ODPOWIEDZ
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

036.
Wakacje na Hawajach mijały w sposób, którego Teddy nawet się nie spodziewała. Miało być fajne - wiadomo, przecież Hawaje, to raj -ale rzeczywistość okazała się jeszcze bardziej błoga niż jakiekolwiek wyobrażenia. Dni płynęły jeden za drugim bez żadnego pośpiechu, a każdy rozciągał się jak ciepły, letni wieczór. W dodatku obie coraz rzadziej sięgały po telefony. Co prawda w większym stopniu dotyczyło to April, która z początku odruchowo sprawdzała powiadomienia, ale nawet ona w końcu zaczęła odkładać komórkę gdzieś na bok i zapominać o niej na długie godziny. Darling natomiast już wcześniej nie przywiązywała do niej wielkiej wagi. Bywały nawet momenty, kiedy zapominała, gdzie ostatnio ją odłożyła. Nie czuła potrzeby ciągłego czytania wiadomości ani śledzenia tego, co działo się w Toronto. Wiedziała, że nawet gdyby coś się wydarzyło, to i tak nie byłaby w stanie pomóc ani pracować zdalnie. Oczywiście Jett na bieżąco informował ją o tym, co działo się w jednostce, ale po tym, jak szpital stanął w płomieniach, żaden z jej kolegów więcej nie ucierpiał.
Finch od czasu do czasu sięgała po laptopa, zazwyczaj wczesnym rankiem albo późnym wieczorem i Teddy bardzo doceniała tę równowagę między pracą a wspólnym czasem. Sama, skoro świt, udawała się nad ocean, żeby trochę posurfować, wsłuchując się w szum fal i chłonąc orzeźwiającą bryzę. Potem wracała do apartamentu i budziła ukochaną słodko-słonymi pocałunkami. Nie brakowało też deszczowych poranków, a to zmuszało je do siedzenia na tyłku. Mogły w końcu odsypiać zaległości, nadrabiać ulubione seriale albo poczytać książki, które wcześniej odkładały na później. Czasami po prostu leżały obok siebie, rozmawiając o wszystkim i niczym, jednak zręcznie omijały temat tamtego wieczora, kiedy wróciły takie porobione. Darling wychodziła z założenia, że nie warto wiercić dziury. Było dobrze, więc po co cokolwiek komplikować?
Leżały w salonie z wyrzuconymi na siebie nogami i tym rudym kotem gdzieś pomiędzy, który ciągle do nich przyłaził i który został rozpuszczony, jak dziadowski bicz. W zasadzie Teddy nie zdziwiłaby się, gdyby opatentowała jakiś sposób, aby jakoś przetransportować go do Toronto.
Chyba się rozpogadza — zauważyła znad powieści Stephena Kinga. Promienie słońca powoli przebijały się przez chmury, rzucając ciepłe refleksy na kanapę i książkę, którą trzymała w dłoniach. — Chcemy pojeździć po wyspie? Miałaś prowadzić i nawigować, a ja miała się nie wtrącać — szturchnęła ją stopą, a przecież to nie wtrącanie się powinno brzmieć najbardziej zachęcająco!
Byle tylko April nie roztrzaskała samochodu o żadną palmę ani nie wpadła do podmokłego rowu i wszystko będzie w porządku. W rzeczywistości wcale nie wątpiła w umiejętności swojej dziewczyny, która radziła sobie za kółkiem... No, radziła sobie! Potrafiła odpalić silnik i ruszyć z miejsca. Poza tym, co złego mogło się wydarzyć? Pewnie wszystko. Tutaj, jeżdżąc obrzeżami, nie było aż takiego ruchu, jak w Toronto.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

26
Dziękowała sobie, że zazwyczaj szybciej mówi niż myśli. Gdyby nie zaproponowała jej tych wakacji w formie niewinnego żartu, pewnie w życiu by do nich nie doszło. W nieskończoność omawiałyby potencjalne opcje i rozmijały się kalendarzami, nie będąc w stanie wyłuskać więcej niż trzech wolnych dni z rzędu. A tu proszę! Kupiła bilety na samolot i stało się. Spędzały doskonały czas, w ogóle nie martwiąc się głupotami.
Bzdura, April zawsze martwiła się głupotami. Nie była w stanie wykasować pracy ze swojej głowy. Nie ciągnęło jej do internetu aż tak, jak mogłoby, ale nie była w stanie go olewać. Bardzo pomocni w tym wszystkim okazali się ludzie z jej zespołu. Zawracali jej głowę tylko w skrajnych sytuacjach. Nie wysylali jej niepotrzebnych mejli, nawet pamiętali, by usuwać ją z listy zaproszonych na te wszystkie teamsowe spotkania, żeby zegarek nie pikał jej jak szalony. Wciąż jednak oznaczali ją w memach i lajkowali posty z wakacji jak szaleni. Straszne były z nich słodziaki. Nic dziwnego, że nakupiła dla nich pamiątek na kilogramy i już zaczęła planować jakieś wspólne wyjście integracyjne po powrocie, które oczywiście ogarnie na swój koszt. Albo spróbuje wziąć na fakturki.
Ważne, że Teddy była zadowolona. Nie kręciła nosem na jej pracoholizm, grzecznie przyjmując do wiadomości, że czasami musi, bo się udusi. Zachowywała się jak dziewczyna marzeń. Dbała o nią i okazywała wielkie serce, czyli właściwie jak zawsze. Finch nie miała wątpliwości, że nie czułaby się tu tak dobrze z nikim innym.
W międzyczasie zebrała się nawet i zadzwoniła wreszcie do ojca. Poszło... jakoś. Na pewno mogło pójść lepiej. Nie dała mu specjalnie dość do słowa. Ledwo zaczął narzekać, a przerwała mu i zaczęła się na niego wydzierać, wylewając mnóstwo żali o tym, że nie potrafił się cieszyć jej szczęściem i jeśli nie ma nic przyjemnego do powiedzenia, to lepiej niech zamilczy. I właściwie tak się stało. Wysłuchał cierpliwie tyrady na swój temat, opowiedział, co tam u nich i tyle. O żadnych przeprosinach nie było nawet mowy, ale w sumie w ogóle się tego nie spodziewała. Miała wrażenie, że był w zbyt wielkim szoku, że tak się na niego wydarła, żeby pamiętać o kulturze albo własnej bucie i próbować drzeć się też na nią. Od tamtej pory rodzice uparcie milczeli, a April nie miała pojęcia, czy ją to cieszy cyz martwi.
Podniosła wzrok znad Switcha, żeby spojrzeć na Teddy. Kilka sekund zajęło jej przyswojenie tego, co powiedziała. Wkręciła się w grę i nieco zapomniała słuchać, jak zawsze. Uśmiechnęła się przepraszająco, gasząc i odkładając konsolę na stół.
— Myślałam, że o tym zapomniałaś. Albo udajesz, że zapomniałaś, żeby nie musieć mnie znosić za kółkiem. — Przesunęła się na kanapie, zbliżając się do strażaczki. Wyjęła jej książkę z dłoni i odłożyła ją na bok, uważając, żeby jej nie zamknąć. Kot, przejęty tym poruszeniem, zeskoczył z kanapy i zajął się myciem łapy na środku podłogi. April, korzystając z okazji, wpakowała się Teddy na kolana.
— Zaprowadzić Cię chcę w piękne, czarowne miejsca... — zanuciła cicho, zaczesując jej włosy za uszy. Wsunęła dłonie pod koszulkę, przesunęła palcami po jej bokach. Uśmiechnęła się łobuzersko, kierując dłonie na jej plecy. Pocałowała ją mocno i głęboko, wciąż kompletnie nią nieznudzona i nadal wiecznie niezaspokojona. Sprawnym, wyćwiczonym ruchem rozpięła jej stanik. Równie sprawnie wysunęła go spod materiału bluzki, przerywając pocałunki tylko na ten moment. Pchnęła biorami, by być jeszcze bliżej jej ciała. Dłoń znowu wylądowała pod koszulką. Przesunęła leniwie po jej brzuchu i piersi, zahaczając o sutek niby całkowitym przypadkiem. Mruknęła zadowolona, przygryzając jej dolną wargę. Zastygła na moment w bezruchu, jakby coś sobie przypomniała. Odsunęła się powoli, wyswabadzając ręce spod materiału.
— Ach, w sensie, że chcesz jechać teraz? — dopytała, udając, że kompletnie tego wcześniej nie zrozumiała. Znów uśmiechnęła się przepraszająco, nie chcąc, żeby Darling byla na nią zła za to całe gapiostwo!
— To chodź — rzuciła wesoło, schodząc z niej. Radosnym krokiem udała się do sypialni, żeby stamtąd zgarnąć najpotrzebniejsze rzeczy i odnaleźć kluczyki w gąszczu swoich szpargałów

Upojny dreszcz. Poznamy też. I ja i ty.
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie chciała być kolejnym powodem, dla którego April darła koty ze swoimi rodzicami. Sama myśl o tym sprawiała jej dyskomfort. Niby partnerka wielokrotnie zapewniała ją, że to nie tak, że konflikty z Finchami nie mają z nią nic wspólnego, ale Teddy nie była naiwna. Finchowie darzyli ją wyraźną niechęcią. I nawet jeśli nigdy nie powiedzieli tego wprost, było to aż nazbyt oczywiste. Dlaczego właściwie tak się działo? Trudno było jej to jednoznacznie określić. Może dlatego, że od zawsze spędzała z ich córką mnóstwo czasu i wyciągnęła ją z szafy. A teraz dodatkowo zdecydowały się na związek, co z pewnością doprowadzało ich do szału. Teddy zupełnie tego nie rozumiała. Przecież nie była żadną kryminalistką. Nie wciągała ukochanej w kłopoty ani nie sprowadzała jej na złą drogę. Ba, uważała, że April spotykała się wcześniej z o wiele gorszymi dziewczynami. Serio. Niektóre z nich były chodzącą definicją złego pomysłu. Przy nich Teddy wypadała wzorowo. Odpowiedzialna, spokojna, lojalna. Żadna z poprzednich dziewczyn Finch nie dorastała jej do pięt. A mimo to to właśnie ona była problemem. Najbardziej jednak nie potrafiła pojąć, jak można nie cieszyć się szczęściem własnego dziecka? To było absolutnie niezrozumiałe. W takich sytuacjach jej rodzice reagowaliby zupełnie inaczej. Wystarczyło, żeby powiedziała im, że jest z kimś szczęśliwa, a wtedy oni automatycznie również byli szczęśliwi. Była pewna, że Darlingowie zaczną skakać pod sufit z radości, gdy w końcu się dowiedzą, że te dwie nareszcie się zeszły. Właściwie już dawno kibicowali im bardziej, niż ktokolwiek inny.
Uniosła się na łokciu i wychyliła zza książki, upewniając, czy Finch w ogóle jej słucha. Oczywiście nie słuchała. A przynajmniej sprawiała takie wrażenie. Teddy pokręciła głową z udawanym niedowierzaniem i dopiero, gdy ta odłożyła konsolę na stół i i zbliżyła się do niej, uśmiechnęła się w jej usta.
Dziwy pokażę ci... — zanuciła, zupełnie myląc wersy i zapominając języka w gębie. Zawsze tak się działo, kiedy April do niej lgnęła. — Zwariowałaś? Czekałam na odpowiedni moment. Przez ostatnie dwa dni ciągle padało, wcześniej jakoś się nie złożyło, a dzisiaj... — urwała, bo partnerka wkradła się dłońmi pod jej koszulkę. T
Teddy zassała głośno powietrze i wraz z utrata stanika, straciła rezon i na wycieczkę. Odwzajemniła pocałunek, pogłębiając go jeszcze bardziej. I już łapała za gumkę spodenek Finch, już chciała pociągną je w dół, kiedy ta po prostu z niej zlazła.
Co? — wyrzuciła w zdumieniu, nakręcona i porzucona. — Nie możesz mi tak robić! — zawołała za April, która już dziarskim krokiem ruszyła do sypialni. — To powinno być, kurwa, karalne! — jęknęła żałośnie, przyciskając sobie palce do skroni. Wzięła kilka głębszych oddechów, żeby uspokoić szaleństwo w podbrzuszu i sama zwlekła się z kanapy. Musiała ściągnąć koszulkę, zapiąć stanik i założyć ją ponownie. Same utrudnienia!
Powlekła się do kuchni, patrząc na partnerkę spod zmrużonych powiek, a potem sięgnęła po bluzę z kapturem. Teoretycznie było ciepło, ale po deszczu mogło trochę wiać. Przeszła do frontowych drzwi, które przytrzymała, żeby przepuścić Finch i poczekała aż ta wyjdzie i zamknie apartament.
Masz jakąkolwiek wizję? — zapytała, wskakując do samochodu na miejsce pasażera. — Czy zamierzasz jechać przed siebie aż skończy się droga, wpadniemy do oceanu i się utopimy? — wprawdzie Darling mogłaby robić za nawigację, ale przecież ukochana sama chciała być sobie sterem, okrętem i żeglarzem, a ona miała się nie wtrącać.

jak na nią patrzę, ekg tańczy mi kankan 💃🏼
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Drażnienie się z Teddy zaliczała do jednego ze swoich ulubionych hobby. A może nawet było tym jednym jedynym? Jakby ktoś przystawił jej pistolet do głowy i kazał z czegoś zrezygnować, to na pewno nie padłoby na nią. Odrzucałaby dziesiątki rzeczy, którymi się jarała w życiu, jedna po drugiej, ciągle odsuwając partnerkę na dalsze miejsca, nie będąc gotową skreślić jej z listy. Ostatecznie zostałaby jej tylko ona. Mogłyby oczywiście trwać w tej relacji bez denerwowania się, ale co to w ogóle za zabawa? Wiadomo, że trochę trzeba było się drażnić. Moment, w którym Finch przestanie z niej głupio żartować albo próbować testować jej kolejne granice cierpliwości i poziom zauroczenia, będzie momentem, w którym strażaczka będzie mogła odejść w swoją stronę, bo April przestanie ją kochać. Ale czy to w ogóle było możliwe? To może – będzie mogła odejść w swoją stronę, bo April będzie martwa. O, tak lepiej.
— Możesz mnie potem ukarać — zawołała z sypialni słodkim tonem. Spodobał jej się ten pomysł. Podsuwając jej takie myśli do głowy, Darling na pewno nigdy nie obrzydzi jej tego irytowania i będzie musiała tak żyć aż do ostatniego oddechu którejś z nich. Nie było szans, że April tak łatwo uwierzyła, że jej się to nie podoba.
Wciągnęła przez głowę przyduży longsleeve z chłopakami z Outkast, zawiesiła okulary przeciwsłoneczne z różowymi szkłami za kołnierz, dokopała się do butelki na wodę i wróciła do salonu. Nie potrzebowała zbyt wiele. Wsunęła Teddy do kieszeni dwa batoniki i po kilku kurwach rzuconych w eter poprosiła ją, żeby do niej zadzwoniła, bo nigdzie nie mogła znaleźć telefonu. Wygrzebała go spod kanapy, pożegnała się z kotem i ruszyła w stronę samochodu.
— Będę mknąć w stronę oceanu, ale na moje teraz wyskakujemy z samochodu, robimy fikołka i potem patrzymy, jak topi się ten facet z bagażnika. No wiesz, jak w GTA — wyjaśniła plan, wsuwając kluczyki do stacyjki. To była fajna misja, zawsze chciała odwalić coś takiego. Ale byłoby jej szkoda samochodu. I tego faceta z bagażnika też. Niestety fakt, że spędziła w Los Santos setki godzin w ogóle nie zrobił z niej gangsterki, którą zawsze chciała być. Do dupy to wszystko!
— Może zacznę od pokazania ci najpiękniejszego widoku na świecie? — zaproponowała, włączając jedną ze swoich playlist w samochodowym radiu. Ostrożnie wyjechała z podjazdu i ruszyła ulicami w stronę obrzeży. Wyjechanie z miasta nie powinno zająć im zbyt długo. Zdecydowanie nie miała ochoty na bujanie się po centrum.
— No patrz się na mnie, czemu nie korzystasz? — Dźgnęła ją zaczepnie w bok, sugerując, że ten widok to... już. Wiadomo, że ona była najpiękniejsza w świecie! A Teddy myślała, że niby co? Jadą gapić się na fale z jakiegoś klifu? To też. Ale pejzaż, w stronę którego zmierzały, był dopiero na drugim miejscu. April miała dziś dobry humor i była przekonana, że nic się nie może równać z nią samą.
— Pomyślałam też o jakichś nielegalnych wyścigach. Już wszystko wiem od Kiry! Liczę, że damy radę narobić tyle zamieszania, żebyśmy potem uciekały przed policją. Jak w NFS Most Wanted. — Analogie do gier dobrze jej dzisiaj wchodziły. Może nawet dałoby się uwierzyć w ten plan, gdyby teraz nie sterczały w małym korku, próbując przedostać się przez skrzyżowanie prowadzące do głównej drogi wyjazdowej z miasta. Oczywiście takie zabawy kompletnie nie były w stylu April, umarłyby na pierwszym zakręcie i w ogóle byłoby dość koszmarnie. No i przede wszystkim wolała wysyłać siostrze durne memy, a nie dyskutować z nią o samochodach.

Brand new SQ8, obok moja shawty
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miała nic przeciwko takiemu droczeniu. A właściwie, to miała, ale praktyce sama wcale nie była lepsza. Potrafiła odpłacać pięknym za nadobne, czasem nawet z nawiązką. Nakręcała April do czerwoności, z czystą premedytacją, a gdy już osiągnęła swój efekt potrafiła, jak gdyby nigdy nic, wrócić do wcześniejszego zajęcia z niewinnym uśmiechem. Ale robiła to wszystko z miłości! I trochę dlatego, żeby Finch nie znudziła się nią za szybko. Najlepiej nigdy. Teddy była fatalna w kłótniach, ale jeśli chodziło o subtelne zaczepki, które potrafiły doprowadzić do szału, to w tym niewątpliwie była absolutną mistrzynią. I korzystała z tego bez skrupułów!
W głowie już obmyślała odpowiednią karę. Opcji było wiele. Mogła udawać obrazę przez pół dnia, co w przypadku Darling byłoby spektaklem tak przesadnym, że Finch prawdopodobnie przejrzałaby ją po trzech minutach. Mogła też zastosować klasyczną strategię drobnych złośliwości. Ale była też trzecia opcja w postaci słodkiej zemsty. Ta zdecydowanie podobała jej się najbardziej. Finch pożałuje, że w ogóle posunęła się do tak niecnego czynu!
A jak wyskoczymy zbyt wcześnie i rozwalimy się o skarpę? Przewidujesz nam kolejne życie i możliwość powtórzenia misji? — zapytała i zsunęła okulary przeciwsłoneczne na nos. — Albo chociaż jej pominięcie? — Teddy nigdy nie zapomni tego uczucia wstydu, jaki jej towarzyszył, kiedy gra pytała ją, czy chce pominąć wątek, bo zginęła zbyt wiele razy. Wprawdzie wystarczyło zmienić poziom trudności, ale tylko frajerzy grali na tym najniższym. Darling zawsze próbowała do upadłego, choćby miała wypruć sobie żyły i zesrać się z wysiłku.
Oczywiście, że April była dla niej najpiękniejszym widokiem na świecie! No z tym to nawet nie próbowała się sprzeczać. Zawsze wpatrywała się w nią, jak w obrazek, nie widząc niczego poza jej śliczną buźką i wspaniałym ciałem.
Ach, przepraszam! Myślałam, że chodzi ci o tamtą farmę z hibiskusami — powiedziała, przechylając głowę i wskazując dłonią na rozciągające się po prawej stronie pole. Za niskim kamiennym murkiem ciągnęły się rzędy biało-różowych kwiatów, które ktoś najwyraźniej zasadził dla ozdoby przy swojej bogato zdobionej posiadłości. W słońcu płatki połyskiwały delikatnie, poruszane leniwym podmuchem wiatru. Widok był całkiem przyjemny, ale przy Finch i tak wypadał dość blado. — No już dobrze! — uniosła ręce w obronnym geście, jakby spodziewała się zaraz kolejnej uwagi. Na jej ustach pojawił się krótki, zaczepny uśmiech. — W takim razie nie musiałyśmy nawet wychodzić z domu. Mogłyśmy spokojnie dokończyć to, co zaczęłaś na kanapie, wiesz? — cmoknęła znacząco i posłała April spojrzenie, które mówiło więcej niż słowa.
W ten sposób dawała jej jasno do zrozumienia, że jeszcze długo o tym nie zapomni. Długo w przypadku Teddy oznaczało jednak najwyżej pół godziny. Nie należała do osób szczególnie pamiętliwych, a jeśli chodziło o Finch, jej złość potrafiła wyparować właściwie natychmiast.
Teraz to wygadujesz bzdury. Nie masz żadnego pojęcia o wyścigach samochodowych — zaśmiała się, jednak bez złośliwości. Sama nie interesowała się samochodami pod względem wydajności i mocy silnika. Może i umiała zmienić koło, a drobne usterki naprawiała sama, ale oglądanie zawodów F1 wydawało jej się najnudniejszym sportem świata. Serio! Jak kogoś mogła ciekawić ciągła jazda w kółku? Chyba tylko siostrę April. — A Kira dalej bawi się w nielegalną jazdę po nocach? Nie boi się, że kiedyś pójdzie za to siedzieć? Albo że się zabije? — zerknęła na partnerkę i zabębniła palcami o drzwi, bo chociaż miały zielone światło, stojący przed nimi Nissan dalej tkwił w miejscu.
Teddy, niewiele myśląc, wyciągnęła rękę i kilkakrotnie nacisnęła na klakson, czym zmusiła kierowcę do wciśnięcia gazu. Zerknęła przepraszająco na partnerkę, bo miała się nie wtrącać, ale przecież żadna z nich nie chciała sterczeć w korku aż zapadnie zmrok.

na titanicu mogę płakać ci na barku, a potem w parku mogę bronić nas od karków
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Spodziewała się dotkliwiej i okrutnej kary. Takiej, która doprowadzi ją do ciężkiej kurwicy. Wyprowadzenie jej z równowagi było bardzo proste, a Teddy znała ją na tyle, by zrobić to bez żadnego wysiłku. Można powiedzieć, że igrała z ogniem, drażniąc się z nią. A przecież z ich dwóch była tą dużo mniej przystosowaną do walki z tym żywiołem. A jednak szła w zaparte i szukała nowych metod na drażnienie swojej partnerki. Wychodzi na to, że była jednak strasznie durna i nie miała instynktu samozachowawczego.
— Żadnego pomijania. Cofnięcie do ostatniego punktu kontrolnego. — Nie była z tych, które uparcie grają na najwyższym poziomie trudności, nawet jeśli nie wychodzi. Jasne, wolała najpierw spróbować trudniejszej wersji, ale jeśli kończyla jej się cierpliwość, po prostu ułatwiała sobie zadanie. Ale żeby tak omijać jakiś fragment gry? Bez przesady. Chciała poznać całość, a nie wygodne fragmenty.
Obróciła głowę, by spojrzeć na wspomniane przez nią kwiatki. Wyglądały całkiem uroczo, ale na pewno nie tak dobrze, jak ona sama. Bez przesady! Jak strażaczka chciała znaleźć jakąś konkurencję, to musiała się bardziej postarać. To w ogóle nie robiło na April odpowiedniego wrażenia. Skwitowała widok wzruszając ramionami.
Ja coś zaczęłam? A jak miałoby się to skończyć? — Uśmiechnęła się niewinnie, wyciągając rękę w jej stronę. Pogłaskała z czułością jej policzek, przesunęła palce w dół na szyję i skierowała się w stronę karku. Może nie musiała co rusz zmieniać biegów i mogła poświęcić więcej czasu na mizianie jej ciepłej skóry, ale taka pozycja była zdecydowanie niebezpieczna i nieodpowiedzialna. Ręka grzecznie wróciła na kierownicę.
— Żeby odczuwać coś tak racjonalnego jak strach, to trzeba być inteligentnym stworzeniem. Moja siostra jest nieustraszona — prychnęła zażenowana postawą młodszej Finchówny. Tłumaczenie jej życia mijało się z celem. April zauważyła to mniej więcej pod koniec podstawówki. Nigdy nie przyjmowała jej złotych, cennych rad. Nijak nie korzystała z faktu, że ma taką fajną i światłą starszą siostrę.
Uniosła brwi, przyglądając się jej z niedowierzaniem. Nie spędziły w trasie nawet piętnastu minut, a ona już nie potrafiła utrzymać rąk przy sobie? Wycieczka zapowiadała się naprawdę uroczo. Która szybciej będzie miała dość? Darling nie wytrzyma presji i dziwnych decyzji za kółkiem? A może Finch uzna, że otrzymała o jeden komentarz lub poprawkę za dużo i po prostu wysiądzie z samochodu, a do domu wróci na piechotę? Trudno powiedzieć.
— Jesteś niemożliwa. Powinnam cię jakoś dyscyplinować za każdym razem, kiedy się wtrącisz. — Przyspieszyła, wjeżdżając wreszcie na porządną, szeroką drogę. Kusiło ją przez moment, żeby włączyć nawigację, ale szybko wytłumaczyła sobie w głowie, że to byłaby straszna nuda. Na pewno wystarczyło jechać prosto, żeby wydostać się z tej autostrady i wjechać na jakąś międzymiastową, pustą trasę. Czy to w ogóle była autostrada? Powinna chyba lepiej zastanowić się nad nazewnictwem ulic, zanim dociśnie pedał gazu. Ale przyspieszanie było o wiele fajniejszą zabawą. Wszyscy tu mknęli z porządną prędkością, nie miała zamiaru być gorsza.

Shawty sama zmienia bieg, robi mi trik jak Zеke i Luther
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cofnięcie się do ostatniego punktu kontrolnego po tym, jak roztrzaskają sobie głowy na jakimś klifie? W prawdziwym życiu to chyba tak nie działało. Niby Teddy wierzyła, że w miłości umiera się parami, co nie było już w tych czasach za bardzo mainstreamowe, ale chyba wolała tego nie sprawdzać. Już wystarczyło, że codziennie ryzykowała własne życie, pakując się prosto w rozszalałe płomienie, zarówno w pracy, jak i związku. Nie raz przekonała się, że April była czymś więcej niż ogniem. Była wulkanem, a przy tym kimś zdecydowanie trudniejszym do opanowania. Przy niej gaszenie pożarów okazywało się zadziwiająco łatwe.
Bo ja wiem? Może moją głową między twoimi udami? Ale teraz już się o tym nie przekonamy — wzruszyła lekko ramionami. Kara musiała być konkretna. Jak Finch nie dostanie nauczki, to przecież nigdy się nie pojmie, że każde działanie ma swoje konsekwencje. Może jak ją przez chwilę wypości, to następnym razem pomyśli, zanim odstawi taki numer.
Zamyśliła się na moment, kiedy ukochana wypowiadała się na temat swojej najmłodszej siostry. Darling nie uważała, żeby Kirze brakowało piątej klepki. Właściwie, to imponowała jej tym byciem nieustraszoną i pod niektórymi względami nawet się z nią utożsamiała.
Czyli uważasz, że też jestem głupia? — zerknęła podejrzliwie na partnerkę po tym, jak ta zabrała rękę z jej karku. — Nie znam pojęcia strachu, w końcu wyciągam ludzi z płonących budynków. Poza tym jeżdżę na motocyklu, co czyni mnie potencjalnym dawcą narządów. No i lubię ekstremalne sporty. Wszystko się zgadza — wyliczyła, uświadamiając sobie, że naprawdę niewiele ją w życiu przerażało. Poza pająkami. Swoją drogą, jeśli tak lepiej się zastanowić, to April wychodziła przy niej na skończoną nudziarę, a nie odwrotnie.
Nie mogła powstrzymać się od tego naciśnięcia na klakson. Zwykle nie jeździła brawurowo, ale nienawidziła, jak ktoś wlekł się jak tren sukni. To samo dotyczyło ze zwykłym przemieszczaniem się pieszo, bo Teddy zawsze wymijała wszystkich, którzy szli zbyt wolno. Może to przez to, że sama wiecznie wszędzie pędziła.
Tak? I jak chcesz mnie niby dyscyplinować? Dostanę po łapach? — wyciągnęła rękę i umieściła ją na kolanie Finch. Przez chwilę tylko trzymała dłoń w jednym miejscu, ale stopniowo zaczęła przesuwać ją nieco wyżej. — Co zrobisz? Każesz mi się przesiąść do tyłu? — wymownie zerknęła przez ramię. Tylne fotele niby istniały, ale Teddy miałaby sporą trudność, żeby się tam ulokować. Miała za długie nogi.
Ruchliwe miasto ustąpiło miejsca dwupasmowej drodze, która przecinała krajobraz jak szeroka, ciemna wstęga. Nie była to autostrada, raczej droga szybkiego ruchu, o czym przypominały znaki ograniczenia prędkości stojące w regularnych odstępach przy poboczu. I mimo że trasa wydawała się prosta, chyba za jakiś czas powinny zjechać z trasy, żeby gdzieś dojechać? Gdzie? Tego już nie wiadomo. Darling na miejscu April włączyłaby nawigację, żeby mieć przynajmniej orientacyjne pojęcie o terenie i uniknąć nieprzejezdnych odcinków czy nieplanowanych objazdów. Jednak przecież obiecała się nie wtrącać! Za to nie było mowy o rozpraszaniu, dlatego ręka Darling, kierowana własną wolą, całkowicie przypadkowo, znalazła się między nogami Finch.
Spójrz, jakie ładne słoneczniki — mruknęła tuż przy jej uchu. Przed nimi rozciągały się ogromne złociste pole, falujące pod delikatnym podmuchem wiatru. Jednakowe, wielkie kwiaty, mieniły się promienistymi płatkami w odcieniach intensywnej żółci. Całość ciągnęła się daleko, aż po horyzont, gdzie wspomniana żółć spotykała się z błękitem nieba.

dajmy topić się euforii, a entropii dajmy spokój
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie istniały raczej konsekwencje, które mogłyby April czegoś nauczyć. Narobiła w życiu całą masę kretynizmów, a za niektóre było jej nawet wstyd. Masa z nich była całkowicie jej winą. Czasem świat i ludzie wokół ją prowokowali, a ona się głupio dawała, ale raczej psuła rzeczy ze swojej winy. Może utrata Teddy byłaby wystarczająco otrzeźwiająca? Jej by się oczy otworzyły, jak jej by się zamknęły. Ale przecież do tego nie dojdzie! Przyczepiła się do niej pazurami i nie pozwoli na zostawienie się, choćby nie wiem co. A jak zginie w płomieniach, to April zalegnie od razu obok niej. Musi wybrać sobie na zaś jakąś ładną urnę, skoro teraz jest z kobietą o życiu podwyższonego ryzyka. Najlepiej z jakimiś diamencikami. Albo z takimi cekinami, co jak się po nich przejedzie ręką, to się objawia inny wzór.
— Twojej pracy do tego nie zaliczam, bo to bohaterstwo. Ale cała reszta? No tak, jesteś dość głupia, Teddy. Ale akurat w tobie to wszystko jest przede wszystkim wykurwiście seksowne — zapewniła, puszczając do niej oczko. Jej serce pewnie wolałoby, gdyby idealnym planem na wieczór dla Darling była wspólna sesja rpg przy stole, a nie zwisanie głową nad basenem z rekinami, czy co ona tam wyprawia dla adrenaliny, ale cóż. Ale cała reszta jej ciała chciała ją w tym wszystkim oglądać. Nie będzie jej tego wszystkiego bronić. Niech się bawi! Tylko niech nie umiera. Na samą myśl o tym odważnym wariactwie zrobiło jej się cieplej. Teddy jarała ją na desce, na motocyklu, na bungee... właściwie to jarała ją wszędzie. na kanapie pod kocem też.
— Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że tobie się naprawdę wydaje, że ja cię nie dam rady zdyscyplinować. Brutalnie zniewolić. Totalnie zdominować. — Spojrzała na nią, uśmiechając się łobuzersko. Sprawiała wrażenie wyjątkowo pewnej siebie, jakby jej opowiadała, że jutro znów wstanie słońce. Dłoń na udzie jej nie wybiła z rytmu. Przeciwnie. Poprawiła się nieco w fotelu, sprawiając wrażenie jeszcze bardziej przekonanej o własnych zdolnościach. Groziła tym wszystkim od jakiegoś czasu i faktycznie jeszcze nie miała okazji udowodnić jej, że w ogóle nie żartowała. Ale przecież nie może od razu odkrywać przed nią wszystkich kart.
Ograniczenia prędkości jakoś nie przyciągały jej uwagi. Mignęło jej jakieś i nawet zarejestrowała widniejącą na nim liczbę kątem oka. Licznik samochodu wskazywał nieco więcej. No trudno! Ale nie popadała w jakąś skrajność. Nie zapierdalała przecież sto pięćdziesiąt po terenie zabudowanym. To było kontrolowane szaleństwo.
Zacisnęła palce mocniej na kierownicy, gdy poczuła dłoń Teddy między nogami. Drgnęła zaskoczona bliskością jej głosu. Przeniosła wzrok na kwiaty i uśmiechnęła się pod nosem. Te wyglądały naprawdę ładnie. Nadal nie tak, jak ona, ale był w nich potencjał. Nijak jednak miały się do jej ukochanej, na którą wreszcie spojrzała. Poczuła rozlewające się po ciele ciepło i spokój. Nie miała żadnych wątpliwości, że była dokładnie w tym miejscu na świecie, w którym powinna być.
Skręciła wreszcie w jakiś zjazd, przeczuwając, że to idealny moment. Specjalnie nie patrzyła na znaki, które informowały, dokąd prowadziła ta droga. Nie na tym przecież polegała zabawa. Zwolniła nieco, nie chcąc wpaść w poślizg na krętej drodze, którą musiały wydostać się z orbity Honolulu. Na szczęście nie było to trudne. Po paru chwilach wjechała na długaśną, prostą szosę. Sięgnęła po okulary, założyła je. Słońce wyszło zza chmur, oświetlało wilgotne liście albicji, które rosły wzdłuż drogi po obu jej stronach. Rozłożyste korony momentami stykały się ze sobą nad drogą, tworząc zielone tunele. Promienie przebijały się śmiało przez gałęzie, tworząc naprawdę piękny widok. Finch podgłośniła nieco muzykę i znów przyspieszyła. Dokładnie tego oczekiwała po tej wycieczce.
— Jak skończymy na jednym z tych drzew, to będzie wyłącznie twoja wina — ostrzegła ją lojalnie, nie robiąc jednak niczego, co mogłoby chociaż zasugerować, że nie życzyła sobie jej dotyku.

Ratuj mnie Z pożarów i wyławiaj z rzek. Zostań tu, Mów o wszystkim o czym chcesz
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nikt nie zamierzał umierać. A już na pewno nie Teddy. Problem polegał tylko na tym, że Teddy od lat prowadziła z losem dość osobliwą grę w zobaczymy, kto pierwszy mrugnie. I zwykle robiła to stojąc w płonącym budynku, z wężem strażackim w ręku i hełmem przekrzywionym na bok jak ktoś, kto wcale nie traktuje ognia za realne zagrożenie. A potem jeszcze miała czelność twierdzić, że nie ma na nic wpływu. Oczywiście, że miała. Na przykład podpisała to absurdalne oświadczenie woli o niepodejmowaniu reanimacji w razie ciężkich obrażeń. Świadoma i dobrowolna decyzja. Tak się kończy, kiedy ktoś z kompleksem bohatera dostaje do ręki długopis. Bo taka właśnie była Darling. Bohaterka z gatunku tych najbardziej irytujących. Tych, którzy naprawdę w to wierzą. Tych, którzy wbiegają w ogień, bo ktoś przecież musi, a skoro już stoją najbliżej drzwi, to w sumie czemu nie? Właśnie przez ten jej genialny pomysł z papierkiem April powinna się poważnie zastanowić nad logistyką własnego pogrzebu. Jeśli miała umrzeć razem z nią, a przy Teddy był to scenariusz statystycznie całkiem prawdopodobny, może warto się przygotować? Urna. Kwiaty. Lista osób, które absolutnie nie mogą dostać mikrofonu przy przemowie. No i oczywiście muzyka! Darling jeszcze się nie zdecydowała, co by to było. W końcu ostatnie wrażenie to ważna sprawa! Może Girl on Fire, Alicii Keys? Tematycznie byłoby idealnie, a symbolika aż się o to prosiła.
Sama jesteś głupia. Powinnaś cieszyć się, że twoja dziewczyna ma tyle hobby i jest taka sprawna fizycznie — wystosowała argument na bardzo wysokim poziomie. Na co tu w ogóle narzekać?
Wszystkie jej aktywności były niesamowicie ekscytujące! A sesje rpg? To dopiero straszna nuda! Jak przez tyle godzin można gnić przy stole, gdzie jedynym ruchem było turlanie kostek? Lepiej pójść na ściankę wspinaczkową, skakać z platformy do wody, kicać na trampolinach albo założyć rolki i szlifować nowe triki na rampach w skateparku. A to tylko garstka, bo możliwości było mnóstwo! Jeśli Teddy zdecyduje się kiedykolwiek wziąć udział w grze fabularnej, to będzie oznaczało, że się pochorowała. Albo całkowicie oszalała z miłości. Pewnie to drugie.
Nie mogła powstrzymać krótkiego śmiechu, kiedy Finch z powagą zaczęła mówić o dyscyplinie. Nie dlatego, że nie była zdyscyplinowana, jako strażaczka działała według procedur z taką precyzją, jakby ktoś wbudował jej w głowę instrukcję obsługi świata w twardej oprawie. Ale w życiu prywatnym? Cóż. Teddy bardzo chętnie zobaczyłaby, jak to działało w praktyce u poprzednich partnerek April. Czy rzeczywiście pozwalały się tak ustawiać? April coś mówiła, a one natychmiast dochodziły do wniosku, że to świetny pomysł i zachowywały się według jej widzimisię? To nie tak, że Darling nie potrafiła się podporządkować. Potrafiła! Problem polegał na tym, że najpierw musiała dojść do wniosku, że ma na to ochotę.
Cokolwiek powiesz, kochanie — przytaknęła, dla świętego spokoju. — Możesz mnie nawet ubezwłasnowolnić, jeśli chcesz — podrzuciła jej pomysł, czego od razu pożałowała, bo ukochana na bank weźmie to sobie do serca. Z drugiej strony, co miała zrobić? Zapierać się i wykłócać, że tak nie będzie. Finch i tak wiedziała swoje, a każdy kto ją znał - a Teddy znała akurat najlepiej - przynajmniej raz przekonał się o tym, że jak ta ubzdura sobie coś w głowie, to nie ma przeproś.
A dlaczego niby mamy skończyć na drzewie? — udała wielce zaskoczoną, w międzyczasie wsuwając palce pod nogawkę jej spodenek. — Może po prostu skup się na drodze, co? Nie chcesz chyba, żebym pomyślała, że nie umiesz jeździć? — uśmiechnęła się zawadiacko, zahaczając kciukiem o materiał majtek. Skoro April nie dawała się sprowokować i zgrywała taką niewzruszoną, to nikła szansa, że wbiją się przydrożne drzewa i nie musiały zawczasu wybierać urn.
Darling kontynuowała eksplorację, kiedy szosą czmychnęła jakaś ciemna sylwetka, która z ledwością uniknęła kół rozpędzonego samochodu. Ale nawet w takim momencie strażaczka nie cofnęła ręki.
To tylko dzik — stwierdziła, spoglądając na zwierzę, które zatrzymało się na poboczu. Co z tego, że ten tylko dzik mógł je zabić. Sio sio sio!
Warto jednak pamiętać, że dzikie świnie przemieszczały się w grupach, więc jeśli na drogę wybiegł jeden, to po chwili mogły pojawić się kolejne.

chciałbym zatrzymać czas, kiedy patrzę na nią
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”