ODPOWIEDZ
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

039.
Between packed boxes and half-empty rooms…
there was still something he hadn’t told her.

trigger warning
przekleństwa i tajemnice?

Przylecieli z Meksyku i właściwie Madox nawet nie rozpakował walizki, nawet nie zdążyli z Pilar dobrze porozmawiać, a William już wyciągał go do Vegas zasłaniając się tym, że to sprawa życia i śmierci.
A na koniec dowalił mu jeszcze tekstem, że jako twój adwokat radzę ci, ze mną jechać, no i dodał, że za wszystko płaci, więc Noriega nie mógł mu odmówić. Zresztą prawda jest taka, że on mu nigdy nie odmawiał, nawet najgłupszych zajawek, ich relacja wyglądała odrobinę jak jego ze Stewart, razem wchodzili we wszystko, popierali swój każdy głupi pomysł. Szkoda tylko, że te Willa i Madoxa były naprawdę absurdalne, a najczęściej kierowane różnymi substancjami psychoaktywnymi. Bo jak się zejdzie ćpun ze ćpunem... To kończy się ślubem w Vegas, wycieczką do sekty na pustyni i

kilkoma milionami wygranymi w kasynie...


Tak więc przy śniadaniu, kiedy Noriega smarował kolejną kanapkę dżemem, a drugą stronę masłem orzechowym, żeby je potem złożyć i dać Pilar, to gdzieś pomiędzy... dżemem i masłem orzechowym, oznajmił jej, że leci z Willem do Vegas, ale to tylko dwa dni, jednego przylatują, balują, drugiego już wracają. Dwa dni.
Gdyby tylko wziąć pod uwagę fakt, ile u nich się wydarzyło podczas tych trzech dni w Meksyku, to można by się zastanowić, ale przecież... co złego może się wydarzyć w Vegas? Pograją trochę w kasynie, przepuszczą w ciul kasy Patela i wrócą. Chłopski wypad do Vegas, nic szczególnego. Tak jej się tłumaczył. A ona przecież mu nie odmówiła.
A powinna.
Tylko, że Pilar nie znała Williama tak dobrze jak Madox, może nawet... O zgrozo, miała go za porządnego prawnika?
W końcu był adwokatem, całkiem niezłym. Kiedy akurat nie był przećpany.
Ale Madox po powrocie z Vegas wierzył, że jednak William zna się na swoim fachu. Liczył na to i trzy razy dziennie pytał go, czy to już załatwił. A on nie załatwił wciąż...

A najgorsze jest to, że...
trzeba było przyznać się przed Pilar.


Bo jeszcze nic jej nie powiedział. Wrócił z Vegas wyjebany, na tak kurewskim zjeździe, że ledwo cokolwiek powiedział. A potem musiał iść do klubu, bo okazało się... Cały czas się okazywało, że jednak bez Maddie to nie było takie proste.
I teraz, dzień drugi po Vegas, Madox dopiero się zebrał, żeby porozmawiać z Pilar. Miedzy kartonami, które mieli od niej przewozić. Akurat te kartony go cieszyły, to, że jej przeprowadzka będzie już kompletna. Przyklepana kolejnymi pudłami, które złożą gdzieś u niego, chociaż Madox wciąż zastanawiał się gdzie. Ale przecież jeden pokój mieli wolny, ten w którym mieszkała Flora, bo ten po Debbie dostał Ricardo. Mieszkanie Noriegi było spore, trzy pokoje, salon, mini kuchnia i łazienka. Pewnie na rzecz tej mini kuchni postawiony był dodatkowy pokój. Ale im w zasadzie nic większego nie było potrzebne. Chociaż... Rich starał się tam gotować.
I dzisiaj też miał im coś ugotować. Więc Madox, kiedy wszedł do mieszkania Stewart lawirując między kartonami, to zaraz opierał się o jakiś stos pudeł, żeby wbić w nią ciemne spojrzenie.
- Ricardo dzisiaj robi jakąś kolację, z okazji twojej przeprowadzki - rzucił a zaraz już się prostował - to co? Zabieramy wszystko? - zapytał i jeszcze zajrzał do kuchni, gdzie blaty były już puste. A dobrze mu się nawet kojarzyły, blaty i stół. Kanapa też - masz już kogoś, kto się tu wprowadzi? - zapytał i zajrzał do jakiegoś kartonu, żeby zaraz go zamknąć - wziąłem w ogóle auto z klubu, więcej się tam zmieści - bo jednak jego BMW było mniejsze niż ten wielki, czarny SUV. Pokręcił się jeszcze po mieszkaniu, zanim finalnie stanął przed Pilar.
Najpierw kartony, czy najpierw powinien jej powiedzieć?
Widać było, że coś go gryzie? Starał się, żeby nie, z tym swoim luzackim uśmiechem, ale kurwa...
Przecież Stewrat czytała go jak z otwartej księgi, on nic nie umiał przed nią ukryć. Ostatnio w dwie sekundy rozgryzła go, kiedy kłamał, że był na spacerze z Sombrą, a nie był. W ogóle nie umiał jej kłamać...
Więc kiedy pytała rano jak było w Vegas to rzucił tylko krótkie spoko.
Ale teraz nie wykręci się jednym spoko.
Sięgnął do kieszeni kurtki i zaraz wyciągnął z niej jakiegoś czekoladowego batona, jej ulubionego Wunderbara w mlecznej czekoladzie.
- Kupiłem ci batona, tego co lubisz, bo akurat byłem na stacji po papierosy - liczył, że ją tym urobi? Chociaż odrobinę.
No i jeszcze pytanie... od kiedy Madox palił? Od powrotu z Vegas chyba. Ale kto by nie palił, gdyby po pijaku i naćpanym, wziął ślub ze swoim kumplem.
A przecież jedyny ślub jaki kiedykolwiek chciał wziąć Madox, to był... z nią.

Tengo que decirte algo, cariño ⋆⭒˚。⋆
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor


029.
another day
another lie?

Spoiler
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
Po powrocie z Meksyku głównie leżała.
Tym razem nie tylko dostała masę papierologii do zrobienia od Eliota ale i również została wysłana na przymusowy pobyt w domu w związku z tym, co stało się w Guadalupe. Bo chociaż ich wielka ucieczka była epicka pod każdym względem, tak kiedy tylko Pilar pojawiła się w pracy, okazało się… że tam już wszystko wiedzieli.
Przez bite trzy godziny słuchała, jak komisarz prawi jej morały na temat tego, jak nieodpowiedzialne było to, co zrobili. Jak durnie się zachowali, nie tylko wtrącając się do tego stopnia w sprawę z Gonzalesem, ryzykując życie, ale potem też kradnąc ambulans i dosłownie uciekając przed policją. Na nic zdały się jej tłumaczenia, że mieli już kupione bilety i naprawdę się śpieszyli. Eliot nie kupił ani jednej jej bajeczki, chociaż sprzedawała je z prawdziwą pasja i przekonaniem. A kiedy zobaczył jej siniaki na całym ciele… po prosty wysłał ją do domu. Kazał zdać dokładny raport z całej akcji, ze szczegółami, spisać zeznania swoje i Madoxa i dostarczyć po kilku dniach na jego biurko. Zagroził jej też, że jeszcze jedna taka akcja, a postara się o to, żeby ją zdegradowano.
To był pierwszy moment, kiedy naprawdę doszło do niej, że ich wybryki mogły mieć prawdziwe konsekwencje. Nie chciała tracić pracy, dlatego faktycznie zrobiła wszystko, co kazał jej Eliot nawet nie próbując się z nim wykłócać. I może też dlatego tak łatwo zgodziła się na wyjazd Madoxa do Vegas? Kiedy powiedział jej, że on i Patel chcą sprawić sobie dwa dni baletów na odstresowanie po prostu się zgodziła. Bo co mogło się niby stać? Przecież ufała Noriedze. Wszystko co przeszli w ostatnim czasie sprawiło, że ufała mu bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Wierzyła w to, że pomimo durnych pomysłów, jego kręgosłup moralny był wystarczająco silny, by nie odjebać nic poważnego.
Więc poleciał. A ona nawet za bardzo do niego nie wypisywała, chcąc dać mu ten wolny czas spędzić z przyjacielem. Ten swój spędziła głównie na pakowaniu rzeczy z mieszkania. Dopiero kiedy zaczęła to wszystko wyciągać i ładować do papierowych kartonów, uświadomiła sobie, jak wiele z tego wcale nie potrzebowała, dlatego finalnie podzieliła pakunki na do oddania i te, które faktycznie zamierzała zabrać na Distillery District.
Kiedy Madox pojawił się w mieszkaniu, Stewart ładowała akurat sukienki z szafy do wielkiego wora. Nawet nie próbowała ich jakkolwiek złożyć — po prostu wrzucała wszystko jak leci z nastawieniem, że kiedy na nowo powiesi je na wieszaku, same się jakoś wyprostują.
I dobrze, bo umieram z głodu — krzyknęła z głową wciąż wciśnięta pomiędzy półki, na wieści, że Riczi przygotuj im kolacje. — A co będzie? — musiała o to zapytać. Wiedziała, że Ricardo świetnie gotował, jadła jego potrawy już od kilku dobrych tygodni, ale ciekawość i tak za każdym razem brała górę. Wrzuciła ostatnie łaszki do wora, a potem cisnęła nim przez drzwi, niefortunnie trafiając Madoxa prosto w klatkę piersiową. Nawet nie przeprosiła. Po prostu uśmiechnęła się do niego ciepło i zarzuciła ręce na biodra, otulając spojrzeniem wspomniane przez niego pudła.
Te o tutaj bierzemy — wskazała odpowiedni kierunek. — A tamto wszystko do wyjebania — wzruszyła ramionami. — I tak nie używam tych rzeczy, większość książek też już przeczytałam, więc pomyślałam, że może jutro zawieziemy to do domu dziecka? — spojrzała na niego wyczekująco. Jasne, mogła niektórą elektronikę wrzucić do neta i sprzedać, zarobić z tego dodatkową gotówkę, ale przecież dzieciaki nie tylko będą mieć z tego o wiele więcej pożytku ale też na pewno bardziej im się to przyda. Sama Stewart przez większość swojego pobytu miała pod poduszką tylko dwie książki, które czytała na okrągło, bo kiedy ona była w bidulu nie było tam nawet biblioteczki.
Skinęła głową na informację, że wziął auto z klubu, a zaś na pytanie czy już kogoś znalazła, pokręciła przecząco. Szczerze mówiąc nawet nie zaczęła szukać. Pewnie powinna zacząć od wrzucenia ogłoszenia, ale na to również nie znalazłam ostatnich dniach czasu. Z drugiej strony przecież się nie spieszyło. Miała już oszczędności i jeden dodatkowy czynsz nic nie zmieni w jej miesięcznych wydatkach. Zmieniło się jednak nieco zachowanie Noriegi. A może tylko się jej wydawało? Chociaż fakt, że nawet się z nią nie przywitał jak przyszedł samo w sobie było… dziwne. Nie w jego stylu. A kiedy zaraz władował jej w rękę czekoladowego batona, spojrzała na niego podejrzliwie.
Kupiłeś mi batona? — zmarszczyła brwi, mrużąc lekko oczy. I jak jeszcze sam baton nie był aż tak podejrzany, tak już w połączeniu z kupieniem papierosów, tworzył śmierdzącą mieszankę. — I od kiedy palimy bez okazji? — dopytała, przytrzymując go przy sobie za dłoń, z której trzymał Wunderbara. Madox doskonale wiedział, o co jej chodziło i co miała na myśli. Bo jasne, zdarzało im się palić, często nawet wspólnie ale raczej przy konkretnych wydarzeniach, wyskokach adrenaliny, stresie, czy wybornym seksie. Ale teraz?
Nie pasowało jej to.
Nie pasowało jej również jego spojrzenie.
Uciekał od niej wzrokiem. Madox. Madox Noriega, który normalnie nie mógł się od niej odkleić. Który już normalnie zaczepiałby ją na wszystkich możliwych frontach i pewnie przyciskał właśnie do framugi drzwi, w których stali. Coś musiało być nie tak.
No dalej — wyprostowała się, robiąc krok w jego kierunku. — Gadaj — rzuciła o wiele bardziej stanowczo, uważnie mu się przyglądając. W międzyczasie zgarnęła baton i oczywiście, że go otworzyła, a potem władowała kawałek do ust. — Choudzi o kloub? Couś się stao? — wymlaskała, z początku wciąż jeszcze nieprzejęta do tego stopnia, by odmówić sobie batona. Jakoś tak z góry założyła, że przecież nie mogło chodzić o nich. No bo jak?

¿Qué me estás ocultando, cariño? જ⁀➴ ♡
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#26”