-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Ale tym flirtowaniem utorowałabym sobie drogę do finału. Znalazłabym też w ten sposób jakichś frajerów, którzy ogarnialiby za mnie zadania fizyczne — wyjaśniła plan działania. To na pewno by zadziałało! Nie żeby bała się pobrudzić. Chętnie wzięłaby udział w większości zadań z tego typu programów, ale po prostu mogłaby im nie podołać. Uprawianie sportów i w ogóle bieganie po świeżym powietrzu za często kończyło się u niej poobijanym dupskiem. Na bank nigdy by w tych wyzwaniach nie wygrywała i przez to nie zdobywałaby dodatkowych nagród. Musiałaby zadbać o to, żeby osoby, które by je wygrywały, jakoś się z nią nimi dzieliły. Miała w sobie wystarczająco dużo uroku osobistego i wiedzy, jak z niego korzystać, by to się udało.
— Albo to, albo w międzyczasie zrobiłabym z siebie kretynkę i została jakimś memem. — Pokręciła głową z rozbawieniem. Obejrzała samą siebie jeszcze raz dokładnie, żeby upewnić się, że pozbyła się wszelkich oznak zupiny spoza miski i łyżki. Na szczęście tak! Dobrze, że wylała tak mało, a nie strąciła na siebie całą zawartość. Jakby miała teraz się znowu przebierać albo wstawiać pranie, to chyba by ją do reszty zgrzało.
— Widziałam, że wleciał też jakiś nowy dokument o Hitlerze. Może wolisz to? — Przypomniało jej się w trakcie zadania z językami. Była pewna, że kompletnie przerośnie jej przyswajanie wiedzy i to takiej z historii, ale jeżeli tylko jej ukochana była spragniona takiej ambitnej rozrywki, to ona była gotowa się poświęcić.
— Mogę ci też poczytać książkę! Ale nie wiem, czy wytrzymam z gadaniem dłużej niż trzy strony. — Odchrząknęła już teraz czując, ze jest na przegranej pozycji. Nie proponowała Teddy, że da jej poczytać samej, bo widziała, że jest zbyt zmęczona, by sobie z tym poradzić. Ona też się przecież nie powinna przegrzewać.
April zgarnęła puste miski i kubki do kuchni, żeby zrobić z tym wszystkim porządek. chodziło oczywiście wyłącznie o wyrzucenie opakowań do śmieci i powkładania rzeczy do zmywarki. Tyle sprzątania na dziś jej przecież wystarczy. Wstawiła też wodę na herbatę i wróciła na moment na kanapę.
— Może jednak zrobię ci herbaty? Z miodem? Albo czosnkiem? Albo jednym i drugim? — Nachyliła się do narzeczonej. Ujęła jej podbródek i uniosła twarz, ułatwiając sobie dostęp do jej ust. Złożyła na nich krótki, czuły pocałunek. I jeszcze jeden. I kolejny. I jeszcze dwa. Musiała nacałować ją na zapas, bo jak już zapcha ją czosnkiem, to może być różnie.
Ja to wiem, bo sama Już nie zasnę bez twych ust
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Widzę, że wszystko już sobie zaplanowałaś — pokiwała głową, bo była pod wrażeniem tych wszystkich zamysłów. — To co? Teraz musimy wysłać twoje zgłoszenie. To będzie szybki zarobek na nasz ślub — stwierdziła, chociaż równie łatwo zgromadziłyby pieniądze, wystawiając zdjęcia stóp na niebieskiej platformie. W sumie Darling zawsze uważała, że miała ładne i zgrabne stopy. Powinna się nad tym zastanowić. Po samych stopach i tak nikt nie będzie wiedział, że ona to ona.
Istniała spora szansa na to, że Finch, próbując swoich sił w jakimś reality show, stałaby się chodzącym memem. Niczym Rachael Gunn na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu. Wtedy to już na pewna byłaby popularna na cały świat. Ale czy to przyniosłoby jakiś zysk? Ciężko powiedzieć.
Uniosła wysoko brwi, kiedy ukochana zaproponowała wspólne oglądanie dokumentu o niemieckim dyktatorze. Lubiła oglądać produkcje, które powstały na faktach, ale chyba nie aż tak bardzo.
— Nowy dokument? Co to w ogóle znaczy? — zapytała, wodząc wzrokiem na partnerką, która odnosiła naczynia do kuchni. — Czy jest coś, czego jeszcze o nim nie wiadomo? A może w tym okazuje się, że był jednak wspaniałym człowiekiem, nie rozpętuje wojny i nie strzela sobie na końcu w łeb? — zaczęła zastanawiać się na głos, bo nie pojmowała, czemu dalej powstawały dokumenty o kimś takim.
Pokręciła smętnie głową, dając do zrozumienia, że nie miała ochoty na czytanie. Pewnie i tak zasnęłaby po pierwszej stronie, a nie chciała spać w dzień. Owszem, była zmęczona, ale potem nie zaśnie w nocy. Bez sensu takie drzemki. No i nie chciała, żeby April do reszty zdarła sobie gardło.
— Herbata z czosnkiem brzmi pysznie. Nie zapomnij dodać do niej zgniłego jaja, duriana, makreli, pleśniowego sera i wody z kiszonych ogórków — uśmiechnęła się między jednym a kolejnym cmoknięciem. — Chętnie napiję się takiej z cytryną i miodem. I ty też. Poczekaj, przygotuję ją w dzbanku — zadecydowała, podnosząc się z kanapy. — Ty wymyśl nam jakąś rozrywkę. Nada się wszystko, co nie jest dokumentem o Hitlerze. Na pewno zdołasz mnie jakoś zabawić — powiedziała z przekonaniem, że jeśli zajmą sobie jakoś czas, to lepiej zniosą przeziębienie. Nie można tak wiecznie leżeć plackiem i dogorywać! Na pewno miały wystarczająco dużo siły, żeby pograć na konsoli. Albo w jakąś planszówkę. Tylko taką, która ma mniej niż dwie strony zasad, bo Teddy niczego z tego nie zrozumie.
baw mnie, zepsuj lub zbaw mnie
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Nie no, teraz to nie umiałabym flirtować z nikim, kto nie jest tobą. — Uśmiechnęła się do niej słodko. To nie do końca była prawda. Przecież te zdolności z niej nie wyparowały. Mogłaby nadal oczarować niejedną kobietę. Miała w tym przecież duże doświadczenie, co zresztą Teddy do niedawna uwielbiała jej wypominać. Problem w tym, że żadne inne laski jej teraz nie interesowały! Poświęcenie dla drużyny w takim programie byłoby trudne, bo nie mogłaby się nawet skupić na podrywie, bo ciągle myślałaby o swojej narzeczonej i jej perfekcyjnym ciele. Za dobre serce miała, żeby bawić się w takie akcje. Musiały zgarnąć fundusze z innego miejsca.
— Nie wiem, Księżniczko, przecież jeszcze go nie widziałam — odparła tak, jakby w filmie naprawdę mogliby ujawnić nowe dane na temat Adolfa. Pewnie nic takiego się tam nie działo. Może po prostu przenieśli na ekran coś, o czym wcześniej przynudzali tylko w książkach? Albo po prostu chcieli poświęcić nowoczesną technologię na spektakularnie generowane mapy dla wszystkich historycznych świrów? Takich wariatów przecież była cała masa, na pewno nadal się opłacało nagrywać takie rzeczy. Dyktator sprawiał wrażenie osoby, o której będzie się mówić już zawsze.
— Ale dramatyzujesz! Mama robiła mi mleko z czosnkiem, ale przecież nie kupuję mleka od miesięcy, a w ogóle Anglicy na pewno coś takiego piją, bo przecież... dobra, nieważne! — zaplątała się w tych wszystkich wypowiedziach, gdzieś po drodze się nawet obraziła. Nie kontrolowała stanu lodówki, ale była pewna, że ona mleka nie dokupowała. Krowiego nie spożywała od miesięcy, a do kawy nie potrzebowała żadnego roślinnego, więc była w kropce. Przecież ważne było to, by napój był ciepły – równie dobrze mogłaby jej dać wrzątek.
Podniosła się z kanapy i zgarnęła pady do Nintendo. Potrzebowały czegoś, co nie będzie zbyt skomplikowane, a jednocześnie nieco je rozrusza. Mario Kart wydawało się perfekcyjnym wyborem. Odpaliła turniej i od razu zaklepała postać Peach, którą wsadziła na motocykl, dzięki czemu księżniczka założyła na siebie obcisły strój. W bufiastej kiecce raczej trudno byłoby jej jeździć – tyle to nawet Finch wiedziała.
— To może się o coś założymy? Chciałam zasugerować jakieś zbereźne selfie, ale w obecnym stanie, to się chyba średnio na takie nadajemy, co? — Obróciła się na kanapie, by móc obserwować narzeczoną w trakcie przygotowywania dla nich herbaty. Miała zdecydowanie zbyt mało pikantnych zdjęć Teddy, a szczególnie takich w mundurze. Dostała wprawdzie kilkanaście fotek z kalendarzowej sesji, ale one przecież nie były robione z myślą o niej. Nadal jednak bardzo je doceniała i wciąż niektóre z nich pojawiały się na rotacji na tapecie w jej telefonie.
Ty jesteś piękna jak Riri, znaczy się Riri jak ty
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Jasne — skwitowała tylko krótko. Nie miała więcej do powiedzenia w tym temacie. Kłamstewko April było słodkie, ale wciąż pozostawało kłamstwem. W tym miejscu doskonale pasowałby gif sure, Jan.
Wiedziała, że ukochana nie oglądała dokumentu, ale nie o to pytała. Nic dziwnego, że zareagowała na jej odpowiedź wywróceniem oczami. Aż ją głowa zabolała. Tak porządnie, w skroniach. Chyba takie akrobacje jej nie służyły, a już na pewno nie w chorobie. Chyba jednak żadna z nich nie chciała się przekonać, o czym faktycznie była ta nowa produkcja. To znaczy, wiadomo, że o Hitlerze, ale co dokładnie tam zamieścili, to już pozostawało tajemnicą. Darling nie zdziwiłaby się ani trochę, gdyby stworzyli dyktatora przy pomocy sztucznej inteligencji, żeby dodać coś, czego nigdy wcześniej nie pokazano. Może dopisaliby mu jakieś zasługi, żeby ocieplić wizerunek? Nikt nie powiedział, że twórcy dokumentu byli normalni.
— Też piłam mleko z czosnkiem — wtrąciła, parząc herbatę w największym dzbanków, jaki zdołała znaleźć. — Ale nie jestem tak obłożnie chora, żeby pić czosnek w herbacie. To obrzydliwe, April. Jak już tak chcesz nas faszerować pogromcą wampirów, to później mogę zrobić nam po takiej kanapce — zaproponowała, bo wszyscy wiedzą, że czosnek to nie tylko naturalny antybiotyk, ale też źródło witamin i minerałów. Ale nie, kurwa, w herbacie!
Zgarnęła dzbanek i dwa kubki, z całych sił starając się, żeby nie oblać się wrzątkiem i nie wylać herbaty na podłogę. W obecnym stanie stanowiło to nie lada wyzwanie, ale udało jej się dotrzeć do kanapy bez wyrządzenia sobie krzywdy i bez żadnych innych szkód. Małe sukcesy zawsze cieszą!
Złapała za pada i wybrała postać Rosaliny. Nie będzie przecież grać żadnym typem, trzeba się szanować. Poza tym lubiła blondynki. To chyba logiczne, prawda? Wpakowała Rosalinę najpierw na motocykl, ale szybko zmieniła zdanie i zmieniła pojazd na quada.
— Po co ci takie selfie, jak możesz oglądać mnie na co dzień w każdej wersji? Chcesz rozsyłać moje zdjęcia koleżankom? Wystarczy, że ładnie poproszą i sama im prześlę — uśmiechnęła się zawadiacko i napełniła oba kubki herbatą. A potem zarzuciła im jeszcze koce na ramiona, bo nie mogły się tak wietrzyć! To znaczy sobie i April, nie kubkom. To by było dopiero durne.
— To co? Przegrana realizuje życzenie zwyciężczyni? Jakąś zachciankę? Wstawia kompromitujące zdjęcie na insta? Zakłada profil na only fansie? Wybierz co chcesz. Ale uprzedzam lojalnie, że nie biorę jeńców — zaznaczyła, pozostawiając Finch wybór i dowolność interpretacji. Mogła wykorzystać swoją wygraną, jak tylko chciała. Nawet na to zbereźne slefie, o którym wcześniej wspomniała.
z tobą nie umiem wygrać, gdy patrzysz mi w oczy, znów tracę grunt
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Ale musimy najeść się ich obie — zastrzegła od razu. Kanapki z czosnkiem to był niegłupi pomysł. W jakiś magiczny sposób czosnek zawsze pomagał jej na wszelkiego rodzaju przeziębienia, więc i tym razem na pewno tak będzie. A może to efekt placebo, pomagały leki, a ona śmierdziała na darmo? Trudno! Teraz koniecznie muszą śmierdzieć razem, bo jak tu inaczej się całować? Mimo wysokiej gorączki nie miała zamiaru rezygnować z takich przyjemności.
— Mhm, możesz od razu podesłać im też swój nekrolog. — Uśmiechnęła się kąśliwie, wbijając w nią uważne spojrzenie, jakby zastanawiała się, czy Teddy faktycznie byłaby taka chętna do rozsyłania swoich zdjęć na prawo i lewo wszystkim chętnym. Nie no, na pewno by nie była! Świeciła dupskiem w kalendarzu, ale to co innego. April, wbrew pozorom, wierzyła w jej wierność całą sobą.
— Ale mi to byś akurat mogła przesłać czasami jakieś tak bez proszenia się, wiesz? — dodała ciszej, muskając wargami jej policzek. Starała się zabrzmieć seksownie, ale zbolały chorobą głos nieco ją zawiódł i nie wyszło aż tak zmysłowo, jak powinno. No trudno. Uśmiechnęła się tuż przy jej skórze i złożyła na niej jeszcze kilka słodkich pocałunków. Takie specjalnie zdjęcia zdecydowanie zaliczały się do pocztu języków miłości Finch. Nie bez powodu zasypywała nimi Darling odkąd tylko zaczęły ze sobą sypiać.
— Zachcianka mi pasuje. Nie masz ze mną szans! — Usiadła wygodniej i wybrała losowy zestaw map. Właściwie to Teddy miała bardzo duże szanse. April lubiła bardzo w to grać, ale była również w to wyjątkowo mierna. Trudno powiedzieć czemu. Zachęcała do grania wszystkich przy każdej możliwej okazji, jeśli tylko spotykali się w większym gronie, a i tak niewiele się nauczyła. Powinna w tę grę wymiatać i startować w jakichś międzynarodowych turniejach, ale nie było w ogóle takiej opcji. Wierzyła, że kiedyś wreszcie spłynie na nią boża łaska i przestanie grać jak sierota obrzygana.
— No przecież przerobię tę kurwę krowę na burgery jak słowo daję — warknęła pod nosem, gdy po raz kolejny dostała od postaci prowadzonej przez grę żółwiem w mordę. To pewnie kara za to, że nie wybrała krowy – jak na pewno powinna – a sięgnęła po dupiatą laskę. Raz w życiu chciała się poczuć piękna na ekranie, skoro nie mogła być przed, to proszę bardzo, los stwierdził, że absolutnie i totalnie chuj jej w dupę. Chyba będzie musiała przygotować się psychicznie na spełnienie zachcianki Teddy, bo były już w połowie turnieju, a jej szansa na zwycięstwo oddalała się coraz bardziej. Dobrze, że jej narzeczona miała miękkie serce i nie wprowadzi jej na żadną minę tymi życzeniami.
Ty masz co inne chciałyby mieć. Bądź przy mnie obok jak cień
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Razem, bo nagle chcesz się ze mną migdalić, tak? A wcześniej to nie, fuj, zarazki — przypomniała moment, w którym Finch tak ostentacyjnie odsunęła się od niej. Bardzo nieładnie. I bardzo niemiło!
Oczywiście, że nie wysłałaby nikomu swoich roznegliżowanych zdjęć. Owszem, kiedyś zdarzało jej się podchodzić do tego znacznie swobodniej, ale teraz jej ciało było zarezerwowane wyłącznie dla narzeczonej. Już wystarczyło, że wypinała dupsko w kalendarzu, a i tak była tam do połowy ubrana.
— Hej, przecież jak przebieram się w szatni, to czasami ci wysyłam! Wcale nie musisz się o nic prosić — zastrzegła, ale trudno było sobie cykać jakieś seksowne foty, gdy wokół roiło się od chłopów, którzy celowo pakowali się w kadr i napinali swoje bicepsy. Zero prywatności, no naprawdę!
Uśmiechnęła się, czując na rozgrzanym policzku usta ukochanej. Była coraz bliższa do tego, żeby częściej wysyłać jej jakieś nęcące zdjęcia. I to wcale nie tak, że Darling nie chciała tego robić, ale ciężko o dobre ujęcie, kiedy ma się na sobie mundur i jest się po zęby uzbrojonym w sprzęt strażacki. A takimi fotkami Finch na pewno nie była zainteresowana.
Lubiła sportowe gry. Nie, żeby Mario Kart do takich się zaliczało, bo to nie NFS ani Gran Turismo, ale wyścigi to wyścigi, tak? No właśnie! Świetnie radziła sobie za kółkiem na co dzień, więc nie mogła być gorsza, sterując wirtualnym quadem. I faktycznie szło jej rewelacyjnie! Omijała wszystkie przeszkody, unikała pułapek, które zostawiali na nią przeciwnicy, a na prostej wyprzedziła wszystkich rywali, pozostawiając April gdzieś daleko w tyle. Ni dobrze, może nie jakoś daleko z tyłu, ale poza podium.
— Ha! — wyrzuciła ręce w powietrze, żeby zatriumfować swoje zwycięstwo. — Teraz twoja siostra powinna wziąć mnie na prawdziwe wyścigi uliczne — stwierdziła, podjarana wygraną. Albo to po prostu wina gorączki. Tak, to zdecydowanie stąd ta fala gorąca, która uderzyła jej do głowy, bo zaraz oblały ją zimne dreszcze. — Oj, już nie rób takiej miny — cmoknęła narzeczoną w policzek i włączyła kolejny wyścig na losowej mapie. — Musimy zgrać do trzech zwycięstw. Inaczej to dupa, a nie zakład — zadecydowała, bo dopiero wtedy rywalizacja miała sens. Ta jedna wygrana, to był łut szczęścia. Kostki tak chciały, ale jak wiadomo, one potrafią odmienić los nawet największego przegrywa.
Tym razem Teddy nieco spóźniła się ze startem. Źle wyszła z progu, a potem jej Rosalina poślizgnęła się na skórce od banana. I to nie jednej, a takiej potrójnej!
— Nie no, co za żałosne gówno — mruknęła, próbując nadrobić na prostej jak najwięcej straconego czasu, ale wyprzedził ją nawet pierdolony Waluigi.
chciałbym mieć taką moc, by móc się tobie przyśnić, mógłbym zmieniać się w gąbkę, żebyś brała mnie pod prysznic
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Mało mi. I to przecież nie musi być zawsze szatnia. — Uśmiechnęła się szeroko wyraźnie podekscytowana wizją zdjęć Teddy z miliona innych miejsc. Sama przecież robiła jej fotki nawet w biurowej windzie, więc strażaczka też na pewno znajdzie jakieś dodatkowe rozwiązania poza przepoconą szatnią. To oczywiście też miało swój urok. Uwielbiała je dostawać, nawet jeśli w tle widoczny był któryś z kolegów Darling. Tyle dobrego, że nie wysyłała jej takich z Riley, bo to byłoby już za wiele. Liczyła się przede wszystkim pamięć i chęć pobudzenia zmysłów Finch. Piękne ciało nie było w tym wszystkim najważniejsze, ale oczywiście nadal było bardzo istotne.
Pokręcona muzyka i feeria barw, jakie atakowały ich z ekranu, chyba nie były najmądrzejszymi pomysłami na świecie. Miała wrażenie, że odlatuje w jakiś kosmos za każdym razem, gdy Peach wjeżdżała na jakąś pionową ścianę z nienaturalną prędkością. Po turnieju będzie należał im się odpoczynek, bo gra potrafiła naprawdę przebodźcować. Nie była jakaś wymagająca i nie trzeba było się nad nią zmóżdżać, ale oderwanie wzroku od ekranu też nie było możliwe.
— Oj już tak nie kombinuj. Masz jedno życzenie w kieszeni. Ale zagrajmy znowu. — Nie miała zamiaru wykręcać się takimi głupotami, nie była przecież dzieckiem. Umowa była jasna. Skoro przegrała, to trudno. Wykona wszystko, czego zażyczy sobie Teddy i postara się zrobić to najlepiej, jak tylko się da. Ale może też uda jej się zgarnąć nagrodę dla samej siebie? Pora się ogarnąć. Stwierdziła, że spróbuje wyciągnąć lekcje z błędów, które popełniła w poprzednim wyścigu. To nic, że trasa była całkowicie inna i rady były chujowe. Podstawą było niewpadanie w przeszkody i przyspieszanie na każdej prostej po porządnym drifcie. Na pewno wystarczy się skupić.
— Jestem pierwsza, jestem pierwsza! — zawołała, aż nachylając się w stronę telewizora i przybierając pozycję prawdziwej graczki w poważnej rozgrywce. Była naprawdę zaskoczona tym, że zaczęło jej wychodzić. To musiało być jakieś niesamowite szczęście. Cudem uniknęła kilku ciosów żółwiami i stosu skórek po bananach rozsypanych na największym zakręcie przed metą. Pozostali zawodnicy zaczęli wpadać na siebie nawzajem, a ona jakoś z tego wybrnęła i... udało jej się. Faktycznie wygrała. Wszyscy byli w szoku - głównie oczywiście April. Podniosła się aż z miejsca, zrzucając z ramion koc. Wskazała palcem na ekran i uśmiechnęła się szeroko do narzeczonej.
— No to jeden jeden! Dawaj, ostatni raz. Ta, która teraz wygra może wymyślić każdy absurd, jaki przyjdzie jej do głowy — zaproponowała, siadając z powrotem obok ukochanej. Takie długoterminowe cele też były motywujące.
Nie wiesz, jak mi imponuje, że nie robisz min do zdjęć
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Zdarzało jej się wysyłać zdjęcia z akcji, o ile miała wolną chwilę. Albo po akcji. Nie były to żadne seksowne fotki, jak te, które Finch robiła sobie w windzie, ale trudno wyeksponować dekolt, kiedy ma się na sobie odzież termiczną i uniform. Ukochanej musiały wystarczyć zdjęcia, na których Teddy miała umorusaną sadzą twarz. Albo te, do który pozowała z kolegami. Miała też jakieś z Riley, ale nie była na tyle durna, żeby wkuriwać nimi narzeczoną.
— Następnym razem poproszę Jetta, żeby cyknął mi fotkę, jak znoszę staruszkę po drabinie — oznajmiła, bo skoro nie musiała to być zawsze szatni, to niech April wie, jaką miała nieulękłą kobietę! — Wysłałabym ci też takie spomiędzy płomieni, tylko nie wiem, czy mój telefon to przetrwa. Niby jest wodoodporny, ale czy jest żaroodporny, tego już nie napisali — dodała, wyobrażając sobie etui na iphone'a w kształcie brytfanki do pieczenia.
Nie podobało jej się, że zwycięstwo przyszło tak łatwo. Jaka to frajda? Gdzie napięcie, które ściska żołądek tuż przed finałem? Gdzie dreszcz niepewności i ta adrenalina, która sprawia, że serce bije szybciej? Bez tego wszystko wygrana nie miała żadnego smaku! Jak widać, Darling zawsze potrzebowała wyzwań, nawet w głupich grach wideo. Grając w pojedynkę, zawsze podnosiła sobie poprzeczkę, wybierając trudniejszy poziom niż ten standardowy. Nie chodziło jej o samo zwycięstwo, ale o drogę do niego. O te wszystkie momenty zwątpienia i o satysfakcję, która przychodzi dopiero wtedy, gdy naprawdę trzeba było na nią zapracować. Dlatego teraz była taka niepocieszona!
Na szczęście April chciała grać dalej. I poszło jej znacznie lepiej, niż w pierwszej rundzie. Właściwie to poszło jej wyśmienicie, bo przybyła na metę jako pierwsza! W przeciwieństwie do Teddy, która na ostatnim zakręcie najechała na minę i wyjebało ją gdzieś poza tor. No nic, przynajmniej teraz miały remis i zabawa zaczynała się od nowa!
— I kto by pomyślał, że byłaś gotowa poprzestać na jednym wyścigu? — pokręciła głową z udawanym niedowierzaniem. — To było niesamowite, serio! Ale teraz przykryj się, dobrze? — nie czekając na odpowiedź, zarzuciła z powrotem koc na ramiona ukochanej. Zwycięstwo zwycięstwem, ale nie mogły się tak wydurniać. Zaraz się wychłodzą po przegrzaniu z nadmiaru emocji i tyle z tego będzie.
Teddy przez chwilę zastanawiała się, czy nie zmienić postaci i pojazdu, ale przecież nie zmienia się zwycięskiego składu. Każdy o tym wiedział. Co z tego, że to nie koszykówka ani siatkówka.
— Dalej, Rosalino — zwróciła się do kosmicznej czarodziejki, która na pewno nie bez powodu była nazywana opiekunką wszechświata. — Pokażmy Księżniczce Peach, gdzie jest jej miejsce — rzuciła April wyzywając spojrzenie i zacisnęła mocniej palce na kontrolerze.
Tym razem start miała dobry i równy. Mogła zręczniej wejść w niektóre zakręty, ale przynajmniej nie wybuchała przy pierwszej, lepszej okazji i tylko raz wpadła w poślizg gdzieś na drugim okrążeniu. Na metę wleciała jak strzała, więc nic dziwnego, że całość podsumowała gestem, jakby strzepywała kurz z ramienia.
— Jeszcze trochę ci brakuje, żeby mi dorównać — powiedziała nonszalancko, jednak nie potrafiła zbyt długo zachowywać się w taki sposób. Nie była przemądrzałą pizzą, która lubiła się wywyższać. Natychmiast dopadła do Finch i zaczęła obsypywać ją miliardem drobnych buziaków. A potem jeszcze troskliwie przyłożyła dłoń do jej czoła. — No dobra, to jest moment, w którym aplikuję ci drugą tabletkę paracetamolu, bo dalej jesteś rozpalona. Zawsze jesteś gorąca, ale teraz to już ewidentnie przeginasz — zadecydowała i zwlekła się z kanapy, żeby wygrzebać odpowiednie piguły z szafki, w której trzymała pojemnik z lekami. Między innymi po tym Teddy kojarzyła, że była dorosła - miała szafkę na leki i pudło na kable USB.
Musiała jeszcze zastanowić się nad absurdalnym zadaniem dla April. Kiedyś pewnie kazałaby jej wysłać jakieś sprośne wiadomości do kogoś. Albo zdjęcie cycka. Ale teraz jakoś nie bawiły ją takie rzeczy.
— Kojarzysz panią Twocock, która mieszka pod nami? — zapytała, z myślą o podstarzałej sąsiadce. Oczywiście, że Finch musiała ją kojarzyć. Ta kobieta nigdy nie odpowiadała im dzień dobry i rzucała im takie spojrzenia, że gdyby wzrok mógł zabijać, to obie dawno padłyby trupem. A wszystko pewnie przez te jęki, które niosły się na dół. — Musisz namówić ją, żeby ugotowała nam coś zajebistego. Powiesz, że jesteśmy chore i w ogóle. Kto wie, może się nad nami zlituje i zrobi nam rosół? — wzruszyła lekko ramionami. To było niemałe wyzwanie. Zdawało się, że pani Twocock nie lubiła nikogo, a ich to w szczególności.
włos koloru blond, roześmiana twarz, w twoich oczach własny swój ocean masz
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— A może po prostu rób zdjęcia poza pracą? Wiesz, że istnienie jeszcze świat poza mną i jednostką? — Pogłaskała ją po policzku, nieco jednak rozbawiona tym podejściem. Darling na szczęście nie była przyszyta ani do pracy, ani do Finch. Czasem spędzała czas w mieszkaniu bez narzeczonej, czasem nawet bez niej wychodziła! Szok, ale faktycznie zdarzały się takie sytuacje. To przynajmniej byłoby bezpieczne. Nie zaskoczyłyby jej żadne płomienie ani wybuchy. Skoro nie można korzystać z telefonu w trakcie prowadzenia samochodu, to co dopiero w trakcie strażackiej akcji.
Uśmiechnęła się z wdzięcznością za te wszystkie pochwały w kwestii drugiej rundy rozgrywki. Była pod wielkim wrażeniem samej siebie, że wygrała. Oby tylko gorączka nie wymazała jej tego wspomnienia z głowy, bo pewnie szybko się to nie powtórzy. Przykryła się grzecznie kocem. To niesamowite, jak dużo ciepła i spokoju ducha Teddy potrafiła wywołać w niej najdrobniejszymi gestami.
Ostatni wyścig okazał się powrotem do normalności. Teddy wygrała bez większych kłopotów, a April znowu zbierała na mordę większość przeszkadzajek. Na szczęście nadrobiła nieco pod koniec i ostatecznie dojechała na metę jako trzecia, więc się aż tak nie skompromitowała. Zaklaskała, gratulując ukochanej spektakularnego zwycięstwa. Dwa do jednego to już porządna wygrana.
— To ty mnie zawsze tak rozgrzewasz — zapewniła. Może nawet miałoby to lepszy wydźwięk, gdyby zaraz po tym zdaniu nie zaniosła się paskudnym kaszlem, który rozwiał wszelkie znamiona flirtu i romantyzmu. Westchnęłam ciężko, sięgając po herbatę. Nie mogła się doczekać, aż wróci do swoich codziennych wariactw. Ale chwilowo musiała być grzeczna. Przyjęła posłusznie tabletkę i połknęła ją.
— Pani Twocock? — powtórzyła, upewniając się, że dobrze usłyszała, że to nie jakieś halucynacje z gorączki. Narzeczona pokiwała głową potwierdzająco, więc nie było już odwrotu. Finch przykryła się szczelniej kocem i dała sobie moment na zastanowienie. Zmarszczyła nos, szukając w myślach czegokolwiek, co mogłoby jej pomóc w tej sytuacji. Nie złapała zbyt dobrego kontaktu z sąsiadką, bo właściwie nigdy z nią nie rozmawiała. Starsza pani po prostu nie dała jej szansy. No dobra, Finch też nie paliła się do dialogu, a przecież głośne jęki zza ściany nie są dobrym początkiem znajomości. W końcu podniosła się z miejsca.
— Dobra, to chodź. Tylko się nie wychylaj — rzuciła i ruszyła w stronę klatki schodowej. Nie miała nadal żadnego planu, ale starała się wyglądać na taką, która go jednak ma. Zatrzymała się przed drzwiami sąsiadki i zapukała, wierząc, że słowa przyjdą do niej same. Starsza kobieta w końcu otworzyła i zmierzyła ją wzrokiem, który sugerował albo niechęć albo wyjątkowe znudzenie. Finch od razu przytknęła dłoń do ust, chcąc udać, że zanosi się kaszlem. Nie musiała się aż nadto starać, dwa odchrząknięcia wystarczyły, żeby zaczęła chyrlać na poważnie. Sąsiadka uniosła niepewnie brew, chyba na moment odezwało się w niej nieco empatii.
— Pani Twocock, dzień dobry — zaczęła, próbując wyglądać na sympatyczną i nieszkodliwą. Nie miała zbyt dużego doświadczeniu w wyglądaniu w ten sposób. — Naprawdę bardzo przepraszam za wszystkie te hałasy, które pewnie pani słyszy z naszego mieszkania. Ja wiem, że to musiało być irytujące, ale...
— Irytujące? — powtórzyła sąsiadka z taką dawką lodu w głosie, że April poczuła dreszcze i to nie te od gorączki. — Dziewczyno, przez was nie mogę spokojnie obejrzeć żadnego serialu. Myślicie, że te wasze... aktywności... są subtelne? Ściany was nie potrafią powstrzymać na boga.
— Właśnie dlatego pomyślałam, że może mogłybyśmy to jakoś... wynagrodzić? — zaczęła niepewnie. Miała wrażenie, że sprawa jest już przegrana i nie znajdzie w myślach niczego, co mogłoby przekonać sąsiadkę do zmiany zgadania.
— Uciszcie się w końcu, to będzie najlepsza nagroda. A teraz idź, bo mi się makaron rozgotuje. — Pani Twocock parsknęła. Drzwi zamknęły się z trzaskiem. April stała jeszcze przez chwilę, czując, jak rumieniec zalewa jej policzki. Rozpoczęcie rozmowy od przypomnienia o hałasach było raczej durnym pomysłem. Cóż, musiała pogodzić się z porażką. Odwróciła się na pięcie i chciała ruszyć z powrotem w stronę Teddy, ale dopadł ją jeszcze jeden atak kaszlu. I to dość potężny. Brzmiała jak suchotniczka z XIX-wiecznej powieści. Łzy napłynęły jej do oczu, otarła je kocem, który wciąż miała zarzucony na ramiona. Drzwi za nią znów się otworzyły i wyszła zza nich zmartwiona staruszka.
— Dziecko, coś ty sobie za choróbsko na głowę sprowadziła? Wyglądasz jak siedem nieszczęść, a brzmisz jeszcze gorzej. Wracaj mi zaraz do łóżka. Ta druga pewnie też taka schorowana, co? — Podeszła bliżej i dotknęła dłonią jej czoła. Kobiecie ewidentnie włączył się tryb babci. April nie miała pewności, czy to jednak halucynacje, czy misja zaczęła układać się po jej myśli.
— Tak, Teddy też jest chora. Przepraszam, że zawracam głowę, ja już... — Spróbowała się odsunąć i ruszyć w stronę schodów, ale zachwiała się niepewnie, bo zakręciło jej się w głowie. Pani Twocock przytrzymała ją silnym uściskiem za ramię.
— Powoli, dziewczyno. Słaniasz się na nogach, musisz się porządnie rozgrzać. Chodź no mi tu. — Podniosła wzrok na czającą się w oddali Teddy i machnęła ręką, żeby strażaczka podeszła bliżej. Przekazała jej Finch jak jakiś przedmiot, ale April było w tym momencie naprawdę wszystko jedno.
— No już marsz na górę. Chcecie trochę botwinki? Zaraz się dogotuje, przyniosę wam. Musicie jeść normalne posiłku, młodzież teraz to tylko na pizzy i chińszczyźnie. — Westchnęła ciężko i zniknęła za drzwiami własnego mieszkania, mamrocząc jeszcze pod nosem coś o tym, jacy to młodzi teraz durnowaci. April zamrugała niepewnie i odczekała kilka sekund, licząc, że jednak obudzi się z tego snu. Nic z tego.
— Voilà? — Uśmiechnęła się blado do narzeczonej. Nie do końca tak to miało wyglądać, ale ważne, że się udało. Złapała ją za rękę i dała się pociągnąć z powrotem do ich loftu. Zdecydowanie potrzebowała się z powrotem położyć, za dużo emocji.
Ona na mnie patrzy, ja na nią patrzę, łamie mi się głos, a to środek show
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Teraz to akurat nie ja, tylko gorączka — powiedziała nieco oskarżycielskim tonem, jakby podwyższona temperatura była jakąś lambardziarą, z którą April spotyka się jej plecami. Jasne, że wolałaby być teraz tą, która doprowadza Finch do czerwoności i rozpala jej wszystkie zmysły, ale pieprzenie się w takim stanie to był głupi pomysł. Tylko się zasapią i zasmarkają. Lepiej poczekać jeszcze dzień i dwa, aż obie poczują się lepiej.
Sama również połknęła tabletkę, tak zapobiegawczo. Czuła wypieki na twarzy, a skoro nie przyczyniała się do tego obecność narzeczonej, to chyba febra siała spustoszenie w jej organizmie. Teddy naprawdę nie pamiętała, kiedy ją tak ostatnio poskładało. To, że lądowała w szpitalu z jakimi urazami wydawało jej się całkiem normalne, ale żeby aż tak się rozchorować? Przesada.
— Nie planuję nigdzie się wychylać. Nie chcę, żeby ta wiedźma rzuciła na mnie jakiś urok — powiedziała i już zdążyła pożałować, że w ogóle wpadła na taki głupi pomysł. Przekonanie do siebie pani Twocock wydawało się niemożliwe.
Zresztą obie przekonały się o tym, kiedy zeszły piętro niżej, a April zastukała w drzwi. Faktycznie chyba nie mogła zacząć gorzej z tymi tłumaczeniami. Stojąca za ścianą Darling skrzywiła się tylko na wzmiankę o hałasach. Zdarzało im się być głośno, jednak nie pomyślała, że zagłuszają sąsiadce telewizor. Jak można było przypuszczać, pani Twocock odprawiła Finch z kwitkiem. Przynajmniej wszystko na to wskazywało. Aż do nagłego zwrotu akcji, kiedy ukochana zaniosła się kaszlem. Na pewno gruźlica. Oczywiście pewnie przywleczona przez imigrantów z Europy. Teddy wychyliła się zza rogu i już miała podejść bliżej, żeby eskortować narzeczoną na piętro, ale drzwi znów się otworzyły.
— Dzień dobry, pani Twocock — przywitała się niezgrabnym dygnięciem, kiedy kobiecina przywołała ją gestem ręki. — Botwinka brzmi super. Ma dużo żelaza, kwasu foliowego i w ogóle — pokiwała z aprobatą głową, zanim sąsiadka zniknęła w mieszkaniu.
Stały jeszcze tak przez chwilę, totalnie zbite z tropu, aż w końcu April nie zadecydowała o powrocie na górę. Darling była pod autentycznym wrażeniem. Pewnie nie poszłoby z taką lekkością, gdyby nie choroba i atak kaszlu, ale bezbłędnie wywiązała się z tego absurdalnego zadania.
— Myślisz, że teraz zostaniemy jej wnuczkami? — zapytała, przepuszczając ukochaną w progu. — Będzie nas rozpieszczać, a potem przepisze nam swoje mieszkanie? — zaczęła snuć wizję o tym, że pani Twocock na pewno była samotna, a dzieci wypięły się na nią i wyjechały do USA. Mogłyby stać się jej ulubienicami. Ona gotowałaby im obiady, a one odwdzięczałyby się robieniem zakupów. Może nawet wygłuszyłyby antresolę, żeby jęki i krzyki aż tak się nie niosły?
— To było niesamowite — spojrzała na Finch z wyraźnym podziwem w oczach. — Naprawdę. Twój urok osobisty jest powalający. Przecież ta kobieta unikała mnie jak ognia, a ty rozbroiłaś ją jednym kaszlnięciem — złapała za jej koc i przyciągnęła ją do siebie, żeby skraść pocałunek. Zaraz jednak musiała to powtórzyć, bo ten okazał się za krótki i zdecydowanie niewystarczający. — Możesz przejąć moją wygraną zachciankę. Teraz będziesz mieć dwie. Jak je wykorzystasz? Powiedz mi natychmiast! — coś jej podpowiadało, że powinny się położyć, ale miała jakiś nagły przypływ energii. To pewnie zryw. Oby tylko nie skończyła jak Mark Sloan.
tylko wiedz, że u mnie na odwrót, ja coraz bardziej, lubię cię i lubię każdy twój powrót