34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wszyscy zgodnie spojrzeli na Williama kiedy zapytał dlaczego on odpadł z tego konkursu, Madox nawet chciał sięgnąć i go poklepać po głowie, pac pac, ale był związany. Zrobiła to ta blondynka, a potem powiedziała o tym, że chciał nasikać na publiczność.
- Ale syf stary... - aż pokręcił głową, bo był ZDEGUSTOWANY. A dopiero zdegustowany to musiał być naćpany Madox przyjemniaczek, który śpiewał Jolene… I Dolly Parton też musiała być.
W końcu ich odwiązali i dali im ciuchy, chociaż te szaty były przepiękne, to jednak Madox je bardzo chętnie zrzucił i znowu zaświecił gołym tyłkiem, ale zaraz już się poubierali. Osobno wyglądali głupio... A razem to w ogóle jak dwa debile. No ale lepsze to niż parada przez pustynie na golasa.
Za to potem i tak zaczyna się jakaś dziwna podróż przez te piaski, co trzy wydmy oni się zatrzymują, siadają gdzieś w piachu i gadają, po drodze spalili blanta i wywalili chyba po pięć piw, na koniec, to słońce już im nieźle przygrzało, ale doszli w końcu do tej drogi.
Oczywiście Madox opowiedział o Meksyku jak tam było zajebiście i co robili z Pilar, a robili fajne rzeczy, oni zawsze takie robią zresztą. Poskarżył się też na to, że odzyskał matkę, a potem ją stracił, bo się okazało, że ona mu dała szpiega do klubu Maddie, którą teraz Noriega musiał zwolnić. Przedyskutowali to, kto mógłby zostać nowym menadżerem Emptiness, ale oprócz Shreka, to nikogo nie wymyślili. A Madox w końcu powiedział, że Shreka nie chce.
Wypytywał za to o to co William robił na La Palmie i czy on chce też się oświadczyć Charlotcie, to może by wzięli podwójny ślub, jak już się rozwiodą. Potem obgadali Peach, że to dziwne, że jest taka hot a poszła do jakiegoś programu szukać męża, zgodnie przyznali, że jakby byli wolni to by się jej oświadczyli. Potem Madox się śmiał, że jakby był Ricardo to by pewnie z nim William wziął ślub, ale przecież Richie już miał żonę, to by poszedł do paki, więc dobrze, że go nie było. Jak wszedł temat kawalerskiego w Bangkoku to Madox oczywiście powiedział, że on by wolał gdzieś w Ameryce Południowej, więc zaczęli się zastanawiać gdzie by mogli, bo może do Brazylii, albo Argentyny? Chociaż Will jeszcze mówił coś o jakiś Mazurach i Madox mu musiał sprawdzić gorączkę macając go po twarzy.
Na szczęście już są na tej drodze i Wiliam wystawia kciuk akurat w momencie, w którym mija ich jakaś banda motocyklistów.
- Ej stary... - zaczął Madox, bo miał jakieś złe przeczucia, ale te motocykle już się zatrzymują, a Patelek nawija, że łapią stopa do Vegas, więc Noriega już się nic nie odzywał, tylko pokiwał głową. A ten wielki chłop, który na kasku narysowaną miał czachę w płomieniach zaraz rozporządza gdzie mają siedzieć.
- A może ja... - zaczął Madox i już miał się kłócić z Willem, że może on w tym wózku, bo jest grubszy od Patela i nie wie czy się zmieści z tym małym na motorze. Ale płonąca czacha spojrzał na niego jakoś krzywo - dobra, dobra... - rzucił Noriega i tylko wcisnął Willowi tą torbę z hajsem, a sam już wsiada na motocykl do małego grubasa - Madox jestem - wyciągnął do niego rękę, żeby się przywitać, bo chyba tak wypada, jak się komuś ujeżdża harleya, czy coś.
- Sunny - odpowiedział mały i mocno uścisnął Madoxową rękę.
- Ładnie - rzucił tylko Noriega, ale zaraz pośpiesza ich ten wielki, więc Madox już usiadł na motorze za Sunnym zakładając na głowę kask, aż tą swoją czapeczkę musiał sobie wsadzić z tyłu w gacie, bo może mu się jeszcze przyda nie? Dostał kask ze słoneczkiem, zresztą jak jego towarzysz motocykla.
- Trzymaj mnie mocno - rzucił jeszcze Sunny, a Madox co miał zrobić? Trzymał mocno.
Silniki warknęły i ruszyli w dalszą drogę.
A za dziesięć kilometrów zatrzymali się na jakiejś obskurnej stacji, słońce już zachodziło za horyzont. Motocykliści pozsiadali ze swoich rumaków, Madox i Sunny też. Oni się tankowali, a Noriega i Will stanęli sobie z boku. Madox się przeciągnął i odchylił do tyłu.
- Je jebie, ale mnie napierdala dupa - rzucił, bo to siedzenie było takie niewygodne.
Ale jakiś gościu, który opierał się pod ścianą obok szyldu z napisem Little Ice Cream zaraz na nich zagwizdał.
- Ej chłopaki jesteście z tymi motocyklistami? - zapytał, a Madox przechylił na bok głowę. To chyba była jakaś lodziarnia, ale szyld miała świecący, trochę burdelowy...
- Ta, a co? - zapytał Noriega. A facet zaraz odepchnął się od ściany, kiedy podszedł bliżej okazało się, że ma na sobie kabaretki i buty na obcasie. Madox z Willem popatrzyli po sobie, a gość w kabaretkach już zagadywał do Sunnyego i ognistej czachy.
- Dobra, robimy postój na piwko - oznajmił Sunny, który do nich podszedł, a zaraz wszyscy zgodnie ruszyli do małego lodzika
I zaraz okazało się, że to wcale nie jest lodziarnia.

William N. Patel-Noriega
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Chyba pierwszy raz w życiu jadę na harleyu, chociaż właściwie to obok, ale wrażenia są tak samo niesamowite, co rusz wyrzucam do góry ręce, czując mocne podmuchy wiatru między palcami i nawijam, że jest cudownie, to się nazywa wolność i może jednak dołączę do nich jak sobie kupię też taki motor. Chociaż ja auto ledwo potrafiłem prowadzić, to co dopiero harleya? Pewnie rozbiłbym się na pierwszym lepszym płocie. Mój towarzysz w ogóle nie odpowiada, chociaż kilak razy widzę coś w rodzaju uśmiechu na jego twarzy, więc chyba nie zanudzam aż tak bardzo. Dojeżdżamy do obiecanej stacji, wszyscy zsiadają ze swoich motocykli, a ja wychodzę z wózka i kilka razy przestępuję z nogi na nogę, żeby rozprostować kolana - A mnie kolana, to wcale nie jest takie wygodne jak się wydaje - mówię do Madoxa i już mam pytać czy jednak nie chce się zamienić miejscami w dalszej drodze, ale przerywa nam przeciągły gwizd. Zresztą rządził tu per płonąca czacha, wolałem się z nim nie spierać, a skoro zadecydował, że ja jadę obok, natomiast Madox zabezpiecza tyły Sunny'ego to najwidoczniej był w tym jakiś sens. Przesuwam spojrzeniem po migającym szyldzie i tym dziwnym facecie w kabaretkach i obcasach. Łapie wzrok Madoxa, przekazując mu telepatycznie, że to chyba jakiś zwyrol, albo transwestyta, ale z drugiej strony czy mogę się czepiać, skoro i my wyglądaliśmy co najmniej zabawnie? Przysłuchuję się rozmowie, jednak nie wtrącam. Już za moment podchodzi do nas Sunny i oznajmia, że robią postój na piwo. W sumie czemu nie, mi już trochę grało w bani od tych wcześniejszych browarów i mocnego słońca, ale nie pogardzę jeszcze jednym. Wszyscy ruszamy do Małego Lodzika, wchodzimy do środka a tam... W powietrzu dosłownie czuć zapach testosteronu, bo w środku roi się od wielkich chłopów. Tam samo mroczni i oczachowani jak nasi aktualni towarzysze. Rój bandan przewiązanych na głowach, kowbojskich kapeluszy, długich włosów na głowie i twarzy, skór, kolców i pieszczoch. Dosłownie każda groźna morda zwraca się w naszym kierunku, a ja przełykam głośno ślinę. Moje przykrótkie spodnie i siateczkowa koszulka Madoxa zdecydowanie zwracają na siebie uwagę, nerwowym ruchem próbuję je trochę obciągnąć, ale jebaniutkie wydają się jeszcze krótsze. Przysuwam się bliżej płonącej czachy, kiedy ruszamy wgłąb baru, a jeden facet zrywa się ze swojego miejsca - Jesteśmy z nimi - rzucam do niego, ruchem głowy wskazując mojego potężnego, groźnego towarzysza z ognista czacha na kasku. Przez chwilę mierzą się na spojrzenia, a w końcu przegrany facet siada na swoim miejscu. Myślał, że jest wielkim skurwysynom, ale właśnie spotkał na swojej drodze jeszcze większego. Ktoś w tle smaruje kij kredą bilardową, a stukot kul przebija się przed głos Jima Morissona luźno sączący się z głośników starej szafy grającej. Podchodzimy do baru, więc zajmuję jeden z wysokich stołków. Od razu podbija do nas barman - Helloł, suczki, czego się napijecie? - ma piękne, granatowe oczy, naprawdę o niespotykanej barwie i trzepocze firaną długich rzęs jakby robił to od urodzenia. W pierwszej chwili nie mogę oderwać wzroku - A co polecasz? - mieliśmy ze sobą torbę pieniędzy, mogliśmy wypić wszystko - Dla ciebie Malibu, bo jesteś tak samo słodki - rzuca do mnie, po czym mierzy spojrzeniem Noriege - A dla ciebie cuba libre, gorące jak twoja koszulka - mówi, po czym oblizuje końcówkę palca i udaję, że gasi go na piersi Madoxa z cichym tssss. W sumie lubię malibu więc kiwam głową, że dla mnie spoko. Barman robi piruet za barem, po czym zabiera się za kręcenie naszych drinków i robi to z niemałą gracją - Daj mi spory napiwek bo dawno nie widziałem takiego zaangażowania w swoją pracę - mówię do kumpla i opieram się o bar w oczekiwaniu na swojego drinka.

Madox A. Noriega-Patel
twoja stara
???
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oni sobie tutaj gadu gadu o bolącej dupie i kolanach, a nagle na nich gwiżdże ten facet w kabaretkach i obcasach. Madox też go zmierzył spojrzeniem i patrzy na Williama z taką miną, która mówi że tam musi być jakaś niezła imprezka w tym małym lodziku. Jak tam weszli, to się okazało, że tak, oprócz motocyklistów wszelakich, to jest tam też trochę transwestytów w kabaretkach i butach na obcasach, niektórzy są wymalowani, inni nie, z pięciu ma takie koszulki jak Madox, a kilku krótsze spodenki niż Will. Noriega jak tam szedł za tymi motocyklistami to aż rozejrzał się dookoła, bo co to było za miejsce, jakieś szalone. W jednym pomieszczeniu sto procent testosteronu w postaci tych harlejowców i jakiś taki gejowski vibe, że kiedy wkroczyli dalej, to uderzył w nich jakiś ciepły podmuch.
Madox to się jeszcze musiał wtrącić i klepie w ramię tego gościa, co się tak poderwał na widok Williama - to jest mój mąż - wyjaśnił go, a facet zrobił jakąś smutną minę, bo ewidentnie chciał sobie z Willa zrobić swoją suczkę, ale zaraz jakiś inny motocyklista w ramach pocieszenia zaczął się z nim siłować na rękę. W sumie... fajnie, ciekawe o co walczą. Madox nawet miał ich zapytać, ale Will na niego machnął, więc poszedł za nim do baru.
Noriega wpakował się na stołek przy barze i w pierwszej chwili to nawet nie zauważył barmana, bo ten jego stołek był jakiś zepsuty i prawie się z niego zjebał, ale przyszedł Sunny i zaproponował, że mu wymieni.
- Dzięki Sunny - rzucił do niego, jakby mówił dzięki słonko, a zaraz odzywa się ten barman i nazywa ich suczkami. Madox od razu chciał mówić, że cuba libre, oparł się nawet obok Williama i pochyla nad tym barem, żeby go było lepiej słychać, ale wtedy Patelek pyta barmana co im poleci. Malibu pasowało do Willa, ale kto normalny pije malibu? Chociaż jak barman powiedział, że dla Madoxa cuba libre, to on był już pełny uznania, bo akurat jego to rozgryzł raz dwa. Nawet się nie odsunął jak barman gasił palucha o jego klatę.
- Od sekty ją dostałem - rzucił odnośnie tej koszulki, ale barman nawet nic nie powiedział, tylko zaraz im zaczął robić te driny. W międzyczasie Sunny przyniósł Madoxowi nowe krzesło, więc Noriega sobie w końcu usiadł - dzięki Sunny, a ty siadasz? - ale Sunny pokręcił głową, że oni wzięli po piwku i idą grać w bilard z Czachą, który okazało się ma na imię Justin, no i zaproponował, żeby Will i Madox do nich dołączyli jak dostaną drinki, to mogą grać dwa na dwa, a oni w międzyczasie nasmarują sobie kije. Madox się od razu zgodził, bo w sumie czemu nie? Pykną sobie w bilard, wypiją drinka i fajnie, zwłaszcza, że jutro już mają wracać do Toronto.
- To weź ode mnie też mu daj, bo się poznał na tym cuba libre od razu... Ale od kiedy ty malibu pijesz? - jeszcze się zwrócił do Willa, bo u niego w klubie to zawsze walili cuba libre, albo czasem rum po prostu. Ale może odkąd William jest Panem Noriega to pija malibu? - chyba od naszego ślubu? - zaśmiał się jeszcze i się przysuwa do Williama, żeby się z niego pośmiać, ale nagle za nimi staje gość w kabaretkach i butach na obcasie i znowu na nich gwiżdże.
- To co chłopaki? Chcecie prywatny pokaz? Dla dwóch zrobię w cenie jednego - zaczepił ich, a Madox się odwrócił i oparł o ladę, nawet miał mówić, że chyba jednak nie, ale wtedy odezwał się William...

William N. Patel-Noriega
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

W sumie zagrałbym w bilard, dawno nie miałem okazji, a kiedyś byłem nawet całkiem niezły. Może przy dobrych wiatrach rozpierdoliłbym tu każdego, wtedy szacunek wśród motocyklistów murowany. Wśród transwestytów też. Kiwam głową, że chętnie, dołączymy do nich jak dostaniemy swoje drinki - Przecież od zawsze - wzruszam ramionami, a potem sobie uświadamiam, że za każdym razem jak pijemy z Madoxem to on wrzeszczy DWA CUBA LIBRE, albo RUM, zanim ja w ogóle zdążę się odezwać, a że ja generalnie nie gardzę żadnym alkoholem, to w sumie tamto też mi pasuje. Zaś kiedy piję bez Madoxa to wtedy zazwyczaj wybieram nieco słodsze opcje - malibu, long island, pina colade, wszystko co kolorowe, owocowe i dobre w sumie - Bardzo śmieszne - wywracam oczami, później znowu ktoś nam się wbija w rozmowę i znowu mierzę tego faceta spojrzeniem - A co będziesz pokazywać? - pytam, facet puszcza mi oczko - Coś czego jeszcze w życiu nie widziałeś - rzuca tajemniczo i uśmiecha się lekko, moje usta również wykrzywiają się w zadowolonym grymasie - Widziałem już naprawdę różne rzeczy, będzie ciężko mnie zdziwić - mówię, ale koleś nie wygląda na mniej pewnego siebie niż był, co więcej dodaje z jakimś takim przekąsem - Jak cię nie zaskoczę to oddaję hajs - no teraz to faktycznie trochę zaskoczył, więc mrużę nieznacznie oczy i kiwam głową - Dobra, niech będzie, ale czekamy na drinki, gdzie się odbywa ten pokaz? - pytam jeszcze, pokazuje nam ręką, że tam, na końcu sali jest taki pokoik i tam zwykle odbywają się pokazy, więc kiwam głową, że okej. Mężczyzna się oddala, mrucząc pod nosem coś, że się musi przygotować, a ja odwracam się w stronę Madoxa - Trochę się boję, ale chuj, zaciekawił, chociaż po wczorajszym wieczorze i dzisiejszym dniu to naprawdę musi się postarać, żebym się zdziwił - w międzyczasie wraca do nas barman z dwoma dużymi, pięknie ozdobionymi drinkami. Pierwszy, z limonką i fikuśną słomką stawia przed Noriegą - Karaibski skarb dla latino hot daddy - puszcza mu oczko. Drugi, z niewielką parasolką i kawałkiem kokosa serwuje mnie - Egzotyczny raj dla króla kokosów - króla kokosów? Cokolwiek to znaczyło brzmiało zajebiście - Bawcie się dobrze chłopaki, w razie czego jestem do waszej dyspozycji - zagaduje, po czym się oddala posyłając jeszcze w naszą stronę perliste oczko i soczystego buziaka. Prawie że czuję jak odbija się na moim policzku. Sięgam po pieniądze i zostawiam dwie stówy w słoiku na napiwki, należało mu się - Jeśli drinki mają tak dobre jak obsługę to zostaję do rana - unoszę Malibu do ust i próbuję. Jest wspaniałe, jakby delikatna chmurka rozpływała się po moim podniebieniu, sama słodycz i nienachalnie wyczuwalna nutka alkoholu, żebyś wiedział, że nie oszukuje na procentach. Coś wyjątkowego, w życiu nie piłem lepszego drinka - On mógłby zostać twoim menadżerem - śmieję się do Noriegi, a potem wstaję i macham na niego ręką, żebyśmy szli na ten pokaz. Mogłem się spodziewać, że to będą jakieś transwestyckie wygibasy, ale skoro tak uparcie twierdził, że jest w stanie mnie zadziwić, to proszę bardzo. Czekam.

Madox A. Noriega-Patel
twoja stara
???
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Madox nie jest taki przekonany, bo z nim William zawsze pije cuba libre, ZAWSZE. A nie jakie malibu, ale okej, już nie chciał dyskutować na ten temat, po prostu wydało mu się to dziwaczne, że tak nagle zmienił mu się kompletnie smak i z pysznego cuba libre przerzucił się na jakieś słodkie malibu dla słodziaków.
Może nawet by mu to powiedział?
Ale wtedy podszedł do nich ten trans, który im obiecał pokaz.
Madox nie był przekonany, bo jak jeszcze na dziewczyny gibające się na rurze lubił sobie popatrzeć, to na facetów może niekoniecznie, nawet biorąc pod uwagę fakt, że miał na sobie rajstopki i szpilki.
Ale William już dyskutuje z gościem... No i w zasadzie Madoxa też zaciekawił tym gadaniem, że to będzie coś, czego oni jeszcze nie widzieli, chłop na sto procent nie wiedział na kogo trafił, bo oni widzieli już chyba wszystko.
Okazało się, że jednak nie wszystko...
Bo kiedy latino hot daddy i król kokosów odebrali swoje drinki, spróbowali i stwierdzili jednogłośnie, że są zajebiste, a potem skierowali się do tego pokoiku na samym szarym końcu na pokaz, to okazało się, że takiego czegoś, to oni w życiu nie widzieli. A przynajmniej Madox.
Bo gość wyskoczył z rajstopek, na rzecz dopasowanych slipów, tylko je miał na sobie, opinały się na nim jakby zaraz miały pęknąć. Do tego pojawił się drugi facet, ubrany tak samo, a przy suficie wisiało wielkie metalowe koło. Mężczyźni sięgnęli do wielkiej misy z talkiem, natarli nim ręce, a potem zaczęli ten pokaz...
To było kurwa piękne, bo ich wygimnastykowane ciała wyginały się na tej obręczy w różnych figurach gimnastycznych, było widać mięśnie, było widać ile pracy kosztuje ich taka każda pozycja, ale też ich piękną współpracę, kiedy to jeden z nich zawieszał się na ręce drugiego, albo nodze. W tle leciała przejmująca, spokojna muzyka, a na koniec obręcz zjechała na dół, zapłonęła i kiedy jeden z mężczyzn zaczął przez nią skakać robiąc przy okazji osiem piruetów i gwiazd, jakby właśnie robił jakiś pokaz gimnastyki artystycznej, to ten drugi zaczął żonglować. Potem się zamienili, ten drugi robił szpagat i przy okazji wkładał sobie do ust miecz po samą rękojeść, a ten drugi wyciągał królika z kapelusza. W końcu zgasły światła i to chyba oznaczało koniec pokazu? A może jeszcze nie?
Ale Madox tak, czy siak zerwał się z miejsca i zaczął klaskać, bo on czegoś takiego to naprawdę w życiu nie widział. I pewnie już nie zobaczy, bo gdzie?

William N. Patel-Noriega
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Wchodzimy do pokoju i w pierwszej chwili nie wiem co mam myśleć, bo do jednego typa dołącza drugi, a majtki, które na sobie mają wyglądają, jakby zaraz miały całe popękać. Jeśli zaraz zaczną odprawiać tutaj jakieś lubieżne sceny to ja wychodzę. Chociaż z drugiej strony bywałem czasem takim zwyrolem obrzydliwym, fetyszystą, że pewnie i tak bym został. Zerkam porozumiewawczo na Madoxa, po czym wsuwam końcówkę słomki do ust i powoli popijam drinka. Usadzam się na krześle w pierwszym rzędzie, ogólnie to były trzy, ale i tak byliśmy z mężem jedynymi gośćmi. Wokół roznoszą się spokojne dźwięki muzyki, tak różne od głośnego, a wręcz hałaśliwego wycia z szafy grającej. Właściwie cała ta scena, koło gdzieś ponad naszymi głowami i dwójka mężczyzn wyczyniająca akrobacje w powietrzu była jak wyrwana z jakiejś innej rzeczywistości, w dodatku bardzo różnej od uniwersum motocyklowego, od którego dzieliły nas tylko zamknięte drzwi. Zaś cały ten pokaz... Kurwa, chłop miał rację, czegoś takiego w życiu nie widziałem. Co więcej było to wręcz przejmująco piękne. Po całym tym wariackim, kompletnie szalonym wyjeździe, wreszcie czuję jak moje zmysły zwalniają, a ciało wypełnia jakiś wewnętrzny spokój. Jakby cały świat na moment się zatrzymał, istniało tylko to metalowe koło i dwójka pięknych mężczyzn robiąca takie wygibasy, że dosłownie nie mieściło mi się to w głowie. Czuję jak ze wzruszenia oczy robią mi się coraz bardziej mokre, więc przecieram je nadgarstkiem - Musimy się tak nauczyć - rzucam przelotem do Madoxa, chociaż wiem, że by nam pewnie życia nie starczyło żeby dojść do takiej perfekcji. W ogóle, żeby chociaż się utrzymać na tym kole, ale ja pierdole. Jakby to epicko wyglądało. Podobnie jak Noriega zrywam się ze swojego miejsca i biję brawo jak tylko gasną światła i pokaz dobiega końca - Kurwa, to było przepiękne! W życiu czegoś takiego nie widziałem - kręcę głową z niemałym niedowierzaniem. Mieliśmy mieć pokaz prawie że za darmo, ale ja w tym momencie mam ochotę ich dosłownie ozłocić, więc jak tylko facet do nas podchodzi to od razu mu mówię, że płacimy za dwóch i jeszcze zostawiamy napiwek, bo faktycznie - to był jeden z najpiękniejszych spektakli jakie mogłem kiedykolwiek podziwiać. Teraz partyjka bilarda z ziomeczkami i rura na Vegas - Jezu, a jak on go złapał i tamten wisiał, widziałeś to? Niesamowite - przeżywam jak mrówka okres, kiedy opuszczamy salę pokazową bo do mnie to wciąż nie dociera, że właśnie byliśmy świadkami takiego wydarzenia i to w jakimś podrzędnym, gejowsko-motocyklowym barze gdzieś na zadupiu kawałek od prawdziwego miasta grzechu. To nie miało w sobie ani grama grzeszności, a wręcz jakąś niebiańską aurę - To co? Partyjka bilarda do drinka? - rzucam do Madoxa, po czym powoli sączę kolejne łyki drinka. Był tak samo pyszny jak tamten pokaz.

Madox A. Noriega
twoja stara
???
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przeklinanie, narkotyki, kompletne odklejenie
Pokaz był piękny, Madox też nigdy czegoś takiego nie widział, a dużo rzeczy widział, a czasem to tancerki na szarfach pod sufitem tańczyły w jego klubie, no ale te tancerki to nawet się nie umywały do tych facetów na tym kole i tego jak oni współpracowali w tym wszystkim. Więc jak William mu powiedział, że muszą się tak nauczyć, to Noriega pokiwał głową, bo to by było dobre, chociaż podejrzewał, że on ze swoim chaotycznym usposobieniem to raczej by nawet pół takiej figury nie odpierdolił, i William by mu dziesięć razy wypadł i upadł na główkę, więc może lepiej nie?
Do takich rzeczy to też trzeba mieć jakiś dar od boga pewnie, a Madox miał dar do innych rzeczy. Do gadania na przykład, więc zaraz się odezwał.
- Ja też, to było niesamowite - ale powiedział, ale William i tak pokiwał głową. Obaj byli zadowoleni i zaraz ustalili, że dadzą im więcej za ten pokaz i jeszcze zostawią napiwek. Należało im się.
Później już wyszli do tej zupełnie odmiennej rzeczywistości klubu motocyklowego, gdzie dookoła byli sami faceci w skórach i bandanach. To jest niesamowite, że tutaj jest coś takiego, a tam za zamkniętymi drzwiami odbył się taki pokaz.
Oczywiście, że Madox zgodziła się na bilarda, całkiem nieźle w niego grał swoją drogą, nawet kiedyś chciał wstawić stół do klubu, na dół, ale Maddie mu nie pozwalała, ale jak już jej nie było, to może teraz wstawi?
- Ej stary jak myślisz... lepiej wstawić na dół stół do bilarda, czy piłkarzyki? Wiesz tam do... p i w n i c y - to ostatnie słowo powiedział jakoś tajemniczo, bo podziemie Emptiness to był w ogóle sekret. Ale William o nim wiedział, bo czasem schodzili tam przycpać. I wtedy na przykład mogliby sobie pograć.
Biorąc pod uwagę fakt, że Madox i Will dołączyli trakcie to musieli się podzielić i Noriega był z Sunnym, a Patel z Justinem. No i dobra, szli praktycznie łeb w łeb, ale kiedy Madox zaczął wbijać bile, to poszło mu świetnie, praktycznie zostały może dwie dla słoneczka. Willowi poszło gorzej i Justin się chyba trochę wkurzył, bo wyrwał mu kij i zaczął go bardzo intensywnie kredować.
Finalnie i tak wygrali Sunny i Madox, zbili sobie piątkę, a potem trochę pośmiali z Justina i Williama, aż dymiąca czacha w pewnym momencie złamał na pół swój kij i Madox rzucił go pod stół. Szybko się ulotnili i udawali, że to nie oni.
Ruszyli za to dalej w świat, a raczej to już do Vegas, które odznaczało się na horyzoncie złotą łuną od tych wszystkich neonowych świateł. Madox sobie pogadał z Sunnym i okazało się, że on też ma męża, ale Noriega wyjaśnił, że on tak naprawdę jest zakochany w pewnej kobiecie i to z nią się chce ożenić, a Sunny mu kazał się tylko jeszcze zastanowić. Tylko, że Madox to już się zastanowił i kiedy szli z Willem do hotelu, w którym się zatrzymali, to mu nawijał.
- Ja pierdolę stary, zgubiłem chyba telefon, a miałem napisać Pilar jak dotrzemy i w ogóle... Dobrze, że ona wie, że ja tak gubię telefon, bo jakaś inna baba, to by mnie chyba zajebała - no i jeśli to nie jest prawdziwa miłość, to Madox nie wiedział co jest? To, że inna kobieta by go zajebała, a Pilar to jednak przymykała oko na jego odpierdalanie. Żeby tylko na ten ich ślub przymknęła.

Oye, tío, ¿qué te parece...? 🎱⚽₊⊹ ᰔ °⋆
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Chwytam za kij do bilarda i nacieram końcówkę kredą, patrząc na Madoxa - Wiadomo, że bilard - piłkarzyki też były spoko, ale jednak walenie w kule to walenie w kule. Łączę się w parę z Justinem i rzucam do niego pół szeptem, że zajebiście gram w bilard, więc wygraną mamy w kieszeni. Tylko jak Noriega zaczyna wbijać bile w łuzy jedna po drugiej, to otwieram szerzej oczy, bo to się wydaje aż niemożliwe. Musiał mieć w opór farta, albo jakieś ponad przeciętne umiejętności. Albo i to i to. Zerkam kątem oka na czachę i przełykam głośno ślinę, bo teraz moja kolej. Oczywiście spierdoliłem już przy drugiej kuli, Justin zrobił się trochę nerwowy, więc przechodzę szybko na drugą stronę stołu, żeby mi tym kijem nie przykurwił przez łeb. Nie wiem jak to się stało, że przegraliśmy. Dla mnie to właściwie nie nowość, jednak Justin najwidoczniej nie potrafił znieść smaku porażki, skoro we wkurwieniu złamał swój kij na pół, na szczęście nie na mojej głowie. Niemniej ruszamy w końcu prosto do Vegas, jest już całkiem ciemno kiedy docieramy do miasta i przychodzi czas pożegnania. Trochę mi smutno, że pewnie już nigdy się nie spotkamy, więc ściskam się najpierw z Sunnym bo on jest bardzo chętny na przytulasy, a potem nawet z Justinem, chociaż jak podchodzę to w pierwszej chwili obrzuca mnie takim spojrzeniem, że mam ochotę dosłownie zapaść się pod ziemię. Potem jego groźną twarz rozpromienia lekki uśmiech, zbijamy głośną pione i przyciąga mnie do siebie zamykając w krótkim, męskim uścisku, tak mnie klepie w plecy, że chyba mi się wszystkie wnętrzności zamieniają miejscami. Przez chwilę patrzymy z Madoxem jak odjeżdżają w dalszą drogę, a potem i my ruszamy do naszego hotelu - Poczekaj, poczekaj - zastanawiam się przez chwilę - A skąd pewność, że miałeś go ze sobą? Lola mówiła, że zgarnęli nas z ulicy prawie nagich - ja na przykład profilaktycznie zostawiałem wszystkie ważne rzeczy w pokoju hotelowym i to w sejfie, żebym nie mógł się do nich dostać jakby mi coś odpierdoliło w narkotycznej psychozie. Jak wychodziliśmy z pokoju wczorajszego wieczora to miałem ze sobą właściwie tylko gotówkę. Przekraczamy próg hotelu i ruszamy korytarzem prosto do windy - Módl się żebyś kurwa nie zgubił dokumentów bo nigdy stąd nie wylecimy - rzucam do kumpla. Zaraz zaczepia nas jakaś dziewczyna - Ooo, cześć nowożeńcy! - wita się z nami wesoło, a ja zatrzymuję się w miejscu i wbijam w nią spojrzenie. Chyba faktycznie kojarzę tę twarz, ale nie do końca wiem skąd - Boże ten wasz filmik zrobił furorę, zajebiście to wyszło, chcecie całość? Mogę wam podesłać na maila, za dychę - mruży nieznacznie oczy - Jaki filmik? - pytam, zaś ona zaczyna nam tłumaczyć, że nagrała nasz ślub, porobiła zdjęcia i wrzuciła kilka rolek do neta. Od razu proszę żeby pokazała, więc odpala swój telefon i wchodzi na Instagram kaplicy żeby nam pokazać kilka rolek - jak się całujemy, jak mówimy sobie tak i wymieniamy się pierścieniami, jak zwracam się prosto do kamery mówiąc, że mam zajebistego męża, a Noriega prawi wszystkim komplementy. Podpis głosi, że pierwsza gejowska para w naszej kaplicy, love is love i pełno serduszek oraz różnych homo flag. Ten filmik miał dosłownie kurwa miliony odtworzeń i tysiące komentarzy. Jedni życzyli nam szczęścia, inni kazali wypierdalać do Pedalandu (gdziekolwiek to jest), jeszcze inni pisali, że ten po lewej słodki, albo ten po prawej hot, kilka osób trafiło w sedno śmiejąc się, że chciałoby zobaczyć nasze miny jak wytrzeźwiejemy. Oglądam to chyba z dziesięć razy - Super, co? Wpadło w viral - cieszy się ta dziewczyna. Oddaję jej telefon i wzdycham przeciągle, po czym macham na Madoxa żeby jej dał hajs - Dobra, wyślij mi te foty na maila. I film - bo właściwie byłem ciekawy jak wyglądała cała ceremonia, skoro nawet jej fragmenty wzbudziły w sieci takie zainteresowanie. Do tej pory miałem nadzieję, że nikt się nie dowie, teraz nie byłem już taki pewien.

Madox A. Noriega
twoja stara
???
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, odklejenie i klimat las vegas na pełnej
Vegas mieniło się tysiącem świateł i kiedy tam dotarli to od razu powitały ich jakieś dwie prostytutki pod latarnią, szczerzyły się chyba do dymiącej czachy, ale jedna powiedziała do Madoxa, że ma fajną czapkę. Później zaczepił ich jakiś menel, żeby dali mu dolara, no i Madox mu nawet dał, a menel włożył go do torby z hajsem, gdzie miał z dwieście takich dolarów. Nieźle. Potem musieli się odsunąć, bo policja goniła faceta przebranego za Elvisa, który krzyczał, że zmartwychwstał.
- Kocham Vegas! - rzucił Madox łapiąc Willa za ramię, kiedy wchodzili do ich hotelu. Zaraz jednak zastanawiali się gdzie jest telefon Noriegi. A mógł być wszędzie. Bo Madox niósł go w ręce, nagle go kładł, albo nim rzucał, albo go kopnął... przez przypadek. Czasem też trzymał go w dłoni i szukał.
- Mam nadzieję, że jest w pokoju - naprawdę na to liczył, bo to byłby już... jakiś piaty telefon w tym roku. Jeden wpadł mu w śnieg, drugi utopił się pod lodem, trzeci wywalił, a czwarty zgubił. Może on naprawdę powinien go nosić na smyczy na szyi? - Ale ten Trump to kurwa zdradziecka świnia był... - nie mówił tutaj o prezydencie, chociaż jako Latynos do niego pewnie miał podobne odczucia, mówił o tych piksach - w życiu nie żarłem takiego gówna - żarł jeszcze gorsze i zawsze to mówił.
W zasadzie to modlił się w duchu, żeby nie zgubił tego telefonu, portfela, ani dokumentów, ale... liczył się z tym, że mógł to zrobić. Mógł nawet swoje dokumenty dać jakimś nielegalnym imigrantom, żeby na niego przekroczyli granicę, raz to zrobił naćpany i William musiał go później z tego tłumaczyć. Bo właśnie z Patelem to zrobił, ale facet był do niego podobny, nie był w ogóle, ale na kwasie wszyscy w pewnym momencie mieli jego gębę, a potem Williama. Wtedy ten kwas to też był strasznie mocny towar.
A zaraz mocne było to, jak jakaś laska zaczęła im nawijać o tym filmiku. Okej, Madox się już pogodził z tym, że wziął po pijaku jakiś lipny ślub z Williamem. Nie lipny tak naprawdę. Ale Patelek był prawnikiem, obiecał, że to odkręci przed jego właściwym ślubem, czyli nie wiadomo tak naprawdę kiedy.
Kiedyś tam. Tak mu powiedział Madox.
- Jaki filmik? - od razu powtórzył po Williamie, a kiedy dziewczyna dała im telefon i zaczęła to wszystko pokazywać, to Madox ściągnął usta w wąską linię, a klatka piersiowa to już mu się unosiła w kurewsko niespokojnym oddechu. Bo to wyglądało...
No zajęliście w zasadzie, ale jak ktoś to zobaczy z Toronto, to przecież jaką on będzie miał opinię? Taką jak miał... jakiegoś chorego pojeba. Więc finalnie to machnął ręką, bo w zasadzie co on czasem odpierdalał w klubie... gorsze rzeczy. A jak jeszcze się zeszli we dwóch z Williamem, to przecież kiedyś rzucali w klientów limonkami i krzyczeli, że to międzygalaktyczna wojna na witaminę C. Raz chodzili tam z packami na muchy i ubijali niewidzialne nietoperze, a kiedyś chcieli zaadoptować jakiegoś Azjatę (pozdro Jason). Więc może to nawet nie było najgorsze co odjebali naćpani, ale na pewno niosło za sobą KONSEKWENCJE.
- Ej ale zmień tam, że nie gejowska para, bo ja jestem hetero - oczywiście, że Madox musiał jej to powiedzieć, bo samo to, że wszystkim prawił komplementy jacy są piękni wcale mu nie przeszkadzało, nawet nieźle wyszedł - w ogóle zajebisty kapelusz tam miałem - stwierdził i aż pokiwał głową, a potem dał lasce dwie dychy, bo on też chciał, żeby mu wysłała.
Ruszyli do pokoju i Madox już w windzie pytał Williama, czy na pewno to odkręci, a Patelek go zapewniał, że tak. W pokoju okazało się, że w międzyczasie, nikt nie wie kiedy, zrobili tam taki syf, że na żyrandolu wisiały wszystkie ciuchy Willa i slipy khaki też. Te Madoxa za to były wciśnięte między łóżko a ścianę, też nikt nie wie dlaczego. Z wypstrykanych aspiryn ułożyli na materacu serce, więc kiedy tam podeszli, to Madox od razu zeżarł takie dwie, na kaca, który wciąż jeszcze go męczył.
Trochę posprzątali, żeby jednak nie zostawiać tu takiego pierdolnika, a właściwie to sprzątał Madox podskakując na łóżku, żeby sięgnąć tych ciuchów Willa, bo Patel w tym momencie sprawdzał sejf. Wszystko było...
I wiecie co tam jeszcze było?
Kapelusz Madoxa, który dostał od podrabianej Dolly Parton, ale taki z autentycznym podpisem Dolly Parton i jej zdjęciem wraz z Madoxem na konkursie Mistera Mokrego Podkoszulka.
Na drugi dzień wrócili do Toronto, jako nowożeńcy, wciąż zastanawiając się co oni jeszcze odpierdolili w tym Vegas.
Ale przecież... co się zdarzyło w Las Vegas. Pozostaje w Las Vegas.
KONIEC
mi amado esposo 🪩🫧🍸🥂🫧✧˖°
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”