A gdy któregoś popołudnia Abigail odezwała się do córki z propozycją spotkania, obie nie kryły zaskoczenia. Co prawda pani Finch od razu zaznaczyła, że chodzi o rozmowę bez udziału Paula, ale żadna z nich nie spodziewała się, że nastąpi to tak szybko. Co więcej, pani Finch chciała również, żeby w spotkaniu uczestniczyła Teddy, więc całe szczęście, że bez Paula, bo strażaczka nawet nie miała siły udawać, że wizja kolejnej wspólnej kolacji z ojcem April to świetny pomysł. Na samą myśl coś nieprzyjemnie ściskało ją w żołądku, a co dopiero, jakby miała znowu miałaby zasiąść z nim przy jednym stole.
Finalnie stanęło na tym, że Abigail przyjedzie do nich. I właśnie wtedy Teddy popełniła podstawowy błąd, uznając, że skoro spotkanie odbędzie się w ich lofcie, to przynajmniej będzie czuła się swobodniej. Nie czuła się. Od rana chodziła po domu jak nakręcona i nie potrafiła znaleźć sobie miejsca. Sprzątała rzeczy, które były już posprzątane, poprawiała rzeczy, których nikt normalny nawet by nie zauważył i co kilka minut wymyślała sobie nowy problem. Niby wiedziała, że to absurdalne. Pani Finch nie przyjeżdżała przecież na inspekcję sanitarną ani wycenę nieruchomości. Miała po prostu wpaść na kawę i obiad.
Przeszła przez salon i poprawiła poduszki na kanapie. Potem jeszcze raz poduszki na kanapie, bo jedna wyglądała dziwacznie. Później stwierdziła, że stolik jest zakurzony, mimo że przecierała go dosłownie dziesięć minut wcześniej. Łazienkę sprawdziła chyba ze cztery razy. Za każdym razem znajdowała coś nowego. A to ręcznik wisiał nierówno, a to dozownik mydła był wysunięty za bardzo do przodu, a to kosz wyglądał, jakby należało go opróżnić natychmiast, chociaż w środku leżały dwie chusteczki i opakowanie po paście do zębów. Wprawdzie April zapewniała, że jej matka nie będzie zaglądać im do śmieci, ale skąd wiedziała? Nie mogła tego wiedzieć!
I Teddy nagle zaczęła się zastanawiać nad kompletnymi idiotyzmami. Czy mieszkanie wygląda wystarczająco dorośle. Czy nie jest za bardzo zagracone. Czy Abigail zauważy suszarkę z praniem upchniętą w najodleglejszy zakątek antresoli. Czy uzna, że są niepoważne, bo na lodówce dalej wiszą głupie magnesy i zdjęcia, na których stroją miny. Czy kanapa wygląda tanio. Czy nie powinna była wsiąść do samochodu i podjechać do meblowego, żeby kupić lepszą wyspę kuchenną. W pewnym momencie złapała się nawet na tym, że poprawia książki na półce według wysokości. A przecież nigdy wcześniej tego nie robiła. W ogóle nie przywiązywała większej uwagi do porządków i miała tendencję do zostawiania skarpetek na samym środku salonu.
Spojrzała na narzeczoną, która kończyła przygotowywać obiad i odruchowo usiadła na kanapie. Ale może na całe trzy sekundy, bo zaraz znowu zerwała się na nogi.
— Myślisz, że powinnyśmy zapalić świeczkę? Ale taką normalną, nie tę o zapachu majowego bzu, bo jeszcze pomyśli, że próbujemy coś ukryć — zapytała, ale co właściwie miałyby ukrywać? A na przykład to, że kanalizacja w budynku uległa awarii i czasami w łazience unosiły się nieprzyjemne, niezależne od nikogo zapachy.
I nie, Teddy absolutnie nie panikowała! Chciała po prostu, żeby było dobrze. Albo chociaż poprawnie. Bez uszczypliwości i paskudnych sugestii. Wszystko sprowadzało się do tego, żeby April nie musiała dziś czuć się tak, jak po ostatnim spotkaniu, kiedy potem przez pół godziny siedziały w samochodzie i dochodziły do siebie.
z patrzenia tka mi się dom, gdzie ściany są z cierpliwości zbudowane