34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa i głupoty
- A co nie? Jakieś piguły, ze trzy rodzaje prochu wymieszane, no i jeszcze alkohol, wydaje mi się, że piłem pinacolade, bo miałem jej posmak potem przez trzy dni - Madox tak wymienia co ćpali, ale wiadomo, że najgorzej ich poryły te Trumpy, ale nie chciał przy Ricardo mówić, że on jakieś piguły z Trumpem żarł, bo jeszcze by się mogli pobić o to. Madox to też się musiał z Williamem zgodzić, że im to się coś w mózgu chyba poblokowało, wyparowała nagle ostatnia szara komórka, bo to żeby się naćpać do tego stopnia, żeby brać ślub. Już sobie obiecał, że z Pilar to weźmie na trzeźwo, chociaż z nimi to też tak na dwoje babka wróżyła... Karlica, wróżyła im karlica.
- Ej obczajcie to, jak byliśmy w Meksyku... - zaczął i już miał im pewnie opowiedzieć, co im ta karlica wywróżyła, albo w ogóle o tym jej mini namiociku, gdzie ledwo się zmieścili, ale większe zainteresowanie niż jego historia pewnego razu w Meksyku oczywiście miało konto Williama.
Aż ich wbiło w fotele jak zobaczyli te wszystkie zera na jego koncie. Dobrze, że Noriega to swojej forsy nie trzymał w banku, tylko poukrywane po dziurach, jak prawdziwy gangster.
- O stary, jak ty masz tyle siana, to byśmy gdzieś pojechali w podróż poślubną, wezmę Pilar... - zaczął nawijać, ale znowu nie dokończył, bo rezerwa mu się zaświeciła i zapiszczała.
Zjeżdżają na stację, Madox tankuje, a potem bierze hajs od swojego męża, no i oczywiście jak zagadał do dziewczyn, to one już stoją przy BMW, żeby zobaczyć chłopaków. Szkoda, że nie ma co oglądać, bo Madox już sobie poszedł. Chociaż jeszcze się zatrzymał i się śmieje, z tych czipsów dżalapino, a potem nawet się oparł o dach i mówi do Willa poważnie.
- Następnym razem to powiedz tak bebe, no los he comido en anos, anos powtórz - no i czeka oczywiście, aż William to zrobi, a potem się wyszczerzył do Ricardo, bo oni we dwóch wiedzieli, że się mówi años, to od lat, a anos to odbyt, więc William mówi, że nie jadł odbytów. Więc Madox jak sobie z niego pożartował, jak zwykle zresztą, to wsadził ręce w kieszenie i poszedł na stację.
Oczywiście ze swoim nienagannym hiszpańskim mówi, że chce te czipery halapenio, a sprzedawca, który też był chyba jakimś Latynosem zaraz mu mówi, że mają też nowe hot-dogi halapenio i piwko nowe mohito. Oczywiście, że Madox wziął wszystko, bo skoro William stawiał, to jak miał z tego zrezygnować?
Wychodzi po tych piętnastu minutach obładowany zakupami. Dziewczyny już też zatankowały, poczochrały pieski, dały Willowi na siebie namiar i poszły, ale to nawet dobrze, bo Madox nie pomyślał i im nie wziął hot-dogów. Jak William do niego wystawił rękę, to Madox mu zaraz przybił piątkę.
A potem tak, dał Riczowi hot-doga i zaraz Williamowi w końcu też.
- Macie, to jakieś nowe, tylko nie dawaj psu bo to dżalapinio - oczywiście się znowu pośmiali z Patelka. A potem Madox im jeszcze pokazuje sześciopaka piwka i mówi, że to też jest nowość mohito, ale to po robocie, akurat po dwa sobie walną. Rzucił je Willowi na kolana. Czipsy to oczywiście otworzył i najpierw wpakował sobie do buzi całą garść, a potem dał Riczowi i dopiero swojemu mężowi na kolana. Fajek to nawet mu nie dał, tylko sobie włożył do wewnętrznej kieszeni kurtki, no i zaraz odpala silnik i jadą dalej.
- No i co laski mówiły? - zapytał, ale przecież Madox to miał w głowie jedną laskę i nawet znowu gdzieś zerknął na telefon, czy Pilar mu nic nie napisała. Jechał taką trasą jak mu William pokazał, wszystko się zgadzało. I w końcu stają pod jakąś podejrzaną miejscówką. A tam wielki migoczący szyld Łaźnia Pod Spoconym Tygrysem, dziwna nazwa, ale no skoro William się tam umówił na przekazanie.
Wyleźli z auta, Ricardo z tymi psami pod obydwoma pachami i wchodzą do budynku, a tam za ladą jakaś mała azjatka i krzyczy na nich.
- Nie z psami! Nie z psami! Niewolno! - pokazuje im jakiś znaczek z przekreślonym pieskiem, a Madox zaraz pochyla się nad nią i opiera o ladę - tak naprawdę to są koty... ale zdeformowane, a nie widzę tu żadnego znaczka z kotami - no i cóż, babka trochę się pokrzywiła, ale nie było takiego znaczka, to im dała ręczniki i skierowała do szatni, że muszą się rozebrać.
No to co mieli zrobić, poszli, William z teczką, Riczi z pieso-kotami, a Madox z rękami w kieszeniach.

Ricardo Martinez William N. Patel-Noriega
36 y/o
Welkom in Canada
178 cm
kucharz Michelin Star Restaurant
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Łooo, nieźle Patelek, nie doceniałem cię - sięgnął go za ramie i tak z głupkowatym uśmiechem potrząsa a potem pod nosem mówi wkurwiony do Madoxa po hiszpańsku - Kogo mi ty kurwa przedstawiłeś bracholu, to jest jakiś jebany gangster. Ty sie kurwa lepiej zastanów i przypadkiem nie bierz od niego żadnej kasy na rozwodzie, bo jak cie zakopie na pustynii to nie bedziemy z Rosi odwiedzać twojego grobu - przeraził się bowiem Riczi, że Madox go chce wkręcić znów w jakieś pojechane sytuacje. On chciał tylko mieć spokojne życie, w domku w małym miasteczku w Portorico, gdzie zna swoich sąsiadów. A teraz nagle Madox mu tu wpierdala się z butami i jeszcze go Rozi z tego wszystkiego zostawi. Znów się uśmiecha do Wiliama i opadł na oparcie, spogląda gdzieś za okno i se myśli, że kurwa no porwali go jak nic i znów będzie dla nich DARMOWĄ robotę robić. Tak to już jest jak się jest jedynym chłopem w zespole, który ma urok 10/10. Madox to ma mięśnie, a Patelek kaske.
Trochę mu się potem humor poprawił, jak Madox ciśnie sobie z Patelka i każe mu o anos opowiadać, ale nic nie wydał brachola, bo nie chciał też żeby go potem na jakąś sprawę sądową rozwodową jako świadka nie brali. Jak Madoxa nie było to tak kmini i patrzy na Patelka.
- Ty, a ty byś mi nie mógł załatwić jakiejś wizy dłuższej? Bo mnie teraz jak przyjechałem to baba powiedziała, żebym coś z tym zrobił, bo za miesiąc mnie będą deportowali - zastanawia się, bo on to jak jest obywatelem USA no to właśnie podobno jest nielegalny po 3 miesiącach. Potem wraca Madoxo z hotdogiem to Riczowi sie humor poprawił i okazało się, że to dlatego, że był głodny. Michelin Michelinem, ale jednak jak się jest głodnym to nawet parówa na stacji jest dobra. Wgryza się i już miał mówić, że w życiu takiej parówy nie jadł, kiedy Wiliam relacjonuje co tam ustalił z babami. On to nie ma nic do gadania w tym temacie, teraz jest wszak CZYSTY po Guadelupe. Chociaż faktycznie jak ta ruda z samochodu na niego spojrzała to troche się mu gorąco zrobiło.
-Co ona krzyczała? - zdziwił się Ricz, bo on nic nie rozumie co te azjatki gadają, dla niego to jakby mówili w swoim jezyku a nie po angielsku, jak już poszli dalej się przebierać. Włażą do tej szatni i Ricz tak się troche orientuje, że chyba coś jest nie tak. - Gdzie wy mnie chłopaki zabraliście... KURWAA - odstawił psiaki na ziemie i odrazu się rozbiegły jak małe szczury po całej szatni. - Czy to jest interwencja ??? Ja jebie Madox, przecież ja ćwiczę i ci obiecałem że będę z tobą wyciskać, ale teraz jestem po locie styrany, nie chce mi się teraz ćwiczyć nawet stroju nie zabrałem! - i wtedy jakiś chłop z boku mówi, że strój nie będzie mu potrzebny. Unosi brew Ricz i wtrzeszcza oczy na chłopaków, bo to chyba jakaś innego rodzaju szatnia jest. Nie ocenia, ale teraz zaczeło mu się składać... oni slub, tu nagość. - Eee, ale wiecie że ja mam żone tak? - upewnia się, ale jak mu polecili, że ma się rozebrać i sie rozbieraja no to też gacie zdejmuje. - Burrito Churros gdzie wy jesteście, wracajcie tu chujki - i oba psy-koty-szczury wystawiają główki zza szafek i patrzą jak głupole na trzech chłopów co się rozbierają. Owinięci w pasie w białe ręczniki idą więc i okazuje się, że przyszli na baseny. Ricz myśli, że dopiero zjadł, no to nie bedzie chyba pływać, ale wyrywa się do przodu i sobie ogląda łaźnie. Madox mówi, że mają wejść do parowej sauny na co on tak patrzy na niego jak na dekla - A co ja mam z nimi zrobić, przecież nie będe z psami do sauny wchodził. Idźcie sami chłopaki - powiedział i nagle mu Churros sie wykrecił i leci do basenu, no to Ricz za nim zostawiając chłopaków samych pod sauną.

Madox A. Noriega William N. Patel-Noriega
34 y/o
Prepare for the cold
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- W podróż poślubną? - powtarzam, zerkając kątem oka na Madoxa. W sumie czemu nie? Chociaż Noriega przy Pilar się zamieniał w jakiegoś strasznego pantoflarza, więc już sobie wyobrażam jakby to miało wyglądać. Ja bym mówił dawaj się najebiemy albo dawaj się naćpamy, a on by czekał na pozwolenie od Stewart. Nie wiem czy to na moje nerwy, więc jak zjeżdżamy na stację to oddycham z ulgą, że nie musimy kontynuować tej rozmowy, dam se rękę obciąć, że byśmy się pokłócili. W każdym razie powtarzam co mi tam pierdoli po hiszpańsku, nieświadomy, że sobie ze mnie robi jaja. Jak Noriega znika, to dla utrwalenia powtarzam to zdanie jeszcze kilka razy, dopóki Ricardo się nie odezwie - Wizę? To znajdź pracę najlepiej, albo chociaż idź na studia, to wtedy ci ogarnę o tak - pstrykam palcami, że to będzie takie proste, po czym uśmiecham się do Ricardo w lusterku w ten sposób, że już na pewno wie, że właśnie zawarł pakt z diabłem, bo ja nie przyjmuję zapłaty w standardowej walucie, sprzedał mi coś znacznie cenniejszego i bardziej przydatnego - swoją wdzięczność dopóty, dopóki nie opuści terenów Kanady. Gadamy chwilę z tymi laskami, a kiedy Madox wreszcie wraca i zamiast dać mi fajki przybija piątkę, to się krzywię lekko. W zamian dostaję hot-doga, piwo i czipsy, więc właściwie nie narzekam, zapychając usta parówą w bułce. Faktycznie trochę pali. Opowiadam mężowi co tam panienki gadały, w międzyczasie przegryzając czipsy. W końcu zajechaliśmy na miejsce, więc zostawiam prowiant w zamian zabierając swoją teczkę. Trochę dziwny lokal, ale chuj, najwidoczniej mój sprzedawca miał niemałą fantazje. Na krzyki tej Azjatki tylko wzruszam ramionami, bo zanim w ogóle zdążę cokolwiek powiedzieć to Noriega już jej wciska kity i dziewczyna, choć niechętnie, puszcza nas dalej. Rzucam swój ręcznik na jakąś ławkę, po czym zaczynam się rozbierać, zostając w samych majtkach - wszystkie ubrania starannie składam w idealną kosteczkę i jeszcze wygładzam dłońmi, zanim zacznę chować do szafki. Riczi coś tam zaczyna ględzić, więc zerkam na niego zza otwartych drzwi - Jaka interwencja? Co ty pierdolisz? - dziwię się, rzucam jeszcze krótkie spojrzenie Madoxowi, a na koniec temu typowi, co się odzywa zza którejś szafki i widzę, że to jakiś creep, co patrzy jak Martinez zdejmuję gacie i się oblizuje lubieżnie. Na szczęście wychodzi, chociaż przy wyjściu się jeszcze ogląda, żeby ostatni raz zlustrować wzrokiem tyłek Ricardo. Marszczę lekko brwi - Jezu, Ricz, przecież to tylko sauna, nikt cię tu nie będzie molestował, Rosa się o niczym nie dowie - zapewniam, wywracając przy tym oczami. Chociaż chuj wie, tamten koleś ewidentnie miał chrapkę na latynoski tyłeczek Ricardo. W końcu i ja zdejmuję majtki i chowam je do szafki, zanim zatrzasnę drzwi - Ej, Ricz, patrz na to - wołam za nim i wypinam się, żeby mu pokazać dupę, a tam oczy na obu pośladkach - Zrobiłem sobie w Vegas - już mu chciałem tam na poboczu pokazać, ale w sumie może lepiej, że tego nie zrobiłem, bo już w ogóle by mnie miał za skończonego pojeba. Śmieję się głośno, a potem wszyscy troje ruszamy na główną salę, gdzie jest kilka basenów o różnej głębokości, jakieś jacuzzi, bicze wodne i inne szmery-bajery, ogólnie fajna miejscówka. Pełen serwis. Zatrzymujemy się przed zamkniętymi drzwiami do sauny i Ricardo znowu zaczyna coś kręcić nosem, więc rzucam Madoxowi takie spojrzenie mówiące mniej więcej Boże ale narzeka. Otwieram usta, ale wtedy jeden z psów się wyrywa w stronę basenu, a Martinez rura za nim. Churros już prawie wskakuje do wody, ale w ostatniej chwili łapie go ten koleś z szatni i z obleśnym uśmiechem odwraca się w kierunku Ricardo. Aż mam ciarki na plecach, więc pcham drzwi od sauny - Dobra, chodź, idziemy - rzucam jeszcze do Madoxa. Wchodzimy do środka, a tam gorąco jak w... No, saunie, wszędzie pełno pary, że aż ledwo cokolwiek widać. Próbuję w kłębach wypatrzeć kolesia, z którym mieliśmy się spotkać, ale zanim zdążę cokolwiek dostrzec to podbija do nas jakąś stara, pomarszczona, naga chinka i pyta - Full serwis? - ja na to - Co? Nie, my tutaj - zaczynam, ale wcina mi się w zdanie znowu dopytując czy full serwis - Eeee - waham się, ale nie daje za wygraną w kółko powtarzając full serwis? Więc w końcu kiwam głową, żeby tylko przestała nawijać - Dobra! Full serwis niech będzie - myślę, że inaczej nie dałaby nam spokoju. Za sekundę łapie mnie za nadgarstek i rzuca gdzieś na ławkę z siłą, której nie spodziewałbym się po tych chudych, pomarszczonych ramionach. Druga łapie Madoxa, żeby go usadzić po przeciwnej stronie - Torba szatnia, torba szatnia - powtarza, ale kręcę głową, że nie ma chuja i tylko odkładam teczkę pod tą ławeczkę, na której siedzę, a ona zaczyna mnie szorować po całym ciele twardą gąbką na kiju, w dodatku tak mocno, że czuję jakby mi miała zedrzeć całą skórę - Ała, kurwa! Nie tak mocno! - protestuję, ale gada tylko coś, że musi być, bardzo brudny!

Madox A. Noriega Ricardo Martinez
twoja stara
???
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa i głupi, głupszy i najgłupszy
- Mi marido gangster - mój mąż gangster, śmieje się Madox i klepie Patelka po główce pac pac. Z nich wszystkich, to chyba Churros był bardziej gangsta niż Will.
Więc Madox to się wcale nie bał, że na pustyni go zakopią, zresztą pewnie by go po prostu wrzucili do zgniatarki na wysypisku, albo do jakiejś rzeki, on by tak zrobił. A gdzie tu kurwa w Kanadzie jakaś pustynia? Chociaż jak byli w Vegas, w tej sekcie i jakby tam zakopał Williama... nikt by się nie dowiedział. Nigdy.
To jak długo im zejdzie z tym rozwodem, to Madox może zorganizuje swojemu mężowi taki kolejny wypad do Vegas.
Ale teraz to już zajechali pod Spoconego Tygrysa, no i wysiedli z furki i idą do środka, oczywiście Madox zagaduje recepcjonistkę, tak, że weszli ze szczurami.
Noriega to oczywiście ściąga ciuchy, tak, że je rozjebał po całej szatni, buta to gdzieś wrzucił na szafki i zaraz musiał sięgać, żeby go zdjąć. Jakby tak porównać te Williamowe kosteczki i jeden syf Madoxa, to nikt by pewnie nie uwierzył, że ich coś łączy. Ślub na przykład.
- Co kurwa? - obejrzał się na Ricza, kiedy ten zaczął o tej interwencji. Ale zaraz parsknął śmiechem, bo zrozumiał o co mu chodzi - i tak ci nie odpuszczę bracie, bo zobacz jaki ty jesteś kurwa mięciutki... - i już do niego podszedł, żeby wbijać mu paluchy w brzuch - jak galareta, zobacz Will - oczywiście, że William przyszedł i razem sprawdzają, czy brzuch Ricza jest jak galareta i trochę był. A potem jeszcze Madox im pokazał swój, ale on to jak napiął mięśnie, to miał brzuch twardy jak skała - no dawał Will, walnij mnie - oczywiście, że Patelek nie chciał, bo był kurwa pacyfistą, ale Madox tak nalegał, że musiał to zrobić. No i jak to zrobił, to Noriega wypuścił powietrze z płuc i się skrzywił, chociaż naprawdę to nic nie poczuł, ale zaraz - Ała William - i pchnął Patela. Trochę się poszarpali, ale tak po kumpelsku i w bokserkach jeszcze byli. Ale później Patel mówi, że nikt tu Ricza nie będzie molestował, tylko, że Madox też już widział tego kripa za szafkami, więc jeszcze łapie Ricardo za ramię i przysuwa się do niego tak, że prawie się stykają czołami - jak coś to z łokcia w śledzionę - i nawet mu pokazał jak szturchając go łokciem. Potem Patelek pokazuje Ricardo swoje oczy na dupie, a Madox też ściąga majtki, zwija swoje ciuchy w kulkę i chowa do szafki.
Wyszli z szatni i Noriega zaraz chciał do jacuzzi, albo na jakieś bicze, albo basen, bo on przecież kocha wodę, ale William go ciągnie do sauny. Jeszcze się obejrzał za Ricardo, ale jak zobaczył, kto mu tego pieseczka złapał, to mu pokazuję, że łokciem w śledzionę, i tak się zamachnął, że prawie Patela walnął, ale na szczęście nie.
Włażą do tej sauny, a tam jedna wielka parówka, nic nie widać, ale zaraz z tej mgły piekielnej wyłania się jakaś mała azjatka, która znowu na nich krzyczy.
- Ja pierdole stary, teraz ty z nią gadaj - aż popchnął Willa do przodu. A tamta krzyczy to full serwis, a Madox kręci głową, że nie. Chociaż jakby go wymasowała, to nawet by mogło być, ale może nie nago?
No i chuj. William i tak wziął ten full serwis, cokolwiek to było. Zaraz się okazało, że mycie twardą gąbką na kiju. I jak Madox usiadł na tej ławce, to jego też jakaś druga azjatka zaczęła smyrać tą gąbką po klacie, na szczęście młoda i nie pomarszczona. Z fartem. No ale i tak on jej zaraz pokazuje przez ramię.
- Dawaj plecy - no to zaczęła mu myć plecy, a Noriega pochylił się do przodu w kierunku Patelka - ej stary, no i gdzie ten facet? - zapytał go. Ale zanim Will zdążył odpowiedzieć, to drzwi do sauny się otworzyły i do środka wszedł jakiś kulturysta, no normalnie mięśnie miał jak bułeczki, jakby to powiedziała Peach, a do tego piękne, długie, blond włosy, wyglądał trochę jak młody Hulk Hogan i zaraz się ich pyta.
- To wy? - a Madox od razu kiwa głową, że tak, a Hulk się odwrócił i zamyka za sobą drzwi, a zaraz pyta - to który pierwszy? - Noriega oczywiście pokazuje na Williama. A Hulk łapie zaraz Willa za ramię i... wciąga go do jakiegoś małego pokoiku za sauną. I jak Patel tam wszedł to tylko słychać jakieś krzyki, aż się Madox przeżegnał.
Ale tak naprawdę to Hulk Hogan robi Williamowi tam zajebisty masaż, tylko, że Patel był bardzo spięty, więc stąd te krzyki...
A chinka to już Madoxa smyra po brzuchu to gąbeczką.
A co u Ricza i jego nowego kolegi?

patelek bombelek 👶🏻 ricz bicz 💅🏻
34 y/o
Prepare for the cold
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- Kurwa, nie mam pojęcia, poczekaj zaraz się zapytam - rzucam do Madoxa, kiedy się tak pochylamy nad sobą i już chcę pytać tej chinki co mnie właśnie myje gdzie ten cały Wielki Szu, który nas tu zaprosił na przekazanie, ale zanim zdążę się odezwać to kolejna osoba pojawia się w pomieszczeniu, a ja wbijam w typa zaskoczone spojrzenie - Nie, ja nie, ja nie - zaczynam, ale chłop już mnie chwyta za ramię i wciąga do osobnego pokoju. Ostatnie co zdążę zrobić to złapać jeszcze za rączkę od teczki, żeby wziąć ją ze sobą. Przecież jakbym ją zgubił to chyba bym się pochlastał. Znowu rzucam aktówkę gdzieś pod ścianę, dosłownie w ostatniej chwili, zanim ten facet nie popchnie mnie na leżankę do masażu. Zaczyna mnie tak ugniatać, że aż wrzeszczę z bólu, ale po wszystkim muszę z ręką na sercu przyznać, że - Jezus kurwa, to był najlepszy masaż w moim życiu - kiwam głową, a Hulk Hogan uśmiecha się delikatnie. Serio, chodziłem czasem na różne masaże tak o, dla relaksu, bo kto bogatemu zabroni, ale to co przeżyłem dzisiaj po prostu bajka, nigdy nie czułem się tak błogo jak w tym momencie - Mogę ci jeszcze zwalić jak chcesz - proponuje, a ja otwieram szerzej oczy - Nie, dzięki - kręcę głową, a on wzrusza ramionami - Nie wiesz co tracisz - przez ułamek sekundy naprawdę się waham, bo jeśli potrafił tak masować to nawet nie chce sobie wyobrażać co jeszcze potrafiły te ręce, ale ostatecznie i tak odmawiam w zamian zadając kolejne pytania - Słuchaj, a gdzie znajdziemy Wielkiego Szu, bo ja mam w sumie do niego sprawę - kiwam głową w kierunku teczki, siedząc na tej leżance taki rozluźniony jak nigdy. Hulk Hogan mruży lekko oczy, po czym zaczyna mi tłumaczyć, że jak chcę się spotkać z Wielkim Szu to najpierw muszę iść do jego przydupasa, który ma biuro tam po drugiej stronie basenów, bo tylko on wie gdzie akurat znajduje się Wielki Szu. Potem dodaje, że jest bardzo ciekawy jaką my mamy do niego sprawę, ale nie zapyta bo za bycie zbyt wścibskim mógłby stracić głowę.

Tymczasem w saunie pojawia się kolejna osobistość i chyba jako jedna z nielicznych ta jest w miarę ubrana. Twarz azjatyckiego aniołka, ciało modeleczki, na biodrach ma tylko taką mini spódniczkę, a na piersi szarfę, która trochę zasłania i trochę odsłania - A to skoro kolega się już zajął pańskim przyjacielem to pan do mnie tak? Zapraszam - puszcza do Madoxa oczko i uśmiecha się czarująco, zapraszając go do siebie gestem ręki. Prowadzi Noriege do drugiego pokoiku, po drugiej stronie sauny, po czym instruuje, że ma się położyć na leżance i odprężyć, a ona się nim odpowiednio zajmie. Najpierw mizia trochę po plecach, uciskając punkty, które wydają się jej najbardziej spięte i musi to być turbo przyjemne, że aż można odpłynąć z rozkoszy, ale kiedy pochyla się żeby nabrać na dłonie więcej olejku do masażu i wypina nieopatrznie w stronę Madoxa to może zauważyć, że spod tej wyjątkowo krótkiej spódniczki wypada jej siur. Najwidoczniej Noriega dał się wmasować w spotkanie z ladyboyem.

Tymczasem facet, który łapie Churrosa zanim ten wskoczy do basenu ma chyba z dwa metry i tatuaże na całym ciele - jakieś smoki, tygrysy, inne azjatyckie wzory, że aż można dostać oczopląsu. Burritos zaraz się rzuca bratu na ratunek i zaczyna głośno ujadać, ale facet łapie go w drugą rękę i oba pieseczki unosi do góry tak, że Riczi nawet jakby podskoczył to by ich nie dosięgnął, taki to był wielki chłop dosłownie jak dąb Bartek. Zwierzaki od razu zaczynają skomleć i patrzą na Martineza tymi swoimi wyłupiastymi oczami dosłownie jakby chciały powiedzieć tataa, ratuuuj, pomusz, a facet zerka na Ricardo z góry i odzywa się niskim, basowym głosem - Chce to? To musi coś dla mnie zrobić - mruży jeszcze bardziej swoje skośne oczy, po czym prowadzi Ricza do pokoiku po drugiej stronie, który niby jest biurem, ale kręcący się po nim malutki chińczyk też jest goły i jak tylko przekraczają próg, a drzwi się za nimi zamykają to od razu dopada do tego wielkiego i mówi - Masz tego tancerza? Kurwa to jesteśmy uratowani - oddycha z ulgą, mierząc Ricardo spojrzeniem - Ładuj się do tego tortu i masz odpierdolić taki taniec, że dziewczynom cycki opadną z wrażenia, a jak będą chciały żebyś każdą po kolei wyruchał to masz każdą po kolei wyruchać, rozumiemy się? - rzuca, potem tłumaczy jeszcze, że córka pana Wielkiego Szu ma dzisiaj dwudzieste urodziny i zażyczyła sobie własnego tancerza i ma tam odpierdolić im takie szoł, że będą błagały o więcej, bo w przeciwnym razie poleci więcej niż jedna głowa. W pokoju rozbrzmiewa dźwięk telefonu, który odbiera w sekundę - Tak, tak, panie Wielu Szu, tancerz już jest na miejscu, właśnie wywozimy go na pokaz. Ten facet od zegarka? Nie jeszcze się nie pojawił - potem coś jeszcze gada po chińsku i macha ręką, żeby Riczi ładował się szybciej do tortu. Wielki z kolei dodaje, że jak spierdoli to z jego piesków zrobi kisiel, a on sam skończy w zgniatarce.

Ricardo Martinez Madox A. Noriega
twoja stara
???
36 y/o
Welkom in Canada
178 cm
kucharz Michelin Star Restaurant
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Na studia? Rany boskie, to się Rosa uśmieje jak usłyszy, że jej mąż chce iśc na studia. Podpytał Wiliama ile kosztują takie studia i szybko uznał, że jednak chyba woli prace znaleźć. No to postanowione od jutra zacznie szukać pracy w kuchni tu w Toronto.
W każdym razie w tej łaźni Ricz to miał - chłopaki się śmieli z jego krągłości, szczury mu uciekały i ciągle nic tylko musiał je gonić, wszędzie chodziły klony bo to była jakaś chińska łaźnia i niewiadomo było o co chodzi, ale faceci mieli tu większe cycki niż babki. Oni ulani, a babki płaskie jak deski i małe. Riczowi to nawet do głowy nie przyszło oglądać się za żadną babką, wszak on wciąż tylko myślami był przy swojej kształten Rozi, ale kiedy stanął przed nim chiński Hagrid i tak trzymał oba pieseczki wysoko to Ricz tylko w głowie miał to jak Rozi się wkurwi niesamowicie jak on by bez piesków wrócił. Rozważał czy wie gdzie jest śledziona wielkoluda, ale na początku nie chciał go odrazu tak z łokcia, bo może się dogadają????
- A przepraszam, ale pan mnie z kimś pomylił chyba, ja tu tylko przechodzę - mówi elegancko Ricz, ale chłop tylko się odwrócił i tyle było z eleganckiej rozmowy. Ricz nie mógł nic zrobić innego, więc idzie za wielkoludem do jakiegoś pokoiku po drugiej stronie. Obejrzał się, czy Madox i Wiliam widzą gdzie wchodzi, ale no nie widzieli, bo ich nie było. Zacisnął troche mocniej ten ręcznik który miał na biodrach i wbija do pomieszczenia i odrazu chce wyjść, bo tam jakiś goły chińczyk lata i krzyczy. Niby goły a w okularkach, które powiększają jego oczy do rozmiarów śliwek. Ale zostaje, bo ma przecież pieski do odebrania.
- Onie, nie, panowie, ja tu tylko po pieski jestem, dopiero co wylądowałem lotem z Portorico - próbuje się wygadać, ale z chińczykami nie ma to tamto, nie są tacy łatwi do omotania jak np Franki Ferrari. Ciężko cokolwiek wyczytać z ich twarzy, więc nic dziwnego, że Ricz po chwili ciszy i wpatrywania się jak pieseczki wytrzeszczją na niego oczka poddaje się i mówi: - Dobra, gdzie macie ten tort - ale niewiadomo po co pyta, bo tort stoi na środku pokoju i jest wielki jak cholera. Ricz włazi a wielkolud podaje mu jakieś gacie w panterkę i mówi, żeby się ubrał. Ricz patrzy a tam jest na gaciach tam gdzie jego sprzet będzie twarz jakiejś małej chinki o fioletowych włosach, co wygląda jak ta rysunkowa dziewczyna z K-pop demon hunters , z tej bajki która ogladał z Rudą. Wypuszcza powietrze cięzko z ust i kręci głową. - Kurwa uspokój sie typie, nie bede nikogo ruchać, nie jestem dziwką - na co ten mały odpowiada - Jesteś moją dziwką, zakładaj i nie gadaj
Potem Ricz jeszcze się ociąga z tymi gaciami, ale cieżko je założyć w jak już siedzi w tym torcie i odrzucił ręcznik w bok i wtedy usłyszał coś o zegarku.
- Teee, ale ja tu przyjechałem po ten zegarek carramba - na co chłop Bartek mówi, że chuja mu nie wierzy i ostatnie co Ricz zobaczył to były ślepia Churrosa i to jak Burrito zaczął podryzać chłopa w ramie, a potem już chłop zamknął torta i nastała CIEMNOŚĆ.

Billy & Madox
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Jeszcze tylko zdążył odprowadzić Williama spojrzeniem, za te drzwi zza których zaraz rozległy się te krzyki. Może powinien się ruszyć i jednak pomóc swojemu... mężowi przecież?
Ale kiedy do sauny weszła kolejne Azjatka, to Madox zawiesił na niej spojrzenie, chociaż to nie był jego typ, a jednak zdziwił go trochę fakt, że wszyscy tutaj chodzili jak ich pan Bóg stworzył, a ta w spódniczce, ale może była wstydliwa?
Bo przecież do głowy by mu nie przyszło, że pan Bóg ją stworzył zupełnie inaczej.
I kiedy ona go zapraszała do siebie, to Noriega przez moment się zastanowił, iść, czy nie iść?
- A co tam się dzieje? Za tymi drzwiami? - zapytał trochę głupio, a dziewczyna zachichotała zasłaniając się dłonią.
- Nic zdrożnego, to tylko masaż... - chociaż po tych jękach Williama, to Madox nie był taki pewny, ale się zdecydował. Skoro to tylko masaż.
Azjatka kazała mu zdjąć ręcznik i się położyć na leżance, więc Noriega to zrobił, a zaraz poczuł jak te miękkie, ale silne dłonie dziewczyny masują mu plecy. Najpierw kark i wszystkie mięśnie puszczają. A potem łopatki i tak coraz niżej. Rzeczywiście jej rączki działały cuda i robiła mu dobrze tym masażem. W tle relaksująca muzyka, unosił się zapach tych olejków, a Azjatka zeszła już dużo niżej w okolice lędźwi. I Madox rzeczywiście trochę odpływał, aż tu nagle...
Na wysokości jego oczu, spod kusej spódniczki wypada sprzęt, który do masażu to raczej nie służył, i wcale nie pasował do tej anielskiej twarzy.
- Co kurwa... - tak szybko, jak dzisiaj to on się chyba jeszcze nigdy nie zbierał i nie ubierał. To znaczy... okręcał ręcznikiem.
Azjatka się pyta co się stało jakaś zmartwiona, czy za mocno masowała, czy za lekko. I że może mu poprawić na kolanach. A Madox to już stoi pod drzwiami.
- Nic nie trzeba poprawiać, zajebiście, daję... pięć gwiazdek - zaczął nawijać, a ten chłop... Baba? Ladyboy to pada przed nim na kolana i zaczyna iść tak w jego kierunku jeszcze coś mówiąc, że jest słodki i ma ładny tyłek i obciągnie mu gratis. A pod tą jego spódniczką aż coś drgnęło. Ja pierdolę. Madox już opiera się plecami od drzwi i sięga do tyłu do klamki, bo się przecież nie odwróci tym ładnym tyłkiem do niego... Do niej?
I jak wymacał tą klamkę, to wypadł z tego pokoiku, a tam na szczęście już Will stoi cały zrelaksowany i w skowronkach.
- O kurwa stary... - łapie Patelka za ramię i go ciągnie do wyjścia z tej sauny - co ja kurwa przeżyłem... - pewnie by mu opowiedział o tym, jak go ta Azjatka masowała i mu prawie stanął, a tu się okazało, że... jej też. Ale najpierw się rozgląda za Riczim. Ale jego nigdzie nie ma, pieseczków też nie - Ej... a gdzie Ricz? - znowu się porozglądali, ale wszędzie by wypatrzyli tyłek Ricardo. Zamiast tego to nagle usłyszeli szczekanie Churrosa i Burritosa - chyba tam... - Madox pokazuje drzwi od tego biura i macha na Williama - a ty czego się dowiedziałeś? - jeszcze zapytał, a potem to już obaj stoją przed tym biurem i zaglądają do środka przez szybkę, a tam jakiś wielki chińczyk, mały i wielgachny tort. A ten wielki chłop, jak dąb Bartek, do tego trzyma pieseczki Richa, które ujadają jak wściekłe na ten tort. Oni już tam mają wchodzić do środka, już Madox sięga do klamki, ale zatrzymuje ich... mała chinka z fioletowymi włosami.
- Na co się gapicie? - pyta i mierzy ich spojrzeniem, to jednego, to drugiego.

William N. Patel-Noriega Ricardo Martinez
34 y/o
Prepare for the cold
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- Hm? - patrzę na Madoxa, jak on taki wystraszony do mnie dopada i ciągnie do wyjścia z sauny, ale nie drążę tematu, może później uda się do tego wrócić. Teraz obydwoje się rozglądamy za Ricardo tylko go nigdzie nie ma za to dochodzi do nas ujadanie psów. Z biura, do którego i tak musieliśmy iść - Dowiedziałem się, że musimy iść do biura i tam nas pokierują dalej - kiwam głową. Podchodzimy pod drzwi i zaglądamy do środka, tylko zanim zdążymy choćby złapać za klamkę, to dopada do nas kolejna mała chinka tym razem z fioletowymi włosami. Wywracam oczami - Weź spływaj, mamy sprawę - mówię, bo pomimo zaciętego wyrazu twarzy nie wydaje się groźna, więc tym razem to ja wystawiam rękę żeby sięgnąć klamki, tylko ona w sekundę, jak jakiś pierdolony ninja odtrąca moją dłoń jednym celnym ciosem karate i aż się cofam, machając wolną ręką, że ała - Jaką sprawę? - pyta, a ja na to - Ważną - a ona - Jak ważną? - a ja - Bardzo ważną - bo przecież nie będę się jej zwierzał, na co ona dalej - Jak bardzo ważną? - czuję, że to może trwać w nieskończoność, więc wzdycham przeciągle, w myślach powtarzając, że jestem jebanym kwiatem lotosu i muszę zachować spokój. Otwieram usta, żeby coś jeszcze powiedzieć, ale odzywa się pierwsza - Umiecie śpiewać? Bo wyglądacie jak z boys bandu - pytanie totalnie z dupy, więc unoszę w zdziwieniu obie brwi - Tak, ale co to ma do - bo ja umiałem akurat i to w chuj dobrze, nie chwaląc się. Przez jej usta przebiega cień jakiegoś dziwacznego uśmiechu i zanim zdążę dokończyć to ona znowu gada - To idziecie ze mną, pomożecie mi - rzuca tak pewnie, że w pierwszej chwili nie wiem czy w ogóle powinienem myśleć o tym żeby jej odmówić - Co? Nie ma chuja, my do Wielkiego Szu - mówię, a ona parska głośnym śmiechem - Do Wielkiego Szu? Ta, jasne, a byliście umówieni? - wywraca oczami, po czym otwiera drzwi za swoimi plecami i krzyczy do tego małego chińczyka w okularach - Ej, Lin, wszystko gotowe?... - potem dodaje coś jeszcze po chińsku. Tamten kiwa łbem, że tak i wskazuje na tort. Dziewczyna rzuca jeszcze do nas przez ramię, prawie że szeptem - Jak mi pomożecie to was zaprowadzę do Wielkiego Szu, a jak nie to nie chciałabym być ani w waszej, ani w swojej skórze - brzmi to trochę tajemniczo, a trochę groźnie. Zerka na moją teczkę i wystawia po nią rękę, a ja czym prędzej unoszę ją do góry - To biorę ze sobą, ważne - zaczynam, ale ona znowu to robi, znowu wyskakuje jak jakiś ninja i przechwyca ją zanim zdążę zareagować - Lin ci popilnuje - kiwa fioletowym łbem, na co tamten już protestuje, że co on jest szatniarka czy ki chuj, ale ta mała dosłownie ryczy na niego żeby zamknął mordę i jeszcze coś po chińsku, po czym ciska w niego moją aktówką z taką siłą, że o mało nie zwala go z nóg. Churros oraz Burritos, przerażone lecą do tego wielkiego typa, a ona je chwyta w ramiona, zaczyna przytulać i uspokajać, że już, już, pieseczki, bez stresu. Za to ta fioletowa odwraca się do mnie oraz Madoxa - A wy co, kurwa? Bierzcie tort i za mną - nie wiem jak Madox, ale ja już chyba nie chcę się z nią kłócić, więc posłusznie podchodzę do tortu od lewej i zaczynam go pchać, dobrze, że jest na takiej platformie na kółkach, to przynajmniej jakoś to idzie. Mijamy długi korytarz, w międzyczasie dziewczyna rzuca nam jakieś gacie prosto w twarze i każe nam je założyć, ja mam takie we wzór zebry z twarzą jakiejś anime laseczki na przodzie i cóż, pospiesznie wciągam je na dupę. Zatrzymujemy się przy kolejnych, dużych drzwiach - Dobra jak wam dam znaka to wbijacie z tym tortem, a spróbujcie coś kombinować to wam łby upierdole przy samej dupie, kapiszi? - rzuca przez ramię. Patrzę na Madoxa, on na mnie i chyba obydwoje wiemy, że wcale nie żartuje. Wrota się otwierają, fioletowa wbija do środka robiąc gwiazdę, po czym coś pierdoli po chińsku takim słodkim głosikiem, zupełnie niepodobnym do tego, którym zwracała się do nas jeszcze dziesięć sekund temu. Ukradkiem macha na nas głową, że mamy wbijać teraz-już, więc pchamy ten tort przed siebie. Okazuje się, że jesteśmy na jakiejś niby scenie, a przed nami dalsza część basenów z bąbelkami i chyba z pięćdziesiąt azjatyckich laseczek w bardzo kusych bikini, pije drinki i się na nas gapi, zaś na drugim końcu, na podwyższeniu podobnym do tego naszego stoi jebany złoty tron, a na nim jakaś chińska księżniczka, również w bikini. Nogę ma zarzuconą na nogę, wspiera głowę na dłoni, zaś minę ma raczej niezbyt zadowoloną, jakby znudzoną. Nawet nie wiem kiedy dostajemy z Madoxem mikrofony, zaś z głośników leci muzyka i gdzieś na ekranie po drugiej stronie, takim jak pod rzutnik, wyświetla się tekst jak do karaoke, na całe szczęście po angielsku, bo jakby nam wyskoczyli z chińskimi krzakami to jesteśmy w dupie - Śpiewać, kurwa - fioletowa syczy przez zęby, więc faktycznie zaczynam tupać nogą do rytmu i śpiewać. Ona z kolei strzela nam konfetti zza pleców, po czym ukradkiem kopie w ten tort, dając chyba komuś kolejny znak. No to teraz trzeba zrobić dojebane szoł, póki co tamta azjatycka królewna nie wygląda na zbyt zadowoloną.

Ricardo Martinez Madox A. Noriega
twoja stara
???
36 y/o
Welkom in Canada
178 cm
kucharz Michelin Star Restaurant
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Madox A. Noriega William N. Patel-Noriega

Sprawa wyglądała tak, że kiedy tylko zamknęło się wieko tortu, to Riczowi zrobiło się mega gorąco. A co jak te chińczyki wcale nie zabiorą go na żadne urodziny, tylko zacementują i wrzucą do rzeki? Miał już coraz czarniejsze scenariusze i kolana go napierdalały od samego początku, a do tego jeszcze te majty mu się wpijały w dupe i nawet jak próbował je poprawić, to z kolei mu sprzet wypadał z przodu, więc no już wolał, żeby na tyłku się opijały, bo tak to go obcierały z kolei. Chciał troche wieko uchylić, żeby zaczerpnąć powietrza, ale słyszy, że jakieś poruszenie jest w pokoju. Zmarszczył czoło, bo te przytłumione głosy brzmiały jak Madox i Wiliam, tzn bardziej Wiliam. Nic się nie odezwał, bo pomyślał, że kurwa troche lipa jak go zobaczą, że na chwile zostawili a ten już w tort się dał zamknąć. Zresztą, tamten wielkolud nie wyglądał na takiego, co by kłamał, że jak mówi że zrobi im krzywdę to by nie zrobił, a on dla piesków to by wszystko zrobił. Zresztą, co on nie po to urodził się w Portorico, żeby się wstydzić tańczyć. Nagle czuje, że ktoś tort rusza, wiec obie rece dał na ścianki, bo miał wrażenie, że się zaraz wypierdoli z tą beczką w którą go wsadzili. Dalej mu jest bardzo słabo i coraz bardziej niedobrze, już jadą dobre pięc minut i az mu się w głowie zakręciło, ale nagle się zatrzymał i cisza.
A potem poleciała piosenka z tej bajki, co ją Ricz oglądał najpierw z Rudą a później z Rosi i już na pamięć znał piosenkę główną, już se głową giba i czuje jak mu normalnie ciśnienie podskakuje, bo zaraz będzie mógł się powietrza nałykać. Słyszy jakieś walnięcie w tył i myśli, no kurwa nie teraz, on zna ten tekst i dobrze wiedział, że największe wrażenie wyrwie, jak się pojawi z tego tortu jakoś po minucie piosenki jak wchodziło "Were going up, up up" i faktycznie jak usłyszał to to pcha to wielkie wieko w górę tak że jak je odrzucił, to walnął chinkę, która z tyłu jak długa się położyła, umarła czy co, ale nikt na nią nie zwraca uwagi, bo Ricz cały spocony w gaciach z panterką i twarzą jubilatki wyskakuje z tortu i zaczyna tańczyć, tzn na początku to śpiewał sobie i podskakiwał, ale jak otworzył oczy to się okazuje że po swoich bokach ma Madoxa i Wiliama, to mu się zaraz gęba cieszy i pokazuje im, żeby śpiewali, oni to nie mają takich zdolności może jak on muzycznych, chociaż kto tam wie, Madox jako latynos to ma to we krwi, a Wiliam też taki troche cygan także jest szansa, że odwalą niezły show. Co prawda pewnie tylko Madox średnio zna piosenkę, bo z wiadomego źródła wiem, że Peach słucha tej piosenki cały miesiąc i tańczyła do niej z trzy razy na tiktoku, więc William też musi znać tę nute. Ricz w końcu wyłazi z tego torta i imacha na chłopaków, żeby za nim poszli, ale oni mają takie mikrofony na sznurze, no to nie mogą się oderwać, więc nie widzi, że idzie sam do tej królewny na tronie potańczyć. Ona zresztą wciąż była taka średnio zachwycona, ale jak Ricz do niej się zbliżył, to już trochę mniej, a jak już zaczął jej taniec pośladami robić, to wgle uśmiechnięta, chociaż tego akurat Ricz może nie widział, bo tyłem do niej stał. Nagle jednak czuje jakieś łapska na tyłku, a że się tego nie spodziewał to tak odskoczył i widzi tylko groźne spojrzenie jakiegoś goryla, więc odwraca się do tej solenizantki jubilatki i jej tam jeszcze przodem robi troche show, mruga oczkiem zanim dziewczyna zdążyła mu gacie ściągnąć i wraca na scene do swoich dwóch chórzystek.
Okazało się, że ten show bardzo się wszystkim podobał, bo chociaż wcześniej było mega cicho to teraz dziewczyny piszczały i zdjęcia im robiły na swoje social media. Ricz taki zasapany odwraca się do Madoxa i do WIliama i oczy wybausza na nich
- Kurwa zajebista nuta, lecimy jeszcze raz??
Ale wiadomo, że nie! Bo nic dwa razy w życiu się nie zdarzy, żadna chwila nie będzie taka jak ta co mineła. Nagle Ricz się orientuje, że za tortem leży chinka i poszedł do niej i ją podnosi, a ta zezuje na niego i mówi coś o tym, że skarbeńku mną się nie przejmuj, wyjedź z Pekinu. Ricz tak ją w ramionach trzyma jakby umarła i patrzy na małego chińczyka na zapleczu, który pokazuje, żeby zostawić chinke i sie zająć urodzinową laską, ona zresztą już z tego tronu krzyczy, że chce teraz kolejną piosenkę.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
No i fajnie skoro już stali przed biurem, a to do niego w sumie mieli iść, to dobrze nawet się złożyło.
- Stary co ja widziałem... - Madox znowu zaczyna i ewidentnie chciał to Wiliamowi opowiedzieć, ale już stoi przed nimi jakaś mała Chinka. Kolejna. A Noriega aż się cofnął, bo on już nie zaufa tym Azjatkom chyba nigdy.
Patrzy na nią podejrzliwie, jakby się zastanawiał co ona chowa pod spódnicą, kiedy dochodzi się z Williamem.
- No kurwa ważną - musiał się wtrącić, ale tamta wtedy od czapy ich pyta, czy umieją śpiewać. A Madox kręci głową, że nie, chociaż prawda jest taka, że śpiewał zajebiście jak jakiś Maluma, bo nie dość, że miał ładny głos, to jeszcze przecież w szkole aktorskiej mieli lekcje śpiewu. Ale William już się przyznaje, że tak, a ta dziewczyna uznaje, że jej pomogą, aż Madox wyciągnął rękę.
- Nie ma takiej opcji, na pomaganiu to zawsze się źle wychodzi - bo oni z Pilar wychodzili tragicznie, za każdym razem kiedy komuś pomagali, to coś się odpierdalało...
Teraz Madox też czuł, że tak będzie.
Ale William już się dogaduje z tą Chinką, a Madox tylko kręci głową, że nie, nie pomagają...
Ale chuj. Zaraz pchają ten tort, a fioletowy łeb jeszcze rzuca im jakieś przypałowe gatki. Madox najpierw je ogląda - ta morda to jest z przodu, czy z tyłu? - pyta Williama, ale okazuje się, że z przodu - ty masz zebrę, a ja co kurwa? - a on ma jakąś skórę węża. Kiedy Noriega w końcu je założył, to zaraz marudzi, że są za małe, bo mu w tyłek wchodzą, no ale rzeczywiście nie da się ich poprawić tak, żeby się nie opinały z przodu i z tyłu, więc jednak wolał żeby mu się na dupie opinały też.
Ta laska wbija do środka robiąc jakieś gwiazdy, a Madox jeszcze łapie Williama za ramię - dawaj spierdalamy - ale Patel coś zaczyna, że zegarek, że Wielki Szu. A Madox sobie myśli, że jak tam wejdą, a tam będzie więcej lasek z penisami, to on już na nic nie czeka i spierdala. Było tam co prawda dużo lasek, ale właśnie w jakiś kusych bikini. Zaraz dostali mikrofony i fioletowy łeb każe im śpiewać.
- Ja nie śpiewam - mruknął Madox, ale tamta do niego doskakuje i mu sprzedała takiego kopniaka w piszczel, że aż podskoczył. Jakaś wariatka. No a przecież jej się tutaj nie odwinie...
Więc chcieli, czy nie, to coś tam zaczęli mruczeć, bo Madox to w ogóle nie zna tekstu, ale dobrze, że William zna... I już się Patel zaczyna wczuwać nad tym mikrofonem, a tu nagle Were going up up up i z tortu wyskakuje... Ricz.
I Madox na początku nie mógł uwierzyć w to co widzi, ale zaraz już stoją jak te trzy zjeby, jeden gacie w zebrę, drugi w panterkę, a trzeci skóra węża. No to jak już tak stoją, to trzeba zrobić show. Więc Madox nawet zaczął czytać ten tekst piosenki i śpiewa razem z Williamem, bardzo przejmująco. Aż się za ramiona złapali.
A Ricardo co?
On już dupą kręci przed twarzą chińskiej księżniczki, która też już bardziej zadowolona. W ogóle dziewczyny trochę ożyły i William, i Madox też się ruszyli z miejsca. Williamowi jakieś panny prawie ściągnęły majtki, a Madox to nawet dostał stówę, bo mu ktoś włożył w gumkę od gatek. Ale i tak największe show to robi Ricz, bo zaraz jakaś laska rzuca w niego stanikiem i świeci gołymi cyckami.
Jak Ricz pyta, czy lecą jeszcze raz, to Madox kręci głową, że nie, a William kiwa, że tak. Ale i tak już im puścili inną nutę, teraz jakieś spahetti, ale najpierw po chińsku i Madox z Williamem tak na siebie patrzą, ale zaraz im zmienili na angielskie, ufff.
Ricz chowa się gdzieś za tortem, ale w sumie Madox i William nie zwracają na to uwagi, bo te laski to ich szarpią za gatki i prawie ściągają ze sceny. A w końcu ta urodzinowa księżniczka schodzi w tronu, w powietrze wypierdala masa brokatu i konfetti. A potem na scenę wchodzą jacyś połykacze ognia i oni robią własny pokaz, a Madox znowu łapie Williama za łokieć - dawaj kurwa - jeszcze Ricza po drodze złapali i już się wycofują tymi tylnymi drzwiami. Ale tam zaraz wpadają na tego wielkiego chłopa, który trzyma pieseczki. I chuj, Madox wyszedł do przodu, jakby się trzeba było napierdalać, ale tamten się odzywa.
- Ale kochane pieski, stęskniły się za tatusiem - i je daje Riczowi, bo one się tak do niego rwą. Z sali obok słychać jakieś głośne wooow, ogólnie impreza trwa w najlepsze. A Madox w końcu pyta.
- A gdzie Wielki Szu? - wielkolud im pokazuje, żeby znowu szli tym korytarzem, wiec idą, już we trzech, a po drodze każdy po kolei sobie poprawia te gatki, które im się wpijają w tyłki.

gatki w panterkę 🐆 gatki w zebrę 🦓
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Pearson International Airport”