieć sposób, aby pozbyć się tego problemu. Pstryknąć palcami i ugasić ten cały pożar. Przecież cierpiała na tym cała masa ludzi, a Finch miała za miękkie serce, by się takimi rzeczami nie przejmować. W tym momencie najbardziej działał na nią jednak stres Teddy. Niech sobie płonie nawet cała Kanada, tylko niech Darling jakimś cudem nie będzie od tego smutna czy zestresowana. Ale tak się chyba nie dało tego rozwiązać. A przynajmniej nie tutaj. Chociaż w sumie – czy gdziekolwiek się dało? Nawet w jej ukochanych erpeżkach nie było tak banalnych możliwości naprawiania ludzkich serc. Nie bez konsekwencji.
— Mam nadzieję, że będzie tylko lepiej. — Ton strażaczki wyraźnie sugerował, że to całe nie aż tak źle to raczej pic na wodę i ugłaskiwanie nieprzyjemniej historii. Bardzo niedobrze. Coś paskudnego złapało za jej wnętrzności i ścisnęło. Zimna łapa maltretowała jej wnętrzności. Okropnie słuchało się o tym, gdy poznała chłopaków nieco lepiej. Do tej pory większość z nich żyła tylko dzięki opowieściom Teddy. April zamieniła z kilkoma parę zdań i tyle. A teraz przecież zdążyła ich polubić. Myśl, że któremuś mogłoby się w wydarzyć coś złego, była paskudna.
— To poczekamy na telefon od Donovana — zapewniła, posyłając jej słaby uśmiech. Cóż innego im pozostało? Pewnie nikt inny nie był w stanie udzielić im tak szczegółowych informacji. Finch nie miała porządnych znajomości w służbach. Znaczy, jasne, znała jakichś lekarzy i jakichś policjantów, ale nikogo na tyle blisko, by ten ktoś miał czas z nią rozmawiać. Ale i tak przetasowała w myślach wszystkich, którzy mogli być w to zaplątani. Czy nic im nie jest? Czy uciekli z miejsca zdarzenia w jednym kawałku? A może szczęśliwie nie pojawili się dzisiaj w pracy? Chyba będzie musiała napisać kilka wiadomości.
Mogła tylko dziękować losowi, że Teddy była teraz z nią na Hawajach. Na samą myśl, że mogłaby teraz przedzierać się przez szpitalne korytarze, zrobiło jej się niedobrze. Żołądek podsunął się do gardła, nieco pobladła. Myśl, że jej partnerka mogłaby tam teraz być, uderzyła w nią z ogromną siłą. To niby oczywiste, ale teraz ta świadomość stała się wręcz bolesna. Wiedziała, że to jednorazowy przypadek, że strażaczka była w trakcie takiej akcji poza krajem. Łut szczęścia. A takich katastrof będą jeszcze dziesiątki. A ona będzie musiała siedzieć i czekać na telefon z informacją, czy aby dziś nie owdowiała. Czekało na nie urocze życie.
— Chuj go wie — mruknęła w odpowiedzi, wzruszając ramionami. Chciała zbyć temat ojca, ale zdała sobie sprawę, że to on jest tematem zastępczym za pożar, więc naprawdę się nie wywinie. Z deszczu pod rynnę, jak to mówią.
— Kira mi coś pisała, że się rzuca odnośnie do tego wyjazdu. Nie wiem, czy ma problem z faktem, że jestem akurat na Hawajach, czy że przyleciałam tu spontanicznie, czy że wzięłam ze sobą akurat ciebie. Może z tym wszystkim i dopisał sobie jeszcze coś dodatkowego? — pociągnęła temat dalej. Westchnęła smutno, spuszczając na moment wzrok na chodnik. Że też trafiła jej się taka dziwaczna mieszanka genetyczna. Trudna rodzinka się wylosowała, oj trudna. Chociaż April i tak hodowała w sobie przekonanie, że to ona tu stanowi główny problem, skoro jej siostry radziły sobie z tym wszystkim dużo lepiej niż ona. Była w jakiejś żałosnej mniejszości.
— Muszę po prostu do niego zadzwonić. Odkładam to na później. No wiesz, jak takie zajebiste ciastko, które kupujesz rano i chowasz do lodówki z myślą, że zjesz je do wieczornego serialu i wiesz, że będzie wtedy perfekcyjne — zażartowała odruchowo. Poczucie humoru było najlepszą metodą na radzenie sobie ze stresem. To i ciskanie przedmiotami, ale przecież nie pierdolnie teraz w nic ich zakupami. Szkoda zakupów.
Przynajmniej miały blisko. Nie zwiedziły dzisiaj zbyt dużo miasta, krążyły w odległości niecałych dwudziestu minut spacerem od domu, ale to już coś! Zjadły przecież jakieś lokalne żarcie, zaliczyły plażę, April kupiła nawet jakiegoś batonika z palmą na etykietce. W sumie to mogłyby już wracać. Otworzyła przed nią drzwi i wpuściła ją do środka. Zabrała od niej torbę i wpakowała szybko do lodówki wszystko, co musiało się w niej znaleźć. Zniknęła na moment w sypialni, żeby pozbyć się tych okropnych, wilgotnych ciuchów, które nadal drapały piaskiem. Nasunęła na siebie pierwsze lepsze coś, kompletnie nie przejmując się tym, że chwilowo nie będzie wyglądać doskonale. Wyjęła z torby laptopa i postawiła go na stoliku przy sofie. Włączyła go i odpaliła przeglądarkę, bo pewnie w ten sposób będzie im wygodniej sprawdzać wiadomości, jeśli poczują taką potrzebę. Kiedy i Teddy poczuła się ogarnięta, pociągnęła ją za sobą w stronę kanapy. Oparła się wygodnie o poduchy, wyciągając nogi. Pozwoliła strażaczce ułożyć się na swoim torsie i objęła ją mocno.
— Potrzebujesz czegoś jeszcze? — Pocałowała ją w tę biedną, zmartwioną, ale ukochaną główkę. Obawiała się, że ani kieliszek wina, ani zrobienie kanapki, ani nawet uchylenie okna mogą tu nic nie pomóc. Ale kto wie?

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i kocham kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ogarnęły ją obrzydliwe wyrzuty sumienia. Była tutaj, na Hawajach, podczas gdy powinna być w Toronto. Może gdyby nie wzięła tego urlopu, który i tak namieszał w grafiku, Jamal wcale nie miałby dzisiaj służby i nic okropnego by mu się nie przytrafiło? Ale co jej po takim gdybaniu? Stała się bezradna wobec rzeczywistości, której nie mogła cofnąć. Równie dobrze coś podobnego mogło przytrafić się Jettowi albo innym chłopakom. Albo właśnie jej, gdyby była na miejscu. Akurat sobą zawsze przejmowała się najmniej. Pieprzona altruistka.
A jednak powinna stawiać siebie na pierwszym miejscu. Nie chciałaby sprawić April przykrości i po prostu umrzeć. To byłoby nie w porządku. Takie umieranie. Powinna mieć to na uwadze, skoro zależało jej bardziej niż kiedykolwiek i była teraz w poważnym związku. Musiała być ostrożniejsza. Tylko trudno tak nagle zmienić o sto osiemdziesiąt stopni wieloletnie przyzwyczajenia.
Skrzywiła się ostentacyjnie, kiedy znalazła się wśród powodów, dla których pan Finch pieklił się o wyjazd swojej najstarszej córki. O co mu właściwie chodziło? Jaki miał problem? Od piętnastu lat dawał Teddy jasno do zrozumienia, że nie pałał do niej sympatią. Co było strasznie dziwne, bo przecież to Teddy! Wszyscy ją kochali!
Nienawidzi mnie — mruknęła, kiedy zbliżały się do domu. — Twój ojciec. On mnie zwyczajnie nienawidzi. Podejrzewam, że gdybyś była tutaj z kimkolwiek innym, nie powiedziałby nawet słowa — wzruszyła lekko ramionami. Chyba będzie musiała w końcu przywyknąć, że wcale nie była zupą pomidorową. Albo to pan Finch miał jakieś wygórowane podniebienie. Okej, nie zabrzmiało to najlepiej.
Darling parsknęła pod nosem. Ta odkładana na później rozmowa telefoniczna niewiele miała wspólnego z przyjemnością. Ale właściwie nie było sensu odkładać tego w nieskończoność. Albo na później, które nigdy nie nadejdzie.
Może powiedz mu, że jednak mnie tutaj nie ma. Powiedz, że spłonęłam w tym pożarze w Toronto, o — czy ona powiedziała to na głos? Słaby żart, Teddy. Tracisz formę. — Albo po prostu coś wymyśl. Przynajmniej będziesz miała go z głowy — posłała partnerce lekki uśmiech, kiedy ta przepuściła ją w drzwiach. Po co miała psuć sobie humor? Jaki był Paul Finch, każdy wiedział.
Pokręciła się chwilę po apartamencie, nie mogą znaleźć sobie miejsca. Dopiero po jakimś czasie poczuła, że trochę zmarzła od tych ubrań, które ciasno przylegały do mokrego ciała, więc poszła śladem April i również poszła się przebrać. Może i były na Hawajach, ale to wcale nie oznaczała, że nawet tutaj nie można nabawić się zapalenia płuc. Podreptała do kanapy i ułożyła się wygodnie, przymykając oczy pod wpływem buziaka w głowę.
Nie, chyba nie — jeszcze raz zerknęła w telefon, sprawdzając, czy nie dostała żadnego powiadomienia. — Przepraszam, nie chciałam zepsuć nam wyjazdu — westchnęła ciężko, jakby to ona była sprawczynią pożaru i własnoręcznie podpaliła szpital. — Obiecuję, że jak tylko dostanę wiadomości zwrotne i upewnię się, że wszyscy są bezpieczni, to już będę normalna — wyciągnęła rękę i umieściła ją na karku Finch, po czym uniosła się nieznacznie, żeby musnąć jej słodkie usta. — Niewiarygodne, że nie mam mnie dosłownie jeden dzień i już coś musiało się wypierdolić — jęknęła żałośnie, ponownie opadając na April. Oczywiście wcale nie było powiedziane, że nie doszłoby do pożaru, gdyby Teddy była na miejscu. Zdecydowanie za bardzo wszystko wyolbrzymiała i brała na swoje barki coś, co było zupełnie niezależne od niej. W gruncie rzeczy nie chodziło o samo zdarzenie, takie tragedie były i będą, ale zawsze martwiła się o swoich chłopaków. A świadomość, że któremuś z nich stało się coś złego, wcale w niczym nie pomagała.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Powinna się porządnie zastanowić, czy była psychicznie gotowa na życie u boku Teddy. Nerwy, które będą ją zżerały, będą nieporównywalne z niczym innym. To na pewno. Była pewna, że ma dość szeroką wyobraźnię i potrafi empatyzować z wieloma emocjami. Ale chyba się myliła. To, jak poczuła się teraz, był przepaskudne. A przecież wiedziała, że to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Bała się już nieraz o zdrowie i życie Teddy, ale teraz ten strach będzie tylko potężniejszy. Będzie dławił, dusił, dołował, dobijał, drapał, dręczył i robił inne rzeczy na d. Ale nie mogła być przecież taką ostatnią pizdą i paść na zawał przy pierwszym suficie, jaki spadnie strażaczce na głowę. Partnerki i partnerzy strażaków, policjantów, żołnierzy, saperów, marynarzy i innych tego typu zawodów jakoś przecież funkcjonowali i wytrzymywali z nimi do emerytury. Albo grobowej deski pojawiającej się dużo wcześniej. Musiała się nauczyć też taka być. Dzielna, odpowiedzialna i z wielkim sercem. Miała przecież iść na terapię i co? I siedziała na Hawajach. Przynajmniej robiła tu nowe postanowienia. Ogarnie się. Jakoś. Nie ucieknie przecież od tego życia, nie zrezygnuje z Teddy, choćby nie wiem co. Na pewno nie dla żadnej innej, nawet jakiejś byłej. A miała ich przecież sporo.
— Jego gust jest co najmniej wątpliwy. Jest z moją matką, to po primo. Po secundo, zawsze mówił, że Stonesi są ciekawi od Beatlesów. To wystarczy, żeby nie przejmować się jego opinią. — Prychnęła zażenowana swoim ojczulkiem. Oj daleko im było do siebie niemalże pod każdym względem. Nic dziwnego, że tak bardzo nie trawił kogoś, kogo ona tak uwielbiała. Zawsze przecież tak było. Jeżeli przyklaskiwał jakiejś jej partnerce albo koleżance, mogła mieć pewność, że relacja z tą typiarą rozsypie się jak domek z kart.
— Coś wymyślę. Na pewno go przegadam — mruknęła tylko, wzruszając ramionami. W ogóle w to nie wierzyła. Jeszcze nie wiedziała co mu powie. Pewnie stworzy cały plan rozmowy, rozpisze go sobie w notatniku, a jak przyjdzie co do czego, to sparaliżuje ją strach, zapomni o wszystkim i potulnie da sobie zmyć głowę. Jak zwykle. W ogóle nie miała ochoty teraz o tym myśleć. Dobijanie się tyloma rzeczami na raz było po prostu niezdrowe.
— Ej, nie mów tak. Wiesz, że to nieprawda — zaznaczyła od razu. Nie chciała, żeby Teddy nawet tak myślała. Ale przecież nie wpłynie na jej umysł, a myślozbrodnia nadal nie była karana. Nawet w Stanach, gdzie prawo potrafiło być naprawdę kretyńskie.
— Martw się tyle, ile uznasz za stosowne. Niczego nam nie zepsułaś, przecież nie ty podpaliłaś ten szpital. Czy podpaliłaś? — Spojrzała na nią niepewnie, zastanawiając się, czy istniał choć cień szansy, że to jednak Darling. Podłożyła jakąś bombę z opóźnionym zapłonem, żeby mieć wymówkę, żeby wymiksować się z tych wakacji? Nie, raczej nie.
— To dopiero pierwszy dzień. Reszta będzie świetna, zobaczysz. I oczywiście, jeśli poczujesz, że chcesz wrócić szybciej, to mów od razu. I nawet nie próbuj teraz protestować. Po prostu zapamiętaj tę informację. — Przytknęła palce do jej ust, zanim jeszcze zdążyła się zbuntować. Finch domyślała się, że strażaczka nie miała takich planów, ale wolała jej powiedzieć wprost, że Hawaje naprawdę nie są najważniejsze na świecie. Mogą je przenieść na inny moment, spokój ducha był najważniejszy. Ale jeśli znajdzie spokój wśród szumu oceanu, też będzie bosko.
— Pocieszy cię, że u mnie w robocie też marnie? Oczywiście nie tak, jak u was, ale wszyscy tam potracili rozum. Bez Emmy chyba bym zwariowała. Muszę przywieźć jej coś ładnego. I dzieciarni też. — Przymknęła oczy, wtapiając się mocniej w poduchy. Nie chciała z miejsca wymyślać prezentu dla swojej współpracowniczki, ani dla dzieciarni – znaczy się młodszych sióstr. Pewnie kupi coś spontanicznie. Na lotnisku, bo wcześniej zapomni.
— Ach, właśnie. Kira pozdrawia cię bardzo serdecznie. — Prychnęła jeszcze, wciąż nie otwierając oczu. Przynajmniej złość, jaką wzbudzała w niej siostra, była chwilowa i w gruncie rzeczy nieszkodliwa. Nie to co tatuś. Na złagodzenie wspomnienia o młodej Finch wystarczył miarowy ruch, jakim zaczęła głaskać Darling po plecach. Od razu poczuła się spokojna i na swoim miejscu.

najlepsza dziewczyna na planecie Ziemia i kilku innych
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i kocham kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Świat nie kończył się na straży pożarnej. Wbrew pozorom Darling wcale nie była pracoholiczką, po prostu znalazła zajęcie, które idealnie odpowiadało jej potrzebie pomagania innym. Ale coraz częściej myślała o tym, że mogłaby sprawdzić się w zupełnie innych branżach. Mogłaby zostać trenerką fitness albo ratownikiem wodnym, może nawet instruktorką sportów walki. A może poświęciłaby się edukacji najmłodszych? Zawsze przecież lubiła dzieci i dogadywała się z młodzieżą lepiej niż niejeden nauczyciel. Im częściej rozmyślała o swojej pracy, tym wyraźniej uświadamiała sobie, że jej zawód może przysporzyć April wiele zmartwień. Nie bez powodu wszystkie byłe Teddy nie odchodziły po prostu tak sobie. Życie w jej świecie wymagało poświęceń. Nie dość, że prawie nigdy jej nie było w domu, to jeszcze regularnie ryzykowała własne życie, żeby pomagać innym. Ale teraz jej priorytety nieco się zmieniło i choć kochała swoją pracę, nie chciała, żeby wpłynęła na ich relację. Finch była dla niej ważniejsza niż cokolwiek innego. Darling wciąż nie do końca rozumiała siebie w tym kontekście, ale czuła, że nadejdzie kiedyś moment, w którym będzie potrafiła postawić związek ponad pracę. A poza tym jeszcze tylko piętnaście lat i przejdzie na wcześniejszą emeryturę! To wcale nie było aż tak dużo! O ile oczywiście uda się jej dożyć tego dnia.
Stonesi ciekawsi od Beatlesów? To już była przesada. Ona osobiście wolała The Kinks, ale bazując na tych dwóch zespołach, wybór pana Fincha pozostawiał wiele do życzenia.
To dlatego, że nieszczęścia chodzą parami — podsumowała małżeństwo rodziców April. No co? Chyba nie znała żadnej pary, która miałaby takiego kija w dupie. Jeszcze zrozumiałaby, gdyby jedno z nich było sztywne jak widły w gnoju, bo przeciwieństwa się przyciągają i tak dalej, ale oboje? To już było coś nie halo. — Nie próbuj go przegadywać, bo znowu zgasi cię jak peta — westchnęła, pamiętając dobrze każdą rozmowę telefoniczną, którą April prowadziła z ojcem w jej obecności. Żadna nigdy nie kończyła się dobrze. — Pozwól, żeby mnie piętnował. Mogłabym zacząć robić pompki na rzęsach, a i tak stwierdziłby, że jestem najgorszym materiałem najpierw na przyjaciółkę, a teraz na dziewczynę. Pomyśl tylko, co to będzie, kiedy poproszę cię o rękę. Chłop chyba się przekręci — nie mogła powstrzymać się od wywrócenia oczami. Dobrze, że dotyk Finch potrafić sprawić cuda i Teddy z każdą kolejną chwilą zaczynała się uspokajać.
Nawet zaśmiała się krótko, kiedy padła sugestia o podpaleniu szpitala. Obróciła się na bok i mruknęła coś niewyraźnie w piersi April. Coś, co brzmiało jak przyłapałaś mnie. Zaraz jednak odchyliła się i wsparła się na ramieniu, żeby spojrzeć jej w oczy. Otworzyła usta i równie szybko je zamknęła, do czego przyczynił się przyłożony palec.
Nie uciszaj mnie! — obruszyła się, chwytając ją za dłoń, na której zostawiła pocałunek. — Nie będziemy nigdzie przedwcześnie wracać. Wszystko będzie dobrze. Wiem, że w niczym im tam nie pomogę. A już na pewno nie zmienię świata. Zresztą Jett chyba by mnie zabił, gdybym nagle zjawiła się w Toronto. I ciebie też, bo mi na to pozwoliłaś — zastrzegła, bo zbyt dobrze znała Donovana i kumpli z jednostki, żeby jej idiotyzm przeszedł bez echa.
Liczyła na to, że przynajmniej sytuacja w firmie April będzie miała się nieco stabilniej. Nic bardziej mylnego. Kiedy już coś się pierdoli, to pierdoli się wszystko na raz.
Jak będziesz czuła potrzebę, żeby któregoś dnia trochę popracować, to pamiętaj, że nie będę się na ciebie złościć — obiecała i wyciągnęła rękę, żeby pogładzić ją po policzku. — Zawsze mogę wyskoczyć na deskę. Albo nie wiem, poleżę sobie między twoimi nogami — uniosła figlarnie jedną brew, bo dlaczego nie połączyć przyjemnego z pożytecznym?
Wzmianka o pozdrowieniach od Kiry trochę ją zaskoczyła. Nigdy nie były jakoś blisko ze względu na różnicę wieku, ale w przeszłości kilkakrotnie zdarzyło im się wylądować na wspólnych imprezach, na których akurat nie było April, chociaż na co dzień obracały się w całkiem innym towarzystwie.
Wow, aż tak bardzo? Nie spodziewałam się, że ktokolwiek w twojej rodzinie może mnie lubić. Poza tobą, oczywiście. Bo trochę mnie lubisz, co? — zaczepnie dźgnęła ją palcem pod żebra.
Potrzebowała takiej normalności, żeby nie myśleć o tym, co wydarzyło się w Toronto. Na razie szło to w dobrym kierunku. Najważniejsze, żeby Teddy trzymała się z daleka od telefonu i serwisów informacyjnych. Potem napiją się wina i w spokoju poczekają na wiadomość od Jetta. Oczywiście pozytywną, żadna inna nawet nie wchodziła w grę!

już się tak nie podlizuj, głupku!
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”