34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Madox od jakieś ósmej rano leczył się blantami, a dochodziła dwunasta, przyjął już potężną dawkę marihuanen, ale czuł się lepiej. Można nawet powiedzieć, że czuł się wyluzowany. Chociaż dużo miał pytań, ale dziewczyny powiedziały mu, że one zamierzają spać co najmniej do dwunastej, żeby ich nie budził, bardzo chciały, żeby z nimi spał, ale Madox stwierdził, że musi iść pobiegać, bo zawsze rano biega.
Nie biegał, bo po pierwsze nie będzie biegał po pustyni z chujem na wierzchu, a za nic nie mógł znaleźć swoich ciuchów, a po drugie to, nie miał siły. Bolały go wszystkie mięśnie, jakby wczoraj brał udział w jakimś runmageddonie, albo ćpał przez tydzień, ale sprawdzał na zegarku. Nie uciekł im żaden dzień, dopiero wczoraj tu przylecieli. Na mięśnie pomogło trochę zioło. Ale ta pustka w głowie...
Myślał, że William ją rozjaśni.
Tylko, że chyba nie, bo William zastanawia się czy to sekta, czy komuna. Madox nie wiedział przesunął palcami po jasnych włosach i karku.
- Ciężko stwierdzić... Myślisz, że takie starsze babki też biorą do sekty? - pokazał Williamowi jakąś straszą, kompletnie nagą babeczkę. Z boku, albo zboku, mogło to wyglądać jakby oni lubili jakieś granny, ale przecież oni tylko rozważali czy to sekta, czy komuna. Babcia ich zauważyła i pomachała do nich wesoło, a Madox jej odmachał, bo czemu nie? Potem wziął od Williama skręta i ściągnął bucha odwracając się już do kumpla.
- Nie wiem kurwa, ale myślisz, że przywódcą sekty mógłby być Shrek? - uniósł jedną brew, a zaraz podnosi rękę i pokazuje Williamowi faka. No nie faka, ale środkowy palec, na którym ma jego pierścionek - mam też twojego indiańca - co było dziwne, bo William mu go nigdy nie chciał pożyczyć, a Madox już go pytał trzy razy o to.
Ten blant gdzieś miedzy nimi krążył, a w międzyczasie to też ta rozmowa, toczyła się jakimś swoim torem, bo zaraz ze ślubu przeszli na forsę - nie wiem stary... ale tam może być ze trzy bańki, jak na moje oko - a Madox to miał do tego oko. Tyle wygrali w kasynie? Żeby tylko tego nie ukradli i nie chowali się teraz na pustyni.
Na kolejne pytanie Willa Noriega wyszedł sobie z tym blantem do przodu i się rozglądał po pustyni, która się przed nimi rozciągała na całej długości, oparł ręce na biodrach i odchylił się do tyłu.
- Nie wiem kurwa jak... - zaczął i zrobił jeszcze krok do przodu, a William teraz mógł zobaczyć też na Madoxowym tyłku nowiutki, świeżutki tatuaż... Z napisem - Pilar <3 - ale jesteśmy podobno pięćdziesiąt kilometrów od Vegas, czaisz to? - rzucił do Willa i pstryknął tego kiepa po blancie gdzieś w piach, w którym się zaraz zapadł. A potem ruszył do namiotu.
- Dawaj, mają tam lodówkę z browarem, podobno my go kupiliśmy, sto puszek piwa - machnął na Willa ręką, ale jeszcze się na niego obejrzał w wejściu - ej stary co ty masz na dupie? - zapytał, bo zauważył to jedno oko, które się na niego patrzyło.

( ꩜ ᯅ ꩜;)  💊🌿🚬🍄
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Spoglądam w kierunku tej babci i jak do nas macha to też jej macham, ale rzucam cicho do Madoxa - Myślę, że biorą wszystkich - stary, młody, nieważne, ważne, że goły i wielbi guru. Chociaż to chyba była po prostu komuna, czyli w sumie nawet fajnie, jak mi się spodoba to może tu zostanę na zawsze - Co, nie, Shrek nigdy by tego nie zrobił - odpowiadam od razu i naprawdę bardzo próbuję sobie przypomnieć o co chodzi z tym ogrem, ale w głowie gra mi tylko I'm a belliever śpiewane grubym głosem. To chyba tak nie brzmiało. No ale nic, to co w Vegas i tak zostaje w Vegas, może się wyjaśni, a może się nigdy nie dowiemy - Co? - patrzę od razu na swoje palce, a tam się okazuje, że też mam nowy nabytek. Już chcę mówić Madoxowi, żeby oddawał, ale chyba się musieliśmy uczciwie powymieniać, to już było po ptokach. Wzdycham ciężko - Strasznie dziwne - wszystko było dziwne, a im dłużej próbowałem nad tym myśleć, tym dziwniejsze się wydawało - Trzy bańki?! To przecież w chuj siana - aż tyle udało nam się wygrać? To musieliśmy mieć naprawdę ogromne szczęście. Boję się myśleć skąd mogliśmy mieć te pieniądze, więc wersja wygraliśmy w kasynie brzmi dla mnie na tyle dobrze, że bardzo chcę się jej trzymać. Patrzę na Noriege jak tak wychodzi do przodu i się wygina, a jak moje spojrzenie pada na jego tyłek to marszczę brwi - Miałeś to wcześniej? - pytam, przyglądając się napisowi z serduszkiem, w sumie jeszcze czerwony, wyglądał bardzo świeżo, ale chyba pierwszy raz widzę dupsko Madoxa - Dziwny pomysł - już chcę pytać czy Pilar ma taki sam, tylko z jego imieniem, ale tylko otwieram usta i za moment je zmykam jak mi sprzedaje, że jesteśmy jakieś pięćdziesiąt kilometrów od Vegas - 50? No dobra, bez tragedii - do przejechania za jednym stopem. Kiedyś będziemy musieli wrócić, może dzisiaj, może jutro. Jutro wieczorem mieliśmy samolot do domu, więc lepiej żebyśmy się na niego wyrobili. Ale też nic nie stoi na przeszkodzie żeby spędzić trochę czasu z golasami, może się w końcu od kogoś dowiemy jak tu trafiliśmy - Marzę o zimnym piwie - wolałbym drinka, ale jak się nie ma co się lubi, to trzeba polubić to co się ma, ważne, że procenty były - Kurwa, no to ładnie się wkupiliśmy - ruszam za nim, a kiedy mnie pyta co mam na dupie, to od razu się łapię obiema dłońmi za pośladki - Co mam? - nic nie czuję, tylko trochę swędzenie. Odstawiam ręce i się wyginam, żeby rzucić okiem za plecy, a właściwie to pod plecy i widzę jak moja dupa też się na mnie patrzy - Co to jest? Poważnie? Oczy? Co za zjebany pomysł - chociaż trochę śmieszny w sumie. I tak dobrze, że tam, a nie na przykład na czole. Teraz już przynajmniej wiem, że ten Madoxa też musiał być świeży - To spójrz na siebie, Pilar na pewno się spodoba - śmieję się i klepie go po plecach. Wchodzę do namiotu, od razu dopadając lodówkę, wyjmuję dwie puszki, jedną podaję Noriedze, a drugą otwieram, żeby upić kilka dużych łyków. Piwo mi cieknie po brodzie i dalej na nagą klatę ale się tym w ogóle nie przejmuję - Aaaahhh, tego mi było trzeba - właściwie czegokolwiek mokrego - Dobra, pogadajmy z kimś, może się czegoś dowiemy - wzruszam ramionami. Mieliśmy sporo zagadek do rozwiązania.

Madox A. Noriega-Patel
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W sumie... Madox zgadzał się z tym, że Shrek by tego nie zrobił, pokiwał tylko głową na słowa Willa.
Rzeczywiście to wszystko było strasznie dziwne, a te obrazy, które mu się randomowo przypominały, jakaś fontanna, bluzka z cekinami, jakieś kwiaty i tancerka w kapeluszu, powodowały, że to wszystko było jeszcze dziwniejsze. Ale to Vegas, pewnie nie takie rzeczy się tam odpierdalały.
- No w chuj - dodał Madox, bo to rzeczywiście było dużo, już sobie za to mógł pewnie kupić jakiś dom w Meksyku, może ten, do którego włamali się z Pilar?
Madox to też się nie zastanawiał skąd oni wzięli tę forsę, mieli ją to mieli, na chuj drążyć temat? Była w ich torbie, właściwie w tej Madoxa, w którą był zapakowany. Szkoda, że nie było tam żadnych jego majtek. Musiał je gdzieś po drodze wyjebać, kiedy pakowali hajs.
- Co? - zapytał, kiedy William stwierdził, że to dziwny pomysł i nawet miał się odwrócić obejrzeć swój tyłek, bo nie do końca wiedział o co mu chodzi. Ale Patelek wtedy mówi, że bez tragedii.
- Bez tragedii kurwa? Na pustyni? - bo Madoxowi się wydawało, że to tutaj pośród tego wszechobecnego piachu, to jednak było wyzwanie. Żadnej kurwa drogi, nic, tylko góry i doły piachu i pięćdziesiąt kilometrów przed nimi.
Tylko nie zdążyli tego przedyskutować, bo już wchodzili do namiotu, a zaraz dupa Williama spojrzała na Madoxa, a potem Will na nią. Na swoją dupę. Noriega parsknął.
- No zjebany, jak jakaś laska ściągnie ci gacie to się może zdziwić - stwierdził i znowu się zaśmiał, ale wtedy William znowu zwrócił mu uwagę na jego cztery litery i teraz to już Madox się odwrócił, żeby spojrzeć na swój zad - o kurwa... - wyrwało mu się. Bo jak jakaś laska spojrzy na jego dupę, to na pewno się zdziwi. Całe szczęście, to ostatnio patrzyła na nią tylko Pilar, i to raczej nie miało się w najbliższym czasie zmienić. Podrapał się po karku mrużąc oczy i zastanawiając się kiedy oni to zrobili, ale nie mógł sobie za nic przypomnieć.
Wszedł do namiotu za Willem i zaraz otworzył puchę piwa, którą dał mu kumpel.
- Myślisz, że jej się spodoba? Bo jak kurwa nie? To co ja sobie tutaj wytatuuje? Tygrysa? - jeszcze się obejrzał na tą nową dziarę, a zaraz napił się piwa - to będzie mój prezent zaręczynowy dla niej, to znaczy nie tylko to... Bo kurwa stary, nie wiem czy ci już mówiłem - mógł to mówić, ale po prostu nie pamiętał, jak większości tego co działo się wczoraj - zaręczyliśmy się z Pilar, rozumiesz to? - pochwalił się Patelkowi. A zaraz upił kilka sporych łyków, aż w pewnym momencie mu się odbiło. Głośno.
Aż jedna z tych lasek, ta z którą Madox rozmawiał po hiszpańsku się obudziła i przeciągnęła.
- Och Madito, Billiamito, te levantas, vamos a bailar? - zaćwierkała wesoło, a Madox spojrzał na nią dziwnie. Nikt do niego nie mówił Madito, tylko jego matka.
- Qué coño es ese baile? Habla inglés porque no lo entiende - wskazał na Willa głową, a dziewczyna zaraz wstała i poprzeciągała się przed nimi, jakby robiła jakąś poranną jogę.
- Wczoraj rozumiał - powiedziała i w końcu się wyprostowała - no i tańczyć z naszym guru - czyli kurwa jednak sekta. Madox zerknął z ukosa na Williama.
- A kto jest waszym guru? - zapytał Noriega i już palce mocniej zacisnął na puszce, aż ją pogniótł trochę.
- No Shrek, ten co udzielił wam ślubu w Vegas, a my byłyśmy z Lolą świadkami - blondynka wskazała na brunetkę, która jeszcze spała słodko na wielkiej poduszce. Ją jakby Madox skądś kojarzył.
- Co?... - wyrwało się Noriedze, bo on teraz w bani to miał kosmos. Jakieś kurwa wirujące sceny bez kontekstu, ślub i Shreka i osła, który śpiewał grubym głosem, a potem cycki, po których sypał się koks. Chyba Loli. Przesunął palcami po twarzy, próbując jakoś to wszystko ułożyć w głowie. Na próżno.

William N. Patel-Noriega 🍚💳🗞️👃
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

No dobra, jak Madox to przedstawia w ten sposób, to faktycznie może być trochę tragicznie, ale jak jakoś tutaj dotarliśmy to chyba wrócić też damy radę? Jak nie my to kto? Nie ciągniemy jednak tematu, bo na horyzoncie pojawiają się kolejne, na przykład zimne piwo. Po kolei, najpierw browarek, potem plan powrotu do Vegas. Miał rację, jak ktoś spojrzy na moje dupsko, to na bank się bardzo zdziwi, ale teraz to już raczej po ptokach, nic z tym przecież nie zrobię. W sumie to lepsze niż imię, więc śmieję się z Madoxa - No jak jej się nie spodoba to zawsze to możesz zmienić na Dolar, na przykład - lubił pieniążki, więc też by pasowało. Wystarczyłoby tylko przerobić P na D, a potem I na O i jest, proste. Miałem w Toronto zajebistego tatuatora, na pewno by podołał - Prezent jaki? Co kurwa? - mnie się właściwie wydawało, że coś wspominał, że nie przyjęła zaręczyn, ale przecież mogło mi się pojebać we łbie. Na pewno się pojebało - Poważnie? Ja pierdole, to chyba gratulacje? - wyglądał jakby się cieszył, więc nie mnie oceniać, chociaż Noriega pewnie doskonale wiedział jakie ja mam podejście do ślubów, zaręczyn i w ogóle jakichkolwiek związków - bardzo luźne. Chcę go uściskać, ale chyba nie jak jesteśmy całkiem nadzy, więc tylko klepię go po ramieniu i uśmiecham się szeroko. Nie pochwalam, jednak cieszę się jego szczęściem, szczególnie, że sam wygląda na bardzo zadowolonego z tego powodu. A niech im się wiedzie. Popijam piwo, mój kumpel beka głośno, a kiedy ta dziewczyna wstaje i zaczyna się tak przeciągać jak jakaś joginka to wbijam w nią spojrzenie. Nic nie rozumiem, dopiero kiedy przechodzi na angielski. No tak, wczoraj, porobiony to się mogłem cofnąć do czasów sprzed wieży Babel i wcale nie wątpiłem w to, że rozumiałem hiszpański, inne języki tego świata pewnie też. Nie zastanawiam się nad tym za długo, bo dziewczyna mówi o guru, a ja patrzę porozumiewawczo na Madoxa. Czyli jednak sekta. Czyli jesteśmy w dupie - A co jeszcze robicie oprócz tańczenia i czczenia guru? - pytam, bo może to była jakaś niegroźna sekta? Tylko czy takie w ogóle istniały? Brunetka uśmiecha się tajemniczo - Zobaczysz - chyba jednak nie chciałem wiedzieć. Już chcę łapać Noriege za rękę i ciągnąć do wyjścia, ale wtedy ona wspomina o tym ślubie, a do mnie w momencie wracają flashbacki z poprzedniego wieczora - przypominam sobie klub ze striptizem, mój popierdolony monolog, tamtą kaplicę, Shreka, wymianę obrączek i nawet pocałunek - O kurwa - mocno zaciskam palce na przedramieniu Madoxa - Szybko, muszę się odlać, chodź ze mną - wyciągam go z namiotu na bok - O kurwa, o kurwa - nie wiem od czego zacząć - To sekta, oni nas złożą w jakiejś ofierze, na bank - zaczynam panikować - O kurwa, o kurwa, wzięliśmy ślub, niemożliwe, dlaczego się na to zgodziłeś - rzucam, po czym łapię się za głowę - Nie, dobra, najpierw musimy się stąd wydostać, znajdźmy jakieś ubrania - po kolei, najpierw powrót do Vegas, potem ślub. Może uda się to jakoś ogarnąć? Te szalone śluby w Vegas w ogóle były wiążące? Jestem prawnikiem, przecież na pewno znajdę jakiś kruczek, który pozwoli nam to odkręcić. Rozglądam się wokół, oprócz tego namiotu, z którego właśnie wyszliśmy były tu też inne, co najmniej pięć. Macham ręką na Madoxa, żeby szedł za mną. Zaglądam do drugiego, ale tam w środku siedzi więcej golasów i palą taką długą fajkę, nie wiem z czym, nie pachnie jak zioło. Wszyscy odwracają się w moją stronę - Ups, sorki, nie ten namiot, nie przeszkadzajcie sobie - wychodzę zanim zdążą cokolwiek powiedzieć. Tam jednak nie. Wbijam do trzeciego - w środku nikogo nie ma, oprócz żywej kozy przeżuwającej piach. Rozglądam się po wnętrzu, zaś moje spojrzenie pada na jakąś wielką skrzynię. Próbuję ją otworzyć, ale jest zamknięta na cztery spusty, niemniej nie ma na tym świecie zamka, którego nie otworzą moje boskie ręce - Spróbuję to otworzyć, myślisz, że tam mogą być nasze rzeczy? - łapię za jakiś taki dynks, który leży na drewnianym stoliczku i chwilę majstruję nim przy zamku, a on puszcza z głośnym klikiem. Uchylam wieko - niestety nie ma tam naszych ubrań, za to cała skrzynia kolorowych, mniej lub bardziej zdobnych hinduskich szat. No, jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma, lepsze to niż chodzenie nago, szczególnie, że przecież musieliśmy stąd uciekać - Dobra, chuj, niech będzie - zarzucam na siebie jedną z szat. W sumie jestem gotowy żeby spierdalać w stronę słońca, ale na zewnątrz robi się małe zamieszanie. Dochodzą do nas czyjeś głosy - Przyprowadź ofiarę - drugi głos przytakuje i widzimy długie cienie zmierzające w stronę naszego namiotu - O kurwa, słyszałeś to? Idą po nas - mówię szeptem do Madoxa, zaciskając palce na materiale jego szaty.

Madox A. Noriega-Patel
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Madox podrapał się po skroni, bo w sumie... Mógłby mieć też dolara wytatuowanego na pośladku, lubił hajsik. Zawsze to jakiś pomysł jak się Pilar nie spodoba, zmienić to na Dolar. No ale liczył, że może się jej spodoba, albo nie zobaczy... Ta... Nie zobaczy.
- Dzięki stary, w ogóle... Las Vegas jest świetne, może przywiozę Pilar i weźmiemy ślub tutaj... Byłbyś naszym świadkiem - ś w i e t n y pomysł. Genialny.
Oczywiście, że Madox się cieszył, że Pilar przyjęła jego zaręczyny, chociaż najpierw je odrzuciła. A potem on odrzucił... Pewnie by tak mogli do usranej śmierci, bo oboje byli uparci. Więc tym lepiej, że się zgodziła.
Potem już piją sobie piwko i gadają sobie z tą dziewczyną, a kiedy się okazuje, że to jednak sekta, to Madox spojrzał na Willa dziwnie. Bo on dopiero się zaręczył z kobietą swoich marzeń, snów i koszmarów (czasem), a tu go wciągnęli do jakiejś sekty. Świetnie.
Potem Will zapytał co oni tu właściwie robią, a Noriega przeniósł na nią spojrzenie zobaczysz, powiedziała to z jakimś takim diabolicznym uśmiechem, że Madox się zawiesił. Umrą tutaj. Jak nic.
Ale William go już wyciąga na zewnątrz.
- No ale co ja mam ci kurwa chu... - nie skończył, bo już wyszli przed namiot, a Patelek go ciągnie gdzieś za namiot, a po drodze nawija. I jak on tak gada, to Madox zaczyna sobie coś tam przypominać, ale tak niedokładnie.
- Jaki kurwa ślub? - to jest dla niego teraz najważniejsze pytanie, on tak znowu patrzy na swój palec z Indianinem, a potem się odwraca i zerka na Pilar… to znaczy na tyłek. Bo teraz sobie pomyślał, że jak oni z Willem naprawdę odwalili taki numer i wzięli ślub, to Stewart go zajebie, bo już przecież jej obiecał.
- Nie no kurwa Will, ja nie mogę brać innych ślubów, bo obiecałem Pilar, rozumiesz to... - i trzyma kumpla za ramię, bo to jest poważna sprawa, a nie jakaś tam sekta-srekta.
Chociaż jak William tak mówi, że najpierw muszą się stąd wydostać i żeby poszli po jakieś ubrania, to Madox zaraz za nim poszedł, ale po drodze mu nawija.
- Kurwa stary... Myślisz, że mogę wziąć dwa śluby? - zapytał, ale oni wtedy zajrzeli do tego namiotu, gdzie palili jakąś fajkę pokoju, i Madox już miał się wycofać za Williamem, ale jeszcze się zatrzymał w wejściu - co jaracie? - odpowiedzieli mu, że szałwię, więc machnął ręką - to nie, mam po niej chujową fazę - stwierdził i idzie za Willem, znowu mu gada - a może... mogę mieć męża i żonę? - wchodzą do trzeciego, a tam jest ta koza. Madox do niej podszedł i ją klepie po głowie. Kozy były w sumie śmieszne, a ta jak ich zobaczyła to jeszcze zabeczała. William już wisi nad tą skrzynią, a Noriega patrzy na niego.
- No dawaj, może jakieś majtki chociaż... - Madox stanął sobie nad Willem krzyżując ręce na piersi i tak czeka, a ta koza już stoi obok nich i też czeka.
Ale nie było tam majtek tylko te hinduskie szaty... Madox wyjął jedną i tak ją ogląda z obu stron - co to kurwa jest? Jakaś męska sukienka? - bo one były bardzo ozdobne, po prostu całe w kamieniach i cekinach, błyszczące na kilometr, ale jak William wkłada na siebie jedną, to Madox też zarzuca sobie taką przez głowę, czerwoną. Trochę się poplątał i mu musiał Will pomóc, ale tylko z jednym rękawem mu pomógł, bo dobiegły do nich te głosy sprzed namiotu, wiec z drugim już szarpał się Madox.
- Czekaj kurwa... nie mogę tego rękawa - w końcu go ujebał i włożył wytatuowaną rękę w dziurę po rękawie. No pięknie - dobra, zaraz tych golasów rozwalimy - dodał i szarpnął Willa, żeby się ustawił też do jakiejś bójki. Tylko do namiotu weszło dwóch nagich dziadków, jeden o lasce, a drugi z balkonikiem. A Madox aż otworzył usta... No i jak oni się mają z nimi bić?
- Co wy robicie z ofiarą? - pytają i wskazują na kozę, a Madox też się na nią patrzy. No nie... kozę?
- Ej Earl zobacz, oni mają szaty poślubne... - mówi ten drugi, a Earl mruży się im przyglądając.
- No nie wiem to są szaty poślubne? - pyta, bo ewidentnie kiepsko widzi, albo w ogóle mało co.
- No tak - odpowiada ten drugi, a Earl sięga poniżej pępka i drapie się... po udzie.
- Nie wiem... to może dzisiaj nie jest dzień składania w ofierze, tylko ślubów? - pyta Earl.
- A jaki dzisiaj jest dzień? - dodaje ten drugi.
I Madox w końcu się ruszył z miejsca i staje miedzy dziadkami.
- No dzisiaj jest dzień ślubów właśnie... - wtrącił się, a dziadeczki spojrzały na Williama jakby miał to potwierdzić.

William N. Patel-Noriega
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”