-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Ale syf stary... - aż pokręcił głową, bo był ZDEGUSTOWANY. A dopiero zdegustowany to musiał być naćpany Madox przyjemniaczek, który śpiewał Jolene… I Dolly Parton też musiała być.
W końcu ich odwiązali i dali im ciuchy, chociaż te szaty były przepiękne, to jednak Madox je bardzo chętnie zrzucił i znowu zaświecił gołym tyłkiem, ale zaraz już się poubierali. Osobno wyglądali głupio... A razem to w ogóle jak dwa debile. No ale lepsze to niż parada przez pustynie na golasa.
Za to potem i tak zaczyna się jakaś dziwna podróż przez te piaski, co trzy wydmy oni się zatrzymują, siadają gdzieś w piachu i gadają, po drodze spalili blanta i wywalili chyba po pięć piw, na koniec, to słońce już im nieźle przygrzało, ale doszli w końcu do tej drogi.
Oczywiście Madox opowiedział o Meksyku jak tam było zajebiście i co robili z Pilar, a robili fajne rzeczy, oni zawsze takie robią zresztą. Poskarżył się też na to, że odzyskał matkę, a potem ją stracił, bo się okazało, że ona mu dała szpiega do klubu Maddie, którą teraz Noriega musiał zwolnić. Przedyskutowali to, kto mógłby zostać nowym menadżerem Emptiness, ale oprócz Shreka, to nikogo nie wymyślili. A Madox w końcu powiedział, że Shreka nie chce.
Wypytywał za to o to co William robił na La Palmie i czy on chce też się oświadczyć Charlotcie, to może by wzięli podwójny ślub, jak już się rozwiodą. Potem obgadali Peach, że to dziwne, że jest taka hot a poszła do jakiegoś programu szukać męża, zgodnie przyznali, że jakby byli wolni to by się jej oświadczyli. Potem Madox się śmiał, że jakby był Ricardo to by pewnie z nim William wziął ślub, ale przecież Richie już miał żonę, to by poszedł do paki, więc dobrze, że go nie było. Jak wszedł temat kawalerskiego w Bangkoku to Madox oczywiście powiedział, że on by wolał gdzieś w Ameryce Południowej, więc zaczęli się zastanawiać gdzie by mogli, bo może do Brazylii, albo Argentyny? Chociaż Will jeszcze mówił coś o jakiś Mazurach i Madox mu musiał sprawdzić gorączkę macając go po twarzy.
Na szczęście już są na tej drodze i Wiliam wystawia kciuk akurat w momencie, w którym mija ich jakaś banda motocyklistów.
- Ej stary... - zaczął Madox, bo miał jakieś złe przeczucia, ale te motocykle już się zatrzymują, a Patelek nawija, że łapią stopa do Vegas, więc Noriega już się nic nie odzywał, tylko pokiwał głową. A ten wielki chłop, który na kasku narysowaną miał czachę w płomieniach zaraz rozporządza gdzie mają siedzieć.
- A może ja... - zaczął Madox i już miał się kłócić z Willem, że może on w tym wózku, bo jest grubszy od Patela i nie wie czy się zmieści z tym małym na motorze. Ale płonąca czacha spojrzał na niego jakoś krzywo - dobra, dobra... - rzucił Noriega i tylko wcisnął Willowi tą torbę z hajsem, a sam już wsiada na motocykl do małego grubasa - Madox jestem - wyciągnął do niego rękę, żeby się przywitać, bo chyba tak wypada, jak się komuś ujeżdża harleya, czy coś.
- Sunny - odpowiedział mały i mocno uścisnął Madoxową rękę.
- Ładnie - rzucił tylko Noriega, ale zaraz pośpiesza ich ten wielki, więc Madox już usiadł na motorze za Sunnym zakładając na głowę kask, aż tą swoją czapeczkę musiał sobie wsadzić z tyłu w gacie, bo może mu się jeszcze przyda nie? Dostał kask ze słoneczkiem, zresztą jak jego towarzysz motocykla.
- Trzymaj mnie mocno - rzucił jeszcze Sunny, a Madox co miał zrobić? Trzymał mocno.
Silniki warknęły i ruszyli w dalszą drogę.
A za dziesięć kilometrów zatrzymali się na jakiejś obskurnej stacji, słońce już zachodziło za horyzont. Motocykliści pozsiadali ze swoich rumaków, Madox i Sunny też. Oni się tankowali, a Noriega i Will stanęli sobie z boku. Madox się przeciągnął i odchylił do tyłu.
- Je jebie, ale mnie napierdala dupa - rzucił, bo to siedzenie było takie niewygodne.
Ale jakiś gościu, który opierał się pod ścianą obok szyldu z napisem Little Ice Cream zaraz na nich zagwizdał.
- Ej chłopaki jesteście z tymi motocyklistami? - zapytał, a Madox przechylił na bok głowę. To chyba była jakaś lodziarnia, ale szyld miała świecący, trochę burdelowy...
- Ta, a co? - zapytał Noriega. A facet zaraz odepchnął się od ściany, kiedy podszedł bliżej okazało się, że ma na sobie kabaretki i buty na obcasie. Madox z Willem popatrzyli po sobie, a gość w kabaretkach już zagadywał do Sunnyego i ognistej czachy.
- Dobra, robimy postój na piwko - oznajmił Sunny, który do nich podszedł, a zaraz wszyscy zgodnie ruszyli do małego lodzika…
I zaraz okazało się, że to wcale nie jest lodziarnia.
William N. Patel-Noriega
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Madox A. Noriega-Patel
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Madox to się jeszcze musiał wtrącić i klepie w ramię tego gościa, co się tak poderwał na widok Williama - to jest mój mąż - wyjaśnił go, a facet zrobił jakąś smutną minę, bo ewidentnie chciał sobie z Willa zrobić swoją suczkę, ale zaraz jakiś inny motocyklista w ramach pocieszenia zaczął się z nim siłować na rękę. W sumie... fajnie, ciekawe o co walczą. Madox nawet miał ich zapytać, ale Will na niego machnął, więc poszedł za nim do baru.
Noriega wpakował się na stołek przy barze i w pierwszej chwili to nawet nie zauważył barmana, bo ten jego stołek był jakiś zepsuty i prawie się z niego zjebał, ale przyszedł Sunny i zaproponował, że mu wymieni.
- Dzięki Sunny - rzucił do niego, jakby mówił dzięki słonko, a zaraz odzywa się ten barman i nazywa ich suczkami. Madox od razu chciał mówić, że cuba libre, oparł się nawet obok Williama i pochyla nad tym barem, żeby go było lepiej słychać, ale wtedy Patelek pyta barmana co im poleci. Malibu pasowało do Willa, ale kto normalny pije malibu? Chociaż jak barman powiedział, że dla Madoxa cuba libre, to on był już pełny uznania, bo akurat jego to rozgryzł raz dwa. Nawet się nie odsunął jak barman gasił palucha o jego klatę.
- Od sekty ją dostałem - rzucił odnośnie tej koszulki, ale barman nawet nic nie powiedział, tylko zaraz im zaczął robić te driny. W międzyczasie Sunny przyniósł Madoxowi nowe krzesło, więc Noriega sobie w końcu usiadł - dzięki Sunny, a ty siadasz? - ale Sunny pokręcił głową, że oni wzięli po piwku i idą grać w bilard z Czachą, który okazało się ma na imię Justin, no i zaproponował, żeby Will i Madox do nich dołączyli jak dostaną drinki, to mogą grać dwa na dwa, a oni w międzyczasie nasmarują sobie kije. Madox się od razu zgodził, bo w sumie czemu nie? Pykną sobie w bilard, wypiją drinka i fajnie, zwłaszcza, że jutro już mają wracać do Toronto.
- To weź ode mnie też mu daj, bo się poznał na tym cuba libre od razu... Ale od kiedy ty malibu pijesz? - jeszcze się zwrócił do Willa, bo u niego w klubie to zawsze walili cuba libre, albo czasem rum po prostu. Ale może odkąd William jest Panem Noriega to pija malibu? - chyba od naszego ślubu? - zaśmiał się jeszcze i się przysuwa do Williama, żeby się z niego pośmiać, ale nagle za nimi staje gość w kabaretkach i butach na obcasie i znowu na nich gwiżdże.
- To co chłopaki? Chcecie prywatny pokaz? Dla dwóch zrobię w cenie jednego - zaczepił ich, a Madox się odwrócił i oparł o ladę, nawet miał mówić, że chyba jednak nie, ale wtedy odezwał się William...
William N. Patel-Noriega
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Madox A. Noriega-Patel
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Może nawet by mu to powiedział?
Ale wtedy podszedł do nich ten trans, który im obiecał pokaz.
Madox nie był przekonany, bo jak jeszcze na dziewczyny gibające się na rurze lubił sobie popatrzeć, to na facetów może niekoniecznie, nawet biorąc pod uwagę fakt, że miał na sobie rajstopki i szpilki.
Ale William już dyskutuje z gościem... No i w zasadzie Madoxa też zaciekawił tym gadaniem, że to będzie coś, czego oni jeszcze nie widzieli, chłop na sto procent nie wiedział na kogo trafił, bo oni widzieli już chyba wszystko.
Okazało się, że jednak nie wszystko...
Bo kiedy latino hot daddy i król kokosów odebrali swoje drinki, spróbowali i stwierdzili jednogłośnie, że są zajebiste, a potem skierowali się do tego pokoiku na samym szarym końcu na pokaz, to okazało się, że takiego czegoś, to oni w życiu nie widzieli. A przynajmniej Madox.
Bo gość wyskoczył z rajstopek, na rzecz dopasowanych slipów, tylko je miał na sobie, opinały się na nim jakby zaraz miały pęknąć. Do tego pojawił się drugi facet, ubrany tak samo, a przy suficie wisiało wielkie metalowe koło. Mężczyźni sięgnęli do wielkiej misy z talkiem, natarli nim ręce, a potem zaczęli ten pokaz...
To było kurwa piękne, bo ich wygimnastykowane ciała wyginały się na tej obręczy w różnych figurach gimnastycznych, było widać mięśnie, było widać ile pracy kosztuje ich taka każda pozycja, ale też ich piękną współpracę, kiedy to jeden z nich zawieszał się na ręce drugiego, albo nodze. W tle leciała przejmująca, spokojna muzyka, a na koniec obręcz zjechała na dół, zapłonęła i kiedy jeden z mężczyzn zaczął przez nią skakać robiąc przy okazji osiem piruetów i gwiazd, jakby właśnie robił jakiś pokaz gimnastyki artystycznej, to ten drugi zaczął żonglować. Potem się zamienili, ten drugi robił szpagat i przy okazji wkładał sobie do ust miecz po samą rękojeść, a ten drugi wyciągał królika z kapelusza. W końcu zgasły światła i to chyba oznaczało koniec pokazu? A może jeszcze nie?
Ale Madox tak, czy siak zerwał się z miejsca i zaczął klaskać, bo on czegoś takiego to naprawdę w życiu nie widział. I pewnie już nie zobaczy, bo gdzie?
William N. Patel-Noriega
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Madox A. Noriega
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Do takich rzeczy to też trzeba mieć jakiś dar od boga pewnie, a Madox miał dar do innych rzeczy. Do gadania na przykład, więc zaraz się odezwał.
- Ja też, to było niesamowite - ale powiedział, ale William i tak pokiwał głową. Obaj byli zadowoleni i zaraz ustalili, że dadzą im więcej za ten pokaz i jeszcze zostawią napiwek. Należało im się.
Później już wyszli do tej zupełnie odmiennej rzeczywistości klubu motocyklowego, gdzie dookoła byli sami faceci w skórach i bandanach. To jest niesamowite, że tutaj jest coś takiego, a tam za zamkniętymi drzwiami odbył się taki pokaz.
Oczywiście, że Madox zgodziła się na bilarda, całkiem nieźle w niego grał swoją drogą, nawet kiedyś chciał wstawić stół do klubu, na dół, ale Maddie mu nie pozwalała, ale jak już jej nie było, to może teraz wstawi?
- Ej stary jak myślisz... lepiej wstawić na dół stół do bilarda, czy piłkarzyki? Wiesz tam do... p i w n i c y - to ostatnie słowo powiedział jakoś tajemniczo, bo podziemie Emptiness to był w ogóle sekret. Ale William o nim wiedział, bo czasem schodzili tam przycpać. I wtedy na przykład mogliby sobie pograć.
Biorąc pod uwagę fakt, że Madox i Will dołączyli trakcie to musieli się podzielić i Noriega był z Sunnym, a Patel z Justinem. No i dobra, szli praktycznie łeb w łeb, ale kiedy Madox zaczął wbijać bile, to poszło mu świetnie, praktycznie zostały może dwie dla słoneczka. Willowi poszło gorzej i Justin się chyba trochę wkurzył, bo wyrwał mu kij i zaczął go bardzo intensywnie kredować.
Finalnie i tak wygrali Sunny i Madox, zbili sobie piątkę, a potem trochę pośmiali z Justina i Williama, aż dymiąca czacha w pewnym momencie złamał na pół swój kij i Madox rzucił go pod stół. Szybko się ulotnili i udawali, że to nie oni.
Ruszyli za to dalej w świat, a raczej to już do Vegas, które odznaczało się na horyzoncie złotą łuną od tych wszystkich neonowych świateł. Madox sobie pogadał z Sunnym i okazało się, że on też ma męża, ale Noriega wyjaśnił, że on tak naprawdę jest zakochany w pewnej kobiecie i to z nią się chce ożenić, a Sunny mu kazał się tylko jeszcze zastanowić. Tylko, że Madox to już się zastanowił i kiedy szli z Willem do hotelu, w którym się zatrzymali, to mu nawijał.
- Ja pierdolę stary, zgubiłem chyba telefon, a miałem napisać Pilar jak dotrzemy i w ogóle... Dobrze, że ona wie, że ja tak gubię telefon, bo jakaś inna baba, to by mnie chyba zajebała - no i jeśli to nie jest prawdziwa miłość, to Madox nie wiedział co jest? To, że inna kobieta by go zajebała, a Pilar to jednak przymykała oko na jego odpierdalanie. Żeby tylko na ten ich ślub przymknęła.
Oye, tío, ¿qué te parece...?
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Madox A. Noriega
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Kocham Vegas! - rzucił Madox łapiąc Willa za ramię, kiedy wchodzili do ich hotelu. Zaraz jednak zastanawiali się gdzie jest telefon Noriegi. A mógł być wszędzie. Bo Madox niósł go w ręce, nagle go kładł, albo nim rzucał, albo go kopnął... przez przypadek. Czasem też trzymał go w dłoni i szukał.
- Mam nadzieję, że jest w pokoju - naprawdę na to liczył, bo to byłby już... jakiś piaty telefon w tym roku. Jeden wpadł mu w śnieg, drugi utopił się pod lodem, trzeci wywalił, a czwarty zgubił. Może on naprawdę powinien go nosić na smyczy na szyi? - Ale ten Trump to kurwa zdradziecka świnia był... - nie mówił tutaj o prezydencie, chociaż jako Latynos do niego pewnie miał podobne odczucia, mówił o tych piksach - w życiu nie żarłem takiego gówna - żarł jeszcze gorsze i zawsze to mówił.
W zasadzie to modlił się w duchu, żeby nie zgubił tego telefonu, portfela, ani dokumentów, ale... liczył się z tym, że mógł to zrobić. Mógł nawet swoje dokumenty dać jakimś nielegalnym imigrantom, żeby na niego przekroczyli granicę, raz to zrobił naćpany i William musiał go później z tego tłumaczyć. Bo właśnie z Patelem to zrobił, ale facet był do niego podobny, nie był w ogóle, ale na kwasie wszyscy w pewnym momencie mieli jego gębę, a potem Williama. Wtedy ten kwas to też był strasznie mocny towar.
A zaraz mocne było to, jak jakaś laska zaczęła im nawijać o tym filmiku. Okej, Madox się już pogodził z tym, że wziął po pijaku jakiś lipny ślub z Williamem. Nie lipny tak naprawdę. Ale Patelek był prawnikiem, obiecał, że to odkręci przed jego właściwym ślubem, czyli nie wiadomo tak naprawdę kiedy.
Kiedyś tam. Tak mu powiedział Madox.
- Jaki filmik? - od razu powtórzył po Williamie, a kiedy dziewczyna dała im telefon i zaczęła to wszystko pokazywać, to Madox ściągnął usta w wąską linię, a klatka piersiowa to już mu się unosiła w kurewsko niespokojnym oddechu. Bo to wyglądało...
No zajęliście w zasadzie, ale jak ktoś to zobaczy z Toronto, to przecież jaką on będzie miał opinię? Taką jak miał... jakiegoś chorego pojeba. Więc finalnie to machnął ręką, bo w zasadzie co on czasem odpierdalał w klubie... gorsze rzeczy. A jak jeszcze się zeszli we dwóch z Williamem, to przecież kiedyś rzucali w klientów limonkami i krzyczeli, że to międzygalaktyczna wojna na witaminę C. Raz chodzili tam z packami na muchy i ubijali niewidzialne nietoperze, a kiedyś chcieli zaadoptować jakiegoś Azjatę (pozdro Jason). Więc może to nawet nie było najgorsze co odjebali naćpani, ale na pewno niosło za sobą KONSEKWENCJE.
- Ej ale zmień tam, że nie gejowska para, bo ja jestem hetero - oczywiście, że Madox musiał jej to powiedzieć, bo samo to, że wszystkim prawił komplementy jacy są piękni wcale mu nie przeszkadzało, nawet nieźle wyszedł - w ogóle zajebisty kapelusz tam miałem - stwierdził i aż pokiwał głową, a potem dał lasce dwie dychy, bo on też chciał, żeby mu wysłała.
Ruszyli do pokoju i Madox już w windzie pytał Williama, czy na pewno to odkręci, a Patelek go zapewniał, że tak. W pokoju okazało się, że w międzyczasie, nikt nie wie kiedy, zrobili tam taki syf, że na żyrandolu wisiały wszystkie ciuchy Willa i slipy khaki też. Te Madoxa za to były wciśnięte między łóżko a ścianę, też nikt nie wie dlaczego. Z wypstrykanych aspiryn ułożyli na materacu serce, więc kiedy tam podeszli, to Madox od razu zeżarł takie dwie, na kaca, który wciąż jeszcze go męczył.
Trochę posprzątali, żeby jednak nie zostawiać tu takiego pierdolnika, a właściwie to sprzątał Madox podskakując na łóżku, żeby sięgnąć tych ciuchów Willa, bo Patel w tym momencie sprawdzał sejf. Wszystko było...
I wiecie co tam jeszcze było?
Kapelusz Madoxa, który dostał od podrabianej Dolly Parton, ale taki z autentycznym podpisem Dolly Parton i jej zdjęciem wraz z Madoxem na konkursie Mistera Mokrego Podkoszulka.
Na drugi dzień wrócili do Toronto, jako nowożeńcy, wciąż zastanawiając się co oni jeszcze odpierdolili w tym Vegas.
Ale przecież... co się zdarzyło w Las Vegas. Pozostaje w Las Vegas.