30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przycisnęła palce do nasady nosa i westchnęła cicho, nastawiając się psychicznie na przybycie rodziców. Państwo Darling zawsze byli dobrzy. Autentycznie niewymuszenie dobrzy. Kochani, obecni, troskliwi. Może nawet aż za bardzo. Zwłaszcza ojciec. Matka, jako lekarz, potrafiła spojrzeć na podobne sytuacje z większym spokojem. Pan Darling natomiast siał niepotrzebną panikę, a w jego oczach każde podobne zdarzenie brzmiało jak zapowiedź końca świata. To wspaniałe, że tak martwił się o swoją jedynaczkę, ale czy nie lepiej radować się z faktu, że Teddy po prostu żyje?
Zaraz? — spojrzała na wiszący na ścianie zegar z nadzieją, że ma jednak więcej czasu, żeby przygotować się na konfrontację. Może utkną w korku? Albo poprosi lekarza, żeby jednak ich nie wpuszczał. Jak widać, Teddy też zachowywała się jak piętnastolatka, która bała się, że dostanie opierdol. W takich momentach cykała się bardziej niż kiedy pierwszy raz przyszła do domu po grubo zakrapianej imprezie.
Spojrzała na April z pobłażliwym rozbawieniem. Czy ona siebie słyszała? Ależ ona była durna. Momentami wręcz imponująco durna! Darling ostatnie, o czym w tej chwili myślała, to jakieś tajemnicze lekarki, które - zupełnie przypadkiem, rzecz jasna - mogłyby się potknąć i wylądować prosto w jej szpitalnym wyrze. Bez przesady. Już prędzej obstawiłaby, że to Finch wpadłaby tu z jakimś kompletnie bezczelnym pretekstem, tylko po to, żeby sprawdzić, czy wszystko w porządku. Na razie wokół Teddy skakali jedynie sami mężczyźni, w tym wspomniany przez April doktor buc. Może wkrótce los okaże się łaskawy i na oddziale pojawi się w końcu jakaś sympatyczna pielęgniarka, która będzie pilnować, czy dzielna strażaczka grzecznie łyka wszystkie leki i nie próbuje kombinować. Wtedy przynajmniej obie miałyby na czym zawiesić oko.
Jakich powikłaniach? — wsparła się na jednej ręce, robiąc przy tym wielkie oczy. Co to w ogóle znaczyło? Już do końca życia będzie miała niesprawną rękę i nie pozwolą jej wrócić do pracy? — Nawet tak nie mów — ściągnęła brwi, uznając to za bardzo głupi żart. — Sam jest powikłaniem — skomentowała jeszcze z nadąsaną miną, bo co ten lekarz próbował zrobić? Przestraszyć jej dziewczynę? Skończony pajac.
Szybko jednak naburmuszenie zamieniła na uśmiech. Dobrze, że wyglądała tak dobrze, pomimo boleści i siniaków, które pewnie piętrzyły się jeden na drugim pod szpitalną pidżamą. Właśnie, Finch będzie musiała jej przywieźć jakieś rzeczy, nie może tak przecież paradować po oddziale w tych łachmanach! Wtedy to już na pewno nie poderwie żadnej lekarki.
Wyznanie miłości zawiązało jej żołądek w ciasny supeł. Tak było za każdym razem, gdy April mówiła, że ją kocha. W jednej chwili czuła się, jakby mogła przenosić góry. Dosłownie! Miała ochotę wyrwać z siebie wszystkie te rurki, podnieść się wbrew rozsądkowi, wziąć ją w ramiona i po prostu zabrać do domu. Ale zaraz potem przyszło otrzeźwienie. Teddy uświadomiła sobie, ile strachu musiała jej napędzić. Czuła się przez to zwyczajnie paskudnie.
Wiem — powiedziała cicho, przymykając oczy pod wpływem ciepłych ust, które musnęły dłoń. — Ja ciebie też. Najbardziej. Och, April — wyciągnęła rękę, żeby pogładzić ją po policzku i spojrzała jej prosto w oczy. — Przepraszam. Nie chciałam cię postawić w takiej sytuacji — wyznała szczerze. Niby Finch od lat wiedziała, z czym wiąże się jej praca, jednak nie dało się nie zauważyć, że teraz przeżywała wszystko ze zdwojoną mocą. — To była chwila, nie zdążyłam nic zrobić, a chłopaki mówili, żeby się nie wygłupiała... Właśnie, co z nimi? — zapytała, zerkając w kierunku drzwi. Czekali? Obwiniali bez powodu? Wściekali się, że wyrwała się przez szereg jak jakaś amatorka?

nie chcę apteki, chcę, żeby tu została dni, godziny
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wzruszyła ramionami, bo przecież nie miała pojęcia, kiedy dokładnie pojawią się jej przyszli teściowie. Nie chciała robić jej nadziei, że ma jeszcze mnóstwo czasu, ani też niepotrzebnie jej nakręcać. A zresztą! W ogóle nie pojmowała, czym ona się tak martwiła. April wątpiła, że dostanie jakiś porządny opierdol, choć przecież na niego zasługiwała. Wszystko, co mogli jej zarzucić, wypływało ze szczerych zmartwień i chęci, by ich dziecko miało się jak najlepiej. Z Finchami sytuacja na pewno nie byłaby tak jednoznaczna, szkoda nawet gadać.
Może powinna porozmawiać z panią Darling i wspólnymi siłami zrobić tak, by jednak wokół Teddy nie pojawiały się żadne zbędne baby? Wedle wszystkich medycznych seriali, jakie April oglądała, w takich miejscach wszyscy są non stop na jakiejś chorej chciy. Przecież Darling była do tego przyzwyczajona, bo zżyła z kimś takim na co dzień. A co, jak od morfiny jej się wszystko pomiesza i da się wpędzić w filtr z jakąś okropną larwą? Nie będzie przecież w stanie pilnować jej cały czas, musi chodzić siku i w ogóle. Cholera, nie mogły jej te ściany faktycznie spaść na łeb? Może gdyby została jej po tym jakaś widoczna blizna, to kogokolwiek by odstraszyła? Skądże znowu. Zaraz zleciały by się takie, które to kręci.
— Nie wiem jakich. Nie chciał mi niczego powiedzieć. — Spuściła głowę, znowu smutniejąc. Strasznie niesprawiedliwa była ta cała papierologia. Co z tego, że nie złożyła podpisu na jakimś papierku, skoro już dawno zrobiła z Teddy centrum swojego życia? Powinni ją informować, zanim nawet powiedzą coś Darling! Chyba jednak powinny przyspieszyć tę decyzję o ślubie, bo to przynajmniej wyrzuci te wszystkie kretyńskie spory w kąt. Do głowy natychmiast wpadł jej dokument o niereanimowaniu, o którym z kolei wiedziała aż za dużo. Dobrze, że tym razem żaden lekarz nie musiał się do niego stosować. Mogło wydarzyć się naprawdę pięćset gorszych rzeczy. Ale może jeszcze wydarzy? Skoro nawet Teddy sprawiała wrażenie przejętej wizjami powikłań, to musiało być coś na rzeczy. Inaczej nie odpuściłaby tego pocieszającego uśmiechu, który zdawał się być przyklejony do niej na stałe. Bardzo niedobrze. April znowu poczuła, jak żołądek podchodzi jej do gardła. Na całe szczęście nie zdążyła dzisiaj za dużo zjeść.
— Nie rozumiem. Z czym miałaś się nie wygłupiać? — Uczucie chwilowej ulgi znikneło równie szybko, jak się pojawiło. Dotyk jej partnerki był kojący, ale delulu w głowie April było mocniejsze od każdej siły tego świata. Niespecjalnie wiedziała, jak funkcjonuje się w tracie takich akcji. Znała jakieś podstawy i mniej więcej pamiętała, kto komu podlega, ale to tyle. Czy to oznaczało, że któryś z nich zrobił coś, co mogło narazić Teddy? Jeżeli tak, to na bank ich zamorduje.
— Nic im nie jest, siedzą wszyscy na korytarzu i czekają, aż ten buc ich tutaj wpuści. — Uśmiechnęła się znów słabo, chcąc ją szybciej uspokoić. Ich stan psychiczny i zdrowotny był dla niej teraz kwestią co najwyżej ośmiorzędną, ale wiedziała przecież, jak ważni byli dla samej Teddy. Nie chciała dokładać jej niepotrzebnych zmartwień.
Trochę pobiłam Donovana — dodała jeszcze, znów odwracając na moment wzrok w stronę drzwi, jakby sprawdzała, czy facet nie czai się za rogiem, żeby się jej odwinąć.

Zaopiekuj się mną Mocno tak
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Już kilkakrotnie zbierała opieprz za to, że na siebie nie uważała. April miała ten komfort, że nie była tego świadkiem. Zwykle koledzy z jednostki powiadamiali wtedy tylko rodziców Teddy, ewentualnie jakieś jej byłe partnerki, o ile o to wcześniej poprosiła. Resztę informowała o wszystkim sama, najczęściej podsyłając zabawne fotki ze szpitala z krótkimi wyjaśnieniami. Dlatego Finch nie zdawała sobie dokładnie sprawy, o czym Darling właściwie mówiła. No to teraz będzie miała świetną okazję zobaczyć wściekłego Trevora.
Gdyby tylko wiedziała, co się teraz dzieje w głowie April, pewnie parsknęłaby śmiechem. I to takim, który natychmiast skończyłby się sykiem bólu i karcącym spojrzeniem lekarza prowadzącego. Bo Teddy naprawdę nie miała w głowie żadnych innych bab. Ani jedna. Zero miejsca. Kolejka zamknięta, brak wolnych terminów, proszę spróbować w następnym życiu. Leżała w tym szpitalnym łóżku, obolała, podpięta aparaturami, z kablami ciągnącymi się po ziemi i jedyne, o czym była w stanie myśleć - poza tym, żeby nie kaszlnąć, bo to bolało jak diabli - to April. I to jak się martwiła i próbowała udawać, że wcale tego nie robi. Jeśli już miała się na coś złapać, to co najwyżej na własne głupie pomysły. Na przykład na to, że jak tylko ją wypiszą, od razu zacznie zgrywać bohaterkę.
Jak to nie chciał ci powiedzieć? — popatrzyła na nią lekko zdezorientowana, wyraźnie zbita z tropu. Na początku naprawdę wyglądała tak, jakby kompletnie nie załapała o co chodzi. Coś jednak nie zgadzało się w równaniu, które przecież powinno być banalnie proste. Jej spojrzenie na moment uciekło gdzieś w bok, jakby szukała potwierdzenia w pustej ścianie albo w tych wszystkich beznadziejnie białych szafkach, które niczego nie wyjaśniały.
Aha — wypuściła powietrze przez nos. Coś zaklikało i już wiedziała. Chodziło o te wszystkie formularze, które kiedyś wypełniała bez większego namysłu. — Rodzice pewnie nadal są wpisani jako osoby pierwszego kontaktu. Nie zmieniłam tego — przeniosła wzrok na April, cmokając przy tym z niezadowoleniem. — Jakoś nie przyszło mi do głowy — wyjaśniła, bo zazwyczaj nie myślało się o takich rzeczach, kiedy wszystko było dobrze i żaden strop nie walił się na łeb. — Zrobię to na dniach. Upoważnię cię do wszystkich informacji medycznych — zapewniła i tym razem to ona przycisnęła sobie do ust dłoń ukochanej. Teraz Teddy będzie miała wystarczająco dużo czasu, a skoro tak się niefortunnie złożyło, że i tak była na miejscu, faktycznie mogła zająć się tym jeszcze przed wypisem ze szpitala.
Z czym miała się nie wygłupiać? A z czym to się nie wygłupiła! Wypuściła powietrze z płuc, o wiele głośniej niż wcześniej i zacisnęła usta w wąską linię. Nie wiedziała, jak to ująć, żeby zabrzmiało sensownie i żeby Finch pojęła, o co jej chodzi. Przynajmniej po części.
Blaze mówił, żebym zawróciła, ale go nie posłuchałam — powiedziała, spuszczając wzrok. Nie była z siebie dumna, chociaż pewnie zrobiłaby to znowu. — Przeszukiwaliśmy sektory, została jeszcze jedna część magazynu i... Tam mogli być ludzie, April — podniosła na nią oczy, szukając zrozumienia. Czy faktycznie byli? Tego nie wiedziała, bo urwał jej się film, a przecież jeszcze nie rozmawiała z chłopakami, którzy sterczeli za drzwiami.
I pewnie będą wisieć tam tak długo, aż doktor buc nie pozwoli im zajrzeć do środka. Zawsze tak się działo, jeśli komuś z ekipy działa się krzywda.
Poczekaj — uniosła wysoko brwi i spojrzała na partnerkę z lekkim rozbawieniem. — Co zrobiłaś? — parsknęła śmiechem, wyobrażając sobie jak Finch okłada Jetta pięściami. — Ale dlaczego? — zapytała, bo przecież Donovan nic nie zrobił i nie był niczemu winien!
Już miała ją o tym zapewnić, ale w tym samym momencie drzwi uchyliły się i do środka weszli Darlingowie. Przez chwilę nie ruszyli się z miejsca, chcąc mieć pewność, że Teddy nie stało się nic strasznego i wtedy ojciec zmaterializował się przy łóżku.
Czyś ty do reszty zdurniała?! — wysyczał przez zaciśnięte zęby. Did you put your name in the Goblet of Fire? Dumbledore asked calmly. Gdyby nie to, że Teddy była tak owinięta kablami, to pewnie zacząłby szarpać ją za pidżamę.

nikt nie mógł zmienić trajektorii tych splątanych dusz, bez siebie ani rusz
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Byłaby w stanie naliczyć tyle samo momentów, w których chciała wpuścić Teddy do swojej głowy, jak tych, w których za nic w świecie nie pozwoliłaby jej tam wejść. Teraz zdecydowanie skłaniała się ku temu drugiemu. W środku działo się za dużo, wszystko było zdecydowanie zbyt stresujące. Nie chciałaby jej tym wszystkim przytłoczyć, bo przecież zauroczone lekarki to tylko wierzchołek góry lodowej. Pod powierzchnią czaił się ogromny, obleśny potwór – ale nie zielony. Czarniejszy od nicości, animizacja totalnej niewiadomej. Miał wyraźną ochotę pożreć April, pogruchotać jej wszystkie kości. Jeżeli takie monstrum zapanowywało nad jej głową przy względnie drobnym wypadku, nie chciała nawet myśleć, co mogłoby się stać, gdyby Teddy spotkało coś dużo gorszego.
— Spokojnie, przecież wszystko rozumiem. Nie spiesz się tak z tym uzupełnianiem, przecież nie masz w planach tu wylądować za szybko z powrotem, co? — Poczuła jednak ulgę. Żarty żartami, ale takie potwierdzenie, że Teddy chce to załatwić jak najszybciej, było bardzo przyjemne. Nie była na nią zła, że zapomniała tego zrobić. Finch nie miała pojęcia, czy ktokolwiek był wpisany w jej dokumenty. Nie zdziwiłaby się, gdyby figurowało tam nazwisko jakiejś byłej, o której dziś już nawet za dobrze nie pamięta, ale w momencie wpisywania jej tam wmawiała sobie, że dziewczyna będzie dla niej całym światem. No albo jednak była tam po prostu Kira. Bo przecież nie rodzice, oni w życiu nie mogliby się o czymś takim dowiedzieć jako pierwsi.
Ściągnęła brwi, przyglądając się jej minie. Nadal nie była pewna, co to wszystko oznacza. Jacy znowu ludzie i co to ma do rzeczy? Przez moment nie była nawet w stanie zrozumieć, co Blaze ma do tej całej historii. Chwilowo wyrzuciła z głowy wszystkie fakty o świecie, jakie tylko istniały. Mina Teddy była co najmniej alarmująca. Przecież ta kobieta ma naprawdę niewiele powodów do wstydu. Umysł April rozkręcał się niestety bardzo powoli. Był zbyt zajęty wytwarzaniem w tle pięciuset kolejnych scenariuszy, żeby zatrybić odpowiednio szybko. Na dodatek strażaczka rozproszyła ją tym pytaniem o Donovana, a Finch odruchowo chciała jej od razu wszystko wytłumaczyć. Nabrała powietrza, żeby opisać sytuację, kiedy nagle usłyszała dźwięk otwieranych drzwi.
Odruchowo cofnęła się o dwa kroki. Chciała zrobić Darlingom miejsce dostępu do swojej córki, przecież ona się zdążyła nią przez te kilka sekund nacieszyć. Chwila, jak to siedziała tu dłużej niż kilka sekund? W ogóle tego tak nie odczuwała. Cóż, mogła się też nieco bać wpierdolu. Sama przecież nie raz dostawała po uszach od rodziców Teddy, choć na pewno nie aż tak jak od własnych. Starali się nie włazić z butami w jej życie, ale jak ktoś ma tak durny umysł, jak April, to trudno zawsze zachowywać milczenie.
— Dzień dobry. — Zmusiła się do kolejnego nieszczerego uśmiechu, spoglądając na Theresę. Starała się wyglądać tak, jakby wszystko było w porządku i w ogóle nie mieli się czym już martwić. Pewnie i tak jej nie uwierzą. A zresztą, Theresa była w tej kwestii od niej dużo mądrzejsza.
— Rozmawialiście może z lekarzem? Albo wiecie, kiedy się tu wreszcie pofatyguje? — zapytała, nie będąc w stanie się powstrzymać i cierpliwie poczekać, aż sami podzielą się z nią wiadomościami. Fakt, że lekarz nie przyszedł tu z nimi od razu był dla niej wystarczająco nie do zniesienia.

Tyle samotnych dróg musiałem przejść bez Ciebie. Tyle samotnych dróg musiałem przejść by móc, odnaleźć Ciebie tu
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie planowała szybkiego powrotu do szpitala. Właściwie w ogóle nie miała tego w swoim bingo na ten rok. Ale czy kiedykolwiek dało się przewidzieć takie sytuacje? W teorii zawsze była przygotowana do akcji. Wiedziała, żeby się nie wychylać i zachować ostrożność. W praktyce... No w praktyce zostawała przygnieciona przez kawałki dachu. Albo traciła słuch po niespodziewanej eksplozji, godząc się w myślach z tym, że będzie musiała już do końca życia posługiwać się językiem migowym. Dobrze, że taki znała! W każdym razie decyzja już zapadła - April miała zostać jej osobą pierwszego kontaktu. Pierwszą do wszystkiego, co dotyczyło zdrowia Teddy. Oby tylko nie wydzwaniali do niej co tydzień z wieścią, że jej partnerce znowu przytrafiło się jakieś nieszczęście, bo dziewczyna jeszcze fiknie na zawał.
Chciała ją jeszcze jakoś uspokoić. Albo chociaż zagadać i zmienić temat na lżejszy, żeby nie kręcić się w kółko wokół tych samych myśli. Już nawet otworzyła usta, gotowa rzucić głupim żartem, kiedy nagle wszystko wzięło w łeb. Rodzice skutecznie ją uprzedzili. Drzwi nawet nie zdążyły się dobrze zamknąć, a ojciec był już przy niej, dosłownie w dwóch, może trzech szybkich krokach. Darling wzdrygnęła się odruchowo. Nie dlatego, że się go bała, ale ta energia, z jaką do niej podszedł, wbiła ją w szpitalne łóżko. Ta reakcja była w pełni uzasadniona. Zwłaszcza teraz, kiedy była w połowie poskładana z bandaży i kabli.
Trevor nył wściekły. To było widać od razu. W napiętej szczęce i w tym, jak jego spojrzenie przeskakiwało po Teddy, próbując ocenić wszystkie szkody naraz i jeszcze znaleźć winnego. Ale w jego oczach, pomijając złość, malowała się również troska.
Tato, nic mi nie jest — powiedziała od razu, prostując się nieznacznie. — Mam dwie ręce i dwie nogi, widzisz? — zaprezentowała z dumą wszystkie kończyny.
Ale na łby to chyba żeś się z chujem pozamieniała, co? — pokręcił z dezaprobatą głową. Trudno było stwierdzić, czy mówi poważnie, czy schodziły z niego pierwsze emocje i miało to być coś w rodzaju żartu. Szkoda, że musiał mieszać w to męskie przyrodzenia. — Jett mi wszystko opowiedział. Gdzieś ty się tam pchała, dzieciaku?
Theresa stanęła nieco z tyłu, zaraz obok April. Zdążyła już zlustrować wzrokiem swoją córkę i ocenić obrażenia. Przyjrzała się pomiarom na aparaturze i karcie zawieszone w na końcu łóżka. Dopiero wtedy uśmiechem odpowiedziała na powitanie Finch, kładąc jej rękę na ramieniu.
Zdążyłam zamienić z nim kilka słów, zanim poszedł na obchód. — wyjaśniła spokojnie, najwyraźniej doskonale zdając sobie sprawę z jej zdenerwowania. — Najważniejsze, że stan Teddy jest stabilny i nic nie zagraża jej zdrowiu— pokiwała głową, jakby chciała umocnić wypowiedziane słowa, ale zaraz nachyliła się w kierunku April żeby tylko ona mogła ją usłyszeć. — Trochę niepokoi ich ten bark, ale na razie jest zbyt spuchnięty, żeby prześwietlenie mogło wykazać coś więcej — dodała na tyle cicho, na ile zdołała, co i tak nie umknęło Teddy, która właśnie starała się wyjaśnić ojcu, że naprawdę nic takiego się nie stało.
Zachowujesz się tak, jakby to był pierwszy raz — prychnęła pod nosem, wyraźnie poirytowana jego reakcją. — Ryzyko zawodowe. Wiesz, co to w ogóle znaczy? Prawdopodobieństwo wystąpienia niepożądanych zdarzeń związanych z wykonywaną pracą. Mówi ci to coś? — przeniosła wzrok na szepczącą matkę. — Chciałam tylko przypomnieć, że dalej tutaj jestem — pomachała, chcąc zwrócić na siebie uwagę. Jeśli rodzice dowiedzieli się o czymś, o czym do tej pory nie powiedział jej lekarz, chciała wiedzieć. Miała do tego prawo! — April? — przeniosła spojrzenie w przekonaniu, że chociaż ona nie zacznie wciskać jej żadnego kitu.

być blisko ciebie, to jak wygrać życie
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”