Nikt nie zamierzał umierać. A już na pewno nie Teddy. Problem polegał tylko na tym, że Teddy od lat prowadziła z losem dość osobliwą grę w
zobaczymy, kto pierwszy mrugnie. I zwykle robiła to stojąc w płonącym budynku, z wężem strażackim w ręku i hełmem przekrzywionym na bok jak ktoś, kto wcale nie traktuje ognia za realne zagrożenie. A potem jeszcze miała czelność twierdzić, że nie ma na nic wpływu. Oczywiście, że miała. Na przykład podpisała to absurdalne oświadczenie woli o niepodejmowaniu reanimacji w razie ciężkich obrażeń. Świadoma i dobrowolna decyzja. Tak się kończy, kiedy ktoś z kompleksem bohatera dostaje do ręki długopis. Bo taka właśnie była Darling. Bohaterka z gatunku tych najbardziej irytujących. Tych, którzy naprawdę w to wierzą. Tych, którzy wbiegają w ogień, bo ktoś przecież musi, a skoro już stoją najbliżej drzwi, to w sumie czemu nie? Właśnie przez ten jej genialny pomysł z papierkiem April powinna się poważnie zastanowić nad logistyką własnego pogrzebu. Jeśli miała umrzeć razem z nią, a przy Teddy był to scenariusz statystycznie całkiem prawdopodobny, może warto się przygotować? Urna. Kwiaty. Lista osób, które absolutnie nie mogą dostać mikrofonu przy przemowie. No i oczywiście muzyka! Darling jeszcze się nie zdecydowała, co by to było. W końcu ostatnie wrażenie to ważna sprawa! Może
Girl on Fire, Alicii Keys? Tematycznie byłoby idealnie, a symbolika aż się o to prosiła.
—
Sama jesteś głupia. Powinnaś cieszyć się, że twoja dziewczyna ma tyle hobby i jest taka sprawna fizycznie — wystosowała argument na bardzo wysokim poziomie. Na co tu w ogóle narzekać?
Wszystkie jej aktywności były niesamowicie ekscytujące! A sesje rpg? To dopiero straszna nuda! Jak przez tyle godzin można gnić przy stole, gdzie jedynym ruchem było turlanie kostek? Lepiej pójść na ściankę wspinaczkową, skakać z platformy do wody, kicać na trampolinach albo założyć rolki i szlifować nowe triki na rampach w skateparku. A to tylko garstka, bo możliwości było mnóstwo! Jeśli Teddy zdecyduje się kiedykolwiek wziąć udział w grze fabularnej, to będzie oznaczało, że się pochorowała. Albo całkowicie oszalała z miłości. Pewnie to drugie.
Nie mogła powstrzymać krótkiego śmiechu, kiedy Finch z powagą zaczęła mówić o dyscyplinie. Nie dlatego, że nie była zdyscyplinowana, jako strażaczka działała według procedur z taką precyzją, jakby ktoś wbudował jej w głowę instrukcję obsługi świata w twardej oprawie. Ale w życiu prywatnym? Cóż. Teddy bardzo chętnie zobaczyłaby, jak to działało w praktyce u poprzednich partnerek April. Czy rzeczywiście pozwalały się tak ustawiać? April coś mówiła, a one natychmiast dochodziły do wniosku, że to świetny pomysł i zachowywały się według jej widzimisię? To nie tak, że Darling nie potrafiła się podporządkować. Potrafiła! Problem polegał na tym, że najpierw musiała dojść do wniosku, że ma na to ochotę.
—
Cokolwiek powiesz, kochanie — przytaknęła, dla świętego spokoju. —
Możesz mnie nawet ubezwłasnowolnić, jeśli chcesz — podrzuciła jej pomysł, czego od razu pożałowała, bo ukochana na bank weźmie to sobie do serca. Z drugiej strony, co miała zrobić? Zapierać się i wykłócać, że tak nie będzie. Finch i tak wiedziała swoje, a każdy kto ją znał - a Teddy znała akurat najlepiej - przynajmniej raz przekonał się o tym, że jak ta ubzdura sobie coś w głowie, to nie ma przeproś.
—
A dlaczego niby mamy skończyć na drzewie? — udała wielce zaskoczoną, w międzyczasie wsuwając palce pod nogawkę jej spodenek. —
Może po prostu skup się na drodze, co? Nie chcesz chyba, żebym pomyślała, że nie umiesz jeździć? — uśmiechnęła się zawadiacko, zahaczając kciukiem o materiał majtek. Skoro April nie dawała się sprowokować i zgrywała taką niewzruszoną, to nikła szansa, że wbiją się przydrożne drzewa i nie musiały zawczasu wybierać urn.
Darling kontynuowała eksplorację, kiedy szosą czmychnęła jakaś ciemna sylwetka, która z ledwością uniknęła kół rozpędzonego samochodu. Ale nawet w takim momencie strażaczka nie cofnęła ręki.
—
To tylko dzik — stwierdziła, spoglądając na zwierzę, które zatrzymało się na poboczu. Co z tego, że ten
tylko dzik mógł je zabić. Sio sio sio!
Warto jednak pamiętać, że dzikie świnie przemieszczały się w grupach, więc jeśli na drogę wybiegł jeden, to po chwili mogły pojawić się kolejne.
chciałbym zatrzymać czas, kiedy patrzę na nią