34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

039.
Between packed boxes and half-empty rooms…
there was still something he hadn’t told her.

trigger warning
przekleństwa i tajemnice?
Przylecieli z Meksyku i właściwie Madox nawet nie rozpakował walizki, nawet nie zdążyli z Pilar dobrze porozmawiać, a William już wyciągał go do Vegas zasłaniając się tym, że to sprawa życia i śmierci.
A na koniec dowalił mu jeszcze tekstem, że jako twój adwokat radzę ci, ze mną jechać, no i dodał, że za wszystko płaci, więc Noriega nie mógł mu odmówić. Zresztą prawda jest taka, że on mu nigdy nie odmawiał, nawet najgłupszych zajawek, ich relacja wyglądała odrobinę jak jego ze Stewart, razem wchodzili we wszystko, popierali swój każdy głupi pomysł. Szkoda tylko, że te Willa i Madoxa były naprawdę absurdalne, a najczęściej kierowane różnymi substancjami psychoaktywnymi. Bo jak się zejdzie ćpun ze ćpunem... To kończy się ślubem w Vegas, wycieczką do sekty na pustyni i

kilkoma milionami wygranymi w kasynie...


Tak więc przy śniadaniu, kiedy Noriega smarował kolejną kanapkę dżemem, a drugą stronę masłem orzechowym, żeby je potem złożyć i dać Pilar, to gdzieś pomiędzy... dżemem i masłem orzechowym, oznajmił jej, że leci z Willem do Vegas, ale to tylko dwa dni, jednego przylatują, balują, drugiego już wracają. Dwa dni.
Gdyby tylko wziąć pod uwagę fakt, ile u nich się wydarzyło podczas tych trzech dni w Meksyku, to można by się zastanowić, ale przecież... co złego może się wydarzyć w Vegas? Pograją trochę w kasynie, przepuszczą w ciul kasy Patela i wrócą. Chłopski wypad do Vegas, nic szczególnego. Tak jej się tłumaczył. A ona przecież mu nie odmówiła.
A powinna.
Tylko, że Pilar nie znała Williama tak dobrze jak Madox, może nawet... O zgrozo, miała go za porządnego prawnika?
W końcu był adwokatem, całkiem niezłym. Kiedy akurat nie był przećpany.
Ale Madox po powrocie z Vegas wierzył, że jednak William zna się na swoim fachu. Liczył na to i trzy razy dziennie pytał go, czy to już załatwił. A on nie załatwił wciąż...

A najgorsze jest to, że...
trzeba było przyznać się przed Pilar.


Bo jeszcze nic jej nie powiedział. Wrócił z Vegas wyjebany, na tak kurewskim zjeździe, że ledwo cokolwiek powiedział. A potem musiał iść do klubu, bo okazało się... Cały czas się okazywało, że jednak bez Maddie to nie było takie proste.
I teraz, dzień drugi po Vegas, Madox dopiero się zebrał, żeby porozmawiać z Pilar. Miedzy kartonami, które mieli od niej przewozić. Akurat te kartony go cieszyły, to, że jej przeprowadzka będzie już kompletna. Przyklepana kolejnymi pudłami, które złożą gdzieś u niego, chociaż Madox wciąż zastanawiał się gdzie. Ale przecież jeden pokój mieli wolny, ten w którym mieszkała Flora, bo ten po Debbie dostał Ricardo. Mieszkanie Noriegi było spore, trzy pokoje, salon, mini kuchnia i łazienka. Pewnie na rzecz tej mini kuchni postawiony był dodatkowy pokój. Ale im w zasadzie nic większego nie było potrzebne. Chociaż... Rich starał się tam gotować.
I dzisiaj też miał im coś ugotować. Więc Madox, kiedy wszedł do mieszkania Stewart lawirując między kartonami, to zaraz opierał się o jakiś stos pudeł, żeby wbić w nią ciemne spojrzenie.
- Ricardo dzisiaj robi jakąś kolację, z okazji twojej przeprowadzki - rzucił a zaraz już się prostował - to co? Zabieramy wszystko? - zapytał i jeszcze zajrzał do kuchni, gdzie blaty były już puste. A dobrze mu się nawet kojarzyły, blaty i stół. Kanapa też - masz już kogoś, kto się tu wprowadzi? - zapytał i zajrzał do jakiegoś kartonu, żeby zaraz go zamknąć - wziąłem w ogóle auto z klubu, więcej się tam zmieści - bo jednak jego BMW było mniejsze niż ten wielki, czarny SUV. Pokręcił się jeszcze po mieszkaniu, zanim finalnie stanął przed Pilar.
Najpierw kartony, czy najpierw powinien jej powiedzieć?
Widać było, że coś go gryzie? Starał się, żeby nie, z tym swoim luzackim uśmiechem, ale kurwa...
Przecież Stewrat czytała go jak z otwartej księgi, on nic nie umiał przed nią ukryć. Ostatnio w dwie sekundy rozgryzła go, kiedy kłamał, że był na spacerze z Sombrą, a nie był. W ogóle nie umiał jej kłamać...
Więc kiedy pytała rano jak było w Vegas to rzucił tylko krótkie spoko.
Ale teraz nie wykręci się jednym spoko.
Sięgnął do kieszeni kurtki i zaraz wyciągnął z niej jakiegoś czekoladowego batona, jej ulubionego Wunderbara w mlecznej czekoladzie.
- Kupiłem ci batona, tego co lubisz, bo akurat byłem na stacji po papierosy - liczył, że ją tym urobi? Chociaż odrobinę.
No i jeszcze pytanie... od kiedy Madox palił? Od powrotu z Vegas chyba. Ale kto by nie palił, gdyby po pijaku i naćpanym, wziął ślub ze swoim kumplem.
A przecież jedyny ślub jaki kiedykolwiek chciał wziąć Madox, to był... z nią.

Tengo que decirte algo, cariño ⋆⭒˚。⋆
Ostatnio zmieniony czw kwie 16, 2026 10:14 pm przez Madox A. Noriega, łącznie zmieniany 1 raz.
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor


029.
another day
another lie?

Spoiler
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
Po powrocie z Meksyku głównie leżała.
Tym razem nie tylko dostała masę papierologii do zrobienia od Eliota ale i również została wysłana na przymusowy pobyt w domu w związku z tym, co stało się w Guadalupe. Bo chociaż ich wielka ucieczka była epicka pod każdym względem, tak kiedy tylko Pilar pojawiła się w pracy, okazało się… że tam już wszystko wiedzieli.
Przez bite trzy godziny słuchała, jak komisarz prawi jej morały na temat tego, jak nieodpowiedzialne było to, co zrobili. Jak durnie się zachowali, nie tylko wtrącając się do tego stopnia w sprawę z Gonzalesem, ryzykując życie, ale potem też kradnąc ambulans i dosłownie uciekając przed policją. Na nic zdały się jej tłumaczenia, że mieli już kupione bilety i naprawdę się śpieszyli. Eliot nie kupił ani jednej jej bajeczki, chociaż sprzedawała je z prawdziwą pasja i przekonaniem. A kiedy zobaczył jej siniaki na całym ciele… po prosty wysłał ją do domu. Kazał zdać dokładny raport z całej akcji, ze szczegółami, spisać zeznania swoje i Madoxa i dostarczyć po kilku dniach na jego biurko. Zagroził jej też, że jeszcze jedna taka akcja, a postara się o to, żeby ją zdegradowano.
To był pierwszy moment, kiedy naprawdę doszło do niej, że ich wybryki mogły mieć prawdziwe konsekwencje. Nie chciała tracić pracy, dlatego faktycznie zrobiła wszystko, co kazał jej Eliot nawet nie próbując się z nim wykłócać. I może też dlatego tak łatwo zgodziła się na wyjazd Madoxa do Vegas? Kiedy powiedział jej, że on i Patel chcą sprawić sobie dwa dni baletów na odstresowanie po prostu się zgodziła. Bo co mogło się niby stać? Przecież ufała Noriedze. Wszystko co przeszli w ostatnim czasie sprawiło, że ufała mu bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Wierzyła w to, że pomimo durnych pomysłów, jego kręgosłup moralny był wystarczająco silny, by nie odjebać nic poważnego.
Więc poleciał. A ona nawet za bardzo do niego nie wypisywała, chcąc dać mu ten wolny czas spędzić z przyjacielem. Ten swój spędziła głównie na pakowaniu rzeczy z mieszkania. Dopiero kiedy zaczęła to wszystko wyciągać i ładować do papierowych kartonów, uświadomiła sobie, jak wiele z tego wcale nie potrzebowała, dlatego finalnie podzieliła pakunki na do oddania i te, które faktycznie zamierzała zabrać na Distillery District.
Kiedy Madox pojawił się w mieszkaniu, Stewart ładowała akurat sukienki z szafy do wielkiego wora. Nawet nie próbowała ich jakkolwiek złożyć — po prostu wrzucała wszystko jak leci z nastawieniem, że kiedy na nowo powiesi je na wieszaku, same się jakoś wyprostują.
I dobrze, bo umieram z głodu — krzyknęła z głową wciąż wciśnięta pomiędzy półki, na wieści, że Riczi przygotuj im kolacje. — A co będzie? — musiała o to zapytać. Wiedziała, że Ricardo świetnie gotował, jadła jego potrawy już od kilku dobrych tygodni, ale ciekawość i tak za każdym razem brała górę. Wrzuciła ostatnie łaszki do wora, a potem cisnęła nim przez drzwi, niefortunnie trafiając Madoxa prosto w klatkę piersiową. Nawet nie przeprosiła. Po prostu uśmiechnęła się do niego ciepło i zarzuciła ręce na biodra, otulając spojrzeniem wspomniane przez niego pudła.
Te o tutaj bierzemy — wskazała odpowiedni kierunek. — A tamto wszystko do wyjebania — wzruszyła ramionami. — I tak nie używam tych rzeczy, większość książek też już przeczytałam, więc pomyślałam, że może jutro zawieziemy to do domu dziecka? — spojrzała na niego wyczekująco. Jasne, mogła niektórą elektronikę wrzucić do neta i sprzedać, zarobić z tego dodatkową gotówkę, ale przecież dzieciaki nie tylko będą mieć z tego o wiele więcej pożytku ale też na pewno bardziej im się to przyda. Sama Stewart przez większość swojego pobytu miała pod poduszką tylko dwie książki, które czytała na okrągło, bo kiedy ona była w bidulu nie było tam nawet biblioteczki.
Skinęła głową na informację, że wziął auto z klubu, a zaś na pytanie czy już kogoś znalazła, pokręciła przecząco. Szczerze mówiąc nawet nie zaczęła szukać. Pewnie powinna zacząć od wrzucenia ogłoszenia, ale na to również nie znalazłam ostatnich dniach czasu. Z drugiej strony przecież się nie spieszyło. Miała już oszczędności i jeden dodatkowy czynsz nic nie zmieni w jej miesięcznych wydatkach. Zmieniło się jednak nieco zachowanie Noriegi. A może tylko się jej wydawało? Chociaż fakt, że nawet się z nią nie przywitał jak przyszedł samo w sobie było… dziwne. Nie w jego stylu. A kiedy zaraz władował jej w rękę czekoladowego batona, spojrzała na niego podejrzliwie.
Kupiłeś mi batona? — zmarszczyła brwi, mrużąc lekko oczy. I jak jeszcze sam baton nie był aż tak podejrzany, tak już w połączeniu z kupieniem papierosów, tworzył śmierdzącą mieszankę. — I od kiedy palimy bez okazji? — dopytała, przytrzymując go przy sobie za dłoń, z której trzymał Wunderbara. Madox doskonale wiedział, o co jej chodziło i co miała na myśli. Bo jasne, zdarzało im się palić, często nawet wspólnie ale raczej przy konkretnych wydarzeniach, wyskokach adrenaliny, stresie, czy wybornym seksie. Ale teraz?
Nie pasowało jej to.
Nie pasowało jej również jego spojrzenie.
Uciekał od niej wzrokiem. Madox. Madox Noriega, który normalnie nie mógł się od niej odkleić. Który już normalnie zaczepiałby ją na wszystkich możliwych frontach i pewnie przyciskał właśnie do framugi drzwi, w których stali. Coś musiało być nie tak.
No dalej — wyprostowała się, robiąc krok w jego kierunku. — Gadaj — rzuciła o wiele bardziej stanowczo, uważnie mu się przyglądając. W międzyczasie zgarnęła baton i oczywiście, że go otworzyła, a potem władowała kawałek do ust. — Choudzi o kloub? Couś się stao? — wymlaskała, z początku wciąż jeszcze nieprzejęta do tego stopnia, by odmówić sobie batona. Jakoś tak z góry założyła, że przecież nie mogło chodzić o nich. No bo jak?

¿Qué me estás ocultando, cariño? જ⁀➴ ♡
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa i rozpraszanie c;
Dobrze, że bajeczkę Madoxa o kawalerskim jego najlepszego przyjaciela... w Vegas, Eliot kupił. Oczywiście, że się wydzierał, oczywiście, że chciał, żeby Madox mu to wszystko wyjaśnił, to co odjebało się w Meksyku, ale mógł poczekać dwa dni.
Bo jednak kawalerski ma się raz w życiu, a przynajmniej tak uważał Eliot, więc się zgodził. Pogadał jeszcze, że po powrocie Noriega ma się stawić na komisariacie.
Ta... na pewno. Już tam biegł.
Chociaż wiedział, że kiedyś będzie musiał to zrobić.
Ale po kolei... Najpierw Pilar.

I kartony.


Liczył na to, że może ją zagada, gdzieś między jednym pudłem, a drugim, rzuci sobie po prostu, a wiesz co cariño, tak wyszło, że wzięliśmy z Willem ślub w Vegas, i okazało się, że on wcale nie był lipny... Śmieszne nie?
A ona mu powie, że śmieszne, i jakieś Madox ale ty jesteś zabawny. Tylko chyba nie Pilar Stewart, i nie w tym życiu w ogóle. Bo przecież Noriega i jego spaczone poczucie humoru też pozostawiało wiele do życzenia.
Wiele do życzenia też pozostawiało to pakowanie sukienek przez Pilar i nawet Madox przez chwilę chciał do niej podejść i jej pokazać jak je składać, żeby się nie pogniotły, ale z drugiej strony... Jak on się pakował na wakacje zwijając wszystko w kłębek i do walizki, to chyba nie mógł się w tym temacie tutaj wymądrzać. No i druga rzecz... że w ogóle podchodził do Stewart trochę na paluszkach. Najpierw badał teren, chciał ją trochę urobić czymś dobrym, zanim wyskoczy ze swoją niespodzianką.
- Nie wiem, a na co masz ochotę, to mu napiszę? - i nawet wyjął telefon, żeby napisać do Ricardo ej stary ugotuj dzisiaj coś zajebistego, zapłacę ci, napiszę co jak się dowiem, to dla Pilar, ma urodziny, to najlepiej jakbyście się z Roską ulotnili... - napisałem, żeby nas zaskoczył - tak, dokładnie tak mu napisał. Ale akurat przy tym drobnym zmyślaniu to powieka mu nawet nie drgnęła. Za to on drgnął, kiedy rzuciła w niego workiem, i złapał go na swojej klacie, refleks Spidermana, nigdy go nie zawiódł. Często zawodził.
- A mundurki, w którym są mundurki? I kajdanki? I takie wiesz... - uniósł jedną brew, ale nie dokończył co, a ona albo wiedziała, albo nie. Ale jego mina mogła wskazywać... srebrną taśmę? Albo coś w tym stylu. Położył sukienki na wierzchu pudełek do zabrania i nawet już miał się po nie schylać, ale wtedy Pilar powiedziała o tym sierocińcu, a Madox zaraz się uśmiechnął - zajebiście, też coś dołożę - może nie książki, ale jakieś gry, które i tak się kurzyły tylko u niego na półce. Albo może coś, co zostawiła po sobie Flora, bo właściwie jeszcze dokładnie nie posprzątali jej pokoju. Na pewno coś się znajdzie. A jak nie... To Madox gotowy był nawet coś kupić, żeby tylko udobruchać trochę Stewart.
Zaraz próbował tym batonem, skinął głową na jej pytanie.
- Twojego ulubionego - podkreślił to, że to jej ulubiony, a nie byle jaki tam baton. Ale chyba trochę tym przegiął, tylko zaraz się okazało, że to wcale nie baton jej tutaj śmierdział, tylko te fajki.
No tak, bo Madox nie palił. Czasem. Ale nie tak o, bez żadnego powodu. Więc kiedy tak złapała jego rękę, i już wiedziała, że coś jest na rzeczy, to oczywiście jego ciemne tęczówki opadły gdzieś na kartony.
Mógł powiedzieć, że od kiedy ma problemy z klubem... Miał też problemy z klubem. Nawet by jej nie skłamał.
Trochę tylko, bo przecież nie o to mu chodziło.
Zamrugał kilka razy, kiedy kazała mu gadać.
Mógłby ją zagadać, opowiedzieć jej dziesięć historii od czapy i gdzieś pomiędzy wpleść to, co jej faktycznie chciał powiedzieć.

No nie mógł.
Ale mógł za to...
I zaraz to zrobił.


Przysunął się do niej i już wisiał gdzieś nad jej ramieniem.
- Daj spróbować - no tak... jakby nigdy nie jadł tego batona, a jadł, bo to był też jego ulubiony. Ale oczywiście jak mu dała kawałek, to zaczepił wargami o jej palec, a potem zamruczał jeszcze się do nie przysuwając, a już zaraz łasząc się do niej i przytulając do jej pleców - właściwie to wiesz co... - prosto do ucha, tak, żeby ciepły oddech wylądował na nagiej skórze za nim. Palcami przesunął delikatnie po jej brzuchu... bo siniaki, pamiętał o nich, ale wtulił się w nią, zaciągając jej zapachem - jest taka jedna rzecz - jedna maleńka rzecz... Tak tyci, tyci.
Nie no kurwa.
To nie była taka mała rzecz.
Chociaż Madox cały czas utrzymywał, że była, że to się zdarza, przecież... każdy ma na sumieniu jakiś pijany ślub w Vegas. No chyba nie każdy.
- Ej... ale może porozmawiamy przy kolacji? - bo skoro Pilar była głodna, to szanse na to, że jak się dowie, to go zapierdoli, rosły. Ale czy teraz ona w ogóle porzuci temat?
Wątpił w to... Mógł w ogóle go nie zaczynać. Albo musi się bardziej postarać, żeby ją rozproszyć. I nawet chciał, wsuwając czubki palców pod materiał jej koszulki - też jestem głodny, więc bierzemy co się zmieści i spadamy, co? - dobry pomysł? Liczył, że dobry, liczył też że jego ręka, którą przesunął na jej pierś, będzie dodatkowym argumentem przemawiającym za tym, że jednak... nie muszą rozmawiać w tej chwili. Pewnie musieli, skoro już zaczął...

recuerda que te quiero ✿˚ ༘ ⋆。♡˚
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Widziała, że się do niej skradał.
Nie znała go przecież od wczoraj.
Już doskonale poznawała te jego sztuczki; to jak próbował zagadywać, zadawał pytania, chwytał się najdrobniejszych rzeczy tylko po to, żeby zmienić temat. Tak samo jak zagadał ją kolacji. O tym, że napisze Ricziemu co miał ugotować, specjalnie to na co ona miała ochotę? Od kiedy? Przecież zazwyczaj po prostu przychodzili i pochłaniali wszystko, co tylko czekało na talerzu. Może ktoś normalny nie zauważyłby tych odchyłów, ale przecież Pilar znała go już dobrze, a do tego widziała go w akcji już nie raz. To samo tyczyło się pytań o pudła i mundur.
Mundurki i kajdanki już mam przygotowane na przyszły tydzień — skoro on chciał się z nią bawić w zaczepki, ona również nie miała zamiaru być mu dłużna. — Mam nadzieje, że pamiętasz — a tak sobie rzuciła, chociaż w rzeczywistości sama Stewart ledwo wiedziała, jaki aktualnie mieli dzień, a co dopiero to, co miało być za tydzień. Pewnie nic. Chociaż w ich przypadku wystarczyły chęci, a okazja zaraz by się jakaś znalazła. Tak samo jak on zaraz zaoferował się, że od siebie również dołoży kilka artefaktów do darowizny dla domu dziecka. Uśmiechnęła na te słowa i skinęła energicznie głową, dając mu tym samym znać, że uważała to za dobry pomysł.
Jej spojrzenia jednak wciąż było podejrzliwie. Przyglądała mu się uważnie z każdym krokiem, jaki wykonywał. Wczytywała się w najdrobniejszy gest oraz słowa, jakie opuszczały jego usta. Może gdyby nie pracowała w policji, gdyby nie była śledczą… może wtedy nawet nie zauważyłaby, że coś jest na rzeczy. Ale była. I widziała. Dlatego kiedy chciał zgarnąć kolejnego gryza, odsunęła rękę, chowając Wunderbara za plecami. Nie dlatego, że nie chciała się z nim podzielić, ale bo chciała, żeby w końcu na nią spojrzał.
Jaka rzecz? — spytała już nieco bardziej niecierpliwie. Trzeba było jednak przyznać, że jego dłoń na gładkim brzuchu Pilar wcale nie uszła jej uwadze. Głowa mogła mówić sobie co tylko chciała, snuć niekończące się scenariusze i wariacje, jednak jej ciało żyło własnym życiem. Reagowało na niego odpowiednio, nawet gdy sama nie chciała. Mógł czuć, jak delikatnie zadrżała pod jego dotykiem, nieznacznie przysuwając się bliżej. Zaciągnęła się znajomym zapachem, przymknęła nawet oczy… tylko zaraz doszło do niej, że wcale nie odpowiedział jej na pytanie. Przecież jasno spytała, czy chodziło o klub. Wystarczyło powiedzieć tak i byłby koniec rozmowy. Ale on tego nie zrobił. A przecież Madox uwielbiał opowiadać. Zatrzymała się z batonem w połowie drogi do własnych ust i wyswobodziła z uścisku.
— Jak nie chodzi o klub, to o co? — teraz już naprawdę się zainteresowała. Wcześniej traktowała te jego podchody z przymrużeniem oka. Zdawała sobie sprawę, jak ciężko musiało być w Emptiness bez Maddie i była w stanie zrozumieć jego dziwne zachowanie, ale tu nie chodziło o klub. To wiedziała już na sto procent. I chyba wcale nie była to taka błahostka, biorąc pod uwagę, że nagle chciał o tym rozmawiać p o t e m. Jakie potem? — Czemu dopiero przy kolacji? — i w tym momencie zaczęła się stresować. Pilar może i nie miała wielkiego życiowego doświadczenia w związkach, jednak swoje wiedziała i tego typu zachowanie sprawiało, że w jej głowie kotłowały się już same najczarniejsze scenariusze.
Poznał kogoś w Vegas?
Zakochał się?
Chciał zerwać zaręczyny?
Nie chciał jednak z nią mieszkać?

Nie potrafiła nad tym zapanować. Zapętlała się w nieskończeniem mnożących się myślach, irytując się coraz bardziej. Szczególnie, że on ciągle nalegał na to, żeby jednak pogadać o tym potem. Problem w tym, że ona nie chciała potem. Ona chciała t e r a z. Dlatego w momencie, gdy zacisnął palce na jej piersi, ona wyrwała się do niego i sama zacisnęła swoje… poniżej jego paska.
Tak chcesz rozmawiać? — zajrzała mu głęboko w oczy, już prawie na niego warcząc. Z uśmiechniętej Pilar w świetnym humorze zostały szczątki. Mógł to widzieć w jej poważnej twarzy. — Bo ostatnim razem jak w taki sposób próbowaliśmy z siebie wyciągnąć informacje, to nie skończyło się najlepiej — dodała, oczywiście nawiązując do sytuacji sprzed Meksyku, kiedy spotkała go na komisariacie. Wtedy też zaczęło się od zagadywania i dotyku. Od r o z p r a s z a n i a, które skończyło się kłótnią, która przeciągnęła się jeszcze na kolejny dzień. Nie wspominając o tym, że nikt nie poczuł się wtedy ani trochę spełniony. Zacisnęła mocniej palce na znajomej wypukłości, wbijając paznokcie w materiał spodni i jeszcze przez moment po prostu na niego patrzyła. Głęboko w oczy. Dawała mu szanse, żeby sam zaczął gadać. Nie zrobił tego, ale czego ona się spodziewała? Przecież oboje mieli silne charaktery.
Dobra, to inaczej — odchrząknęła i z szybciej bijącym sercem w piersi, odsunęła się od niego. Przeszła kilka kroków w głąb pokoju, a potem wróciła się, by finalnie usiąść na jednym z twardszych pudeł i wbić w niego ciemne, ogniste już spojrzenie. — Albo mówisz o co ci chodzi, albo ja śpię dzisiaj tutaj — postawiła swoje warunki, opierając łokcie na udach i nachylając się do przodu. Znał ją. Dobrze wiedział, że jak się na coś uparła, to nie dało się jej tak łatwo przegadać. A w tym przypadku… była już za bardzo zafiksowana na tym, co to mogło być, że autentycznie nie dałaby rady wytrzymać do kolacji. Trzeba w końcu pamiętać, że chociaż byli od siebie różni pod wieloma względami, Pilar podobnie jak Madox była narwana. Ona też lubiła mieć rzeczy na już. A teraz chciała wiedzieć, skąd brało się to jego odklejone zachowanie, a tym bardziej dlaczego nie chciał jej po prostu powiedzieć.

Habla, cariño 𓍯𓂃𓏧♡
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa i co ten madox pierdoli?
Odwrócił się w jej kierunku, kiedy powiedziała o tych mundurkach, a gdy dodała to mam nadzieję, że pamiętasz, to tylko skinął głową.
- Jasne - gówno prawda, nie miał pojęcia zupełnie o co jej chodzi. Na przyszły tydzień? A co było za tydzień, jakaś ich rocznica? Nie no, nie. Miesięcznica? Tygodnica? Inna ica? Dzień spełniania zachcianek Madoxa? To już kiedyś było... A może dzień kurwa munduru?
Nie miał pojęcia. I teraz nie dość, że będzie musiał zdradzić Stewart swoją słodką tajemnicę, to jeszcze wyciągnąć od niej, co jest w przyszłym tygodniu.
Musiał się bardziej postarać.

Starał się.


Zaraz proponując, że on też coś dorzuci dla dzieciaków. Wiedział, że Pilar lubiła, kiedy robił dobre rzeczy, a Madox był trochę paskudny i postanowił to wykorzystać. A potem jeszcze wykorzystywał to jak reagowała na jego bliskość i na dotyk. Niedobry był z niego człowiek.
Chociaż zaraz chowała przed nim batona i pytała co to za rzecz, on też by pytał i też nie dałby za wygraną.
I tu też nie chciał dać, przesuwając palcami po jej brzuchu, tylko zaraz się odsunęła, a Noriega wypuścił powietrze z płuc ze świstem. Mógł powiedzieć, że chodzi o klub.
Przecież klub był dla niego ważny. Kiedyś najważniejszy, a teraz... Kurwa. Teraz priorytety się zmieniły, zupełnie.
- To taka... głupota z Vegas, nic ważnego - rzucił, licząc... na co właściwie? Że da mu spokój i rzeczywiście zgodzi się z tym, żeby porozmawiali o tym później? Przecież znał Pilar, a przede wszystkim jej upór.
Na jej pytanie czemu dopiero przy kolacji, przesunął palcami po... ciemnych włosach. Kiedy je pomalował? Chyba przed Vegas, zaraz jak wrócili z Meksyku. Jakby nie patrzeć nowy rozdział w życiu Madoxa, zawsze równał się nowej fryzurze, i teraz postanowił wrócić do naturalnych, ciemnych włosów. Broda też trochę mu już odrosła.
- A czemu nie? Dobrze się gada przy kolacji - stwierdził jakby nigdy nic.
Gdyby wiedział jakie myśli miała Pilar, to pewnie powiedziałby jej od razu. I jeszcze dodał, że oszalała, skoro w ogóle mogła sobie tak pomyśleć, że on kogoś poznał, albo się zakochał, albo, że chciał zerwać zaręczyny, i nie chciał z nią mieszkać.
Kiedy on właśnie dlatego, że chciał, żeby została jego żoną, to tak do tego podchodził. Bo ten jego ślub z Willem wszystko trochę komplikował. Trochę tylko, bo przecież Patel już pracował nad tym jak to rozwiązać, ale jakby Stewart mu powiedziała, że ona chce zostać jego żoną dzisiaj, to przecież musiałby jej odmówić.

Nie chciał jej odmawiać.


A kiedy mu się wyszarpnęła, a zaraz zacisnęła palce na materiale jego spodni, sunąc paznokciami po jeansie, to aż nabrał powietrze w płuca. A zaraz się do niej szarpnął, tak, żeby musnąć jej wargi swoimi.
- Nie chce się z tobą kłócić, i tak ci powiem. Wszystko ci kurwa powiem... ale później - znowu się chciał do niej wyrwać, ale już opierała mu rękę na klacie odsuwając go od siebie, a palce zacisnęła na nim, i Madox tylko spojrzał w dół na jej dłoń, tylko naparł na nią biodrami z bezczelnym uśmiechem. Może i mieli silne charaktery, ale co z tego jak Noriega przy niej... wariował. Tracił kompletnie głowę. I jak na komisariacie dał radę po prostu wyjść zostawiając ją rozochoconą przy biurku komendanta, albo w Meksyku... Uciekał jej. To dzisiaj czuł, że zaraz by się złamał.
Bo przede wszystkim, to właśnie nie chciał się z nią kłócić, sprzeczać, dochodzić, kiedy kurwa... Akurat teraz musieli trzymać się razem, bo nie dość, że wisiał nad nimi Eliot, to jeszcze to co działo się w Emptiness, to że oni wrócili z Meksyku jeszcze bliżej siebie, a przecież nie wszystkim się to podobało. No i teraz jeszcze to Vegas.
Powiódł za nią spojrzeniem, kiedy przechadzała się po pokoju, a gdy usiadła na kartonie to wbił w nią ciemne tęczówki. Spojrzał na nią z ukosa.
- To ja śpię tutaj z tobą - powiedział od razu, a on też był uparty i już jej kiedyś mówił, że jak będzie się chowała pod łóżkiem, to on włazi tam do niej. I tutaj też by z nią został, gdzie tylko by chciała właściwie.
Wywrócił oczami, a zaraz już stał nad nią, ale w sumie...
Kucnął obok opierając rękę na jej kolanie.
- Dobra... Powiem - rzucił w końcu, a zaraz klapnął tyłkiem na podłodze i teraz on patrzył na nią z dołu...
Ale to też mu trochę nie pasowało, więc złapał ją pod kolanem i pociągnął do siebie, tak, żeby wylądowała na nim.
I teraz trochę zapomniał o siniakach, więc jak się skrzywiła, to pogłaskał ją po policzku.
- Wybacz, zapomniałem - bo Madox starał się być delikatny, ale nie zawsze mu wychodziło.
Odpowiedzialny też starał się być, ale też... z różnym skutkiem. Ciemne tęczówki przeniósł na jej piękne, czekoladowe oczy. I teraz już patrzyli na siebie praktycznie na równi, na podłodze.
- Ale to wszystko jest wina Williama, i takich dwóch tancerek... - może nie powinien mówić o tych tancerkach? - no i takich piksów w kształcie mordy Trumpa. To może być właściwie wina Trumpa - ta, wszystkich tylko nie Madoxa - bo zaczęło się od tego, że Dolly Parton dała mi w samolocie kapelusz - no od tego się zaczęło, ale czy to było ważne? Noriega chyba uznał, że tak, zresztą dla niego było. Jak on w sejfie schował ten kapelusz z autografem Dolly Parton, oczywiście już go pokazał Pilar, nad łóżkiem w ich sypialni go powiesił - a potem w taksówce spotkaliśmy dilera i wzięliśmy... wszystko, ale wiesz jak jest w Vegas - właśnie tak, a przynajmniej według Madoxa. Przysunął się do niej bliżej, a ciemne oczy nawet na moment nie zjechały z tych jej, pięknych, błyszczących - no i jak zaczęliśmy tam ćpać, to obudziliśmy się na pustyni i prawie nas wciągnęli do sekty, i zrobiliśmy sobie tatuaże, no i jeszcze... - nabrał powietrze w płuca, już miał jej powiedzieć co, ale może jeszcze, albo... - i w ogóle okazało się, że wygraliśmy z Williamem kupę siana, wzięliśmy ślub, a ja wygrałem konkurs mokrego podkoszulka i dostałem gratulacje od Dolly Parton - wydusił na jednym oddechu licząc, że ten ślub, to akurat szczególik, nie? A zaraz jeszcze dodał - chcesz zobaczyć tatuaż? - oby chciała. A najlepiej by było, jakby jednak zainteresowała się... Dolly Parton może? A nie tym ślubem.

Te voy a contar todo, joder ₊˚⊹ᰔ
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Głupota z Vegas…
Nie brzmiało to dobrze.
Znała go już wystarczajaco długo, by wiedzieć, że śmieszne historie opowiadał od razu. Bez pytania. Po prostu nawijał, bez opamiętania, w najbardziej odklejonych momentach. Nie potrzebował do tego zachęty, a już tym bardziej nie potrzebował przekładać rozmowy na później. Przy kolacji. Bo dobrze gadało się przy kolacji? Ciekawe od kiedy i komu. Nawet gdyby chciała sobie przypomnieć chociaż jeden raz, kiedy oni faktycznie usiedli przy stole jak cywilizowani ludzie i rozmawiali na poważne tematy, to nie mogła. Bo z tego co Pilar pamiętała, tego typu rozmowy odbywali zazwyczaj przy obsranych gaciach, śmietnikach, zapleczach klubu lub rzucając szklankami z blatu. Nigdy przy jedzeniu, a już na pewno nie przy stole. Bo akurat na sole częściej robili inne rzeczy.
Dlatego nie miała zamiaru odpuścić. Pozwolić mu przesunąć to na potem. Usiadła na kartonowym pudle, by pokazać mu, że tym razem nie będzie po jego. Już raz mu odpuściła sekret. Zostawiła gdzieś w tyle to, co przed nią ukrywał i nie chciał powiedzieć po wyjściu z pokoju Eliota, teraz nie zamierzała. Patrzyła na niego wyczekująco, rzucając pierwszym, lepszym argumentem, by jeszcze bardziej go przekonać, jak to, że dzisiaj będzie spała na kartonach. Szkoda tylko, że na to również Madox miał łatwe rozwiązanie.
Detenerdaj spokój, prychnęła z niedowierzaniem, a jej głowa mimowolnie pokręciła się na boki. — Będziesz spał tutaj ze mną, na jebanych kartonach tylko po to, żeby mi o czymś nie powiedzieć? — nazwała rzeczy po imieniu, bo tak to właśnie wyglądało. Że wolał zrobić to niż po prostu jej powiedzieć. A to tylko uświadamiało ją jeszcze bardziej, że sprawa wcale nie była błahostką. Była poważna. Jej serce znowu przyśpieszyło. Myśli w głowie zaczęły lawirować wokół coraz to bardziej czarnych scenariuszy i czy Madox chciał czy nie, musiał zobaczyć w jej oczach nie tylko irytacje, ale też zmartwienie. Musiał, bo zaczynał odpuszczać.
Obserwowała go uważnie, kiedy westchnął głośno, a zaraz potem kucał tuż przy niej. Jego dłoń na kolanie Pilar sprawiła, że ona również cieżko westchnęła. Jego dotyk jak zwykle palił, a w tamtej chwili to wręcz g r y z ł. Podsycał to uczucie niewiedzy, które nią szarpało, do tego stopnia, że kiedy trzeci raz zmienił pozycję, głośne mierda wyrwało się jej spomiędzy ust.
A potem wylądowała na jego kolanach.
Chociaż on od razu wspomniał o siniakach, Pilar nie poświęciła im nawet sekundy. Kompletnie nieświadoma bólu własnego ciała, po prostu patrzyła na niego ciemnymi oczami, c z e k a j ą c, aż w końcu zacznie mówić. Była zbyt zafiksowana na pieprzonym Vegas, by przejmować się tak marną rzeczą, jak kilka żółtych już krwiaków na brzuchu, które przywiozła z Meksyku.
Tancerek? — potworzyła zaraz po nim, nawet nie kodując, że jeszcze w tej liście winowajców znalazł się Patel. — Trumpa? — to też wydało się jej odklejone, chociaż kiedy wspomniał o Dolly Parton prychnęła pod nosem z rozbawienia. Nie miała zielonego pojęcia, gdzie zmierzała ta historia, jednak z każdym wypowiadanym przez niego zdaniem, wydawała się być coraz bardziej odklejona. Wszystko z tego było jednak bardzo w stylu Madoxa, w granicach jego normy, nawet to obudzenie się na pustyni, które skomentowała jednie cichym ja pierdole.
Przez moment myślała nawet, że puentą tej historii będzie sekta, o której wspomniał. Że kompletnie naćpani wstąpili do jakiegoś kółka psychopatów i składali ofiary z bezdomnych, a teraz on próbował się jej do tego przyznać. Już otwierała usta, żeby go o to dopytać, upewnić się, że William wrócił razem z nim, a nie został pasterzem na pieprzonej pustyni, tylko wtedy Noriega dodał następne zdanie do historii…
Może gdyby była pijana, kompletnie nie zwróciłaby na to uwagi. Może gdyby nie była tak bardzo wyczulona, wiedząc, że chciał jej coś powiedzieć, bardziej skupiłaby się na tatuażu, który sobie zrobił. Może. Ale tak się nie stało, bo akurat w głowie Pilar słowa wzięliśmy ślub wybrzmiały najgłośniej z całego hałasu, jaki robił wokół tej historii.
Wzięliście ślub? — spytała, nawet nie czekając, aż skończy mówić. Po prostu przerwała mu wpół słowa, ściągając brwi do środka. — Kto wziął ślub? Ty i Patel? — z jej ust wyleciało pojedyncze prychnięcie, chociaż wcale nie było jej do śmiechu. A może było? Bo przecież pierwsza myśl, jaka pojawiła się w głowie Pilar, to że Madox znowu robi sobie z niej jaja. Że zaraz powie jej, że to był tylko taki głupi żart na rozładowanie napięcia. Tylko problem w tym, że on wcale czegoś takiego nie powiedział. — Ale taki prawdziwy-prawdziwy ślub? Legalny? — musiała dopytać, bo jeśli po prostu najebali się pod pubem i barman udzielił im błogosławieństwa, to całkiem inna sprawa, ale prawny ślub? Nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć. Z jednej strony miała ochotę się roześmiać i uznać, że naprawdę dobrze musieli się naćpać w tym Vegas, a z drugiej… jak on kurwa mógł wziąć ślub z kimś innym?
I co teraz z nami? — spytała całkiem poważnie, bo może faktycznie mu się odwidziało? Może teraz kręcili go faceci? Kogo by nie kręcił młody Johnny Depp. Nagle jedyne, o czym mogła w tamtym momencie myśleć, to że gdyby cokolwiek mu się teraz stało, jedyną osobą, która byłaby upoważniona do otrzymania informacji na temat stanu jego zdrowia był pieprzony Patel. William Pac-Pac-Patel. Spuściła spojrzenie na pierścionek z literką M, który zdobył jej palec, a potem zdjęła go powoli i wystawiła w stronę Noriegi. — Mam mu to oddać? — bo skoro to za niego jednak wyszedł Madox, może William zasługiwał na niego bardziej? Dalej nie wiedziała, jak się z tym wszystkim czuła. Lawirowała gdzieś pomiędzy rozbawieniem, a szczerym wkurwieniem. Była z m i e s z a n a. — Skoro ućpałeś się do tego stopnia, że zapomniałeś, że oświadczyłeś się już komuś innemu to… — nawet nie dokończyła. Westchnęła jedynie głośno i odwróciła od niego spojrzenie. — Gdzie masz te fajki? — warknęła, podwijając nogi, żeby z niego wstać. Potrzebowała chwili. Przestrzeni do zebrania myśli. Spróbowała się podnieść, a kiedy chciał ją przy sobie przytrzymać, syknęła pod naporem jego palcy na siniakach, finalnie wyswobadzając się, gdy odpuścił. Podeszła do kurtki, którą rzucił na pierwszy lepszy karton i bez pytania przegrzebała jego kieszenie w celu znalezienia papierosów. Z szafki zgarnęła zapalniczkę i nawet na niego nie patrząc, udała się na balkon.
Pierdolony Patel... — mruknęła do samej siebie, kiedy tylko zasiadła na składanym krześle, przy okazji wzdrygając się z zimna, bo oczywiście nie wzięła ze sobą żadnej kurtki ani bluzy.

¿De verdad quieres casarte conmigo? 。°(°¯᷄◠¯᷅°)°。
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Tak słyszał...
że dobrze rozmawia się przy kolacji, zwłaszcza na takie ważne tematy jak ślub... w Vegas też. Tylko, że no właśnie, prawda jest taka, że oni nigdy tego nie praktykowali i wygląda na to, że dzisiaj wcale się to nie zmieni, bo kolejną ważną rozmowę przeprowadzą miedzy kartonami. Też fajnie. W ich stylu.
Bardzo w ich stylu było też to, co zaraz powiedział jej Madox.
- Na śmietniku bym z tobą spał, jakbyś chciała... - rzucił, chociaż zaraz prychnął odchylając do tyłu głowę - to nie tak po prostu... tak łatwo się mnie nie pozbędziesz Pilar - bo to nie tak, że chciał tutaj z nią spać tylko po to, żeby jej o czymś nie mówić... chociaż, jakby to miało coś zmienić, i rzeczywiście uznałaby, że nie chce wiedzieć.
Wiedział, że by nie uznała, już za bardzo rozbudził jej ciekawość.
Chociaż w jej oczach widział, że nie tylko to. Widział w nich to

zmartwienie.


A to sprawiło, że on zaraz odpuścił. Bo ostatnia rzecz, którą by chciał, to, żeby znowu, wciąż i zawsze, się o niego martwiła, ale kurwa... On wiecznie robił coś takiego, że to się za nim ciągnęło. Sprawiał kłopoty, już od dziecka właściwie i wcale mu to nie przeszło. I teraz też kolejny taki kłopot przywiózł z Vegas, a jego symbol nawet miał na palcu, bo prawda jest taka, że zawsze chciał Williamowi zawinąć ten pierścień z Indianinem, więc teraz go nosił... bo mu się podobał.
Nie dlatego, że nagle zmieniły mu się uczucia, czy orientacja.
Szarpnął ją do siebie, to jej mierda odbierając tak, że za mocno zacisnął palce na posiniaczonym kolanie. Delikatnie, chciał tak do tego podejść i do niej.
Ale kiedy siedziała mu na kolanach, to przecież odruchowo, przysunął się do niej, zaciągając znajomym zapachem jej perfum, szamponu do włosów, który wciąż wyczuwał na ciemnych kosmykach.
Zaraz opowiadał jej, dość szczegółowo w sumie, to co wydarzyło się w Vegas, a na jej pytania zaraz jeszcze wtrącał swoje trzy grosze.
- Takie tancerki z klubu, no wiesz... - wiedziała, bo w Emptiness też kilka takich mieli, nie oficjalnie, ale przecież rurka w podziemiu nie stała tam od parady. Na Trumpa skinął głową - wielkie, pomarańczowe ryje - mówił o tych pigułach, czy o...? Nieważne. Tak, czy siak piksy ich poskładały.
Do tego stopnia, że...

wzięli ślub.


Tylko kiedy Pilar to powiedziała, to zabrzmiało to jakoś sto razy gorzej. Bo kurwa, przecież on chciał wziąć ślub z nią, a nie z Williamem. To na jej palec tak usilnie chciał założyć pierścionek, najpierw swojej matki, a potem... Potem oddał jej swój ulubiony.
Słuchał jej, a każde wypowiadane przez nią zdanie brzmiało mu jeszcze gorzej. On i Patel, wzięli ślub. Prawdziwy. Legalny.
I nawet... przez jedną krótką chwilę, jedna taka myśl pojawiła mu się w głowie, że powinien... mniej ćpać. Mniej kurwa środków odurzających, skoro on już takie rzeczy odpierdalał. Ale ze Stewart nie odpierdalał... oni ładnie bawili się po pigułach. Cudownie... włamali się do budki ratowników na plaży, żeby tam się kochać, bardzo delikatnie powiedziane.
Wychodzi na to, że Madox po prochach zawsze był jebnięty. Był taki też na trzeźwo. Ale po narkotykach był jeszcze gorszy. Okropny.
A teraz się tak okropnie czuł, kiedy Pilar patrzyła na niego z wyrzutem tak jakby chciała parsknąć śmiechem.
Odchrząknął i nawet spuścił głowę, patrząc na nią z dołu jak zbity pies.
- No tak wyszło... ale tam wszędzie kurwa są takie kaplice, tam ślub można wziąć w pięć minut i tego naszego jeszcze udzielił Shrek... - miał jej już nawijać o tym, jak osioł im śpiewał I'm a believer, ale ona wtedy powiedziała to... i co teraz z nami?
A Madox aż się wyprostował, bo to co on odjebał, innego słowa na to nawet nie ma, to nawet w jednej sekundzie nie zmieniło tego, co on przecież czuł do Pilar. Bo to się nigdy nie zmieniało. Zmieniało, ale tylko na plus. Z dnia na dzień był w niej zajebany coraz mocniej.

Bardziej.
Do jebanego szaleństwa.


Więc kiedy zdjęła ten pierścionek, to zaraz do niej sięgnął i zacisnął palce na jej ręce na tej błyskotce, którą schował w jej dłoni.
- Pojebało cię Pilar? Przecież ja... ciebie kocham - musiał to powiedzieć, jakby miała jakieś wątpliwości. Bo on nie miał. Nawet grama - ja nawet tej sekcie to powiedziałem, że... - oczywiście, że miał jej opowiadać o tym, jaką wzruszającą przemowę wygłosił na temat tego, że on już poznał swoją miłość, z którą chciałby spędzić życie, że aż cała banda golasów się popłakała, a Shrek zapytał go, czy nie chce zostać guru. Tylko ona wtedy powiedziała to, że skoro ućpał się do tego stopnia... A Madox znowu pomyślał o tym, że może powinien mniej ćpać, albo wcale. Ale przecież on i tak przy Pilar tego nie robił, a kiedyś robił częściej, kiedyś białe stoły w jego klubie to była normalka, grube szczury usypane na jego biurku. Noriega naprawdę dużo rzeczy dla niej zmieniał. Sam się zmieniał, na lepsze, chyba.
- Nie zapomniałem, to... ja nie wiem właściwie jak to się stało - bo nie wiedział, że to wszystko wyszło od tych odrzuconych zaręczyn, po prostu mieli z Patelem czarne dziury w głowie. I nawet te filmiki ze ślubu, czy opowieści ich nie zapełniły. Złapał ją za rękę, kiedy chciała z niego wstać, mocno, pewnie. Ale gdy syknęła, to zaraz zabierał palce.
- Pilar... - tylko jęknął, a kiedy grzebała mu po kieszeniach w poszukiwaniu fajek, to Madox opadł plecami na deski, potylicą walnął w podłogę i westchnął ciężko.
Z jednej z kieszeni jego kurtki wypadło jakieś pudełeczko na biżuterię, ale Pilar nawet chyba tego nie zauważyła, zresztą Madox też nie, bo on leżał na ziemi. Zjebał, z tym nawet nie dało się dyskutować.
Kiedy tylko drzwi balkonowe trzasnęły za Stewart, to Noriega zaraz zerwał się z ziemi, złapał swoją kurtkę i wtedy zauważył to pudełko, które mu wypadło, schował je do tylnej kieszeni spodni. A zaraz już stał obok niej na balkonie i nakładał jej na ramiona swoją kurtkę.
- Zimno jest - mruknął ale zaraz znowu się do niej przysunął - Pilar ja chcę, żebyś wiedziała, że to... nic między nami nie zmienia - powiedział przesuwając jeszcze palcami po jej ramionach, a zaraz wystąpił do przodu, żeby oprzeć się o barierkę, odwrócić do niej - jedno zmienia... że jak Patel nie załatwi rozwodu, to nie możemy wziąć ślubu, bo by mnie zamknęli, to znaczy, moglibyśmy w Emiratach Arabskich, ale Will twierdzi, że musielibyśmy tam zamieszkać - powiedział, jakby się naprawdę nad tym zastanawiał, ale w zasadzie... Dla nich nie było rzeczy niemożliwych, te Emiraty też nie były tak do końca odklejoną opcją. Bo przecież, co to dla nich?
Chciał się do niej schylić i jakoś tak tyłkiem przesunął po barierce, a to pudełeczko, które schował sobie do kieszeni się wysunęło, Madox to poczuł, odwrócił się szybko, ale nie zdążył go złapać, bo czerwone puzderko już poszybowało w dół. Nie na sam dół, na balkon poniżej.
- Kurwa... - wyrwało mu się, a zaraz opierał się o balustradę patrząc w dół. Patrząc na pudełko, które leżało sobie spokojnie w jakimś kwiatku tylko jeden balkon poniżej. Z jednej strony fart, że nie zleciało na sam dół. Z drugiej... to jak on to w ogóle zrobił?

tranqui, te puedes enamorar (˶ᵔ ᵕ ᵔ˶) ‹𝟹
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tak wyszło.
Tak, kurwa, wyszło.
Wyszło, że kompletnie przez p r z y p a d e k Madox wziął ślub z innym facetem. Powiedział sakramentalne tak przed ołtarzem i Shrekiem i to wcale nie była ona. Godziło ją to gdzieś w serce. Skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie. Że było jej to kompletnie obojętne. Nie było. Bo to już nawet nie chodziło o samego Patela — czy to jego kumpel czy nie — ale o sam fakt, że Noriega doprowadził się do stanu, w którym kompletnie nie panował nad swoimi czynami. Zaćpał się do tego stopnia, że sam nawet nie wiedział jak do tego doszło.
A co gdyby zamiast Williama była tam jakaś kobieta? Jakaś wariatka, wróżka z Vegas, która próbowałaby go uwieść? Też by się zgodził? No pewnie tak, skoro doprowadził się do stanu, w którym kompletnie nie panował nad tym co robił i mówił. Skoro naćpał się do tego stopnia, że z a p o m n i a ł, że miał narzeczoną. Że dokładnie trzy tysiące dwieście kilometrów od miejsca, w którym był, czekała na niego kobieta, której serce biło tylko i wyłącznie dla niego. Która zastanawiała się, czy dobrze się bawił, która pakowała pierdolone pudła, żeby się do niego przeprowadzić, żeby zacząć kompletnie nowy, wspólny rozdział w życiu.

Ona w Toronto obrzydliwie za nim tęskniła,
a on w Vegas w tym samym czasie wiązał się z kimś innym na dobre i złe.

Było to niesprawiedliwe. Pod wieloma względami. I jasne, po części śmieszne, może w innych okolicznościach nawet by się z tego pośmiali razem, ale kiedy tak wiele ich kosztowało, żeby dość do miejsca, w którym byli, żeby na palcu Pilar w końcu zabłyszczał ten pierścionek, to jak wiele poświęcili… to wszystko sprawiało, że jednak była bardziej zła niż rozbawiona. Zawiedziona również. I nawet to kocham cię z jego ust wcale nie sprawiało, że było lepiej. Było chyba jeszcze gorzej.
Dlatego zerwała się z miejsca i poszła szukać fajek. Fajek, na których punkcie tak bardzo się zafiksowała, że nawet nie zwróciła uwagi na czerwone pudełeczko, które wypadło z lewej kieszeni. Nie usłyszała nawet płytkiego huku, który wybrzmiał, gdy opakowanie spotkało się z drewnianymi panelami. Ruszyła prosto na balkon, trzaskając drzwiami i umieszczając filter między wargami. Nie chciała z nim rozmawiać. Jeszcze nie. Pierwsze chciała poukładać sobie wszystko w głowie, nadać temu jakiś większy sens, spróbować to wszystko wyjaśnić i obejść we własnych myślach, żeby za bardzo się nie nakręcać. Tylko co z tego co ona chciała, jak Madox już pojawił się na balkonie? Nie zdążyła się porządnie zaciągnąć nikotyną, a on już zarzucał jej swoją kurtkę na ramiona. Zapach jego perfum momentalnie wdarł się w zmysły i chociaż nie chciała… mimowolnie naciągnęła ją na siebie jeszcze bardziej, wtulając się w przyjemnie ciężki materiał.
Nie patrzyła na niego, kiedy mówił. Spojrzenie miała wbite gdzieś w eter, przeskakując pomiędzy budynkami naprzeciwko i promieniami zachodzącego słońca, które odbijało się w oknach, podczas gdy nogi podciągnęła pod samą brodę, wciskając stopy na brzeg krzesła, zamykając się przed nim jeszcze bardziej. Prychnęła żałośnie, gdy powiedział, że to nic między nimi nie zmienia. Nic? Bo jak na jej zmieniało całkiem sporo, chociażby to, o czym sam zaraz jej powiedział, że nie będą mogli wziąć ślubu.
I dla ciebie to jest nic? — odezwała się w końcu, przenosząc na niego spojrzenie, przy okazji wypuszczając kolejną smugę dymu, która na moment oddzieliła ich od siebie. — Nie wystarczyło to, że już i tak jest kurewsko ciężko? Że ten nasz ślub… komplikował jeszcze więcej. Trzeba było dołożyć do tego to? — w jej głowie było słychać pretensje. Już nawet nie próbowała jej ukrywać. Miała do niego żal. Miała żal, że nieświadomie dopierolił im jeszcze bardziej, dołożył kolejny problem do już i tak kolosalnej listy rzeczy pod tytułem jakoś to będzie. Policja, półświatek… a teraz jeszcze jego małżeństwo z Williamem. I ta jedna, kurewsko niewygodna myśl, która wciąż siedziała gdzieś z tyłu jej głowy. — Mówisz, że nie wiesz, jak to się stało… To skąd kurwa wiesz, że następnym razem nie wyjdziesz za jakąś przypadkową laskę? Że nie… że jej nie zdradzi, kiedy znowu się naćpa? To chciała powiedzieć? Chyba tak, ale nie dane jej było nawet dokończyć, bo coś mu wypadło i zaraz wieszał się na barierce balkonowej, spoglądając w dół.
Co? — spytała cała poirytowana, ściągając brwi do siebie i próbując zrozumieć, co on właściwie odpierdalał. — Co ci spadło? — dodała, po czym finalnie spuściła nogi i podeszła do barierki, nachylając się w dół. W kwiatkach na balkonie poniżej faktycznie widniało jakieś czerwone pudełeczko. Uniosła na niego spojrzenie. — To? — dopytała, bo może ktoś sobie tam trzymał jakąś trutkę na gołębie, żeby nie siadały, ale kiedy Madox skinął głową, to znowu patrzyła na niego wyczekująco. — No i co teraz? — przez myśl przemknął jej pomysł, żeby któreś z nich po to zeszło, ale przecież mieszkanie Pilar było na czwartym piętrze. Nie było nawet takiej o p c j i, żeby pozwoliła mu zwisać z takiej wysokości.
Ja pierdole — tylko tyle powiedziała, po czym ściągnęła jeszcze dwa mocne buchy i wróciła do środka. — Czekaj tu — warknęła, gdy wszedł za nią. Nawet na niego nie spojrzała, tylko ubrała na nogi kapcie i wciąż ubrana w jego kurtkę wyszła na klatkę, zbiegając po schodach do sąsiada na dole. Zapukała kilkakrotnie w drzwi, a potem jeszcze zadzwoniła dzwonkiem, tylko… nikt nie otwierał. Nie było nikogo w domu. Świetnie, kurwa. Zrezygnowana wróciła na górę.
Nie ma ich — oznajmiła Noriedze, łapiąc jego ciemne spojrzenie. — A bardzo to potrzebujesz? Mogę zajrzeć do nich jutro rano, bo nie wiem… przecież nie będziesz po to schodzić — rzuciła, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie, chociaż patrząc na minę Madoxa, wcale nie była tego taka pewna.

Me estás volviendo loco ₊˚⊹♡
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa i skręcony kark?
Wodził spojrzeniem po jej twarzy starając się z niej coś wyczytać... Nie, on starał się dostrzec w jej twarzy, coś, co mogłoby znaczyć, że nie była na niego zła.
Ale była...
I ten zawód w jej oczach tez widział, ale co teraz miał zrobić? Nie mógł cofnąć czasu.
Może powinien przestać zadawać się z Willem, bo to przecież z nim wiecznie tak odpierdalał, ale... to był jego kumpel, najlepszy chyba. Który mimo wszystko to też stanąłby za nim murem. I w Vegas on chyba trochę to zrobił, kiedy Madox opowiadał o tych odrzuconych zaręczynach i o tym, jak to go... zabolało.
I gdyby Noriega wiedział, że to wyszło od tego, to może jakoś lepiej by to zabrzmiało... niż takie zwykłe

tak wyszło.


Ale wyszło, wiele rzeczy w jego życiu jakoś tak wychodziło. I to, że oni się związali też. Bo to przecież nie było zaplanowane. On pół roku temu myśląc o Pilar Stewart nie czuł nic, a teraz serce biło mu szybciej i fiksowały się na niej wszystkie jego myśli. Do tego stopnia, że żadne inne kobiety dla niego nie istniały, tylko co z tego, jak on wcale nie umiał tego udowodnić Pilar?
Może musiałaby go zobaczyć, jak on dzielnie walczył z tą tancerką w Vegas i kiedy ona się do niego przysuwała, to on się jej odsuwał, pijany i naćpany. Bo Madox był kobieciarzem, i nie był odporny na kobiecy urok, ale to było kiedyś.
To była kolejna rzecz, którą on dla niej zmieniał.
I kiedy leżał na tej chłodnej podłodze, a ona wychodziła już na balkon z papierosami, to powiódł za nią spojrzeniem.
Dużo dla niej poświęcał, ale przecież nie mógł też całkowicie wyrzec się siebie. Nie chciał. A może mógł? Może dla niej...
Zerwał się z ziemi, bo chyba nie chciał walczyć z takimi myślami. Albo to sobie wyjaśnią, albo nie. Ale on nie będzie się tutaj zastanawiał, co jeszcze może zrobić, albo czego nie może. Bo Madox to nie był typ rozkminiający. Madox szedł i coś robił. Zmieniał się, dla niej, przewartościowywał różne rzeczy. Myślał o przyszłości. Spychał klub i pracę na dalszy plan.
Nie dał jej chwili, nigdy nie dawał. Jakby to znał, wiedział, że im dłużej człowiek pozostaje sam ze swoimi myślami, tym coraz bardziej irracjonalne scenariusze tworzy. Jego głowa też tak działała. Zupełnie jak jej.
I kiedy ona sobie myślała, że on następnym razem, kiedy się tak ućpa, to weźmie ślub z jakąś inną kobietą, to on wtedy się zastanawiał co jeszcze będzie musiał dla niej poświecić.

I to było złe myślenie.


Bo on by żadnej innej nie chciał. I nawet pod wpływem też nie. I... wszystko by dla niej poświecił. Wszystko. Nawet życie przecież chciał.

Dlatego już zaraz stał przed nią na balkonie, dlatego okrywał ją swoją kurtką i krzywił się, kiedy podciągnęła nogi pod brodę. A potem mówił to, że to nic między nimi nie zmienia.
Takiej odpowiedzi się nie spodziewał, słuchał jej, chociaż w pewnym momencie wypuścił mocniej powietrze z płuc.
- Mi culpa - moja wina, bo co by się nie działo, to ostatnio wszystko była jego wina. To jak odrzuciła zaręczyny, jego wina, bo nie była gotowa. Jak on odrzucił, też jego bo nie był co do niej pewny. Teraz też jego wina... A miała być Trumpa, tancerek, albo Williama. Ale nie, wychodziło jednak, że Madoxa.
I może to był fakt, niepodważalny, ale przecież on nie robił tego jej na złość, nie dokładał im kolejnych zmartwień, bo tak, bo mieli ich za mało.
Już nawet miał jej mówić, że mógł to zachować dla siebie, że w ogóle... nie być w stosunku do niej szczerym, przemilczeli by to z Williamem, a po wszystkim, może się przyznali i pośmiali. Ale wtedy też by było na niego, że nie jest szczery.
Tak źle i tak niedobrze.
A później jeszcze Pilar powiedziała to, że skąd on wie, że następnym razem nie wyjdzie za jakąś przypadkową laskę.
- Dokończ... - warknął na jej słowa i pochylił się do przodu i wtedy wypadł mu ten pierścionek.
Może dobrze, że wypadł, bo akurat, to że ona mu zawsze wytykała jakieś inne laski, których nie było, go dotykało. Jakby jeszcze dawał jej jakieś powody, żeby tak o nim myślała. Ale nie dawał.
Może powinien się naćpać i jej pokazać, że wtedy i tak dla niego liczyła się tylko ona? Do tego stopnia, że wytatuował sobie jej imię na pośladku z serduszkiem.
Wyjrzał przez barierkę w dół, a kiedy stanęła koło niego, to pokazał jej to pudełeczko, pokiwał głową, że to właśnie to. Już miał jej mówić, że po to zejdzie, kiedy zapytała no i co teraz, ale Pilar już wchodziła do mieszkania, a Madox za nią.
- Pilar to... - chciał jej powiedzieć, że to ważne? Albo może, że to nic takiego, ale kazała mu czekać.
Czekał, tylko na balkonie. Kładąc się na płytkach, ale nie było opcji, że by to sięgnął. Szarpnął za to za barierkę, dobrze się trzymała, tu by się złapał, tu opuścił i zaraz byłby na dole, a potem się podciągnął. Przecież ile on takich podciągnięć robił codziennie na siłce, pryszcz. Nic trudnego.
Może nawet zrobiłby to od razu, ale Pilar już wróciła do mieszkania i on też wszedł do środka. Ciemne tęczówki zawiesił na jej pięknych, czekoladowych oczach. Przesunął palcami po karku.
Bardzo, czy nie bardzo?
- Potrzebuję - stwierdził w końcu - zejdę. Zobacz to nie problem, tu się przytrzymam i zaraz jestem na dole - i oczywiście, że ją wyprowadził na balkon, żeby jej pokazać. Wystarczyło stanąć pod drugiej stronie, złapać się odpowiednich rurek i opuścić, proste. Zejście akurat wydawało mu się proste, gorzej z wejściem na górę... Ale może jak spojrzy na to z dołu, z innej perspektywy, to mu coś wpadnie. Na pewno.
Bo czasem trzeba było spojrzeć z innej perspektywy.
- Złażę - nie to, że się jej pytał o zdanie, czy o zgodę, po prostu jej to oznajmił. A zaraz już stał przy barierce, żeby przejść na drugą stronę. Kucnął i opuścił się na dół. Tylko... balkon okazał się trochę niżej niż mu się wydawało z góry, ale jak się bujnął, to... wylądował na dole. Tak niefortunnie, że wpadł w jakąś rozłożoną suszarkę na pranie i narobił trochę hałasu. Ale... stał na dole, było okej.
- Mam! - zaraz nawet zawołał do Pilar pokazując jej to pudełko - złapiesz? - oczywiście, że mógł je schować do kieszeni, dać je jej później.
Chyba nie mógł... bo zanim nawet odpowiedziała, to się zamachnął, żeby jej je rzucić.
Złapała?
Miejmy nadzieję, że tak, bo jeśli nie... to trzeba schodzić niżej. A Madox już kombinował jak wejść z powrotem do niej. Jakby wszedł na parapet, to sięgnąłby balkonu wyżej, tylko czy wygiąłby się tak, żeby dostać barierek, bo jakby je chwycił, to by się przecież podciągnął. Podciągnąć się to najmniejszy problem.
Nie spróbuje, to nie będzie wiedział. Złożył wieszak na pranie, bo i tak był pusty, a trochę mu przeszkadzał.
Po plastikowym krześle wspiął się na parapet, ale był wąski, a on nie miał się nawet czego przytrzymać, więc w pewnym momencie... spadł.
Ale nie na dół, z powrotem na balkon podpierając się rękami. Ale przecież to był Madox, on się nie poddawał. Jeszcze jedna próba.
Rozejrzał się jeszcze za czymś wystającym, żeby się przytrzymać. No i znalazł, jakiś sterczący ze ściany wieszak, czy coś takiego. Więc teraz kiedy wszedł na okno, to się go chwycił...
Wychylił do tyłu nad barierką, żeby złapać tą piętro wyżej, tylko wtedy... ten wieszak od ściany odpadł. I gdyby Madox miał trochę mniej swojego farta, to pewnie spierdoliłby się na sam dół. A tak spadł tylko ten kawałek metalu obijając się o balkony poniżej. A Madox zawisł na jednej ręce. No i dzięki bogu i jego zawziętości, że już po Meksyku i Vegas znowu zaczął chodzić na siłownię, bo się utrzymał, a zaraz złapał drugą ręką i się podciągnął. Podciągnięcie się, to już było nic. I zaraz stanął koło Stewart na płytkach.
- Widziałaś? - wypalił od razu, oczywiście pytając o pudełeczko. Bo to teraz było najważniejsze. Nie to, że prawie zleciał z balkonu.
Priorytety.

Porque eres lo más importante para mí 𓍯𓂃𓏧♡
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pilar nie oczekiwała od niego zmiany.
Niezależnie co sobie myślał w swojej pięknej, czasami zaćpanej głowie, Stewart brała go takiego, jakim był. Zawsze. Ze wszystkimi wadami i zaletami. Nigdy ale to n i g d y nie wymuszała na nim zmiany. Przecież to nie ona kazała mu odpuścić sobie klub — to była jego świadoma decyzja. I okej, podjął ją, żeby mieć dla niej więcej czasu, że pomóc jej, kiedy wyszła akcja z Daltonem, ale przecież z jej własnych ust nigdy nie wyszło polecenie, żeby do zrobił. Doceniała to, kurewsko to doceniała, jednak nigdy nie nakładała na niego tego typu presji.
To samo tyczyło się ćpania. Czy uważała, że czasami przesadzał? Może. Może i uważała, jednak nigdy nie zrobiła mu z tej przyczyny wykładu. Ani słowa nie powiedziała, które mogłoby chociaż sugerować, że powinien skończyć z tym na dobre dla niej. A może powinna? Może kobiety w związkach p o w i n n y wywierać tego typu presje? Skąd ona mogła to wiedzieć? Jako osobnik z zerowym doświadczeniem związkowym po prostu brała to wszytko na czucie. Nie wiedziała, gdzie powinna stawiać granice, więc po prostu ich nie stawiała. Przesuwała je. Każdego dnia starała się odkrywać go bardziej, jak chociażby w Meksyku, kiedy poprosiła, żeby pokazał jej większy kawałek swojego świata, gdy brali emkę. Dla niego. Żeby byli w tym wszystkim razem. Nie miała pojęcia, że on w tym samym czasie uważał, że wszystko pod nią podporządkowywał.
Jednak jak ćpanie i imprezowanie mogła mu odpuścić, wejść w to z nim, tak ślubu przecież nie mogła. Kto normalny by to odpuścił? Czy gdyby to Pilar przyszła do niego i powiedziała, że się z kimś ożeniła, to naprawdę przyjąłby to z uśmiechem na ustach? Mogło mu się wydawać, że tak, ale po chwili z pewnością jego myśli zeszłyby na niewłaściwie tory. Zaczął by się zastanawiać. Wątpić. I to wcale nie chodziło o to, że ona mu nie ufała. Bo ufała. Ale jak on mógł samemu sobie ufać, skoro nawet nie pamiętał, co się stało?
Mi culpa.
A moja? — momentalnie odbiła piłeczkę, słysząc ten jego prześmiewczy ton. — Nie no serio, odpowiedz — bo jak na jej to ewentualnie mogła być wina jego i Williama. Tylko że Patel z tego co wiedziała z nikim na poważnie się nie spotykał. A nawet jeśli, jej to w żaden sposób nie interesowało. Ją interesował Madox. I w tym wypadku tak, to była jego wina. Bo naćpał się o kilka Trumpów za dużo, bo nagadał Williamowi o swoim złamanym sercu, które przecież nawet nie było złamane, a na końcu bo jeszcze powiedział sakramentalne tak. Więc tak, to była jego wina. Chociaż pierwsze dwa niewypały zaręczynowe należało rozłożyć na pół, a Pilar nawet była gotowa wziąć większą część tej winy na siebie. Tylko o tym nie było już co rozmawiać, bo przecież za trzecim poszło idealnie.
Idealne za to wcale nie było jego warknięcie dokończ, gdy czerwone pudełeczko poleciało w dół. Dokończyłaby. Naprawdę by to kurwa dokończyła. Bo jej wcale nie chodziło o to, że mu nie ufa i że ś w i a d o m i e ją zdradzi, a właśnie o stan niepoczytalności, który odcinał jego głowę. Miała pełne prawo się o to martwić, biorąc pod uwagę obecny stan rzeczy. Tylko zaraz się okazało, ze jedyne o co mogli się martwić przez następne minuty to pudełeczko, które wypadło mu z tyłka. Może jakiś znak? A może po prostu pieprzony pech, tak samo jak to, że akurat nikogo nie było w mieszkaniu.
Powinni to odpuścić. Zostawić na jutro.
I wtedy on stwierdził, że jednak to potrzebuje. Na już, na teraz. Że zejdzie po to na dół.
Nie — tym razem to ona warknęła, wbijając stanowcze, ogniste spojrzenie w jego ciemne oczy. — Ne będziesz nigdzie schodzić. To jest kurwa czwarte piętro, Madox. Co jak spadniesz? — nawet ona w pełnej sprawności i bez siniaków nie byłaby tak głupia, żeby posuwać się do czegoś takiego. Przecież tu wystarczył jeden niewłaściwy ruch i kark złamany. Warzywniak do końca życia… przy dobrych wiatrach.
Tylko Pilar jak zwykle mogła sobie gadać, bo on i tak stwierdził, że zrobi, co chce. Niesamowite to było jak podobni do siebie byli i druga osoba mogła warczeć i zakazywać, a każde z nich finalnie i tak szło po swoje. Pojebane. Rzuciła głośnym mierda i podeszła bliżej, obserwując, jak zabiera się do przejścia przez barierkę.
Ja pierdole, Madox, uważaj — poprosiła już o wiele bardziej miękkim głosem. Bo kiedy kucał przy krawędzi i się bujał, Pilar już nawet nie była na niego zła — ona się o niego bała. Wiedziała, że często miewał szczęście w podobnych sytuacjach, że na ogół to ona robiła sobie krzywdę, a on finalnie ją ratował, ale nawet kotom kiedyś kończyły się życia, nie? Dlatego gdy huknął o suszarkę, Stewart odetchnęła z ulgą, nawet nie przejmując się hałasem.
Nie przejmowała się się też swoimi krwiakami, kiedy wręcz wisiała na metalowej barierce. Czuła dokładnie, jak skóra napina się pod ciężarem, ale jej myśli i tak były w pełni zafiksowane na punkcje wariata piętro niżej. Do tego stopnia, że kiedy rzucił jej czerwone pudełeczko, ona nawet nie spędziła pół sekundy, żeby się mu przyjrzeć. Żeby uświadomić sobie, czym on właściwie w nią rzucił. Po prostu cisnęła nim na stolik tuż obok paczki fajek i nachylała sie jeszcze bardziej, przyglądając się temu, spina się na krzesło… a potem znowu spada na balkon.
Serce jej stanęło.
Wystarczyłby jeden zły ruch i spierdoliłby się na dół.
Uważaj, estúpido! — krzyknęła nieco bardziej panicznie niż by chciała, ale nic nie mogła na to poradzić, że się wystraszyła. Chyba w końcu zrozumiała, co on musiał czuć, kiedy zeszłą po skałkach po jointa, a potem nie mogła wrócić. Bo ona czuła teraz dokładnie to samo. Aż bała się patrzeć. Bała się, a jednak wychyliła się znowu… tylko wtedy on łapał się jakiegoś wystającego pręta, który nagle osunął się w dół. — Madox, kurwa — myślała, ze ją popierdoli. Że autentycznie wyjdzie z siebie i stanie obok albo że tam po niego zejdzie, albo zacznie biec na dół i może jakimś cudem zdąży jeszcze zamortyzować jego upadek własnym ciałem (swoją drogą okropna opcja). Dźwięk kawałka ściany obijającego się o balkony niżej i z hukiem lądującego na chodniku wwiercił się w jej głowę. Zadziałał na wyobraźnie. Dlatego kiedy Noriega w końcu znalazł się na balkonie tuż obok niej, mógł zobaczyć jej przerażoną twarz i ciężko unoszącą się klatkę piersiową. Nawet nie słuchała, co do niej mówił, bo już podchodziła bliżej i s z a r p a ł a go za fraki.
Popierdoliło cię?! — warknęła, popychając go na kawałek ściany tuż przy szybie. Przez moment wyglądała, jakby chciała mu przywalić, gdy jej palce zaciskały się na materiale koszulki. — Mogłeś kurwa spaść, idioto! Mogłeś się kurwa rozjebać, mogłeś… — dyszała ciężko, jakby to conajmniej ona przed chwilą otarła się o śmierć. A potem przysunęła się bliżej i ciężko oparła czoło o jego klatkę piersiową, chowając twarz w materiale koszulki, zaciągając się jego zapachem. — Jakbyś się zabił, to bym tam zeszła do ciebie i jeszcze kurwa poprawiła — ależ to był romantyczny sposób, by powiedzieć kurewsko się o ciebie martwiłam, Madox, bo tak bardzo cię kocham. Taki bardzo w jej stylu. W stylu wkurwionej Pilar, która znowu była na niego wściekła, tylko teraz już nie było wiadomo, czy jeszcze o ten ślub, czy może o to, że prawie spadł. A w tym samym czasie jeszcze cieszyła się, że nic mu się nie stało.
Nie rób tak więcej — te słowa wypowiedziała już o wiele ciszej, spokojniej, prosto w jego koszulkę, którą wciąż zaciskała mocno w palcach. Nie patrzyła na niego. Wciąż układała sobie to wszystko w głowie. I to jak miała d u r n e g o narzeczonego. Chociaż przecież w środku doskonale wiedziała, że gdyby role się zamieniły, ona zrobiłaby dokładnie to samo. Wszystko. Jedno po drugim. Tylko kto wie, czy ona miałaby tyle szczęście na tym pręcie, który się osunął?

No vuelvas a hacer eso nunca más (つ。˃ ᵕ ˂)つ ⸝♡
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#26”