Fajnie, że William chciał być świadkiem Madoxa… Tylko zaraz okazało się, że był jego mężem.
-
Ej stary, a mąż może być świadkiem? - zapytał, bo Noriega to się przecież kompletnie nie znał na prawie. Na ślubach też się nie znał, stąd sto pytań do.
Na kolejne słowa Willa westchnął ciężko, a potem sięgnął do niego, żeby znowu go poklepać po główce, pac pac.
-
Ale ty się kurwa na życiu nie znasz Will, ja jej wszystko mówię, to nie jest tak jak ty sobie bierzesz jakąś Cindy, czy inną dziunie na jedną noc i nawet jej nie mówisz jak masz na prawdę na imię - aż pokręcił głową. Ale w zasadzie to Madox przecież doskonale wiedział jakie podejście do kobiet ma Patel, bo sam miał do niedawna podobne. Im więcej kitu nawciskasz tym lepiej, bo później trudniej cię znaleźć. Tylko jeśli o Stewart chodzi, to ona by go już znalazła chyba wszędzie... No i on rzeczywiście starał się z nią być szczery, kompletnie.
Dlatego jak chodzili od namiotu do namiotu, to Noriega się zastanawiał jak to powie Pilar. Może tak... wiesz co Pilar, naćpaliśmy się z Willem i jakiś Shrek udzielił nam ślubu w Vegas? Jak to kurwa absurdalnie brzmiało.
Ale cała ta ich przygoda tak brzmiała, te sukienki z tajemniczej skrzyni też.
-
Ej a jakbym pojechał do tych Emiratów i tam wziął ślub z Pilar, a potem byśmy wrócili do Toronto? Czy już musielibyśmy tam zamieszkać? - kombinował jeszcze, kiedy Will kombinował z tym zamkiem. A potem to już zakładali na siebie te sukienki. A jeszcze później to już rozmawiali z tą geriatrią.
Kiedy Patel potwierdził, że dzisiaj jest dzień ślubów, to Madox jeszcze pokiwał głową, że tak, tak. Ale zaraz nią kręcił, że nie, nie, kiedy Earl im kazał się dobrze nasmarować.
-
A może jednak ofiar... - zaczął, a jak ten dziadek klepnął go w dupę, to aż podskoczył. Bo on już wolałby się z nimi bić, niż się dla nich smarować.
Kiedy wyszli to Madox przejechał palcami po twarzy.
-
Przysięgam ci, że jak mnie któryś z tych dziadów jeszcze raz klepnie, to mu wyjebie - powiedział patrząc na Willa -
spierdalajmy stąd - dodał, ale przed namiotem zaczęło się coś dziać. Chyba nie mieli szans...
A może mieli?
Ale William już wyłazi i ciągnie ze sobą kozę.
-
Ej Will, a może ty byś z tą kozą wziął jednak ślub? Nawet was nasmaruje - zaproponował jeszcze, ale Patel już go szarpnął za sobą za sukienkę. Na początku było... miło. Kiedy te dziewczyny zaczęły ich ubierać w kwiatki, wszyscy klaskali, cieszyli się, ale kiedy ich zaczęli przepychać do tego guru, to Madox się znowu spiął. Bo o ile on na emce był przytulaśny, to na trzeźwo, na zwale... niekoniecznie.
Chociaż przez chwilę Madox po prostu słuchał tego guru, bo trochę był w szoku, trochę niedowierzał. Trochę się zastanawiał, jakie mają szanse, jak rzucą się biegiem przez pustynię. Ale chyba marne...
Jeszcze się pozwolił z Willem związać tą szarfą, jeszcze zajrzał do tego kielicha i nawet wypił z niego łyka.
-
To smakuje jak kurwa... burak, krem z buraka - wywalił język, bo jak można coś takiego pić, no ale później dostali fajkę... Z niej Madox ściągnął porządnego bucha. Już nawet jakby to miała być ta szałwia, to lepiej tak, niż na trzeźwo...
Rzeczywiście to chyba była szałwia.
Szałwia wieszcza.
Bo zaraz w głowie Noriegi układają się te wszystkie słowa guru.
Wieczna miłość.
I jak sobie Madox tak pomyślał o tej wiecznej miłości, to się zawiesił na moment i wcale nie zareagował jak guru lizał się z Wiliamem, zresztą jak wszyscy doskonale wiedzą, to William miał w swoim życiu epizod lizania się z facetami, a konkretnie z takim jednym barmanem z Emptiness.
Ale Madox nie miał i nie zamierzał mieć, wiec jak się do niego dostawiał ten guru, to on się zasłonił rękami i go od siebie zaczął odpychać.
-
Nie, nie! Stop! - krzyknął, a wszyscy na niego. A Madox już włazi na ten podest, gdzie wcześniej stał guru, w tej swojej czerwonej sukience, która mieniła się tysiącem świateł -
bardzo szanuję to, że wszyscy tutaj jesteście tacy wyzwoleni i chcecie się tutaj wszyscy kochać ze wszystkimi i nikt nie jest wykluczony, nawet Earl - powiedział, a wszyscy spojrzeli na Earla -
ale moja gorąca krew już buzuje w żyłach za sprawą pewnej kobiety, a nie jego - wskazał Willa i wszyscy na niego spojrzeli -
i moja dusza też jest już spleciona na wieki wieków, z taką piękną brunetką - no i teraz jak na zawołanie przed szereg wyszła ta czarnowłosa tancerka, która się wczoraj z nimi bujała, ale Madox pokręcił głową -
nie z tobą, wybacz... - trochę posmutniała, ale ta druga tancerka ją objęła. No to Madox postanowił kontynuować -
po prostu... Ja już jestem zakochany i moje serce już należy do kogoś, może nie na tysiąc kolejnych wcieleń, ale na pewno na to jedno, gdzie się odnaleźliśmy i dobraliśmy jak w korcu maku, w tym popierdolonym świecie. Bo ona mnie bierze takim jakim jestem, naćpanym, jebniętym... I ja wiem, że Will ty też - poklepał Willa po ramieniu -
ale w namiocie rozkoszy to ja jednak chciałbym siedzieć tylko z nią, no bo... ja ją kocham - ktoś tam westchnął, ktoś zachlipał, a guru się kompletnie rozkleił -
i to jest świetne co tutaj robicie. Bo miłość... miłość jest kosmiczna, niesamowita i powinna być czczona wszędzie, bo to najlepsze uczucie na świecie, ale też powinna być... świadomym wyborem, wolnym, więc jeśli wy chcecie wszyscy ze wszystkimi to proszę bardzo, ale ja tak nie umiem - zakończył swój monolog. Przez chwilę zapanowała cisza, ale w końcu guru wlazł do Madoxa na podest, klepnął go w ramię.
-
On ma rację, bo ja na przykład nie lubię z Earlem... - stwierdził Shrek, a przez tłum przeszedł jakiś pomruk, Earl trochę posmutniał, ale zaraz, ten dziadek, który wcześniej z nim przyszedł do namiotu, ten z balkonikiem się odezwał.
-
Ale ja uwielbiam z Earlem! Kocham cię Earl - no i jak tak powiedział, to zaraz wpadli sobie w ramiona i się pocałowali. A Madox wtedy oparł rękę na ramieniu Shreka.
-
Bo widzicie... tak właśnie działa miłość, że każdy kiedyś znajdzie sobie swoją drugą połówkę, tak jak Earl... I nawet ty Shrek - poklepał tego guru po ramieniu, a on już płakał, więc Madox szarpnął za ten swój naderwany rękaw i mu go dał, żeby wytarł sobie kipę.
William N. Patel-Noriega